banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 2


Konferencja


    Powołanie z sercem pełnym pokory


    
Dzień skupienia - 23 stycznia 
    
Czasami czujemy się strofowani. Czasem mama musi powiedzieć dzieciom, jak należy postępować, w czym tkwi błąd, aby dzieci wiedziały, co jest dobre, a co złe. Aby uczyły się wybierać dobro. Ale mama cały czas swoje dzieci kocha. I dlatego, że kocha, to strofuje i poucza. Gdyby nie kochała, nie zależałoby mamie na dzieciach. Nie interesowałaby się nimi. To miłość dyktuje pouczanie. Miłość dyktuje jej ciągłą obecność, ciągłą troskę nad dziećmi. Zatem przyjmujmy wszystko z miłością. Przyjmujmy, iż mama jest z nami, bo kocha nas. Bo Bóg nas ukochał i wyróżnił w tak wspaniały niecodzienny sposób. Czasem mama musi mówić o rzeczach trudnych. Czasem te rzeczy wydają się dzieciom niezrozumiałe. Dopiero w miarę jak rosną, zaczynają rozumieć, zaczynają widzieć powagę, zaczynają widzieć sens. Ale od początku mama swoje dzieci uczy. Nie czeka do siedmiu, ośmiu, czy dziesięciu lat, lecz mama uczy od samego początku. I początkowo dziecko słucha dlatego, że mama tak mówi, chociaż nie rozumie. A potem dziecko słucha dlatego, że rozumie co mama mówi i rozumie dlaczego tak, a nie inaczej. Dlatego i my przyjmujmy wszystko. I to co rozumiemy, i to co jest trudne do zrozumienia lub trudne do przyjęcia. Jednak przyjmujmy i starajmy się choć w pewnym stopniu realizować w swoim życiu.
    
    Bóg powołał nas do wielkiego zadania. O tym wiemy. To zadanie realizuje w swoim Kościele. I to też wiemy. Natomiast do niedawna jeszcze nie czuliśmy silnego związku Wspólnoty z Kościołem. Owszem, wiedzieliśmy, że to Dzieło, które Bóg przeprowadza ma odrodzić Kościół. Jednak teraz dobrze by było, abyśmy sobie uświadamiali wielki wpływ poszczególnych dusz na to, co się dokonuje w Kościele. Abyśmy mieli świadomość, iż każda dusza może przyczyniać się do uświęcenia Kościoła, ale też każda może przyczyniać się do coraz gorszego stanu Kościoła. Ponieważ od pewnego czasu już otrzymujemy pouczenia i kroczymy pewną drogą duchowości, nasza świadomość jest większa i dojrzałość również, dlatego możemy o tym mówić. Dlatego możemy to przyjąć i po części zrozumieć.
    
    Jedność z Bogiem, o której jest mowa, a która ma tworzyć również jedność między nami, nie jest celem jedynie samym w sobie. To prawda, każda dusza ma dążyć do zjednoczenia z Bogiem, ale Bóg pragnie tego zjednoczenia nie tylko ze względu na nas, na każdego z nas. On powołał nas do tego, by czynić jedność w całym Kościele. A więc nasze zjednoczenie z Bogiem ma przyczyniać się do jednoczenia dusz w Kościele. Wiemy, że jesteśmy powołani do miłości. Rozwój i wzrost miłości w naszych sercach, w naszej Wspólnocie będzie promieniował na cały Kościół. Wydaje się to tak odległe od każdego z nas, tak nienamacalne, że trudno jest przyjąć takie słowa. Jednak z naszą świadomością spraw duchowych, powinniśmy to przyjąć całym sercem. Pomimo częstych wątpliwości powinniśmy tę prawdę przyjąć i w swoim sercu odczuwać wielką odpowiedzialność nie tylko za siebie przed Bogiem, ale za Wspólnotę przed Bogiem i za cały Kościół przed Bogiem.
    
    Ta odpowiedzialność jest ciężarem nie do uniesienia. Jest ogromem, który może duszę przytłoczyć, przygnieść. Takiej odpowiedzialności doświadczali święci powoływani w różnych wiekach przez Boga, by realizować wielkie dzieła w Kościele ku jego odrodzeniu. Jednak dźwigali ten ciężar. Mocą, która pomaga dźwigać duszy ten ciężar odpowiedzialności jest pokora. To ona sprawia, że człowiek staje przed Bogiem uznając, iż to On jest wszystkim, a dusza jest niczym. To pokora sprawia, iż człowiek zajmuje właściwe mu miejsce w relacji z Bogiem. I to zajęcie właściwego miejsca, uznanie Boga jako wszechmocnego i siebie jako nic niemogącego sprawia, iż dusza jest w stanie udźwignąć wszystko. Wydaje się to paradoksem. A jednak człowiek przyjmuje Boga za swoją moc. Przyjmuje i prosi, aby od tej pory Bóg w jego życiu dokonywał wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach.
    
