banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Dni skupienia w Różanymstoku, marzec 2013


    
Wprowadzenie w dni skupienia. 

    
Czas Wielkiego Postu to czas ogromnej walki duchowej. Tak jak Jezus toczył tę walkę na początku swojej misji będąc na pustyni, tak jak w sposób szczególny toczył tę walkę w Getsemani, tak ten czas dany jest człowiekowi, aby również stoczył walkę. Jezus na pustyni, a potem w Getsemani był narażony na ataki szatana. Był niejako odsłonięty i szatan miał wolny dostęp do Niego. Dobrze byłoby zrozumieć, iż okres Wielkiego Postu, to czas, kiedy człowiek powinien uświadomić sobie istnienie duchowej rzeczywistości, która ma podstawowy wpływ na istnienie, na życie człowieka. Tą duchową rzeczywistością jest nie tylko Bóg i Jego świat, Jego miłość, Królestwo; tą duchową rzeczywistością jest również przeciwieństwo Boga, jest szatan i jego królestwo. 
Człowiek podejmując na początku Wielkiego Postu jakieś postanowienia rozpoczyna tym samym walkę z szatanem. Nie jest często tego świadomy, ale podjęcie pewnych postanowień, pewnych wyrzeczeń, podjęta wraz z Jezusem droga krzyżowa, podjęta modlitwa itd. to jest jednocześnie jawne stanięcie w pozycji przeciwko szatanowi. Szatan tę walkę przyjmuje. Niestety człowiek często nie myśli o tym właśnie w tych kategoriach. Zajęty swoim życiem oraz tym, co podjął na czas Wielkiego Postu, zapomina, iż tak naprawdę jest to czas walki dobra ze złem również w nim samym. Jest to czas, kiedy owszem otwiera się na dobro, jakim jest Bóg i Jego rzeczywistość duchowa, ale jednocześnie otwiera się na ten inny świat, niejako godząc się na to, że również i szatan będzie miał przystęp do niego i będzie starał się zniweczyć to, co człowiek chce czynić. 
Człowiek musi być tego świadomy, musi być czujny. Niestety zazwyczaj czujność gdzieś znika. Człowiek skupia się na tym, co chce czynić, a więc by pełnić swoje przyrzeczenia dane Bogu. Nie rozumie tego, iż nie same te przyrzeczenia są najważniejsze, ale czystość serca, otwartość serca na miłość, ciągły wybór miłości i czuwanie nad tym, by ta miłość przez serce nieustannie się przelewała. Bowiem można spełnić od początku do końca wszystkie swoje przyrzeczenia, postanowienia, ale nie zmienić się ani odrobiny na lepsze. Może nawet dojść do pogorszenia stanu duszy wtedy, gdy dusza nie czuwa, by serce było czyste, wypełnione miłością, by kierowało się miłością i by serce dążyło do Boga; nie forma zewnętrzna, ale serce. I dlatego w czasie Wielkiego Postu często dochodzi do różnych sytuacji, w których człowiek staje zadziwiony, iż to, czego nie chce ma miejsce, bowiem szatan podwaja swoje działanie, swoją siłę, swój atak. 
Na początku Wielkiego Postu mówiliśmy o tym, iż mamy w sposób szczególny jednoczyć się z Jezusem w Ogrójcu. Przyszedł czas na to, by pójść krok dalej. Dzisiaj towarzyszymy Jezusowi, który zostaje pojmany, potraktowany straszliwie przez żołnierzy i przez całą zgraję, która im towarzyszyła, potraktowany strasznie przez samego Judasza, opuszczony przez swoich najbliższych. Został związany. Związany tak okrutnie, iż samo to związanie, powrozami, obręczami przyczyniało się do cierpienia, zadawało ból i już otwierało rany. I tak pojmany był prowadzony. Podczas tej drogi również doświadczył tortur, o których będziemy mówić. Będziemy jednoczyć się z Jezusem pojmanym z tego względu, że przyczyną tego pojmania jesteśmy my sami. Właśnie fakt ulegania szatanowi, tego iż w tym czasie, kiedy dusza ma jednoczyć się z Męką Jezusa, ulega pokusom szatańskim, daje się wciągnąć w jego tryby i zło wydaje się królować w sercach. Szatan zaciera ręce, bowiem na tym etapie wydaje się, że odnosi zwycięstwo. 
