banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 5


Konferencja


    Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem. (Łk 8,16-18)


    
Słowa dzisiejszych czytań (Ezd 1,1-6; Łk 8,16-18), choć zawierają różne tematy, jednak odnoszą się do Wspólnoty Dusz Najmniejszych, do nas. Można je zamknąć jedną klamrą – budowanie Kościoła. Bardzo często przyrównuje się osoby wierzące do elementów stanowiących budowlę Kościoła. Coś w tym jest, ponieważ Kościołem jesteśmy my wszyscy. Wszyscy stanowimy żywy organizm, zrodzony przez Jezusa i przez Niego nieustannie ożywiany. Jego Duch ożywia całe ciało. Potrzeba, aby każdy z członków miał świadomość, iż jest częścią całości. Każda z tych części jest niezmiernie ważna, spełnia swoją funkcję. Choć czasem wydaje się, że dany element jest mniej czy bardziej ważny, jednak wszystkie razem stanowią budowlę. Nawet bez jednej najmniejszej części nie można prawidłowo zbudować budowli.
W pierwszym czytaniu (Ezd 1,1-6) Bóg wzywa do budowania świątyni. Nie jest to tylko wezwanie skierowane w tamtych czasach. Jest to wezwanie nieustannie aktualne. Tak jak Słowo Boga jest cały czas żywe i cały czas skierowane do nas, tak konkretnie ten fragment – wezwanie do budowania – skierowany jest do nas. Owszem, można tutaj też mieć pewne odwołania do budowania naszego wspólnotowego centrum duchowego, ale tym razem w sposób szczególny Bóg zwraca naszą uwagę na budowę świątyni. Należy to rozumieć zarówno jako budowę całego Kościoła, w którym każdy z nas jest pewną cząstką, ale jednocześnie należy rozumieć jako budowę świątyni każdego z nas, bo każdy z nas jest świątynią. W zależności od tego, jak będziemy się rozwijać tak rozwijać się będzie cały Kościół. 
W jaki sposób zatem budować swoją świątynię, dbać o jej wzrost, by w ten sposób przyczyniać się do wzrostu całego Kościoła? O tym jest mowa w dzisiejszej Ewangelii (Łk 8,16-18). Nie przykrywa się światła, nie chowa się pod łóżko. O jakie światło chodzi? Każdy z nas sam z siebie jest ciemnością. Każdy z nas, gdyby miał żyć sam, żyłby w ciemności. Ale jest Bóg – Słońce. On jest Światłem i On daje światło On daje światło każdemu z nas. W duszy otrzymujemy to światło. Pierwszy raz nasze dusze oświeciło światło Boże podczas Chrztu św. Takim niezwykłym wybuchem światła było stworzenie. Każdy z nas w momencie stwarzania duszy na samym początku doświadcza tego niezwykłego światła, ale potem grzech pierworodny niestety naznacza swoje znamię. W momencie Chrztu św. znowu naszą duszę oblewa światło. Zostajemy włączeni w życie całego Kościoła, nasza dusza jest otwarta na świat Boga, na Jego Ducha. Światło Boga może być swobodnie wlewane w naszą duszę. W zależności od tego jak rodzice nas wychowują, w jakim środowisku żyjemy, to światło albo wlewane jest, albo nie; wlewane jest w mniejszym lub większym stopniu. Otrzymujemy światło Boga poprzez Słowo – słowo nie tylko rodziców, ale słowo kapłana, poprzez Słowo czytane z Pisma św., potem poprzez Słowo wcielone, a więc otrzymujemy światło wtedy, gdy przyjmujemy Chrystusa w Komunii św. Kolejne sakramenty również wnoszą w nasze serce światło. 
Zatrważające jest to, że większość osób nie rozumie tego światła, a więc życia Bożego, które otrzymują poprzez kolejne sakramenty; życia Bożego, które otrzymują w swoim rodzinnym domu, które otrzymują na katechezie podczas lekcji religii. Nie rozumieją tego życia, które otrzymują podczas uczestnictwa we Mszy św., w nabożeństwach, w ogóle w życiu Kościoła. Nie tylko nie rozumieją, ale zamykają serca przed życiem Bożym, które pragnie ożywiać duszę wlewając światło, dając tchnienie, dając energię do życia. Większość ludzi chowa gdzieś głęboko w duszy to światło – życie, które jest im dawane, a więc zakrywa, chowa pod łóżko zamiast starać się jak najbardziej odkryć, postawić na świeczniku, by to światło ożywiało i ich dusze i wszystkich wokół. 
My również otrzymujemy niezwykły dar życia Bożego. Otrzymujemy Boże Słowo, które w cudowny sposób: rozjaśnia mroki naszych serc i umysłów, daje zrozumienie Bożych tajemnic, wyjaśnia kolejne kroki, jakimi ma iść nasza Wspólnota i każdy z nas, nasze serca. Otrzymujemy niezwykłe światło, to już nie jest lampka oliwna, świeczka. Otrzymujemy pełne elektryczne oświetlenie, które powinno rozjaśnić wszystkie zakamarki; powinno być jasno jak w południe w najbardziej słoneczny dzień. A jednak doświadczamy często szarości, ciemności, mroków, chowamy gdzieś w duszy to niezwykłe światło, Boże życie, natchnienia, prowadzenie. Jakże wiele nam umyka. Usłyszymy, zapomnimy, a często w sposób lekceważący podchodzimy do wielu słów, a przecież Bóg nie wypowiada niepotrzebnych, małoważnych słów. Jego Słowo ma szczególną rangę, szczególną moc. Kiedy dusza podejmuje Jego Słowo, to Słowo w tej duszy rzeczywiście żyje, działa i to z wielką mocą, przemienia duszę.
