banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś niedziela, 28 maja 2017 roku       Jesteś 1088767 naszym gościem.       Osób on-line: 11

Ś w i a d e c t w a

        
     razem 107 wpisów         [nowe świadectwo]    

Poniżej zamieszczamy wypowiedzi dotyczące Maleńkiej Drogi Miłości
Świadectwa te zostały zebrane podczas dni skupienia organizowanych dla "maleńkich dusz"
[poprzednia strona]     [następna strona]


dusza maleńka

07.12.2013 21:15
(107)

Pragnę Panu Bogu podziękować, przez Niepokalane Serce Maryi, że skierował mnie na Maleńką Drogę Miłości, dlatego że choć byłam wierzącą, praktykującą, nie wiedziałam co znaczy naprawdę kochać. Zrozumiałam, że moja uwaga zawsze była skierowana na sobie, chciałam żeby ludzie mnie kochali, a gdy doświadczałam przykrości, nie umiałam przebaczyć. Gromadziłam w sobie pretensje, żal, złość, co oddalało mnie od źródła prawdziwej miłości - Boga i od ludzi, moja miłość była chora. Na Maleńkiej Drodze Miłości, w tej formacji, po wielu upadkach i cierpieniach duchowych, wypływających z mojego egoizmu, pychy, zazdrości, doświadczyłam Bożej miłości, za co w pokorze serca dzięki składam. Dając świadectwo Bożej Miłości, pragnę Boga uwielbić oddać Mu cześć i chwałę. Bogu niech będą dzięki.


Dusza Maleńka

17.12.2012 11:30
(106)

Adoruję Ciebie, Boże - Dzieciątko Jezus, mój Królu1 Adoruję Twoje rączki, które na chorych kłaść będziesz. Adoruję Twoje nóżki, które chodzić będą od miasta do miasta głosząc Dobrą Nowinę. Adoruję Twoją główkę, na którą nienawiść ludzka wciśnie koronę cierniową. Adoruję Twoje oczęta, które z miłością patrzą na każdego choć widzą wszystko, nawet to, co człowiek chce ukryć. Adoruję Twoje usteczka, które głosić będą Słowo Boże i nauczać w przypowieściach. Adoruję Twoje serduszko, z którego wypłynie Krew i Woda dając początek Kościołowi. Adoruję Twoje święte Ciało, które zostawisz nam jako pokarm na życie wieczne. Adoruję Twoją świętą Krew, która tak obficie spłynie z Krzyża i obmywać nas będzie ze zmazy grzechowej. Uwielbiam Ciebie mój mały Królu Wszechświata w odwiecznym dziele zbawienia. Uwielbiam Ciebie w tajemnicy zwiastowania. Uwielbiam Ciebie w Twoim narodzeniu, w stajence betlejemskiej. Uwielbiam Ciebie w moim sercu, do którego wstępując wywyższasz mnie. Uwielbiam Ciebie w sercu każdej duszy maleńkiej. Uwielbiam Ciebie w każdym sercu, które Ciebie przyjmuje. Uwielbiam Ciebie za każde serce, które Ciebie przyjąć nie chce. Uwielbiam Ciebie w każdym sercu, które Ciebie jeszcze nie poznało, które nie wie, Kim jest Boże Narodzenie, które szuka Ciebie nie wiedząc nawet o tym. Uwielbiona bądż Boża Dziecino w hołdzie pastuszków, w pokłonie mędrców ze wschodu, w darach zapowiadających Twoją przyszłość. Uwielbiam Ciebie Boże Ojcze, Tatusiu. Uwielbiam Ciebie Jezu, Boża Dziecino, która przez Wcielenie stajesz mi się Bratem w człowieczeństwie. Uwielbiam Ciebie Duchu Swięty - miłości objawiająca Ojca i Syna. Uwielbiam Ciebie mały Jezu z Maryją, św. Józefem, aniołami, archaniołami, świętymi w Niebie i duszami w czyśćcu cierpiącymi. Uwielbiam Ciebie Dziecino tutaj i teraz. W czasie, który był, jest i będzie. Maranatha. AMEN


Monika
Szczytno
27.08.2012 12:42
(105)

