banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    „Twój Bóg, któremu tak wytrwale służysz, uratuje cię” (Dn 6,12-28)


    
To kolejny dzień, w którym mamy możliwość spojrzeć na Daniela i na jego wierność Bogu, a jednocześnie mamy możliwość zastanowić się nad swoją postawą wobec Boga, nad tym, co robić, aby również doświadczać takiego ocalenia, takich znaków, takich cudów. 
Czy znaki i cuda miały miejsce tylko w przeszłości? Czy towarzyszyły tylko szczególnym osobom, świętym, prorokom? Czy są przeznaczone tylko dla nich? Czy wraz ze Zmartwychwstaniem, a potem Wniebowstąpieniem Jezusa odszedł czas, epoka cudów i znaków? Otóż nie. Dusza, która jest wierna Bogu, która stara się być Mu wierna, doświadcza Bożej Obecności, Bożej opieki. Bóg czyni różne rzeczy w życiu tej duszy, aby mogła ona realizować swoją drogę powołania. Bóg tak układa tę drogę, aby dusza realizowała wolę Bożą. Im bardziej dusza oddaje się Bogu, tym bardziej doświadcza tego prowadzenia. Ona wręcz widzi krok po kroku, pokierowanie przez Boga każdą minutą. Ona widzi, ona odczytuje w poszczególnych wydarzeniach troskę Boga o nią. Nawet w drobiazgach potrafi dostrzec Bożą miłość, która roztacza nad nią skrzydła opieki. To, co innemu człowiekowi wydaje się zwykłym przypadkiem, czy normalnym wydarzeniem, dusza, która jednoczy się z Bogiem czuje sercem, że to Boże działanie, Boża opieka, troska, Boże pokierowanie.
Każdy z nas w swoim życiu doświadcza tego, iż Bóg kieruje życiem. Każdy z nas doświadcza, iż Bóg opiekuje się i to opiekuje się z miłością, tyle, że nasze oczy jeszcze nie są szeroko otwarte i nie widzimy prowadzenia za rękę sekunda po sekundzie, minuta po minucie. Dlaczego tak się dzieje, że człowiek nie widzi? Czasem wydaje się, że musi mieć miejsce jakieś bardzo znaczące bądź też bardzo bolesne wydarzenie, aby człowiek otworzył oczy i zobaczył przy sobie Boga. A Bóg jest nieustannie. Dusza, która stara się wpatrywać w Boga, stara się słuchać Go, która stara się być otwartą, doświadcza więcej. Dusza ta ma swego rodzaju jasność i ona rozumie wymowę pewnych wydarzeń; ona rozumie Bożą Obecność przy niej w tych wydarzeniach. 
Ale to jeszcze nie wszystko. Nie wystarczy otwartość, nie wystarczy trwanie, potrzeba czegoś więcej. Tym, co otwiera duszę w sposób szczególny na Bożą Obecność jest miłość. Miłość najlepiej tłumaczy sens i cel wszystkiego. Ona najlepiej pokazuje człowiekowi obecność Boga w każdej rzeczy, sytuacji, spotkaniu, ponieważ Bóg jest Miłością; dlatego, że Bóg opiekuje się człowiekiem tylko z miłości, że stworzył człowieka z miłości, powołał do miłości i dlatego, że przygotował z miłości wieczność pełną szczęścia. Dlatego dusza, która pragnie kochać w większym stopniu dostrzega Bożą Obecność przy sobie, opiekę i prowadzenie. Miłość, jaką dusza ma wobec Boga, a właściwie należałoby powiedzieć, wielkie pragnienie miłości Boga sprawia, że dusza inaczej patrzy i ocenia rzeczywistość, inaczej przyjmuje rzeczywistość. W związku z tym miłość chroni tę duszę przed niebezpieczeństwem zranienia. Daniel został wrzucony do piwnicy z lwami. Jednak Bóg ochronił go i to ochronił do tego stopnia, że na ciele Daniela nie było ani jednego zadrapania, zranienia, niczego (por. Dn 6,12-28). To w jakimś stopniu może być obraz duszy, która jest wierna Bogu, a jej wierność wzmocniona jest, powiększona miłością. Dusza taka z różnych trudnych sytuacji wychodzi bez zranień. 
Każda dusza przeżywa trudności, każda doświadcza w swoim życiu w którymś momencie jakiegoś cierpienia. Te trudności, przeciwności, cierpienia dotykając duszy zazwyczaj ją w jakimś stopniu ranią. DUSZA, KTÓRA JEST WIERNA BOGU, KTÓRA KOCHA MIŁOŚCIĄ OBLUBIEŃCZĄ, KTÓRA KOCHA I OFIAROWUJE SIĘ BOGU CAŁA Z TAKICH DOŚWIADCZEŃ ŻYCIOWYCH WYCHODZI NIE PORANIONA. To, czego doświadcza nie dotyka jej głęboko. Owszem dotyka na tyle, że dusza doświadcza bólu, ale nie wchodzi w głąb duszy, nie czyni w niej zamieszania, nie powoduje w niej negatywnych zmian, a więc nie czyni ran. DUSZA, KTÓRA NIE JEST WIERNA BOGU I NIE IDZIE DROGĄ MIŁOŚCI WYCHODZĄC Z DOŚWIADCZENIA, NAWET JEŻELI JE POKONAŁA, JEŻELI PRZEZWYCIĘŻYŁA TRUDNOŚCI, JEDNAK POSIADA RANY. Te rany pozostają w niej lub zabliźniają się pozostawiając blizny. To znaczy, że dusza nie potrafiła obronić się przed złem, pozwoliła, by zło ją dotknęło. Być może trudno jest zrozumieć, a więc wypunktujmy sobie przykładowo pewne postawy;

