banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    Przychodzi dzisiaj do nas Jezus cierpiący


    
Konferencja na Wielki Post w Roku „W komunii z Bogiem”
    8 kwietnia 2011r.
    

    
Pokój wam, Dusze Najmniejsze! Przychodzi dzisiaj do nas Jezus cierpiący, Jezus konający. Przychodzi pokazać nam swoje Rany, uświadomić nam swoje cierpienie i prosić nas, abyśmy razem z Nim nieśli Krzyż, Krzyż cierpień całej ludzkości.
    
    Jezus oprócz tego, że jest Bogiem, jest człowiekiem. Jego ciało było takie same jak nasze ciała i odczuwało wszystko tak samo, każdy ból, tak samo był odczuwalny przez Niego jak i odczuwany jest przez nas. To nie Jego Boska natura, ale ludzka natura przyjęła wszystko. Jakże często sądzimy, że skoro Jezus przyjął tak wiele na siebie, to widocznie jako Bóg miał moc, siłę i nie czuł tego tak jak odczuwa człowiek. Jezus czuł wszystko, bo jako człowiek przyjął każdy ciężar i jako człowiek poddawał swoje członki by zostały przybite do Krzyża. I tak samo Jego ciało było zbudowane jak nasze. Takie same kości, mięśnie, takie same unerwienie i odczuwanie bólu. Wszystko  co przyjmował na siebie czuł dokładnie, tak jak odczuwa człowiek, nie folgował sobie zasłaniając się naturą Boską, która była w Nim, ale stawiał wszystko przed ludzką naturą i jako człowiek przyjmował.
    
    Cierpienie, którego doznawał Jezus obejmowało cierpienia ludzkości poprzez wszystkie wieki istnienia człowieka. A swoim Sercem ogarniał każdą duszę i niejako każdą z osobna niósł na Golgotę. Trudno jest sobie wyobrazić ten bezmiar cierpienia, a jednak postarajmy się. Ogarnijmy myślą całą ludzkość, wszystkie pokolenia, wszystkie trudy życia, każdego człowieka, codzienność, zmaganie z tą codziennością, różnorakie warunki życia, lżejsze, bądź cięższe. Weźmy pod uwagę wszystkie wojny. Weźmy pod uwagę wszystkie choroby. Weźmy pod uwagę wszelką nienawiść ludzką i zawiść, gniew, zazdrość, która była przyczyną tak wielu grzechów. Weźmy pod uwagę wszystkie cierpienia jakie zadawał jeden człowiek drugiemu, wszelkie zniewolenia, wszelką przemoc. Weźmy pod uwagę wszelkie zło jakie było wyrządzane przez człowieka drugiemu człowiekowi, a wszystko przecież niosło ze sobą cierpienie. Weźmy pod uwagę odrzucenie Boga i życie ludzkie pełne bólu, rozczarowań, rozpaczy, kiedy dusza odrzuca Boga. Weźmy pod uwagę wszystko co czyni człowiek, kiedy nie uznaje istnienia Boga i traktuje drugiego jak przedmiot całkowicie zapominając, nie biorąc pod uwagę godności ludzkiej. Weźmy w końcu pod uwagę to co dzieje się współcześnie, co miało miejsce w poprzednim wieku i co dzieje się teraz. Wszystko to co jest udziałem całych narodów, ich wielkim dramatem i nieszczęściem pojedynczych jednostek w poszczególnych społeczeństwach. Weźmy pod uwagę również te narody, gdzie wydawać się może iż życie toczy się normalnie, ale ludzie tam żyją bez Boga. Weźmy pod uwagę całą degradację człowieka w tak zwanych cywilizowanych krajach. Całkowite podeptanie człowieka jako wartości. Należy też wziąć pod uwagę to co jeszcze jest przed nami, przed ludzkością.
    
