banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    „Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy” (Łk 9,46-50)


    
Ludzkie słabości są bardzo liczne. Człowiek właściwie składa się z samych słabości. Nawet jeśli wydaje się, że jest w nim dużo cech dobrych, gdzieś w głębi serca te słabości doskwierają mu. I dają znać o sobie, ujawniając się w różnych sytuacjach. I nawet człowiek, który wydaje się być opanowanym, kulturalnym, uprzejmym, miłym, w sytuacjach dla niego ekstremalnych po prostu ulega swoim słabościom. 
Każdy człowiek jest grzeszny (por. Rz 3,23). Nie ma człowieka doskonałego, idealnego, takiego, który miałby same zalety i przez całe swoje życie był świętym. Każdy jest słaby i mały, co nie znaczy, że każdy tę prawdę przyjmuje. Bardzo często we wzajemnych relacjach ludzie nie potrafią zaakceptować siebie nawzajem. Częstość objawiających się czyichś słabości powoduje, iż inni tracą cierpliwość. Czują niechęć, złość, czasem nawet nienawiść. I tam gdzie powinna panować miłość, wkrada się coś odwrotnego. Człowiek, który nie potrafi zaakceptować słabości drugiego, sam ulega własnym - nie okazuje cierpliwości, wyrozumiałości, miłości. To pycha ludzka sprawia, że człowiek nie potrafi przyjąć drugiego takim, jakim on jest. To, że dostrzegasz słabości innych i nie potrafisz ich zaakceptować, tak naprawdę jest twoją słabością - pychą i brakiem pokory. Wytykanie drugiej osobie jej wad, jest twoja wadą, twoja słabością, twoim grzechem. To brak miłości w twoim sercu sprawia, że to co widzisz w innej osobie budzi w tobie takie uczucia, nad którymi nie potrafisz zapanować.
Spójrzmy na świętych, którzy w sposób szczególny umiłowali biednych. Bieda dotyczy nie tylko sfery materialnej, ale również duchowej. Święci pomagając biednym, dostrzegali nie tylko ich potrzeby materialne. Zauważali również ubogi stan ducha, brak formacji duchowej. Ci ludzi byli biedni przede wszystkim dlatego, iż biedna była ich dusza. Braki materialne wpłynęły w dużym stopniu na kształtowanie się ich ducha, charakteru. Stali się biedni również dlatego, że upadli nisko. Święci nie tracili cierpliwości, ale z miłością i wyrozumiałością podchodzili do takich ludzi. Widzieli wielkie potrzeby ich dusz. I starali się zrozumieć drugiego człowieka, chociaż często doświadczali czegoś przykrego. Słabości tych ludzi dotykały świętych w różny sposób, czasem raniły, zadawały ból. Ale oni widzieli ogromne potrzeby duchowe, brak miłości. I chcieli dać tę miłość.
W relacjach w naszej Wspólnocie również nieustannie doświadczamy słabości ludzkich, które budzą w nas różne uczucia. Trudno jest się pohamować i ulegamy emocjom, posiłkowanym przez własne słabości. W naszych reakcjach ujawnia się brak miłości i pokory. A przecież każdy z nas jest dokładnie takim samym człowiekiem - duszą maleńką. Wszyscy jesteśmy na tym bardzo niskim poziomie. Mamy różne wady i różne zalety, ale wszyscy jesteśmy słabi. Nasze dusze są bardzo biedne. Potrzebują ogromnej miłości. Kiedy święci z miłością zajmowali się ubogimi, pod wpływem tej miłości oni przemieniali się. Zaczynali wierzyć w to, że mogą być innymi ludźmi i żyć inaczej. Życie tych biednych ludzi zmieniało się, ponieważ odmieniało się ich spojrzenie na siebie samych. Miłość czyniła cuda. I my również mamy patrzeć na siebie nawzajem z miłością, bo miłość i w nas, i pośród nas dokona cudów.
