banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 2


Konferencja


    „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,1-10)


    
Wielkim darem dla każdego z nas byłaby możliwość zobaczenia wydarzeń, które są opisywane w Ewangelii, ponieważ możliwość zobaczenia dałaby nam głębsze zrozumienie tego, co się naprawdę wydarza. Ale nie myślmy, że Bóg nie umożliwia nam lepszego zrozumienia słów Ewangelii. Każde serce otrzymuje taką łaskę, gdy pragnie poznawać głębię wymowy Ewangelii, gdy poświęca czas na czytanie Słowa, gdy rozważa je w sercu, gdy prosi Ducha Świętego, gdy rzeczywiście umiłuje Słowo Boże i tym Słowem stara się żyć.
Dzisiejszy fragment jest jednym z wielu, które możemy czytać w Ewangelii (Łk 19,1-10). Znamy go bardzo dobrze. Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie tego wydarzenia. A jednak warto by było starać się zagłębić w to wydarzenie, by lepiej zrozumieć, co takiego przydarzyło się, dlaczego akurat to wydarzenie jest przytoczone w Ewangelii?
Otóż Zacheusz – jak podaje Pismo – był grzesznikiem i on sam miał świadomość, kim jest, za kogo go inni uważają. Z tą świadomością nie żyło mu się dobrze. Bardzo dobrze widział, jaki stosunek do niego mają Żydzi, jak go traktują? Widział to w ich oczach, postawach, gestach, słowach. To, co robił nie zawsze było dobre i uczciwe. Ale postawy innych ludzi nie powstrzymywały go, a wręcz sprawiały, że nadal tkwił w grzechu, ponieważ te postawy nie były postawami miłości. To były postawy oceniające, wartościujące; postawy, podczas których Zacheusz czuł, iż jest pogardzany. A skoro tak go traktują, to on tak się będzie zachowywał; skoro za takiego go mają, to on taki będzie. Brnął dalej trochę na złość innym, trochę, by dodać sobie pewnej powagi poprzez zdobyty majątek. Jego postura też nie wpływała na pozytywną opinię o nim. Niski wzrost nie ułatwiał mu relacji z innymi, więc nadrabiał bogactwem - w swoich oczach trochę rósł. Tak naprawdę jego życie nie było łatwym życiem i nie był szczęśliwy. Ale były w nim pewne zalążki dobra. W każdym człowieku jest pragnienie dobra, pragnienie piękna; każdy chce być kochanym i chce kochać. Tak samo było w Zacheuszu, choć inni tego nie dostrzegali. 
Gdy Jezus powiedział, że chce u niego gościć, Zacheusz w pierwszym momencie nie mógł temu uwierzyć. Był zaskoczony. Jednocześnie jego serce wypełniała wielka radość i wdzięczność. Pierwszy raz ktoś zwrócił się do niego tak zwyczajnie – z dobrocią, z życzliwością. Pierwszy raz poczuł się akceptowany. Doświadczył od Jezusa miłości. Jezus go nie osądzał, nie wytykał mu niczego, nie pogardzał nim, nie uważał go za kogoś gorszego. Jezus zapragnął być jego Gościem. Gdy przyszedł do niego okazywał mu wielką życzliwość, miłość. Ta miłość bardzo mocno poruszyła serce Zacheusza. Ta miłość tak poruszyła jego serce, że dokonała się w nim