banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130259 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Dzień skupienia w Czerwińsku nad Wisłą, cz I. 30 listopada


    
W szóstą rocznicę śmierci śp. ks. Józefa Gregorkiewicza

    
1. Wprowadzenie w dni skupienia
      
    
Tutaj, w Czerwińsku, wszystko się zaczynało, tutaj poznawaliśmy swoją drogę duchową, czyniliśmy na niej pierwsze kroki, tutaj szukaliśmy światła Bożego i tutaj i tutaj Bóg przysłał nam kapłana, który tę drogę nam pokazał. I tutaj mogliśmy zapoczątkowywać pierwsze kroki na Maleńkiej Drodze Miłości. To miejsce powinno być szczególne dla naszych serc, bliskie dla naszych serc. Z tym miejscem powinniśmy mieć wspomnienia jako miejsce, w którym właściwie wszystko, co wiąże się ze Wspólnotą, drogą, przesłaniem, wiąże się z nim. 
Pragnę, kochani, byśmy sercem powrócili do Czerwińska, jako do miejsca macierzystego, mimo, że z miejscem tym wiążą się różne wspomnienia, jednak spójrzmy na nie w sposób duchowy. Pomoże nam w tym wspomnienie kapłan, który swoją posługą, swoją modlitwą, a przede wszystkim swoim sercem wspierał nas, który również teraz oręduje za nami w Niebie. Pragnę, byśmy jeszcze raz uświadomili sobie czym jest jedność we wspólnocie i na czym polega zjednoczenie się dusz. Jeszcze raz przypomnijmy sobie nasze wkraczanie na Maleńką Drogę Miłości, to nasze zachłyśnięcie się Orędziem Miłości Serca Jezusa do świata oraz nasze wspólne poznawanie życia naszej Patronki Sł. B. s. Marii Konsolaty Betrone. Bardzo bogaty zatem zapowiada się dzisiejszy dzień, wieczór i jutrzejszy czas. Postarajmy się wszyscy dobrze otworzyć serca, by nic z tego, co Bóg pragnie nam ofiarować nie zostało pominięte. Módlmy się, byśmy potrafili od nowa spojrzeć na to, co jest nam dobrze znane, i od nowa to przyjęli, aby odnowić w sobie życie, aby na nowo pójść wspomnianą drogą. Na ten czas błogosławię was – W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    
2. Rozpoczęcie modlitwy różańcowej

    
Cieszę się, że pozostała w naszych sercach pamięć o śp. Ks. Józefie Gregorkiewiczu, że pamięć o zwykłym kapłanie jest w naszych małych sercach żywa. Ufam, że ks. Józef, choć obecny duchowo, pragnie dzisiaj w sposób szczególny razem z nami modlić się. 
Przeżywamy piękny czas, bowiem przygotowujemy się do dziesiątej rocznicy Wieczerników Modlitwy. Bóg udzielił ks. Józefowi tej łaski, że był przy początkach powstawania naszej Wspólnoty. Bóg dał mu także potrzebne światło, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć drogę, po której ta właśnie Wspólnota ma iść. Wcześniej Bóg w serce ks. Józefa wlał miłość, potrzebną do rozmiłowania się w „Orędziu miłości Serca Jezusa do świata”, przekazanego Sł. B. Konsolacie Betrone, pozwolił mu poznać i zachwycić się samym Orędziem, jak i życiem sł. B. s. Konsolaty, a potem przekazywać ten zachwyt innym. Dzięki łasce Bożej ks. Józef stał się orędownikiem Miłości i orędownikiem maleńkiej drogi. Razem z ks. Józefem chcemy dzisiaj okazać naszą wdzięczność Bogu za pewnego rodzaju wyróżnienie, którym Bóg tego świątobliwego kapłana obdarzył, także za trud, jaki poniósł, chociaż wierzymy, że ten trud był dla niego wielką radością. Droga, jaką ks. Józef zobaczył w maleńkiej drożynie stała się w jego życiu radością i wypełniała jego kapłańskie serce i wielbił Boga, iż właśnie na tę drogę również i jego osobę powołał.
