banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129619 naszym gościem.       Osób on-line: 7


Konferencja


    Rozpoczynamy oczekiwanie na Ducha Pocieszyciela


    
Gietrzwałd, 20-12 kwietnia 2012

    Zobaczmy, również przyroda raduje się naszym spotkaniem:
przywitała nas słońcem, śpiewem ptaków. Razem zatem będziemy uwielbiać Boga i poznawać Jego kolejne tajemnice. Rozpoczniemy dzisiaj czas oczekiwania na Ducha Świętego. Postarajmy się otworzyć serce na słowo Boże, otworzyć serce na słowa, które będą pojawiać się, zarówno na te, które będą czytane z Pisma Świętego, jak i na słowa modlitwy, na słowa pouczeń. Starajmy się w swoich myślach i emocjach nie uprzedzać niczego, ale w otwartości przyjmować to, co będzie; bez żadnych nastawień, uprzedzeń; tak, jakbyśmy nie mieli do tej pory żadnego doświadczenia. By nic, co nasze nie zasłaniało, nie zmieniało Bożego obrazu. Byśmy mogli na nowo przyjmować Boga i to, co pragnie nam przekazać. Niech serca nasze będą otwarte
    
    Przeżywamy radosny czas oczekiwania. W życiu Kościoła ten czas oczekiwania co rusz pojawia się, za każdym razem troszeczkę ma inny sens i wymiar. Teraz mamy oczekiwać obiecanego Pocieszyciela z Nieba. Ponieważ znamy już historię apostołów, wiemy co wydarzyło się, zatem mając w sercu tę wiedzę możemy z radością czekać na Ducha Świętego. Możemy prosić o różne dary, możemy wypraszać różne łaski dla naszej wspólnoty i dla naszych bliskich. Przede wszystkim możemy przygotowywać serca na to niecodzienne przyjście Boga do nas. Toteż dzisiaj będziemy mówić o przygotowywaniu się na przyjście Ducha Świętego, o tym, jak ważnym jest to, aby dusza pragnęła, zapraszała Ducha Świętego, i aby Go przyjęła. Będziemy również mówić o tym w jaki sposób dusza ma oczekiwać, tak by niejako nie minąć się z Duchem Świętym, bowiem często dusze oczekują swoich wyobrażeń, realizacji swoich wyobrażeń, a nie Boga. Już dzisiaj będziemy wzywać Ducha Świętego, będziemy wyznawać Mu miłość i będziemy rozgrzewać nasze serca, aby całe rozgorzały tym oczekiwaniem. Powiemy sobie również o tym, iż wiara nie opiera się jedynie na uczuciach, ale dojrzała wiara jest wolą, aktem woli duszy. Zatem, każda dusza bez względu na to w jakim znajduje się stanie, na jakim etapie rozwoju duchowego, każda, ma z wiarą oczekiwać Ducha Świętego. I ufać, że Duch Święty zstąpi na każdego z nas.
    
    Ten czas jest bardzo ciekawym czasem. Patrząc na apostołów z perspektywy czasu wiele już wiemy i wiele rozumiemy, a jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że każdy z nas ten czas również przeżywa i każdy z nas w swojej duszy doświadczać może wraz z apostołami oczekiwania na Ducha Świętego. Nie wiemy o tym, iż nasza dusza przechodząc przez różne etapy swojego rozwoju również przechodzi przez ten czas, jaki dwa tysiące lat temu doświadczali apostołowie, a teraz przeżywa Kościół.
    