przemiana. Obudziło się w nim to, co było gdzieś głęboko w nim zagrzebane, a więc pragnienie dobra; to, co jest w każdym człowieku. Teraz miał, odwagę pójść za tym pragnieniem. Teraz miał odwagę zacząć czynić dobro. Już nie obawiał się ośmieszenia, wyszydzenia, odrzucenia. Dzięki miłości, której doświadczył nie obawiał się, jak inni zareagują na to, co robi. Już nie musiał sobie dodawać przysłowiowego wzrostu w oczach innych, bo naraz poczuł, że jest kochany i doświadczył, że jest również wartością.
Jezus nie mówił mu, że go kocha, ale spojrzenie Jezusa, Jego zachowanie, zwykłe słowo, że chce u Zacheusza wieczerzać, wszystko wypowiadane i robione z miłością - to odmieniło Zacheusza. Ta miłość wydobyła z niego to, co Bóg złożył w jego sercu. Pozwoliła mu odrzucić to, co sobie sam nakładał, zasłaniając się przed ludźmi. 
Często trudno jest człowiekowi uwierzyć, że wystarczy tylko kochać. Przyznajmy, że często sami, gdy słyszymy, że wystarczy tylko kochać mówimy: no dobrze, ale przecież muszę to, czy tamto. WYSTARCZY TYLKO KOCHAĆ! MIŁOŚĆ WYSTARCZY!
Kiedy człowiek prawdziwie kocha, patrzy na drugiego oczami miłości. W tym spojrzeniu nie ma oceniania, wartościowania. W tym spojrzeniu jest miłość. Druga osoba czuje się akceptowana, czuje się przyjmowana taką, jaką jest. Ta druga osoba zazwyczaj wie, kim jest, jakie ma słabości, a więc nie trzeba swoją postawą jeszcze jej o tym przypominać. Trzeba kochać: 
–  zwykłym gestem podania ręki, 
–  zwykłym gestem pomocy, 
–  zwykłym gestem jakichś wzajemnych spotkań i relacji, zwykłych rozmów, 
–  słowami, 
–  spojrzeniem, 
–  postawą. 
Jeśli staramy się kochać, jeśli staramy się patrzeć tak, jak patrzył by Bóg, to ta druga osoba dozna miłości. Nie trzeba będzie mówić, co powinna w sobie zmienić, ponieważ miłość daje odwagę, by wydobyć na zewnątrz dobro, które w niej jest, bo zazwyczaj ta druga strona wie, co powinna dobrego czynić, jak postąpić. Ta druga osoba w sobie doświadcza, czuje gdzieś w głębi dobro, ale nie ma odwagi. Boi się. Przyczyny są różne. Tutaj trzeba psychologa, by z każdej osoby wydobywać te przyczyny, poznawać je, tłumaczyć. 
Najlepszym lekiem, psychologią jest miłość. Ona dotyka takich miejsc i w taki sposób, że człowiek: 
–  zaczyna i o sobie lepiej myśleć, 
–  zaczyna mieć odwagę by pokazać dobro, które w nim jest, 
–  nabiera nadziei, ufności, 
–  napełnia się pokojem, odzyskuje radość, 
–  patrzy bardziej śmiało na swoją przyszłość.
Wystarczy tylko kochać! Miłość w sercu podpowiada, co zrobić, jakie słowo wypowiedzieć, jaki wykonać gest, co uczynić? Trzeba otworzyć serce na miłość. My to wiemy, ale czasem trochę zapominamy.
Ten czas kilku dni jest ważnym, by ze wszystkich sił starać się jak najlepiej przygotować się do otwarcia serca na przyjęcie odnowionej wiary. W tym czasie będą różne przeciwności. Taką osłoną, parasolem jest miłość. 

