banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 18 listopada 2017 roku       Jesteś 1128949 naszym gościem.       Osób on-line: 12

Ewangelia wg. św. Jana

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    J 1,1-18
    J 1,19-34
    J 1,35-51
    J 2,1-12
    J 2,13-22
    J 2,23-25
    J 3,1-21
    J 3,22-36
    J 4,1-42
    J 4,43-45
    J 4,46-54
    J 5,1-18
    J 5,19-47
    J 6,1-15
    J 6,16-21
    J 6,22-71
    J 7,1-13
    J 7,14-36
    J 7,37-53
    J 8,1-11
    J 8,12-20
    J 8,21-41
    J 8,42-59
    J 9,1-41
    J 10,1-21
    J 10,22-39
    J 10,40-42
    J 11,1-44
    J 11,45-53
    J 11,54-57
    J 12,1-11
    J 12,12-19
    J 12,20-36
    J 12,37-50
    J 13,1-20
    J 13,21-30
    J 13,31-35
    J 13,36-38
    J 14,1-15
    J 14,15-20
    J 14,21-24
    J 14,25-31
    J 15,1-11
    J 15,12-17

 
33. Godzina Syna Człowieczego.
    "A wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon [Bogu] w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: "Panie, chcemy ujrzeć Jezusa". Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: "Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław Twoje imię!". Wtem rozległ się głos z nieba: "Już wsławiłem i jeszcze wsławię". Tłum stojący [to] usłyszał i mówił: "Zagrzmiało!" Inni mówili: "Anioł przemówił do Niego". Na to rzekł Jezus: "Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie". To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć. Na to tłum Mu odpowiedział: "Myśmy się dowiedzieli z Prawa, że Mesjasz ma trwać na wieki. Jakżeż Ty możesz mówić, że potrzeba wywyższyć Syna Człowieczego? Któż to jest ten Syn Człowieczy?" Odpowiedział im więc Jezus: "Jeszcze przez krótki czas przebywa wśród was światłość. Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła. A kto chodzi w ciemności, nie wie, dokąd idzie. Dopóki światłość macie, wierzcie w światłość, abyście byli synami światłości". To powiedział Jezus i odszedł, i ukrył się przed nimi."
(J 12,20-36)