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Na imię mam Monika, jestem ze Szczytna. Jestem trzeci raz na rekolekcjach w Gietrzwałdzie. Staram się też przyjeżdżać regularnie na Wieczerniki i na dni skupienia. W moim życiu Matka Boża była obecna zawsze. Wyniosłam to z domu rodzinnego, gdzie zawsze była wspólna wieczorna modlitwa: tata, mama, my dzieciaki – siódemka, nawet to małe z kołyski. Jeździłam z rodzicami do kościoła i kiedy wydoroślałam, to zauważyłam, że jestem tylko katoliczką niedzielną. I to mi trochę przeszkadzało. Pan Bóg postawił na drodze kapłana, który mówi – wiesz Monika, jedźmy na rekolekcje, jak mamy pomagać ludziom, no to sami też ze sobą coś róbmy. I tak zakochałam się w Bogu, naprawdę zakochałam się miłością dziecięcą i potem cały czas szukałam Boga, jako swego Ojca. Żyłam z pragnieniem kochania Boga, ale też On pozwalał mi być dzieckiem. Hojnie mnie zawsze obdarowywał, ja byłam Mu wdzięczna, ale ta wdzięczność właśnie była taka dziecięca, taka spontaniczna, ale nie było w tym głębi, dojrzałości; nie wiem czy mnie rozumiecie? I tutaj Matka Boża przyprowadziła mnie, żebym wydoroślała w tej swojej wierze. W środę podczas rekolekcji, które przeżywaliśmy w Gietrzwałdzie, w Uroczystość Wniebowzięcia NMP przeżyłam jakby duchowe zaślubiny z Jezusem. Wydoroślałam w swojej wierze; Już wiem, że chcę dziękować Bogu, już wiem, że chcę być z Bogiem, nie tylko brać od Niego. Ja chcę z Nim być na dobre i na złe. Kiedy szłam Drogą Krzyżową razem z Jezusem, nie umiałam się modlić, ale mówiłam – Miły mój, jestem. Miły mój pozwolił mi przed tym momentem obdarcia Go z szat i gdy Go wrzucono do studni, żebym mogła Go wziąć na ręce, tak jak On przez całe moje życie brał mnie na ręce i rozpieszczał, tulił. On mi pozwolił przytulić siebie i powiedzieć – kocham Ciebie dojrzałą miłością. I potem, kiedy był na Krzyżu mówię: Panie, zawarłeś ze mną Przymierze, jak ja mam być teraz z Tobą razem? Tak jak dziecko stanęłam pod Krzyżem – boję się, boję się być z Tobą na Krzyżu. I tak jak dziecko, wyciągnęłam jedną rękę do Pana i On ją przyjął, nie bolało. Weź moją drugą, weź moje nogi, i wtedy zrozumiałam, że Bóg mi daje swoje ręce, swoje nogi, i że ja teraz będę szła tam, gdzie On mnie poprowadzi. Nie tak jak dziecko do tej pory, po omacku, a On będzie mnie zgarniał, będzie mi dawał, a ja tylko będę biorcą. Ale zobaczyłam, że nie ma takiego połączenia mojego serca z Sercem Pana Jezusa na Krzyżu, ale wczoraj Duch Święty dopełnił reszty, kiedy powiedział – daję mądrość twojemu sercu, daję miłość. I zobaczyłam, że ja jestem cała na Krzyżu z Jezusem, i że wcale to nie boli, a wręcz przeciwnie, ja jestem dojrzałą osobą, mówię o dojrzałości duchowej. Dziękuję Ci, Matko Boża! Dziękuję Ci, Panie!


Ewa
Olsztyn
27.08.2012 12:27
(104)

Mam na imię Ewa, jestem z Olsztyna. Do złożenia tego świadectwa wywołała mnie pieśń "Magnificat". Ponieważ tu w Gietrzwałdzie podczas pierwszej mojej osobistej refleksji - na pierwszym moim spotkaniu z Panem Jezusem, takim osobistym, otworzyłam Ewangelię św. Łukasza i trafiłam na Magnificat. Czytając rozradowało się moje serce, a gdy zapytałam, św. Łukaszu, pomóż mi zrozumieć, co to dla mnie oznacza. I tak jakby pojęłam – wielbij Boga za to co dla ciebie czyni i będzie czynił w czasie tych świętych rekolekcji. Więc chodziłam tutaj zajęta różnymi sprawami, a w sercu moim wybrzmiewało – "Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu Zbawicielu moim". Jakże serce mi się rozradowało, kiedy w Uroczystość Wniebowzięcia NMP, ktąrą tu wspólnie przeżywalismy w Sanktuarium Maryjnym, podczas czytania i z innych ust usłyszałam "Magnificat". I kiedy szłam alejką do źródełka i mówiłam Panie Boże, tak mało czasu mam, żeby spotykać się z Tobą, i wtedy znów w moim sercu pojawiły się słowa: Ja jestem, jestem w szumie tych liści, w kształcie tego pnia, zapachu tych pól i tych ziół. Ja zrozumiałam, że właściwie Bóg jest zawsze, wszędzie, wokół nas. I zaczęłam przepraszać, że tak Go nie zauważałam, że jestem zajęta różnymi rzeczami w domu, nawet zajęta "swoją modlitwą". I kiedy zapytałam Duchu, czy ja też mam złożyć dzisiaj świadectwo, usłyszałam pieśń "Magnificat", więc dlatego wyszłam tu, żeby złożyć to świadectwo. Chcę też powiedzieć jak weszłam na maleńką drogę miłości, dlaczego pragnę na tej drodze być. Dawno, dawno temu byłam z mamą w Niepokalanowie. Tam podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej zajmowałam się maleńkimi kwiatkami, które rosły na ściernisku, były naprawdę małe, takie niebiesko – żółte, ja sobie myślę – po co Ty Panie stworzyłeś te kwiatki, przecież ich nikt nie widzi, chyba że robaki, może jakieś mrówki. Zaczęłam zrywać te kwiatki myśląc, że może przynajmniej zerwę je. Trzymałam tak tę maleńką wiązkę kwiatków, była Stacja XI – Przybicie Pana Jezusa do Krzyża i obejrzałam się, kiedy się obejrzałam, zobaczyłam całe pole niebiesko - żółtych kwiatków i sobie pomyślałam, ….taki jeden kwiatek, to nic nie znaczy, ale kiedy jest ich tak bardzo dużo, to wtedy po prostu całe pole nabiera wspaniałych kolorów. Podeszłam z tymi kwiatkami do XI Stacji i powiedziałam – Panie Boże, chciałabym być taka maleńka jak ten kwiatek. To się wypełnia na maleńkiej drożynie, z Wami - duszami najmniejszymi stanowimy piękne pole pokryte maleńkimi kwiatami. Chcę wam powiedzieć, że podczas tych rekolekcji doświadczyłam, jak Pan Bóg bardzo kocha te małe kwiatki - o czymkolwiek pomyślałam, to dostawałam i wtedy w duchu po prostu padałam na kolana i dziękowałam, bo to jest po ludzku niemożliwe. Tak, że "Wielbi moja dusza Pana i raduje się duch mój w Bogu Zbawicielu moim". Amen. Chwała Panu!