● Postarajmy się przez te kilka dni położyć szczególny nacisk, by kochać, by otworzyć się na miłość, którą Bóg daje do naszych serc i by tą miłością kochać. 

● Pamiętajmy w każdym momencie, szczególnie we wzajemnych kontaktach, aby kochać. 

● Pamiętajmy, aby kochać w swoich rodzinach, aby kochać w pracy. Wszędzie, gdzie jesteśmy, aby obdarzać miłością.

Przygotowujemy nie tylko swoje serca, nie tylko serca wszystkich dusz najmniejszych. Możemy przysłużyć się do przygotowania w całym Kościele. Miłością możemy uczynić swego rodzaju osłonę dla innych dusz, aby i one mogły, choć trochę, choć po części przygotować się. To nic, że nie będą świadome, że jest czas przygotowania i tego, co się wydarzy w niedzielę, ale będą chociaż trochę chronione. Zawsze tam, gdzie ma spłynąć wielka łaska, szatan atakuje, by do tego nie dopuścić. Dla dobra własnego i innych dusz – kochajmy! 
–  Bo miłość zwycięża, 
–  Bo miłość jest największą mocą, 
–  Bo Miłość zbawiła świat, 
–  Bo Miłość to Bóg. 
Ten, kto kocha zwycięża. Szatan może robić różne rzeczy, ale takiego człowieka, który prawdziwie kocha, nie zniszczy. Może mu dokuczyć, tak. Ale jego dusza podczas różnych walk dozna umocnienia, dozna ogromnej pomocy Bożej. Ona wyjdzie z takiej potyczki jeszcze lepiej uformowana. A więc dokona się coś, czego właśnie diabeł nie chce. On chciałby, żeby dusza upadła. Dusza, która kocha napotykając na różne trudności, przeciwności szybciej wzrasta, dzięki miłości. To, co w zamyśle szatańskim ma przeszkodzić duszy w rozwoju, może stać się przyczynkiem, by ona wzrastała jeszcze lepiej. 
A więc kochajmy! Kochajmy dlatego, że wokół nas jest pełno takich dusz, jak Zacheusz. Miłość, którą okażemy, zwykła ludzka życzliwość, uśmiech sprawią, że ktoś doświadczy miłości i jego serce dozna przemiany. My nie musimy o tym wiedzieć. Może to być jakaś obca osoba spotkana na ulicy, w sklepie, ale nasze spojrzenie, nasz uśmiech, słowo dokona przemiany. Starajmy się o miłość szczególnie w tym czasie! Będzie to wielka łaską i dla was i dla innych dusz.
Swoje serca złóżmy na Ołtarzu prosząc Boga, 
–  aby uzdolnił je do takiej miłości, 
–  aby nas wspierał w naszych staraniach, 
–  aby nam pokazywał szczególnie te momenty, kiedy miłość ma możliwość wielkiego działania w naszym sercu i w innych sercach. Niech będą to takie różne chwile i sytuacje, których do tej pory nie widzieliśmy. Niech Bóg nam pokaże, niech nas zadziwi działaniem miłości.

    
Modlitwa

    
Dziękuję Ci Jezu za Twoje przyjście do mnie; za to, że poczułam na sobie Twój miłujący wzrok i że usłyszałam, iż chcesz być Gościem w moim sercu. Jakże rozradowało się moje serce, gdy przyszedłeś do mnie. Nie wiem Jezu, jak Ci dziękować. Bardzo dobrze wiem, że niczym sobie nie zasłużyłam, abyś przyszedł do mnie. Moje serce niczym się nie wyróżnia - jednak przyszedłeś. Czuję się wyróżniona przez Ciebie, choć zupełnie nie wiem dlaczego? Czuję się kochana przez Ciebie. Jakże cudowny jest Twój wzrok, Jezu, tak pełen czułości, pełen dobroci, życzliwości. Kiedy patrzysz na mnie moje serce wypełnia pokój. Kiedy patrzysz, czuję szczęście. Wtedy Jezu, gdy jesteś tak blisko jestem bezpieczna. Wtedy niczego się nie obawiam, nie myślę o przyszłości. Wiem, że Ty jesteś i to jest najważniejsze.
Pragnę Ci podziękować za każdą chwilę. W każdej, Jezu, Ty okazujesz mi swoją miłość. Ja wiem, nie zawsze potrafię to dostrzec. Ale teraz, kiedy jesteś tak blisko w moim sercu zaczynam rozumieć, że każda sekunda przepełniona jest Twoją łaską. Wszystko, wszystko mówi mi o Twojej miłości. Dopiero teraz widzę Jezu:
– Okazujesz mi miłość poprzez każdą osobę, którą spotykam. 
– Okazujesz mi miłość w sytuacjach, w zdarzeniach, niby przypadkowych, ale jednak doświadczam dobra, miłości poprzez te wydarzenia. Ty jesteś ich Dawcą. Panie mój! Zaczynam rozumieć. Opiekujesz się mną, tylko ja do tej pory byłam ślepa i tego nie widziałam. Teraz otwierasz moje oczy. Nie będę się już lękać, będę ufać, bo Ty jesteś przy mnie. Każdy mój krok wytyczasz, pokazujesz i każdy ochraniasz. 
Panie mój! 

