banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    Dzień skupienia w Gietrzwałdzie - dziękczynienie za pielgrzymkę


    
Wprowadzenie do dni skupienia

    
Nasza Wspólnota odbyła kolejną pielgrzymkę zaplanowaną w Roku Wiary. Pragnieniem Boga jest, aby wszystkie serca otworzyły się na dar tej pielgrzymki, na łaski, którymi Bóg obdarza nas wszystkich poprzez tych, którzy pielgrzymowali fizycznie. Dlatego podzielimy się dzisiaj doświadczeniem pielgrzymki, aby chociażby kilkoma słowami przybliżyć nasze serca do miejsc odwiedzanych przez pielgrzymów, a poprzez to przybliżenie by serca otworzyły się na łaski, jakimi Bóg obdarza nas wszystkich.
Jako dusze najmniejsze mamy różne serca. W nich są różne odczucia, różne uczucia. Bardzo często słabości nie pozwalają naszym sercom w pełni jednoczyć się z całą Wspólnotą. Potrzebują one choć kilku słów, by otworzyć się i przyjąć łaski, by nastawienie serca pozwoliło Bogu te łaski wlać, dotknąć nimi dusze. Niech bogactwo, jakim Bóg obdarza Wspólnotę będzie rozpoczęciem kolejnego naszego roku duszpasterskiego. Bóg pragnie, aby każde serce otworzyło się na miłość, którą On daje wszystkim nam; daje poprzez łaski, daje poprzez całą Wspólnotę, poprzez to wszystko, co dzieje się we Wspólnocie. Pragnie, by dusze jeszcze raz zapragnęły otworzyć się i przyjąć Jego miłość. Mimo, iż o miłości mówimy nieustannie i wielu sercom temat ten wydaje się już tak bardzo opatrzony, jednak brak miłości jest przyczyną wielu trudności, jakich doświadczamy. Natomiast przyjęta miłość pomaga pokonać te trudności, daje siły, by pokonywać w sobie swoje słabości; by przechodzić nad tym, co tak małe i ludzkie, a przyjmować to, co wielkie, nieskończone, Boskie. Wtedy pomimo doświadczania różnych przeszkód, pomimo uświadamiania sobie, iż to, co Bóg tutaj pragnie budować na ludzki rozum wydaje się niemożliwe, jednak, gdy dusza otwiera się na miłość i żyje miłością, gdy dusza przyjmuje miłość, gdy dusza wpatruje się w miłość – plany Boże urzeczywistniają się również w nas najmniejszych i najsłabszych. Bóg realizuje swój plan nie tylko poprzez wielkich świętych, ale poprzez tych najmniejszych. Wszystko staje się możliwe, bo Bóg sam prowadzi, kieruje, pokonuje trudności, zwycięża, buduje, jednoczy; nie my, tylko Bóg.

    
Dziękczynienie 

    
Mój umiłowany! Dajesz mojej duszy wszystko, bo dajesz Siebie. A dając Siebie wzbogacasz moją duszę w niezwykły sposób. Czynisz różne rzeczy, stosujesz różne zabiegi, aby tylko moja dusza otworzyła się na Twoją Obecność i przywitała Ciebie - Króla, Boga. Otwierasz przed moją duszą drzwi do niezwykłego świata; świata, w którym żyjesz Ty, żyją Święci, Aniołowie; świata, w którym łaski można niemalże oglądać oczami; świata, w którym miłość ucieleśnia się. W niezwykły sposób Boże obdarzasz moją duszę. Twoje zaproszenie, by wraz z Tobą, z Twoim Duchem być w każdym świętym miejscu – to przecież zaproszenie dla wielkich, a nie dla małych dusz. A jednak przenosisz moją duszę i w każdym miejscu obdarzasz łaską. Moje serce staje się coraz bardziej bogate Tobą. Widzę Boże, że każda z tych łask jest mi niezbędna, by iść za Tobą, by realizować powołanie, które mi dajesz. Zadziwiam się mądrością Twoją. Jakże często nie wiem, dlaczego mówisz takie czy inne rzeczy, dlaczego oczekujesz tego czy innego ode mnie, choć wiesz, że jestem tylko małą duszą? 
