banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130259 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Budujcie ten dom, bym sobie w nim upodobał (Ag 1,1-8)


    
Dobrze znany jest nam fragment z Księgi Aggeusza (Ag 1,1-8). Jako Wspólnota już wcześniej zwróciliśmy uwagę na tę Księgę. Powracamy do niej, aby jeszcze raz rozważyć, jakie jest oczekiwanie Boga wobec każdego z nas i całej naszej Wspólnoty.
Cały Kościół żyje w dosyć trudnych i znaczących czasach, zdaje się być na jakimś zakręcie. To czasy, które wyciskają swoje znamię na duszach ludzkich; czasy, które są swego rodzaju sprawdzianem dla dusz - na ile są Bogu oddane, wierne? Na ile prawdziwie wierzą? Takie są te czasy współczesne. Niestety, sprawdzian ten nie wypada zbyt korzystnie dla wielu dusz. 
To, co dzieje się z duszami, z ludzkimi sercami ma swój odpowiednik w Kościele. Kościół i dusze są ze sobą powiązane, bo dusze tworzą Kościół. To, co dzieje się z duszami, to, co dzieje się w sercach ludzkich widać po stanie Kościoła. Prawdziwie ciężkie czasy nastały. CI, KTÓRZY PRZEJDĄ ZWYCIĘSKO PRZEZ TEN TRUDNY CZAS CIESZYĆ SIĘ BĘDĄ TWORZENIEM NOWEGO KOŚCIOŁA – KOŚCIOŁA ŚWIĘTYCH; KOŚCIOŁA, KTÓRY BĘDZIE PRAWDZIWIE ŻYŁ DUCHEM, PRAWDZIWIE BĘDZIE OŻYWIANY DUCHEM, KTÓRY BĘDZIE KWITŁ, BĘDZIE KOŚCIOŁEM ODMŁODZONYM, ODRODZONYM; KOŚCIOŁEM, W KTÓRY KAŻDA DUSZA BĘDZIE WNOSIĆ PRAWDZIWE ŻYCIE. BÓG ŻYJĄCY W SERCACH TYCH DUSZ BĘDZIE PRAWDZIWĄ, AUTENTYCZNĄ ICH RADOŚCIĄ. BÓG RZECZYWIŚCIE BĘDZIE W CENTRUM KOŚCIOŁA, W CENTRUM KAŻDEJ DUSZY. BĘDZIE WYZNACZAŁ DROGĘ I KIEROWAŁ NIE TYLKO OGÓLNIE KOŚCIOŁEM, ALE BĘDZIE KIEROWNIKIEM KAŻDEJ DUSZY, A KAŻDA DUSZA BĘDZIE SIĘ MU PODDAWAĆ. Trzeba się przygotować, by przejść zwycięsko czas, który jest i będzie jeszcze; by żyć w Kościele, w Kościele prawdziwym, Kościele żywym, Kościele świętym.
Dzisiejsze  pierwsze czytanie obrazuje faktyczny stan dzisiejszego Kościoła – stan dusz. Dusze wiele czynią, człowiek jest bardzo zajęty, ale czy efekty są rzeczywiście współmierne do wkładanego wysiłku? Czy praca, wysiłek, trud przekłada się później na owoce? Patrząc na Kościół, na to, co się dzieje z duszami, widać, że na marne idzie wiele wysiłków. 
Bóg wzywa do budowania świątyni. Niedawno też mówiliśmy o budowaniu świątyni. Skoro jednak powtarza się Głos Boga: Idźcie i budujcie świątynię, to znaczy, że Bóg rzeczywiście mówi do nas: Budujcie świątynię! Jedno czytanie związane z budową świątyni można by przyjąć za przypadek, ale gdy pojawia się kolejne i potem kolejne, to serce powinno zostać poruszone, zaniepokojone: dlaczego Bóg wzywa do budowania świątyni? Rzeczywiście – Bóg wzywa! Wzywa nas, ale wzywa też wszystkie dusze, by budować świątynię, by budować Kościół, by zadbać o niego, bowiem, to, co jest czynione nie przynosi żadnych dobrych efektów, a dusze coraz bardziej odchodzą od Boga; więź z Bogiem coraz bardziej się rozluźnia. WYDAJE SIĘ, ŻE JESZCZE CHWILA I BÓG SAM POZOSTANIE W KOŚCIELE. JESZCZE CHWILA, A CZŁOWIEK CAŁKOWICIE PRZEINACZY BOŻE PRZYKAZANIA, CAŁKOWICIE PO SWOJEMU STWORZY INNĄ WIARĘ, ZNOWU POWRÓCI DO BOŻKÓW, bowiem również ci, którym wydaje się, że żyją w Kościele, że są ludźmi praktykującymi, nie są już tak ściśle związani z Bogiem. A przez to przestają odróżniać Boga od bożków i obierają ich sobie coraz więcej, nie będąc tego świadomymi.