    Mówiliśmy wcześniej o tym, iż apostołowie przechodzili pewne etapy
swego zbliżenia do Boga i każdy z tych etapów był bardzo potrzebny. Każdy służył rozwojowi ich duszy i bez jednego etapu nie mógł nastąpić drugi. Tak było. Najpierw spotkanie z Jezusem i trzy lata życia, poznawania Go, zbliżania się do Niego, łączenia się z Nim sercem. On powoli stawał się ich Przyjacielem, stawał się ich Mistrzem, Nauczycielem. W końcu powoli zaczęli odkrywać w Nim Boga. Jednak to przywiązanie jakie czuli do Niego, było typowo ludzkim, spojrzenie typowo ludzkie, skażone ich słabościami, ich własną wyobraźnią, ich własnymi oczekiwaniami, pragnieniami. Niemniej jednak był to potrzebny czas. Głęboko w ich sercach zapadały słowa Jezusa i nauka, której tak naprawdę do końca nie rozumieli. Ta nauka była w nich, w ich duszach. Ale te trzy lata nie uczyniły z nich jeszcze apostołów, jeszcze na tych uczniach Jezus nie mógłby zbudować Kościoła. Musieli przejść oczyszczenie.
    
    Tym oczyszczeniem dla apostołów było przeogromne cierpienie jakiego doświadczali podczas Męki Jezusa. Prawdą jest, że uciekli, bali się ogromnie, ale przechodzili niesamowite cierpienie duszy. Te trzy dni związane z Męką Jezusa można przyrównać do nocy duszy, jaką przeżywają ludzie święci. Dzięki tym trzem dniom straszliwej męki, cierpienia, katorgi duszy, udręki niesamowitej, apostołowie stanęli przed Bogiem w prawdzie o sobie. Dopiero wtedy zobaczyli na ile jest warta ich miłość do Jezusa; że tak naprawdę, to jest żadna miłość. Wtedy wszystkie ich wyobrażenia o Jezusie legły w gruzach; ich oczekiwania, pragnienia, ich własne, przeróżne intencje; wszystko to okazało się niczym; cała ich maska, otoczka, którą sobie zbudowali wokół siebie, teoria a propos przyszłości z Jezusem. Wszystko to spadło z nich, całkowicie ogołoceni, całkowicie odkryci zobaczyli kim są i jaka jest tak naprawdę ich wiara. To straszliwe dni, a jednak apostołowie przeszli je mężnie. Jeden tylko z grona Dwunastu wpadł w rozpacz, nie wierzył w miłość Jezusa, w przebaczenie Boga. Pozostałych Jedenastu, niejako powróciło; z powrotem skupili się. Przyszli do Matki, wystraszone, małe dzieci, przerażone, zawstydzone swoim zachowaniem, tym co zrobili, stanem swoich serc. A jednak była w nich namiastka wiary i miłości. Wsparci łaską Bożą przyjęli tę łaskę i wraz z Maryją czekali. Przeżyli wielką radość Zmartwychwstania. Te trzy dni poprzedzające Zmartwychwstanie całkowicie przemieniło ich do głębi istoty. Cierpienie oczyściło ich dusze, wypaliło wszystko, co nie należało do Boga. Wyszli z tego doświadczenia nowi, odrodzeni; wyszli niczym złoto z pieca. Ale apostołom, ich oczyszczonym, przemienionym duszom, potrzebne było jeszcze coś. Oni, owszem spotykali się z Jezusem, cieszyli się tym faktem, a jednak mieli w sobie jeszcze wciąż niepokój.
    
    Kiedy Jezus wstąpił do Nieba apostołowie mieli w sobie wciąż lęk. Chociaż tyle już zostało rozjaśnione ich sercom, choć tyle Jezus już im wyjaśnił, choć cierpienie jakie przeszli zmieniło również ich sposób patrzenia na Jezusa, rozumienia Jego nauki, to jednak nie mieli w sobie jeszcze mocy Bożej, aby iść i głosić prawdę o Zmartwychwstaniu Jezusa. Jeszcze byli słabi. Już oczyszczeni, a więc w jakiś sposób już gotowi, a jednak brakowało im Bożego Ducha. I oczekiwali na Ducha Świętego; prosili, wzywali, modlili się.
    