Teraz widzę, tak jak powołałeś św. Franciszka – biedaczynę, maleńką duszę (jego odpowiedź, jego wierność i posłuszeństwo sprawiły, że na nim odbudowałeś swój Kościół), tak i teraz powołujesz moją duszę, obdarzasz ją niezrozumiałymi dla mnie łaskami i oczekujesz rzeczy dla mnie niemożliwych. Wiem, że moje posłuszeństwo i wierność Tobie sprawi, że dzieło, które przeprowadzasz w Kościele uobecni się również w mojej duszy i poprzez nią. Nie muszę już rozumieć, nie muszę wiedzieć wszystkiego. Ufam Ci, dlatego idę za Tobą w każde miejsce, gdzie mnie prowadzisz, aby wraz ze Świętymi, ze św. Antonim przyjmować miłość, dzięki której będę mogła głębiej wierzyć; przyjmować miłość wraz ze św. Franciszkiem, aby Twój Kościół mógł się umacniać; przyjmować miłość razem z Ojcem Pio, aby wszystkie dusze w Kościele mogły ubogacać się Tobą, umacniać się wiarą. Wraz z Aniołami mogę otwierając się na ich obecność wkraczać w Twój świat, w Twoją rzeczywistość, przyjmować łaski. Dziękuję Ci za dar Eucharystii i za niezwykłą Tajemnicę Twojego Uobecniania się za każdym razem na Ołtarzu; za to, że czynisz cuda w różnych miejscach świata, aby ludziom pokazać Siebie, aby mogli uwierzyć, bo serca ich są za słabe. Ten cud jest im potrzebny. Dziękuję Ci, że zostawiłeś swoje Oblicze – Oblicze Zmartwychwstałego. Ileż nadziei płynie z tego Oblicza, o Panie! Jak wielka radość – Zmartwychwstałeś! Zmartwychwstaniem obdarowujesz również mnie i dajesz życie. 
Dziękuję Ci, że mogę być razem z Tobą wszędzie, w każdym miejscu, w którym Twoja Obecność wylała na święte dusze Twoją miłość; w każdym miejscu, gdzie Twoja Obecność umacniała serca pobudzając je do świętości. Dziękuję Ci, że moja dusza może wędrować wraz z Tobą i że to, co na ludzki rozum jest niemożliwe staje się w Tobie możliwe, a Ty żyjesz we mnie. Wszystko, co Twoje należy do mnie. Chociaż jestem niczym, to we mnie jest Twoja moc, Twoja siła, Twoja miłość, Twój pokój, Twoja dobroć. We mnie jest Twoja moc uzdrawiania, we mnie jest Twoja moc pocieszania, we mnie jest Twoja mądrość, bo Ty żyjesz we mnie. Wybacz, moje serce i rozum są za małe, aby to pojąć. Pragnę Ci podziękować tak, jak potrafię. Wiem, że moja wdzięczność, moje dziękczynienie jest niczym wobec daru, jaki otrzymałam, ale całą sobą chcę Ci dziękować. Daję Ci siebie, moją wolę, moje serce, nic innego nie posiadam. Ufam, że skoro za cenę Twego życia, Twej Męki uzyskałam życie wieczne, to znaczy, że mój dar, moje serce jest dla Ciebie cennym darem. Pragnę, by moje serce nieustannie śpiewało Tobie pieśń chwały, uwielbienia i miłości. Całe życie pragnę służyć Ci, kochając najbardziej na świecie.