Bóg wzywa! Można przyjąć to wezwanie do siebie, można puścić mimo uszu, można potraktować jako wezwanie do kogoś, niekoniecznie do nas, chociażby do kapłanów – niech oni martwią się o Kościół. Niestety, taka jest najczęstsza postawa ludzi, którzy nie są świadomi tego, iż każdy członek Kościoła jest za Kościół odpowiedzialny. Każdy przed Bogiem z czasem będzie zdawał sprawę z tego, w jaki sposób troszczył się o Kościół. Bóg wzywa nas do budowania Kościoła!
Kilkaset lat temu wezwał św. Franciszka. On w swej prostocie zrozumiał to w dosłowny sposób i rzeczywiście odbudował fizyczny kościół. Dopiero z czasem dotarło do niego głębsze zrozumienie – duchowe zrozumienie Kościoła jako Mistycznego Ciała Jezusa, które straszliwie poranione potrzebuje go. DZISIEJSZY KOŚCIÓŁ TEŻ POTRZEBUJE TAKICH ŚW. FRANCISZKÓW. Potrzebuje dusz prostych, pokornych, całkowicie oddanych. Czasem może się wydawać, iż nie trzeba powtarzać tego, co było już mówione. A jednak powtarzanie słów, powtarzanie powołania ma swój sens, bowiem w niejednej duszy dopiero teraz zaczyna rodzić się świadomość odpowiedzialności za Kościół, świadomość tego, iż rzeczywiście Bóg potrzebuje współpracowników, bo prawdziwie Kościół jest zagrożony.
Bóg mówi, by zostawić swoje prywatne sprawy, a zająć się poszukiwaniem drewna na budowę i to drewno sprowadzić. Bóg oczekuje, że w końcu dusze przestaną tak bardzo zabiegać o sprawy doczesne, przestaną tak bardzo zajmować się sprawami ludzkimi, które zwykłemu człowiekowi wydają się ważne. Zauważmy, że świat całkowicie odwrócił się od Boga i Bogiem się nie zajmuje. Dla świata ważne są inne rzeczy i sprawy. Każda dusza ulega tej propagandzie. Wśród nas nie ma ani jednej osoby, która by nie uległa tej propagandzie. Każdemu z nas trudno wyobrazić życia bez czegoś. Każdy z nas ma gdzieś w swoim sercu ukryte priorytety i nawet często nie uświadamia sobie, jak wielką wagę przywiązuje do rzeczy i spraw naprawdę nieistotnych. Trudno nam często zobaczyć wielkie przywiązanie naszych serc do świata, do tego, co świat proponuje, co on pokazuje jako Boga, raczej jako bożka. Tymi bożkami są różne rzeczy, sprawy, osoby. Nie jesteśmy wolni. Należy to z pokorą przyjąć i każdego dnia starać się żyć ze świadomością, że Bóg powołuje nas do budowania świątyni. 
A więc podejmując kolejne działania należy zastanawiać się, na ile to, co podejmuję rzeczywiście jest potrzebne i dlaczego to czynię? Jakie są moje ukryte intencje i pragnienia? Czy przypadkiem nie mógłbym tego zostawić, aby być posłusznym Bogu, aby pełnić Jego wolę? Na ile to zainteresowanie różnymi rzeczami i sprawami jest rzeczywiście konieczne, niezbędne do życia? Na ile to służy mi? Czy to w ogóle służy Kościołowi? W jakim stopniu mogę obejść się bez tych różnych rzeczy, bez zdarzeń, bez spotkań, bez osób, bez przeróżnych spraw, aby być wolnym? Bowiem rezygnacja oznacza wejście na drogę wolności. 
