banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    „Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie” (Łk 21,5-19)


    
Słuchając dzisiejszej Ewangelii (Łk 21,5-19), możemy się nieco zaniepokoić. Może się nam wydawać, że to, co ma przyjść, przyjdzie z zewnątrz. Zwróćmy jednak naszą uwagę na to, że NIEPOKOJE NIE PRZYCHODZĄ Z ZEWNĄTRZ, ALE POCHODZĄ Z WNĘTRZA CZŁOWIEKA. I tak: 
- wzajemna nienawiść pochodzi z wnętrza człowieka, 
- brak miłości ma swój przejaw w zewnętrznej formie, ale pochodzi z wnętrza człowieka.
Nie tak dawno w naszym stowarzyszeniu przeżywaliśmy walne spotkanie delegatów. Po wyborach, które miały wówczas miejsce, powołany został nowy Zarząd Stowarzyszenia. Zmiana chociażby jednego członka tego zarządu skutkuje powstaniem nowej wspólnoty. I o tym mówiliśmy. Zaczynamy tworzyć nową wspólnotę, a jednak nasze serca powracają do tego, co stare. 
Dlaczego oglądamy się w przeszłość? Mamy wpatrywać się w Boga, który jest tu i teraz. 
Dlaczego patrzymy na siebie nawzajem? Wszyscy mamy mieć wzrok utkwiony w Boga. 
Wspólnota wtedy będzie dążyć do stworzenia prawdziwej więzi, kiedy będzie wpatrywać się w Boga, ponieważ to On jest Tym, który łączy i to On jako jedyny jest Doskonały. My nie mamy w sobie tej doskonałości. Mamy natomiast wiele różnych słabości. Gdy zbyt dużo wpatrujemy się w siebie, a za mało w Boga, te słabości biorą górę. NASZYM ZADANIEM JEST STWORZENIE WSPÓLNOTY MIŁOŚCI, ŻYCIE W ZJEDNOCZENIU Z BOGIEM. Choć minęło kilka lat, nadal w sercach jest wiara we własne siły i myślenie, iż muszę działać, muszę coś wykonać, muszę o coś zadbać. Nie zrozumiejmy źle. Mamy obowiązki związane ze stroną fizyczną, materialną, ale nie można położyć nacisku na tę sferę życia. Trzeba wszystko i zawsze zaczynać od Boga, ponieważ: 
- to On jest Mądrością, 
- to On ma wszelką wiedzę, 
- to On zna przyszłość, 
- to On jest Doskonały, Święty i Czysty. I tylko Jego intencje są czyste. Tylko Jego wola ma na myśli dobro każdego z nas. 
Dusza, która prawdziwie opiera się na Bogu, rzeczywiście próbuje kroczyć drogą Bożą. Ale wystarczy jedna myśl, która opierać się będzie na własnych siłach, na własnych wiadomościach czy zdolnościach, a dusza przestaje iść drogą woli Bożej i realizuje swoją. I choćby wydawało jej się, że przecież dokonuje dzieła Bożego, czegoś, co związane jest z Bogiem, jeśli realizuje swoją wolę, nie można powiedzieć, że realizuje wolę Bożą.