    
Adoracja Najświętszego Sakramentu  (1)

    
Pragnę Jezu podziękować Ci za wszystkie łaski, jakimi obdarzasz moją duszę każdego dnia, w każdej godzinie i w każdej sekundzie. Jesteś Bogiem miłości. Doświadczam tej miłości w niezwykły sposób. Ukazujesz memu sercu jak bardzo ukochałeś je. Pokazujesz różne sytuacje, w których Twoja miłość otacza mnie, prowadzi, kieruje mną, chroni. Pokazujesz mi, że tak naprawdę Twoja miłość otacza całe moje życie. W Twojej miłości jestem zanurzona i cokolwiek się dzieje w moim życiu wszystko zanurzone jest w miłości. Twoja miłość dała początek wszystkiemu: Twoja miłość powołała mnie do życia i Twoja miłość dała życie każdej duszy – życie wieczne. To niezwykła tajemnica, a dusza ludzka nie jest w stanie do końca zgłębić tej tajemnicy Twojej miłości. Gdyby dusza zrozumiała Ciebie – Miłość, żyłaby w ciągłym uwielbieniu, w ciągłej radości, w ciągłym dziękczynieniu, a wszystko przyjmowałaby jako dar – dar miłości. Nic nie byłoby w stanie zasmucić duszy, ani jej zatrwożyć, bo przecież dary miłości mogą jedynie radować i uszczęśliwiać. A chociaż moja dusza nie potrafi zgłębić do końca tajemnicy Twojej miłości, to to co widzę i to, co moja dusza troszeczkę rozumie, jest już powodem aby uwielbić Ciebie i podziękować. Zatem, Boże mój, choć tak bardzo nieudolnie, pragnę dzisiaj uwielbić Twoją miłość i wszystkie dary Twojej miłości. Pragnę uwielbić każdą sekundę życia, jaką mi dajesz i wszystko, co w każdej sekundzie wydarzyło się i wydarza. Pragnę Cię uwielbić w każdym zdarzeniu, w każdej osobie i w każdym słowie. Wszystko przyjmuję jako Twoją miłość, którą skierowałeś do mnie, a więc jako dobro, jako miłosierdzie, jako Twoją łaskę. Chociaż nie rozumiem większości łask i darów, do tej pory nie potrafię odczytać, dlaczego takie czy inne zdarzenie ma miejsce, z ufnością chcę przyjmować, że pochodzą od Ciebie, a więc są dobrem dla mnie, wyrazem Twojej miłości, darem Twego miłosierdzia. Będę więc Cię wielbić, dziękować Ci, cieszyć się, że pozwalasz mi po prostu być przed Tobą, patrzeć na Ciebie i napełniać się Tobą.
Pragnę, Jezu, dziękować Ci i wielbić Ciebie we wszystkich Twoich darach. Wybacz memu sercu, ono nie wszystko pojmuje, nie wszystko zauważa i nie potrafi w odpowiedni sposób wyrazić wdzięczności. Ale na swoją miarę, taką maleńką miarę, chcę Ci dzisiaj podziękować. Dziękuję Ci za to, że obdarzasz nas życiem Świętych; za to, że stwarzasz dusze, które odpowiadają na Twoją miłość, przemieniają się w Ciebie i pokazują nam Ciebie swoim życiem, swoją postawą, przybliżają Ciebie do nas. Dziękuję Ci, że możemy oglądać przeróżne cuda, które czynisz za pośrednictwem Świętych. Dziękuję Ci, że patrząc na Świętych, na ich wiarę, ich ufność możemy również zapragnąć tak żyć, tak wierzyć. Dziękuję Ci za to, że dzięki Świętym nasze serca zaczynają się zapalać miłością, że nasze serca zaczynają płonąć. Rodzi się w nas pragnienie, aby również, tak jak ci Święci, dać Tobie nasze życie. Dziękujemy Ci, że Kościół staje się mocny Świętymi, staje się święty Świętymi; że nas również włączasz do swojego Kościoła. Wszystko to, co jest w Kościele, co Kościół tworzy należy również do nas. Mamy w tym uczestnictwo i łączność. Ileż nadziei ten fakt wlewa w nasze serca! Sami nie jesteśmy mocni, ani święci, ale dzięki Kościołowi życie Świętych, ich cnoty niejako stają się naszymi. Otwierając serce możemy przyjmować ich cechy, ich cnoty, przyjmować ich życie. Możemy stawać się bogatsi, możemy przemieniać się. Dzięki zjednoczeniu dusz w Kościele każda łaska staje się naszą, a każda dusza, która dąży do świętości, która się uświęca i upodabnia do Ciebie przyczynia się i do naszej świętości. Niepojęte są tajemnice Twoje Boże – tajemnice Twojej miłości, mądrości. Pragniemy uwielbić Ciebie we wszystkich tajemnicach Twojej miłości. W większości ich nie znamy, możemy jedynie je przeczuwać, ale w sercu mamy pewność, że wszystkie te cudowne, niepojęte tajemnice w jakimś stopniu – choć niezrozumiałe to dla nas – ubogacają nas, formują, przemieniają i uświęcają.