Zatem i dzisiaj postarajmy się usłyszeć wezwanie do budowania, poprzez budowanie własnych dusz, budowanie Wspólnoty po budowanie Kościoła. Jedno z drugim jest związane: jakość Kościoła – to jakość poszczególnych dusz;     świętość Kościoła – to świętość dusz. Kościół jest święty świętością Chrystusa – to prawda. Ale popatrzmy na dusze, które tworzą Kościół, każda z nich powinna, mogłaby być świętą. Jakże wtedy zajaśniałby Kościół? Jakiego posiadałby Ducha? Jakie zmiany nastąpiłyby w waszych środowiskach, w Kościołach lokalnych, narodowych, na całej ziemi? Ileż musi być mroku w duszach ludzi wierzących, skoro dokonują się tak straszne rzeczy w różnych miejscach na ziemi? Jest tak wiele nienawiści, zła, które zabija, niszczy, przynosi cierpienie, ból. A więc Kościół, który powinien lśnić blaskiem świętości, powinien płonąć miłością, jednak w wielu miejscach budowla ta przypomina jakieś wyrwy w murach, nadpalone mury, zburzone. To są wszystko żywe elementy Kościoła, bo Kościół stanowią wszystkie dusze. Martwota jednej duszy pociąga za sobą również taki stan innych. 
Zatem jeszcze raz usłyszmy wezwanie do budowania świątyni swego serca, do budowania Wspólnoty Kościoła. Jeszcze raz zdajmy sobie sprawę z tego, że otrzymujemy wszystko, by budować tę świątynię, a więc nie chowajmy tego wszystkiego gdzieś głęboko, nie ukrywajmy, ale sami się temu przypatrujmy, żyjmy tym i starajmy się, by nasze dusze zaczęły lśnić światłem Boga; by Wspólnota zajaśniała światłem Boga i by przyczyniła się przez to do rozkwitu Kościoła. 
To prawda, może nam się wydawać, że wezwania do budowania, do życia Bożym Słowem wielokrotnie się już pojawiało. Ale skoro pojawia się znowu, to znaczy, że jest taka potrzeba, że Bóg widzi taką potrzebę, abyśmy znowu to usłyszeli, przejęli się tym i zareagowali. Tym bardziej, że każdy z nas jest odpowiedzialny przed Bogiem nie tylko za stan swojej duszy, ale za stan Kościoła. Przed Bogiem każdy z nas sam będzie odpowiadał za to, co zrobił ze światłem, które otrzymał; w jaki sposób zadbał o swoją duszę, a przez to, w jaki sposób przyczynił się do stanu Kościoła. Potem nie będzie już pytania o to jak Wspólnota, ale jak ty konkretnie przyjąłeś ten dar, skarb od Boga? Dano Ci wiele. Jeśli to gdzieś zapodziałeś, zagubiłeś, schowałeś, to nie masz nic. Nie rozwijasz się, nie rozkwitasz, zabiorą ci i to, co masz, bo nie jesteś w stanie zarządzać tym, co otrzymujesz, tym niezwykłym bogactwem, obfitością darów. Póki jest czas zwróć swój wzrok na dary, łaski, błogosławieństwa, na pouczenia, na prowadzenie, na to wszystko, co w twoim życiu się przydarza, a jest Bożym prowadzeniem. Staraj się dostrzec to prowadzenie pomimo trudności i przeciwności. Bóg jest z tobą. Staraj się to zobaczyć, uchwyć się tego, pomnażaj to bogactwo we własnej duszy. Niech światło Boże, które jest i które nieustannie przychodzi do ciebie, niech w końcu zajaśnieje w tobie, abyś ty cały zajaśniał, twoje wnętrze by zostało rozświetlone mnóstwem świateł; abyś ty sam również zobaczył cudowne światło w tobie – Boga, który przynosi ci to światło i który mieszka w tobie i żyje w tobie.
Złóżmy swoje serca na Ołtarzu. Poprośmy, aby Bóg jeszcze raz wlał w nie mądrość, otwartość, zrozumienie, czym jest to światło i w jaki sposób to światło wynosić w górę, by zajaśniało wszędzie wokół, przede wszystkim w nas. Co czynić, aby nie chować tego światła? Co czynić, aby budować świątynię swojego serca, Wspólnoty, Kościoła? Aby Bóg dał zrozumienie jak ważne jest, by budować świątynię? Jak wielka to odpowiedzialność przed Bogiem? Niech Bóg da światło, zrozumienie, jak wielkimi łaskami jesteśmy obdarowani, niezwykłymi łaskami i to każdy; nie jedna czy druga osoba ze Wspólnoty, nie sąsiad, nie kapłan, ale każdy. Każdy obdarowany jest naprawdę obficie, ponieważ miłość daje tylko obfite dary, nie skąpi, ale zalewa łaskami. Daje więcej niż każdy z nas jest w stanie przyjąć, jesteśmy zanurzani w łaskach, skąpani. Niech Bóg da to zrozumienie, zobaczenie tego skąpania w łaskach. Niech da również siły, aby odpowiedzieć na te łaski. 