    Każdy z nas w swoim życiu przechodzi podobne etapy. Oczywiście, na miarę swoich możliwości. Apostołowie to wielcy święci. Zatem ich cierpienie, oczyszczenie było również wielkim doświadczeniem, ale byli do tego przygotowani. Ich dusze były prowadzone również do tego etapu i przez ten etap. Każdy z nas przeżywa w swoim życiu takie etapy spotkania z Jezusem; zachłyśnięcia się Jego miłością, poznawaniem Go, przebywaniem z Nim. Ale przychodzi potem etap oczyszczenia. W różny sposób przeżywany, przez każdego z nas nieco inaczej. Każda dusza w innym stopniu, pod innym kątem tego doświadcza. Potrzebny jest ten etap, by z człowieczej duszy spadło to, co ludzkie; by to co ludzkie, nie stanowiło przesłony dla tego, co Boskie; by dusza oczyszczona mogła przyjąć pełnię daru Bożego, pełnię Ducha. Jednak ze względu na naszą małość, na naszą maleńkość Bóg prowadzi nas przez wielość takich etapów i przeżywamy ich wiele. Stąd co jakiś czas powraca etap zachwytu, etap cierpienia, oczyszczenia i Zesłanie Ducha. Bóg czyni to małymi kroczkami, ponieważ jesteśmy duszami małymi,. Takie totalne oczyszczenie, jakiego doświadczyli apostołowie, w naszym przypadku, dla naszych dusz byłoby zbyt mocnym; nie unieślibyśmy takiego ciężaru. Ale Bóg znając nas dokonuje tego małymi kroczkami.
    
    Zatem teraz uobecnia się dla nas ten czas. Dla niektórych z nas uobecnia się jeszcze czas oczyszczenia, dla niektórych już czas oczekiwania. Powinniśmy w tym czasie uzbroić swoje dusze w wielką cierpliwość i wytrwałość. Bowiem przychodzą na duszę chwile zniechęcenia; chwile wątpliwości; chwile poczucia, iż właściwie to wszystko może nie mieć sensu; czy to  rzeczywiście może wydarzyć się mnie? Czy to co serce, dusza doświadcza było prawdziwym spotkaniem z Bogiem? Kimże jestem, aby tego doświadczać? Nikim. Tyle spraw ze świata otacza duszę, tyle problemów, zmartwień. Wszystkim  tym należy się zająć. A więc w jaki sposób zajmować się Bogiem, skoro człowiek musi, niejako zmuszony jest do tego, by zając się swoimi obowiązkami, sprawami koniecznymi. I nie wychodzi akt miłości, i nie ma czasu na modlitwę, a kolejne ciężary przytłaczają, przybijają do ziemi. To jest właśnie ten czas, uobecniający się w naszym życiu wiary czas oczyszczenia. To jest dla każdego z nas czas próby. Każdy z nas w indywidualny sposób ten czas przechodzi. I ważnym jest, byśmy w tym trudnym czasie - przechodzonym wcześniej czy później, czy się jest w jego trakcie; czy przed, czy po, - byśmy tak jak apostołowie, pomimo jakichkolwiek doświadczeń, powrócili do Matki. Byśmy znowu skupili się wokół Matki Boga. I wraz z Nią trwali na modlitwie i na oczekiwaniu.
    
    Ważnym jest, by nie ulec w tym czasie wątpliwościom, czy podszeptom świata. Bowiem, kiedy przychodzą jakieś trudne doświadczenia, wtedy również dusza słabnie w swoich różnych postanowieniach; słabnie w dokładnym kroczeniu drogą wskazaną przez Boga. Wtedy jej trudniej jest i trwać w akcie miłości, i modlić się, i odcinać się od świata, by wchodzić we własną duszę, by w niej spotykać się z Bogiem. Bo w tej duszy jest czasem lęk, czasem zmartwienie, czasem smutek, czasem przerażenie; i człowiek niekiedy stara się uciec od tego. Czasem próbuje wzbudzić poprzednie doświadczenia, które były przyjemne; a czasem, wątpiąc straszliwie chce odejść zupełnie. Współczesny świat będzie nas bardzo mocno odciągał od Boga i będzie w nasze serca wsączał wątpliwości, będzie wsączał brak nadziei, zwątpienie, zniechęcenie. A jednak my mamy dalej skupiać się wokół Matki Boga i wspólnie modlić się, wspólnie oczekując.
    