Bóg nawołuje! Bóg wzywa! Bóg wskazuje to, co rzeczywiście jest istotne i czym każda dusza powinna się zająć – świątynią swego serca, ale i Kościołem jako Ciałem Mistycznym. To, co się dzieje na zewnątrz, to, w jaki sposób świat próbuje przyciągnąć każdego z nas – to wszystko jest przemijające, często jest ułudą, nieprawdą, są to śmieci. Jeśli dusza ulega, to po prostu zajmuje się śmieciami. Nie chodzi tylko o to, że Bóg nie chce, byśmy zajmowali swój czas niepotrzebnymi sprawami; chodzi o to, że te śmieci mają ogromny wpływ i one kształtują ludzkie serca. A są to bardzo toksyczne rzeczy, żrące środki, jeśli można tak porównać, które WŻERAJĄ SIĘ BARDZO GŁĘBOKO W SERCE DOKONUJĄC OGROMNYCH ZNISZCZEŃ. One pustoszą serca ludzkie i dlatego Bóg mówi, by nie interesować się, by zostawić, by się nie włączać, by nie chłonąć tego wszystkiego, ponieważ nie będziecie mieli siły, aby później odbudować świątynię swego serca, a co za tym idzie nie będziecie brać udziału w odbudowie Kościoła. Kiedy matka mówi dziecku, aby w łazience nie dotykało środków czystości, czyni to nie dlatego, że chce pozbawić dziecka możliwości zabawy, ale wie, że są one bardzo niebezpieczne. Dziecko może stracić zdrowie, a nawet życie. Matka nie chce, aby dziecko w ogóle dotykało te rzeczy. Wyprowadza dziecko z łazienki, stawia gdzieś na górnych półkach te wszystkie środki, aby dziecko nie miało do nich dostępu. Dziecko nie rozumie, dlaczego? Nie zna działania poszczególnych środków, płynów, proszków. Ono nie wie, w jaki sposób oddziaływują na organizm, kiedy się dostaną do ust, do nosa, do oczu, do rany. Mama nawet mu nie tłumaczy tego wszystkiego. Ono jest za małe, żeby to zrozumieć. Ono ma posłuchać i koniec; dla jego dobra.
Bóg w pewnym stopniu tłumaczy nam sposób działania świata, sposób działania tych śmieci, które tak bardzo same chcą wejść do naszych serc i dusz. Ale uwierzmy, działanie ich jest o wiele straszniejsze niż możemy to sobie wyobrazić, niż możemy zrozumieć. Więc bądźmy posłuszni - jak dziecko posłuszne ma być matce - i DLA ZDROWIA NASZYCH DUSZ I SERC, DLA NASZEGO ŻYCIA ZREZYGNUJMY. Nie wyciągajmy ręki po te żrące, palące śmieci, które mogą zrujnować naszą duszę. Natomiast odwracając się od różnych rzeczy i spraw starajmy się mieć na uwadze dobro własnej duszy i starajmy się ją formować według słów Bożych. Starajmy się budować świątynię swego serca, aby umocniona miała siłę opierać się różnym nawałnicom, aby uświęcona mogła przyczyniać się do odbudowy świętego Kościoła, aby przyczyniła się do prawdziwej wiosny Kościoła, odmłodnienia Kościoła. 
Co jakiś czas słyszymy słowa o odrodzeniu Kościoła, co jakiś czas mowa jest o odpowiedzialności każdej duszy za stan Kościoła. Pomyślmy, na ile my przejęliśmy się takimi słowami? Na ile poczuliśmy odpowiedzialność najpierw za swoją duszę, jej jakość, a potem za cały Kościół? Co w związku z tym uczyniliśmy, by Kościół mógł się odrodzić? Czy jesteśmy gotowi oddać wszystko, aby rzeczywiście Kościół się odrodził? Czy jesteśmy gotowi oddać życie, tak jak oddał swoje życie Franciszek, aby Kościół został odbudowany? Czy stać nas na to, aby Bóg uczynił każdego z nas jakąś cegiełką w tej niezwykłej budowli, aby użył nas tak, jak On chce i położył nas w takim miejscu, w jakim On chce nas widzieć? Czy jesteśmy w stanie zgodzić się na to, by dłonie Mistrza, który wie najlepiej, usadowiły każdego z nas w cudownej budowli, bez względu na to, w jakim miejscu? Może to będzie jakaś boczna ściana, jakieś stropy, jakiś element gdzieś głęboko wbudowany w ziemię, niewidoczny, ale jakże istotny; może jakiś element przy samym Tabernakulum. Może Bóg da nam miejsce gdzieś wysoko, byśmy mogli wszystko widzieć. A może da nam miejsce w kąciku, z którego nic nie zobaczymy. Czy jesteśmy gotowi pozwolić Bogu na to, by to On zadecydował o naszym miejscu w Kościele i by uczynił z nami, co chce? Może się okazać, że to nie będzie miejsce na świeczniku, ale miejsce ukryte; miejsce, o którym wszyscy zapomną. Czy zgadzamy się na to? Czy zgadzamy się na to, by umarła nasza pycha? Bowiem śmierć pychy jest pierwszym krokiem formowania duszy, odbudowy Kościoła, wzięcia odpowiedzialności za Kościół, za dusze.