Norbert
Knurów
27.08.2012 12:00
(103)

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Przyjechałem ze Śląska, z Knurowa. W tamtym roku byłem w Gietrzwałdzie na rekolekchach po raz pierwszy i doświadczyłem ogromnej miłości. Usłyszałem wtedy, iż mamy jak małe dzieci wdrapywać się na kolana Boga Ojca, i poczułem wtedy ogromną miłość ojcowską. Również na wspomnianych rekolekcjach w czasie Adoracji Pan Jezus pokazał mi, wewnętrznie tak to odebrałem, że pragnie mnie uzdrowić z jednej rzeczy, z mojego nałogu, a moim nałogiem była telewizja, wiadomości, filmy, takie co to człowiek kanały przekręcał po południu i człowiek nie miał czasu nawet dla Boga, a jeśli miał, to nie było to czego właściwie oczekiwałem. Więc Pan Jezus pokazał mi tutaj, że to z tego chce mnie uzdrowić. Ja tego nie wspominałem rok temu, potrzebowałem czasu, żeby to w sercu iść za tym i prosić Jezusa o łaskę, aby chciał zabrać mi to. Więc po przyjeździe do domu, zacząłem nad sobą pracować. Ja za tą łaską, za tym natchnieniem, które Pan Bóg mi pokazał poszedłem, takie było w sercu pragnienie, żeby zerwać to, ale jednocześnie wplatały się trudności, tworzyła się blokadawe mnie otwarcia się. Ale mówię – Panie Jezu, Ty zwyciężyłeś szatana, proszę, abyś Ty zwyciężył we mnie, ten mój nałóg, bo pragnę służyć Tobie, pragnę iść za Tobą i abyś mnie z tego uwolnił. Więc była trudność, w tej trudności była modlitwa w tej intencji i współpraca z tą łaską, którą otrzymałem na rekolekcjach. To wszystko pozwoliło, że Pan Jezus zabrał mi to, zwyciężył i mogę powiedzieć tak szczerze, że po dzień dzisiejszy, po dzień przyjazdu telewizja dla mnie nie istnieje, mam w domu telewizor, ale tylko po to, by się łączyć z telewizją Trwam, z rodziną na różaniec i Apel, tyle dla mnie jest telewizja w domu. Więc za to: Chwała Panu! I chciałem podziękować – dziękuję Ci, Jezu, że jesteś obecny tu i teraz, że jesteś w moim życiu. Za wszystko dziękuję Ci, Jezu, co czynisz w moim życiu. Dziękuję Ci, Boże, że kształtujesz, przestawiasz, łączysz ze sobą wszystkie aspekty mojego życia, czyniąc z nich przepiękną mozaiką. Bądź uwielbiony! Dziękuję Matce Bożej, Duchowi Świętemu za to prowadzenie. Chwała Bogu za to! Chwała Jezusowi!


Grażynka
Pułtusk
27.08.2012 11:51
(102)

Mam na imię Grażynka, przyjechałam z Pułtuska. Porównując się do ptaków, to jestem pisklakiem bardzo malutkim. Półtora roku temu byłam na pierwszym Wieczerniku. Nie należałam do żadnych wspólnot; w niedzielę chodziłam do kościoła, bo tak byłam wychowana w domu i nic więcej poza tym; wszystkiego się uczę, wszystko jest dla mnie nowe. I tutaj na rekolekcjach zasypiałam prawie na wszystkich katechezach, rozważaniach, Adoracji. Chwilę słuchałam i nie mogłam się skoncentrować, oczy zamykały się i zasypiałam tak jak dziecko w kościele, które usłyszy jakieś modlitwy i jest chyba jeszcze nie przygotowane na pochłonięcie tego wszystkiego. I budziłam się na pewne słowa, na pewne chwile rozważań, które właśnie gdzieś tam we mnie zostawały; pojedyncze jakieś zdania, obrazy i wierzę, że to jest na dzień dzisiejszy dla mnie wystarczające. Taki najbardziej obraz, który mi utkwił to właśnie z rozważań Drogi Krzyżowej, kiedy Maryja bierze Jezusa w swoje ramiona i tak po ludzku płacze nad Nim. Ja nie mam dzieci i z tą wolą Bożą ciężko się mi pogodzić, stąd wierzę, że duchowe moje dzieci z adopcji duchowej, to moja droga. Jak Maryja płakała nad Swoim Synem, więc ja też mogę płakać nad tymi dziećmi. Dzięki radiu "Konsolata", które, jak mój mąż mówi, leci na okrągło, mam szansę wracać do kazań głoszonych na Wieczernikach; kilka razy je słucham i dopiero tak jakby się uczę. Ale łatwo przychodzi mi akt miłości, który często jest dla mnie pomocą w trudnych chwilach, w jakichś złościach, niecierpliwościach, nawet nad ranem często się budzę z aktem miłości wypowiadanym przeze mnie. Piszę też wiersze. Napisałam wierszem mój akt miłości, który odmawiam przed snem: "Aniele Boży, Stróżu mój, Ty akty za mnie mów, żebym w nocy, kiedy będę spała, swą miłość wyznawała. Jezu, Maryjo, kocham was, ratujcie dusze."