Gdy ks. Józef Gregorkiewicz usłyszał o kilku osobach, które w sierpniu 2003 r. na rekolekcjach w Czerwińsku szukały światła dla naszej Wspólnoty, które także zapragnęły tworzyć Wspólnotę i które modliły się, aby rozeznać w jaki sposób mają układać swoje życie, na myśl przyszła mu Maleńka Droga Miłości, książka, poprzez którą mogliśmy tę drogę poznawać. Zapewnieniem dla nas, że idziemy właściwą drogą jest fakt, że zaczynaliśmy w kilka osób; teraz tą drogą idą już nie dziesiątki, ale setki, a poprzez te setki zapoznają się z tą drogą tysiące. Ta Wspólnota, którą ks. Józef także nazywał swoją, rozrasta się, a członkowie tej Wspólnoty mieszkają w całej Polsce i poza jej granicami. Patrzmy na owoce, i zauważmy, że to prawdziwie Boże prowadzenie i prawdziwie dobrze odczytaliśmy drogę naszego powołania na Maleńką Drogę Miłości. Na tej drodze najważniejsza jest miłość, otwarcie się na nią, nasłuchiwanie jej i pójście za tą miłością. Kiedy serce otwiera się na Bożą miłość, zaczyna więcej rozumieć, jeśli posłuszne jest zrozumieniu pewnych prawd, wtedy zaczyna kroczyć drogą świętości. Dlatego ks. Józef wskazywał nam na tę drogę jako na tę, która prowadzi nas wprost do Nieba. Na tę drogę winniśmy też zapraszać wszystkich, bo ta droga miłości zaprowadzi nas w same objęcia Boże.
Teraz, kiedy duchowo spotkaliśmy się wspólnie ze śp. Ks. Józefem tu w miejscu złożenia jego doczesnych szczątek, starajmy się podczas wspólnej modlitwy różańcowej otworzyć swoje serca na miłość. To takie ważne - mówił ks. Józef -, aby człowiek modlił się sercem, aby w jego sercu była miłość, aby słowa wypowiadane do Boga były pełne miłości, były kierowane z miłością. Wtedy nie potrzeba tak wielu słów, ponieważ miłość mówi wszystko. Swoją miłością obejmijmy teraz także wszystkich kapłanów. Iluż braci w kapłaństwie ks. Józefa potrzebuje takiej modlitwy, a więc módlmy się z miłością za wszystkich kapłanów. Od ich świętości zależy nasza świętość. Ci, którzy już nie mogą sami iść tą drogą, aby osiągnąć świętość, którzy już przeszli swoją drogę, teraz czekają na naszą miłość, a więc i tych kapłanów obejmijmy swoją miłością. Bardzo często wierni mówią krytycznie o swoich kapłanach. Powinni najpierw zastanowić się nad tym, na ile kochają swoich kapłanów i na ile za nich się modlą. Kapłani objęci miłością swoich parafian, otoczeni modlitwą idą szybko ku Niebu. Natomiast kapłani opuszczeni, którzy nie otoczeni są miłością, mają o wiele trudniejszą drogę. Dlatego nigdy, moi kochani, nie wypowiadajmy słów bez miłości o kapłanach, natomiast zawsze módlmy się za wszystkich z miłością, za tych, którzy jeszcze idą i za tych, którzy mogą tylko czekać na nasze modlitwy. Jednych i drugich obejmujmy swoją miłością, bo to miłość przybliża ku Bogu. Zatem różańce do ręki i módlmy się razem.

    
3. Zakończenie różańca

    
Spotkaliśmy się tu dzisiaj w rocznicę śmierci Kapłana, który w oczach Bożych tak wiele uczynił dla naszej Wspólnoty. Ten Kapłan i za swojego życia na ziemi i teraz jest razem z nami, modli się, wyprasza łaski i wraz z kapłanem odpowiedzialnym za Wspólnotę prowadzi ją. Jest ojcem duchowym tej Wspólnoty. Pragnę wam podziękować, że pamiętacie o nim, za to, że niektórzy z was w modlitwie codziennie wspominają tego Kapłana, za to, że w sercach znajdują miłość dla niego.