Połóżmy swoje serca na Ołtarzu. Każde jest w innym stanie. W jakimś stopniu zdajemy sobie sprawę, co jest w naszych sercach, ale tylko w jakimś stopniu. Bóg wie wszystko. Połóżmy serca na Ołtarzu z prośbą, by Bóg pomógł nam przyjąć dzisiejsze słowa, przyjąć zrozumienie, które przychodzi do naszych serc; przyjąć i rozpocząć nowe życie – żyć tymi słowami. Połóżmy serca z myślą, by Bóg również nas włączył w dzieło odbudowy Kościoła, a my byśmy byli świadomymi cegiełkami, które wyrażają swoją wolę, pragnienie uczestniczenia, swoją zgodę na wolę Bożą. Niech Bóg umocni nasze serca i pomoże nam spojrzeć na siebie, na Wspólnotę, na Kościół z Bożej perspektywy; pomoże zrozumieć ogromne znaczenie działań podejmowanych przez pojedyncze dusze, a więc i przez każdego z nas.

    
Modlitwa

    
Bądź uwielbiony Jezu! Ty opiekujesz się mną i dajesz mojej duszy wszystko, czego potrzebuje, aby żyć, aby się rozwijać, aby się doskonalić. Wiem, że dostrzegam jedynie namiastkę Twojego działania w moim życiu, ale i to, co dostrzegam zadziwia mnie. Jest wspaniałe. Pragnę Ci dziękować Jezu, ponieważ czynisz moje życie pięknym, ponieważ moje serce czynisz szczęśliwym, ponieważ moja dusza nie pragnie już niczego innego, tylko Ciebie. Dziękuję Ci Jezu za każde wydarzenie, dziękuję Ci za każdą osobę. Dziękuję Ci za różne sytuacje, dziękuję Ci za trudności i przeciwności, dziękuję Ci za codzienne obowiązki. Dziękuję ci Jezu za cierpienie. Dziękuję Ci za każde Słowo, które usłyszałam. Dziękuję Ci Jezu! Wszystko jest darem Twojej miłości. Wszystko podarowałeś mi, abym mogła przyjąć zbawienie, zjednoczyć się z Tobą. Wybacz, że tak wielu rzeczy jeszcze nie rozumiem i nie dostrzegam Twojej miłości we wszystkim. Moja dusza jest tak mała, nie posiadam żadnych sił Jezu, żadnej mądrości w sobie nie mam, niczego nie potrafię, a to, co dostrzegam, tylko dzięki Tobie widzę. Dziękuję Ci za to, że przychodzisz codziennie do mojego serca. W cudowny niewyobrażalny sposób moja dusza może obcować z Bogiem. To najcudowniejszy Twój dar, dowód Twojej miłości, Twoja cierpliwość w tym przychodzeniu, wierność; to, że Ty Sam, nie wysyłasz Aniołów, ale Sam przychodzisz do duszy. Przyzwyczaiłam się do tego, że patrzę na Świętych. Podziwiam i trochę zazdroszczę. Wydaje mi się, że oni dopiero doświadczali Twojej Obecności. A przecież tak samo jak do nich tak i przychodzisz do mnie. Ja również obcuję z Bogiem, moja dusza również zanurzana jest w Tobie, moje serce doznaje tej niezwykłej łaski obmycia Twoją Krwią. Ty mi też dajesz swego Ducha. Codziennie przecież doświadczam Twoich natchnień, wiem, co czynić, jak. Zadziwiona poddaję się temu, przecież to jest Twoje działanie, Twoja Obecność, Twoja miłość. Dziękuję Ci Jezu, że żyjesz we mnie, żyjesz ze mną. Dziękuję Ci, że nie jestem sama. Dziękuje Ci, że mnie zbawiłeś i obdarowujesz mnie tym zbawieniem, że życie wieczne mam jeszcze bardziej niż jak w banku. Uwielbiam Ciebie Jezu!
