banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony (Mt 7,21-29)


    
Dzisiejszy fragment Ewangelii (Mt 7,21-29) jest dosyć obszerny i bogaty w wiele ważnych połączonych ze sobą wątków. Jezus mówi między innymi o pełnieniu woli Ojca. Człowiek w swoim życiu stara się realizować często jakieś swoje plany, swoje zamiary i według swego rozumienia kształtuje swoją duszę, nawet starając się iść drogą danej formacji duchowej. I wydaje się mu często, że postępuje dobrze. A jednak nie zawsze to, co czyni wychodzi mu na dobre, nie zawsze wszystko się udaje. Dziwi się więc różnym zgrzytom, niepowodzeniom, dziwi się temu, iż nie jest rozumiany. Często w realizacji swoich zamierzeń zapędza się tak, iż zapomina pytać Boga o Jego wolę. 
Bardzo trudno człowiekowi jest wypełniać Bożą wolę. Niewielu ludzi świadomie decyduje się na wypełnienie Jego woli. Większość osób realizuje swoja wolę, swoje wyobrażenia o wierze, swoje wyobrażenia o tym, jak powinien żyć człowiek wiary i dążący do świętości. Często człowiekowi brakuje zatrzymania się na chwilę nad tym, co robi, jak żyje, by zastanowić się, czy to, co czyni jest w zgodzie z wolą Boga. I my również, chociaż żyjemy we wspólnocie, i chociaż wydaje się nam, że słuchamy i staramy się wykonywać to, o czym słyszymy, to jednak niewielu z nas świadomie pyta o wolę Boga; niewielu świadomie szuka tej woli, by ją poznać. W różnych sytuacjach codziennych, szczególnie w tych trudniejszych, człowiek od razu podejmuje decyzje, reaguje emocjonalnie, zamiast chwilę pomyśleć nad tym, w czym tkwi Boża wola. Chociażby, kiedy krzyżują się jakieś nasze plany, czy przypadkiem w ten sposób Bóg nie ingeruje w życie, chcąc pokazać swoją wolę, chcąc o czymś pouczyć.
Szukanie woli Bożej nie dotyczy jedynie ogólnego powołania człowieka w jego życiu. Wolę Bożą należy realizować codziennie. Życie w zgodzie z tą wolą oznacza żyć z nią nieustannie od momentu przebudzenia do zaśnięcia wieczorem. A więc nie tylko człowiek ma realizować ogólny cel swojego życia w zgodzie z wolą Bożą, ale ma wszystko czynić w swojej codzienności, wszystko, co zgodne jest z wolą Bożą. I chociaż wiele dusz odkrywa swoje powołanie życiowe i idzie za głosem powołania, oddaje swoje życie Bogu, poświęca Mu je całkowicie, żyjąc chociażby w jakimś zgromadzeniu, to nie potrafią w codzienności życia zakonnego realizować woli Bożej, natomiast realizują swoją własną. Trudno jest nieustannie mieć świadomość realizacji woli Bożej, a jednak Bóg oczekuje, iż dusze wybrane będą starać się każdego dnia szukać tej woli, pytać o tę wolę, zastanawiać się nad nią w każdej sytuacji, w każdej zwykłej sytuacji. 
To zastanawianie się nad Bożą wolą jest po prostu dokonywaniem wyborów nieustannie prosząc Boga, by Jego mądrość objęła serce, by Jego miłość wypełniła serce, by Jego światło poprowadziło serce człowieka w danej sytuacji. Samo odnoszenie się do Boga w każdej sytuacji już jest otwieraniem się na Ducha Świętego i pozwoleniem, by On pokierował duszą. I wtedy człowiek zaczyna rozumieć, co ma czynić, upewnia się np. w dokonywanych wyborach, zaczyna sobie zdawać sprawę z prawdy i fałszu, bądź też ma upewnienie w prawdzie lub w fałszu, wie, jakiego wyboru ma dokonać. Nie zawsze ma siłę, by pójść za tym, co dobre, za tym, co zrozumiał, co poznał, ale ma już tę świadomość.