    I właśnie taka ma być nasza postawa – pełna pokory, pełna uznania w każdym momencie swoich słabości, ciągłe schylanie pokorne głowy w obliczu wszystkiego, w obliczu zwykłej szarej codzienności i uznawanie, iż jest się słabym. Uznawanie, iż to co się stało jest naszą winą. Tutaj należy zrozumieć jedną rzecz. Człowiek często obrusza się, gdy ktoś obwinia go za coś, czego ta osoba na przykład nie zrobiła, bądź też uczyniła wszystko by czemuś takiemu zapobiec. Jednak coś tam się wydarzyło i inni obwiniają ją za to. Pokora prawdziwa przyjmuje wszystko. Nawet niesprawiedliwe sądy. I przyjmuje wszystko nie dlatego, że chce zostać męczennikiem, ale dlatego, że uznaje, iż zdolna jest do popełnienia każdego grzechu i, że w swojej nieświadomości mogła zrobić coś, co przyczyniło się do tej sprawy, o którą ją obwiniają. Bądź też Bóg uchronił ją przed popełnieniem jakiegoś błędu, ale ona sama o własnych siłach nie byłaby zdolna uchronić się przed tym. W związku z tym to i tak jest jej wina, ponieważ jej małość jest wielka, jej nędza ogromna i jej grzeszność przewyższa wszystko inne. Dusza pokorna godzi się na wszystko, nie czyniąc z siebie męczennicy za wiarę, ale spokojnie, pokornie przyjmuje każdą uwagę, wyrażając również głośno zgodę na nią, a wręcz dziękując za pokazanie jej, jej własnych słabości. Modli się przy tym, aby Bóg naprawił wszystko to, co ona zepsuła i by dalej ją chronił przy następnych sytuacjach, by nie popełniała więcej takich błędów. Dusza taka nie tylko przed ludźmi, ale przed samą sobą i przed Bogiem uznaje swoją totalną nędzę i autentycznie przyznaje się do wszystkiego prosząc Boga o przebaczenie.
    
    Taka postawa to doskonałość. Ale trzeba mieć pewne wzorce, aby wiedzieć do czego dążyć. Taka pokora zbliża do Boga i jednocześnie zbliża nas do siebie nawzajem. Kruszy mury, bowiem w tej pokornej postawie człowiek rezygnuje z siebie, umiera przyjmując nowe życie, jakim jest sam Bóg. Nie należąc do siebie, należy tylko do Boga i daje mu prawo rozporządzania sobą do woli i czynienia wszystkiego, czego Bóg tylko zechce. Jeśli dusza prawdziwie taką postawę przyjmie w głębi swego jestestwa, doznaje wolności. Owszem również doznaje cierpienia, ale w głębi zaczyna doświadczać szczęścia płynącego z wolności prawdziwej i zbliża się wielkimi krokami ku Bogu. Tacy byli święci, którzy są wyniesieni na ołtarze, a którzy dokonywali wielkich dzieł, na których barkach Bóg składał ciężary nie do uniesienia. I poprzez uznanie swojej małości i słabości byli w stanie unieść to, co jest nie do uniesienia ludzkimi siłami.
    
    Bóg na naszych barkach składa również Wielkie Dzieło. Nie uniesiemy go dopóki nie uznamy, iż nie jesteśmy w stanie tego czynić, dopóki pokora nasza nie będzie wielka. W pojedynkę nie uniesiemy go. Potrzebujemy zjednoczenia z Bogiem, ze sobą nawzajem. Zatem módlmy się o jedność i o miłość, która nas połączy. Bardzo wiele potrzebujemy do tego, by Bóg mógł zrealizować wobec nas swoje plany. Ale skoro powołał, to mamy prawo oczekiwać, że nam wszystko da. Więc módlmy się z ufnością, bo Bóg da. On tylko oczekuje na pewną dojrzałość naszych dusz, na pewne zrozumienie tego. I w odpowiednim momencie, kiedy uzna, że już jesteśmy gotowi, Bóg da. Należy współpracować z Bożą łaską. Zatem próbujmy nawiązywać tę współpracę. Na ten czas współpracy z łaską niech nam błogosławi: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty.
    

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!