banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    Dzień skupienia w Czerwińsku, październik 2013, cz. I


    
Dzisiaj są razem z nami św. Franciszek i św. s. Faustyna. Ich dusze to rzeczywiście dusze maleńkie; dusze, które żyjąc na ziemi dzięki światłu Bożemu odkryły swoją drogę do Nieba. Ta droga była rzeczywiście maleńką drogą miłości. One odkryły prawdę o sobie, prawdę o człowieku, a jednocześnie otrzymały od Boga mądrość, aby poznać prawdę o Bogu. Dzięki poznaniu i przyjęciu tej prawdy, dzięki temu, iż poszły za prawdą stały się świętymi. Dzisiaj i jutro te dusze pomogą nam jeszcze raz spojrzeć, zrozumieć, czym jest maleńka droga miłości i jak na tej drodze ma zachować się dusza, aby prawdziwie odpowiedzieć na powołanie Boże?
Spojrzenie na św. Franciszka bardzo często jest powierzchowne. Różne grupy ludzi w różny sposób przyjmują postać tego Świętego, często nawet nieco skrzywiając jego obraz. Św. Franciszek to dusza, która otworzyła się na miłość Boga; to dusza, która zobaczyła miłość Boga w otaczającym świecie. Św. Franciszek zrozumiał, że Bóg wyraził swoją miłość poprzez stworzenie świata i obdarzył człowieka swoją miłością dając mu świat, dając mu wszystko wokół. Bóg nieustannie obdarza człowieka miłością, opiekując się człowiekiem, dając człowiekowi to, co jest mu potrzebne do zbawienia, opiekując się człowiekiem tutaj na ziemi i wszystkimi jego sprawami. 
Franciszek poszedł za tą myślą, otworzył się na miłość. Znajdując w Bogu miłość, znajdując w miłości wszystko, czego potrzebuje dusza do życia, zrezygnował z propozycji świata i człowieka. Uznał, że to, co proponuje człowiek nie jest doskonałe, w wielu wypadkach jest złe, w związku z tym lepiej wybrać to, co Boże; z Bożej ręki przyjmować wszystko, ponieważ to służy i ciału, i duszy. W przepiękny symboliczny sposób wyraził swoją rezygnację, oddanie tego, co ludzkie ludziom, światu, zdejmując na placu swoje ubranie i oddając je ojcu. To nie był gest obrażenia się na tatę, który go wydziedzicza. Franciszek w ten sposób wyraził, iż od tej pory jego jedynym Ojcem jest Bóg; od tej pory od początku do końca we wszystkich sferach życia on staje się dzieckiem Boga i Bogu zawierza całe swoje życie, wszystko. A więc od tej pory nie będzie opierał się na świecie, na wartościach płynących ze świata, ale opierać się będzie na Bogu. Stanął nagi. Uznano go za szaleńca. Nie zrozumiano tego gestu, przynajmniej część osób nie zrozumiała. Rodzice byli przerażeni, też nie mogli zrozumieć. Byli tak osadzeni w świecie materialnym, że nie mogli zrozumieć gestu, który wyrażał duszę. 
Franciszek zrezygnował ze wszystkiego, nie tylko z dobrobytu, jakim był otoczony. Zrezygnował ze swoich różnych pragnień, namiętności, swojej popularności, z tego, do czego dotychczas dążył, co chciał osiągnąć w życiu. Miał duże możliwości zarówno materialne (pochodził z bogatej rodziny), jak i posiadał różne zdolności, które mógł rozwijać. Przed nim była niezła perspektywa na przyszłość. Miał swoich przyjaciół, miłe usposobienie, był lubiany. Można powiedzieć, że wszystko, czego wtedy potrzebował młodzieniec, on posiadał. A jednak dotknęła go łaska Boża i zrozumiał, że w tym wszystkim, co on posiadał, czym się otaczał, co było uznawane za sukces życiowy, on nie znajduje szczęścia, zaspokojenia. Więc zostawia wszystko, co po ludzku można ocenić jako dobre rzeczy, jako potrzebne, by zwrócić się do Boga, by posiąść Boga, by do Boga należeć. Zdejmuje szaty i staje nagi – to symbol pozostawienia tego, co świata. Możemy zobaczyć na filmie o św. Franciszku, jak biskup zakłada na niego swój biskupi płaszcz. To jest symbol. Franciszek zyskuje o wiele więcej. Kiedy się ogołaca, kiedy rezygnuje z tego, co dotychczas było jego życiem, z tego, co ludzkie, naraz zostaje przystrojony bogatszą szatą – szatą biskupią. 
