banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 5


Konferencja


    Ważny czas dla dusz wybranych


    
Czwartek jest ważnym dniem dla dusz, które umiłowały w sposób szczególny Boga. Pragnę w tym dniu zwrócić naszą uwagę na czwartek. To dzień, w którym Jezus już bezpośrednio przygotowywał się do swej męki; dzień, w którym szczególnie o niej myślał; dzień, w którym cierpiał; dzień, w którym miało miejsce niezwykłe wydarzenie – Ostatnia Wieczerza i to co na niej się odbyło. Ze względu na to wszystko jest to dzień ważny dla duszy wybranej, duszy Bogu zaślubionej, duszy konsekrowanej; dzień, który powinien taką duszę wprowadzać w cierpienie Jezusa. Taka dusza powinna już w czwartek rozważać Mękę Jezusa, powinna starać się uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach Wielkiego Czwartku, nocy, Wielkiego Piątku. 
Dusza wybrana, dusza przez Boga szczególnie umiłowana, to ta, której Bóg daje więcej niż zwykłym duszom i od której więcej oczekuje. O kim myśli osoba cierpiąca? O kimś bliskim i oczekuje, że będzie przy niej. Sama obecność tej osoby przynosi ulgę. Właśnie z tego względu dusze wybrane powinny już w czwartek starać się jednoczyć z Jezusem. Ktoś mógłby zarzucić, że przecież zwykły człowiek nie jest w stanie pomóc Jezusowi, który jest Bogiem. Ale czyż ci, którzy chorują i leżą w szpitalach nie czekają na odwiedziny swoich bliskich, choć mają opiekę lekarską, choć mają przy sobie pielęgniarki, a więc tych, którzy dbają o ich zdrowie? A jednak osoba leżąca w szpitalu potrzebuje kogoś bliskiego, mimo, że ta nie uleczy, nie zrobi koniecznego zabiegu, nie da zastrzyku, nie zbada. Ale robi coś bardzo ważnego: jest i współczuje, stara się zrozumieć, okazać swoją miłość; swoją obecnością chce pomóc. Nie jest przecież lekarzem, pielęgniarką, nie jest lekiem, nie jest tabletką przeciwbólową, a jednak jest tak samo ważna, a czasem ważniejsza niż lekarstwa. Analogicznie, Jezus jest spragniony bliskich osób, bliskich dusz, bliskich, czyli tych, którzy go miłują. Dusze takie nie obronią Go przed tymi, którzy chcą Go pojmać, nie obronią Go przed sądzeniem, biczowaniem, ukrzyżowaniem. A jednak Jezus potrzebuje ich miłości. 
Myliłby się ten, kto sądzi, że Jezus zaczął cierpieć dopiero, gdy został pojmany w Ogrójcu. Myliłby się ten, kto uważa, że dopiero tam Jezus zdaje sobie sprawę z tego, co Go czeka. Do tego wydarzenia przygotowywał się od lat. Myślimy o Wielkim Czwartku jako o dniu bezpośredniego przygotowania do Męki, ale w Sercu Jezusa od dawna pojawiało się cierpienie. On przecież cierpiał z cierpiącymi, On cierpiał, gdy Go odrzucano. Będąc Bogiem widział przyszłość tych, którzy knują przeciwko Niemu i to Go bolało; zarówno fakt odrzucenia Jego miłości, jak i fakt konsekwencji, jakie ponoszą dusze odrzucające Boga. 
