banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy (Mt 6,7-15)


    
Miłość Boża każdego z nas otacza i każdego otula swymi ramionami. Nic dziwnego, to są przecież ramiona Boga, który nas stworzył z miłości. Zrodził nas ze swojego wnętrza, czyniąc swymi dziećmi. A więc jesteśmy zrodzeni z miłości; w sposób dosłowny – zrodzeni z miłości. 
Rodzice, którzy oczekują swego dziecka, wobec niego mają różne plany. Zawsze chcą wszystkiego, co najlepsze. W zależności od tego, na ile ich stać starają się, aby ich dziecko miało najpiękniejsze rzeczy, najlepsze; robią dla niego wszystko.
Dlaczego tak postępują? Ponieważ w swoim sercu mają cząstkę Boga. To Jego miłość podpowiada im, aby dla swoich dzieci wybierać to, co najlepsze, aby dla nich poświęcać samego siebie. Bo Bóg tak czyni. Swoim dzieciom daje wszystko, co najlepsze; zaplanował to, co najlepsze. I mimo, że szatan próbuje zniweczyć zamiary Boże, to Bóg i tak swoim dzieciom zapewnia to, co dla nich najlepsze. Wszystko płynie z Bożej miłości. Ponieważ szatan zerwał nić, więź, jaka była między człowiekiem a Bogiem, tak bliska (bliska do tego stopnia, że człowiek przebywał z Bogiem, miał z Nim kontakt tak bardzo osobisty, żył w wielkiej harmonii z całym stworzeniem), Bóg nie przestał kochać człowieka, tylko uczynił to, co mogło przywrócić człowiekowi synostwo Boże. I uczynił to, znowu dając to, co najlepsze, dając, poświęcając swojego Syna. Za tych, którzy odrzucili Jego miłość, poświęcił Tego, który jest z Nim jedno. A więc jest bliżej niż każde inne stworzenie. Żadne stworzenie nie jest tak blisko Boga jak Ojciec, Syn i Duch Święty ze sobą wzajemnie. Bóg Ojciec mimo to, poświęcił swojego Syna za każdego człowieka, choć bliższy jest Mu Syn niż każdy inny człowiek – tak by się mogło wydawać. A jednak rozważając miłość Bożą skierowaną do człowieka i Ofiarę tak niezwykłą, można zacząć zastanawiać się, na ile bliski (czy odległy) jest człowiek Bogu, skoro On zgadza się na śmierć Syna, by dać życie każdemu człowiekowi?
Bóg poprzez Jezusa przywraca synostwo każdemu z nas, czyniąc niemalże na równi każdego człowieka, na równi ze swoim Synem Jezusem; czyniąc każdego z nas Jego bratem i siostrą; czyniąc każdego z nas na powrót swoim dzieckiem. I to jest niezwykłe. Jeśli byśmy się nad tym zaczęli głębiej zastanawiać, to to jest niezwykłe. Mamy Boga za Ojca. A Kim jest ojciec? Najbliższą osobą. Ojciec i matka – to najbliższe osoby, najbardziej ukochane; osoby, którym się ufa, którym dziecko wszystko powierza. Dziecko pewne jest miłości rodziców. Ono nawet się nie zastanawia nad ich miłością. Każde wybory dziecka wiążą się z wielkim zaufaniem do rodziców i z pewnością bycia kochanym. Te różne złe zachowania dzieci nieraz biorą się z tego, iż one są pewne miłości rodziców. W związku z tym czują się swobodnie, bo rodzice kochają. Gdzie indziej muszą zasłużyć na dobrą opinię, na akceptację, muszą się starać i dlatego zachowują się tak czy inaczej, pilnują pewnych zasad. Ale rodzice? Rodzice kochają. Dziecko nie musi zasługiwać na miłość, na akceptację, na to by być zauważonym, na to, by skupić uwagę rodziców na sobie. 