Pragnę powiedzieć także parę słów na temat kapłanów i ich powołania. Kapłaństwo jest powołaniem do zjednoczenia z Jezusem, jest powołaniem do takiego zjednoczenia, aby Chrystus poprzez kapłana mógł sprawować Najświętszą Ofiarę. To Bóg dokonuje tego zjednoczenia w sposób cudowny, tajemniczy, co znaczy, że nie na ludzki rozum. Jest to dla kapłana najwyższe wyróżnienie, największa łaska, a jednocześnie ogromne, ogromne zobowiązanie wobec Boga, ogromna odpowiedzialność. Bowiem człowiek powołany do kapłaństwa wyróżniony przez Boga i w codziennej Eucharystii przez Niego łączony z Sercem Bożym powinien być święty, powinien dążyć do świętości; wiadomo, że jest człowiekiem słabym. To dążenie do świętości ma polegać przede wszystkim na największym umiłowaniu Boga, ponieważ miłość jest święta i to miłość uświęca; to ona daje życie Boże w sercu człowieka. Zatem kapłan, który kocha prawdziwie Bożą miłością, uświęca się, odpowiada na powołanie dane mu przez Boga, odpowiada na to niesłychane wyróżnienie. Takiego wyróżnienia nie otrzymuje żaden człowiek, tylko kapłan.
Niestety, z różnych powodów jest wielu kapłanów, którzy nie odpowiadają w sposób doskonały na to powołanie do miłości, do umiłowania Bożego Serca w sposób najwyższy, najdoskonalszy. Dlatego też tak wielu kapłanów przebywa w czyśćcu. Będąc w czyśćcu teraz rozumieją na czym polegał ich grzech, czym ranili Boże Serce. Jest ich wielu, którzy potrzebują modlitwy, potrzebują miłości. Podczas naszej modlitwy tutaj zapewne było ich bardzo dużo, a ich twarze były smutne, ponieważ oni zdają sobie sprawę z wielkiego cierpienia Bożego Serca, których oni są powodem. I chociaż pragną bardzo gorąco oglądać Boga twarzą w twarz, to z drugiej strony, mając już to zrozumienie cierpienia, jakie wywołali swoim brakiem miłości, chcą do końca oczyścić się z tego największego dla kapłana grzechu, grzechu braku miłości Bożego Serca.
W swoich modlitwach zawsze pamiętajmy o kapłanach, zwłaszcza o tych, z którymi stykamy się na co dzień; pamiętajmy także o tych, którzy już odeszli. Mamy swoje rodziny, które zapewne będą pamiętać o nas, gdy dojdzie kresu nasze życie na ziemi; wielu jest kapłanów, o których nikt nie pamięta, wielu jest kapłanów, o których nikt nie myśli z miłością, a przecież to miłość zbawia, to miłość prowadzi do Nieba. Więc my, krocząc Maleńką Drogą Miłości stawajmy się miłością do kapłanów, niech nasza miłość, modlitwa pełna miłości poprowadzi te dusze do Nieba. Dziękuję wam za to dzisiejsze tutaj spotkanie i błogosławię - W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    
4. Kazanie

    
„Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę” (Rz 10,15). Patrząc na swoje stopy może nie zachwycałbym się ich wyglądem, ale słuchając Boga i idąc za Jego wezwaniem raduję się, że mogę głosić Jego miłość. I wtedy zaczynam rozumieć, że ten, kto głosi Bożą miłość jest największym zwiastunem, jest oczekiwanym gościem, jest tym, którego pragnie dusza. Jest tym, który rozradowuje duszę. Jest spostrzegany jako piękny, nie fizycznie, ale duchowo, bowiem ten, kto zwiastuje Bożą miłość, ten, kto mówi o Bożej miłości, która zwycięża, ten, który żyje tą miłością jest nią przemieniany, jest piękny. I to piękno dostrzega się, bowiem ono bije z tego zwiastuna. Piękno, które ma w sobie, w swojej duszy promieniuje na zewnątrz. Dusza żyjąca miłością promieniuje tą miłością na innych. I inni dostrzegają tę miłość, chociaż nie zawsze mogą sobie to wytłumaczyć dokładnie na sposób biblijny, religijny.