Anna
Szczytno
27.08.2012 11:31
(101)

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Mam na imię Anna, jestem ze Szczytna. Wróciłam po wielu latach do miejsca mojego urodzenia. Mieszkałam 26 lat razem z mężem, synem i córką w Niemczech. Jako dziecko chodziłam do kościoła; mam bardzo wierzących rodziców, ale moja wiara w Niemczech była bardziej wiarą tradycyjną, nawet trudno mi powiedzieć, że byłam niedzielną; tradycyjną, po prostu uważałam, że te wartości, które posiadam są bardzo ważne dla moich dzieci, bo widziałam co się dzieje, widziałam, że młodzi ludzie tracą szansę w życiu, popełniają samobójstwa. Chciałam, żeby mój syn w tym czasie, przynajmniej chodząc do kościoła, przejął te wartości. Po pewnym czasie mój mąż miał klinikę chirurgii plastycznej, powodziło nam się bardzo dobrze i żyliśmy w świecie ekskluzywnym. Po pewnym czasie zaczęłam odczuwać jednak pustkę, mimo iż właściwie niczego mi nie brakowało. Zaczęłam po prostu słabnąć, nie miałam apetytu, wszyscy lekarze stwierdzali, że nic mi nie jest, a ja w tym czasie chudłam. Wysłano mnie do szpitala, bo się obawiano, że mogę umrzeć. I w którymś momencie powiedziałam odruchowo – Boże pomóż. I tak się zdarzyło, że pojechałam na moje pierwsze rekolekcje zorganizowane w Niemczech przez ojców z Indii, którzy w kraju, w którym nie ma już wiary, próbują ją ożywić. Rzeczywiście te rekolekcje były dla mnie czymś niesamowitym, po raz pierwszy wyzwoliłam moje emocje. Poczułam żywego Boga. Jeźdźąc na kolejne rekolekcje zostałam uzdrowiona, dzięki Bogu zaakceptowałam mój pobytu w Niemczech. Do Polski przyjechałam przed czterema laty. Tu żyją moi rodzice; mam dwoje dzieci; córka, chociaż urodziła się w Niemczech, skończyła maturę, zdecydowała się na studia w Polsce, odnalazła się tutaj i zapragnęła tu zamieszkać. Mam dwoje dzieci i wnuków. Żyjemy w czterech generacjach. Czułam, że mój przyjazd do Polski jest wolą Pana Boga, ale w pewnym momencie nie mogłam się zupełnie odnaleźć, ponieważ przez długi okres czasu pełniłam w mojej rodzinie rolę matki i ojca. I wytworzyło się u mnie takie przekonanie, że jeżli czegoś nie zrobię, to nie będzie zrobione. I oczywiście z taką myślą zaczęłam się opiekować moimi rodzicami. Ciągle pojawiają się jakieś problemy, które próbuję rozwiązać sama. Z drugiej strony, zauważyłam, że moje wszystkie dążenia są może nie tylko związane z tym, że ja chcę wszystkie rozwiązywać, ale mam wrażenie takiej niskiej wartości samej siebie, że ja muszę zasłużyć też, że jeżeli sama czegoś nie zrobię, to nie będą mnie kochać. I trafiłam tutaj. Słyszałam od znajomych, przyjaciół, że w Gietrzwałdzie odbywają się spotkania. Przyjechałam na jedno z nich; potem miałam dłuższą przerwę, oczywiście było tyle rzeczy do zrobienia, a które oczywiście bez mojej obecności by się nie odbyły. I tutaj, tutaj, te rekolekcje były po prostu dla mnie. Poczułam się i zapragnęłam; nawet nie poczułam, zapragnęłam być i niewolnikiem Boga, i sługą Boga, zapragnęłam być dzieckiem. I rzeczywiście to moje pragnienie bycia dzieckiem pomogło mi w pewnym sensie otworzyć się, przypomnieć to, co już dawno zapomniałam; otworzyć się po prostu na działanie Maryi; słyszałam po prostu ten głos, że nie muszę zasługiwać, wystarczy że kocham. I wiem, że przede mną jest bardzo długa droga, bo gdzieś te wszystkie rzeczy są u mnie, ja wiem, że są u mnie, niektóre przypominają mi, że przecież nie musisz pełnić obowiązków; ja mówię, że wiem, ale dalej je czynię. Wiem, że przede mną jest bardzo długa droga; cieszę się, że tu się znalazłam, bo rzeczywiście słyszę, to co mówi do mnie Maryja i bardzo pragnę Jej prowadzenia. Chwała Panu!