    To prawda, apostołowie mieli wspaniały czas, kiedy Jezus objawiał im się po Zmartwychwstaniu; i to tak długi okres. A dopiero potem przyszły dni, kiedy trwali na modlitwie w oczekiwaniu na Pocieszyciela. My nie mamy tego wspaniałego doświadczenia i nie jesteście takimi mocarzami jak apostołowie. Jesteście duszami maleńkimi, najmniejszymi i potrzebujemy długiego czasu, by trwać na modlitwie, by się modlić, by wzywać, by prosić; by dusze nasze mogły przygotować się na przyjęcie Pocieszyciela, bowiem one muszą być gotowe. To prawda, Bóg działa na różny sposób i czasem zaskakuje duszę; wydaje się, iż jest zupełnie nieprzygotowana, a Bóg przychodzi z wielkim darem Ducha. Ale tak naprawdę ta dusza jest przygotowana; jej poprzednie doświadczenia, choćby jej się wydawało, że jest zupełnie od Boga oddalona, to jej poprzednie doświadczenia były przygotowaniem duszy, by teraz Duch z nową mocą mógł w nią wstąpić. My mamy cierpliwie i wytrwale prosić, stale na nowo otwierając duszę na Ducha Świętego. My mamy w sobie wzbudzać pragnienie, by przyszedł. Mamy czytać Pismo św., a szczególnie te fragmenty, które opisują przyjście Ducha Świętego, by w naszych sercach powstało pragnienie doświadczenia tego samego, zstąpienia Ducha Świętego na nasze dusze.
    
    Zauważmy, że wciąż, w kolejnych okresach roku liturgicznego Bóg przygotowuje nas do przeżywania Jego tajemnic. I tak chociażby przygotowywał nas do Świąt Bożego Narodzenia, czy przeżywania Świąt Wielkiej Nocy. I dzięki temu przygotowaniu naszych dusz mogliśmy pełniej uczestniczyć w cudzie Bożych Narodzin, w cudzie Bożego Zmartwychwstania, w cudzie wylewu Bożych łask podczas obchodzonych Świąt. I możemy powtórzyć również za apostołami: czyż serce w nas nie pałało, kiedy przeżywaliśmy Zmartwychwstanie, czy Narodziny. Przecież to Bóg przychodził do nas, to On dotykał naszych serc. Nie doświadczalibyśmy tego, gdyby nie przygotowanie. Tak samo i teraz, będąc już świadomymi, możemy prosić Ducha Świętego, by przygotował nasze serca, nasze dusze; prosić o wytrwałość w modlitwie; prosić, by wszelkie zniechęcenie, wątpliwości, by On wszystko zabierał, bądź też, by pomógł przejść przez doświadczenie zwątpienia, zniechęcenia, poczucia słabości, niemożności modlitwy, skupienia. Możemy prosić, by to On pomógł nam w tym czasie doświadczania jakichś trudności, problemów, takich życiowych, w pracy, w domu, w rodzinie. Ten czas oczekiwania na przyjście Ducha Świętego nie będzie czasem, kiedy wejdziemy w modlitwę i przeżyjemy te dni pełni ekstazy, pełni uniesienia. To będą często dni bardzo trudne, ale trud, wysiłek, cierpienie najlepiej przygotowują duszę, najlepiej nią formują. Tak więc, bądźmy gotowi na różne doświadczenia. Ale świadomość, że tak będzie, że tak może być, ma nam pomóc w wytrwałej modlitwie. Świadomość tego, że na ile teraz będziemy się przygotowywać, a właściwie na ile będziemy próbować przygotowywać się, na tyle później nasze serca doświadczą spotkania z Duchem Świętym.
    
