banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    „…byli bowiem jak owce nie mające pasterza” (Mk 6,34-44)


    „Byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I Jezus zaczął ich nauczać”
    
Przepiękny jest dzisiejszy fragment z Ewangelii. Do Jezusa ciągną tłumy, tysiące. Ludzie chcą słuchać Jego nauki, są głodni Jego nauki. To prawdziwie lud biedny, który potrzebuje Pasterza; tego, który go poprowadzi, który poprowadzi na łąki zielone, kwieciste, poprowadzi w miejsca, gdzie ten lud będzie mógł korzystać z dobrodziejstw, gdzie będzie mógł się karmić, wypoczywać, gdzie będzie miał zapewnione wszystko. Ci, którzy w dzisiejszej Ewangelii pragnęli słuchać Jezusa mogą symbolizować ludzi, którzy zarówno serca jak i zwykłe potrzeby materialne mają niezaspokojone, spragnione, potrzebujące. Ci ludzie rzeczywiście są biedni zarówno pod względem duchowym, jak i materialnym. To ludzie, którzy przeżywają cierpienia, przeżywają biedę, doświadczają również pragnienia Boga, tęsknią za czymś, czego nie zawsze sobie uświadamiają. Potrzebują Boga. Słyszeli już o Jezusie i o wielu dobrych rzeczach z Nich związanych. Idą za Nim, licząc, że właśnie On zaspokoi ich potrzeby i te duchowe, i te zwykłe przyziemne. Jezus ulitował się nad nimi. On dobrze wiedział, jakie są ich potrzeby. Widział wyraźnie, że są jak owce bez pasterza, zagubione, bezradne, mogące jedynie oczekiwać na jakąś pomoc. To lud chociaż wybrany, mający kapłanów, to jednak lud bardzo osamotniony, bowiem kapłani tego ludu nie potrafili zająć się tym ludem. Zabrakło w sercach miłości. Przede wszystkim miłości do Boga i bezpośredniej, prawdziwej relacji z Nim. Przez to i relacje z ludźmi były wypaczone. Toteż, choć wierzący, to jednak lud był jak owce bez pasterza. 
Jezus najpierw zaczął nauczać. A więc najpierw zajął się ich duszą, sercami. Najpierw postanowił niejako wyprostować nieco sposób ich myślenia. Chciał wprowadzić w ich serca światło, chciał pokazać miłość Bożą. A potem? Potem ich nakarmił. A więc zaspokoił i tę drugą ich potrzebę, bardzo zwykłą. Jednocześnie w tym wydarzeniu Jezus pokazuje, iż Bóg jest zaspokojeniem wszystkich potrzeb ludzkich, iż w Bogu człowiek otrzymuje to, co jest potrzebne dla ducha i to, co jest potrzebne dla ciała. Bóg troszczy się o całego człowieka. To było niejako rewolucyjne wobec tego, czego doświadczali od faryzeuszy, od kapłanów. Wcześniej przede wszystkim musieli spełniać różne wymagania Prawa, teraz oni sami otrzymywali. I to otrzymywali w sferze duchowej i w tej sferze cielesnej. Do tej pory sami musieli dawać, wykazywać się, podejmować wysiłek, ponosić trudy, ciężary. Teraz otrzymali. Za darmo! Ich serca doznały pokoju, poczucia bezpieczeństwa. Ta nauka, której słuchali przynosiła ukojenie duszy, była balsamem na ich serca; serca często poranione, spragnione miłości. Ten pokarm dał wytchnienie ciału. Czegóż więcej potrzebowali na ten moment? Nic więc dziwnego, że w takiej sytuacji w wielu sercach rodziło się przekonanie, że Jezus powinien w jakiś sposób mieć wpływ na to, co się dzieje w kraju.