    Wszystko to obejmowało Serce Jezusa niemalże rozrywane bólem i cierpieniem, poddawało się całe Woli Ojca. Ból fizyczny, straszliwy ból, którego nikt z nas nie doświadczył, ale i ból Serca, ból udręczonej duszy, również udręczenie psychiki, dopadające wątpliwości i wielkie ogromne poczucie osamotnienia, opuszczenia. Wszystko to razem zadawało Mu śmiertelne ciosy i sprawiało, że umierał. Jezus umierał pod ciężarem wszystkich grzechów i wszelkiego cierpienia ludzi a oddając swoje życie przekazywał to życie nam. Z każdego z nas zdjął ciężar grzechów, które były nie do uniesienia. Jezus wszystkie te ciężary wziął na siebie. Tym samym obdarował nas wielką niepojętą łaską życia w zjednoczeniu ze Stwórcą. Łaską powrotu do źródła, z którego wyszliśmy, łaską cudownego życia, którego opisać się nie da, którego trzeba zakosztować.
    
    Jednak Jezus dzisiaj stoi przed nami cały poraniony, zakrwawiony, umęczony, osłabiony. Dźwiga nadal ciężar zła całej ludzkości, dźwiga grzechy, niesie w sobie cierpienie. Jest Bogiem, we wnętrzu którego żyjemy. A to oznacza, że wszystko co dotyczy nas dotyczy również Jezusa. Każde cierpienie jednej duszy jest cierpieniem Jezusa, które On odczuwa, a każdy wybór zła uderza w Niego, sprawia, że cierpi coraz bardziej. Patrząc na Ziemię, która doświadcza tak wielkiego zła i cierpienia nie sposób nie zastanawiać się nad jej przyszłością. Jeśli spojrzymy na poszczególne narody, na kontynenty - wszędzie płynie krew, wszędzie płyną łzy, wszędzie znieważany jest człowiek, obrażany Bóg, deptane są wartości. Cała Ziemia obleczona jest bólem, łzami, cierpieniem, a wszystko to jest we wnętrzu Boga. Człowiek współcześnie zastanawia się, jaki los go czeka? Jaka jest przyszłość narodów? Jaka jest przyszłość całej Ziemi? Doszukuje się sensacji w różnych naukowych badaniach, dokonuje różnych obliczeń, przewiduje wydarzenia związane z przyrodą, klimatem i z całym kosmosem. Nie rozumie jednej rzeczy, że zajmuje się nieustannie tym co zewnętrzne, zajmuje się światem materialnym nie wnika natomiast w istotę istnienia. Nie rozumie, że wszystkim rządzi Bóg. Nie rozumie zatem, że trzeba zająć się duchem, aby móc coś zmienić na lepsze.
    
    Człowiek nie rozumie jak wielkie jest znaczenie ducha, jak ogromny wpływ ma na życie zarówno pojedynczego człowieka, jak i całych narodów. Materia to tylko forma zewnętrzna, pewien sposób uzewnętrznienia swojego istnienia. Tak naprawdę nieistotna, bo czyż dla naszego życia dla naszej wieczności ma znaczenie to, czy żyjemy w takim czy innym kraju? Czy żyjemy w takim, czy innym domu? Czy ubieramy się w takie czy inne kolory? To wszystko są formy, kształty zewnętrzne. Wnętrze, duch, to ma znaczenie, i to ma wpływ na naszą przyszłość, na wieczność. Sposób w jaki człowiek realizuje swoje życie, w jaki odnosi się do ducha, jak go przyjmuje, jak wierzy, na ile angażuje się w życie duchowe, to wszystko ma wpływ na jakość życia. Ale znowu wielu z nas pojmuje to jako stronę materialną, a jakość życia zależna jest przede wszystkim od ducha i człowiek może być szczęśliwym nie posiadając zbyt wiele jeśli chodzi o stronę materialną, bo całym bogactwem człowieka jest duch-życie duchowe.
    