W Wielki Czwartek Jezus do końca umiłował swoich bliskich, do końca umiłował dusze. Dlatego mógł sprawować Ostatnią Wieczerzę, która była pierwszą Eucharystią. Jego uczniowie mogli przyjąć po raz pierwszy Ciało i Krew Jezusa. To wynik umiłowania do końca. Choćbyśmy rozmyślali nad tym całe wieki i tak nie zrozumiemy czym była Ostatnia Wieczerza, ta Pierwsza Komunia i co znaczy umiłować do końca. Miłość Jego przybrała właśnie taką formę; na Ołtarzu przybrała postać Ciała i Krwi. Ale w tej miłości był ogrom cierpienia, bo przecież ta pierwsza Eucharystia była tą samą Ofiara, która miała miejsce na Golgocie, na Krzyżu. To niezwykłe - Jezus sam sprawował tę Ofiarę! Przeżywał ją, doświadczał jej. I ten chleb, i to wino, którym obdzielał swoich Apostołów stały się Ciałem Jezusa i Jego Krwią. Stały się Ofiarą składaną Ojcu. 
A Jezus cierpiał jeszcze bardziej, ponieważ właśnie w tym czasie dokonywała się ostateczna zdrada w sercu Judasza. I ów zdrajca przyjął Ciało i Krew Jezusa, a sercem jego zawładnął szatan. Ileż cierpienia było w duszy Jezusa, z całą świadomością tego, co Go czeka; tego co będzie działo się z Apostołami, jak oni również będą cierpieć. Jezus pouczał ich, niejako przygotowując do kapłaństwa. A Jego pouczenia zapadały w serce uczniów i potem, kiedy już Jezus odszedł do Nieba starali się oni wszystko sobie przypomnieć dokładnie tak, jak mówił Jezus, aby powtarzać to, co czynił On. 
Obmycie nóg jest szczególną wskazówką dla kapłanów i dla wszystkich wierzących jak mają się miłować. Ale jest szczególną wskazówką dla kapłanów, kim mają być wobec rzeszy wiernych. Jezus bardzo dobrze zna ludzkie serce, wie jak jest słabe, podatne na pychę, dlatego w szczególny sposób ukazał jak kapłan ma naśladować Jezusa Najwyższego Kapłana, kim ma być. Tak jak i Jezus ma być sługą, który służy. Jest to niezwykłe, ponieważ Bóg wywyższa stan kapłański ponad wszystkie inne. Bóg duszę ludzką powołaną do kapłaństwa namaszcza tak, jak żadną inną, naznacza tak, jak żadną inną i obdarza jak żadną inną. Sam za każdym razem podczas sprawowania Eucharystii jednoczy się z kapłanem i jego ustami wypowiada słowa konsekracji i jego dłońmi się posługuje, aby trzymać chleb w momencie Przeistoczenia w Ciało, wino w Krew. Bóg jednoczy się z kapłanem, gdy ten udziela innych sakramentów. Żaden człowiek nie otrzymuje takiego wyróżnienia, tak wielkiej łaski, tylko kapłan otrzymuje taką moc. Tego wieczoru Jezus wie na ile, w jakim stopniu na ten dar odpowiedzą Jego kapłani, na ile uszanują ten dar i całym sercem będą się starali realizować swoje powołanie, a na ile ich słabości wezmą górę. Jezus cierpiał. 
Jezus cierpiał myśląc o Maryi, swojej Matce. Zjednoczenie Ich Serc było tak ścisłe, iż Oboje wiedzieli o sobie właściwie wszystko i Ich wzajemne odczucia były Im znane. Jezus wiedział, że Maryja Sercem doświadcza stanu Jego duszy, Sercem czuje Jego cierpienie i w związku z tym również cierpi. Cierpi też, ponieważ Jezus jest Jej Synem. Przeczuwa to, co nadchodzi. A więc i to było cierpieniem Jezusa. Ból Maryi był Jego bólem. Z jednej strony potrzebował współczucia, wsparcia, pomocy, tak jak dziecko potrzebuje miłości swojej matki, a z drugiej strony cierpiał widząc cierpienie Matki. Ich spotkanie przed Męką, przed wyjściem Jezusa do Ogrodu Getsemani było pełne miłości doskonałej, najwyższej, Miłości Ofiarnej; było bardzo mocno zroszone łzami; i Jego Serce i Jej było ściśnięte z bólu. Oboje godzili się z wolą Ojca. Maryja modliła się, prosząc Ojca o łaskę współuczestniczenia w cierpieniu Syna i Bóg Jej tej łaski udzielił. 