Jednak Jezus nie po to przyszedł, aby panować w tym ziemskim królestwie. Przyszedł, aby panować w sercach ludzkich i poprowadzić je do swojego Królestwa. To nakarmienie kilku tysięcy osób tak małą ilością pokarmu było cudem i zapowiedzią, iż Jezus jest w stanie nakarmić wszystkich ludzi. On sam jeden jest w stanie zaspokoić głód ludzi całego świata. W tym wydarzeniu można i należy upatrywać zapowiedź Eucharystii. Jezus jest Tym, Który poprzez miłość zaspokaja wszystkie serca ludzkie i wszystkie inne potrzeby. Bowiem to nastawienie człowieka do życia, jego otwarcie się na ducha, jego przyjęte postawy wpływają na to, w jaki sposób spostrzega tę zwykłą materialną rzeczywistość, jak się w niej odnajduje, jak ją przyjmuje i jak realizuje siebie w zastanej rzeczywistości. Osoba przyjmująca miłość Boga, karmiąca się tą miłością, stawiając na pierwszym miejscu sprawy duchowe, na drugim te materialne, te ziemskie, te doczesne, potrafi przejść ponad różnymi trudnościami, potrzebami, ponieważ jej serce stawia na pierwszym miejscu miłość. Jest to główne dążenie, największa wartość, największe pragnienie, dążenie, cel. W związku z tym pozostałe, traktowane jako mniej ważne, nie są w taki mocny sposób wyróżniane w życiu codziennym, nie są akcentowane. A więc i problemy z tym związane nie są tak istotne dla duszy i nie poruszają tak bardzo duszy. Toteż Jezus najpierw nauczał, potem nakarmił.
I my otwierajmy serca na naukę i ją stawiajmy na pierwszym miejscu. Najpierw miłość, najpierw otwarcie się na Boga. A Jego miłość ustawi odpowiednio hierarchię wszystkich spraw i rzeczy. Jego miłość pokieruje naszymi sprawami bytowymi i sprawi, że będziemy mieli właściwe spojrzenie na wszystko to, co nas otacza. Bowiem najważniejsze to sprawy duchowe, to otwarcie się na Boga, to życie z Nim. Jeśli człowiek najpierw zajmuje się tym, co doczesne, pozostawiając sprawy duchowe na drugim planie, nigdy nie będzie miał właściwego spojrzenia na rzeczywistość. Jego spojrzenie, ocena będą zawsze wykrzywione i niezgodne z prawdą. I będzie zupełnie inaczej przyjmował wszystkie sytuacje, sprawy i problemy. Otwarcie się na miłość, przyjęcie miłości, wierzenie miłości powoduje, iż człowiek ma właściwą perspektywę patrzenia na wszystko i może właściwie rozwijać się tak, jak zaplanował to wobec niego Bóg.
Zazwyczaj dostrzega się w człowieku przede wszystkim sferę cielesną i wszystkie potrzeby z tym związane jako najważniejsze i podstawowe. Natomiast Bóg stwarzając człowieka, jeszcze przed popełnieniem przez człowieka grzechu pierworodnego, uczynił go duchowym. Niejako podzielił się z człowiekiem Sobą samym i różnymi umiejętnościami duchowymi. Dzięki temu człowiek o wiele więcej mógł zrozumieć i uczynić i miał głębsze wejrzenie w sprawy duchowe. W momencie popełnienia grzechu pierworodnego, człowiek zwrócił się bardziej ku swojej cielesności, a sprawy duchowe pozostawił na drugim planie. Zakryty został przed nim świat ducha i o wiele trudniej człowiekowi jest w ten świat wejść i go rozumieć, nie mówiąc już o poruszaniu się w tym świecie duchowym.
Jezus pragnie przywrócić człowiekowi te właściwe proporcje w nim, a więc wyższość ducha nad ciałem, nad tym, co wiąże się z ciałem. Czyni to dzisiaj w Ewangelii poprzez najpierw nauczanie, później nakarmienie. Ale później czyni to poprzez swoją Ofiarę na Krzyżu, a potem w Kościele poprzez sakramenty, które choć mają swój znak widzialny, to jednak moc płynie z Ducha. We wszystkich sakramentach to Duch jest mocą udzielającą tych sakramentów, mocą przemieniającą, odradzającą; mocą wprowadzającą w świat duchowy. Poprzez sakramenty Jezus pokazuje, iż Duch, życie duchowe niejako jest wyższe, ważniejsze od tego przyziemnego, doczesnego. I zaprasza każdego człowieka do uczestnictwa w życiu duchowym jako tego głównego celu i sensu istnienia człowieka.