   Komentarz: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.” Dzisiaj rozważymy sprawę naszego podejścia do swojego życia, do wszystkiego, co nas dotyczy, co jest naszym. Zwrócimy też uwagę na sens istnienia, na jego cel.
    Otóż, pięknym jest to porównanie naszego życia, nas samych do ziarna pszenicy. Słowa Jezusa wyrażają wielką głębię, istotę życia duszy. Dusza żyć będzie prawdziwie tylko wtedy, gdy umrze dla samej siebie. Czym bowiem ma być życie duszy? Skoro została stworzona z wnętrza Bożego Serca, skoro jest wynikiem i konsekwencją nieskończonej miłości, skoro posiada w sobie pierwiastek Boski, a jej celem jest powrót do pierwotnego swego stanu życia w zjednoczeniu doskonałym ze Stwórcą, to życie jej ma być na wzór życia Bożego. To zaś życie wyraża się w miłości. Miłość natomiast jest ciągłym dawaniem siebie, ciągłym rodzeniem, ciągłą ofiarą i ciągłym tworzeniem. Ziarno pszenicy, by rodzić, musi obumrzeć w ziemi. By dać siebie, musi pozwolić, by je zmieliły żarna, starły, aby potem można było upiec chleb. Tak, czy inaczej następuje niejako śmierć tej podstawowej formy ziarna. Ale to, co dzięki temu otrzymuje człowiek, jest dobrem, wielkim dobrodziejstwem dla niego. Otrzymuje pokarm - chleb powszedni karmiący człowieka, dający mu życie. Z jednego ziarna wyrasta jedno tylko źdźbło, ale zakończone kłosem z wieloma ziarnami. Dzięki śmierci tego jednego, narodziły się inne. Te, jeśli obumrą w ziemi, każde przyniesie kolejnych kilkanaście. W szybkim tempie to jedno ziarno przyniesie obfity plon.
    Dusza, by upodobnić się do Boga, by zbliżyć się do Niego, musi zgodzić się na własną śmierć. Umrzeć musi jej miłość własna, jej „ego”, pycha, jej pragnienia, jej ambicje, jej zainteresowania, to, co stanowi oparcie dające poczucie bezpieczeństwa. Wszystko to, co stanowi o odrębności tej duszy, co jest jej, co ją wyraża i określa. Musi niejako przestać w ten sposób zaznaczać własną odrębność, by stopić się z Bogiem. Pozornie wydaje się to śmiercią duszy, która przestaje być sobą. Dusza zdaje się tracić samą siebie. Jednak tak naprawdę dusza dopiero wtedy zaczyna prawdziwie żyć. Ponieważ powraca do swego Stwórcy. Jednoczy się ze swoimi korzeniami, jednoczy ze źródłem swego istnienia, istotą swego bytu. Dopiero wtedy zaczyna być tym, czym w zamierzeniach Bożych miała być od początku: Miłością. Miłością, której cechą jest rodzenie, tworzenie. I dusza taka rodzi nowe dusze. Na jej gruncie otrzymują nowe życie kolejne dusze. Z tych dusz - następne i następne. Jest to cudowne zjednoczenie z Bogiem w Miłości czego konsekwencją są kolejne narodziny. Dusza ta w doskonały sposób wypełnia swoje powołanie, a mianowicie jest Miłością! I chociaż pozornie wydaje się, że straciła na tym, bo umarła dla samej siebie, nie realizuje swoich pragnień i dążeń, to jednak ona w pełni realizuje siebie, swoje człowieczeństwo, swoje powołanie, żyje pełnią darów otrzymanych na Chrzcie św. Jest szczęśliwa. Dopiero wtedy jest spełniona. Czuje, że jej życie ma sens. Staje się duszą ofiarną. Pozwala zetrzeć siebie na żarnach miłości, by w postaci chleba dać siebie innym, by stać się dla innych pokarmem, źródłem życia.
    Jezus mówi, iż „ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”. Ten, kto kocha niemądrze, straci. Nienawiść zaś oznacza nie przywiązywanie się do tego, co człowiek uznaje za swoje życie, oznacza dystans do wszystkiego, co je stanowi w tym rozumieniu ludzkim, w odniesieniu do tego, co swoją stroną materialną tak wiąże człowieka. Należy niejako przerzucić ciężar słowa kochać z „życia” na „Boga”. To z Bogiem człowiek ma być związany, to w Niego ma być wpatrzony, w Nim ma widzieć sens i cel istnienia. Jeśli w ten sposób będzie pojmował swoje życie, że cały należeć będzie do Boga, a to życie ziemskie, różne jego strony, aspekty przestaną mieć dla niego tak duże znaczenie, jak niestety mają dla większości, to wtedy zyska nowe życie - życie wieczne. Jezus powiedział: „zachowa je na życie wieczne”. Zachowa, ponieważ w rzeczywistości zostało ono nam już ofiarowane. Każdy z nas otrzymał od Jezusa dar życia wiecznego. Jedynie od naszej postawy zależy, czy je zachowamy, czy nie.
    Módlmy się, byśmy dobrze zrozumieli wymowę dzisiejszego fragmentu Ewangelii. Prośmy o światło Ducha Świętego, by zrozumieć sens swego istnienia, by pojąć jego cel. Módlmy się, byśmy potrafili stawać się ziarnem godzącym się na obumarcie i pragnącym przynieść plon. Módlmy się, byśmy zapragnęli w ten sposób być darem dla innych, poprzez ofiarę z siebie dającym im nowe życie. Módlmy się o głębokie przeżywanie istoty swego istnienia, o zrozumienie oraz o odwagę pójścia za tym zrozumieniem, by Bóg dokonał zjednoczenia. Prośmy o nasz powrót do Źródła i stopienie się z Nim, byśmy stali się według zamysłu Bożego samą Miłością. Módlmy się, Bóg będzie nam błogosławił.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!