Maria

01.08.2012 19:45
(100)

Szczęść Boże! Od blisko dwóch lat przyjeżdżam na Wieczerniki Modlitwy do Gietrzwałdu. Wiele w moim życiu się od tego czasu zmieniło, ja się zmieniłam. Chciałam opisać wydarzenie, które miało miejsce w styczniu br. Czułam wielką potrzebę przywiezienia mojego 3-letniego synka. Urodził się on z torbielowatością mózgu, która niestety ulegała zwiększeniu. Podczas Adoracji Najświętrzego Sakramentu poczułam gorąco przechodzące przez moją głowę. Nie umiałam powstrzymać łez. Czułam, że Jezus udziela mi łaski, o którą tak bardzo prosiłam. Kolejne badanie w marcu pokazało zmniejszenie torbieli pajęczynówki blisko o 50%. Bóg zapłać wszystkim tworzących dzieło wieczernikowe, szczególnie dziękuję ks. Tadeuszowi. Niech Bóg udzieli wam potrzebnych łask.


Danuta

20.02.2012 09:16
(99)

Kiedy pierwszy raz uczestniczyłam w Wieczerniku Modlitwy, wiedziałam już,że nie będę mogła bez nich żyć. Należałam do innej wspólnoty, w której ciągle zwracałam uwagę na moje słabości i traciłam czas na rozmyślaniu o nich. Zastanawiało mnie to, że moje myśli wciąż biegły ku Bogu. Bóg wlał w moje serce ogromną miłość ku Niemu. Zdecydowałam się opuścić tą wspólnotę, gdyż poczułam się powołana na maleńką drogę miłości. Oddałam swoje serce Jezusowi i Maryi oraz moją rodzinę, bo wierzę, że się zatroszczą o wszystko. JEZU, MARYJO KOCHAM WAS, RATUJCIE DUSZE - pragnąca być maleńką.


Władysława
Slowakia
15.01.2012 12:03
(98)

W roku 1980 do rąk dostał mi się "Dzienniczek" św. siostry Faustyny Kowalskiej. Po przeczytaniu go pierwszy raz, nie mogłam uwierzyć, że Pan Jezus zjawiał się siostrze Faustynie, że ona Go widziała. Od tej pory zaczęłam się modlić, że ja też chcę takie coś przeżyć jak św. Faustyna, abym uwierzyła w to, co było napisane w jej "Dzienniczku". Zrobiłam sobie postanowienie, że każdego dnia będę się modliła Koronką do Bożego Miłosierdzia za dusze w czyśćcu cierpiące. Po jakimś czasie, już nie pamiętam jak długo trwałam w tym postanowieniu, dostałam od Pana Boga tę łaskę, byłam jak niewierny Tomasz, aby uwierzyć, musiałam zobaczyć. Po przyjęciu Komunii św. uklękłam aby się pomodlić, nagle zobaczyłam jak z ołtarza z Krzyża przenikają promienie do mojego serca. Od tej pory już nie miałam żadnej wątpliwości w to, co pisała św. s. Faustyna. Od tego czasu, Bóg jest coraz bardziej hojny dla mnie, obsypując mnie kolejnymi łaskami, mistycznymi także. Niech Jezus Miłosierny będzie uwielbiony i hojny w swym nieskończonym Miłosierdziu dla wszystkich grzeszników. Władysława.


Alina
Ełk
30.05.2010 18:13
(97)

Dziś w czasie Adoracji przed Najświętszym Sakramentem tuż po odprawieniu drogi KRZYŻOWEJ w moim sercu odczułam przynaglenie, by opisać moje duchowe przeżycie, które miało miejsce podczas Wieczernika Modlitwy w drugą sobotę marca w Różanymstoku. W czasie Adoracji moje serce doświadczyło nagle coś w rodzaju duchowego zachwytu. W tym doświadczeniu moja dusza była niejako w niebie, a trwało ono przez całą Adorację. Czułam piękne (niebiańskie) zapachy i coś, czego nigdy wcześniej nie znałam (tak niesamowite), działo się w moim sercu i z moją duszą. Cała drżałam, serce zalewała niebiańska słodkość, nie wiedziałam co się tak naprawdę ze mną dzieje. Później zaczęła się EUCHARYSTIA. Podczas PODNIESIENIA z mojej prawej strony (siedziałam w ławce przed CUDOWNYM OBRAZEM MATKI PRZENAJŚWIĘTSZEJ) zobaczyłam wielki kolorowy przedmiot w formie koła, tak jakoby to była HOSTIA jaśniejąca żywymi kolorami tęczy. Kolory były żywe. ("HOSTIA" ta była wielkości domu). W samym centrum widziałam trzy ogniki - dwa trochę wyżej i trzeci niżej - po środku tamtych. Trwało to kilka minut. Nie mogę o tym do dzisiaj zapomnieć i często wracam do tego co widziałam. Dziękuję Tobie, WSZECHMOGĄCY BOŻE, za otrzymane łaski. Jezu, Maryjo kocham Was, ratujcie dusze!


Helena

02.04.2010 13:25
(96)

Dziś Wielki Piątek. Adorujemy Krzyż, Boga na Krzyżu. Pragnę dać świadectwo. Otóż Krzyż, przed którym modlę się w swoim mieszkaniu otrzymałam od mego śp. Taty. Wykonał Go własnoręcznie. Uważam, że otrzymałam najpiękniejszy "spadek". Dzielę się z Wami tym bo może znajdą się rodzice, którzy uczynią podobnie. Dziś Krzyż przez wiele osób jest odrzucany. Starajmy się Go bronić. Niech będzie w mieszkaniu każdego z nas. Niech będzie na naszej szyi. Niech będzie w każdym miejscu, a szczególnie w naszych sercach. Kochajmy Pana, kochajmy Jego Serce. "W Krzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie, w Krzyżu miłości nauka. Kto Ciebie, Boże raz pojąć może, Ten nic nie pragnie, ni szuka." "Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!" Dziękuję za Twoją tak niewypowiedzianą miłość do mnie, do nas. Całuję każdą Twoją ranę. Przebacz nam, Panie. Matko Bolesna stojąca pod Krzyżem, przebacz nam. Dziękuję, za Krzyż Twój Panie, i Twoje cierpienie kochana Mamo, bo bez niego nie byłoby Zmartwychwstania.