Uwielbiam Ciebie Boże we wszystkich darach Twojej miłości. Uwielbiam Ciebie w Twoich Aniołach. Pragnę Ci dziękować za stworzenie Aniołów, którzy nie tylko Tobie służą, ale również nam. Nie rozumiem Panie, jak wielka to musi być miłość, skoro stwarza tak cudowne istoty, aby służyły marnemu człowiekowi. To tylko wielka miłość może takiej istocie jak człowiek – grzesznej i nędznej – dawać tak cudowne wspaniałe dary. Dziękuję Ci za Aniołów, za to, że stoją pośród nas. Wiem, większość dusz zapomina o ich istnieniu. Dziękuję Ci za to, że dzięki nim w naszych głowach pojawia się wiele dobrych myśli, dobrych intencji i dobrych pragnień. Dziękuję Ci za ich pomoc nam w różnych codziennych sprawach ułatwiających życie. Dziękuję Ci, że oni również łączą nasze dusze, łączą nasze myśli, pomagają w naszej ludzkiej łączności. Dziękuję Ci, że czynisz Aniołów zwiastunami różnych dobrych nowin, że poprzez nich mówisz do nas, powiadamiasz o niezwykłych wydarzeniach lub też zapowiadasz, iż wydarzą się. Dziękuję Ci, że dałeś nam Aniołów, którzy razem z nami, ale i za nas, w naszym imieniu modlą się, adorują Ciebie, wielbią, dziękują. Dziękuję Ci, że Aniołowie stale wstawiają się za nami, że wypraszają przeróżne łaski dla nas, że przed Tobą Boże są naszymi przedstawicielami. Dziękuję Ci, że uczyniłeś ich tak niezwykłymi pomocnikami ludzi, że służą nam i pomagają w tak wielu sprawach. Wybacz, że o nich zapominamy. Wraz z upływem lat, kiedy dorastamy przestajemy o nich myśleć, przestajemy ich widzieć, przestajemy traktować ich poważnie. Ileż traci dusza, która nie myśli i nie pamięta o swoim Aniele Stróżu, która go nie kocha! Jakże smutny jest jej Anioł Stróż! Dziękuję Ci Ojcze, dziękuję Ci Jezu, dziękuję Ci Duchu Święty za niezwykły świat duchowy, którym jesteśmy otaczani, w którym żyjemy, poruszamy się. Wszystko jest darem miłości, wszystko zanurzone jest w miłości. Ten świat jest miłością. Dziękuję Ci za niepojętą czystość Aniołów – uczyniłeś ich takimi. A dzięki temu, że Aniołowie są pośród nas, że nam pomagają i służą również i my możemy, choć trochę, zaczerpnąć dla siebie świętości, czystości, bo przecież Ty użyczyłeś im swojej świętości również ze względu na nas. Jakże nas kochasz Boże! Niepojęta jest Twoja miłość – tak wielka, przewidująca wszystko. Bądź uwielbiony w Twojej miłości!
Uwielbiam Ciebie, Panie mój, w Twojej cudownej Obecności w Eucharystii. To kolejna tajemnica, której nie potrafi zgłębić moje serce, ale przeczuwa tak wielką głębię, że aż drży. Kiedy patrzę na Ciebie na Ołtarzu, zadziwiam się. Moje serce, Boże, pada przed Tobą i nie znajduję słów, którymi mogłabym wyrazić uczucia, które są w sercu. Doznaję bowiem zarówno Twojej wielkości, Twego Majestatu, przed którym chciałabym się wręcz schować, jednocześnie doznaję zachwytu i pragnę Ciebie uwielbiać. Ale czuję się też tak mała, że to uwielbienie, które pragnęłabym wyśpiewać jednak nie wychodzi z moich ust, bo wiem, że ono jest niczym wobec Ciebie, Twego piękna, Twej wielkości. Cała drżąc chylę czoło ku ziemi, by choć samą postawą wyrazić moje oddanie Tobie, składany hołd i cześć, aby okazać Ci, że wiem, kim jestem wobec Ciebie – sługą. Bycie sługą wobec Ciebie jest zaszczytem i wyróżnieniem. Miano sługi jest wywyższeniem dla mnie. Nie zasługuję na to, ale pragnę, abyś mnie uczynił swoim sługą, abym mogła należeć do Ciebie. Adoruję Ciebie Jezu ukryty w Najświętszym Sakramencie i uwielbiam Ciebie dziękując, że