banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130259 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Droga Krzyżowa na Rok Miłości - rozważania


      Stacja I
Pan Jezus skazany na śmierć krzyżową  

    Duszo będąca Moją do końca, na zawsze, na wieki. Pragnę prowadzić ciebie drogą miłości. Tą drogą jest Krzyż. Moja Droga Krzyżowa to Droga Miłości Miłosiernej. Oczekuję, że pójdziesz Moim śladem. Śladami Miłości ofiarnej i Miłosierdzia. Chcę, Moja miłości, abyś przemieniona we Mnie, stawała się na tej drodze jako Ja. Bądź ofiarą Miłości Miłosiernej. Ja prowadzić ciebie będę, ciebie - Moją maleńką duszę ofiarną.
     Pierwsza rzecz na tej drodze, to milczenie. Druga to przyjęcie w tym milczeniu tego, co ciebie spotyka na co dzień. Trzecia to miłość. Bowiem można milczeć, przyjąć, ale serce będzie pełne nienawiści. A tu chodzi o miłość totalną. O całkowite zanurzenie w miłości, o zadanie śmierci sobie samej. Bądź Moją ofiarą całopalną złożoną na ołtarzu Miłości Miłosiernej. Niech woń kadzideł unosi się do samego Nieba. Niech chwała Boga Miłości rozniesie się po całej ziemi. Niech rozbrzmiewa w każdym sercu. Jeśli ty dla Mnie staniesz się ofiarą, Ja rozleję łaskę Miłosierdzia na wszystkie dusze. Bowiem twoje serce i dusza staną się Moimi „przekaźnikami” miłości miłosiernej. Święte dusze, czyli dusze należące całkowicie do Mnie, są kanałami Mojej łaski przez całe wieki. Nie tylko za życia. I to jest ta wielkość i ta moc ofiarowania się duszy Bogu. Wtedy Bóg dokonuje wszystkiego w tej duszy i poprzez tę duszę.
     Błogosławię ci, Moja duszo ofiarna, na tej Drodze Krzyżowej. Łącz swoją ofiarę z ofiarą Jezusa.
      
     Stacja II
Pan Jezus przyjmuje krzyż na swoje ramiona  

    Duszo Moja. Patrz na Miłość. Nie patrz na ból, nie patrz na cierpienie. Patrząc tylko na nie, doznasz przerażenia. Uciekniesz. Wpadniesz w rozpacz. Zagubisz swoją wiarę. Ty masz patrzeć na Miłość. Miłość jest większa, mocniejsza. Miłość jest ponad wszystko. Spójrz na Mnie. Gdyby miłość Moja mniejsza była niż wasze grzechy, cierpienie przygniotłoby Mnie do ziemi i nie byłbym w stanie podjąć Krzyża. Czy rozumiesz Mnie? Moja miłość jest nieskończenie większa od waszych grzechów i słabości. Przewyższa cierpienie, jakie mi zadają dusze swoimi grzechami. I chociaż cierpię przeogromny ból, to Moja miłość zgadza się na to, by was ratować od śmierci, by was od niej uwolnić, byście mogli zaznawać szczęścia miłości w Niebie.
     Oczekuję teraz od ciebie, Moja umiłowana duszo ofiarna, iż kochać Mnie będziesz taką miłością. Ja wiem, że twoje możliwości są żadne. Dlatego wyposażyłem twoje serce bogato w Moją łaskę. Obdarzam ciebie nią od pewnego czasu za pośrednictwem Mojej Matki. Bowiem Ona przyjęła do serca Miłość Doskonałą w pełni i dzięki temu cierpienie, jakie było Jej udziałem, nie pokonało Jej. Miłość, jaką miała w sercu, była ponad to cierpienie. Moja Matka przekazuje ci tę Miłość. Moja Matka poucza twoją duszę o tej Miłości. Jesteś w stanie, duszo Moja, podążać Moim śladem drogą miłości, bo udzielam ci ku temu sił. Oczekuję zatem od ciebie miłości czystej. Oczekuję, ofiaro Mej Miłości Miłosiernej, iż otworzysz serce całkowicie, by przyjąć Moją miłość w pełni i tą miłością obejmować będziesz dusze. Oczekuję, że ufając Mojej miłości, podejmować będziesz cierpienie, jako wyraz Mojej miłości do ciebie, a twojej do Mnie. Oczekuję, że nigdy w twojej głowie nie powstanie myśl przeciwna miłości, nieakceptująca łaski cierpienia. Bowiem cierpienie niesie ze sobą łaskę.
     Pamiętaj. W tobie złożyłem swoją Miłość. Jest większa ponad każde cierpienie. Podejmując zaś cierpienie z miłością, okazujesz miłość Mnie i duszom. Uczestniczysz w Mojej Drodze Krzyżowej, której celem jest zbawienie świata. Zobacz. Tak maleńka dusza, tak maleńkie życie, którego przecież świat nie zauważa, a może uczestniczyć w największym Dziele Bożym. 
     Do tego ciebie zapraszam i błogosławię cię. Pójdź za Mną.
      
     Stacja III
Pierwszy upadek Pana Jezusa  

    Dziecko Moje, duszo umiłowana. Upadam pod ciężarem twojej nieufności. Cierpienie spowodowane brakiem ufności dusz wybranych, dusz szczególnie umiłowanych i powołanych do wyższej doskonałości, jest bardzo dotkliwe. Ono przytłacza Mnie do ziemi. Ono staje się ciężarem, pod którym uginają się kolana. Pod którym zaczyna brakować Mi oddechu. Serce ściśnięte żelaznymi obręczami, nie może bić miarowo. Krew nie roznosi tlenu do tkanek i cały słabnę. Do tego złośliwe poszturchiwania, kopnięcia oprawców, kamienie pod nogami. Tak więc potykam się i upadam.
     Wiem, Moja miłości, że sama nie posiadasz żadnych sił. Wiem, że jesteś cała słabością. Ale ja tym ciągłym podejmowaniem Krzyża, wypraszam ci ufność, wiarę, nadzieję. Ja dla ciebie, wbrew Mojej fizycznej słabości już na początku drogi Krzyżowej, wyjednuję tobie, duszy ofiarnej łaskę siły w dźwiganiu twojego Krzyża codzienności. To Ja poprzez Matkę, która idzie krok w krok dźwigając wraz ze Mną ciężar Zbawienia, daję ci łaskę współuczestniczenia w tym Dziele.
     Otrzymujesz wzór do naśladowania. Maryja szła i cierpiała. Przyjmowała w swoim sercu całość Mojej męki. Nie buntowała się. Ona wręcz błagała Ojca, by dał Jej część Mojego cierpienia, by chociaż w ten sposób mogła Mi pomóc. Cicha, milcząca, z zaczerwienionymi od płaczu oczami, pogodzona zupełnie z wolą Boga, wchodziła w głębię Mojego cierpienia. Zanurzała się w nim cała. Każde miejsce Mojej męki, każdy Mój ślad naznaczony został Jej łzami, Jej miłością, Jej bólem, Jej uwielbieniem Boga i oddaniem Mu czci. Nikt tak nie potrafi kochać, czcić, wielbić Boga w Mojej męce, jak czyni to Matka. Nikt z taką ufnością nie powierzył Mi swojego życia i nikt z takim zawierzeniem nie przyjmował Mojej woli, szczególnie tej związanej z cierpieniem. Toteż patrz na Maryję i ufaj, bo tę ufność wybłagała tobie Moja Matka, bo tę ufność wyprosiłem tobie u Ojca przez ciągłe powstawanie mimo cierpienia nie do uniesienia.
     Pamiętaj czym jest dla Mnie twój brak ufności.
      