● Dusza doświadcza przeciwności, rozpamiętuje je, prowadzi wewnętrzny dialog, doznaje bólu, cierpienia. Ma poczucie żalu, czasem pretensji, wylewa to na zewnątrz. Czuje się na przykład pokrzywdzona. Jej relacje z innymi przestają się układać tak jak powinny. 

● Ona cały czas żyje tym bólem, doświadczeniem i przez pryzmat tego patrzy na świat. Nie potrafi pogodzić się z tym bólem, doświadczeniem, czy z trudnościami. Ponieważ się nie godzi, walczy, ale czyni to w niewłaściwy sposób, często sama zadając innym cierpienie, ból, zranienie. 

● To, co czyni wobec innych, to, w jaki sposób doświadcza cierpienia, trudności w niej samej powoduje rany; w niej samej powstaje jakiś niepokój. Zajmuje się tą sprawą nie potrafiąc jej zaakceptować, nie potrafiąc przyjąć. 

● Dochodzą do głosu różne słabości: czasem pycha, czasem wygodnictwo, czasem zarozumiałość, egoizm. Dochodzi impulsywność, brak przebaczenia, czasem wplątują się w to dawniejsze doświadczenia, w których też zabrakło przebaczenia, pogodzenia się z czymś. 

● Dusza zamiast stawać przed Bogiem, by wszystko Bogu złożyć u stóp, z ufnością godząc się, ufając, że Bóg wszystko przemieni, ona jest wewnętrznie zbuntowana. Poprzez ten bunt, poprzez różne słabości zamyka się na doświadczenie Bożej Obecności w tym wydarzeniu, ponieważ ona podejmuje walkę sama. 

● Doznaje zranień, ponieważ szatan zawsze wykorzystuje wszystkie momenty, w których dusza nie oddaje się Bogu cała w jakimś doświadczeniu. Wykorzystuje ludzkie słabości, by wprowadzić niepokój. 

● Dusza potrafi nieraz bardzo zapędzić się w tym niepokoju, całkowicie daje się wciągnąć w ten niepokój. Odwrócona od Boga jest nieustannie atakowana przez szatana. Ona może w ten sposób nawet nie myśleć, ona po prostu zajmuje się swoimi problemami. Ale sposób, w jaki to czyni jest otwieraniem się na zadawane rany przez szatana, jest przyzwoleniem.