dajesz memu sercu zrozumienie – Kim jesteś Biała Hostio! Patrzę na Ciebie, jesteś tak blisko. Twoja miłość skłoniła Ciebie, aby przyjść do mnie. Nie muszę pokonywać przepaści pomiędzy Niebem a ziemią, bo Ty tę przepaść już pokonałeś. To Ty schylasz się do mnie, zniżasz się, czyniąc Siebie tak małym, abym była w stanie na Ciebie spojrzeć, przed Tobą klęczeć, Ciebie przyjąć, bo wiesz, że gdybyś objawił się w pełni swego Majestatu umarłabym, zniknęłabym, nie byłabym w stanie znieść tej mocy. Dziękuję Ci Jezu, za każdy cud, którego dokonujesz podczas każdej Eucharystii. Ale dziękuję Ci też za niezwykłe cuda, w których pokazujesz mi i każdej duszy, Kim jesteś. Wiesz, że w każdym z nas jest brak wiary, dlatego gdy dokonujesz Cudu Eucharystycznego w człowieku wzrasta wiara. Każdy z nas jest słaby. Uczyniłeś dla człowieka tak wiele, umarłeś na Krzyżu, a widząc słabość ludzkiego serca stale dokonujesz cudów, byśmy mogli choć trochę uwierzyć, choć trochę pójść za Tobą, choć trochę doświadczyć Twojej miłości, przyjąć ją. Dziękuję Ci – Biały Chlebie, Żywa Hostio, Święty Boże! I przepraszam za brak wiary. Odtąd pragnę nieustannie wielbić Ciebie obecnego w Białym Chlebie! Odtąd pragnę przyjmować Ciebie z wiarą i miłością! Odtąd pragnę wierzyć, że również  w sposób duchowy przychodzisz do mnie, gdy o to proszę. Jakże pragnę uczynić moje serce żywą monstrancją Twoją! Chcę wierzyć w Twoją obecność w moim sercu i nieustannie Ciebie adorować. Chcę z wiarą zapraszać Aniołów do tej adoracji, Świętych i dusze czyśćcowe. Jak wielki Boże jest Twój świat! Jak wielka jest Twoja miłość i wszystkie dary Twojej miłości! 
Uwielbiam Ciebie Jezu! Pozostawiłeś po Sobie niezwykłe ślady, które uobecniają nam Ciebie. W sposób niezwykły, Jezu, i niepojęty dla naszych serc jesteś obecny szczególnie w tych miejscach, po których chodziłeś. Kiedy nawiedzamy te miejsca – miejsca Twego pobytu na ziemi – chodzimy po Twoich śladach, poruszamy się w Twoim Duchu, przenika nas Twoja obecność. Łaska jaka nieustannie z Ciebie wylewała się na otoczenie obejmuje również nas. Wybacz, że nie potrafimy tego pojąć, że nie potrafimy docenić. Wybacz! Ale na rozum ludzki to wszystko jest zbyt wielkie, przyjmujemy więc z wiarą. Nasze serca nam podpowiadają, że możliwość pielgrzymowania do Ziemi Świętej jest wielkim darem Twojej miłości, jest otwieraniem przed nami drzwi Twoich tajemnic, otwieraniem przed nami Twego serca, Twego Ducha. Gdy spacerujemy Twoimi śladami jesteśmy przenikani w sposób niezwykły, szczególny jak nigdzie indziej Twoją Żywą, Świętą Obecnością. Uczestniczymy we wszystkich wydarzeniach Twego życia na ziemi, we wszystkich łaskach, które podczas kolejnych wydarzeń Twego życia mają miejsce. Nasze serca napełniają się w sposób cudowny Tobą. Dotyka nas Twój Duch i ożywia na nowo stwarzając w naszych sercach wiarę, na nowo kształtując ją, na nowo wypełniając miłością, dając nowe życie. Znowu, Boże mój, wobec niewyobrażalnego cudu miłości padam przed Tobą na kolana, chylę czoło do samej ziemi nie znajdując już słów dziękczynienia, uwielbienia, zachwytu. Nie wiem, dlaczego tak bardzo mnie ukochałeś, dlaczego tak bardzo mnie obdarowałeś? Nie potrafię objąć Twojej miłości i jej zrozumieć. Wiem, że to wszystko miłość. Mój umysł to wie, a jednak nie potrafię objąć Ciebie, zrozumieć, przeniknąć, poznać. Moje serce truchleje wobec niezwykłej mocy Twojej i Twojej wielkości. Uwielbiam Ciebie Boże w Twojej miłości!