     Stacja IV
Jezus spotyka swoją Matkę  

    Duszo najmilsza. Oto widzisz spotkanie Miłości. To szczególnie piękna scena Drogi Krzyżowej. Piękna pięknem Miłości Dwóch Serc. Scena, którą należałoby nieustannie kontemplować, bowiem jest objawieniem Miłości. Jest jej wyrazem. Jest jej uobecnieniem. Miłość ofiarna spotyka się z Miłością współcierpiącą, która przez współcierpienie staje się sama Miłością ofiarną. To umocnienie Syna miłością Matki oraz umocnienie Matki miłością Syna. To wielki wylew Miłości na całe otoczenie tej sceny, przy jednoczesnym ogromnym cierpieniu Dwóch Serc. Ich cierpienie nadaje Miłości najwyższą wartość i czyni ją czynnikiem zbawczym.
     Ta stacja skierowana jest do ciebie, duszo umiłowana. Bowiem tutaj pokazane jest znaczenie Miłości współcierpiącej. Wartości jej nie da się przecenić. Maryja poprzez swój udział na drodze Krzyżowej, poprzez współcierpienie z Jezusem stała się Współodkupicielką ludzkości. Teraz Bóg oczekuje od ciebie takiego współuczestniczenia na drodze zbawienia. Zawierzając się Maryi, stając się Jej dzieckiem, Jej sługą i niewolnikiem, będziesz przez Nią wprowadzana w Jej życie, które przecież poświęcone było Jezusowi. To razem z Nią pójdziesz śladem Drogi Krzyżowej, by współuczestniczyć w cierpieniu Jezusa. Również dzięki Niej twoja miłość współcierpiąca zamieniona zostanie w ofiarną. Maryja nada jej rangę zbawczą. Ofiaruje Jezusowi, a wraz z Jego ofiarą - Bogu Ojcu.
     Pośrednictwo Maryi jest kolejną tajemnicą, cudowną i wnoszącą w życie duszy wielką ufność i nadzieję. Jest wyrazem Bożego Miłosierdzia i ogromnej Jego łaski. Przyjmij tę łaskę. I razem z Matką towarzysz Jezusowi na Jego Drodze Krzyżowej. Stań się duszą ofiarną, współcierpiącą z Nim i współuczestniczącą w Zbawczym Jego Dziele.
      
     Stacja V
Szymon Cyrenejczyk pomaga Panu Jezusowi nieść Krzyż  

    Dusze Moje umiłowane. Jesteście wybranymi. Bóg u zarania dziejów widział was w swoim sercu i cieszył się wami. Już wtedy radował się waszą oddaną, ofiarną miłością, waszą ufnością i nadzieją składaną w Nim. Zamysłem Boga było stworzenie dusz, które towarzyszyłyby Jezusowi podczas męki. Stwórca wiedział, jakim jest człowiek. Znał doskonale słabości ludzkie. Ale miłość do swojego stworzenia przezwyciężyła wszystko i nadał On niepojętą rangę ludzkiemu cierpieniu. To, co przecież miało być konsekwencją grzechu, upadku człowieka, niejako karą, stało się czymś niezwykle cennym. W ten sposób Bóg dał człowiekowi „narzędzie” zbawienia - cierpienie. Dokonał tego przez swojego Syna.
     Jezus - Syn Boży faktem wejścia w ludzkie ciało, faktem życia w tym ciele, a przede wszystkim faktem zgody na mękę, by zbawić człowieka, wywyższył do najwyższej godności cierpienie, które nieodłącznie związane jest z ludzkim życiem. Ma ono moc zbawczą. Człowiek sobie tego nie uświadamia. Gdyby zdawał sobie sprawę z wartości cierpienia, błagałby Boga na kolanach o jego zsyłanie. W waszych rodzinach tyle jest problemów, tyle cierpienia, tyle trudności. Zanieście je wszystkie na Krzyż, zjednoczcie się z Jezusem.  Ratujecie w ten sposób dusze. Nie tylko te, wam dobrze znane.
     Dzieci! Dlaczego na drodze Jezusa pojawił się Cyrenejczyk? Abyście wy zobaczyli, mieli wzór, co czynić, jak postępować! Dysponujecie tak wielką mocą! Macie daną w dłonie ogromną siłę! Możecie dzięki niej przybliżać dusze do Nieba. A cóż może być cenniejszego dla Boga jak dusze! To Jego dzieci, Jego miłość! Zrodzone w sercu, stanowią Jego cząstkę. Odejście duszy, to oderwanie fragmentu serca Boga! To ból, którego nic nie jest w stanie ukoić! Toteż podchodźcie jak najbliżej Jezusa i podejmujcie wraz z Nim Krzyż zbawienia! Wiedzcie, że Krzyż, który wy dźwigać będziecie, nawet w połowie nie jest tak ciężki, jak Jezusa. A jednak stanowi jego cząstkę. Bóg udziela wam tej niezwykłej łaski podejmowania Krzyża Jezusa! Niesienia Krzyża Boga. Przyjmowania na siebie Jego cierpienia.
     To mistyczne przyjmowanie cierpienia jest zjednoczeniem z Bogiem. Ty będziesz cierpiał to, co spotkasz na swej drodze, ale jeśli przyjmiesz to z miłości do Jezusa, stanie się cząstką Jego Krzyża! Ty będziesz dźwigał Jego Krzyż, poprzez który zbawiony został świat! Czyż nie jest to wyróżnienie! Czyż nie jest to wywyższenie człowieka! Czyż nie jest to podzielenie się z człowiekiem swoim dziedzictwem! Czyż nie świadczy to o tym, iż Bóg zaprosił ciebie do pełni swego życia! Uwielbij Go w Krzyżu! Uwielbij w każdej sekundzie twego cierpienia! Bowiem dostępujesz w ten sposób wielkiej łaski! Raduj się! Dziękuj Mu choćby przez łzy, ale dziękuj! I nie lękaj się, bo jesteś wtedy najbliżej Jezusa. Idziesz po prostu razem z Nim, niosąc jeden Krzyż.
     Kocham was, Moje dusze ofiarne! Gdybyście rozumiały wagę swego powołania, płakałybyście ze szczęścia i przyjmowały wszystko z dziękczynieniem!
      