Dziękuję Ci Jezu! Ty czynisz mnie uczestnikiem Twego Zbawczego Dzieła. Pragniesz włączać w to, co przyczynia się do zbawienia dusz. Dziękuję Ci! Jednoczysz mnie z Krzyżem, a to jest wielkie wyróżnienie, zaszczyt, dar miłości. Dziękuję Ci za to! Dziękuję Ci, że mogę być przy Twoim Krzyżu i dotykać Twoich Ran. Dziękuję Ci, że bierzesz moje dłonie, by wraz z Twoimi zostały przybite do Krzyża. Czynisz to samo z moimi stopami. Nasze serca zjednoczone przebija jedna włócznia. Dziękuję Ci Jezu! Krew z Twoich Ran zalewa moje serce, moja duszę i czyni świętą. Wybacz, moje zrozumienie tego uczestnictwa w dziele jest i tak maleńkie i nie potrafię właściwie określić, ocenić tego wszystkiego, co czynisz i dla mnie, i dla innych. Proszę więc, ciebie mój Aniele Stróżu, abyś ty Bogu dziękował, bo ty więcej wiesz, ty rozumiesz, ty widzisz. Proszę, abyś wraz ze mną trwał w akcie miłości i wtedy, kiedy ja nie mogę tego czynić, abyś ty nieustannie Bogu śpiewał pieśń miłości. Proszę was wszyscy Aniołowie z Nieba i wszyscy Święci, módlcie się wraz ze mną nieustannie. Wypraszajcie mi łaskę ciągłej Adoracji Boga mieszkającego w sercu. Poprowadźcie moją duszę ku Bogu. Jestem duszą maleńką, a małymi dziećmi wszyscy się opiekują, więc i was Bóg daje mi, abyście się mną opiekowali i mnie do Niego prowadzili. Proszę, wywiązujcie się ze swego powołania i nie zważajcie na kaprysy małego dziecka. Daję wam moje dłonie, byście mnie prowadzili i daje wam prawo, byście trzymali porządnie, aby dziecko się wam nie wyrwało. Ono czasem zachowuje się nie tak, dlatego, że nie rozumie, jak wielkim dobrem są dla niego Aniołowie i Święci. Nie zważajcie na moje kaprysy, ale prowadźcie mnie do Boga. Poddaję moją duszę pod Twoją opiekę Matko Najświętsza. Wiem, że w Twoich dłoniach mam zapewnione Niebo. Wiem, że w Twoich dłoniach moja dusza jest bezpieczna. Wiem, że jeśli dusza się Tobie oddaje, to nie ma już innej drogi, jak tylko do Boga. Wiem, że Ty każdą duszę Tobie powierzoną, powierzasz Bogu, oddajesz jako dziecko Ojcu. Skoro Bóg uczynił Ciebie Matką, a matka uczy swoje dzieci dobrego, swoim życiem i postawą pokazuje cnoty, którymi i dzieci mają się cechować, pragnę przyjąć Twoje cnoty. Okryj mnie nimi niczym płaszczem. Tak przystrojona mogę stanąć przed Bogiem. Jakże cudowny jesteś Boże! Dajesz wszystko, przystrajasz mnie, oczyszczasz, doskonalisz, uświęcasz. Jakże się Tobie nie poddać, Twojej cudownej, Boskiej miłości! Jakże Tobie życia nie zawierzyć, skoro w Tobie wszystko jest, w Tobie wszystko mam! Niczego już innego nie potrzebuję, Ty zaspokajasz każdą moją potrzebę. Ty czynisz we mnie wszystko, aby mnie ze Sobą zjednoczyć. Proszę, abyś pobłogosławił nas, byśmy szli tą drogą, którą wytyczasz bez wahania, z odwagą i z miłością w sercu. Pobłogosław nas, Boże.

    
Refleksja

    
Kościół jest naszym Domem, Kościół jest naszą Matką, Kościół jest środowiskiem, w którym możemy się rozwijać i kroczyć ku Bogu. Jednocześnie wszyscy razem Kościół stanowimy. Cokolwiek czynimy, czynimy jako Kościół. Nie jesteśmy obserwatorami z zewnątrz. My jesteśmy Kościołem! Tworzymy Kościół! Jesteśmy jego żywym organizmem! Dlatego, tym bardziej postarajmy się doświadczać, czuć odpowiedzialność za swoją duszę i za cały Kościół.
Jeszcze raz w domu przeczytajmy dzisiejszy fragment z Księgi Aggeusza i zastanówmy się nad swoją duszą, nad swoim życiem, czym jest to, o czym mowa w tym fragmencie – wysiłek bez owoców, praca nie przynosząca efektów i w jaki sposób mamy zacząć budować świątynię? Gdzie mamy wyjść po drewno na budowę? Jak się do tego zabrać?
Ja wam błogosławię – W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!