banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129619 naszym gościem.       Osób on-line: 7


Konferencja


    Wszystko spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. (Mt 23,1-12)


    
Dzisiaj poruszymy sprawę bardzo ważną, dotyczącą każdego człowieka, do której nie zawsze człowiek się przyznaje i czasem się wstydzi. Otóż każdy człowiek lubi być zauważonym w towarzystwie, każdy lubi być dobrze ocenianym, mieć dobrą opinię. Każdy potrzebuje akceptacji i jej oczekuje. Każdy czyni różne rzeczy, aby tę akceptację otrzymać. Każdy człowiek chce okazać się lepszym pod różnymi względami niż jest w rzeczywistości. Każdy ukrywa przed światem prawdę o sobie, każdy chciałby uchodzić za ideał. W każdym jest pycha. Każdy człowiek codziennie we wszystkich kontaktach z innymi ludźmi stara się pokazać z jak najlepszej strony. Każdy człowiek zdolny jest do tego, by stwarzać pozory, aby inni mieli o nim lepsze zdanie niż faktycznie człowiek sobą reprezentuje. Każdy zdolny jest do kłamstwa w tej kwestii, każdy udaje i nie jest do końca sobą. 
Taka postawa człowieka jest bardzo głęboko zakorzenione w nim. Wiąże się z jego różnymi potrzebami, z jego całą konstrukcją psychologiczną, z jego doświadczeniem życiowym, z danym środowiskiem i kulturą. A więc powiązania są naprawdę różne. Dzisiaj zależy nam na tym, aby zauważyć prawdę o sobie, że choć jestem słaby, choć jestem mały, choć zaczynam sobie z tego zdawać sprawę, jaki jestem naprawdę, to jednak nadal w relacjach z innymi ludźmi nie jestem sobą. Potrzebuję pochwały, wywyższenia, akceptacji i w tym kierunku czynię różne rzeczy, aby to otrzymać. Jeśli miłość własna zostanie urażona, potrafię zachować się nieładnie. Potrafię okazać swoje oburzenie, złość i na siłę będę udowadniać swoje zdanie. Chcę zmusić innych do takiego patrzenia na mnie, jak ja chciałbym, aby inni patrzyli.
Trudno człowiekowi przyznać się często do takiej postawy. Niekiedy do tego stopnia trudno, że przed samym sobą ukrywa tę prawdę. Ucieka od niej, starając się jej nie widzieć. Jednak my spróbujmy poprzez analizę danego dnia zobaczyć w swoim postępowaniu, w swoim zachowaniu, w swoich słowach, właśnie tę ogromną słabość. Spróbujmy dochodzić intencji swoich czynów, spróbujmy kontrolować swoje myśli, aby zobaczyć prawdę o sobie. Aby zauważyć w swoim postępowaniu pychę, pragnienie wywyższenia, aby zobaczyć pozory, udawanie, aby zobaczyć, że trudno przed innymi przyznać się do tego, jakim się jest. Stale chce się udowadniać coś innego.
Faryzeusze, o czym mówi dzisiejsza Ewangelia (Mt 23,1-12) czynili wiele rzeczy na zewnątrz. Oni stwarzali pozory wielkiej pobożności, jednak serca ich dalekie były od Boga. Mówili o potrzebie czynienia różnych umartwień, odmawiania różnych modlitw, wypełniania różnych obowiązków, czynności, które miałyby rzekomo przypodobać Bogu ich osoby. Głosili taką potrzebę, a jednak sami wielu z tych rzeczy nie wykonywali. 
Dusze najmniejsze powinny wystrzegać się stwarzania pozorów pobożności. Tak dzieje się w wielu wspólnotach. Człowiek pragnie świętości, dąży do niej, a więc chciałby, aby inni za świętego go uważali. A więc ta słabość, o której mówiliśmy dotyczy również sfery pobożności. Dusze najmniejsze nie są wolne od tego. Nie są też wolne od pouczania innych à propos tego, jak inne osoby powinny pobożność realizować do tego stopnia, że u innych potrafią dostrzec różne braki, u siebie ich nie widząc. I znowu, gdybyśmy sięgnęli do psychologii, zobaczylibyśmy, że jest to niejako naturalne. W każdym środowisku są pewne zasady, są pewne trendy, każda grupa społeczna do czegoś dąży lub czegoś się trzyma, ustala jakieś normy i ci, którzy te normy spełniają są bardziej akceptowani, uznawani, mają dobrą opinię. Tak samo we wspólnotach, tak samo w naszej Wspólnocie. 
