banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    Odpowiedzieć na powołanie w Kościele


    
  Dzień skupienia - Olsztyn 23 stycznia
    
Dzisiaj mówić będziemy o konieczności otwarcia serca na Boży głos powołania. Zanim Jonasz poszedł głosić potrzebę nawrócenia do Niniwy, najpierw przeżył rodzaj śmierci. Jego połknięcie przez wielką rybę i przebywanie w jej brzuchu jest swego rodzaju symbolem, który ma przemawiać do każdego z nas. Podobnie śmierć i wskrzeszenie później Łazarza też ma przemawiać do nas. Otóż człowiek musi przejść śmierć własną, aby móc dobrze wypełniać powołanie dane mu od Boga. Z jednej strony już o tym dobrze wiemy, z drugiej strony jednak, trzeba to stale sobie przypominać, bowiem pamięć ludzka jest ulotna. A poza tym serce łatwiej przyjmuje rzeczy miłe, przyjemne. Trochę trudniej to, co zdaje się być niezbyt przyjemne, trudne i często spycha gdzieś tam w podświadomość, nie chcąc przyjąć do siebie tego co zdaje się być trudem.
    
    Słowa Boże należy przyjmować w całości i stosować się do nich. W całości! Powiedzieć można by, że wręcz potrzebny jest radykalizm w przyjmowaniu Słów Bożych, bo inaczej rozmywa się to Słowo w naszych sercach. Rozmydla się i nie realizujemy tego Słowa, a tylko przetworzone przez nas pewne prawdy, bardzo spłycone, wyłagodzone, przebrane, te które są łagodniejsze, łatwiejsze. I z tego co było wiarą w Boga właściwie nie pozostaje nic. Mimo, że nazywamy się chrześcijanami, to spójrzmy na pierwszych chrześcijan. To było chrześcijaństwo – oddanie swojego życia Jezusowi. Prawdziwie, do końca, a nie połowicznie, nie tylko część, nie tylko tyle, ile pasuje, ile jest wygodnie oddać. Powiedzieć zatem można na początku, iż potrzebna jest śmierć, aby człowiek wypełnił powołanie. Patrząc na karty Pisma Św. możemy zauważyć wiele przykładów, gdzie ludzie wybrani przez Boga najpierw musieli przeżyć coś, często bardzo dramatycznego, aby móc potem zdać się całkowicie na Boga, Jemu zawierzyć i pełnić Jego wolę doskonale.
    
    Nadszedł czas, abyśmy to sobie bardzo głęboko uświadomili, iż Bóg również od nas oczekuje takiego radykalizmu. Nie połowiczności w wierze i postawie, ale całkowitego oddania swojego życia Jemu, pójścia na całość w miłości do Boga, poświęcenia wszystkiego. I znowu widać niezrozumienie w naszych sercach. Człowiek stale myśli, iż Bóg oczekuje wielkich rzeczy. Pójście na całość, radykalizm oznacza, iż w każdej sytuacji, szczególnie wśród swoich bliskich, wśród swego otoczenia będziemy umierać. Będzie umierać nasze ja, nasza pycha, egoizm, nasze pragnienia, nasze dążenia, nasza wygoda. To, co nasze będzie umierać, w prostych zwykłych sytuacjach, w relacjach z drugim człowiekiem. Naprawdę w drobnych sprawach. Musimy zacząć od drobnych spraw. Nie będziemy radykalni i cali dla Jezusa w tych nieco większych, jeśli w tych drobnych stale będziemy wybierać swoje ja. Bóg musi być postawiony na tronie naszego serca, naszej duszy. Inaczej nie będziemy realizować powołania, które dał nam Bóg. A Bóg powołuje każdego z nas, bo jest to powołanie naprawdę indywidualne.
    
    Kiedy Jezus nauczał przychodziły tłumy, ale Jezus wybrał wskazując na konkretne osoby. Wybrał osobiście Dwunastu. Ten moment wybrania był bardzo ważny dla apostołów. Poczuli się prawdziwie wyróżnieni. Nie rozumieli do czego są wybrani. Nie wiedzieli zupełnie jak potoczy się ich życie. Byli jeszcze nie dojrzali. I Bóg nas też wybrał niedojrzałych. I my też nie rozumiemy, nie wiemy, na czym polega to powołanie. Rozumujemy po swojemu, posługujemy się swoim doświadczeniem i swoimi wyobrażeniami. I błędnie myślimy o tym, czym jest to powołanie. Stale chcemy dokonywać większych czynów, zajmować się większymi sprawami. A trzeba zacząć od tych najmniejszych, trzeba zacząć od siebie. Chociaż wiele na ten temat jest pouczeń, to nadal tkwimy w błędzie, iż trzeba czynić, działać, być aktywnym. I dajemy pierwszeństwo działaniu, a nie relacji z Bogiem. Jesteśmy jeszcze bardzo na zewnątrz, a nie wewnątrz siebie. Trzeba otworzyć serce do Boga obecnego w duszy. Otworzyć je prawdziwie, aby słysząc Jego głos codziennie, w każdym momencie, wybierać dobro, wybierać miłość.
    
    A więc wracamy cały czas do tego samego. To w jaki sposób żyjemy wewnętrznie z Bogiem rzutuje na nasze relacje między nami i z naszym otoczeniem. I o tym mówimy. To są te drobiazgi, od których trzeba zacząć. Bóg ma zwyciężać w nas w relacjach z ludźmi, w prostych zwykłych sytuacjach, w rozmowach. Ma zwyciężać zawsze. A nasza postawa, nasza twarz, mimika twarzy i słowa, czyny mają świadczyć o miłości. Nawet łatwiej jest nam przyjmować pewną postawę i działać, ale ze słowami i z twarzą jest trudniej. Nie potrafimy jeszcze panować nad sobą i emocje, uczucia biorą często górę i uwidaczniają się na naszych twarzach, w naszych słowach. Kiedy dochodzi do podejmowania pewnych działań reflektujemy się. A nieraz, gdy zabraknie tej refleksji i działanie jest bez miłości, potem próbujemy naprawić, to prawda. Jednak jeśli chodzi o słowa, jeśli chodzi o twarz, nie zawsze wyrażają miłość i nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak często ten brak miłości bije z twarzy, z naszych oczu i w naszych słowach również jest widoczny.
    