    To życie, ten duch daje człowiekowi wielką moc, wielką siłę do tego by odpowiednio ustosunkować się do wszystkiego w swoim życiu. Daje odpowiednią perspektywę patrzenia, daje możliwość stopniowania wartości, dokonywania wyborów, przez co człowiek kierowany duchem, wybiera to co jest dobrem dla jego duszy i dla ciała. Poprzez ducha człowiek może pokonywać wszelkie niedogodności cielesne, materialne. Poprzez ducha człowiek może unieść się ponad wszystko to co doczesne i być niemalże mocarzem mimo przeróżnych trudów, kłopotów, przeciwności w tej sferze materialnej i niekiedy ludzie dziwią się, że są tacy którzy pomimo przeróżnych przeciwności żyją, mają w sobie wiele optymizmu uśmiechu i serce pełne ufności i nadziei. Tych ludzi nie pokonują trudności, bo trzymają się ducha. To co dokonuje się teraz w świecie jest bardzo trudną sytuacją, bardzo skomplikowaną, jednak cały czas Niebo próbuje pomagać człowiekowi, odpowiednio się do wszystkiego ustosunkować, by mimo zewnętrznych warunków postępować ku świętości, by żyć, być szczęśliwym.
    
    To otwarcie się na ducha, zjednoczenie z duchem, to wejście w głąb świata duchowego, to głębsze przeżywanie siebie jako istoty duchowej, to otwarcie serca na samego Boga. Jest alternatywą dla wszystkich ludzi, dla nas, byśmy mogli żyć na Ziemi i byśmy na niej mogli być szczęśliwi. Jednak człowiek pokłada wielką ufność w nauce, w swoich umiejętnościach, w swojej wiedzy, inteligencji i mimo dziejących się różnych złych rzeczy nie zauważa, że nie jest wszechmocnym, i że nie panuje nad wszystkim tak, jakby chciał. Wiele spraw wymyka się spod jego kontroli i ostatecznie nie ma na to wpływu. A jedna tragedia pociąga za sobą następne. Człowiek nie ma pełnej wiedzy i często jest tak, że naciska nieodpowiedni guzik, poruszy nieodpowiednią dźwignię i niestety leci cała lawina nieszczęść, a im większy zasięg spraw, którymi zajmuje się człowiek, tym ta lawina jest większa, bardziej boleśnie odczuwana przez coraz większe społeczności. Człowiek posiada dużą wiedzę, ale to nie jest jeszcze cała wiedza o wszechświecie. Jednak wpadł w pychę. Stale wydaje mu się, że może opanować wszystko, nad wszystkim zapanować. Niestety tak nie jest. Nie wszystko jeszcze człowiek poznał, odkrył, zrozumiał. Nie poznał wszystkich zależności, wszystkich mocy, wszystkich energii. I choć wydaje mu się, że wie dużo, to jednak jego wiedza, w porównaniu z tym, co jest rzeczywiście, jest naprawdę niewielka. Zresztą, jakże porównywać mądrość Boga, stwarzającego świat, z wiedzą człowieka. Nie ma porównania.
    
    To, co się dzieje na świecie porusza serca ludzkie, i rzeczywiście część serc zwraca się do Boga. Jednak dzieje się tak, iż człowiek dosyć szybko zapomina, dosyć szybko sobie przywłaszcza to, co udało się zrobić, jako swoją zasługę. Cały czas nie rozumie, iż tylko zwrócenie się ku Bogu, tylko zjednoczenie z Bogiem, tylko objęcie swoim sercem całego świata, nie tylko umysłem, ale duchem, patrzenie na świat poprzez ducha, tylko to zapewni człowiekowi życie normalne, szczęśliwe na ziemi. Może odmienić ten los, który wydaje się już nieodwołalny. A na czym miałoby polegać to otwarcie się na ducha, to życie duchem. O tym od pewnego czasu mówi Matka Boża, o tym mówią objawienia, tego dotyczą orędzia Medżugorskie. Również w tej wspólnocie w sposób szczególny Bóg pragnie nasze dusze wprowadzić na tę drogę głębszego życia duchowego.
    