Jednak dusza, która czyni refleksję nad sobą, dostrzega, iż dzieje się coś złego. Bardzo ważnym jest, by uświadomiła sobie swoje słabości, upadki. Właśnie brakiem miłości, uleganiem złu, egoizmem, pychą ona związuje ręce Jezusa. Obwiązuje szyję, biodra i ciągnie Jezusa za powrozy. Należy to sobie dobrze uświadomić, a przede wszystkim przyjąć do siebie, zdać sobie sprawę, że w tym tłumie jestem właśnie ja. Nie rozglądać się, kto jeszcze, ale jestem ja. I przez swój brak czujności, przez swój brak miłości w sercu dałem się szatanowi wciągnąć w coś, co powoduje, iż teraz Jezus okrutnie związany, prowadzony jest jak zwierzę i zaznaje już teraz męki. Dobrze byłoby zobaczyć siebie i to, czym się przyczyniło do takiego stanu rzeczy. Nieraz jest to bardzo trudne, by zobaczyć, a potem jeszcze trudniejsze przed samym sobą się przyznać do tego. A jednak bardzo ważne jest, by dusza się przyznała i zapłakała klęcząc przed Jezusem, nad tym jak bardzo słaba, swoimi słabościami przyczynia się do cierpienia Jezusa. 
Te dzisiejsze rozważania odnoszą się do poszczególnych dusz, do ich spraw osobistych, ale odnoszą się również do całej Wspólnoty. Dlatego dobrze by było, by każdy zastanowił się sam nad sobą i rozważył: Na ile wiąże Jezusa? Na ile Go prowadzi wraz z innymi jak zwierzę na rzeź? Na ile uczestniczy w tym prowadzeniu? Czy tylko trzyma za powrozy, czy szarpie, czy może spycha z mostu do Cedronu? Czy wyśmiewa, czy idzie w milczeniu? To, że dusza uczestniczy w tym pochodzie, to jest fakt niezaprzeczalny i nikt tego się nie może wyprzeć. Nikt. Stan Wspólnoty, to stan całej Wspólnoty, a nie tylko jej części, a więc mają na to wpływ wszystkie dusze. I czasem zaniedbanie zupełnie niezwiązane z życiem Wspólnoty ma wpływ na Wspólnotę. 
Dzisiaj postaramy się rozważyć scenę pojmania i prowadzenia, aby bardziej, lepiej zobaczyć samego siebie. Jednocześnie by poprzez to zrozumienie, poznanie jednak zbliżyć się do Jezusa i być z Nim przepraszając Go i otaczając miłością, ze swej strony, choć trochę rozluźnić powrozy. Wraz z nami, będzie modlić się Matka Bolesna, przez wstawiennictwo której błogosławię was – w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    
Rozważanie Męki Pana Jezusa

    
Przeżywamy wspólnie przepiękny, choć trudny okres Wielkiego Postu; czas, kiedy dusza próbuje wejść w głąb siebie, poznać i dokonać pewnych zmian. Tradycyjnie już dusze podejmują różne postanowienia na ten czas, niestety jakże często traktując je bardzo zewnętrznie. A więc zewnętrznie dbają o to, by realizować to, co postanowiły, natomiast nie wchodzą w głąb serca. I niestety nie dokonuje się przemiana. Dopiero wtedy, kiedy dusza wejdzie w głąb swego serca, zacznie zastanawiać się nad swoim sercem, nad stanem tego serca, kiedy zacznie dostrzegać, jakie to serce jest i przyznawać się przed samą sobą do tego, dopiero wtedy może coś w sobie zmienić, może dojść do przemiany. Dlatego nie dziwmy się, że rozważanie to będzie skierowane bezpośrednio do duszy i będzie tej duszy dotykało.
Niektórzy z nas mogą poczuć się urażeni, bowiem człowiek poprzez swoją ułomność bardzo często nie przyznaje się do różnych swoich słabości nawet przed samym sobą, bo to burzy jego obraz samego siebie, często tak pieczołowicie budowany, broniony przed innymi. Obraz, jaki sobie każda dusza tworzy jest to obraz wyidealizowany; choćby nawet dusza spostrzegała w sobie słabości i tak nie wie o sobie wszystkiego. I Bóg nie daje duszy poznać od razu wszystkiego, bo nie byłoby to możliwe dla niej przyjąć wszystko. Ona ze zgryzoty, z żalu, z bólu, z przerażenia umarłaby. Jednak ten okres Wielkiego Postu, to czas dany przez Boga po to, by dusza mogła, choć trochę poznać siebie lepiej i by mogła podjąć jakieś postanowienie przemiany. Wszystko to, co dzieje się z duszą ma ogromny wpływ na stan Kościoła, zarówno tego Kościoła małego, a więc rodziny, lokalnego – parafii, diecezji, w końcu całego Kościoła, również tego Kościoła, którym jest Wspólnota. Stan duszy, każdej duszy ma wpływ na jakość Wspólnoty. Dlatego tym bardziej ważne jest, by dusza, która jest fragmentem Wspólnoty, tworzy tę Wspólnotę również w takim poczuciu odpowiedzialności starała się doskonalić.