Jezus wziął uczniów i wyszedł, aby się modlić. A uczniowie nie rozumieli co to za noc, zachowywali się tak, jakby byli zupełnie nieświadomi tego, co czeka Jezusa, co także ich czeka. Jezus doświadczał niezwykłej samotności, opuszczenia. Cierpiał, trwożył się, a jednocześnie obejmowała Go wielka miłość do ludzi. Klęcząc przed Ojcem jednoczył z Nim swoje Serce; miłość Ojca, miłość Syna; ta sama miłość. Cierpienie było niewyobrażalne. Już w Ogrójcu Jezus składa z siebie Ofiarę, rezygnując z siebie całkowicie, aby wypełnić wolę Ojca, aby każdą duszę ratować. Już tu godząc się z tą wolą spala się w miłości, stając się żertwą. Umocniony przez Ojca staje naprzeciwko swoich oprawców i godzi się na wszystko. Godzi się ze względu na Ojca, widząc w tym wszystkim Jego wolę. Noc jest ogromnym cierpieniem fizycznym. To noc tortur fizycznych; ale i udręki psychiczne, duchowe również bardzo nękają Jezusa. Jego droga przez mękę rozpoczęła się o wiele wcześniej niż sądzi większość dusz. Przyjęcie samego Krzyża i wzięcie na ramiona, to jeden z elementów Męki. 
Będąc duszami wybranymi, będąc Wspólnotą od Ducha Świętego i Krwi Chrystusa Ukrzyżowanego mamy szczególne zadanie – trwać z miłością przy Jezusie cierpiącym, jednoczyć się z Nim nie tylko w piątki. Także w czwartki winniśmy rozważać Jego cierpienie i jednoczyć się z Nim swoim sercem, by współczuć, by Go wspierać. Zdając sobie sprawę, że będąc duszami najmniejszymi nie jesteśmy w stanie uczynić nic; nie mamy lekarstwa na ból, nie jesteśmy herosami i nie możemy obronić Jezusa przed oprawcami, ale mamy coś bardzo ważnego; mamy wolne serca i możemy je w wolności przytulić do Jezusa, aby miłość dodawała mu sił, koiła Jego ból, dodawała Mu odwagi. 
Bardzo często dusze, które nawet chciałyby trwać przy Jezusie doświadczają własnej niemocy, nie potrafią i zniechęcają się. Nie należy się zniechęcać. Przecież nie dla własnej przyjemności Bóg zaprasza nas do trwania u stóp Jego Syna, ale po to, by współczuć z Jezusem. Więc ze wszystkich sił starajmy się przy Nim być, nie zważając na własne niewygody, na brak umiejętności, czy na to, że trwanie przy Nim nie przynosi nam żadnych rozkoszy duchowych, na to, że nie potrafimy wypowiedzieć słowa; na to, że wydaje się nam, że to wszystko jest bez sensu, bo cóż możemy Bogu powiedzieć i jak pomóc. Nie patrzmy na to. Tak jak chory w szpitalu bardziej niż lekarza potrzebuje bliskiej osoby, która kocha, tak Jezus bardzo potrzebuje dusz, które Go po prostu kochają i są Mu wierne, trwają przy Nim. 
Złóżmy na ołtarzu swoje serca z tym pragnieniem, by trwały przy cierpiącym Jezusie; z tą intencją, by Duch Święty poprowadził nasze trwanie u stóp Jezusa, otwierając serca i napełniając miłością, aby Jezus mógł tę miłość czuć. Starajmy się zagłębiać dzisiaj w Serce Jezusa, by lepiej zrozumieć, poznać i współczuć. 