A jednak zawsze, wszędzie potrzebna jest pokora – uświadamianie sobie swojej ogromnej małości, czynienie wszystkiego nie ze względu na siebie, ale ze względu na miłość bliźniego, ciągła refleksja nad intencją swoich poczynań i prośba o to, by Jezus kroplą swojej Krwi obmywał, oczyszczał nasze intencje. Dążenie do świętości w sposób szczególny powinno być obmywane kroplą Krwi Chrystusa, by było prawdziwym dążeniem do świętości, a nie pouczaniem innych, jak mają tę świętość osiągnąć. Powiedzenie, iż widzisz drzazgę w czyimś oku, a w swoim belki nie zauważasz bardzo dobrze pasuje do dzisiejszego rozważania. 
Często mamy tendencje, aby pouczać szczególnie osoby, które są spoza wspólnoty lub też do niej przychodzą jako nowe, ponieważ nieco inaczej się zachowują, ponieważ jeszcze ich poglądy nie zrównały się z naszymi. Kiedy szczególnie zauważa się tę inność, odmienność, niezgodność z panującymi regułami w tym środowisku, wtedy ma się tę skłonność do pouczania. Nawet jeśli nie czyni się tego głośno, w swoim sercu widzi się tę odmienność. Jakże często w sercu pojawia się pycha, że jestem lepszy, bo już tego nie robię lub też, bo już realizuję coś, lub też wolny jestem od czegoś. Jakże często tak postępując nie spostrzegamy wielkiego bogactwa przynoszonego przez nowe osoby. Bóg przyprowadza do wspólnoty ludzi na różnym etapie rozwoju. Ci, którzy przychodzą nie zawsze muszą zaczynać od samego początku swoją drogę. Nieraz gdzie indziej uczestniczyli w formacji i przychodzą, będąc niejako na pewnym poziomie rozwoju. I to one mogą stawać się bogactwem Wspólnoty i to one mogą niejako podciągać tę Wspólnotę nieco wyżej, na wyższy poziom. A to, że mają nieco inne przyzwyczajenia, sposób mówienia, zachowania wcale nie świadczy o tym, iż są mniej uformowane lub też są mniej pobożne. Mogą okazać się świętymi duszami.
Dusza pokorna czerpie naukę od innych dusz. Święci bardzo często właśnie uczyli się obserwując innych w pokorze. Czerpali dla siebie bardzo dużo z tej obserwacji. Teraz my możemy stwierdzać ich świętość właśnie dzięki tej niezwykłej pokorze, z jaką Święci spostrzegali siebie samych. Miarą świętości jest między innymi pokora. Ona stanowi o wielkości duszy, choć sama dusza umniejsza się, to przez to umniejszanie jest wielka. Jeśli natomiast dusza czyni siebie większą niż jest w rzeczywistości, w oczach Bożych jest bardzo mała, bowiem nie przyjmuje prawdy o sobie. Prawda zaś zbliża do Boga. Dzięki prawdzie, dzięki pokornemu przyjmowaniu prawdy dusza jest jednoczona z Bogiem.
Święci nie zawsze byli doskonali w każdej sferze swego życia. Ale ich świętość brała się z pokornego stawania w prawdzie, dzięki czemu byli coraz bliżej Boga. Bóg udzielał im swoich łask. Dzięki tym łaskom mogli pracować nad sobą, by nie ulegać swoim słabościom. Często do końca życia posiadali słabości, ale pokora sprawiała, że z Nieba spadały łaski, które pomagały duszy walczyć stale ze słabościami. Nie ten jest święty, kto pragnie w oczach ludzkich za świętego uchodzić, ale ten, kto staje w prawdzie pokornie przed Bogiem, uznając swoją grzeszność, godząc się na to, że jest słabym. I Bóg taką duszę pokorną do świętości może prowadzić, bo dusza ta na to pozwala. A to, w jaki sposób inne osoby spostrzegają duszę jest mało istotne, bo to nie ich ocena w przyszłości zaważy o wieczności duszy, ale Bóg, który zna prawdę. 
Więc spróbujmy oczyścić intencje swoje. Przestańmy udawać, stwarzać pozory, ale zacznijmy prawdziwie żyć dla Boga i czynić wszystko z miłości dla Niego. Jemu też pozostawmy ocenę naszej duszy. Niech nie interesuje nas ludzka opinia. Innych przyjmujmy z pokorą, próbując odkrywać w nich bogactwo, którym poprzez nich Bóg pragnie obdarzyć nas. Radujmy się więc innymi osobami i kochajmy ich, bo dane są nam przez Boga nie po to, by oceniać, by nam niejako zagrażać, ale po to, byśmy razem mogli iść do Nieba wspierając siebie nawzajem.
Na Ołtarzu połóżmy swoje serca, prosząc, by Bóg obmył je, oczyścił, aby na nowo mogły spojrzeć na siebie pokornie i od tej pory czynić wszystko z miłości do Boga i do bliźniego, ale nie do siebie samego. Aby od tej pory czyste były nasze intencje, każde słowo, każdy czyn, postawa, żeby były czyste, powodowane miłością do Boga. 