Ks. Józef Gregorkiewicz ogromnie się cieszył, że żyjąc na ziemi mógł być tym zwiastunem Dobrej Nowiny, Bożej miłości, zwycięstwa Bożej miłości w ludzkich sercach i na całym świecie. Tę Dobrą Nowinę przyniósł nam w postaci „Orędzia miłości Serca Jezusa do świata”. Sam tym Orędziem się zachwycił, odkrywając je w sposób niemalże przypadkowy. Jednak wiedział, że to było Boże działanie. Ufał, że to sam Bóg dał mu do ręki słowa Orędzia. I to sam Bóg poruszył jego serce miłością, aby zaczął zgłębiać tę cudowną tajemnicę miłości w Orędziu. I to Bóg był Tym, Który serce tego świątobliwego kapłana przynaglał, aby mógł mówić o Jego miłości. To Bóg ujął jego serce tak wielką miłością swoją, że nie sposób było Mu się oprzeć. Dzięki Jego miłości, która żyła w tym kapłanie, mógł on nam tę miłość głosić, o niej mówić, przekazując nie tylko słowa, ale przekazując przede wszystkim samą miłość. Bóg, który wypełniał duszę ks. Józefa, poprzez słowa, poprzez jego usta rozlewał swoją miłość na nas. To ona dotykała naszych serc, to ona je porywała; czuliśmy, że Bóg działa, że Bóg jest; podczas naszych spotkań, podczas Mszy św., podczas katechezy. Czasem dziwiliśmy się jak dużo jest w tym kapłanie energii, jak dużo zapału, tak wiele słów wypowiedzianych o Bogu, o miłości, o Matce Bożej; i stale od nowa z siłą i mocą kolejne słowa wypowiadane. I zawsze poruszone serca, zawsze dusze, które zaczynały płonąć miłością. To nie były słowa kapłana i to nie był jego duch.
To Boża miłość, to Bóg, który posłużył się sercem ks. Józefa, który wybrał go na swojego kapłana; dokonał cudu, zjednoczył swoje Serce z kapłańskim sercem i mógł poprzez serce ks. Józefa docierać do nas. Za to jesteśmy wszyscy Mu wdzięczni. I to Bóg pokierował tym kapłanem, w jego serce włożył Orędzie, jego sercu dał poznać s. Konsolatę, jej duszę; i  dał jego duszy zrozumienie, czym jest proponowana przez samego Jezusa droga – życie aktem miłości.. Gdy ks. Józef pojął głębię tej modlitwy, tak krótkiej, wydawać by się mogło, tak zwyczajnej, zrozumiał, że jest to jego droga, i że pragnie głosić tę drogę wszystkim, ponieważ wszystkie dusze potrzebują takiej drogi. Wielcy Święci mieli swoje drogi; wielcy Męczennicy przeżywali wielkie męczeństwo dla Boga. Byli Wielcy, więc ich droga, ich życie było wielkim zmaganiem się, wielką walką i ujawniają się w wielkiej mocy Bożej w ich wielkich sercach.