    Teraz przeżywamy Wielki Post, od jego początku jesteśmy proszeni o otwartość serca, o próbę ciągłego trwania przy Bogu, przy Jezusie cierpiącym, towarzyszenia Mu od rana do wieczora nieustannie w cierpieniu. Nadal jednak w naszych sercach jest brak wiary, brak ufności w głęboki sens życia z Bogiem. Brakuje nam wiary, iż z tego zjednoczenia duszy z Bogiem płynie dla ludzi odkupienie, płynie dla serc nawrócenie, błogosławieństwo dla całego świata. A przecież podczas spotkania duszy z Bogiem, kiedy dusza przychodzi pod Krzyż Jezusa i rzeczywiście prawdziwie otwiera serce Jezus dzieli się z tą duszą tym, co ma najcenniejszego: miłością, cierpieniem. Tej duszy udziela tak wiele. Na nią spływa Jego Krew i Łzy i Pot. Głęboko w sercu składa swój ból, swój smutek i żal. Jej powierza to straszliwe cierpienie, związane z człowiekiem, z ludzkością, ze stanem współczesnego świata. Na jej ramieniu kładzie swoją głowę, opierając się i szukając choć odrobiny odpocznienia. Dusza taka nosi w sobie cząstkę Boga, cząstkę Jego cierpienia, Jego krzyża, konania. Dusza, choć w maleńkiej części, ale jest Chrystusową. Potem idzie do swojej codzienności, niosąc Jezusa, Jego zbawczą miłość, i ta miłość dociera do innym ludzi. Jeśli takich dusz będzie więcej, to również więcej docierać może miłości Bożej do serc, do dusz. Ale jest jeden warunek. Dusza musi prawdziwie, autentycznie przylgnąć do Jezusa, otworzyć się i przyjąć Go, Jego cierpienie, umiłować Jego krzyż. Wszystko to sprawa ducha. A jednak dusze takie usiane w różnych miejscach na ziemi stają się maleńkimi iskierkami, które rozpalają kolejne dusze maleńkimi płomykami Jezusowego zbawienia, przemieniają je źródłem mocy, którą czerpią z nich, źródłem pokoju tak potrzebnego wszystkim. Dusze te są również wewnętrznym umocnieniem Kościoła. Kościół, stając się mocniejszym, również może pomagać wszystkim.
    
    Słyszymy dzisiaj po raz kolejny słowa ukazujące pragnienie Jezusa, by dzielić się z nami najcenniejszym Boskim darem: miłością ofiarną. Pragnienie dzielenia się z nami tym, co jest najcenniejsze: Krzyżem niosącym zbawienie. Jedynym ratunkiem dla świata jest Bóg, odnowa serc, zjednoczenie z Duchem Świętym i prawdziwe, głębokie życie duszy w zjednoczeniu z Bogiem, miłość doskonała gotowa na wszystko po ofiarę, aż po śmierć. To jest ratunkiem dla świata, a wszystko to związane jest z Duchem. Jakże wiele jeszcze wiążemy ze stroną materialną, nawet osoby wierzące we wspólnocie. A jednak tak wiele jeszcze stawiamy na materię. Nie rozumiemy, że Duch jest wszędzie, jest w nas, i że nasze życie modlitewne nie zaczyna się w Kościele, czy w Kaplicy, ale jest to życie, a więc trwa cały czas. Jakże może życie trwać w Kościele, a potem nie trwać, nie istnieć. Nie istnienie jest śmiercią, a my mamy żyć modlitwą. A tak często żyjemy nią tylko, gdy idziemy do kościoła, do kaplicy, gdy udajemy się na wieczernik, dni skupienia. Wracamy do domów i przygnębieni myślimy, że znowu powraca stare, trudne, smutne życie. A przecież mamy żyć przede wszystkim Bogiem nieustannie, z tego życia z Bogiem czerpać radość i czynić wszystko dla Boga ze świadomością, iż nieustannie chodzimy w Bogu. Nasze spojrzenie na wszelakie sprawy, czy dotykające nas bezpośrednio, czy dalekie od nas, będzie inne, jeśli żyć będziemy Bogiem. A zjednoczenie z Bogiem, a dusze zjednoczone z Bogiem, tylko one odmienią oblicze tego świata, i tylko one będą mogły zrozumieć, jaki jest rzeczywiście ten świat, i jak w nim żyć, i tylko one odnajdą się w nowej rzeczywistości, bo żyjąc duchem będą niejako w swoim żywiole, będą rozumiały wszystkie dokonujące się przemiany.
    