     Stacja VI
Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

    Dzieci. Dusze Moje, które tak umiłowałem. Na Mojej Drodze stanęła Weronika. Dusza choć maleńka, to mężna. Nie ulękła się niczego, bo jej odwagą była miłość. Serce dyktowało jej czyny. Oczekuję od was takiej miłości. Miłości, która zdobywa się na gesty, z pozoru niewiele znaczące, ale wyrażające miłość waszą do Mnie. To otarcie Mojej twarzy było całą miłością Weroniki włożoną w tę zwykłą czynność.
     Chcę, abyście potrafili zdobyć się na takie drobne gesty dla Mnie. Abyście w to wkładali całą swoją miłość. Czyńcie to rozważając Moją mękę. Czyńcie z wielką ochotą. Ale czyńcie to również w swoim życiu codziennym wobec Mnie zamieszkującego dusze waszych bliskich. Miejcie tę odwagę, a jednocześnie uśmierćcie swoje „ja” i w zwykłe obowiązki domowe, czynności, gesty wobec rodziny wkładajcie całą miłość do Mnie. Tak często cierpię w waszych bliskich. Tak często idę Drogą Krzyżową w ich sercach. Starajcie się dostrzec Mnie, Moje cierpienie. Podchodźcie i ocierajcie Mi twarz.
     Ale wasz gest musi być czyniony z miłością. Ponieważ Moja twarz jest bardzo poraniona, opuchnięta. Boli przy każdym dotyku. Krew i pot zalewają Mi oczy. Korona uciska, a każdy ruch głowy powoduje jeszcze większy ból z powodu cierni rozdzierających rany. Tylko miłość może uczynić waszą pomoc delikatną. Tylko miłość może sprawić, że wasz czyn będzie ukojeniem w bólu, a nie podrażnieniem ran. Boli Mnie każdy centymetr twarzy. Opuchlizna, krwiaki, sińce, rany - to Moja twarz. Oczu prawie nie widać spod zapuchniętych powiek. Trudno rozpoznać rysy. Bardziej sercem rozpoznalibyście Jezusa w tej twarzy niż wzrokiem ciała. Bo tak została zmasakrowana, umęczona, udręczona. Wzbudźcie w swoim sercu wielką czułość do Mojej twarzy, wielką delikatność, wzruszenie. Niech tkliwość obejmie duszę, która zapłacze nade Mną. I otrzyjcie Moją twarz z największą miłością, na jaką was stać. Otrzyjcie ją w waszym sercu. Otrzyjcie ją w waszych bliskich. Drobne gesty, ale czynione wobec nich z miłością, procentować będą Moją Miłością.
     Czymże było odbicie Mojego oblicza na chuście? To Moja Miłość. W ten sposób dałem wyraz Mojej Miłości pełnej wdzięczności. Jeśli wy będziecie w swoich bliskich widzieć Mnie i w ich duszach będziecie z Miłością ocierać Moją twarz, Ja wam to wynagrodzę. Odpowiem z Miłością. Oddam wam całą Miłość. Odbiję jej oblicze w sercach bliskich, w waszych i w waszym życiu. Naznaczę Moją Miłością wasze spawy, trudne sytuacje, problemy. Wy tylko bardzo kochajcie. I czyńcie wszystko z miłością i z miłości do Mnie. Błogosławieństwo Mojej miłości trwale odbije się w was.
     Błogosławię was, Moje dusze.
      
     Stacja VII
Pan Jezus upada po raz drugi  

    Dzieci Moje. Umiłowane dusze maleńkie, najmniejsze. Moje upadki miały ogromne znaczenie, sens bardzo głęboki. Doznawałem wszystkiego, czego wy zaznawać będziecie. Moja słabość spowodowana była męką jakiej doznawałem przyjmując na siebie wasze grzechy. Obarczyłem się nimi, by je zdjąć z was. Moim doświadczeniem był brak sił, chwilami tak wielki, że obejmował całą Moją postać. Upadałem, i to nie trzy razy. Wy rozważacie jedynie te trzy, jakże bolesne dla mnie upadki. Było ich więcej.
     Jednak patrząc na Mnie zobaczcie raczej trud powstawania. Ten nieustanny wysiłek, mimo osłabienia torturami, udręczeniem duszy, mimo upływu krwi, mimo gorączki i choroby serca, mimo spiekoty na dworze. Ja ciągle się podnosiłem. Faryzeusze krzyczeli wściekli, że mogę im umrzeć na tej Drodze Krzyżowej, a przecież oni chcieli mieć widowisko do końca. Chcieli Mnie jeszcze bardziej upokorzyć i wylać całą swoją złość i nienawiść na Mnie.
     Ja jednak myślałem wtedy o was, dusze najmniejsze. Widziałem was tak bardzo słabymi. Widziałem wasze nieustanne upadki. I widziałem wasze serca spragnione miłości, szczerze chcące pomóc Mi, szczerze pragnące towarzyszyć Mi podczas męki. Widząc waszą słabość, a jednocześnie wasze  pragnienie bycia przy Mnie, przy Krzyżu, doznawałem wzruszenia. Ja wtedy właśnie dla was powstawałem. Dla was ponownie dźwigałem Krzyż. Dla was błagałem Ojca, by wytrwać do końca, do wypełnienia całości Jego woli. Jesteście miłością Mego serca - dusze najmniejsze. Jesteście bodźcem dla Mnie, by wstać i iść dalej.
     Tak, jak Weronika, jak Cyrenejczyk, jak niewiasty płaczące, tak i wy, jesteście tymi, które są Mi pomocą na Drodze Krzyża, Drodze do Zbawienia ludzkości. I chociaż wasze słabości całkowicie przygniatają was do ziemi, to wasze pragnienie kochania Mnie, towarzyszenia Mi niweluje waszą grzeszność. Bo dla Mnie ważne jest serce człowieka, otwartość tego serca, pragnienie miłości, wysiłek podejmowany przez to serce, by trwać w miłości, by tulić się do Krzyża, by być przy Mnie, by współczuć ze Mną. To jest dla mnie miarą jakości tego serca. Tym człowiek zjednuje sobie Moje szczególne umiłowanie. Przecież kocham wszystkich. Ale serca maleńkie, pokorne i bardzo kochające - szczególnie.
     Idąc tą drogą nieustannie błogosławię was, Moje maleńkie, umiłowane dusze. Podejmuję ten nadludzki wysiłek, by wam wyprosić tę wytrwałość powstawania. Nie załamujcie się swoimi słabościami. Patrzcie raczej na swoje serce. Wtedy trzeba się załamywać, gdy serce jest zimne i zamknięte. A widząc was, nabieram sił, bo doświadczam od was miłości. Miłości niewielkiej, takiej, jaką może Mi dać dusza najmniejsza. Jednak jest to miłość dawana w całkowitej wolności, a więc prawdziwa, cenna. Kocham was, Moje umiłowane dusze najmniejsze.
      