● Dziękuję Ci za każdą sekundę dzisiejszego dnia, za każdą chwilę - i tę łatwą i tę trudną. 

● Dziękuję Ci za każde spotkanie, za każdą osobę, nawet tę niby przypadkową - w autobusie, na ulicy, w sklepie. 

● Dziękuję Ci za to, co wydawało mi się, iż się nie układa, burzy mój plan dnia. To wszystko było w Twoim planie. 

● Dziękuję Ci za każdą możliwość wzrastania, za każdą możliwość ofiarowania siebie Tobie, za każdą możliwość życia dla Ciebie, zgodnie z Twoją wolą; nie z moją.

● Dziękuję Ci, że mogę Ci służyć; że mogę Ci służyć w różny sposób - również poprzez ofiarę, cierpienie, zgodę na to, na co nie zawsze mam ochotę się zgodzić. 

● Dziękuję Ci! Teraz we wszystkim widzę Twoją opiekę nade mną, Twoje prowadzenie, Twoją miłość, która nieustannie trzyma w dłoniach moją duszę i ją formuje. Za wszystko Ci dziękuję Jezu i uwielbiam Ciebie!

 ***
Jezu! Chcę Ci podziękować szczególnie za trudne doświadczenia. Zaczynam rozumieć, jak wielka łaska są dla mojej duszy, jak wyróżniasz mnie zapraszając do uczestnictwa w Twoim Krzyżu. Nie potrafię Jezu tego wytłumaczyć w sposób logiczny, a jednak czuje serce jak wielką okazujesz miłość, gdy zapraszasz mnie na krzyż. Każde doświadczenie, każdy ból, cierpienie, każda chwila, kiedy jest mi trudno jest cudowną, ponieważ wtedy jestem tak blisko Ciebie. W takich chwilach Jezu, choć jest czasami bardzo trudno przyjąć doświadczenie, dajesz mi odczuć swoją bliskość. Czuję, Jezu, głęboki sens tego doświadczenia. 

● Dziękuję ci Jezu za każde doświadczenie, za każdą przeciwność, trudność, za każdy ból fizyczny.

● Dziękuję Ci za każde słowo, które rani, za wszystko to, co sprzeciwia się moim planom; za wszystko to, co sprzeciwia się moim pragnieniom i oczekiwaniom. 

● Za każdym razem Jezu, gdy pomagasz mi przyjąć to, co się wydarza, czuję Jezu wielką Twoją bliskość. Jakże wtedy moje serce wypełnia się wielką wdzięcznością do Ciebie. Obejmuje mnie Twoja miłość i przytulam się do Ciebie. Dziękuję Ci za to! Chociaż nie potrafię znosić bólu i Ty o tym wiesz Jezu, to Ty pomagasz mi, jesteś przy mnie w tak niezwykły sposób. Moją duszę nakłaniasz, by przyjmować kolejną sekundę, kolejną minutę i godzinę i trwać w tym, co jest niezwykłą łaską Twoją. Dziękuję Ci! 

Dajesz mi uczestnictwo w ratowaniu dusz. To niepojęte dla mnie Jezu, ta często niezrozumiałe. Ale memu sercu dajesz to zrozumienie. To nic, że umysł nie pojmuje. Serce skłania się ku temu i moje serce całkowicie oddaje się Tobie w tym doświadczeniu ufnie, z wiarą. A więc dziękuję Ci Jezu i proszę, abyś czynił to, co chcesz ze mną. Trzymaj tylko mocno moje serce, aby nie uciekło. Daję Ci je na zawsze. Daję Ci prawo czynienia co zechcesz z Nim - to moja wola. Bądź uwielbiony Jezu w Twojej świętej woli, w Twoich planach, w Twoich zamiarach, w Twoich wszystkich zamysłach wobec mnie, wobec innych dusz i wobec całego Kościoła!
 