Jezus przyrównuje człowieka, który pełni wolę Bożą do tego, który buduje dom na skale (Mt 7,21-29). Gdyby zastanowić się nad budowaniem na skale i budowaniem na piasku, bądź też w terenie, który jest łatwy do budowy, to zobaczylibyśmy różnicę. Tam, gdzie jest skała, rzeczywiście trzeba przygotować tę skałę. I zanim się rozpocznie właściwa budowa, to przygotowania trwają o wiele dłużej niż tam, gdzie ten grunt jest bardzo podatny, chociażby piaszczysty – tam budowa idzie błyskawicznie. A jednak Jezus chce, by budować na skale, a więc uświadamia duszy, iż będzie się trudzić, iż wypełnianie Jego woli, szukanie woli Bożej, staranie się by wypełniać ją jest trudem, jest wysiłkiem często bardzo mozolnym, długim zanim przyniesie efekty, efekty widoczne z konsekwencją na całe życie.
O wiele łatwiej jest budować na piasku, czyli podjąć własną decyzję szybko i iść za tą decyzją. Tyle, że konsekwencje tak szybko dokonanego wyboru, bez zastanowienia się nad wolą Bożą, realizacja swojej własnej woli nie przynosi trwałych, dobrych efektów. A więc jest to ta budowla, która bardzo szybko zostanie zniszczona przez większy podmuch wiatru, czy przez powódź. Człowiek w swoim życiu doświadczy zamieszania, niepokoju, doświadczy upadku, doświadczy bólu, doświadczy niezadowolenia, zniechęcenia, bo źle dokonał wyboru.
Należy starać się poznawać wolę Bożą, nastawić się na długotrwały proces uczenia się woli Bożej, uczenia się tego, jak ją poznawać. Trzeba nastawić się na to, iż będzie to trud, ponieważ nie zawsze to, co dusza pozna jako wolę Bożą będzie duszy odpowiadało. Będzie to bowiem trudniejsze, będzie wymagało to być może większej pracy, może jakiegoś zaparcia się siebie, rezygnacji z siebie. Będzie to ogólnie trudniejsze, ale ta praca nad sobą, by wypełnić wolę Bożą, ten trud, wysiłek z czasem przyniesie efekty. Powoli będzie powstawać budowla mocna, budowla, której nic nie będzie w stanie zniszczyć. I chociaż mając porównanie z duszą, która buduje na piasku, a więc realizuje samą siebie, doświadczając być może krótkotrwałych przyjemności, samozadowolenia, może i jakichś efektów, to jednak w konsekwencji tej późniejszej okaże się, iż dusza, która stara się wypełniać wolę Bożą jest uformowana, mocna niczym ten dom na skale, jest mocna Bogiem, jest przez Niego umocniona, ukształtowana, postąpiła bardzo mocno naprzód w kształtowaniu siebie i upodabnianiu się do Boga. Ta zaś, która nie zastanawiała się zbytnio nad wolą Bożą, raczej realizując swoje plany, pozostaje nadal na tym samym poziomie. Tak naprawdę niczego nie osiągnęła. Nadal jest chwiejna, niestabilna, słaba, daleka od Boga.
Mówiliśmy wczoraj o owocach (Mt 7,15-20). Dusza, która stara się poznawać wolę Bożą, stara się ją realizować, podejmuje ten wysiłek z różnym efektem, a jednak powstaje i próbuje znowu. Ona, dzięki łasce Bożej rodzi owoce. Bóg w niej rodzi owoce. Mówiliśmy o tym, że dusza ma pracować, a Bóg obdarza ją świętością. I tak jest z każdą duszą, która stara się żyć w zgodzie z Bogiem, stara się być Mu posłuszna, stara się pokornie iść drogą wyznaczoną przez Boga. Bóg nagradza ją owocami świętości. Ona jest mocna samym Bogiem, choć sama z siebie słaba, a nawet najsłabsza. 
Trudno jest często zrozumieć, trudno jest wytłumaczyć tajemnice Bożej logiki, ponieważ Boże zamysły, Boża mądrość ma w sobie głębię tak wielką, iż trudno człowiekowi ją poznać i zrozumieć. Jednak należy starać się z ufnością słuchać i iść drogą pokazaną, wierząc, że Boża mądrość wszystko przewiduje, o wszystkim myśli i poprowadzi duszę na same wyżyny. Chociażby dusza niczego nie rozumiała, ale starała się żyć w zgodzie z wolą Bożą, starała się w każdym swoim kroku być posłuszną Bogu.