     Stacja VIII
Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty  

    Dusze Moje umiłowane. Dusze wybrane. Dusze ofiarne. Dusze najmniejsze, które wyróżnia miłość. Podczas Mojej Drogi Krzyżowej tak bardzo samotnej, że z powodu opuszczenia Moje cierpienie wzmagało się, napotkałem niewiasty. One współczuły Mi. W tamtych warunkach, w tamtej kulturze niewiasta nie miała takich praw, jak obecnie. Nie było tzw. równouprawnienia. Kobieta w pewnym sensie stała nieco niżej od mężczyzny. Już sam fakt, iż te niewiasty zdobyły się na to by pójść zobaczyć Jezusa, że miały odwagę mieszać się z tłumem, który nie zachowywał się spokojnie i kulturalnie, świadczy o ich miłości.
     W dużej mierze w tłumie byli przeciwnicy Jezusa, przekupieni krzykacze, wściekli faryzeusze, wojsko, ludzie o niskich instynktach, dla których Ukrzyżowanie, cała męka Jezusa była ciekawym widowiskiem wzbudzającym duże emocje. Kobiety te przestraszone były zarówno widokiem Jezusa, jak też tym rozszalałym tłumem, który nie zwracając uwagi na nikogo, brutalnie parł naprzód, by nadążyć za skazańcem. Gdyby w porę nie usunęły się, byłyby zepchnięte z drogi. To Jezus je zauważył. On zobaczył ich współczujące serca. Zatrzymał się na chwilę. To współczucie dodawało Mu otuchy, przydawało sił.
     Otoczony nieustannie tymi, którzy odrzucali Jego Miłość, ogromnie przeżywał ten fakt, iż widzi dusze, które nie przyjmują Zbawienia. Szatan chciał wpędzić Go w poczucie beznadziejności, w poczucie braku sensu Jego ofiary, bo oto nie ma przy Nim nikogo, dla kogo warto się tak trudzić. Wszyscy odrzucają Jego miłość, Jego ofiarę, mękę, cierpienie. Sami jeszcze przydając Mu bólu swoim zachowaniem. Co rusz szatan chciał wzbudzić w nim wątpliwości w sens całej Drogi Krzyżowej. Dlatego Bóg Ojciec postawił na tej Drodze słabe niewiasty. Niewiasty, które same bałyby się przyjść. Owszem był przy nich mężczyzna, sługa, ale to dzięki natchnieniu Bożemu, umocnieniu Duchem, odważyły się przyjść. Nauki Jezusa, których słuchały, teraz procentowały miłością.
     Chciałbym, abyście zdali sobie sprawę, iż tymi, którzy na Drodze Krzyżowej współczuli Jezusowi, towarzyszyli Mu, mimo lęku, byli najmniejsi. To byli ludzie, którzy z racji swojej pozycji społecznej, płci, poglądów, a przede wszystkim umiłowania Jezusa, mieli pełne prawo obawiać się o siebie i nie przyjść. To były nieliczne osoby. Stanowiły mniejszość wobec opozycji tak hałaśliwej, krzyczącej, groźnej. A jednak znalazły w sobie odwagę. To miłość dawała im sercom tę odwagę. I mimo, że stanowili nieliczną grupkę osób, odważyli się przyjść i swoją obecnością wspierali Jezusa. Wystarczyła ich sama obecność. Ona mówiła wszystko. Z resztą Jezus będąc Bogiem znał ich serca i doznawał pocieszenia od nich. To zadanie dla najmniejszych. Nie stanięcie naprzeciw tłumu i walka z nim, ale cicha obecność przy Jezusie idącym na ukrzyżowanie. Tym pocieszają Jego serce, tą obecnością dodają Mu sił i wspierają Jego wiarę w niepojęte znaczenie Ofiary Krzyża.
     Dusze najmniejsze nie rozumieją znaczenia swego powołania. Często chcą walczyć, działać robiąc dużo zamieszania. Powołaniem ich jest towarzyszenie Jezusowi podczas męki, kochanie Go całym sercem. I to wystarczy. To wszystko, co mogą dać. To jednocześnie największy dar, bo dar serca, dar miłości. Prosty, zrozumiały, taki w sam raz dla dusz najmniejszych. Dar pocieszania Boga w Jego cierpieniu. Bądźcie duszami pocieszającymi Jezusa na Drodze Krzyżowej. Bądźcie po prostu przy Nim. Kochajcie, współczujcie. Niczego więcej nie potrzeba. To Jezus zbawia świat. A wy macie przy Nim być szczególnie w tym czasie.
     Błogosławię was, dusze najmniejsze, miłujące swego Zbawiciela i swoją miłością pocieszające go podczas męki.
      