W duszy Franciszka dokonuje się bardzo głęboka przemiana. Z beztroskiego młodzieńca, podążającego za światem staje się człowiekiem na wskroś duchowym. Tak bardzo swoje życie zawierzył Bogu, oddał Bogu, stwierdzając, że teraz Bóg będzie go karmił, ubierał, da mu mieszkanie, da mu wszystko, bo przecież on jest dzieckiem Boga; Bóg jest jego Ojcem. Przez całe życie realizował konsekwentnie dokonany wybór: Bóg jest Ojcem! Jemu ufam, Jemu podaję swoją dłoń, za Nim idę! Cokolwiek spotyka mnie w życiu, spotyka mnie z ręki Ojca, a więc nie może być złe; jest dobrem. Mogę nie rozumieć tego dobra, ale ufam, bo przecież Bóg jest moim Ojcem. Razem z Nim przejdę każdą trudność, każde cierpienie. Franciszek poszedł dalej. On widział we wszystkim miłość Bożą. Wszystko, co go otaczało, całe stworzenie to miłość Boża, która ma swój wyraz w każdym kwiatku, w każdej roślinie, w każdym zwierzęciu, w każdym kamieniu, ma swój wyraz w słońcu i w księżycu, w chmurach, w wietrze, deszczu; we wszystkim przejawia się Boża miłość, wręcz ucieleśnia się.
Niektórzy źle interpretują całą tę filozofię Franciszka. Franciszek nie czyni sobie bożka z deszczu, ze słońca, z księżyca. On widzi, że Bóg wyraził swoją miłość w każdej kropli deszczu i każdą przyjmuje z radością. Oto Bóg daje mu swoją miłość. Dziękował Bogu za wszystko. Stąd jego przepiękna poezja, hymny na cześć Boga, który stwarza piękną przyrodę; na cześć Boga, na cześć Jego miłości, która przejawia się w stworzeniu. Franciszek z tak wielką miłością przyjmował Boże dary, a więc każdą roślinę, każdy kamień, że ta miłość w jego sercu otwierała go na inną rzeczywistość – rzeczywistość ducha. On w sposób duchowy widział przyrodę, dlatego to, co niekiedy podaje się jako legendę, czy baśń, że Franciszek rozumiał przyrodę, a zwierzęta rozumiały go – nie jest baśnią. Miłość w sercu Franciszka była tak duża, otwarcie się na świat ducha tak ogromne, że poprzez tę miłość on rzeczywiście rozumiał przyrodę. W związku z tym mógł porozumieć się nawet ze zwierzęciem. Miłość była tą mową, językiem. Trudne to do zrozumienia przeciętnemu człowiekowi. W sercu Franciszka była miłość Boga. Skoro Bóg stworzył z miłości chociażby wilka, z miłości stworzył człowieka, w sercu Franciszka jest Boża miłość, to Boża miłość rozumie swoje stworzenie, a więc rozumie wilka.
To wszystko otrzymał Franciszek, dlatego że zrezygnował z tego, co ludzkie. Zupełnie inaczej potoczyłyby się jego losy, gdyby trzymał się kurczowo dóbr swego ojca i kariery, jaką miał zaplanowaną wcześniej. W jego sercu nie mieszkałby Bóg w taki sposób, w jaki zamieszkał, gdy zrezygnował ze świata. Nie dokonywałby takich cudów, bo serce Franciszka nie pozwoliłoby na to, ponieważ jego bożkiem byłby nadal świat, pieniądz, stanowisko.
Dzisiaj Franciszek nadal pokazuje nam jak ważna jest postawa rezygnacji z tego, co ludzkie, a więc oddać cesarzowi to, co cesarskie; wybrać albo mamonę, albo Boga. Nie da się służyć jednemu i drugiemu. Dzisiejszy świat pożera, pochłania ludzkie serca. Ludzkie serca znikają w czeluściach tego świata. Nikt nie jest wolny od pożądliwości posiadania, pochłaniania rzeczy, spraw, które oferuje świat, zaczynając od najdrobniejszych, wydawałoby się najbardziej potrzebnych, typu pożywienie. Już tylko w tym zakresie człowiek jest niepohamowany. 