    Dopóki będziemy hołdować sobie, swemu ja, dopóty będzie wokół każdego z nas pewien mur, tj. skorupa jaką nakładamy na siebie. A tą skorupą jest wszystko to co nasze, nie Boże. Tak więc, dopóki będzie ważne nasze ja, dopóki będzie nasza pycha, nasz egoizm, dopóki będą nasze pragnienia ważne dla nas, dopóty każdy z nas będzie otoczony tym murem. My jesteśmy w środku. Wokół każdego z nas mur. Jak mamy się złączyć? Jak mamy się spotkać, skoro mur przeszkadza? Trzeba skruszyć ten mur, abyśmy mogli się spotkać ze sobą. Abyśmy mogli się spotkać z Bogiem. Aby Bóg mógł nas zjednoczyć.
    
    Rezygnacja z siebie jest tą śmiercią, o której dzisiaj mówimy. Kiedy Jonasz wyszedł z ryby, kiedy Łazarz wyszedł z grobu, byli innymi ludźmi. Umarło w nich to stare. Powstali, by całymi sobą służyć Bogu, przemienieni, należący do Boga i rozumiejący lepiej Boże zamysły, Boże plany. Również i my mamy otworzyć swoje serca, by Bóg mógł dokonać skruszenia murów, by każdego z nas mógł zanurzyć w śmierci, by każdy z nas mógł doświadczyć w głębi swego jestestwa własnego umierania. A potem? A potem jest Zmartwychwstanie. Do zbawienia idzie się tylko poprzez śmierć. Nie można zmartwychwstać wcześniej nie umierając. Nie można być zbawionym wcześniej nie umierając.
    
    Cały Kościół w Polsce przeżywa rok pod hasłem: "Kościół naszym domem". Jako Wspólnota włączamy się w ten program. A jako osoby odpowiedzialne za Wspólnotę mamy to czynić w sposób szczególny. Musimy zrozumieć, że od naszej postawy zależy jakość Wspólnoty, na ile Wspólnota włączy się w to, co jest życiem Kościoła, bo my jesteśmy tymi, którzy są odpowiedzialni za Wspólnotę. To nasza postawa kształtuje całą Wspólnotę. Daje siły, moc pozostałym członkom do tego, by realizować Boże zamysły przedstawiane nam podczas różnych pouczeń. Na ile nasze serca zaangażują się, na ile będą oddane, na ile poważnie przyjmą wskazania, na tyle żyć nimi będą pozostali członkowie Wspólnoty. Na ile my tworzyć będziemy jedność między sobą, na tyle silna będzie jednością Wspólnota. Jeśli między nami będzie się źle działo, cierpieć będzie Wspólnota, bo i członkowie Wspólnoty nie będą mieli siły, by walczyć ze swoimi słabościami, by budować jedność z pozostałymi. Pamiętajmy, że gdy Bóg powołuje jakąś duszę, to ona dźwiga na sobie, na swoich barkach całość dzieła. To ona przechodzi pierwsza tę drogę i jest to najtrudniejsza droga, ponieważ ona tę drogę pierwsza przechodzi, wytycza. Dopiero za nią idą inni, mając już pewne wskazówki, mając już pewien wzór, mając moc daną z Nieba dzięki tej pierwszej duszy.
    
    My również jesteśmy takimi duszami. Na naszych barkach spoczywa bardzo dużo. Od nas Bóg wymaga więcej. I chociaż jesteśmy maleńkimi duszami, to Bóg tak jak świętym, i nam również udziela wspaniałych łask i darów. Ponieważ jesteśmy maleńcy, Bóg nie składa na jednej osobie wszystkiego, tak jak to czynił ze świętymi w przeszłości. On składa te wszystkie łaski i dary na całości Wspólnoty, bo to cała Wspólnota jest niejako tą duszą świętą, wybraną przez Boga i naznaczoną charyzmatami. Ale tak jak od tej duszy świętej Bóg oczekiwał odpowiedzi do radykalnej postawy, tak i od nas Bóg tego oczekuje.
    
    Niech każdy weźmie sobie do serca szczególnie tworzenie jedności między nami. Niech każdy stara się ze wszystkich sił o jedność z Bogiem. Niech prosi, aby Bóg kruszył mury, którymi każdy z nas się otacza. Niech każdy z nas prosi o zjednoczenie naszych serc w Bogu. O tym zjednoczeniu było już tak dużo, ale nadal trzeba do tego powracać, bowiem przedstawiony nam został ideał, do którego mamy dążyć, a którego jeszcze nie osiągnęliśmy. Daleka droga przed nami. Na tej drodze błogosławi nam Bóg. Zresztą On do tej drogi nas powołał i usposabia każdą duszę i udziela wszystkiego, co jest potrzebne. Na tej drodze również jest przy nas Matka Boża, jest z nami, zawsze, wszędzie. Małość nasza jest ogromna, ale miłość Boża przewyższa wszystko. I to ona jest naszą mocą. To ona jest naszą świętością i wytrwałością, jest wszystkim na tej drodze. Módlmy się na tej Mszy św. o to, byśmy potrafili odpowiedzieć Bogu na to powołanie do jedności we Wspólnocie, w Kościele, na to powołanie do miłości.
    

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!