    
Modlitwa

    
Pragnę uwielbiać Ciebie Boże! Ale jestem duszą maleńką, najmniejszą cząstką Kościoła, najsłabszą. Nie potrafię odpowiednio modlić się, adorować, wielbić. W moim sercu jest pragnienie, aby Ciebie bardzo kochać, aby adorować Twoje Rany, aby tulić się do Twojego Krzyża. W moim sercu jest pragnienie, aby Ciebie zamkniętego w Białej Hostii przyjąć z wielką wiarą. Jest we mnie to pragnienie, aby rozmawiać z Tobą i aby była bezpośrednia relacja z Tobą. Ale jestem duszą najmniejszą i nic nie posiadam Boże, co pomogłoby mi, ułatwiłoby modlitwę, adorację, zbliżenie się do Ciebie – żadnych zdolności, żadnych umiejętności. O mój Panie, jestem tylko najmniejszym i najsłabszym członkiem Kościoła. Ale kiedy się tak zastanawiam, gdzie takie najmniejsze i najsłabsze części mogą być umiejscawiane w budowli, to myślę sobie, że na pewno nie gdzieś w podwalinach. Na pewno nie są to stropy, które muszą podtrzymywać wielkie ciężary. Ale takie drobne elementy służą chociażby do dekoracji świątyni, mogą znajdować się blisko Ołtarza. Więc ja, Boże mój, zdając sobie sprawę, że jestem najsłabszym elementem budowli i nigdy nie będę podtrzymywać całej budowli, ufam, że jako mały, drobny element mogę przysłużyć się gdzieś do dekoracji Ołtarza. Mogę być blisko Ołtarza, mogę być bardzo blisko. A jeśli nawet umieścisz mnie Boże gdzieś, w jakiejś bocznej ścianie, to będę się cieszyć, że mogę spoglądać w stronę Ołtarza, że mogę stanowić ścianę boczną, która chroni chociażby od wiatru, od deszczu; w jakimś stopniu chroni Ciebie, który jesteś w Ołtarzu. Będąc gdziekolwiek w świątyni, jakąkolwiek cząstką - najmniejszą, niezauważalną - i tak będę się cieszyć, że w ogóle użyłeś mnie do budowy swojej świątyni, że okazałam się przydatną cząstką. Całe szczęście, że jestem najmniejszą cząstką i nie potrafię niczego, nie posiadam w sobie żadnej mocy, żadnych zdolności. Zatem będąc zwykłą cegłą nie mogłam samą siebie umiejscowić gdzieś w tej świątyni. Poddaję się Tobie, Twojej woli. Ty weź mnie w swoje dłonie i budując swój Kościół połóż mnie tam, gdzie Sam uważasz, że powinnam być. W ten sposób, Boże, będę pełnić Twoją wolę i będę to czynić z radością. Zatem znajduję powód do radości. Tym powodem jest moja słabość, moja nicość, ponieważ nic nie mając jestem zdana na Ciebie, a Ty jesteś doskonałym Budowniczym. Ty budujesz najlepiej. Ty wiesz, co jest dobre, piękne, Ty wiesz, jaki kształt powinna mieć ta świątynia. Ty wiesz, w jaki sposób użyć mnie – najmniejszy element, a ja się Tobie podaję i chcę pełnić Twoją wolę. Chcę czynić to, co zaplanowałeś dla mnie w Twoim Kościele. I choćbym była najmniej zauważalnym elementem, zwykłą cegłą użytą gdzieś w bocznej ścianie, to cieszyć się będę, że jestem cząstką Kościoła, a bez tej cząstki byłaby dziura. Jestem więc potrzebną cząstką. To prawda, nie będę pięknym witrażem, wspaniałą figurą, cudownym obrazem; będę zwykłą cegłą, ale w Twoim Kościele, małą cząstką, potrzebną Tobie, ważną dla