banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130263 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    „Czy serce nie pałało w nas…” (Łk, 24,13-35)


    
11 kwietnia 2012
Jak się czują nasze serca po tak wspaniałych dniach, przeżyciach, uroczystościach? Czy napełniły się radością? Czy w naszych sercach jest Jezus Zmartwychwstały? Czy ta wieść o Jego Zmartwychwstaniu uskrzydla nas, nasze życie i sprawia, że inaczej patrzymy na wszystko, na codzienność? Jeśli nie za bardzo, to warto pomyśleć - dlaczego?
    
    Bardzo często dusza chciałaby widzieć, chciałaby mieć konkretne dowody związane z wiarą, chciałaby doświadczyć, chciałaby czuć poruszenia serca, chciałaby żyć w ogromnej bliskości Jezusa, takiej ogromnej bliskości. Chciałaby wierzyć, a ta wiara byłaby po prostu pewnikiem. Dusza ma wiele oczekiwań, ale gdy przychodzi co do czego, trudno jest wierzyć i przetrwać, i ufać, i radować się.
    
    Zauważmy, że uczniowie z dzisiejszej Ewangelii (Łk 24,13-35), idący do Emaus, również szli bardzo zasmuceni, przygnębieni, tyle mieli oczekiwań wobec Jezusa, wyobrażali sobie tyle rzeczy z Nim związanych; On przecież miał wyzwolić Izraela. Tyle mieli planów związanych z Jezusem, przecież był taki wspaniały, pełen mocy, czynił rzeczy niemożliwe dla człowieka, a jednak pojmano Go, ukrzyżowano i umarł. Byli załamani. A idąc rozprawiali o tym. I rozmawiali o wszystkim również z Jezusem, nie poznając Go. Dlaczego tak się dzieje, że człowiek nie poznaje Jezusa? To prawda, ich serca mocniej biły, kiedy Jezus wykładał, wyjaśniał im Pisma, ale nie mogli Go poznać od razu. Maria Magdalena w pierwszym momencie też nie poznała Jezusa, dopiero, gdy On zwrócił się do niej po imieniu (por. J 20,11-18). Dlaczego tak jest, że człowiek nie poznaje Jezusa, lub też dlaczego Go nie dostrzega? Może teraz pośród nas nie ma Jezusa Zmartwychwstałego?
    
    Każda dusza ma swoje wyobrażenia o tym jak Bóg wygląda, jak powinien się zachować. Każdy ma swoje oczekiwania odnośnie swojego życia i Jezusa, a więc oczekuje, że Jezus to, czy tamto zrobi, zmieni. Każda dusza żyje swoimi wyobrażeniami o Bogu i tym jak powinno wyglądać życie z Bogiem, jak Bóg powinien ingerować w życie duszy, co powinien czynić. I tak stale jest, że człowiek, nawet zwracając się do Boga, tkwi w swoich wyobrażeniach, swoich oczekiwaniach. Ma przesłonięte oczy, a serce nieco przymknięte, nawet jeśli wydaje się człowiekowi, że to serce otwiera, to jednak nie jest ono otwarte całkowicie. Wspomniane ludzkie słabości sprawiają, iż człowiek nie potrafi otworzyć się do końca. Nawet jeśli, tak jak Maria Magdalena, spotykamy Jezusa, trudno nam rozpoznać właśnie Jego. Nawet jeśli rozmawiamy z Nim, tak jak uczniowie idący do Emaus, gdy nawet nasze serca mocniej biją, to jednak trudno jest nam uwierzyć, iż to właśnie Słowa Jezusa, że to właśnie wydarzenie przez Niego pokierowane, że zaistniała sytuacja, wydarzenie, że to wszystko otrzymujemy dzięki Niemu. Bo w człowieku jest niedowierzanie, bo w człowieku są jego własne wyobrażenia i jego własne oczekiwania: jak powinno być, jak Bóg powinien wyglądać, zachować się, co powinien zrobić.
    
    Człowiek ogranicza Boga w swoich myślach, ogranicza Jego działanie; co nie znaczy, że Bóg jest przez człowieka ograniczony. To tylko człowiek zawęża swoje pole widzenia. I zamiast patrzeć szeroko otwartymi oczami, patrzy przez dziurkę od klucza lub też przez jeszcze mniejszą dziurkę. Nic dziwnego, że wtedy niewiele może zobaczyć. Zupełnie inaczej patrzy się oczami otwartymi, a jeszcze inaczej, szerzej np. z jakiejś wieży. Nie zobaczy się zbyt wielkiej perspektywy przez dziurkę od klucza. A jednak człowiek patrzy przez tę dziurkę i osądza; osądza wszystko, całe swoje poznanie na podstawie tego swojego patrzenia, tak ograniczonego; i na podstawie tego określa wszystko. A więc przede wszystkim ogranicza ten świat wokół siebie, który jest dany przez Boga, bo sądzi o tym świecie patrząc przez tę niewielką dziurkę.
    