    Bardzo trudno jest wytłumaczyć, co takiego dzieje się współcześnie na ziemi. Bardzo trudno jest wytłumaczyć, dlaczego? Jedyną odpowiedzią, która zawiera w sobie wszystko, jest odwrócenie się człowieka od Boga, przez co życie człowieka, praca, nauka, wiedza, wszystko pozbawione Boga dąży ku zniszczeniu. Tylko budowanie na Bogu, również tej strony wiedzy, nauki, ale w łączności z wartościami, z dziesięciorgiem przykazań, z wielkim szacunkiem i pokorą wobec Boga. Tylko wtedy nauka służy człowiekowi. Inaczej odwraca się przeciwko niemu. I chociaż człowiek próbuje ustalać pewne zasady, kanony postępowania, wyczuwając, mając niejako w sobie samym ten naturalny pociąg ku dobremu, to prawo Boże w nim złożone przez samego Stwórcę, to jednak sam człowiek bez oparcia się na Bogu nie jest w stanie ustalić i dotrzymać dobrych praw, zasad, którymi miałaby się kierować cała ludzkość. Cokolwiek człowiek czyni, czy jest to zwykła szara codzienność i praca, by utrzymać życie, by mieć co jeść, czy są to wielkie akcje, które mają ratować ludzi. Wszystko, co czyni człowiek, musi być oparte na Bogu. Inaczej obróci się przeciwko człowiekowi, inaczej szatan wedrze się do ludzkich serc, które są słabe i wykorzysta nawet najlepsze intencje.
    
    Jezus przychodzi dzisiaj do nas cały zakrwawiony, z ranami, z przebitymi dłońmi, ze stopami, z porozrywanymi ścięgnami, cały poobijany, w sińcach, szaty zabrudzone, zakrwawione, podarte, na głowie cierniowa korona wbijająca się cierniami w głąb czaszki. Taki do nas przychodzi, bo taki jest współczesny świat, patrząc od strony ducha. Jezus oczekuje, że otworzymy się na Niego, że całym sercem przyjmiemy Go takiego, i że razem z Nim nieść będziemy ciężar miłości ofiarnej. Jezus oczekuje, że otworzymy serca, aby w tych sercach mógł składać samego siebie, wszelkie swoje oczekiwania wobec nas. Bardzo pragnie tego, by mógł złożyć w duszy ludzkiej całą swoją miłość, wszystko, co z tą miłością się wiąże, co jest jej konsekwencją. Bardzo pragnie dzielić z duszą wybraną wszystko, po Krzyż. Oczekuje od dusz wybranych otwartości serca, oczekuje serca, które z wielkim pragnieniem otworzy się na Niego, nie z obawą, nie ze strachem, ale z wielkim pragnieniem życia dla Jezusa. Strach, nasz strach przede Nim rani Go.
    
    Teraz jest ten czas, byśmy, towarzysząc Jezusowi wzięli do swoich serc cały ból świata, całe cierpienie. I choć nie jesteśmy w stanie udźwignąć wszystkiego, to Jezusowi wystarcza gotowość naszego serca, otwartość, pragnienie. Zadawala się tym i w zamian daje wszystko, całą wieczność. Jezus kocha nas i błogosławi.
    

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!