Budowa domu przygotowywanego dla naszej Wspólnoty trwa bardzo długo. Można by go zbudować o wiele szybciej. Ale Bóg zechciał, abyśmy ten dom budowali wspólnie, naszymi siłami. Można by zamówić ekipę remontową, fachowców, którzy by postawili przepiękny dom w ciągu kilku miesięcy. Ale wtedy my, choć zachwycalibyśmy się nim, nie znalibyśmy siebie nawzajem, nie zbliżylibyśmy się do siebie, nie doświadczylibyśmy tego wszystkiego, co teraz przeżywamy - prawdy o sobie. I nie zrozumielibyśmy, jak bardzo potrzebujemy miłości. Otrzymalibyśmy gotowy dom i po prostu weszlibyśmy do niego - każdy sam, każdy zadufany w sobie. Każdy zająłby miejsce w kaplicy, wpatrując się w swoją „świętość”. Nasz dom rodzi się w trudach, w prawdziwych bólach rodzenia. Rodzi się również w naszych sercach. To potrzebuje czasu, dlatego, że i ludzkiemu sercu potrzeba czasu, aby się zmienić - dostrzec to, co potrzebuje przemiany i rozpocząć nad tym pracę. Często tracimy już cierpliwość, pojawia się zniechęcenie, a nawet chęć rzucenia wszystkiego, bo przecież „z takimi ludźmi nie da się pracować, zrobić czegoś konkretnego…”. Każdy ma swój pomysł, każdy uważa się za fachowca i każdy myśli, że jego znajomość rzeczy jest najlepsza. Pouczamy się nawzajem, a nie słuchamy. Nawet osoby, które przychodzą do pomocy, często nie słuchają tych, którzy im mówią, co maja robić. Uważają, ze lepiej wiedzą, choć nie są wcale fachowcami w danej dziedzinie. 
Jesteśmy duszami maleńkimi - ubogimi duszami, biednymi duszami. I potrzebujemy miłości, spojrzenia z wielką cierpliwością na każdego z nas. Potrzebujemy miłości, która poprowadzi nas za rękę, pokaże nasze ułomności, a jednocześnie uświadomi, że i inni mają do nich prawo i trzeba im to przebaczyć. Potrzebujemy też spojrzenia na dom oczami miłości. TEN DOM NIE MA BYĆ PAŁACEM O DOSKONAŁYCH KSZTAŁTACH, FORMACH. Zauważmy, że o wiele szczęśliwsze są rodziny w biednych domach, ale żyjące miłością. Tam nie ma ścian wyłożonych marmurem, nie ma dywanów, mahoniowych mebli. Tam są zwykłe, proste sprzęty, krzywe ściany, ale szczęśliwi ludzie. NIE BUDUJMY WIĘC DOMU IDEALNEGO - każdy według własnego pomysłu na ideał. STARAJMY SIĘ RACZEJ O MIŁOŚĆ MIEDZY SOBĄ i wtedy budujmy dom - bez wytykania sobie nawzajem tego co się nie udało. Przyjmijmy, że ktoś zrobił jakąś pracę w domu tak, jak potrafił. Uczynił to z sercem, więc niech ta praca pozostanie. I choć może będzie krzywa czy nie domalowana ściana, nie dobrany kolor, kafelki nie tak położone, ale będzie to nasz dom. Nasz, wspólny, budowany miłością, gdzie każdy włożył swój wysiłek i serce. Nie krytykujmy, ze ktoś ma zły gust, nie potrafi robić tego czy owego… Cieszmy się, że w końcu mamy to miejsce, w którym możemy się spotkać, wspólnie modlić i dzielić miłością. Idealne kształty i formy zostawmy perfekcjonistom. To ma być Centrum Miłości, a nie jakieś wzornictwo budownictwa. 
Każdy z nas jest słabością, każdy jest biedny, ubogi duchem. Każdy z nas jest grzeszny. Przyjmijmy swoją małość. Wtedy zaakceptujemy słabość drugiego. Przyjmijmy z pokorą własne niedoskonałości, wtedy przyjmiemy również wady innych. CIESZMY SIĘ Z KAŻDEGO PRZEJAWU MIŁOŚCI, Z KAŻDEGO ZAANGAŻOWANEGO SERCA I PRZYJMUJMY DAR JEGO PRACY. Ten dom, budowany wspólnie, będzie wypełniony miłością i ciepłem. Jeśli będziemy chcieli, by był idealny, wtedy będzie zimny. Może i marmurowy, z nowoczesną stalą i szkłem, ale jakże zimny. NAPEŁNIJMY WIĘC SWOJE SERCA PRAWDZIWĄ MIŁOŚCIĄ. Niech przejawia się ona w wyrozumiałości, życzliwości, łagodności. Starajmy się o to i tak się do siebie odnośmy. Miejmy na uwadze dobro drugiego człowieka - jego uczucia, zaangażowanie i dobrą wolę i chęci. Niech nasze słowa nie będą jak brzytwy, ale jak pachnące płatki róż, opadające na serce drugiego. Zacznijmy kochać! Zacznijmy żyć miłością! GDYBYŚMY ŻYLI PRAWDZIWĄ MIŁOŚCIĄ, PO TYGODNIU MOGLIBYŚMY WIESZAĆ PRZYSŁOWIOWE FIRANKI W NASZYM DOMU.
Złóżmy swoje serca na ołtarzu, prosząc o miłość; o takie dotknięcie miłością, by przemieniła ona nasze spojrzenie na drugą osobę, nasze myślenie o innych, nasze języki, nasze serca.