Połóżmy swoje serca na Ołtarzu prosząc, by Bóg nakłaniał nasze dusze do szukania woli Bożej, by przypominał o swojej woli, o tym, aby jej szukać. Prośmy również o to, byśmy byli wytrwali w przełamywaniu samych siebie, nakłanianiu samych siebie do realizowania Bożych zamiarów, byśmy potrafili w codzienności naszej szukać Bożych zamiarów i żyć tymi zamiarami. Byśmy nie lekceważyli drobiazgów, w których ma się wypełniać wola Boża, nie nasza. Byśmy zrozumieli, że każdy nasz krok, każde nasze słowo powinno być kierowane wolą Bożą. A to, co sprzeciwia się naszym drogom, to co sprawia, że nie możemy zrealizować naszych planów niech będzie przynagleniem dla nas do zastanowienia się, co Bóg pragnie przez te wydarzenia nam powiedzieć, czego od nas oczekuje, bowiem wszystko jest przecież wyrazem Bożej miłości, a więc łaską daną nam dla naszego zbawienia. Niech nasze serca otworzą się na zrozumienie potrzeby szukania woli Bożej.

    
Modlitwa

    
Bądź uwielbiony Jezu! Klękam przed Tobą Panie mój, zdając sobie sprawę z własnej małości, z własnych upadków, z własnej słabości. Kiedy spojrzę na swoje życie, widzę, że realizowałam swoje plany i zamierzenia, natomiast mało pytałam Ciebie o to, co Ty uważasz, czego Ty oczekujesz ode mnie. Stworzyłeś mnie, jesteś moim Bogiem. Stworzyłeś mnie ze swojego wnętrza, uformowałeś moją duszę tak, abym mogła kosztować Twojej miłości i z Tobą się jednoczyć. A ja kieruję się własną mądrością i własnymi zachciankami zupełnie pomijając Twoją mądrość, Twoją miłość, z jaką mnie powołałeś do życia i wytyczyłeś moją drogę. Postępowałam, mój Panie, nierozsądnie. Okazujesz mi Boże samego Siebie, objawiasz mi Tajemnice swojej miłości, Tajemnice swojej obecności, Tajemnice Twojej nieustannej opieki nade mną. Moje serce przeczuwa wielką głębię tych tajemnic. Trudno memu rozumowi pojąć to wszystko, co poznaje serce. Ale jedno wiem – kierowanie się swoim ludzkim rozumem, kierowanie się swoimi ludzkimi zachciankami jest wbrew mądrości prawdziwej, wbrew naturalnemu porządkowi, jaki Ty stworzyłeś. To sprzeciwia się mojej naturze, memu szczęściu. Ja podcinam gałęzie, na których siedzę, gdy czynię coś w oderwaniu od Ciebie. 
Dziękuję Ci, że choć tyle mogę zrozumieć. Dziękuję Ci też za to, czego mój umysł nie pojmuje, choć serce zagłębia się w Twojej obecności. Dziękuję za wszelkie przeczucia. Dziękuję Ci za Twoją rzeczywistość, która otacza moją duszę. To wszystko sprawia, że moja słaba natura pomimo wszystko skłania się ku Tobie. Ta Twoja obecność sprawia, że pomimo moich różnych słabości jednak wpatruję się w Ciebie i chcę za Tobą iść. Jak to dobrze Boże, że jesteś obecny we mnie, wokół mnie, w moim życiu, że stale mi o Sobie przypominasz, że towarzyszysz mi od rana do wieczora. Twoja obecność jest łaską, która przezwycięża wszystko, co słabe we mnie, co ludzkie i ukierunkowuje mnie ku temu, co Boskie, co wieczne. I choć nadal jestem słabą, najsłabszą duszą, to ufam, że Twoja łaska poprowadzi mnie ku Tobie, ku Twemu Sercu, ku Twojej miłości, ku Twojemu życiu, ku szczęściu w Tobie. Bądź uwielbiony Boże w Twojej Obecności! 