Dzisiaj stajemy przed Jezusem, który właśnie skończył modlitwę w Ogrójcu. Już wcześniej we Wspólnocie rozważaliśmy, czym ta modlitwa jest i jak bardzo dotyka Jezusa, jak ją przeżywa. Nie tylko duchowo dotyka, ale dotyka wręcz fizycznie. Jezus po tej modlitwie wychodzi schorowany, wychodzi umęczony, osłabiony. Trudno to nawet pojąć, do jakiego stopnia Jezus po samej tej modlitwie, podczas której podejmuje najważniejszą decyzję, do jakiego stopnia jest zmaltretowany. Jednocześnie doznaje umocnienia i jest gotowy. Otwiera się na wolę Ojca. A więc otwiera się na to wszystko, co za chwilę nastąpi i kolejne konsekwencje tego kroku. Nie znaczy to, że nie cierpi. Każda dusza, która ofiarowuje się Bogu bardzo dobrze wie, iż jej cierpienie trwa nadal. Jeśli jest to np. choroba, to choroba trwa nadal i dusza doświadcza tej choroby bardzo mocno. Doznaje umocnienia z Nieba, ale to nie znaczy, że nie czuje bólu; ból czuje. 
Tak samo Jezus. Jest przecież, że tak powiem, najwrażliwszym człowiekiem na ziemi, który czuje, doświadcza wszystkiego. Wie, co ma nastąpić. Budzi swoich uczniów, mając świadomość tego, że nie towarzyszyli Mu i nadal nie wiedzą, co się dzieje. I uciekną, bo ich serca nie były umocnione modlitwą. W związku z tym, ich serca są bardzo słabe. Budzą się, wstają zdezorientowani. Widzą Jezusa w straszliwym stanie. Jezus był pokryty plamami krwi, włosy były zmierzwione, twarz straszliwie zmieniona, postarzała, był przygarbiony. Nie ten Jezus, którego znali, więc ich serca doznały już trwogi. I za moment już słychać okrzyki zbliżającego się tłumu, po chwili pojawia się Judasz. Jezus dokładnie wie, co się wydarzy. Judasz całuje Jezusa. Pocałunek jest przecież znakiem miłości, przyjaźni, życzliwości, dobroci, otwartego serca. Ten pocałunek zadaje ogromny ból Jezusowi. Nie niesie tych wszystkich pozytywnych emocji ze sobą, jest sztyletem w serce. Jest to kolejne uderzenie w Serce Jezusa, kolejne cierpienie. Przez chwilę uczniowie doznają zdumienia, ponieważ straż, która przyszła po Jezusa pod wpływem objawiającej się mocy Boga po prostu pada sparaliżowana, nie może się ruszyć. Dzieje się to raz, potem drugi. Ale później Jezus niejako odsuwa na bok tę Boską moc, ukrywa swój Majestat by pozwolić żołnierzom schwytać Go. Jezus pozwala. On sam w ten sposób wyszedł naprzeciw Męki. On sam dał ręce do związania, sam oddał swoją Osobę na ukrzyżowanie. Człowiek nie mógłby zniewolić Jezusa, nie mógłby Go pojmać, gdyby Jezus na to nie pozwolił. Jezus pozwala. To, co z Nim czynią jest straszliwe, bowiem obwiązują Jego szyję, Jego pas, Jego biodra specjalnymi pasami, które mają kolce skierowane do ciała. A więc nie jest to zwykłe tylko związanie sznurami. Ci oprawcy przyszli już z narzędziami tortur. Obwiązali szyję, biodra. Potem w odpowiedni sposób obwiązali ręce, skrzyżowali na piersi tak, że Jezus nie mógł nimi ruszać. Do pasa przywiązane były cztery sznury i ciągnęli żołnierze Jezusa za te sznury w różnych kierunkach, traktując jak zwierzę. Każde pociągnięcie w jedną stronę sprawiało, że kolce wbijały się w Ciało Jezusa. Każde szarpnięcie sprawiało, że Jezus zataczał się. Żołnierze ze śmiechem ciągnęli w różne kierunki, toteż Jezus nie mógł iść