Można budować świątynię, ale musi być ktoś, kto najpierw ją zaprojektuje. Musi być ktoś, kto będzie nadzorował całą budowę. I wszyscy pilnować się muszą projektu. Nawet ten, kto nadzoruje, cały czas wpatruje się w projekt. Gdyby tylko jedna osoba spośród wielu budujących zaczęła robić coś według własnego pomysłu, nie będzie realizować woli projektanta, lecz swoją. Choćby ta osoba miała jak najlepsze intencje, choćby twierdziła, że przecież buduje świątynię - dla Boga, to jej działania nie są zgodne z wolą tego, który wykonał projekt. Osoba ta nie ma wejrzenia w całość dzieła. Ona pracuje tyko na jakimś jednym wycinku. Na budowie pracują specjaliści, całe zespoły, brygady. I każdy zespół ma swojej zadanie. Trudno, żeby nagle taki zespół zaczął robić coś po swojemu. Nie będzie wtedy zgrania, będzie samowola.
Jeszcze raz powróćmy do dzisiejszej Ewangelii (Łk 21,5-19). NIEPOKÓJ POCHODZI Z SERCA. Nie przychodzi z zewnątrz. Bóg oczekuję, że będziemy żyć życiem wewnętrznym w zjednoczeniu z Nim w swoim sercu. 
Z tego zjednoczenia płynąć będzie: 
- nasza mądrość, 
- nasze decyzje, 
- nasze działania. 
- nasza kolejna myśl, którą będziemy realizować. 
Nie z rozmów z innymi ludźmi, nie z nasłuchiwania tego, co ktoś powiedział, jakie ktoś inny ma pomysły. Bo ten ktoś realizuje swoje pragnienia, siebie samego. MY MAMY BYĆ LUDŹMI DUCHOWYMI. 
Jeśli nie będziemy żyć w zjednoczeniu z Bogiem, to: 
- w naszym wnętrzu pojawiać się będzie niepokój, 
- nasze słowa i działania nie będą niosły pokoju, 
- z naszego wnętrza weźmie się ten niepokój, o którym mowa jest w dzisiejszej Ewangelii i to, co się będzie działo między nami. 
Bogu zależy na tym, byśmy tworzyli wspólnotę miłości, która miłością będzie silna. Spójrzmy na świat - chociażby na nasz kraj. TO OBRAZ SERCA CZŁOWIEKA - PEŁNEGO NIEPOKOJU, SKŁÓCONEGO SAMEGO ZE SOBĄ; CZŁOWIEKA, KTÓRY DALEKO JEST OD BOGA, NIE SŁUCHA GO, A WRĘCZ SPRZECIWIA SIĘ JEMU. Myślimy, że to dotyczy tylko innych, że to tylko inni ludzie tego doświadczają? Każdy na miarę swoją doświadcza tego. To co dzieje się w sejmie, ma miejsce i w naszych sercach, dotyczy nas samych i naszego bezpośredniego otoczenia. Nie możemy uważać, że my jesteśmy w porządku. 
To prawda, bardzo trudno jest nie przyjmować z zewnątrz różnych rzeczy do swojego wnętrza, a jedynie z ufnością wpatrywać się w Boga; tylko Jego słuchać i iść za Jego głosem, który jest w sercu. To jest trudne. Ale DO TEGO NAS BÓG PRZYGOTOWUJE JUŻ OD KILKU LAT. BO TO JEST RATUNEK DLA NASZYCH DUSZ. 

