banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129619 naszym gościem.       Osób on-line: 7


Konferencja


    Wskazania na Wielki Tydzień (2)


    
  Wielki Wtorek
    
Jezus uczynił nam wielką łaskę. Obdarował nas swoją obecnością w tych dniach w sposób szczególny. On pragnie w naszych sercach przeżywać Wielki Tydzień. W ten sposób chce, byśmy bardziej zbliżyli się do Boga, byśmy lepiej poznali Jego miłość, by nasze serca stały się pełne tej miłości, byśmy pełniej zaczęli żyć Zmartwychwstaniem. Bóg udziela swojej łaski poznawania Jego życia, poznawania Go samego. Chce, by nasze serca, niczym serca świętych, żyły w ogromnej bliskości Jezusa. Postarajmy się otworzyć na tę cudowną rzeczywistość Boga, na Jego obecność. Postarajmy się otworzyć na opisane w dzisiejszej Ewangelii (J 13,21-33.36-38) wydarzenia. Nie patrzmy oczami ciała, ale oczami duszy. I oczami duszy zobaczmy Jezusa, który przygotowuje się już do najważniejszego wydarzenia.
    
    Serce Jezusa jest smutne. Tylko On wie, co będzie się działo w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Tej łaski udziela także swojej Matce, która sercem czuje zbliżającą się mękę Jej Syna. Te ostatnie dni są dla Jezusa szczególnie trudne. Spędza je ze swoimi uczniami, ze swoimi apostołami i widząc ich serca, wiedząc, co w nich jest ogarnia Go smutek. Oni niczego jeszcze nie rozumieją. Pomimo, że byli z Nim przez trzy lata, pomimo, że tłumaczył im wiele rzeczy, to jednak nadal żyją w nieświadomości. I chociaż uważają, że kochają Jezusa, chociaż uważają, że poświęcili Mu swoje życie, to nie jest to do końca prawdą. Nadal żyją swoim dawnym życiem, dawnym myśleniem, dawnym spostrzeganiem świata, rzeczywistości. Nie są jeszcze ludźmi duchowymi. Nadal są cieleśni i nadal po ludzku tłumaczą sobie wiele spraw związanych z Jezusem.
    
    Jezus w swoim Sercu ma już przed sobą Mękę. Widzi ją i tym bardziej cierpi, wiedząc jak Jego umiłowani uczniowie rozproszą się, ze strachu uciekną. Jezus wie, jak bardzo są słabe ich serca i wie, jak bardzo będą zalęknione, kiedy Jezus zostanie uwięziony kiedy będzie torturowany i kiedy będzie szedł na Golgotę. Jezus widzi wielki strach w ich sercach, kiedy zostanie złożony do grobu. On widzi już teraz ich rozpacz, niemalże obłęd tej rozpaczy. Tym bardziej cierpi, gdy słyszy buńczuczne ich zapewnienia niejako małych chłopców, którzy chwalą się swoimi umiejętnościami, swoją siłą, co nie mają pokrycia w rzeczywistości. A apostołowie nie rozumieją Jego zamyślenia, pojawiającego się smutku na twarzy. Nie widzą. Nie chcą widzieć. Jezus przeżywa samotność już w tych dniach. Cierpi z powodu samotności. Nie ma wokół siebie ludzi, którzy wiedzieliby to, co wie On i w związku z tym, którzy by razem z Nim czekali na ten czas. Jest tylko Jego Matka Maryja. Jednak chociaż w Jej ramionach doznaje pewnego pocieszenia, to z drugiej strony, widząc cierpienie Matki jeszcze bardziej cierpi.
    
    Jezus wraz ze swoją Matką razem przeżywają ten czas bardzo trudny. I my postarajmy się świadomie jednoczyć się z Nimi. Postarajmy się, wchodząc w ten czas, uświadamiać sobie te uczucia, jakie miał w Sercu Jezus, byśmy mogli być bliżej Niego. Postarajmy się uświadomić sobie, iż tutaj teraz Jezus przeżywa Wielki Tydzień. Tu jest Jego Jerozolima, tu jest Wieczernik, tu jest to miejsce. A my jesteśmy Jego uczniami, Jego apostołami. I to nasze serca są jak serca małych chłopców, którzy przechwalają się, czego to nie potrafią, którzy zapewniają o swojej miłości. Są nieświadomi swojej słabości, nieświadomi rzeczywistości, jaka za chwilę ich ogarnie. I tego, że w tej rzeczywistości nie będą potrafili się odnaleźć i upadną. I prawdziwie będą małymi chłopcami, bezbronnymi, przerażonymi, bez swojego Nauczyciela. I dopiero wtedy wyjdzie na jaw, jakie są ich serca. Dopiero wtedy zobaczą, jaka ich miłość była mała. Dopiero wtedy zobaczą, że strach był większy od miłości, że w słowach owszem byli mocni, ale w czynach okazali się za słabi. I opuścili swojego największego Przyjaciela, wyrzekli się Go, bali się do Niego przyznać. I nie towarzyszyli Mu w najstraszliwszej drodze ku śmierci. Ze strachu nie potrafili podjąć Krzyża razem z Nim. Ze strachu przed ludzką opinią bali się Mu współczuć i okazywać to współczucie. Teraz są szczęśliwi i niemalże chwalą się tym, że są wybrani przez Jezusa. Czują się ważni, kiedy otaczają Jezusa, kiedy chronią Go przed napierającym tłumem, kiedy podchodzą do nich ludzie, którzy potrzebują uzdrowienia i proszą, by się wstawili u Jezusa za nimi. Wydaje im się, że są wielcy. A jakże mali się okażą w chwili próby. Jezus to wszystko widzi.
    