    My już nie jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy nie zastanawiają się nawet nad tym, co w danym okresie liturgicznym przeżywa Kościół. Jesteśmy duszami, które już zasmakowały w spotkaniu z Bogiem; już zasmakowały w miłości Bożej; już zasmakowały w zjednoczeniu. Owszem, to wszystko w formie małej, dla dusz maleńkich, takiej byśmy mogli przyjąć, zrozumieć, dostosowanej przez Boga do nas, ale my już jesteśmy duszami w jakimś stopniu doświadczonymi i w jakimś stopniu już przechodzącymi w kolejny etap swojego rozwoju. Zatem, skoro mamy już tę świadomość, że teraz będziemy oczekiwać na Ducha Świętego, nastawmy swoje dusze wręcz do walki o modlitwę, o wspomniane przygotowanie. Wiedzmy, że tak jak nasza świadomość wzrosła, tak szatan również swoje wysiłki nieco zwiększa, aby nieco zamieszać nam na naszej drodze. Ale bądźmy odważni, nie lękajmy się: Skoro Bóg z nami, któż przeciwko nam?
    
    Pamiętajmy, Maryja była, wraz z apostołami w Wieczerniku i modliła się razem z nimi. Nie darmo Kościół nazywa Ją Oblubienicą Ducha Świętego. Otrzymała od Boga ten przywilej, iż mogła być z apostołami wtedy i Duch Święty napełnił Serce Maryi i rozlał się na apostołów. Maryja zaprasza więc nas do swojego Serca, byśmy w Jej Sercu mogli oczekiwać, a potem, gdy nadejdzie ten dzień, abyśmy razem mogli wzywać Ducha Świętego, który na nowo zstąpi do Serca Maryi, a my, ukryci w Jej Sercu, przyjmiemy Go i zaczniemy mówić różnymi językami, i wstąpi w nas odwaga; napełnieni zostaniemy różnorodnymi darami i staniemy się prawdziwymi apostołami.
    
    Złóżmy dzisiaj swoje serca na Ołtarzu, jako wyraz gotowości do tego, by wspólnie, razem modlić się wypraszając dar Ducha Świętego, Jego zstąpienie na nas indywidualnie, na naszą wspólnotę, na Kościół. A Maryja niech nas wszystkich weźmie do swego Serca i razem z nami modli się o to.
    
    Refleksja
    
    Wszystko, co dzieje się we wspólnocie jest bardzo ściśle złączone z życiem Kościoła, dokonuje się w Kościele i w tym połączeniu z aktualnie przeżywanym czasem liturgicznym Kościoła. A Kościół przeżywając kolejny czas i kolejny etap coraz bardziej jednoczy się z życiem Jezusa, przyjmuje Jego Ducha i daje się przez tego Ducha prowadzić. Wszystko, co przeżywamy jest więc w Bogu, w Jego miłości, prowadzone przez Jego Ducha w Jego Mistycznym Ciele, w zjednoczeniu z tym Ciałem, we wzajemnym oddziaływaniu Kościoła na wspólnotę, wspólnoty na Kościół. Teraz w tej jedności w Kościele, w tym zjednoczeniu również z apostołami i wszystkimi świętymi, przygotowujemy się do Zesłania Ducha Świętego. Mamy dostrzegać w swoim życiu, w tym co doświadczamy każdy indywidualnie oraz jako wspólnota analogię do życia apostołów, do ich przeżywanych trudności, do ich przeżywanego cierpienia, do ich oczyszczenia, do ich oczekiwania. Wszystko, co dzieje się w Kościele jest ze sobą połączone, zjednoczone i można zawsze odnaleźć pomoc, gdy patrzy się na życie apostołów, na życie Jezusa. Można odnaleźć pomoc do swojego życia, do swoich doświadczeń, do tego, co się aktualnie przeżywa, bo to wcześniej już przeżywał Jezus, przeżywali apostołowie, tego doświadczali. Oczywiście, trzeba to przenosić na swój grunt i odnosić do siebie samego, bowiem choć jesteśmy zjednoczeni i doświadczamy podobnych sytuacji, to jednak Bóg dostosowuje do każdego indywidualnie, do rodzaju wspólnoty dane doświadczenia tak, aby one mogły formować w odpowiednim kierunku daną dusze lub wspólnotę.
    