Ciebie. Poddaniem się Twojej woli, oddaniem się całkowitym Tobie, poddaniem się Twoim dłoniom – dłoniom Budowniczego – wyrażam Jezu moje uwielbienie, moją miłość do Ciebie. Nie potrafię inaczej, nie potrafię pięknie się modlić, adorować – nie potrafię tego, Jezu. Ale mogę po prostu oddać się Tobie cała i być tym, kim chcesz, abym była. To będzie moja modlitwa, moja adoracja, moje uwielbienie, dziękczynienie, moje miłowanie Ciebie. To prawda, nie będzie to tak wspaniałe i tak piękne jak u wielu świętych, ale będzie to ciche, pokorne, będzie to takie, jakie Ty chcesz, aby było. Niczego więcej nie potrzeba. Oddaję się więc Tobie i tym oddaniem Boże uwielbiam Ciebie, który wybrałeś moją duszę, aby w niej zamieszkać. Wybrałeś moją duszę, aby wraz z nią i z innymi duszami budować Kościół. Wybrałeś moją duszę, aby z czasem wraz z całym Kościołem uczynić całą ze złota, złota Twojej świętości, Twojej czystości, piękną Twoim pięknem. Wierzę i ufam, że z czasem ta budowla, której będę cząstką zajaśnieje na wieki wielbiąc Ciebie, śpiewając Tobie chwałę w pięknej harmonii, wszyscy razem. Wtedy wiem, że zjednoczysz nas ze Sobą i będziemy doskonałą budowlą, nową świątynią, taką, jakiej sobie teraz nawet nie możemy wyobrazić – tak piękną, tak wielką, tak potężną. Cieszyć się będę pięknem całej świątyni, choć będę nadal tylko maleńką cząstką, ale piękno będzie przecież również moim udziałem. Uwielbiam Ciebie Jezu!
Jezu! Stawiasz przed nami tak cudowną perspektywę. Każdy z nas może mieć swój udział w świętej, pełnej złota, wspaniałości nowej świątyni w Niebie. Każdy z nas pragnie być cząstką tej świątyni. Każdy z nas pragnie, abyś mieszkał w duszy i każdy pragnie Ciebie nieustannie adorować. Ale Ty wiesz, jakże często brakuje nam, wiary, ufności i sił. Przepiękne są chwile spędzone z Tobą tutaj podczas tej cudownej Ofiary. Nasze serca rosną, nasze serca są szczęśliwe. W momencie, kiedy przychodzisz do serca, wydaje nam się, że możemy góry przenosić, że tak będzie już zawsze. Ale Ty wiesz, jak bardzo jesteśmy nadal słabi, więc prosimy Ciebie o błogosławieństwo, które nas umocni i rzeczywiście uczyni silnymi. To błogosławieństwo niech uczyni nas wiernymi Tobie, niech pomaga nam nieustannie walczyć z wątpliwościami, ze zniechęceniem, z wygodnictwem. Niech pomoże nam nieustannie pielęgnować w sercu Twoje Słowo, Twoje pouczenie, niech pomaga żyć Twoim Słowem. Prosimy, pobłogosław nas Jezu. 

    
Refleksja

    
Otwierajmy serca i napełniajmy się miłością. Miłość daje zrozumienie wszystkiego i daje siły, aby pójść za głosem powołania, by odpowiedzieć na Boże wezwanie. Miłość jako jedyna ma sens i jako jedyna jest wieczna, jako jedyna czyni duszę świętą. Sam Bóg jest Miłością.
A więc żyjmy miłością, wtedy prawdziwie będziemy członkami Kościoła, będziemy go budować. Uświęcając swoje dusze, uświęcać będziecie Kościół, a w przyszłości radować się będziemy nową świątynią.
Błogosławię was – W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!