Ale, czy tak również czuje się człowiek w stosunku do Boga? Czy rzeczywiście tak potrafi wierzyć w tę miłość, być pewnym tej miłości, tak ufać Bożej miłości? Ale to nie wszystko. Mowa dzisiaj o tym, że możemy mówić do Boga: Abba, Ojcze (Rz 8,15). A więc Bóg chce, byśmy nazywali Go w sposób czuły, bliski, tak jak mówi dziecko do swojego taty; nie oficjalnie, nie urzędowo, ale w sposób czuły, tkliwy. Małe dziecko nie powie do taty: ojcze, matko; mówi: tatusiu, powie mamusiu. Bóg również oczekuje takiego zwrotu w naszych sercach, takiego stosunku dziecka do Ojca, gdy w sercu będzie prawdziwa miłość, kiedy ten stosunek nie będzie oficjalny, ale bardzo osobisty, wręcz intymny. Bóg zwraca naszą uwagę na to, że On choć nieskończony, choć Wszechmocny, choć jest Stwórcą całego świata, choć pomiędzy Jego wielkością i mocą a naszą małością i bezsilnością jest przepaść ogromna, to jednak traktuje nas jako swoje dzieci i pragnie, byśmy i my traktowali Go jako swojego umiłowanego Ojca. Dopiero taka relacja, bardzo osobista, pozwala na to, by człowiek zaczął z głębi serca słuchać Boga i wypełniać Jego polecenia, Jego nakazy, Jego oczekiwania. Dopiero wtedy, kiedy kocha prawdziwie, zaczyna angażować swoje wnętrze w to wszystko, co mówi Bóg. Wtedy prawdziwie może, dzięki temu zaangażowaniu dokonywać się przemiana w człowieku. Bóg dobrze o tym wie.
Aby człowiek się uświęcał musi w nim dokonywać się przemiana idąca od wewnątrz. To, co wzięte z zewnątrz, to, co wpływa jedynie na umysł, owszem w jakimś tam stopniu kształtuje. I człowiek poddaje się temu kształtowaniu, ale nie czyni tego sercem. Jest to forma zewnętrzna często traktowana wręcz jako niewola, jako przymus. Kiedy tylko nadarza się okazja człowiek zrzuca ten przymus z siebie i zaczyna żyć tak jak chce. Natomiast, kiedy wewnętrznie doświadcza i przeżywa, wtedy z wnętrza wypływają podejmowane decyzje na zmianę życia, na kolejny krok i to wewnętrzne nastawienie przemienia człowieka i człowiek zbliża się do Boga. Dlatego tak wielki nacisk kładziemy na to, by przyjąć Bożą miłość i by zacząć tą miłością żyć prawdziwie, bo tylko wtedy człowiek rzeczywiście chętnie podejmuje przeróżne Boże oczekiwania wobec niego. Czyni to z przekonaniem, czyni to z wewnętrznym nastawieniem, otwarciem się na Boga. To, co się dokonuje w człowieku ma największe prawdopodobieństwo stałej przemiany.
Dzisiaj Bóg mówi między innymi o przebaczeniu (por. Mt 6,12-13). Człowiek przebaczając prawdziwie przebacza w swoim wnętrzu. Często uczy się dzieci, aby przebaczały. Jest to trudne, ponieważ dziecko czując jeszcze cały czas jakąś urazę do kogoś, przebacza raczej zewnętrznie, ponieważ mama czy tata każą, no to dziecko mówi: przebaczam; lub też idzie prosi o przebaczenie i przeprasza. Ono się tego uczy i w nim jeszcze tej wewnętrznej przemiany i wewnętrznego przekonania nie ma. To jest na razie zewnętrzne. Natomiast Bogu cały czas chodzi o to wewnętrzne przeżywanie miłości, o to zaangażowanie najgłębszych pokładów swego serca w miłość, by nakłaniać siebie do tego, co Boże. Człowiek ma do tego siłę wtedy, kiedy kocha. 
Dzisiejsze słowa o przebaczeniu są bardzo stanowcze. Należałoby wziąć je sobie do serca, ponieważ Bóg przebacza wtedy, kiedy i człowiek przebacza. To poważne słowa. Należałoby się zastanowić każdego dnia wieczorem nad tym, komu w swoim sercu powinienem przebaczyć? Do kogo jeszcze czuje urazę? Do kogo jeszcze w moim sercu nie ma życzliwego nastawienia? Komu trudno byłoby mi powiedzieć, że go kocham? Z kim trudniej byłoby mi się podzielić czymś, co jest moje własne. W stosunku do tych, których kochamy łatwo nam okazywać miłość, łatwo nam się z nimi dzielić, łatwo nam z nimi rozmawiać i wobec nich nasza chociażby twarz od razu jaśnieje, promienieje, widać taką otwartość. Wobec tych, do których czujemy jakąś niechęć, urazę, czy jest to spowodowane faktycznie jakimiś przykrościami, czy tylko wewnętrznymi nastawieniami, różnie to bywa, jednak w stosunku do takich osób nie jesteśmy tak szczerzy i otwarci. 
Bóg oczekuje, że będziemy w stosunku do nich szczególnie otwarci i pełni miłości, aby miłość Boża mogła poprzez nasze serce przelewać się na innych i abyśmy też mogli doświadczać tej miłości. Zamknięcie serca na przebaczenie oznacza zamknięcie nie tylko w relacji: człowiek – człowiek; to zamknięcie również oznacza zamknięcie w relacji: człowiek – Bóg. A więc tak naprawdę człowiek krzywdzi siebie, nie będąc życzliwym, nie będąc pełnym miłości w stosunku do drugiego człowieka, nie przebaczając, nie otwierając się na to przebaczenie lub też nie otwierając się na potrzebę przeproszenia i proszenia o przebaczenie.