Natomiast dusza, która jest wierna Bogu, ufa i kocha; 

● Każde doświadczenie, chociażby było bardzo bolesne i wprowadzało duży niepokój w duszy, stara się Bogu wszystko oddać. Chociaż w niej samej mogą pojawiać się różne wątpliwości i różne myśli krążyć po głowie, ona za każdym razem, gdy zauważy je szybko oddaje Bogu, a więc nieraz co sekundę, aby tylko nie ulec tym niepokojom, tym atakom. 

● A więc nie wchodzi w głąb trudności, nie roztrząsa, nie angażuje swoich emocji. Ona wie, jakże często uczucia są wtedy złym doradcą, wyobraźnia - ileż potrafi narobić zamętu. 

● Dlatego dusza nieustannie to wszystko i całą siebie oddaje Bogu. 

● Jej miłość do Boga podpowiada, że przecież Bóg ją kocha, Bóg się nią opiekuje, Bóg ją wyprowadzi z tego doświadczenia. 

● I tak się dzieje – Bóg wyprowadza duszę. A im większa ufność, wierność i miłość, tym mniej zranień. A więc Bóg wyprowadza, tak jak Daniela z piwnicy z lwami, osłania dając Anioła.

Skąd czerpać taką ufność? Dlaczego, aż tak uwierzyć? To doświadczenie z lwami przecież symbolizować może jakieś rzeczywiście dramatyczne wydarzenia, sytuacje życiowe, które wydają się być bez wyjścia i które mogą powodować ogromne, ale to ogromne zagrożenie dla duszy, dla rodziny, dla życia, dla zdrowia, dla bytowania. Skąd ta ufność, że Bóg i nas wyprowadzi z jaskini lwów? Skąd ta ufność, że chociaż lwy są głodne, a my znajdujemy się w samym środku stada lwów, skąd ta ufność, że Bóg nas stąd wyciągnie? Dlaczego miałby to czynić? 
Dzisiaj jest czwartek. W czwartek przeżywamy Ostatnią Wieczerzę, przygotowanie Jezusa do Męki, modlitwę w Ogrójcu, w nocy pojmanie i całą Drogę Męki. Właśnie ta Męka, cierpienie, Droga Krzyżowa, Krzyż, straszliwe męczarnie na Krzyżu i agonia – one nam mówią, że Bóg nas wyprowadzi. KRZYŻ JEST JRDYNYM I NAJWIĘKSZYM ZAPEWNIENIEM BOŻEJ OPIEKI, TROSKI, bo Bóg kocha. Jest Ojcem, jest Matką, a ojciec i matka oddadzą życie za swoje dzieci. Zrobią wszystko, aby swoje dziecko uchronić od zła. Więc w różnych doświadczeniach wystarczy spojrzeć na Krzyż. To jest dowód miłości. Z Krzyża każda dusza może czerpać niezwykłą ufność, iż nie dozna nawet najmniejszego zranienia, choćby znalazła się w paszczy tysiąca lwów. 
To prawda, gdy przychodzą doświadczenia czasem trudno o taką ufność. Słabości ludzkie biorą górę nad człowiekiem. Ale te doświadczenia są kształtowaniem duszy, są formacją duszy. Święci również doświadczali niepokoju, nawet lęku, bo jest to ludzkie doświadczenie. Natomiast miłość i wierność wznosiły Świętych na wyżyny, wynosiły ponad to, co jest ludzkie i sprawiały, że pomimo wszystko Święty aktem woli mówił Bogu „tak”. I działy się cuda.
Dusza może doświadczać różnych uczuć w związku z zaistniałą sytuacją, różnych emocji. Ale ma nie poddawać się, nie iść za tym, nie iść za pędzącymi myślami i wyobraźnią, ale wszystko składać u stóp Boga, wpatrywać się w Krzyż – dowód, że Bóg wyprowadzi. I mówić Bogu: Oto jestem. Czyń swoją wolę wobec mnie.
Kiedy mówimy o doświadczeniach, cierpieniu i bólu zazwyczaj przychodzi nam na myśl jakieś duże doświadczenie, duże cierpienie. ale możemy też doświadczać w swojej codzienności niby drobiazgów, z tym, że często dusze zajmują się tymi niby drobiazgami dopiero, gdy urastają do dużych rozmiarów niszcząc duszę, raniąc ją. A przy drobiazgach często wystarczy: Jezu, ufam Tobie i Bóg pomaga przyjąć, doświadczyć, przeżyć daną trudność; przyjąć niemiłe słowo, jakąś ocenę krzywdzącą. Ale jeśli dusza rozmyśla, rozważa, dyskutuje wewnętrznie szukając różnych argumentów, jeśli dusza idzie za wyobraźnią, co też dalej się wydarzy, jaką przyjmie ona linię obrony w związku z tym, ten drobiazg staje się potężną górą. Kamienie z tej góry przytłoczą duszę raniąc ją boleśnie. 
Dlaczego mówić: Jezu, ufam Tobie? Przecież kochamy Jezusa i dla Niego warto przyjąć doświadczenie, zgodzić się, aby było. Z miłości do Niego można przełknąć gorzkie słowo, uśmiechnąć się do kogoś, kto może na ten uśmiech nie zasłużył, nie tłumaczyć się, gdy jesteśmy oskarżani niesłusznie i nie roztrząsać jakichś niesprawiedliwości, bowiem to wszystko więcej narobi szkody niż wtedy, gdy po prostu powiemy: Z miłości do Ciebie, Jezu, godzę się na to. Pomóż mi to przyjąć! 
Złóżmy dzisiaj serca na Ołtarzu i poprośmy, abyśmy potrafili być wierni Bogu i aby tę wierność połączyć z miłością, aby ona wypływała z miłości. My już wiemy, że jedynie miłość jest wieczna, trwała.
 