● Ten, kto nie będzie zjednoczony z Bogiem, polegnie. Te niepokoje go pożrą. Bo to, co się będzie rodziło w sercach ludzkich, będzie ich pożerać. I to już się dzieje. 

● Jeśli nie będziemy trwać w Bogu, nie ostoimy się. Spójrzmy na Kościół, na kapłanów. Widzimy wyraźny atak. I wydawać by się mogło, że kapłan powinien być silny. Ilu kapłanów już poległo? Ilu jeszcze polegnie? Nadal czujemy się mocni? 

● To co się dzieje ze społeczeństwem, nie zachodzi poza nami. To będzie miało wpływ na nasze życie. My już jesteśmy przesiąknięci tym, co się dzieje. Jeśli nie chwycimy się mocno Boga i nie będziemy żyć Nim prawdziwie, autentycznie, polegniemy. 

● To nie jest czas zabawy, czas próbowania - uda się albo się nie uda, to tylko tak na próbę. Toczy się walka na śmierć i życie. Jedną stroną jest Bóg, drugą - Jego przeciwnik, który poczuł się bardzo mocny i który atakuje wszystkie sfery życia. 

● Zobaczmy, jak trudno nam stworzyć wspólnotę. Próbujemy już kilka lat. Gdy miały miejsce wybory w stowarzyszeniu, wydawało się, że zaczynamy od nowa, tworzymy nową wspólnotę miłości. Czy jest w nas pokój? Czy każdy z nas żyje z tym pokojem w sercu - pokojem pochodzącym od Boga, dającym szczęście, radość? Czy jesteśmy radośni w tym, co robimy, w naszej posłudze we wspólnocie? Czy niesiemy radość innym? Czy nasze słowa budowały, tworzyły jedność, pocieszały, podnosiły? O czym myśleliśmy od momentu, gdy zawiązała się nasza wspólnota? Jakie były nasze myśli - czy pełne miłości? Czy obejmowały nas i unosiły do samego Boga? Czy uwielbialiśmy Go, pełni pokoju, miłości, oddania?

Każdy z nas boryka się z różnymi słabościami i to jest naturalne - jesteśmy duszami maleńkimi, jesteśmy tylko ludźmi. Na jedno jeszcze pragnę zwrócić uwagę - na pychę. Jeśli jest w nas pewność, że mamy rację i przedstawiamy swoje zdanie cały czas w tym poczuciu posiadania racji, nie dopuszczamy do siebie myśli, że może jednak ktoś inny, myśląc inaczej, ma tę rację, to… należy klęknąć przed Bogiem. Kiedy człowiek z Bogiem rozważa pewne rzeczy, to choćby sprawa była najtrudniejsza, ma w sercu pokój. Bóg daje to odczucie. Ale jakże często dzieje się w ten sposób, że człowiek w zburzeniu, w zdenerwowaniu, w zewnętrznym poczuciu tego, że on ma rację, wypowiada jakieś słowa. I SAM SPOSÓB PRZEKAZYWANIA PEWNYCH TREŚCI NISZCZY DRUGĄ OSOBĘ, zamyka na drugą osobę. Nawet jeżeli człowiek jest w swoim sercu głęboko przekonany do tego, o czym myśli i co zamierza, jeśli nie wypowiada swojego zdania z miłością, może nawet zabić, bo BRAK MIŁOŚCI ZABIJA. 
Mamy starać się o miłość. A tę uzyskamy tylko od Boga, na osobistej modlitwie; tylko wtedy, GDY BĘDZIEMY SIĘ W NIEGO NIEUSTANNIE WPATRYWAĆ I CAŁY CZAS DO NIEGO ODWOŁYWAĆ. Jeśli będziemy realizować siebie samych, nie utworzymy wspólnoty. Wydaje się, że coś drgnęło w budowie domu. Jednak starajmy się o miłość, żeby z tego domu nie pozostały gruzy.
Złóżmy swoje serca na ołtarzu, prosząc Boga, aby wypełnił je miłością i nakłaniał do wpatrywania się w Niego. Aby On: 
- połączył nasze serca i sprawił, że będziemy potrafili rozmawiać ze sobą z miłością, nawet o trudnych rzeczach. 
- sprawił, że każda nasza decyzja będzie budowała, podnosiła, pocieszała; będzie zaproszeniem do Boga. I wszyscy, patrząc na nas, będą się do Niego wracali, a nie odchodzili. 
Niech Bóg pomoże nam zrozumieć, kiedy otwierać usta i mówić, a kiedy je zamknąć i milczeć.
 