Uwielbiam Ciebie Jezu w cudownym darze Krzyża. Jego tajemnica przez wieczność będzie poznawana, odkrywana przez nasze dusze. Przez wieczność będziemy się zachwycać i radować tym darem, ale pragnę już na ziemi dziękować Ci za Krzyż i na ziemi już pragnę zjednoczenia z Twoim Krzyżem. Dziękuję Ci, że chociaż nie rozumiem, jednak w moim sercu jest miłość do Krzyża. Pragnę Jezu należeć do Twego Krzyża. Chciałabym nieustannie się do Niego tulić. Pragnę adorować Twoje Rany na Krzyżu i całować je. Przytulam się do Twoich stóp i tak klęcząc i tuląc się do Twoich stóp chcę wyznawać Ci miłość i dziękować Ci za dar Twojej miłości. Mimo, że moje serce jest małe, że mój umysł nie jest w stanie przyjąć poznania, Twojej mądrości, jednak uzdolniłeś mnie Boże do tego, aby otwierać się na Krzyż, na jego tajemnicę, której pojąć nie mogę. Sprawiłeś, że tęsknię za Krzyżem, że jego pragnę, choć tak często jest to dla mnie nie zrozumiałe. Znam siebie na tyle i zdaję sobie sprawę, iż boję się cierpienia, a życie Twoich świętych męczenników raczej jest nie dla mnie. Pomimo to w niewytłumaczalny dla mnie sposób moje serce wyrywa się do Krzyża. Wiem, że jest on największym darem, bo na nim ofiarowujesz mi swoje życie, życie Boga. Ja – maleńki człowiek – otrzymuję życie Boga i wszystko co wiąże się z tym życiem. Otrzymuję to za darmo, nie kiwnęłam nawet palcem, aby zasłużyć na Krzyż, z którego płynie Twoje życie. Nie uczyniłam nic, co choć trochę uczyniłoby mnie godną przyjęcia Twego życia. Natomiast uczyniłam wszystko, co sprzeciwia się Twemu życiu. A jednak nie patrzyłeś na to, jaka jestem, ale szedłeś za głosem miłości. Ten głos miłości zaprowadził Cię na Krzyż. Dziękuję Ci Jezu za dar Twojej miłości – najcudowniejszy, najpiękniejszy, niepojęty! Bądź uwielbiony!
Boże! Wobec tak wielkiej Twojej miłości ja jestem niczym. A jednak napełniasz mnie Boże swoją miłością. Twoja miłość w moim sercu czyni małe cuda. Żyję dla Ciebie. Bardzo pragnę, aby moje serce nieustannie otwierało się na Twoją miłość, aby otwierało się na tajemnice Twojej miłości, aby szło za Twoją miłością, aby zauważało dary Twojej miłości, aby potrafiło docenić te dary. Kiedy adorujemy Ciebie, kiedy użyczasz nam łaski, wtedy to co Twoje staje się tak bliskie, wtedy kochamy, pragniemy, wierzymy. Twoja łaska, Twoja bliskość to sprawia. Proszę, spraw, abyśmy nieustannie żyli Tobą, pragnęli, tęsknili, kochali. Spraw, abyśmy zauważali dary Twojej miłości, otwierali się na Twoją obecność. Pomóż nam. Daj nam swoje błogosławieństwo. Niech ono nas prowadzi.

    
Wprowadzenie w drugi dzień

    
Miłość niesie radość. Otwarcie się na miłość daje człowiekowi szczęście. W Sercu Maryi jest radość, bowiem Ona widzi, jak niezwykłą miłością Bóg obdarza każdego z nas, jakimi łaskami zalewa nasze dusze. Całym sercem Ona pragnie, byśmy podejmowali trud otwierania się na Bożą miłość. Mówimy trud, dlatego, że serce człowieka jest maleńkie, jest słabe, nieporadne, natomiast miłość Boża jest nieskończona. Wielkości miłości Bożej nie da się określić, bo nie ma granic, jej głębi nie da się zmierzyć, nie da się opisać piękna miłości i jej mocy. Wszystko to przekracza ludzkie możliwości, dlatego też serce ludzkie nie ma sił, nie potrafi otworzyć się całkowicie i przyjąć całą Bożą miłość. Ale Bóg chce, aby człowiek próbował; chce, aby człowiek ze swej strony próbował uczynić jeden krok, próbował otwierać się. Wyjście człowieka jednym krokiem do przodu jest dla Boga sygnałem, aby mu pomóc, aby dać mu siły i moc do przyjęcia miłości. Człowiek wyraża wolę, za nią idzie nastawienie serca, a Bóg dokonuje wszystkiego.