prosto, zataczał się, co było powodem do okrutnych żartów wszystkich, którzy po Jezusa przyszli. Bo nie tylko przyszli żołnierze, była cała zgraja przeróżnych osób i te osoby śmiały się z Jezusa, naigrywały się z Niego, krzyczały, wyzywały. Każdy Jego krok był powodem do kolejnego okrutnego dowcipu, śmiechu, wulgaryzmów. Tak ciągnięty Jezus wielokrotnie upadał. Niestety ręce miał przecież tak związane przy tułowiu, że nie mógł chronić swojej twarzy, nie mógł podeprzeć się rękami. Przechodzili miedzy innymi przez Cedrom. I tutaj specjalnie Jezus został zepchnięty. Całe szczęście, nieco rozluźniły się powrozy, Aniołowie czuwali. Jezus upadając na kamieniste dno nie rozbił sobie głowy, ale ten upadek był bardzo bolesny, bo żołnierze ciągnęli za sznury. Jednak Jezus nie mógł wyjść z tej rzeki na drugi brzeg od razu. Pociągnęli Go z powrotem na ten brzeg poprzedni i znowu na most. 
Jezus zaznawał straszliwych cierpień tej nocy. Większa część męki nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek nie jest znana ludziom. To, co zostało objawione niektórym świętym daje tylko pewien obraz straszliwości czynionych rzeczy. Jezus miał wyrywane włosy z brody, przypalane były Jego boki, ciało, polewane były żywicą rozgrzaną, gorącą. Sadzany był na stołku, na którym były ostre elementy. Ciągnięty był za język i miał przebijany ten język. Żarty, jakie robili sobie oprawcy z Jezusa świadczyły jedynie o zezwierzęceniu Jego oprawców. Były obrzydliwe, poniżały godność Jezusa, zadawały okrutnych cierpień, bólu. Niektórych mąk nie da się wypowiedzieć, człowiekowi nie przejdzie to przez gardło. 
Dlaczego o tym dzisiaj mówimy? Dlaczego nie przechodzimy do kolejnych stacji Drogi Krzyżowej? Dlatego, że Męka Jezusa nie rozpoczęła się wraz z momentem wzięcia samego Krzyża, rozpoczęła się wcześniej. I każda dusza ma swój udział w tej Męce. Niestety nie po stronie przyjaciół, ci się rozbiegli. Patrząc na siebie samych, na swoją duszę, na to, co wydarzyło się już w czasie Wielkiego Postu, już trwającego, możemy zobaczyć, że uczestniczymy w jakiejś formie w tej Męce. Nasze serca są narzędziem zadającym cierpienie. Żadna dusza nie może powiedzieć, iż nie zadawała bólu Jezusowi, nie zadaje. Poprzez słowo, poprzez gest, myśl, postawę, czyn dusza uczestniczy we wszystkim. A więc wraz z Apostołami śpi, w ten sposób opuszczając Jezusa, pozwalając, by serce słabło tak bardzo, że w momencie zagrożenia życia Jezusa dusza opuszcza Go, tak jak opuścili Apostołowie. Pozostawia samego, dusza ucieka. Dusza uczestniczy w tym straszliwym pocałunku Judasza. Każda dusza zdradza Jezusa. Nikt nie może powiedzieć, że wolny jest od tego. Każda dusza też swoim grzechem związuje Jezusa, zakłada Mu pasy z kolcami, obręcze i prowadzi związanego. Dobrze wiemy, jak idzie się nocą, kiedy nie ma światła. Droga nie była asfaltowa, tylko kamienista, nierówna, a Jezus był szarpany. Nie był prowadzony pod rękę, lecz ciągnięty w różne strony specjalnie, aby potykał się i przewracał. I ty w tym uczestniczysz! Każdy grzech, upadek, uleganie jakiejś słabości jest uczestniczeniem w tym pochodzie, uczestniczeniem z tej niewłaściwej strony. I uczestniczysz również w zepchnięciu Jezusa z mostu. 