Kiedy Bóg stworzył człowieka dał mu przyrodę. Człowiek miał z niej korzystać. Na drzewach nie wisiały batoniki, ciasteczka przeróżnego rodzaju. Na krzewach nie wyrastały nie wiadomo jakie potrawy. Jedzenie człowieka było proste – to, co znalazł, zerwał, potem to, co sam zaczął uprawiać. Przyrządzał proste posiłki. Nie było w nich tego, co jest teraz. Poza tym to, co rosło na jednym kontynencie, w danym klimacie, nie rosło w innym klimacie. W związku z tym człowiek jadł to, co miał tam, gdzie mieszkał, a jednocześnie rośliny służyły jego zdrowiu, bo one były na ten klimat, nie na inny. 
Teraz jest wielkie przemieszanie, teraz jest żywność przetworzona. Teraz jest żywność, która nie prowadzi do zdrowia i życia, tylko do śmierci, a człowiek ją pochłania. Od małego dziecka przyzwyczajony do takiej żywności nie wyobraża sobie żywności prostej, nieprzetworzonej. Gdyby naraz znalazł się w dawniejszych czasach, byłby nieszczęśliwy, bo nie miałby tego, co teraz ma. Gdybyśmy mieli teraz pożywić się tylko surowymi warzywami lub też tylko ugotowanymi, niekoniecznie z solą, gdybyśmy teraz mieli pożywić się jakimś kawałkiem ugotowanego mięsa, owocami, czy potrafilibyśmy wytrzymać bez tego wszystkiego, co teraz chociażby sami przyrządzamy, robimy, bez tego, co kupujemy w sklepach? Nauczyliśmy się przyrządzać posiłki, ale czy one są proste? Czy nie za dużo w nich różnych niepotrzebnych rzeczy? Bo poprawią smak, wygląd, bo akurat teraz jest moda na taką kuchnię, czy inną kuchnię, bo w telewizji zobaczyło się kolejny przepis? Zauważmy, że jest moda na przeróżne kuchnie i dużo czasu trzeba poświęcić, żeby to wszystko przygotować. Celebracja! Tu w kaplicy, w kościele należy celebrować Mszę św.. Temu się oddać, a w domu przygotować prosty posiłek.
Człowiek dużo poświęca czasu na inne rzeczy. Wiecznie planuje sobie: musi to osiągnąć, to kupić, to wyremontować, lepiej urządzić, zmienić. Kobieta musi kupić kolejną apaszkę czy chociażby jakiś drobiazg, ale kupić sobie. Chociaż leży kilka w domu, kolejna przydałaby się, i takie ubranie, i taki sprzęt, a jest promocja jeszcze na coś innego, o wiele taniej niż normalnie. Same gazetki reklamujące kolejne markety cisną się do rąk i je przeglądamy. Świat sam wchodzi do serca człowieka, do jego domu poprzez wszystkie media i chociażby poprzez takie reklamówki i gazetki. Jest natarczywy, zaborczy, on pożera ludzkie serca. Pożera! Gdyby św. Franciszek żył w dzisiejszych czasach i dał się pożreć, biedny byłby Kościół, biedni bylibyśmy wszyscy.
Dusza maleńka to dusza, która żyje Bogiem, której Ojcem jest Bóg, która zawierza swoje życie Bogu i rezygnuje z tego, co należy do świata, co jest ludzkie. Owszem, są rzeczy niezbędne, bez których nie da się obejść. Są rzeczy konieczne do wykonania, obowiązki, ale jest wiele rzeczy i spraw, bez których można się obyć, z których należy zrezygnować żeby nie władały sercem ludzkim. Ponieważ serce ludzkie należy do świata i przyjmuje to, co świat mu wmawia, że bez tych różnych rzeczy, spraw, osiągniętych sukcesów itd. człowiek nie ma wartości, jest nikim, to człowiek nie osiągając tego ma poczucie nieszczęścia, smutku, żalu, pretensji, złości, niecierpliwości. Jest niespełniony, nie realizuje siebie, ale tylko dlatego, bo w świecie upatruje sens swego istnienia, swoje korzyści; bo w świecie złożył swoje pragnienia, swoje ambicje, namiętności, pożądliwości.
Dusza maleńka ma dzisiaj pójść za św. Franciszkiem i zrobić dokładnie to, co on – oddać światu to, co należy do świata. Każdy może w swoim sercu odnaleźć chociażby jedną (jest wiele, ale chociażby jedną) rzecz lub sprawę, która włada nim jak bożek, a która należy do świata i światu powinna być oddana. Może to być bardzo drobna rzecz, a jednak włada sercem. Może być to wielka rzecz, wielkie plany, a tak zawładnęły sercem, że o niczym innym człowiek nie potrafi myśleć, dąży do tego celu za wszelką cenę. Należy zastanowić się, czy bez tego można się obejść? Czy jest to konieczne do mojego życia? Czy to pomoże mi się zbawić?