     Stacja IX
Pan Jezus upada po raz trzeci  

    Dzieci Moje! Ten upadek ma miejsce już blisko samego szczytu. Blisko szczytu cierpienia, blisko chwili śmierci. Ten upadek, tak bardzo bolesny, jest zbliżeniem się Moim do dusz, które szczególnie pogubiły się w życiu. Ja na swojej Drodze dochodzę już do kresu. Dusze te już stoją u kresu swoich dni, w dodatku znajdując się nad przepaścią. Uparcie tkwią w swoich grzechach. Ból Mój nie ma granic. Jest nieporównywalny z żadnym waszym bólem serca, rozpaczą czy tragedią. Wy doświadczacie cierpienia np. z powodu utraty bliskiej wam osoby. Ja codziennie doświadczam cierpienia z powodu utraty tysięcy dusz - Moich dzieci. Wy żyjecie nadzieją spotkania w wieczności. Ja wiem, że już nigdy z potępionymi nie będę dzielił Miłości. Nie możecie sobie nawet wyobrazić, jak wielkim jest to cierpienie. Ono przyprawia Mnie o agonię, zabiera siły, dręczy Mojego ducha, uderza w Serce.
     Cierpienie przygniata Mnie do ziemi. Jednak w sercu pojawia się iskierka nadziei. Przecież powołałem do życia dusze najmniejsze! One Mnie kochają! Ich uczucie jest w prawdzie maleńkie, słabe, ale szczere. Wy - dusze najmniejsze, dysponujecie niepojętą mocą! Jest nią miłość dawana Bogu w wolności, co sprawia, że wzruszone Jego Serce niejako nie może inaczej wam odpowiedzieć, jak samą miłością, jak z miłości spełnić wasze prośby.  Wy możecie kochać Mnie - Boga za te dusze. Możecie wypraszać dla nich ocalenie. Możecie dołączać do modlitwy ofiary. I wierzyć, że Bóg wysłuchuje. Wasze powołanie to przecież miłość. Obejmijcie miłością wszystkie dusze! Ze względu na Mnie. Kochajcie je ze względu na Mnie! Módlcie się za nie ze względu na Mnie! Przecież mieszkam w nich. Przecież są Moimi dziećmi!
     Dzieci. Wystarczy, że będziecie Mnie bardzo kochać, że będziecie starać się żyć miłością, zanurzać się w miłości. To wystarczy. Ja przemienię wasze serca i zaczną z troską myśleć o innych duszach. Uwierzcie, że wystarczy tylko kochać, a rzeczywiście Ja uczynię wszystko za was. Dusz odrzucających łaskę zbawienia jest coraz więcej, coraz więcej! Moje cierpienie w związku z tym jest niewyobrażalne! Zbliżam się do szczytu! Dzieci, zbliżam się do kresu! Ziemia zbliża się do kresu, bowiem odrzuca Boga, obraża Go, lekceważy Ofiarę. Potrzeba Miłości, by przezwyciężać nienawiść. Potrzeba Miłości, by ratować tysiące dusz dziennie. Potrzeba Miłości, byście wy nie ulegli pokusie szatana, byście nie ulegli pokusom tego świata, byście nie dali się zwieść! To ciągłe zbliżanie się do Miłości, zanurzanie w niej, jest potrzebne również wam. Ono wam daje siły, by wybierać Boga, by stawiać na Miłość, by próbować żyć Miłością. Liczę na was. Oczekuję tego od was!
     Już niedaleko szczyt Golgoty, już nieodwołalnie zbliża się czas ukrzyżowania. Te słowa kieruję do ziemi! Do całej ludzkości! Jedynie Krzyż daje ocalenie! Jeśli człowiek nie przyjmie Mojego Krzyża, doświadczyć musi go na sobie! Bóg pragnie ocalenia dusz. Jeśli one nie przyjmą Zbawienia z rąk Jezusa Ukrzyżowanego, same będą musiały przejść Drogę Krzyżową, by zwrócić swój wzrok na Boga, by zrozumieć swój grzech, by w porę się nawrócić. Kto ma uszy niechaj słucha.
     Błogosławię was, Moje dzieci - dusze umiłowane. Łączcie swoje ofiary z Moją, kochajcie, a wszystko z Miłości do Mnie dla dusz!
      
     Stacja X
Pan Jezus z szat obnażony  

    Dusze Moje umiłowane! Oto doszedłem na szczyt. Oto doniosłem Krzyż. Teraz chcąc Mnie jeszcze bardziej upokorzyć, zdzierają ze Mnie szaty. Nie rozumieją, że Moje przyzwolenie na to, chociaż pełne bólu i cierpienia, niesie im i wam wszystkim ogromną łaskę. Pozwalam na obnażenie do końca. Działałem jawnie. Niczego nie robiłem skrycie. Nauczałem w synagogach, na placach. Przyjmowałem każdego, kto chciał się ze Mną spotkać. Jednak potrzeba było ten kielich wypić do końca.
     Nic nie zostało ukryte, co by nie miało być poznane. Wprawdzie krew z ran cieknąca obficie po zdarciu szat, zasłoniła Mnie, to ta stacja obnażenia ma ogromne znaczenie. Podczas niej wypraszam dla was, Moje maleńkie dusze, łaskę stanięcia przed Bogiem w nagiej prawdzie, bez osłonek, bez masek, bez fałszywych tłumaczeń. Bardzo ważnym jest dla rozwoju duszy, by potrafiła ona patrzeć na siebie z wielką otwartością, by miała odwagę przyjąć to, co zobaczy w sobie, by szczerze w tej Prawdzie stawała przede Mną. Dusza taka prawdziwie czuje się zupełnie obnażona, ogołocona ze wszystkiego.
     Bardzo trudno jest duszy pozwolić na takie obnażenie. Do tej pory zawsze, chociaż odrobinę, ale znajdowała jakieś wytłumaczenie swoich słabości. Jej samej łatwiej było myśleć o sobie, gdy przystroiła się nieco w barwne piórka. Nie dopuszcza ona myśli, że może być aż tak grzeszna, aż tak słaba, a jej serce aż tak brudne. Toteż to stanięcie w Prawdzie jest niekiedy cierpieniem, bólem, na który tak trudno duszy się zdobyć. Jednak bez tej stacji w waszym rozwoju duchowym nie będziecie mogli pójść dalej. Musicie zdobyć się na to, by przeżyć tę stację.
     Patrzcie na Mnie. Mimo, że błagałem Ojca, by chociaż to zostało mi oszczędzone, to jednak zgodziłem się wiedząc, jakie będą konsekwencje. Chociaż cierpiałem ogromnie, stawałem przed Ojcem oddając się całkowicie Jemu, wiedząc, że Moja zgoda, pokora, Mój ból, wyjedna wam odwagę, siły, nakłoni was do pójścia całkowicie za Prawdą.
     Dusze Moje najmniejsze! Proszę was, abyście podejmowały wysiłek docierania do Prawdy o sobie. Abyście nigdy nie rezygnowały z Prawdy. Abyście otwierały się na Mnie, zbliżały do Mnie, a poprzez to zbliżanie się, będziecie poznawały Mnie. Poznając Mnie- Stwórcę, będziecie coraz lepiej rozumiały, czym jest stworzenie. Będziecie uświadamiały sobie własną nędzę i nicość. Zdacie sobie sprawę z tego, że każdy człowiek jest słaby i grzeszny. Każdy potrzebuje Boga, by zostać przez Niego uświęconym. To Bóg jest Święty. Tylko On. I może tą świętością obdarzyć człowieka. Ale nie obdarzy nią maski człowieka, jego pozorów, jego fałszywego wyobrażenia o sobie. On świętością chce obdarzyć duszę, która chociaż najsłabsza, to przyjmuje z pokorą swoją nicość i jako nicość staje przed Bogiem. Bóg pochyla się nad pokornymi i tych wywyższa.
     Zatrzymujcie się przy tej stacji dłużej, abym mógł obdarzyć was łaską stawania w Prawdzie. Abym mógł obdarzyć was odwagą przyjmowania prawdy o sobie, uległością wobec Boga, który pomoże wam obnażyć wasze prawdziwe „ja”. Błogosławię szczególnie tych, którzy słabi i mali, godzą się w sercu na to, by takimi być przed Bogiem i ludźmi.
    