Ja wiem, trudno to przyjąć, bo przecież człowiek nie ma tej intencji, by zadawać Jezusowi ból. A jednak jesteś już na tym etapie rozwoju duchowego, że musisz sobie uświadomić, iż wszystko, co czynisz jest albo miłością skierowaną do Jezusa, otwarciem się na Niego i uczestniczeniem w Jego życiu w ten pozytywny sposób, bądź też jest nienawiścią skierowaną do Niego i również uczestnictwem w Jego życiu, ale w zupełnie innej formie – od strony oprawców. A więc cokolwiek czynisz, a jesteś członkiem Kościoła, cokolwiek czynisz, czynisz wobec Jezusa, do Jezusa i On tego doświadcza. Doświadcza albo miłości, albo nienawiści; albo dobra, albo zła; albo koisz Jego ból, albo zadajesz kolejne cierpienie. Ważnym jest, aby uświadamiać sobie z jednej strony Mękę Jezusa i wielkość jego cierpień, ale z drugiej strony głębiej wchodzić w świadomość samego siebie.
Dlaczego po 40 dniach Wielkiego Postu tak mało dusz doznaje przemiany, choć wydaje się, że uczestniczą w Drodze Krzyżowej, w Gorzkich Żalach, realizują pewne postanowienia? Dlatego, że nie wchodzą w głąb siebie i nie dokonują refleksji nad sobą samym. Nie analizują swego postępowania, swoich myśli, intencji właśnie pod tym kątem, na ile to było wyrazem miłości, a na ile czegoś odwrotnego. Czasami dusze bardzo zawodzą nad cierpieniem Jezusa, płaczą, wzruszając się Jego cierpieniem, ale nie wchodzą w głąb siebie i nie analizują dnia, wydarzenia, samych siebie, przez co nie dokonują przemiany. Ty masz zastanowić się nad sobą, pomyśleć, w którym momencie danego dnia, danej godziny w dniu, uczestniczyłeś niczym Judasz w pocałunku, niczym uczeń w ucieczce, niczym żołnierze w prowadzeniu Jezusa, obwiązywaniu, zrzucaniu z mostu? W którym momencie, w której sekundzie dnia okazałeś się wrogiem Jezusa, poprzez swoją intencję, myśl, słowo, poprzez brak miłości? 
Żyjesz dlatego, że Jezus ciebie kocha. Miłość daje życie. I to nie tylko w tym znaczeniu, że jesteś poczęty i jako człowiek zjawiłeś się tu na ziemi. Życie to jest coś więcej niż tylko ta strona fizyczna istnienia tutaj na ziemi. Miłość w każdej sekundzie daje ci życie. Istniejesz, poruszasz się, myślisz, dokonujesz różnych rzeczy, czynów i twoje myśli, nastawienie do życia jest w miarę pozytywne, dzięki tej miłości. Zauważ, że wystarczy jedno złe słowo skierowane do ciebie lub jakieś zdarzenie, które jest przeciwko tobie, jak bardzo uderza w ciebie i powoduje wręcz fizyczne cierpienie, osłabienie. To jest właśnie nienawiść, ona nie daje życia. Wystarczy gdy ktoś, kto podejdzie, pocieszy, wytłumaczy, poda pomocną dłoń i w ciebie wstępuje inne życie. Tak się mówi potocznie. I zupełnie inaczej patrzysz na rzeczywistość, bo miłość daje życie; nienawiść – śmierć.