***
Uwielbiam Ciebie Jezu w Twojej niezwykłej miłości, w Twojej dobroci, w Twojej wielkiej wyrozumiałości dla mnie. 
Uwielbiam Ciebie w pokoju, którym mnie obdarzasz, w miłosierdziu Twoim, którego doświadczam. 
Uwielbiam Ciebie Jezu w Twojej nieustannej obecności przy mnie i w Twojej opiece nade mną, w Twoim prowadzeniu. 
Uwielbiam Ciebie Jezu! 
Uwielbiam Ciebie w każdej chwili dnia, w każdej sekundzie. 
Uwielbiam Jezu Twoje niezwykłe łaski, których doświadczam, te które choć wydają się trudne, to jednak są najpiękniejsze. 
Uwielbiam Ciebie Jezu we wszystkim. A szczególnie, Jezu, uwielbiam Ciebie w Eucharystii, w cudownym Chlebie i Winie, które Ty zamieniasz w swoje Ciało i Krew.
Uwielbiam Ciebie w Twoim przychodzeniu do mojego serca, w tej niezwykłej bliskości i zjednoczeniu, którego dokonujesz. 
Uwielbiam Ciebie w tym spotkaniu, w którym przebóstwiasz moją duszę. Czynisz coś niezwykłego, a ja jestem za mała, aby to zrozumieć. 
Uwielbiam Ciebie w Twojej wielkiej Tajemnicy, Tajemnicy Twego przychodzenia do mojego serca, w Tajemnicy tego spotkania. Panie mój! Uwielbiam Ciebie!
 
Tak, jak przychodzisz do Świętych, tak przychodzisz do mnie, duszy tak małej i grzesznej i nie czynisz żadnej różnicy pomiędzy duszą świętą a duszą moją. Przychodzisz i do jednej i do drugiej. Jakie to cudowne! Uwielbiam Ciebie Jezu, bo wywyższasz moją duszę nawet ponad Aniołów. Z nimi nie jednoczysz się w ten sposób, im nie dajesz swego Ciała i Krwi, a mnie dajesz. Nie mogę pojąć Boże, jak wielkie wyróżnienie spotyka duszę ludzką. Nie mogę pojąć, jak wielka to musi być miłość. Staję wobec czegoś, co jest tak wielkie, tak niepojęte, choć przeczuwam piękno i moc. 
Uwielbiam Ciebie Jezu! Pragnęłabym tak całkowicie w Tobie na zawsze zatonąć i zniknąć w Tobie. Stale uwielbiać i stale dziękować, i żyć tylko dla Ciebie, zawsze z Tobą, wpatrzona w Ciebie. Och proszę, zawładnij moją duszą całkowicie. Pragnę tego. Niech już na zawsze pozostanie w Tobie, na zawsze Twoja, tylko dla Ciebie. 
Proszę, pobłogosław mnie Jezu!
  
Refleksja
 
Żyć miłością - oznacza żyć Bogiem. A ten, kto żyje Bogiem jest święty. Ten, kto żyje Bogiem jest darem dla całego Kościoła. Jednocześnie tego, kto żyje Bogiem nie dotknie zło, ponieważ zło boi się Boga. 
Zatem żyjmy miłością! Bowiem życie miłością jest największym dobrem i szczęściem dla duszy i dla innych dusz. Jest zwycięstwem Boga w duszy.
Postarajmy się w tym tygodniu szczególnie, 

● by w nas żyła miłość, 

● by w nas codziennie dokonywały się zwycięstwa Bożej miłości, 

● by było to z korzyścią dla nas i całego Kościoła

Błogosławię was – W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!