 
Modlitwa
 
Jezu mój! Oddaję Ci cześć! Tyś moim Bogiem! Tyś Wielkim Królem! Moje serce należy do Ciebie. Ja całą należę do Ciebie. Kłaniam Ci się do samej ziemi. Oddaję Ci wszystko, co moje. 
Dzisiaj Jezu uświadamiasz mi, jak mała jest moja wiara, jak niewystarczająca jest moja miłość do Ciebie. Postawa Daniela zadziwia mnie. Ale, gdy pomyślę o sobie w takiej sytuacji, Jezu, moje słabości są większe ode mnie. Właściwie we mnie są same pragnienia.
Pragnę Ciebie kochać! 
Pragnę być Ci wierną! 
Pragnę Ci służyć! 
Pragnę w Ciebie wierzyć! 
Pragnę Ci ufać! 
Ale, gdy przychodzi jakaś sytuacja, kiedy mam wykazać się już nie tylko pragnieniami, okazuje się, że jestem za słaba. Mówisz mi Jezu, że nadzieją moją, która powinna budzić ufność, jest Twój Krzyż, miłość, która płynie z Krzyża. Ta miłość mówi wszystko. Dlatego, Jezu, choć jestem tak bardzo mała i chociaż moja wiara i moje trwanie przed Tobą opiera się głównie na pragnieniach, to będę z ufnością wpatrywać się w Krzyż, by nigdy nie zapomnieć, że z miłości do mnie zgodziłeś się zawisnąć na nim. Będę wpatrywać się, aby stale nabierać sił, wyciągać ręce i oczekiwać pomocy od Ciebie. 
Jezu! Często cierpienie zdaje się całkowicie mnie w sobie zatapiać. Ale z najgłębszych głębin cierpienia, chociażby było niewyobrażalnie wielkie, będę wołać do Ciebie z ufnością. Skoro Ty zgodziłeś się na tak straszną Mękę - dla mnie; skoro dałeś się przybić do Krzyża - dla mnie, to ja będę ufać. Twoje Rany Jezu, Twoja Krew przemawiają do mnie, wołają do mnie o Twojej miłości. Nie mogę inaczej odpowiedzieć, jak tylko ufnością, jak tylko miłością. 
Pragnę Ci podziękować Jezu! Chcę Ci podziękować za Krzyż Twój, za Twoją Mękę, za Twoje Rany, za Twoją Krew. Chcę Ci podziękować za coś, co tak trudno jest nazwać. Twoje Rany Jezu przyciągają mnie do Ciebie, do Krzyża. Objawiasz mi Siebie na Krzyżu, a to objawienie jest tak pełne miłości, że jedynie co pragnę, to przylgnąć do Twoich Ran, być w nich zanurzona i obmyta Twoją Krwią. Twoje Rany Jezu i Twoja Krew wołają do mnie o miłość, przyciągają mnie do Ciebie. Dotykają mego serca i poruszają ożywiając i napełniając miłością. W takich chwilach, Jezu, niczego już więcej nie pragnę, tylko Ciebie. Przytul mnie mocno! Przytul mnie do swojego Serca! Daj mnie przylgnąć do Krzyża i już nigdy się od niego nie odwrócić.
 