Jakże inaczej człowiek rozumie swoje życie. A błędnie rozumując cierpi jeszcze bardziej i nie osiąga tego, czego wewnętrznie jest spragniony, a często sobie tego nawet nie uświadamia. Człowiek spragniony jest zjednoczenia z Bogiem w Duchu. Tego potrzebuje i brak tej relacji z Bogiem, brak tej relacji pełnej miłości z Bogiem, odczuwa jako smutek, tęsknotę, brak poczucia bezpieczeństwa, jako niezaspokojoną potrzebę. Często nie potrafi zrozumieć, co się z nim dzieje, dlatego, że upatruje cel swoich dążeń, tęsknot i pragnień w tym, co doczesne. Nie rozumie, że zawiera w sobie cząstkę Boga, a więc wieczności. I dopóki ta cząstka nie odnajdzie swego odpowiednika w Bogu, dopóty człowiek będzie niezaspokojony, będzie pragnąć, będzie przeżywać smutek, będzie zniechęcony, będzie sfrustrowany.
Tylko powierzchownie patrząc na dzisiejszą Ewangelię można by powiedzieć, iż tłumy te przyszły po to, żeby się najeść, żeby być uzdrowionym. Ich wewnętrzne pragnienia i tęsknoty, choć często nieuświadomione sięgały Ducha i potrzeb duchowych. Jezus je zaspokajał, ukierunkowując ich dusze i serca, pokazując poprzez rozmnożenie pokarmu, Kim jest, choć serca nie do końca wtedy tę prawdę rozumiały. Nie zdawali sobie sprawy,  Kto przed nimi stoi i co oznacza ten niezwykły cud. My wiemy i rozumiemy, choć nie zawsze przyjmujemy.
Warto jeszcze raz uświadomić sobie, co powinno być pierwsze, co jest najwyższą wartością, a co jedynie doczesnością, która skończy się dziś, jutro, czy za pięć lat, a więc nie warta jest aż takich starań i aż takich zabiegów, takiego angażowania serca. I druga świadomość: jeśli odpowiednio ustawię w swoim sercu, sprawy duchowe na pierwszym miejscu, dopiero na dalszych miejscach te doczesne, wtedy łatwiej mi będzie żyć, podejmować działania, rozwiązywać pewne problemy, patrzeć na trudne sytuacje. Moje serce będąc w Bogu będzie wiedziało, co naprawdę jest ważne, a co jedynie stanowi przejściową trudność.
Połóżmy swoje serca na Ołtarzu, prosząc, aby Duch Święty pomógł nam w ustaleniu hierarchii wartości, ponieważ teoretycznie, już to wiemy. W praktyce często trudno nam uporządkować według Bożej hierarchii swoje życie. I czynimy to po ludzku, przez co doświadczamy smutku, przygnębienia, przez co odczuwamy dużo stresów, nerwów.

    
Modlitwa

    
Jezu mój! Przychodzisz do duszy. Przychodzisz Ty, Bóg, Stwórca, Wszechmocny. A dusza widzi tylko mały, biały Opłatek i swoją nędzę. Oczy zwrócone ku ziemi, nie widzą Nieba. Panie mój! Dopomóż duszy, aby oderwała swój wzrok od ziemi, aby spojrzała w Niebo, w słońce. Jakże często człowiek przypomina kogoś, kto zagląda do mysiej dziury. Ciemno tam, pełno kurzu i wpatrzony tylko w tę mysią dziurę, myśli, że to cały świat. Przecież, gdy spojrzy w Niebo, w słońce, dopiero wtedy zacznie odkrywać prawdę o świecie. Dopiero wtedy zrozumie życie na ziemi. Dopiero wtedy będzie mógł zachwycić się tym życiem, które objawia się wokół niego, we wszystkim. Dopiero wtedy zobaczy, że świat nie jest ciemny i zakurzony, ale ma wiele barw, wiele piękna w sobie, które aż trudno jest wyrazić słowami, opisać. Dopomóż duszy, aby zaczęła patrzeć w słońce, aby cieszyła się promieniami, które będą dotykać twarzy, rozjaśniać, które będą ogrzewać i w serce wprowadzać pokój, nadzieję, ufność. Pomóż duszy, aby nieustannie patrzyła na Ciebie, bo wtedy przestanie martwic się tym, co jest zupełnie nie ważne. Pomóż duszy zająć się tym, co istotne, Tobą. Pomóż duszy powrócić do źródła swego istnienia, do Ciebie, by odnaleźć w Tobie niejako tę brakującą część, by połączyć duszę z Bogiem, by wieczność z wiecznością mogła się połączyć i by człowiek do tej wieczności mógł należeć. Pomóż duszy otworzyć oczy i skierować je na Ciebie.