Tak jak Franciszek zdjął swoje ubrania, ty zdejmij z siebie to, co ciebie wiąże ze światem i do paszczy tego świata wpycha, aby cię pożarł. Jeżeli zdejmiesz to z siebie, odrzucisz, powiesz ‘stop’, będziesz od tego wolny i staniesz nagi, jak Franciszek. Nagi – wolny od tego, z czego rezygnujesz w tym momencie. Tych rzeczy i spraw masz bardzo dużo, a więc nie będziesz cały wolny, ale chociaż od tej jednej rzeczy.
Każdy z nas jest przez coś zniewolony. Serce wolne, należące całkowicie do Boga, to serce żyjące jak w raju, serce szczęśliwe; serce, które nieustannie wielbi Boga i nawet jakieś smutki, które przychodzą, które są w życiu, jakieś trudności nie załamują, nie przygniatają do ziemi, ponieważ człowiek jest wolny i przyjmuje nawet te trudności jako Bożą miłość. Wiemy, że aby wychować dziecko trzeba stawiać wymagania. Dziecko musi również doświadczyć pewnych trudności, które będzie pokonywało. Dla jego dobra jest to potrzebne. Dziecko wychowywane w sposób tzw. bezstresowy ma wykrzywioną psychikę, charakter; jest aspołeczne. Nie jest dobrym człowiekiem, nie potrafi z innymi żyć w przyjaźni, nie potrafi nawiązywać dobrych relacji z ludźmi. I analogicznie, Bóg wie, czego potrzebuje nasza dusza. A potrzebuje nie tylko samych wspaniałych owoców, słodkich, czy cukierków, ale czasem musi przyjąć i inne pożywienie, które jest dla zdrowia potrzebne.
Dusza maleńka oddana Bogu wie, że skoro przychodzi trudna sytuacja, to znaczy, że Bóg uznał, iż ta sytuacja jest jej potrzebna, służy dobru duszy. Ona może nie rozumieć, w jaki sposób przysłuży się ta sytuacja jej zbawieniu. Dusza może czasem przeżywać naprawdę ogromne trudności, ogromne cierpienie i rzeczywiście ona cierpi, doświadcza bólu, ale jej nastawienie jest takie, że przyjmuje każde doświadczenie z ręki Boga. Dusza maleńka to dusza, która rezygnuje z siebie, ze swoich pragnień, a przyjmuje Boga za swego Ojca i poddaje się Bogu całkowicie. Bóg jest wychowawcą, Bóg jest tym, który prowadzi, poucza, który wszystko daje i zapewnia. 
Tak uczynił św. Franciszek. Jego odpowiedź na Boże powołanie dokonało ogromnej przemiany w tysiącach i milionach serc ludzkich i nadal dokonuje; dokonało przemiany Kościoła i nadal Kościół uświęca. Wystarczyła jedna dusza, która odpowiedziała na Bożą miłość, na powołanie – dusza maleńka, biedaczyna z Asyżu. Nasza postawa jest bardzo ważna. Nasza odpowiedź na powołanie na maleńką drogę miłości jest bardzo ważna, bo skutkować będzie w całym Kościele, w tysiącach i milionach innych dusz. Ale przede wszystkim przemieni nas i upodobni do Jezusa, tak jak św. Franciszka też upodobniła do Jezusa.
Złóżmy swoje serca dzisiaj na Ołtarzu z prośbą, aby Bóg pokazał, co należy Bogu oddać, co tak bardzo jeszcze zniewala nasze serca, co jest szatą, tak jak u św. Franciszka, którą trzeba oddać światu. Poprośmy też, abyśmy mieli siły i zrozumienie jak to uczynić i mieć odwagę to zrobić – całkowicie swoje życie powierzyć Bogu, który jest Ojcem; stać się dzieckiem Boga w swoim wnętrzu, w swoim sercu. O to módlmy się. Przyjmując Komunię św. przyjmijmy nowego człowieka, a więc nowe serce wolne od bożka tego świata; nowe serce, które wolne od ludzkich pragnień i namiętności będzie całkowicie należało do Boga.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!