    Piękne są słowa dzisiejszego pierwszego czytania (Iz 49,1-6) i Psalmu (Ps 71, 1-6. 15.17). To prawda, część z nich opisuje Jezusa zapowiadając Jego przyjście. A jednocześnie te słowa są skierowane do nas, do dusz wybranych. To nas Bóg zrodził, ukształtował w łonie matki, wybrał, byśmy nieśli światło do najdalszych zakątków świata - Boże światło, Bożą miłość. To my w Bogu mamy pełne oparcie. To Bóg dla nas jest skałą zbawienia, schronieniem. To w Nim możemy pokładać pełną ufność, możemy mieć pewność Jego ciągłej opieki nad nami. To nas Bóg naznacza swoim wybraństwem i nas czyni swoimi posłańcami. Przeczytajmy sobie jeszcze raz te słowa z księgi Izajasza (49,1-6), a potem słowa z Psalmu 71,1-6.15.17 i przyjmijmy je do serca. A potem pomyślmy jak bardzo ranimy Jezusa nie przyjmując każdego dnia, o każdej porze łaski tego wybrania. Nie przyjmując poprzez ciągłe zajmowanie się sobą i swoimi sprawami, poprzez nie stawanie przed Bogiem w prawdzie, w pokorze, tylko poprzez zachowanie niejako małych chłopców. Każdy z nas ma w sobie Piotra, który zapewnia Jezusa, że wszędzie może iść, w każde miejsce, nawet życie oddać za Niego. W każdym z nas jest Jan, który kocha Jezusa i przytula się do jego piersi. W każdym z nas są i inni apostołowie. Jakże różni, różnych charakterów, temperamentów. Ale wiedzmy również, że w każdym z nas są zadatki również na Judasza. Żaden człowiek nie jest wolny od zdrady, nie jest wolny od zła. Tylko dlatego żyjemy z Jezusem, bo On tej łaski nam udzielił. Tylko dlatego nie zdradziliśmy Go w taki sposób jak Judasz, bo On uchronił nas od tego. Ale serca nasze skłonne są do każdego zła.
    
    Nie mówimy tego po to, abyśmy teraz załamywali się, ale po to, byśmy potrafili stanąć w prawdzie przed Jezusem, który właśnie rozpoczyna Wieczerzę i dzieli chleb razem ze swoimi umiłowanymi apostołami. Razem z nimi przebywa, je, pije, rozmawia, dzieli swoje życie prawdziwie z nimi. Oni są przede wszystkim biorcami tego życia, nie potrafią jeszcze dawać. Cały czas zwróceni są tylko do siebie, nie do Jezusa, chociaż wydaje im się, że są wpatrzeni w Niego. Patrzą dlatego, że myślą o sobie. Gdyby prawdziwie byli w Niego wpatrzeni i żyli dla Niego wszyscy staliby przy Nim podczas pojmania w Ogrójcu. Razem byliby z Nim w nocy, gdy Go torturowano. Każdy z nich zasłaniałby Jezusa podczas biczowania. Razem nieśliby Krzyż. Każdy z nich podał by swoje dłonie i swoje stopy do ukrzyżowania. Dlatego mówimy, że tak naprawdę nie byli wpatrzeni w Jezusa i nie dzielili swojego życia z Nim. Oni brali, ale nie dawali. Żyli dla siebie. Podobnie żyjemy i my.
    
    Bardzo ważne jednak jest, aby zdać sobie z tego sprawę, jaki się ma stosunek do Jezusa? Ważne jest, aby poznać tę prawdę, jak bardzo jest się słabym. Jak miłość, o której się mówi Jezusowi, jest maleńka, prawdziwie żadna. I kiedy człowiek tak poznaje siebie i staje przed Jezusem, który podczas tej Wieczerzy daje siebie nam, wtedy człowiekowi otwierają się jeszcze szerzej oczy na Bożą miłość. I zaznaje wzruszenia tą niepojętą Bożą miłością, otrzymywaną za darmo. I wtedy serce człowieka pragnie być przy Bogu. Zdając sobie sprawę ze swojej małości, nicości, nędzy, mimo to, pragnie chociaż swoją nędzą Go wspierać. To jest najpiękniejsze, co może zrobić dusza, która już przestaje być Piotrem twierdzącym, że wszędzie pójdzie za Jezusem i wszystko przetrzyma dla Niego, bo dusza wie, że bardziej skłonna jest do zdrady, do ucieczki. Ale doświadczając Bożej miłości z całych sił pragnie na nią odpowiedzieć. Wie, że jej odpowiedź jest niczym, ale nic innego zrobić nie może. Więc pragnie być przy Jezusie z miłości, której właściwie nie posiada. O dziwo ten paradoks zbliża bardzo duszę do Boga, bo to prawda sprawia, że dusza może w końcu przytulić się do Boga. Prawda, którą poznaje o Bogu i o sobie. I w tej prawdzie może przyjąć dar Zbawienia.
    
    Oddajmy dzisiaj swoje serca Bogu z tą świadomością, iż więcej w nas jest Piotra, Judasza niż świętego człowieka. Oddajmy te serca ze świadomością, że chociaż jesteśmy niczym, to Bóg kocha nas niepojętą miłością i pragnie, byśmy tę miłość przyjęli. Daje nam ją za darmo i powołuje, byśmy ją nieśli wszędzie, głosili wszędzie. Byśmy, tak jak Jezus, stawali się światłem dla Boga. Matka Najświętsza niech wstawia się i modli się o to, by nasze serca więcej rozumiały i widziały.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!