      Stacja XI
Pan Jezus zostaje przybity do Krzyża  

    Dzieci Moje umiłowane! Cały stałem się ofiarą za was. Cały, do końca dałem siebie za was. Przyjąłem pełnię boskiego cierpienia spowodowanego grzechami waszymi, bo pełnia Mojej miłości tego oczekiwała i pragnęła. Nie zrozumie tego żadna dusza, jeśli Ojciec Mój nie udzieli jej ku temu łaski. Proszę zatem o nią dla was - dusz najmniejszych. Na tym przecież polega wasze wybranie - poznanie pełni miłości, by się z nią zjednoczyć. Bóg Ojciec z powodu tej miłości pozwolił na Moją mękę. Pozwolił na okrycie całego Mojego ciała ranami, na niewymowne cierpienie, byście wy znajdowali w nim swoje szczęście, swoje zbawienie.
     Przyjdźcie zatem i zanurzcie się w ranach Moich, bowiem przechodząc przez nie, wstępować będziecie do Nieba. Doświadczać będziecie cierpienia, a jednocześnie wielkiego szczęścia. Bowiem po ich drugiej stronie Bóg da wam poznanie bezmiaru miłości, która doprowadziła Boga na samą Golgotę. Dopiero wtedy zobaczycie jak wielką Miłością darzy was Bóg, skoro godzi się na taki niewypowiedziany ogrom cierpienia, bólu, męki. Nie bójcie się podchodzić do Krzyża. Jest on najcudowniejszą relikwią, do której należy się tulić. Jest jedynym takim przedmiotem, z którego na was spływa niepojęty dar życia. Życia wiecznego.
     Jednocześnie Bóg oczekuje od was uczestnictwa w tym Krzyżu. Oczekuje umiłowania go ponad wszystko. Trwania przy nim nieustannie. Dusza maleńka ma ciągle stać pod Krzyżem i wyznawać miłość Ukrzyżowanemu. Sama będąc nicością, ma być, tylko być przy Jezusie. Kochać Go tak, jak potrafi i wyznawać tę miłość. Jej obecność, jej współcierpienie z Jezusem, jest dla Niego ulgą w cierpieniu, jest kroplą wody na spieczone usta, lekkim, ciepłym podmuchem wiatru na Jego rozgorączkowane ciało, jest balsamem na straszne rany.
     O, nie znacie i nie doceniacie wartości adoracji Krzyża. Jezus okazuje swoją wdzięczność tym, którzy Go adorują. Wynagradza im ten czas i trud tysiąckrotnie. Niewspółmiernie do waszego wysiłku. Dusza prawdziwie kochająca doznając tej wdzięczności, czuje się bardzo mała. Nie może pojąć, jak ta marna jej modlitwa może budzić taką wdzięczność, miłość, wzruszenie. Pragnie zatem jeszcze gorliwiej modlić się i więcej czasu poświęcać na adorację. Modli się żarliwie, angażuje w to całe serce i oddaje się Jezusowi, bowiem nie ma niczego innego, co mogłaby Mu ofiarować. Jest przecież ubogą, małą duszą. Ale to małe, szczere serce podarowane Ukrzyżowanemu jest dla Niego najcenniejszym darem. To serce współczujące, przyjmujące dobrowolnie współcierpienie z Jezusem, jest szczególnie umiłowanym, jest wybranym, hołubionym, bowiem poprzez swój dobrowolny dar z siebie upodabnia się do Jezusa, staje się jak On, chociaż nadal jest sobą. Nie zdajecie sobie sprawy, jak wielkie łaski płyną na was z Krzyża. Nie potrzeba wiele, tylko być, tylko kochać, a Bóg otwiera swoje wnętrze, by wylewać na was całe zdroje łask. Docenia każdy wasz wysiłek, każde słowo modlitwy, każde samozaparcie się, każde wyrzeczenie, każdy trud, każdą łzę.
     Dzieci! Nie znacie wartości adoracji Krzyża!. Adorujcie Krzyż! Łączcie swoje małe cierpienia z ofiarą Jezusa na Krzyżu! Ofiarujcie Mu swoje serca! Niech w nich złoży siebie samego! Niech błogosławieństwo Jego ran będzie nieustannie nad wami.
    