Dusz najmniejsza

29.03.2010 10:20
(95)

Bóg zapłać Księdzu za tak cenne wskazówki. Utwierdzają mnie one w coraz większym pokoju, który mam w sercu. Ten pokój teraz mnie zadziwia. Wobec tylu obowiązków, wobec absurdalnych, a chwilami wołających o pomstę do Nieba decyzji wielkich tego świata i wobec tych problemów związanych, już dawno powinnam stać się kłębkiem nerwów, człowiekiem przepełnionym żalem i pretensjami, a we mnie jest po prostu pokój. Mimo, że wielu rzeczy nie rozumiem, mimo, że nie jestem w stanie rozwiązać tych wszystkich problemów, to mam pokój. A źródłem tego pokoju jest Krzyż, Jezus Ukrzyżowany, Miłość. Ciągłe powracanie na Golgotę daje mi jakąś równowagę psychiczną, inną perspektywę patrzenia na wszystko. Dziękuję Księdzu, że wprowadził mnie na tę drogę i mnie pilnuje, abym z niej nie zeszła. Nie starczy mi pewnie i wieczności całej, by Bogu wyśpiewać pieśń wdzięczności za to wszystko. Jeszcze raz dziękuję i zapewniam o modlitwie.


Regina
SOCHACZEW
14.03.2010 11:54
(94)

Pan Jezus nie daje nikomu jednakowo. Jednym daje więcej drugim mniej, Od tych co daje więcej to i wymaga też więcej. Pierwszy raz usłyszałam głos Pana, parę lat wcześniej, widziałam Jezusa Ukrzyżowanego, Jego cierpienie, Jego Mękę, widziałam Maryję. Jak Maryja z Jezusem płaczą - to się nie da opisać. Całkowite wyciszenie, całkowite odejście z tego świata pozwala Duchowi Świętemu że możemy usłyszeć co mówi Pan, co mówią święci, i tak jest. Pragnę wraz z Jezusem i Maryją dźwigać krzyż ośmieszenia, wymierzenia kary na mnie, mojego prześladowania aż do obecnego. Nie będę się tłumaczyć, bo wtedy by nie było dźwigania Krzyża. To Maryja z Jezusem każdej duszy wytycza drogę, po której ma kroczyć, jak ma kroczyć. Pragnę więc wypełnić wolę Pana. Bo to Jezus i Maryja wiedzą co dla mnie jest najlepsze, nic mi nie dadzą ponad siły, tylko tyle ile znieść mogę, dlatego moje racje są zbyteczne, Pan Jezus pragnie walczyć o każdą duszę, dlatego przyprowadził mnie do tej Wspólnoty aby pomagać Panu i Maryi to znaczy: żyć miłością, przyjmować wszystko co jest na mnie dopuszczane choćby bardzo bolesne i nic nie czynić, nie mieć w sobie urazy, złości, zdenerwowania, naśladując WIERNIE we wszystkim Maryję. I to wystarcza resztę Pan Jezus z Maryją dokonują.


barbara
płońsk
07.03.2010 08:54
(93)

Pragnę podziękować Bogu Ojcu, Jezusowi-Braciszkowi Mojemu, Duchowi Świętemu,Maryi mojej Kochanej Mamusi-za dar Wspólnoty Dusz Najmniejszych za dar zjednoczenia na modlitwie w godzinach wieczernika modlitwy.Dziękuję za kapłana ks.Tadeusza który poddaje się nakazom-poruszeniom Ducha Świętego,za Siostrę Konsolatę która wskazuje nam Maleńką Drogę Miłości.Kiedy obejmujemy modlitwą intencje Matki Bożej,każdą duszę najmniejszą,nasze rodziny,to w tym zjednoczeniu na modlitwie trwa cud w mojej rodzinie-mój brat nadużywający alkoholu dobrowolnie poddał się leczeniu odtrucia i podpisał zgodę na dalszą terapię, córka sama z siebie postanowiła nie przeklinać,mama chora na Aldzheimera stała się mniej agresywna "to są cuda" -może nie są to od razu wielkie nawrócenia które Bóg czyni w zamian za naszą miłość,za miłość do bliżniego.Ale to dzięki zjednoczeniu na Wspólnej modlitwie- aktu miłości za tych których nie znacie Pan Bóg-Tatuś rozwiązuje problemy wg Swojego Bożego planu a nie wg naszych zamysłów, zabiera troski abyśmy trwali tylko w miłości a zbawienie ludzkości zostawiali Jemu-Naszemu Stwórcy i najbardziej Oddanemu Ojcu-Niepojętej Miłości. DZIĘKUJĘ po prostu,dziękuję Wam Kochani również za ten czas kiedy wspieracie mnie na mojej drodze krzyżowej tej codziennej,moje kroki a raczej kroczki w wyrywaniu chwastów w mojej duszy, moim sercu są małe ale wiem że mój braciszek Jezus jest ze mną i będzie w nich zasiewał nowe słowo,plon dziesięciokrotny, stokrotny, będzie moją mocą i siłą choćby to miało trwać.Miłość wszystko zwycięży.Zapewniam Was o modlitwie nawet za te duszyczki które tylko raz były na wieczerniku modlitwy. Dusza Najmniejsza