    
Modlitwa

    
Jezu, widzisz każdego z nas takim, jakim jest naprawdę. Twoje spojrzenie na człowieka przenika go, obejmuje całego. Masz poznanie całkowite i do końca. Znasz wszystko - przyczyny i skutki naszego postępowania. I patrzysz na nas z taką miłością, że trudno nam to sobie nawet wyobrazić, iż tak można patrzeć na drugą osobę. Twoje spojrzenie jest piękne. Nasze patrzenie na drugiego człowieka - wykrzywione, bo nie ma w nim miłości. Dlatego też nasze sądy o drugich, oceny nie są zgodne z prawdą, ale bardzo subiektywne. Jakże biednym jest człowiek, jakże nędznym i ubogim, gdy nie ma miłości. Bez miłości nie jest w stanie dokonywać właściwej oceny rzeczy, sytuacji, osób. Nieustannie popełnia pomyłki i żyje w jakimś zafałszowanym świecie, nawet tego nie zauważając. Człowiek sądzi, że widzi, rozumie i ocenia właściwie. Ale jest w błędzie. Nędza ludzka jest naprawdę ogromna. Jak to dobrze, Boże, że Ty patrzysz przez pryzmat miłości. Ty się nie zniechęcasz, nie tracisz cierpliwości, stale jesteś wyrozumiały. Jak to dobrze, że nie rezygnujesz z nas, nie porzucasz. Jak to dobrze, że nie ma w Tobie tych cech ludzkich; że jesteś Bogiem doskonałym.
Dziękujemy Ci za Twoje spojrzenie pełne miłości. Możemy czuć się bezpiecznie, bo wiemy, że nas nie odrzucisz. Jesteś jedynym, który akceptuje nas w pełni, nie stawia warunków. Kochasz, choć my robimy straszne rzeczy. Nie uzależniasz swojej miłości i bliskości od spełnienia jakichś wymogów. Ale nie znaczy to, że nie zasmuca Cię stan naszych dusz, że nie ranimy Ciebie brakiem miłości. Twoje Serce jest najczulsze i najwrażliwsze. Zatem i Twe odczuwanie zranienia jest o wiele silniejsze niż nasze. Dziękujemy Ci za to, że kochasz nas w taki cudowny sposób. Bądź uwielbiony w Twojej miłości. 
Prosimy Ciebie, Boże, abyś przemienił nasze serca. Niech wypełni je Twoja miłość i uczyni pełnymi pokory, wyrozumiałymi, cierpliwymi dla siebie nawzajem. Prosimy, byśmy poprzez Twoją miłość przyjęli i zaakceptowali naszą nędzę, pogodzili się z tym, jacy jesteśmy. Niech Twoja miłość sprawi, że drugiemu człowiekowi damy prawo do tego, aby był słaby. A patrząc na drugą osobę, byśmy pokornieli. Bardzo potrzebujemy pokory, bo choć jesteśmy samą nędzą, to czubki naszych nosów chcą sięgnąć nieba. Prosimy więc, aby każde spojrzenie na siebie i na drugą osobę uczyło nas pokory. Dopomóż, byśmy zrozumieli, że tylko miłość między nami - prawdziwa miłość - jest w stanie zbudować Wspólnotę i prawdziwy dom, w którym panować będzie miłość. Pomóż nam wypowiadać tylko słowa miłości, nigdy krytyki czy oceny, które by raniły. Ponieważ nie widzimy w sobie całej tej nędzy, niech Twoja miłość nam ją pokaże i pomoże przyjąć. Niech Twoja miłość odbuduje nasze relacje, stworzy prawdziwe więzi miedzy nami. Niech Twoja miłość króluje w nas.
Pobłogosław nas, Jezu.

    
Refleksja

    
Bóg nas kocha. Należy rozważać, czym jest Jego miłość, aby każdego dnia zachwycać się jej pięknem i niezwykłością. Jednocześnie - by zrozumieć, jak bardzo człowiek jest ubogi, bo tej miłości nie ma, a tak bardzo jej potrzebuje. Kiedy człowiek zaczyna dostrzegać Bożą miłość i rozważać ją, poznaje prawdę o sobie. Ta prawda nie jest zachwycająca. To całkowita odwrotność miłości. Jednak bez poznania prawdy o sobie człowiek nie jest w stanie przyjąć Bożej miłości i nią żyć, ponieważ żyje jakimiś złudzeniami, wyobrażeniem o samym sobie. Trzeba dotknąć prawdy, aby zacząć coś robić, przyjmując Bożą miłość. Inaczej chodzi się po omacku i żyje w jakimś nierealnym świecie. Rozważajmy więc Bożą miłość, zachwycajmy się nią i jednocześnie prośmy Boga, by dał nam poznanie samych siebie. Przyjmujmy z pokorą prawdę o sobie. Wtedy prawdziwie przyjmiemy miłość. I żyjmy tą miłością, by ona pomiędzy nami stworzyła prawdziwe więzi; by zbudowała prawdziwą Wspólnotę i budowała również w niej.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!