    
Modlitwa duszy najmniejszej

    
Jezu! Moja miłości! Wobec Twojej obecności cóż może powiedzieć dusza, wobec takiego Gościa? Żadne słowo nie jest wystarczające. Zatem Jezu, pozwól, że będę chylić swoje czoło do ziemi, aby oddać Tobie cześć, aby wyrazić w ten sposób moje poddanie, aby wyrazić, że Ty jesteś Królem, a ja sługą. Twoja obecność wprawia moją duszę w zachwyt, tak pięknym jesteś, wspaniałym, potężnym. Przy Tobie tym bardziej doświadczam własnej nicości. A jednak nie zasmuca mnie moja nędza, nie przeraża, bo w sposób niezrozumiały czuje się kochana przez tę doskonałość, wielkość. I choć nie mogę pojąć, jak Ty Bóg nieskończony możesz patrzeć na mnie, takie nic, to miłość, którą doświadczam w sercu każe mi wierzyć, ufać, uwielbiać Ciebie i radować się Tobą. Staję przed Tobą Panie i już sama nie rozumiem, co dzieje się w sercu. Serce drży, a jednocześnie pragnie być przed Tobą. Wielkość Twoja może przerażać, a jednak pragnę być przed Tobą. Twoja potęga Panie tak wielka przytłacza mnie, a jednak pragnę Ciebie, jednak tęsknię za Tobą, chcę stać przed Tobą. Choć jestem nikim, choć w obliczu Twoim tym bardziej doznaję swojej nicości, to jednak to poznanie, to doświadczenie daje mi szczęście. O Panie mój! Cała oddaję się Tobie i pragnę całą sobą należeć do Ciebie i kochać Cię ze wszystkich sił. 
Mój Jezu! Obdarzasz moją duszę tak wielką łaską. Sam osobiście przychodzisz i obdarowujesz miłością – oblubieńczą miłością. W tym darze miłości oblubieńczej jest również obdarowanie wszystkim, co jest uczestnictwem w Twoim Dziele Zbawczym. I choć nie pojmuję tego, choć mój umysł nie potrafi tego ująć w słowa, nie potrafi wytłumaczyć, Panie mój, zapraszasz mnie do swoich Ran i w sposób cudowny zanurzasz mnie w swoich Ranach. Moja dusza zaznaje tego cudownego skąpania. Twoja Krew Jezu obmywa mnie, całą mnie przenika. I doznaję Jezu oczyszczenia. Widzę, jak moja dusza zaczyna jaśnieć stając się czysto biała. Lśni. Trudno mi Jezu zrozumieć, co czynisz. Jeszcze przed momentem dawałeś mi poznać moją nędzę, a teraz obdarowujesz tak wielkim Darem. I widzę jasno, Jezu, Twoją miłość. Nie mam już Jezu słów, aby wyrazić to, co jest w sercu. Pragnę Ciebie Jezu! Całą sobą pragnę Ciebie. Całą sobą tęsknię za Tobą. Całą sobą Ciebie kocham. Nic już nie istnieje tylko Ty. Nic już nie jest ważne tylko Ty. Dziękuję Ci, że znikam w Tobie, zanurzając się coraz bardziej. Uwielbiam Ciebie Jezu!
Dziękuję Ci Jezu! Przez całą wieczność będę Ci dziękować. Przez całą wieczność pragnę Ciebie uwielbiać. Wiem, że i tego będzie za mało, aby to zrobić należycie. Dziękuję Ci! Jesteś we mnie. Moja dusza otrzymała największy Dar – samego Boga. Pragnę, abyś był we mnie w każdej chwili, w każdej minucie. Z Tobą chcę wykonywać wszystko, z Tobą żyć, wszędzie iść, pracować z Tobą Jezu! Proszę, abyś mi towarzyszył. Moja dusza jest już inna, to dzięki Tobie. Proszę pobłogosław, aby moja dusza nieustannie otwierała się na Twoją obecność i pozwalała Tobie na wszystko. Pobłogosław nas Jezu. 

    
Warto zapamiętać!

    
Pokora czyni dusze piękną. Pokora jest klejnotem, który zdobi duszę i niejako zwraca oczy Boga na duszę. Duszy pokornej Bóg nie może się oprzeć. Pokochajmy tę cnotę, starajmy się o nią. Najpiękniejsze są dusze pokorne. Niech Matka Najświętsza wyprasza nam tę łaskę.
Błogosławię was – w Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!