Modlitwa
      
    
Dziękuję Ci, Jezu. Przychodzisz do mnie, choć nie zawsze moja dusza jest gotowa na przyjęcie Ciebie, nie zawsze jest odpowiednio przystrojona, aby gościć samego Boga. 
Dziękuję Ci, Jezu, bo Ty szczególnie przychodzisz do tych dusz, które tego potrzebują, które potrzebują Twojej miłości, Twojego miłosierdzia, przebaczenia. 
To cudowne, Jezu. Moja dusza zaznaje smutku z powodu swoich słabości. Nieustannie ulegam im. A Ty przychodzisz właśnie po to, by ukoić mój smutek, ból; by znowu wprowadzić pokój w moje serce. Choć mogłabym oczekiwać jakiegoś osądzenia, oceny, Ty przychodzisz z miłością, pocieszasz i wlewasz ufność, nadzieję. 
Pragnę Ci dziękować, Jezu za Twoją miłość i miłosierdzie; za to, że kochasz mnie niezmienną miłością i nie stawiasz mi żadnych warunków. Nie uzależniasz swojej miłości od tego, jak ja się zachowam, co zrobię. Dziękuję Ci, Jezu!
Pragnę, Jezu, służyć Tobie, choć moje serce jest słabe, jest tak małe. Chociaż stale upadam, to jednak pragnę Ci służyć. W obliczu tak licznych słabości trudno jest wierzyć w to, że powołujesz moją duszę do tak wielkiego dzieła. Ale z drugiej strony pychą jest myśleć w ten sposób. Przecież to dzieło będziesz przeprowadzał Ty sam. Ja tylko: 
- mam Ci dać swoje serce, 
- mam tylko pozwolić Tobie działać we mnie. Nie ja będę czynić, ale Ty. 
Może zatem dobrze, że dostrzegam te słabości; że uświadamiasz mi, jak bardzo małą jestem duszą. 
Może w końcu poddam się i przestanę robić różne rzeczy o własnych siłach, przestanę ufać sobie i swoim możliwościom, a całkowicie zdam się na Ciebie. 
Skoro zdolny jestem tylko do tego, aby psuć i burzyć, proszę, abyś od tej chwili Ty czynił wszystko w moim życiu. Bez konsultacji z Tobą nie chcę wypowiedzieć ani jednego słowa. Nie będę nic robić, Boże, dopóki nie podpowiesz mi, co i w jaki sposób. 
A ponieważ również słuchać za bardzo nie umiem, to liczę, że w Tobie tylko wiadomy sposób pokierujesz mną tak, 
- aby Twoje dzieło realizowało się przeze mnie, 
- aby Twoja wola objawiała się w moim życiu. 
Daję Ci, Jezu, moje słabe serce, moją słabą duszę, puste ręce, całą siebie. A Ty czyń, co chcesz. Pomóż mi wpatrywać się w Ciebie nieustannie. 

● Niech Twoja miłość łączy nas i uczyni prawdziwą wspólnotą serc. 

● Niech Twoja miłość zapanuje pomiędzy nami, aby inni widząc ją, uwierzyli w Ciebie. 

● Dodaj mi odwagi, dodaj sił. Nie pozwól się zniechęcać, nie pozwól ulegać jakimś złym myślom. 

● Niech pokieruje mną tylko Twoja miłość. Proszę, pobłogosław mnie, Jezu.

 Refleksja
 
MIŁOŚĆ DAJE POCZĄTEK WSZYSTKIEMU. Tam, gdzie jest miłość, 
- będzie i wzajemne zrozumienie, i pokora, 
- tam będzie pokój i porozumienie, 
- tam będą właściwe działania i realizacja woli Bożej, 
- tam dusze wzrastają, kroczą ku Bogu, jednoczą się z Nim. 
Natomiast brak miłości sprawia, że dusze są rozbite, zagubione, szarpią się pośród różnych spraw i obowiązków. Nie potrafią żyć w zgodzie z tym, co je spotyka. Gdy dusza kocha, wtedy Bóg przez nią realizuje swoją wolę. WIELKIE DZIEŁA BOŻE POWSTAJĄ WTEDY, KIEDY DUSZA KOCHA. Człowiekowi jednak tak trudno uwierzyć, że POTRZEBNA JEST TYLKO MIŁOŚĆ. Każdy z nas ma swoje zdanie na temat każdej sprawy. A wystarczy tylko miłość, aby Boże dzieło zrealizowało się w nas. 
Otwórzmy swoje serca na miłość jeszcze szerzej. Niech ona nas wypełni, niech popłynie wielkimi strumieniami do naszych bliskich i niech przemieni całą rzeczywistość. Błogosławię was. W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!