    Naszym wspólnym doświadczeniem teraz ma być oczekiwanie, otwieranie serca, wzywanie Ducha Świętego. Ma być pokonywanie trudności pojawiających się na tej drodze, przełamywanie samego siebie, by pomimo przeciwności trwać na modlitwie, oczekiwać, wzywać, otwierać się, prosić, kochać. By w ten sposób być przygotowanym na Zesłanie Ducha Świętego. By móc w tym uczestniczyć jak najpełniej, gromadźmy się przez zawierzenie Niepokalanemu Sercu NMP. Maryja niech nas wszystkich przyjmie do swojego Serca, byśmy w tym bezpiecznym miejscu, tak rozjaśnionym, rozświetlonym już obecnością Boga, w tym miejscu, w którym są apostołowie i inni święci, w zjednoczeniu z nimi mogli jeszcze lepiej zostać przygotowani na Zesłanie Ducha Świętego.
    
    To kolejne doświadczenie dokonuje się w Kościele. I należy zawsze o tym pamiętać, że nie żyjemy w oderwaniu od Kościoła, w oderwaniu od otaczającej nas rzeczywistości, ale jesteśmy wewnątrz Kościoła i tak jak życie Kościoła, Duch, który w tym Kościele jest ma wpływ na nas, oddziaływuje, kształtuje, formuje nas. Tak nasze przygotowanie, nasz wysiłek w tym kierunku, potem nasze doświadczenie Zesłania Ducha Świętego również ma wpływ na cały Kościół. Więc i tutaj powinna pójść myśl ku odpowiedzialności nie tylko za siebie samego, nie tylko za wspólnotę, ale za Kościół, za dusze, szczególnie te, które żyją poza Kościołem, w oderwaniu. A więc i odpowiedzialność za wszystkie dusze.
    
    Niech nasz wspólnotowy Wieczernik będzie wielkim uwielbieniem Boga. Przyzywajmy Ducha Świętego, prośmy o jego prowadzenie nas na tej drodze. Dziękujmy Bogu za wszystko, co przeżywamy, czego doświadczamy, za otrzymane dary, łaski, za życie. I uwielbiajmy Go z radością, z wielką energią, całym sercem, ze wszystkich swoich sił. Niech to dziękczynienie, uwielbienie obejmie nas całych. Niech nie będzie wypowiadane słowami, ale i umysł, i serce, i ciało - cały człowiek odda się Bogu w uwielbieniu. Niech cały człowiek należy do Boga w śpiewie, w radości, w wyrażaniu miłości. W ten sposób mamy oczekiwać. A w chwilach trudnych, które również będą, mamy przypominać sobie dzisiejsze, a także wczorajsze spotkanie, otrzymane pouczenie i czerpać stąd siłę, by pomimo wszystko stale kierować swoją myśl ku Bogu, stale trwać przed Bogiem i stale wzywać nie zniechęcając się, nie upadając na duchu. I niech w sercach pozostanie to uwielbienie Ducha Świętego! Niech cały czas serca trwają w wołaniu do Ducha Świętego! Niech nieustannie otwierając się zapraszają Go do swojego wnętrza! Niech błagają, aby przyszedł i umocnił to życie, wypełnił miłością, by uczynił nas apostołami Bożej miłości. Wzywajmy Ducha Świętego! Uwielbiajmy Go! Adorujmy! Wywyższajmy! A w tym trwaniu z żywym Bogiem, w tym trwaniu w uwielbieniu niech umocnieniem będzie błogosławieństwo Boże, które spłynie na każdego z nas poprzez działanie Ducha Świętego.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!