To, o czym mówimy – jednoczenie, złączenie naszych dusz, duchowe jednoczenie się wszystkich dusz maleńkich – rzeczywiście nie jest łatwe, ale jest rzeczywistością, w której żyje Maryja, w której żyją Święci, Aniołowie; jest rzeczywistością, do której jesteśmy powołani, do której powołana jest każda dusza. Dlaczegóżby nie próbować już tu na ziemi otwierać się na ten cud, którym Bóg obdarza każdego z nas? To tak, jakby nieustannie odkładać na bok najpiękniejszy prezent, ponieważ trudno go rozpakować. I nie korzysta się z tego prezentu. Człowiek nic nie może z tego prezentu mieć tylko dlatego, że nie próbuje go rozpakować. Prezent jest, stoi obok, a człowiek żyje swoim życiem, boryka się z różnymi trudnościami, przeżywa różne dramaty, nie rozumie, że rozwiązanie tego wszystkiego i pomoc jest w prezencie, którego on nie rozpakowuje. Poprzez ten dar Bóg człowiekowi daje pomocną dłoń, chce wprowadzić człowieka w swój świat. A człowiek z jednej strony narzeka, często Bogu wyrzuca, że mu nie pomaga, że nic nie czyni, aby zmienić na lepsze jego życie, a jednocześnie człowiek nie rozpakowuje prezentu. Nawet na niego nie spojrzy, a tam jest pomoc, jest łaska. 
Bóg zna serce ludzkie, wszystko wie. Bardzo dobrze wie, że Jego wielkość i Jego moc są niewyobrażalnie wielkie w stosunku do człowieka. Wie, że Jego Potęga i Majestat może przerazić duszę, dlatego czyni wszystko, aby dusza pomimo nieskończoności i wielkości Boga mogła się z Nim spotkać i z Nim obcować. Oczekuje od człowieka tylko jednego – wyrażenia woli, chęci spotkania, próby otwarcia się na Bożą rzeczywistość. Ta wola, próba sprawiają, że człowiek niejako staje się zdolny do przyjmowania łask, bo Bóg może wtedy uczynić wszystko obdarowując człowieka. On jest w stanie przemienić nicość w wielkość, bezsilność w moc, ciemność w jasność. W Jego mocy jest uczynić wszystko – z grzesznego, małego serca może uczynić serce świętego, bo On obdarza Sobą, świętością, mocą, mądrością, miłością. Bóg daje człowiekowi wszystko, to tylko człowiek w swoim umyśle sądzi inaczej, że musi osiągnąć, że musi zapracować, że musi iść o własnych siłach, że musi zasłużyć. Nie jest w stanie tego uczynić, ale może otworzyć serce, aby przyjąć wszystko od Boga. 

    
Adoracja Najświętszego Sakramentu  (2)

    
Kłaniam się Tobie, mój Boże! Mój Królu! Całuję Twoje stopy, całuję Twoje Rany. Wyznaję, żeś moim Królem, moim Panem, że jesteś moją Miłością i proszę, pozwól mi być Twoim sługą. Uczyń mnie swoją własnością, chcę być Twoim niewolnikiem. Twoja miłość tak wielka i potężna wprawia moje serce we wzruszenie, w drżenie, niemalże w przerażenie – tak jest wielką, tak potężną, tak cudowną. Wybacz mi! Wybacz mi, że ograniczam Ciebie swoimi słabościami w moich myślach i w moim sercu. Ograniczam Ciebie zamiast całkowicie otworzyć się i pozwolić Twojej miłości, by porwała moje serce. Wybacz mi, że nieustannie wkładam Twoją miłość w jakieś ramki i szablony. To ja jestem ograniczona, mój umysł jest ograniczony. To, co moje wszystko jest ciasne. Swoją miarą mierzę Twoją miłość. Czyż można małą szkolną linijką zmierzyć wszechświat? Długość, szerokość i głębokość? Czy można zmierzyć Ducha, który jest nieograniczony? Czy można przez mikroskop obejrzeć całą Twoją miłość? Więc wybacz mi, że tak nieudolnie podchodzę do Ciebie, że zamiast otworzyć serce i duszę ja staram się pojąć Ciebie swoim umysłem i ująć według swoich pojęć. Wybacz mi! Pragnę moje serce otworzyć na Twoją miłość. Dzięki Twojej łasce moje serce przeczuwa, czym jest Twoja miłość i jaka jest. A to, co moje serce przeczuwa zachwyca mnie i zadziwia. Nie rozumiem, nie potrafię ogarnąć, objąć, a jednak wiem, że