To, co wielu ludziom może wydaje się mało istotne, tak różne pouczenia Jezusa dawane w różnych miejscach, które możemy czytać w różnych fragmentach Ewangelii okazują się niezmiernie ważne, istotne dla życia człowieka. Dzisiejsze stwierdzenie, mówiące o konieczności przebaczania: „aby i Ojciec wasz wam przebaczył” (Mt 6,14) właśnie są wskazówką bardzo istotną dla naszych serc i dla naszej relacji z Bogiem, nie tylko z człowiekiem, dla naszego formowania duszy i zbliżania się do Boga. Każdego dnia można znaleźć takie jedno zdanie, jedno Boże zalecenie, pouczenie, które pozornie może się wydawać mało ważne, a jednak po przeanalizowaniu okazuje się, że ma ogromne znaczenie dla naszego życia i że Bóg nie daje pouczeń ot tak sobie, aby coś powiedzieć, nie zapełnia czasu mówieniem. Każde Słowo Jezusa ma swój cel i jest ogromnie ważne dla naszego życia. 
Dzisiaj tych słów ogromnie ważnych było dużo. Zwróciliśmy uwagę na nasze synostwo, na Ojcostwo Boga wobec nas i na relację, która powinna być niezmiernie bliska – wiązać serca. I zwróciliśmy uwagę na to, że w tej relacji, aby mogła być tak bliska potrzebne jest nasze otwarcie się na drugiego człowieka pełne życzliwości, pełne miłości, wyrozumiałości, przebaczenia, aby to samo mogło stawać się naszym doświadczeniem w relacji z Bogiem. I zwróciliśmy uwagę na to, że na ile otwieramy się z miłości na relacje z człowiekiem, na tyle i relacja nasza z Bogiem jest otwarta; na ile się zamykamy i nie okazujemy miłości, na tyle zamykamy się na miłość Bożą. 
Złóżmy nasze serca na Ołtarzu, by Bóg przekonywał nas o swojej miłości i by tak formował serca, aby potrafiły otwierać się na tę miłość i żyć nią w relacji zarówno z drugim człowiekiem, jak i z Bogiem, by mogły doświadczać głębokiej więzi z Bogiem na poziomie: Ojciec i dziecko.

    
Modlitwa

    
Miły mój! Przychodzisz do mojego serca Ty Bóg. Jakże to niepojęty Gość, cudowny, wspaniały. Niczym Boże nie zasłużyłam sobie na te odwiedziny, ale Ty nie patrzysz na ludzkie zasługi, na ludzkie słabości, Ty po prostu kochasz i dlatego przychodzisz do serca. Dziękuję Ci Boże. Kiedy jesteś tak blisko pragnę przypaść do Twoich stóp, aby całować Twoje Rany. Pragnę Ci oddawać hołd. Uznaję Ciebie za Jedynego mojego Pana, za mojego Boga. Pragnę się tak uniżać jak tylko jest to możliwe. Moje serce korzy się przed Tobą, a jednocześnie pragnie wyrazić Ci swoją miłość, swoje uwielbienie, oddanie. I kiedy tak trwam przed Tobą z głową schyloną do samej ziemi, rośnie we mnie ogromna tęsknota za zjednoczeniem, za życiem w Tobie; pragnienie, by całą sobą zanurzać się w Twoim Sercu, w Twojej miłości. Dziwię się Panie, skąd we mnie takie pragnienia, skoro jestem zwykłą duszą, zwykłym człowiekiem, mającym swoje problemy, słabości, żyjącym tak bardzo w tym zewnętrznym świecie. Ale Ty podpowiadasz mi, że to Ty wzbudzasz we mnie te pragnienia. W ten sposób mówisz mi, że Ty pragniesz tego zjednoczenia, że Ty kochasz mnie i chcesz, aby moje serce należało do Twojego Serca. O mój Jezu! Im bardziej się uniżam, tym bardziej czuję to wielkie pragnienie, aby być w Tobie; tym bardziej czuję Twoją miłość, która mnie pociąga ku Tobie. Rośnie we mnie to wielkie pragnienie, aby należeć do Ciebie całkowicie, aby kochać Cię wielką miłością, jakiej nie zna świat. I zadziwiam się, bo przecież nie potrafię tak kochać, bo przecież nie potrafię tak jednoczyć się z Tobą. Więc Panie mój, dlaczego tak porywasz moje serce? Dlaczego moja dusza wyrywa się ze mnie? Ja nie mogę już jej utrzymać dłużej. Mój Boże, jakże kocham Ciebie! Jakże Ciebie pragnę! Jak tęsknię za Tobą, aż cierpię. Trudno mi zrozumieć, co czynisz ze mną. Przecież jestem niczym, maleńką kruszyną, tak słabą, tak nędzną, żadną świętą, a jednak Ty ukochałeś mnie i pragniesz. Panie mój! Kocham Cię!