Ale to Orędzie Jezusa skierowane jest do maleńkich, do małych dusz; do nas, do zwykłych ludzi, którzy idą tą drogą, którzy mając w sercu i na ustach akt miłości, mogą również stać się świętymi. Mogą również zdobywać Niebo; i to zdobywać je szturmem. Wielkie dusze, wielcy święci przechodzili nieraz bardzo ciężką drogę, ale Bóg dawał im tę drogę na ich miarę. Nam dał drogę na skróty, bo wie, że jesteśmy mali, więc nie podołamy wielkiej drodze. Jesteśmy mali; porównując do dzieci, mamy krótkie nóżki, małe stópki. W związku z tym te małe stópki, te krótkie nóżki nie wejdą na wielki szczyt same; nie będą mogły biec po wielkich schodach do wielkoludów. Tak więc Bóg uczynił dla nas z boku tej góry windę. Tą windą na sam szczyt jest akt miłości. Ta winda jest wyrazem Jego miłości do wszystkich dusz. Jest wyrazem Jego miłosierdzia wylewanym w dzisiejszych czasach, jest wyrazem Jego mądrości, bowiem widząc stan dusz wie, że ta droga, ten sposób jest dokładnie na dzisiejsze czasy. Widząc nas małych stworzył dla nas windę. On sam, Jego ramiona są tą windą do Nieba. Więc od nowa zapragnijmy żyć aktem miłości. Niech zostanie on odświeżony w naszych sercach, bo przyznamy sami, że nieco się zakurzył.
Odkryjmy na nowo piękno słów tej modlitwy  Jezu, Maryjo, kocham was, ratujcie dusze. I wypowiadając te słowa uświęcajmy się, bowiem to, co wypowiadamy powinno każdą duszę wprowadzać w ekstazę i unosić duszę do Nieba. Wypowiadamy święte Imiona Jezu, Maryjo, Imiona, które kochamy; miłość do Jezusa i do Maryi; ona powinna nas uskrzydlać. Wypowiadamy słowa: kocham was; wyznajemy miłość Jezusowi i Maryi, Oblubieńcowi swojej duszy i Matce swojej najmilszej. I prosimy Ich: ratujcie dusze. Łączymy się w tej miłości z Bogiem, który dusze umiłował największą miłością i za dusze dał najcenniejszy dar, dał największą cenę, swoje życie. I my modlimy się o to, co dla Boga jest najcenniejsze, modlimy się za dusze. Ten akt miłości powinien nas wprowadzać w wielką radość, że oto czynimy coś, co w oczach Bożych jest bardzo cenne, czego Bóg oczekuje. W dodatku sprawiając Bogu radość, przyczyniamy się do zwiększenia dusz w Niebie, ratujemy tych, którzy stają już na skraju potępienia. Z czyśćca wydobywamy kolejne dusze, a te osiągając Niebo, z wielkiej wdzięczności za naszą modlitwę, wstawiają się za nami. Zdobywamy w ten sposób braci i siostry. Mamy ich tak dużo w Niebie, tak dużo w czyśćcu, a wszyscy modlą się za nas, jednoczą się z nami i staje za nami wielka armia. Mamy swoich przyjaciół, bardzo mocnych przyjaciół. Tu na ziemi nie zdobędziemy takich przyjaciół, ale tam, w czyśćcu i w Niebie mamy potężnych przyjaciół, którzy mogą bardzo wiele. Każdy święty umiłowany jest szczególną miłością przez Boga i zjednoczony z Bogiem. Gdy Święty prosi, Bóg spełnia jego prośbę. A więc Bóg dał nam w ręce niesłychaną modlitwę, wspaniałą broń, oręż, dzięki której my, tu na ziemi przy współudziale świętych w Niebie i dusz czyśćcowych możemy przyczyniać się do zwycięstwa miłości na świecie; do zwycięstwa miłości w Kościele. Możemy przyczyniać się do rozkwitu Kościoła.
Ta modlitwa Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze, jest modlitwą, która jednoczy duszę z Bogiem. Wypowiadana sercem niejako uwewnętrzniona, stale wypowiadana sprawia, że dusza zaczyna prawdziwie żyć miłością. I z czasem dusza nawet nie musi wypowiadać tych słów w swoich myślach, bowiem ta modlitwa wprowadza duszę w miłość, w życie miłością i ona po prostu kocha; i swoją miłością wyprasza ratowanie dusz; będąc miłością nieustannie kocha Boga, Matkę Najświętszą i dusze. Żyje w zjednoczeniu z Bogiem pełniąc Jego wolę; rozumiejąc w swoim wnętrzu bardzo wiele z tego co Boże, może kierować się tym zrozumieniem i uczestniczyć w Dziele Zbawczym. To pokrótce droga maleńkiej duszy żyjącej aktem miłości.