***
Jesteś Jezu moją Miłością. Jesteś nieustannym pragnieniem mego serca. Moja dusza stale za Tobą tęskni, myśli biegną ku Tobie. Kiedy udzielasz mi swojej laski, cała zamieniam się w pragnienie Ciebie aż do bólu. A jednak, gdy przychodzi codzienność, jakże często ulegam, upadam, zajmuję się nie tym, co trzeba. Moje myśli, moje słowa są bez miłości. Nie potrafię wtedy wierzyć, być Tobie wierna, kochać. Nie mogę zrozumieć Jezu, jak to jest? Teraz, kiedy przyszedłeś do mojego serca, kiedy klęczę przed Tobą, w tak cudowny sposób moje serce przylgnęło do Ciebie i zdaje mi się, że może góry przenosić. Ale za chwilę wystarczy jakieś słowo, czyjaś nieżyczliwa opinia o mnie i pokój, który mam w sercu, miłość – wszystko jest zburzone. Okazuje się, że jednak są rzeczy ważniejsze. W moim sercu zajmują miejsce wyższe niż Ty. Dlaczego? Jakże chciałabym być jak Święci! Jakże chciałabym żyć tak jak oni: wierzyć, ufać, kochać i wszystko Tobie poświęcić! Bardzo Jezu doskwiera mi to, że jestem taka słaba. Ale Ty mi mówisz, że właśnie słabość moja może być mi pomocą. To prawda, Jezu! Skoro jestem tak słaba, skoro jestem tak mała, mam prawo oczekiwać od Ciebie wszystkiego, bo takie jest prawo każdego dziecka, by oczekiwać wszystkiego od swoich rodziców i by od nich otrzymywać wszystko. Więc, Jezu, nie będę się już smucić, że jestem słaba i nic nie potrafię i że stale upadam. Będę się cieszyć, iż mam powód, aby nieustannie wyciągać ręce do Ciebie i wołać: Pomóż! Jak to dobrze, że dałeś mi łaskę zrozumienia. I dobrze, że uczyniłeś mnie słabą, bo Ty będziesz wszystkiego dokonywał we mnie. 
Proszę, Jezu, aby to, co podczas tej modlitwy rozjaśniło moje serce, to, co stało się zrozumiałe dla mnie, niech zostanie utrwalone. Ty wiesz, że i pamięci dobrej nie posiadam, więc przypominaj mi o tym. Przypominaj mi, że ufność mam czerpać z Krzyża. I przypominaj mi, że moja słabość jest atutem, bo Ty wszystko będziesz czynić we mnie. Proszę Cię, Jezu, pobłogosław mnie!
 
 Refleksja
 
Czasem przypominajmy sobie tę historię Daniela, jego wierność Bogu oraz to, że nie zaznał ani jednej rany dzięki swojej wierności. Nie został zraniony. Bóg go uchronił. Dusza, która jest wierna Bogu, która stara się po prostu być wierną, czyni to z miłości, bo kocha Boga i nie chce Mu sprawiać przykrości. Ta dusza jest przez Boga chroniona. W różnych sytuacjach życiowych, trudnościach, przeciwnościach nie zazna ran, choć czasem będzie również cierpieć. To cierpienie będzie ją formowało, budowało, doskonaliło. Nie będzie pozostawiało ran, blizn, nie będzie zniekształcało, deformowało.
Błogosławię was – W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!