Jezu mój! Jakże mam rozumieć to Twoje zaproszenie do miłości! Jakże rozumieć Twoje oczekiwanie, iż nieustannie będę wpatrywać się w Ciebie. Panie mój! Moje serce drży, ponieważ doświadcza Twojej miłości, której nie zna. Tak różna jest od tej, którą darzy człowiek człowieka. Twoja miłość zachwyca mnie Jezu, Nie potrafię jej pojąć. Tak wiele oczekujesz ode mnie. Chcesz, abym żyła z Tobą każdego dnia, w każdym momencie, abym dzieliła z Tobą wszystko, co moje; abym traktowała Ciebie tak jak traktuje się bliską osobę; abym rozmawiała z Tobą. Jak mam to czynić? Czuję tak wielkie przynaglenie Twoje w swoim sercu. Doświadczam tak wielkiej miłości Twojej Jezu. Mogę jedynie Jezu ronić łzy ze wzruszenia, bo nie potrafię kochać tak, jak bym chciała; nie potrafię rozmawiać z Tobą tak, jak Ty mówisz, oczekujesz i ja pragnę. Panie mój! Daję Ci całą siebie. Moje serce składam u stóp Twoich i proszę, napełnij je miłością, abym mogła kochać, abym mogła zbliżać się do Ciebie; abym, mogła czynić wszystko z miłości do Ciebie; abym miała siły zrezygnować ze wszystkiego, co do tej pory było dla mnie ważne. O Panie mój! Twoja miłość tak piękna, tak mnie pociąga. Ty wzywasz mnie, a ja dobrze wiem Jezu, że sama w sobie nie posiadam żadnej siły, aby odpowiedzieć na Twoją miłość. Proszę, Ty daj mi siły, Ty daj mi moc, Ty mnie poprowadź, Ty mną pokieruj, Ty czyń we mnie wszystko. Pobłogosław mnie Jezu.

    
Refleksja

    
Postarajmy się, gdy klękniemy do modlitwy uświadomić sobie, kim jest Bóg i kim jesteśmy my dla Niego. Postarajmy się spojrzeć na Niego jako na swojego umiłowanego Ojca – Tatusia. Starajmy się poczuć prawdziwie Jego dzieckiem i wyraźmy swoją miłość w stosunku do Niego. Uczyńmy to z wielką prostotą. Miejmy świadomość tego, że jest tylko Bóg i my i że Jego obecność przy nas jest bardziej realna niż to, co widzimy. Żadne sprzęty, które nas otaczają nie są tak realne i rzeczywiste jak Bóg przy nas. Nie mówmy za wiele, raczej niech nasze serce stara się kochać. A my pokłońmy się nisko Bogu. Niech ta chwila, w której uświadamiać sobie będziemy Bożą obecność, uświadamiać będziemy sobie Ojcostwo Boga wobec nas, niech potrwa. 
Dzisiaj mowa była również o tym w Ewangelii, abyśmy nie byli gadatliwi na modlitwie. Postarajmy się dzisiaj niewiele mówić, milczeć. Ale niech to milczenie będzie pełne miłości skierowanej do Boga; niech będzie otwieraniem się na Jego obecność i oczekiwaniem na Jego Słowo. Niech będzie gotowością naszą na przyjęcie Jego miłości.
Trudna jest taka modlitwa. O wiele łatwiej jest wypowiedzieć znane sobie regułki i wydaje się, że już się ma z głowy modlitwę. A przecież tu chodzi o spotkanie z Bogiem, a nie o wyrecytowanie znanych modlitw. Chodzi o dotknięcie Bożą miłością naszego serca, o otwarcie się na tę miłość. Chodzi o przemianę serca, doświadczenie Boga. Wtedy jest to rzeczywiście modlitwa i ona ma sens. Wtedy coś się dokonuje w nas i odchodzimy bogatsi, odchodzimy uświęceni. W nas jeszcze trwa objawienie Bożej miłości. I wtedy pragniemy znowu spotkać się z Bogiem, pragniemy tej miłości. Zaczynamy żyć tą myślą, kiedy znowu będziemy mogli na modlitwie tak spotkać się z Bogiem. Wtedy żywą staje się nasza wiara, prawdziwym staje się życie z Bogiem. Zaczynamy prawdziwie żyć, już nie jesteśmy martwi.
Błogosławię was – W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!