Przypomnijmy jeszcze, co to znaczy dusza maleńka? Co to znaczy dusza najmniejsza? To dusza, która dostrzega swój brak sił do czynienia czegokolwiek dobrego. To dusza, która zdaje sobie sprawę ze swoich słabości, która widzi, że ciągle upada, i która wie, że nie potrafi sama czynić nic dobrego. Jednak to dostrzeżenie swoich słabości, swojej bezsilności wobec tych słabości nie jest powodem załamania się duszy, popadania w jakąś depresje, ale to jest powodem do tego, by dusza całą sobą zwróciła się do Boga, bo to Bóg jest pełen mocy, pełen miłości; to On wszystko może. Dusza maleńka nie jest powołana do wielkich czynów, bo ją na to nie stać; dusza maleńka powołana jest do miłości. A miłość, która w niej żyje dokona wielkich rzeczy. To Bóg, którego dusza zaprasza do swego wnętrza, daje miejsce Bogu w swoim sercu i Nim żyje, to Bóg dokonuje wszystkiego, kocha i poprzez miłość zdobywa kolejne dusze. To Bóg triumfuje w maleńkiej duszy i triumfuje w otoczeniu, Jego miłość zwycięża. W ten sposób królestwo Boże rozszerza się pośród nas. Maleńka dusza sama nic nie czyni, daje miejsce Bogu i prosi, aby to Bóg czynił za nią wszystko. Ona trwa w akcie miłości, ona kocha.
Oczywiście nie może to być błędnie rozumiane, że dusza maleńka jest bezczynna, nie robi nic i czeka aż z Nieba spadnie wszystko. Dusza maleńka stara się trwać w tej miłości, stara się być posłuszna tej miłości, stara się czynić wszystko z miłości, stara się wszystko z miłością przyjmować, stara się z miłością na wszystko odpowiadać, stara się przyjmować każdą rzecz, sytuację i osobę jako łaskę Boga w danym momencie; a więc przyjmuje z uśmiechem, z miłością, ufając, że to jest wola Boża. Kiedy dusza próbuje żyć w ten sposób zaczyna sobie zdawać sprawę, że to nie jest takie proste. I okazuje się, że to co dla Wielkiego Świętego jest trudem, analogicznie dla małej duszy ta drobna rzecz, ta maleńka modlitwa też staje się trudem. To ciągłe powracanie do miłości, to ciągłe trwanie w akcie miłości staje się wręcz heroicznym trudem, ale ten heroizm jest dostrzeżony przez Boga i Bóg uświęca duszę.
Dusza maleńka, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że jest niczym, a wszystko co dobre, otrzymała od Boga rezygnuje z tego, co ludzkie, z tego co jej, co jest jej własnością, co jest jej upodobaniem, co jest jej wygodą, co jest jej ambicją, co jest jej wolą, pragnieniem na rzecz Boga. Więc wsłuchuje się w Boga, uznając, że to On jedynie jest Mądry, On Jedyny jest Dobry, On Jedyny jest pełen miłości. On wie, co dla niej jest dobre, On wie, co ją uświęci. A więc dusza maleńka rezygnuje z samej siebie, aby Bóg prawdziwie żył w niej, Jego wola, Jego miłość, Jego pokój; On cały. Wszystko to i tak dla duszy wydaje się za trudne. I tak nieustannie potyka się, upada i widzi, że nawet nie potrafi podołać tej Maleńkiej Drodze Miłości.