Jezu mój! Ty znasz duszę i wiesz, że bardziej skłonna jest patrzeć w dół niż w Niebo. I wiesz również, że wszystko, co zdarza się w jej życiu zazwyczaj jeszcze ją bardziej pochyla ku ziemi. Dopomóż duszy, aby otworzyła się na Twoją obecność. Dopomóż duszy, aby otworzyła Tobie drzwi i przyjdź do niej. Zagość u niej, aby zachwyciła się Tobą, aby zachłysnęła się Twoją obecnością, aby zakochała się w Tobie. Aby od tej pory Ty i życie z Tobą było najważniejsze dla duszy. Dusza zakochana wszystko czyni dla swojego Oblubieńca i ze względu na Niego. A to, co się nie wiąże się z Oblubieńcem, przestaje być ważne. Owszem, to co niezbędne, to co jest obowiązkiem dusza ta czyni, nie przywiązując jednak aż tak wielkiej wagi do tego wszystkiego, jak do tej pory, bo dla niej najważniejszy jest jej Oblubieniec. Na Niego ciągle patrzy i stara się wyczytać z Jego oczu miłość. I każde Słowo, które Oblubieniec wypowiada, ona od razu chłonie. Wprost do serca idą Jego Słowa, do serca duszy. I dusza ze wszystkich sił stara się spełnić oczekiwania swojego Oblubieńca, stara się okazać miłość, stara się zrobić różne przyjemności dla Niego. O jakże inaczej wygląda życie duszy, która wpatrzona jest w Boga. Dopomóż nam Jezu być takimi duszami, żyć wpatrując się nieustannie w Ciebie. Dodaj nam sił, wiary i ufności w prawdę, którą dzisiaj słyszymy. I pobłogosław, byśmy trwali w tej prawdzie.

    
Refleksja

    
Spójrzmy na swoją codzienność i starajmy się zaobserwować, w jaki sposób ustalamy plan dnia, w jaki sposób ustalamy kolejność czynności, co jest dla nas ważne, co jest na pierwszym miejscu? Starajmy się zaobserwować, w jaki sposób zagospodarowujemy wolne chwile? Co wtedy robimy? Starajmy się spojrzeć na siebie i na to, jak odbieramy rzeczywistość, a szczególnie to, co jest niespodziewane, niezgodne z naszymi planami, to, co jest jakąś przeszkodą w realizacji planów, to, co dostrzegamy jako jakąś trudność, problem, ciężar. Spróbujmy popatrzeć na siebie i na swoją codzienność i postarajmy się na pierwszym miejscu aktem woli postawić Boga. Postarajmy się konsekwentnie postępować z tym, cośmy uczynili, a więc Bóg na pierwszym miejscu. Postarajmy się odnosić swoje decyzje właśnie do tego, iż Boga postawiliśmy na pierwszym miejscu. Sprawy Ducha pierwsze! Nie oznacza to, że mamy od tej pory najpierw w ciągu swojego dnia czytać Pismo św., iść do Kościoła, modlić się, dopiero jak starczy czasu wykonywać obowiązki. Chodzi o nastawienie serca i o czynienie wszystkiego z myślą o Bogu, czynienie wszystkiego wraz z wpatrywaniem się w Boga i odnoszenie wszystkiego do Boga. U Niego szukanie akceptacji do swoich decyzji i do Niego odnoszenie wszystkiego, by uwielbić Go w swoich decyzjach, czynnościach, obowiązkach, w słowach. Świat duchowy ma przenikać w naszym życiu wszystko, co czynimy. Mamy być świadomi tego, że wszystko obejmujemy swoją duszą i miłością skierowaną do Boga, że czynimy wszystko ze względu na Niego i staramy się wypełnić swoje obowiązki najlepiej z miłości do Niego. Pamiętajmy, żebyśmy nie byli tymi, którzy pochyleni zaglądają wiecznie do mysiej dziury. Bądźmy tymi, którzy szeroko otwierają okno, by patrzeć na słońce. 
Błogosławię was – W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!