      Stacja XII
Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu  

    Dzieci Moje. Oto rozwarłem ramiona. Dałem je przybić do Krzyża, aby nigdy ich przed wami nie zamknąć. Oto całym sobą zasłoniłem was przed karą Naszego Ojca. Oto cały stanąłem przed Nim, by za was przyjąć Jego gniew. Od was wziąłem cały grzech. Obarczyłem się nim całkowicie. Przejąłem wszystko. Zdjąłem z was wszystek brud. Was uczyniłem wolnymi od niego, czystymi. Sam zaś ugięty pod jego ciężarem oddałem się w ręce Ojca. Przyjmując wasze winy, skupiłem Jego wzrok na sobie. Toteż Bóg pozwolił, bym to Ja odczuł całą boleść wiecznego opuszczenia duszy, abym to Ja doświadczył bólu odrzucenia przez wszystkich, abym to Ja będąc cały w grzechach waszych, doznał niepojętego cierpienia duszy będącej daleko od Boga. Aby to Moim doświadczeniem był brak miłości, zarówno ze strony duszy zbrukanej grzechem, jak i niemożność dotarcia Bożej miłości do duszy, która cała wymazana w grzechu odgrodzona jest od Boga murem potępienia.
     Tego nie da się opisać, Moje dusze. To opuszczenie, to odrzucenie, to niezrozumienie, to poczucie potępienia na wieki, poczucie beznadziejności, niemożności uczynienia już czegokolwiek, by chociaż na krok zbliżyć się do Boga - te uczucia są straszną męką duszy. Przyjąłem tę mękę, aby uwolnić was od niej. Nadal jednak cierpię odrzucenie Mojej miłości, niezrozumienie jej. Wy stale Mnie Krzyżujecie. Stale żyjecie w dziwnym zaślepieniu, jak Żydzi dwa tysiące lat temu. Nie rozumiecie, czego dokonałem. Nie znacie Mojej męki. Nie zastanawiacie się nawet nad nią. Lekceważycie Mnie i Moją Miłość. Szatan omotał wasze dusze! Życiem swym służycie jego zachciankom.
     O, dzieci Moje! Zaślepieni, pędzeni jesteście na samo dno otchłani. Poddajecie się temu z ochotą, bawiąc się, w dziwnym szale dajecie się gnać ku przepaści. Sami wkładacie ręce w kajdany, podkładacie głowy pod cugle, pozwalacie założyć sobie wędzidło, stopy wkładacie w łańcuchy. Szatan przewiązuje was powrozami w pół i ciągnie, gna, pędzi, strzela z bata. A wy śmiejąc się jak człowiek chory psychicznie nierozumiejący sytuacji, niepotrafiący ocenić jej obiektywnie, z ochotą poddajecie się mu we wszystkim.
     Dusze Moje umiłowane! Dusze maleńkie! W was Moja nadzieja! W was złożyłem Moje Serce pełne cierpienia! Oczekuję od Moich wybranych ofiary z siebie samych. Oczekuję od Moich wybranych ciągłej próby towarzyszenia Mi podczas konania. Oczekuję, że będziecie starać się wczuwać w Moją agonię, by przeczuwając sercem Mój ból, modlić się za dusze, które przecież tak kocham! Oczekuję otwarcia na Mój Krzyż! Oczekuję umiłowania Mojego Krzyża do końca i na zawsze. Oczekuję, iż należeć będziecie do Mojego Krzyża! Oczekuję tego od was, Moje umiłowane dusze najmniejsze! Świat uratuje Miłość przychodząca do ludzi przez dusze najmniejsze! Z Krzyża płynie cała jej pełnia! Wy tuląc się do Krzyża, otrzymacie ją w całości! A przez was, otrzyma ją świat. Przyjdzie nie „odgórnie”, ale rozprzestrzeni się między wami, przez wasze oddane Mi serca. Świat Ducha zakróluje w was!
     Błogosławię was, Moje najmniejsze, najsłabsze i najukochańsze dusze!
    
      Stacja XIII
Ciało Pana Jezusa zdjęte z Krzyża  

    Dusze - oblubienice Mojego Serca! Dusze - umiłowane Mojego Krzyża! Dusze ofiarne, dusze zjednoczone z Krzyżem! Zapraszam was do tej stacji w sposób szczególny. Czekam na was leżąc w ramionach Matki po zdjęciu z Krzyża. Pragnę, abyście towarzyszyły Mnie i Matce podczas tych ostatnich chwil przed złożeniem do grobu. Przyjrzyjcie się Maryi. Zobaczcie miłość, z jaką tuli Moje bezwładne ciało. Zobaczcie łzy, którymi obmywa Mnie, Moje rany, Moje członki. Z jaką delikatnością i czułością wyciera Moją twarz i obsypuje pocałunkami.
     Naśladujcie Matkę w adoracji Mojego ciała. Zraszajcie je swoimi łzami, obdarzajcie pocałunkami, otulajcie swoją miłością. Nie zważajcie na swoją nieudolność. Kochajcie! Miłujcie! Czule obejmujcie! Jednocześnie ze współczuciem myślcie o Maryi - Matce zabitego Syna. Ją wspierajcie, Ją pocieszajcie, z Nią razem się módlcie! Czyńcie wszystko razem z Moją, ale i waszą Matką. Jeśli będziecie starali zjednoczyć się z Maryją w adoracji Mego ciała, Bóg udzieli wam tej łaski i pozwoli, by Jej uczucia były w was, Jej miłość, czułość, delikatność, Jej cierpienie, Jej ból. Bóg pozwoli, aby duch Maryi zawładnął waszymi duszami, zjednoczył z wami i kochać będziecie Mnie, Ojca i Ducha Jej Sercem. Jej czułość ogarnie wasze serca i drżąc cali dotykać będziecie Moich ran.
     Przeżyciem ogromnym dla was będzie otrzymanie Mojego ciała z rąk Matki. Bowiem ona sama przekaże wam Syna, by dać wam możliwość doświadczenia bliskości Mojej. By umożliwić wam to niepojęte doznanie czułej, tkliwej miłości, pełnej cierpienia, pełnej bólu. By wzbudzić w was to nieznane większości duszom uczucie zjednoczenia z Bogiem do końca. Zjednoczenia z Bogiem, który cierpi, przeżywa straszliwą agonię, oddaje ducha Ojcu, a ciało Matce. Wszystko, cały Bóg będzie niejako należał do was. Dałem siebie całego ludziom. Nie pozostawiłem sobie nic, bo nawet po śmierci daję wam siebie, by umożliwić wam zbliżenie się do Mnie, zjednoczenie waszych serc ze Mną.
     Nie pojmie tego nikt, kto nie pragnie i nie doświadcza tego. To dla wybranych, dla tych, którzy ukochają do końca. Którzy zdobędą się na trwanie przy Mnie - zawsze, do końca! Bez względu na okoliczności. Którzy zakochają się w każdej stacji Drogi Krzyżowej, również w tych ostatnich. Którzy zapragną pełni Bożej Miłości, Boga całego, a nie tylko niektórych wybranych fragmentów Jego życia. To uczucie, które rodzić się będzie w was podczas adoracji Mojego ciała, kształtować będzie wasze serca, wasze dusze. Będziecie dojrzewać do zjednoczenia z Miłością, do pełnego zjednoczenia z Bogiem. Wasze dusze nabierać będą boskiego kształtu. O cudzie duszy zjednoczonej z Bogiem! Duszy, która przemieniona w Boga, jaśnieje Jego blaskiem! Która uformowana według Bożej formy, staje się niczym On, promienieje Jego miłością, obdarza wszystkich świętością samego Boga!
     O, dusze, dusze powołane do tej wielkości i chwały - chwały życia w zupełnym zlaniu duszy z Duchem Boga. Wzywam was! Powołuję was! Czekam na was! Pragnę was! Tęsknię za wami! Przyjdźcie do Mnie, przyjdźcie do Matki i bądźcie razem z Nią, trwajcie razem z Nią pod Krzyżem i razem przejmujcie Moje ciało zdejmowane z Drzewa hańby i Zbawienia zarazem. Ja zaś błogosławić będę każdemu, kto jednoczyć się będzie ze Mną przy tej Stacji.
    