S.M.Ausilia OSC Cap. z Siostrami
Ostrów Wlkp
21.02.2010 09:50
(92)

Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze! Kochany Księże Tadeuszu, drodzy Najmniejsi! Pragniemy jeszcze raz podziękować za dar wspaniałego Wieczernika, za dar modlitwy, za obecność, którą sobie bardzo cenimy i która wniosła nam dużo radości. Czułyśmy i nadal czujemy deszcz łask, które spłynęły na nas i na wszystkich uczestników w tym błogosławionym czasie. Jaka to wielka łaska, że Jezus wybrał sobie tę naszą skromną wspólnotę, aby Sł. Boża S. Konsolata Betrone, ta nasza współsiostra, mogła przez nią przekazywać Orędzie Serca Jezusa do świata! I jaka to wielka łaska, że Jezus upatrzył sobie w Ojczyźnie naszej najpierw ks. Józefa Gregorkiewicza, a teraz Ks. Tadeusza, na "następców" niejako Ojca Lorenza Sales, kierownika duchowego S. Konsolaty, którzy kontynuują to cudowne Dzieło Dusz Najmniejszych, jedyna na świecie, właśnie tutaj! To się po prostu w głowie nie mieści... Przecież to prawdziwy cud. Pamiętam, jak ś.p. nasz kochany Ks. Gregorkiewicz zachęcał nas i "poganiał", żeby tłumaczyć, rozpowszechniać to Orędzie... Cudem jest też, że kilka lat po śmierci Matki M. Salomei, która w tym klasztorze rozpoczęła propagowanie Orędzia, rozpowszechnianie obrazków S. Konsolaty (drukowanych jeszcze wtedy we Włoszech), Pan Jezus ściągnął z Włoch kolejną siostrę i do tego właśnie klasztoru, aby podjęła to Dzieło. To z Matką Salomeą Ks. Gregorkiewicz rozpoczął wszystko... Potem ta wielka łaska kontynuowania przypadła mnie, niegodnej. Pamiętam, gdy w 1990 roku (wtedy tu przyjechałam) Ks. Józef przyjechał do nas do Ostrowa (a bywał regularnie od wielu lat 4 razy w roku ), to nie mogłam wyjść z podziwu, bo przecież znaliśmy się z czasów kiedy jeszcze byłam... Salezjanką! I nawet mnie dobrze pamiętał. Zaraz też mówił o podjęciu tłumaczenia i rozpowszechniania Orędzia. To było dla mnie kolejne, ogromne zaskoczenie, bo S. Konsolatę Betronę poznałam w Turynie, jako Salezjanka, dzięki jednej Siostrze, która mi podsunęła jej żywot. Pamiętam, że byłam zafascynowana tą Kapucynką, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałam, że pewnego dnia, po latach, będę i ja ... Kapucynką, a już nigdy bym nie pomyślała, że właśnie ten żywot, to Orędzie przyjdzie mi rozpowszechniać i to w Polsce! Czytałam tę książkę z zapartym tchem, wprost chłonęłam, tak bardzo trafiła w moje najskrytsze pragnienia. Pamiętam też, że poszłam zobaczyć ten Dom Sióstr Salezjanek, gdzie ona chodziła do oratorium, a potem wstąpiła. To było przy piazza Maria Ausiliatrice 35, czyli przy tym samym placu, gdzie znajduje się Bazylika Maryi Wspomożycielki. To były lata siedemdziesiąte i miałam szczęście poznać niektóre starsze już Siostry, które jeszcze pamiętały S. Konsolatę, jako nowicjuszkę. Przepraszam za tę wstawkę osobistą... Tak mi się powspominało... To wszystko jest takie cudowne... W imieniu nas wszystkich bardzo gorąco proszę drogiego Ks. Tadeusza, aby zechciał znowu do nas przyjechać na Wieczernik! Może uda się jeszcze przed wakacjami... Z A P R A S Z A M Y I C Z E K A M Y!!! Prosimy też gorąco o modlitwę za nas, abyśmy coraz gorliwiej żyły Orędziem i były taką "pieśnią miłości" (jak nam mawiał Ks. Józef Gregorkiewicz), bo tylko wtedy będziemy pożyteczne Dziełu!) Jesteśmy wdzięczne za przekazywane nam konferencje; cieszymy się Ćwiczeniami dla Najmniejszych, Radiem Konsolata i wszystkim! Pozdrawiamy najserdeczniej i zapewniamy Was, że łączymy się we wspólnej Pieśni Miłości, którą na pewno śpiewa z nami S. Konsolata, Ks. Józef, O. Lorenzo Sales i całe hufce dusz Najmniejszych! Oddane w Sercu Jezusa i Maryi - S.M.Ausilia OSC Cap. z Siostrami


Dusza Najmniejsza

29.01.2010 10:53
(91)

Niech Będzie Bóg Uwielbiony za kolejny Dar-Ćwiczeń Duchowych. Moje małe serce się pyta Dobrego Boga. Kimże jest człowiek,że o nim pamiętasz ?! Co raz bardziej rozumiem i doświadczam, że Królestwo Boże nie jest z tego świata. Niemalże całkowita odwrotność tego z czym się spotykamy, doświadczamy i niejednokrotnie jesteśmy współuczestnikami tego wszystkiego co się wokół nas dzieje na tym łez padole. Mój dobry Boże! Pragnę trwać na maleńkiej drodze miłości do końca swoich dni. Pragnę Cię Uwielbiać Miłować,Kochać. Jezu,Maryjo-Kocham Was Ratujcie Dusze!