Ale Bóg nie pozostawia duszy samej. Bóg każdemu z nas dał najcudowniejszą pomoc, najpiękniejszą, najdoskonalszą, dał swoją Matkę. Dusza, która zawierza się Maryi może być pewna, że Maryja poprowadzi, że Ona wskaże drogę i Ona tą drogą pójdzie razem z duszą, Ona wręcz weźmie na ręce, kiedy dusza już słabnie; Ona, która tak umiłowała, że miłość w Niej poczęła Syna Bożego. Jej miłość była tak czysta, tak piękna, że w zjednoczeniu z Bożą miłością poczęła Syna Bożego. To coś niebywałego! Jak cudowną jest miłość Matki Bożej, że poczyna Boga w Sercu. Wpatrujmy się więc w Tę Mistrzynię miłości, miłości doskonałej, miłości przepięknej, miłości czystej. Ona może nas tej miłości nauczyć. Ona ku tej miłości prowadzi. Ona, jeśli Ją zaprosimy do serca, w nas będzie tą miłością kochać Boga i ludzi. Dusza, która zaprasza Maryję, jeśli Ją rzeczywiście kocha, jeśli rzeczywiście tego pragnie, doświadcza obecności Maryi w swoim wnętrzu. Duch Maryi przenika duszę, zaczyna w niej żyć i dusza doznaje niebywałego prowadzenia Matki Najświętszej. Często dziwi się skąd ma takie, czy inne myśli; takie zrozumienie pewnych prawd Bożych; skąd u niej uczucia, miłość, poznanie Bożego cierpienia. To Duch Maryi daje duszy poznać Boga.
Na początku powiedzieliśmy sobie, że jesteśmy duszami najmniejszymi, i że w tych czasach Bóg daje akt miłości. Ponieważ teraz na ziemi żyją dusze najmniejsze, brakuje tych wielkich świętych. Bóg pragnie poprzez dusze maleńkie zbawiać świat, triumfować, ale to, co przedstawiliśmy wydaje się duszy tak wielkie, że przerasta jej możliwości. Nie należy spodziewać się małych owoców, skoro droga ma prowadzić do Boga. A więc spodziewaj się na tej drodze i na jej końcu rzeczy wielkich, niepojętych, cudownej tajemnicy Bożej, bo przecież kroczysz ku Niebu. To prawda, droga jest Maleńką Drogą Miłości, na miarę naszych możliwości, my jesteśmy mali, więc Bóg specjalnie stworzył dla nas tę drogę, otworzył windę i do niej zaprasza, ale ta winda wynosi duszę do samego Nieba i dusza zaznaje przebywania w Bożym Sercu, zaznaje Bożej miłości, Bożej chwały, bierze w niej udział. A więc uczestniczy w czymś, czego ani oko nie widziało, ani ucho ludzkie nie słyszało…(1Kor 2,9). Uczestniczy w czymś wielkim, nieskończonym; przebywa wśród Świętych w Niebie.
Zatem pamiętajmy, że choć droga maleńka stworzona dla dusz najmniejszych, to prowadzi do wielkiej świętości. Sł. B. s. Konsolata Betrone jest tą duszą najmniejszą, poprzez którą Jezus ukazał Maleńką Drogę Miłości; można powiedzieć odświeżył rozumienie tej drogi, dał pomoc duszom na tej drodze, a więc akt miłości. Ale s. Konsolata jest w Niebie. Gdybyśmy mieli taką możliwość żyć z nią, to byśmy zobaczyli jak heroiczna była jej walka o to, by trwać w nieustannym akcie miłości; jak wiele cierpiała, również fizycznie, oddając wszystko Bogu w tym akcie miłości. Ona zamieniła się w akt miłości, całą swoją istotą wyśpiewywała Bogu miłość; cokolwiek czyniła, a potem, w jakimkolwiek była już stanie, kiedy była już bardzo słaba i chora, ona była aktem miłości; jej dusza, jej serce wyśpiewywały Bogu miłość i wołały o ratunek dusz. Doszła do szczytu świętości. Dusza maleńka, Maleńka Droga Miłości, ale świętość wielka i zjednoczenie z Bogiem, z Bożym Sercem, to cel!