      Stacja XIV
Złożenie ciała Pana Jezusa do Grobu.
 
     Duszo Moja umiłowana. Składają ciało Moje do zimnego grobu. Proszę, ogrzej mnie swoją miłością. Ogrzej Moje członki wytrwałością w miłości. Ogrzej serce Moje swoją czułością. O, jaki chłód ogarnia duszę Moją. Chłód serc, ich obojętność, lekceważenie Mojej miłości. Miłości posuniętej aż do ofiary z życia. Ofiary całkowitej, całopalnej. Ofiary, której wymiaru nie znacie. W niebie w wieczności będzie czas, by odkrywać kolejne jej tajemnice.
     Dusze Moje! Chociaż męka Moja nie jest wam znana, chociaż słabość uniemożliwia wam wchodzenie w głębię Mojego cierpienia, jednak wzywam was: Rozważajcie mękę swego Boga! Sama próba wchodzenia w te tajemnice Miłości ofiarnej jest dla duszy czasem łaski! Bóg bowiem wylewa na nią swoje dary. Dotyka swoją miłością, otwiera na Ducha, uwrażliwia na cierpienie Jezusa, sprawia, iż dusza więcej rozumie, więcej przyjmuje sercem, zbliża się do Boga, wchodzi niejako w ściślejszy „krąg” przebywania z Nim. Sam fakt, iż właśnie poprzez to cierpienie dokonało się zbawienie świata, powinien skłaniać was do częstego rozważania tegoż cierpienia. Zbliżanie się do tak wielkiej tajemnicy odkupienia powinno być przecież niebywałym wydarzeniem dla duszy. Nie ma on sobie równego.
     Wszystkie sensacje świata są niczym wobec tajemnicy Zbawienia ludzkości, pokonania grzechu, strącenia szatana do otchłani, przepaści piekła! Wobec zejścia Boga na ziemię! Jego uczestnictwa w życiu każdego człowieka. Wobec cudu dokonującego się za każdym razem w Eucharystii! Człowiek żyje swoją chwałą, oddaje cześć różnym bożkom, chociaż nie nazywa swoich „pasji” w ten sposób. Jednak zbytnie angażowanie serca w jakieś sprawy, wydarzenia, nieproporcjonalne do rzeczywistego ich znaczenia, przesadne uwydatnianie ich roli i poświęcanie im zbyt dużej ilości czasu, energii, sił i pieniędzy, często kosztem rodziny, najbliższych, jest oddawaniem czci bożkom! Pieniądz, sport, polityka, praca, zainteresowania stają się waszymi bogami! Według nich kierujecie swoim życiem. Gromadzenie ciągle nowych rzeczy, jedzenie, telewizja, komputery, gry komputerowe - to pożeracze waszych dusz!
     Bóg daje wam siebie, a wy odwracacie głowę, by obejrzeć kolejną reklamę i pójść za nią! Czy zdajecie sobie sprawę, że na jednej szali kładziecie Boga, a na drugiej śmieci! Każdy wybór, dotyczący najdrobniejszych spraw, może zbliżać was do Zbawienia lub od niego oddalać. Bowiem w każdym wyborze oddajecie cześć Bogu albo szatanowi! Nie ma innej możliwości. Istnieje Dobro i zło. Nie ma czegoś pośredniego, bo to byłoby kłamstwem!
     Dzisiejsze czasy naznaczone śmiercią można ocalić jedynie za pomocą Krzyża. Co to oznacza? Otóż Jezus zmazał wasze grzechy swoją ofiarą Krzyżową. Zło, jakie nagromadziło się we współczesnym świecie jest tak wielkie, że jedynie ta zbawcza ofiara niejako zwielokrotniona w poszczególnych sercach ludzkich może uratować świat. Jedynie Ofiara Jezusa ma moc zwycięstwa! Ratunkiem dla was jest Krzyż! Ciągłe wchodzenie w mękę Jezusa, ciągłe jej poznawanie, współcierpienie z Jezusem i Jego Matką, przemienia ludzkie serca. Dokonuje się obmycie, oczyszczenie duszy, przewartościowanie poglądów. Dusza wchodzi w bliższą relację z Bogiem, jest dotykana Jego miłością, doskonałością, świętością, mądrością. I mimo, że często dusza nie odczuwa nic nadzwyczajnego, ona staje się naczyniem łaski, kanałem miłości. Zaczyna żyć życiem Boga. Staje się to powoli, stopniowo.
     Ale to nie wszystko. Istotnym w tym jest, iż jeśli wyrazi na to zgodę, staje się duszą ofiarną. Ona idzie krok w krok z Jezusem Drogą Krzyżową. Przesycona Jego cierpieniem, przyjmuje na siebie część Jego męki. Jest to naprawdę bardzo mała cząstka. Jeśli tych dusz jest więcej, a wszystkie idą zjednoczone z Jezusem Jego Drogą, niosąc Krzyż Zbawienia, to w każdym takim sercu jest „drugi” Chrystus dokonujący ofiary, przez którą zbawia świat! Jaka to potęga Miłości mająca swe odbicie w coraz większej liczbie dusz! Jak bardzo potrzeba takiej armii dusz ofiarnych, bowiem świat pogrąża się coraz bardziej w grzechu! Jedynym jego ratunkiem jest Krzyż! Nic nie może was uratować, tylko Krzyż. Stawajcie codziennie przy Jezusie Ukrzyżowanym, by napełnić się choć odrobiną tajemnicy Jego męki i powoli być przemienianym w Niego samego. By w ten sposób współuczestniczyć w zbawczym Jego Dziele. Błogosławię was Moje dusze najmniejsze.
    

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!