Jezu! Bardzo mocno doświadczam licznych moich słabości. One dominują nade mną, one mnie pochłaniają, pożerają. Pragnę, pragnę poznawać Twoją wolę i podejmować wysiłek jej realizacji. Ufam, że gdy będę starała się iść Twoją drogą, zgodnie z Twoim zamysłem, to pomimo tak licznych słabości, pomimo całej nędzy, jaką jestem, sprawisz, że moja dusza kiedyś zjednoczy się z Tobą. Teraz moje słabości górują nade mną. Ja odczuwam to bardzo boleśnie każdego dnia, czasem wydaje mi się, że w każdym momencie, w każdej sekundzie. Ale wiem Jezu, ponieważ czuję to i doświadczam tego, że kochasz mnie i że Twoja miłość będzie mi objawiać, jak mam żyć, co czynić. Ufam też, że Twoja miłość poprowadzi mnie za rękę, doda sił, uczyni moje starania trwałymi. I chociaż idę za Tobą tak bardzo niezdarnie, to przecież małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić swoją niezdarnością wzbudza w swoich rodzicach wielką czułość i miłość i w końcu biorą je na ręce i podnoszą do góry. Więc i ja ufam, że po jakimś czasie takiego niezdarnego kroczenia za Tobą, kiedyś doświadczę Twoich ramion i uniesiesz mnie wysoko. Ufam Jezu Twojej miłości i pragnę być Tobie posłuszna. A ponieważ niczego nie posiadam, od Ciebie oczekuje wszystkiego. Wszystkiego! Ty we mnie realizuj swoją wolę. Ty we mnie wypełniaj powołanie, które dałeś, Ty w szarej codzienności realizuj to, co wobec mnie zamierzasz i w każdej chwili pokazuj mi, czego oczekujesz. A potem dodawaj sił. Kocham Ciebie Jezu i chcę należeć do Ciebie cała, ze wszystkim. Proszę, pobłogosław mnie, abym, była pewna, że wystarczy tylko podnosić ręce do Ciebie, pragnąc i oczekując, że Ty weźmiesz mnie do Siebie. Pobłogosław mnie Jezu. 

    
Refleksja

    
Kiedy człowiek realizuje swoją wolę i wszystkie siły kieruje na spełnienie swoich zamiarów i planów, pragnień, wtedy doświadcza niepokoju, a jakiekolwiek porażki wzbudzają w człowieku różne negatywne emocje. Człowiek realizując samego siebie doświadcza nieustannie niepokoju, natomiast, kiedy zwraca się ku Bogu, zaczyna o Bogu myśleć, o Jego woli. Już samo zwrócenie się do Boga sprawia, że jego duszę zaczyna obejmować pokój, jakieś przeciwności inaczej już przyjmuje. I chociaż trudności pozostają trudnościami, to jednak człowiek w inny sposób przeżywa, doświadcza je i potrafi inaczej podchodzić do wszystkich wydarzeń. Te przeciwności, trudności nie niszczą człowieka, nie niszczą jego psychiki, nie odbierają sił, ponieważ człowiek wpatrzony jest w Boga, ma odniesienie do Boga, Bóg jest najważniejszy, a realizacja jakiegoś zadania nie jest celem samym w sobie. Człowiek w tej realizacji, w tym zadaniu nie pokłada całego siebie, dlatego tez nie przeżywa później tak bardzo, gdy coś nie idzie po jego myśli. Jeśli całego siebie człowiek złoży w Bogu, żyje w pokoju. Jeśli całego siebie złoży w różnych sprawach, celach, zadaniach, swoich własnych wytyczonych przez siebie, gdy tych nie osiąga, gdy są one niszczone, niszczony jest człowiek, bo tam złożył siebie. By żyć w pokoju, by nie być niszczonym trzeba złożyć siebie w Bogu, do Niego odnosić wszystko, szukać Jego natchnień, pytać o Jego wolę i wszystko Mu oddawać. Wtedy w głębi swego jestestwa człowiek doświadczać będzie pokoju jako siły wręcz, jako mocy, która go przeprowadzi przez różne doświadczenia i nadal w nim będzie trwać, bo będzie to Boży pokój.
Błogosławię was – W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!