to, co moje serce przeczuwa jest niewysłowionym pięknem, jest nieograniczoną mocą, jest cudem. Wiem, że Twoja miłość może przemienić moje życie, może sprawić, że inaczej będę podchodzić do każdej sprawy, że inaczej będę patrzeć na problemy. Moje spojrzenie na świat poprzez Twoją miłość może całkowicie się zmienić, bo Twoja miłość pomaga widzieć w prawdzie rzeczy i sprawy, takimi jakie są, a nie takimi jak ja sobie wyobrażam. Och, proszę, zdejmij z moich oczu zasłony, poprzez które nie mogę zobaczyć Twojej miłości. Zabierz to wszystko, co mi przysłania Ciebie. Cały czas pochylona w dół widzę tylko ziemię, błoto, bagno. Ale wystarczy, że pomożesz mi spojrzeć w Niebo, wtedy Twoje słońce rozjaśni moją duszę. Wtedy wszystko nabierze innego wymiaru. Wtedy okaże się, że ta maleńka ziemia, która przesłaniała mi świat, Ciebie, jest wobec Ciebie, słońca, kosmosu, wobec Twojej nieskończoności - niczym, prochem. Jakże pragnę całą duszą, całym sercem zanurzyć się w nieskończoności Twojej miłości, zanurzyć się w pokoju, który daje Twoja miłość; zanurzyć się w wolności, którą niesie Twoja miłość. Przeniknij mnie swoją miłością i rozraduj moje serce. Otwórz je, aby przyjęło Twoją miłość. Otwórz moje serce na miłość, abym mogła uwielbiać Ciebie, dziękować Ci. Niech moje serce wyśpiewuje Tobie pieśń miłości! Niech moje serce wielbi Ciebie! Niech moje serce niesione miłością śpiewa Tobie wraz z Aniołami i wraz ze Świętymi najpiękniejsze pieśni uwielbienia. A poprzez to uwielbienie niech jeszcze bardziej poznaję Twoją miłość, to - Kim jesteś. Jakże pragnę całkowicie należeć do Ciebie, żyć Tobą, więcej już nie zajmować serca tym, co przyziemne. Więcej już nie zamartwiać się, ale ufać Tobie, wierzyć Tobie, dać się poprowadzić i pozwolić, aby Twoja łaska obejmowała moje serce; pozwolić, aby ufność i wiara wzrastały we mnie. Mój Boże! Pragnę Ciebie uwielbiać!
Dajesz mi Panie doświadczyć Twojej miłości. Doświadczenie tak wielkiej miłości, jej mocy sprawia, że moje serce nie wytrzymuje tej nieskończoności; jest słabe. Umocnij moje serce, albo je zabierz. Zanurz w swoim, porwij. Niech już żyje tylko w Tobie! Niech całkowicie będzie Tobą przeniknięte, niech całe będzie wypełnione Tobą! Przemień je w swoje. Wzbudzasz we mnie pragnienia, jakich przedtem w moim sercu nie było. Nie znałam tych pragnień. Nie wszystko rozumiem, ale Panie mój, bez Ciebie już żyć nie potrafię. Moja dusza zakosztowała Twojej miłości i teraz tęskni, pragnie, omdlewa z miłości, cierpi Jezu, bo dałeś mi poznanie, czym jest Twoja miłość. Dałeś też zrozumienie, że niczym jest to moje poznawanie, bo Twoja miłość jest nieskończenie większa i piękniejsza. Dlaczego Boże dajesz kosztować tych słodyczy i rozkoszy Nieba i pozostawiasz nadal na ziemi? Moja dusza chce przylgnąć do Ciebie. Moje serce chce żyć już tylko z Tobą. Proszę, udziel łaski, dzięki której moja dusza będzie zjednoczona z Tobą, ale żyć będzie tutaj. Udziel łaski, dzięki której moje serce wypełnione Twoją miłością adorować będzie Twoją obecność we mnie, w moim wnętrzu, nieustannie żyjąc tu na ziemi. Spraw, abym nieustannie radowała się Tobą, wypełniając to, co dałeś mi tutaj na ziemi. Pomagaj memu sercu, by otwierało się na Twoją obecność, na Twoją miłość. Niech widzi wszędzie dar Twojej miłości i niech wielbi Ciebie, niech Ci dziękuje. Proszę jeszcze o jedno. Proszę, abyś podszedł do mnie i mi pobłogosławił. Poprzez tę bliskość, poprzez to błogosławieństwo – wierzę i ufam – stanę się mocna Twoją mocą i trwać będę ciągle powracając do Ciebie, ciągle przyjmując Ciebie, ciągle adorując Ciebie. Proszę pobłogosław nas Jezu.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!