    
Modlitwa duszy najmniejszej

    
W moim sercu, mój Jezu,  jest ogromny ból. Pragnę być z Tobą, towarzyszyć Ci. Gdy rozmyślam nad wydarzeniami Wielkiego Czwartku szczególnie doświadczam bólu. Bardzo pragnę zagłębiać się w Twoje Serce, w to, czego doświadczasz. Dziękuję za łaskę przeczuwania tego, co przeżywasz. Dziękuję Ci za zaproszenie, aby być z Tobą. Dziękuję Ci, że mogę być pośród Twoich uczniów na Ostatniej Wieczerzy. Dziękuję Ci, że mogę współczuć z Twoim Sercem podczas tej Pierwszej Eucharystii. Dziękuję Ci, że i mnie obmywasz nogi. Dziękuję Ci za to, że całujesz je. Chciałabym za św. Piotrem powiedzieć: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał, wycofując swoje nogi, a jednocześnie czuję sercem; jakie to ważne, ile w tym miłości, pokory. Uczysz mnie, abym była tak jak Ty, abym służyła tak jak Ty. Bez względu na to, gdzie mnie postawisz, jakie stanowisko zajmuję w pracy, kim jestem, uczysz mnie służyć. Dziękuję Ci, że zapraszasz mnie na modlitwę do Ogrójca. Dziękuję Ci, że pozwalasz mi być przy sobie. Dziękuję Ci, ze pozwalasz mi być świadkiem Twoich zmagań, Twego bólu, cierpienia, Twojej zgody. Ogrom tego cierpienia, Twego bólu przenika bólem moje serce. Przerasta mnie, Panie mój, ta świadomość Twojego cierpienia. Pragnę być przy Tobie i kochać Cię. 
Jezu! Pragnę Ciebie kochać. Ja wiem, że nie potrafię, i że to uczucie, które nazywam miłością, tak naprawdę nią nie jest, ale Ty dałeś mi łaskę, że w moim sercu jest wielkie pragnienie kochania Cię wielką miłością. Więc padam do Twoich stóp, obmywam Twoje stopy łzami; to moje pragnienie, aby kochać. Pragnę ocierać Twe stopy swoimi włosami jak Maria Magdalena. Panie mój! Jakże chciałabym tulić się do Ciebie, całując każdą Twoją ranę. Pozwól, że będę to czynić duchowo. Tulę się do Twoich ran na stopach; delikatnie całuję te rany. Cała przywieram do Ciebie, Jezu! 
Kocham Twoje wszystkie rany! Całuję i pocałunkami zbieram każdą kroplę Krwi, chowam w swoim sercu, aby w nim adorować Twoją Krew, aby Ją kochać. Będzie moim skarbem największym, szczęściem, rozkoszą moją. O, Panie mój! Kocham Ciebie, a Twoja Krew, w moim sercu wzbudza we mnie miłość. To niezwykłe, Jezu, co czynisz. Całuję, Jezu, Twoje sińce, całuję Twoje biedne nogi i ręce. Boże, jak są zniekształcone. Całuję Jezu, Twoje piersi, i Twoje plecy które w ogóle ich nie przypominają.
Jezu mój! Całuję Twoje rany na twarzy, Twoje oczy, rany od cierni. I tulę Twoją Głowę, przytulam do mojego serca; odpocznij, Jezu. Kocham Ciebie, Jezu! Moje serce pragnie przy Tobie być; chcę przy Tobie być cały czas, chcę wpatrywać się w Ciebie, chcę dotykać Twoich ran, opatrywać je. Chcę całować każde miejsce na Twoim umęczonym Ciele, każdą ranę i wszystkie sińce. Pragnę Jezu być przy Tobie podczas całej Twojej męki, chcę współczuć z Tobą. Chcę wspierać Ciebie, przynosić Ci ulgę. Pragnę, ale doświadczam też, Jezu, swojej nicości. Kimże jestem, Jezu? Nie jestem w stanie w żaden sposób choć trochę ulżyć Ci. Niepojęte jest dla mnie to, że pomimo tak wielkiej przepaści jaka jest pomiędzy Tobą a mną, Ty mnie wzywasz i prosisz, abym była przy Tobie. Więc kładę moje serce na Twoich ranach nic nie rozumiejąc. Twoje rany tak wielkie, cierpienie niewyobrażalne, a moje serce tak małe, słabe i grzeszne. 
Kocham Cię, Jezu i proszę, pobłogosław, abym cały dzień miała siły i wytrwałość, by Ci towarzyszyć. Aby moje serce poruszone Twoją Męką zaczęło choć trochę kochać. Oddaję się Tobie, Jezu, a Ty pobłogosław. 

    
Warto zapamiętać!

    
Zaproszeni jesteśmy, aby razem towarzyszyć Jezusowi w dniach Jego męki; w każdy czwartkowy wieczór, noc i w piątek. Sam Jezus zaprasza nas do otwartości naszych serc, zaprasza do miłości. Starajmy się po prostu być przy Jezusie. Starajmy się Mu współczuć, starajmy się kochać. Tak jak potrafimy, wyrażajmy swoją miłość, bardzo zwyczajnie i prosto. A Bóg zaleje nasze serca wielkimi łaskami. Błogosławię was – W Imię Ojca i syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!