    Uczniowie idący do Emaus mieli przez Jezusa wszystko wyłuszczone, wcześniej również Bóg objawiał im wszystko. W Pismach wszystko było podane, a oni nie rozumieli. I my mamy wszystko podane, i również znamy Pismo Święte, również słuchamy nauki Kościoła. Cóż  z  tego, ograniczamy swoje pole widzenia nieustannie poprzez swoje słabości i swój punkt widzenia, poprzez swoje pragnienia, swoje oczekiwania. Potrzeba otworzyć serce. Możemy rozpoznać Jezusa i więcej zrozumieć przy łamaniu chleba. A więc spróbujmy dzisiaj podczas Eucharystii otworzyć szerzej oczy, szerzej serca i poprosić Ducha Świętego, aby pomógł nam przejrzeć. Niebywałą rzeczą jest Eucharystia i żywy Bóg objawiający się w Eucharystii. W sposób cudowny, niepojęty, tajemniczy przychodzi Bóg, zgodnie z zapowiedzią i uobecnia się w tak wspaniały sposób. Ciągle od nowa wypełniają się Pisma. I Bóg składa Ofiarę ze swojego Syna, a my w tym uczestniczymy i przyjmujemy Jezusa, żyjącego Boga do swojego serca.
    
    Spróbujmy zobaczyć Jezusa, który dzieli z nami chleb, a więc daje swoje Ciało i daje swoją Krew. Poprośmy tych dwóch uczniów, aby również oni nam towarzyszyli i wypraszali łaskę otwarcia szerzej serca na tę cudowną łaskę obecności Jezusa Zmartwychwstałego. Prośmy również, aby tak szybko nie zniknął, jak to ma miejsce w opisanym wydarzeniu, ale abyśmy z radością, rozpoznając Jego obecność, już potem w swoim sercu cały czas mogli tę obecność Adorować i żyć tą obecnością. Aby ta obecność Jezusa Zmartwychwstałego uskrzydlała nas, dawała radość, sprawiała, że codzienność nabierze blasku, a obowiązki staną się lekkie, bo będą czynione z tą myślą, iż Jezus Zmartwychwstał i żyje. Żyje pośród nas. Starajmy się codziennie na nowo przeżywać tę radość Zmartwychwstania. Starajmy się codziennie odnawiać w sobie tę radość, starajmy się pobudzać swoje serce do jeszcze większej miłości. I mówmy do Jezusa w sposób czuły, pieszczotliwy, jak mówiła Maria Magdalena. Ileż miłości jest w tym jednym słowie Rabbuni. Może i my usłyszymy wtedy swoje imię wypowiedziane przez Jezusa Zmartwychwstałego. I zaleje nas fala miłości, jakiej do tej pory nie znaliśmy, tak czułej, delikatnej, potężnej zarazem.
    
    Refleksja:

    
    Niech radość Zmartwychwstania Jezusa będzie cały czas w naszych sercach. Nie dajmy sobie tej radości niczym zabrać. Pamiętajmy – Jezus Zmartwychwstał, to znaczy pokonał zło, śmierć, zwyciężyła miłość, życie, zwyciężyła prawda, dobro, zwyciężył Bóg. Bóg jest Zwycięzcą! I to zwycięstwo jest również w naszym życiu. To zwycięstwo może odnosić się do każdej sfery życia. Możemy się cieszyć, ponieważ tym zwycięstwem Bóg obdarza nas. Obdarza naszą codzienność. Tym zwycięstwem nam wyjednał możliwość pokonywania w naszej codzienności wszystkiego, co ma znamiona zła, co ma znamiona bólu, cierpienia, co ma znamiona braku miłości. Pamiętajmy, to zwycięstwo Bóg nam podarował i to zwycięstwo jest w nas. A więc w swoim życiu możemy tego zwycięstwa doświadczać na każdym kroku, w różnych sytuacjach, dlatego warto się radować, warto pamiętać o tym zwycięstwie, bo to Zmartwychwstanie jest nowym życiem nam danym już teraz.Każda sytuacja, od momentu Zmartwychwstania Jezusa jest nową, bo przepełnioną Jego zwycięstwem. To nic, iż wydaje się nam, że widzimy nadal to samo życie, te same obowiązki, ten sam trud, ale mamy w sercu zwycięstwo; mamy w sercu miłość, która pokonała wszystko. Tylko żyjmy tą miłością, żyjmy jej triumfem w swojej codzienności, w najzwyklejszej, szarej sytuacji. Pamiętajmy o tym, niech nadal zwycięża w drobiazgach. Niech nasze życie stanie się tym zwycięstwem Boga  w naszych sercach, w sercach bliskich, w naszym otoczeniu. Pozwólmy, by to zwycięstwo na stałe zagościło w nas, w naszych rodzinach. Otwórzmy się na to zwycięstwo. Niech Króluje Jezus Zmartwychwstały! Alleluja! Alleluja!

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!