Odświeżmy w sobie życie aktem miłości, od nowa uwierzmy, iż ta modlitwa odmawiana sercem prawdziwie prowadzi ku Bogu i jednoczy z Nim. Z wielką żarliwością odmawiajmy ją, wiedząc, że ratujemy dusze, wiedząc, że przyczyniamy się do triumfu miłości w Kościele. Swoje dłonie oddajmy Matce Najświętszej, aby Ona uczyła nas tej pięknej miłości. Prośmy s. Konsolatę, aby nas wspierała. Do tej modlitwy, do naszego życia zapraszajmy Świętych, by razem z nami trwali w akcie miłości. Zapraszajmy do swego życia dusze czyśćcowe, niech i one uczestniczą w naszych modlitwach; potrzebują tego i pragną tego. Zapraszajmy Aniołów. Bóg nam dał Aniołów, aby nas strzegli i prowadzili, aby służyli nam pomocą. Bóg dał nam Anioła Dzieła Odnowy Kościoła; który czuwa nad naszą Wspólnotą, nad tym co się w niej dzieje i dokonuje. Zapomnieliśmy o Nim. Prośmy Go o pomoc we wszystkich trudnych sytuacjach; prośmy Go o światło, gdy nie wiemy co czynić. Prośmy o torowanie drogi, burzenie murów, pokonywanie przeszkód, gdy takie się pojawiają.
To Bóg powołał nas na tę drogę i jako najmniejszym daje wszelką pomoc z Nieba, byśmy tą drogą mogli iść. Więc w górę podnieśmy swoje dusze, serca, z aktem miłości na ustach i w sercu zdobywajmy szturmem Niebo. I tak jak zawsze, tak i dzisiaj niech nasze dusze zjednoczą się z Jezusem w Ofierze podczas Eucharystii. Prośmy, aby ta Ofiara odnowiła w nas życie aktem miłości, aby każde serce z nową siłą, z większą mocą i żarliwością trwało w miłości do Boga, zdobywając kolejne dusze. I ufajmy, że Ks. Józef jest obecny pośród nas, razem z nami prosi o łaski, szczególnie Matkę Najświętszą, bo Ona Jedyna jest w stanie wyprosić wszystko; Bóg wobec Niej ma szczególnie miękkie Serce i nie odmawia Jej niczego.

    
5. Dziękczynienie

    
O Mój Jezu! Jesteś moją miłością!  Jesteś Oblubieńcem mojej duszy. Jakże pragnęłam, abyś znów gościł w mojej duszy. I przyszedłeś. I jesteś, mój Gościu upragniony i moja dusza raduje się, napełnia się szczęściem tak bardzo, że mam wrażenie, że zaraz uleci do Nieba. Panie mój! Jakie to szczęście, że przychodzisz do Mnie, że jesteś. A gdy przychodzisz, pragnę Ciebie jeszcze bardziej, jeszcze bardziej, Jezu, tęsknię za Tobą. Panie mój!  Nie umiem określić mojej miłości, nie umiem jej wypowiedzieć, nie umiem powiedzieć jak bardzo tęsknię za Tobą, jak bardzo pragnę. W moim Sercu są tak wielkie pragnienia i tak wielkie uczucia, tak wielkie tęsknoty za Tobą, że moje Serce cierpi. Jakże chciałabym zatonąć na zawsze w Tobie, na zawsze ukryć się w Tobie, zniknąć w Twojej miłości, rozpłynąć się, cała stając się miłością. Ty możesz uczynić to z moją duszą. Ty możesz sprawić, że cała przemieniona w Ciebie będę kochać. A więc zjednocz Mnie, Jezu, ze sobą. Połącz Twoje Serce z Moim. Wypełnij swoja miłością. Przemień tak, abym zniknęła, abyś żył Ty, Twoja miłość. O Panie mój, jakże pragnę Ciebie!

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!