Piotr

18.12.2009 08:48
(90)

Dziękuję Bogu, że po tylu latach szukania znalazłem drogę, którą chciałbym kroczyć, ubogacać się duchowo niosąc innym pomoc i świadczyć o niezmierzonej MIŁOŚCI Pana Naszego całym sobą. Zdaję sobie sprawę ze swoich słabości i z małości, lecz coraz większa świadomość dodaje mi sił i określa sens całego jestestwa - BO jest ON - MIŁOŚĆ, która nawet nakazy każe traktować jak własną wolę. Dokonuje się transformacja Bożej opieki i świadomość przyczynowości boskiej - to, że staję się coraz mniejszy, to, że czuję modlitwę wspólnoty, to, że pragnę być tam gdzie wspólnota - to nie jest przyzwyczajenie. Ta duchowa łączność w godzinach modlitw bez względu na odległość to dar, który pomaga trwać. To "Wyjście z Wieczernika i apostolstwo", o którym ksiądz tyle razy wspominał właśnie następuje, nie można się opierać Bożej Miłości!


Dusza mała

24.11.2009 11:58
(89)

Bogu dziękuję, Mateńce Najświętszej, Ojcu Tadeuszowi i organizatorom dnia skupienia w Gietrzwałdzie. Przyjechałam tam wypalona i pusta. Powróciwszy do domu spostrzegłam, że inaczej patrzę na domowników. W mojej głowie powstała myśl - czy oni się tak zmienili? Teraz wiem, że zmiana nastąpiła we mnie, to w moim sercu zamieszkał Jezus. To Jego oczami patrzyłam. Różnica była ogromna, odczuwalna. Jezu, Maryjo kocham Was, ratujcie dusze!


Aldona

22.10.2009 14:45
(88)

Każdego dnia w czasie modlitwy pod Krzyżem Pana Jezusa, dziękuję Bogu za dar Wspólnoty, za łaskę powołania do grona "dusz najmniejszych",za dar Kapłana, który prowadzi nas konsekwentnie tą drogą do świętości. Jesteśmy małymi dziećmi, błądzimy, upadamy ale wtedy przychodzi do nas Maryja-Matka Boga i nasza i najczulej na świecie podnosi nas, przytula do swojego serca, całuje w główkę i oddaje swojemu Synowi. Ponieważ jesteśmy dziećmi, ze względu na naszą "małość"nie jesteśmy w stanie już teraz docenić ogromu daru naszej Wspólnoty pod względem duchowym oraz wielkości i wagi naszego "wybraństwa"- myślę, że Pan Jezus powołując nas do Wspólnoty Dusz Najmniejszych, ułożył przed nami puszysty dywan, po którym powinniśmy kroczyć prostą drogą do Nieba. Abyśmy z tego dywanu nie spadli - czuwa nad nami ks. Tadeusz. On uczy nas modlić się, rozmawiać z Maryją jak ze swoją Mamą, zapraszać Ją codziennie do naszego życia, prosić o Jej radę w trudnościach dnia. Nauczył nas zwracać się często do Ducha Świętego, by prosić o światło, nauczył adorować Pana Jezusa ukrzyżowanego, rozważać Jego mękę na Krzyżu, tulić się do Jego stóp, całować Jego udręczone ciało, najpiękniejszą okaleczoną twarz oraz poranione ręce, wyciągnięte na Krzyżu, - które obejmują i błogosławią z wysokości Krzyża cały świat. To jest właśnie dar Wspólnoty, bez niej w pojedynkę nie damy rady - giniemy - przytłoczeni fałszem obecnego świata. Ta Wspólnota stała się dla nas treścią i sensem życia, za nią zaczynamy tęsknić już w momencie zakończenia się Wieczernika, dni skupienia, rekolekcji czy pielgrzymki. We Wspólnocie spotkaliśmy ludzi przepełnionych miłością bliźniego, chęcią bezinteresownej pomocy potrzebującym, troszczących się o zdrowie współbraci. Jesteście kochani. Tworzymy jedność, trzymajmy się mocno za ręce, tak jak wtedy gdy śpiewamy akt miłości: "Jezu, Maryjo kocham Was, ratujcie dusze!" Nie pozwólmy, żeby pękło jakieś ogniwo naszego łańcucha miłości i jedności. Módlmy się wszyscy za dar Wspólnoty, jedność w niej i za naszych Kapłanów, żeby mimo wielu przeciwności, wytrwali z nami, prowadząc nas do Jezusa. Przepraszam za to "dziecięce" świadectwo, tak czuję, tak kocham, i tak pragnę trwać z Wami wszystkimi.

[poprzednia strona]     [następna strona]

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!