Ale nie tylko Bóg poprzez miłość daje tutaj ludziom na ziemi życie, możliwość życia, funkcjonowania na jakimś emocjonalnym poziomie, w poczuciu średniego szczęścia. Każdy człowiek również w swoim sercu ma miłość lub nienawiść. I każda dusza kochając otwiera się na Boga, wobec Niego czyniąc dobro. Natomiast, kiedy czyni zło, kiedy nienawiść wylewa się z serca, to ta nienawiść, która jest zadawaniem śmierci, uderza w Jezusa. Sprawy duchowe, rzeczywistość duchowa bardzo trudna jest chwilami do wytłumaczenia. Zajmują się tym osoby wykształcone w tym kierunku, a i im trudno niekiedy pewne rzeczy zrozumieć. Wystarczy, że ty przyjmiesz, iż miłość umożliwia życie, umacnia, napełnia serce nowym tchnieniem, daje siły; nienawiść uderza przyprawiając o śmierć. Bóg jest Miłością i nieustannie otwarty dla ciebie tą miłością cię obdarza, czyli ty żyjesz. Bóg stwarza takie warunki, żebyś mógł się rozwijać. Twoją odpowiedzią jest, jakże często, co innego. A więc swoją myślą bez miłości, krzywym spojrzeniem na osobę bliską, słowem wypowiedzianym nieodpowiednim tonem, sercem, którego intencje były niewłaściwe, nieczyste, ty wylewasz z siebie nienawiść, brak miłości. I ta nienawiść uderza w Jezusa. Przyjęła formę cielesną. Zło przyjmuje formę cielesną, chociażby właśnie w takiej formie jak tutaj widzimy podczas Drogi Krzyżowej, zło gromadzone w sercach ludzkich. Można to sobie wyobrazić właśnie w ten sposób, że ze wszystkich wieków istnienia ludzkości, od początku po kres, to zło z ich serc ucieleśnia się właśnie w czasie Męki Jezusa, w konkretnych uderzeniach, w konkretnym zadawaniu bólu, tortur, cierpienia Jezusowi. A więc wszystkie bicze, kopania, rozrywane ciało, upadki, to wszystko nagromadzone ucieleśnione zło dokonuje. Ale ono wypływa z serca ludzkiego. Szatan posługuje się tym. I dlatego mówimy, że nikt nie może powiedzieć, że nie bierze udziału po stronie oprawców w Drodze Krzyżowej. Nikt nie jest od tego wolny. Każdy bierze w tym udział. Ważne jest, by z tego sobie zdać sprawę, żeby zastanowić się kiedy, w jakich momentach to czynię, dając przyzwolenie szatanowi, by posługiwał się tym moim upadkiem po to, by zadawać ból Jezusowi. Nie wystarczy, że zapłaczę nad cierpieniem Jezusa, muszę pomyśleć, kiedy ja do tego się przyczyniłem. Wtedy będzie to miało sens i może przyczynić się do przemiany twojej. Kiedy odkryjesz w sobie te momenty, może być ci trudno się do tego przyznać. 
Nieraz człowiek czuje, ale tak broni się przed przyznaniem się do tego zła, że nie jest w stanie przejść przemiany. Trzeba prosić Ducha Świętego o pomoc. On pomoże zobaczyć i przyjąć. Gdybyś spróbował, tak jak wielokrotnie już o tym mówiliśmy, gdybyś spróbował przeanalizować jeden dzień, godzina po godzinie, a w godzinie każdą minutę, przy łasce Ducha Świętego zobaczyłbyś, że nawet sekunda, jedna sekunda nie jest wolna od twojej słabości, ponieważ ty jesteś słabością, ponieważ skażony jesteś grzechem pierworodnym. Owszem zmazany jest ten grzech, ale pozostało to skażenie, które tak osłabiło twoją ludzką naturę, że ty bardziej skłonny jesteś do złego niż do dobrego. Pragniesz dobra, ty chcesz kochać Jezusa, chcesz Mu pomagać, chcesz towarzyszyć Mu we wszystkim, ale słabości biorą górę.
Proś, aby Duch Święty pomógł ci zobaczyć, a jednocześnie by dał siły, aby to znieść, przyjąć i podjąć postanowienie przemiany. Jest to ważne dla ciebie samego, bo przecież każdy człowiek odpowiada przed Bogiem sam za siebie, za to, co uczynił ze swoją duszą, co uczynił z łaską daną przez Boga, aby się zmienić, by kroczyć ku wieczności. Ale jednocześnie pamiętaj, że w każdym człowieku Bóg złożył odpowiedzialność za inne dusze, za Kościół; zarówno odpowiedzialność w rodzinie za mały Kościół, odpowiedzialność za siebie nawzajem jak i, chociażby we Wspólnocie, odpowiedzialność za to, w jaki sposób ty poprzez stan swojej duszy wpływasz na stan całej Wspólnoty. I również z tego względu powinieneś dokonywać często takiej refleksji nad sobą w obliczu Męki Jezusa. Nie dla jakiejś idei, dla samego siebie, ale w obliczu Męki Jezusa z miłości do Niego, bo on ciebie kocha i obdarza tak niezwykłą miłością, że twoją odpowiedzią na tę miłość powinna być refleksja czyniona z miłości. 
Przez pewien czas, przez kilka dni spróbuj codziennie towarzyszyć Jezusowi, właśnie od tego momentu pojmania, poprzez drogę, kiedy był prowadzony do więzienia, gdzie przebywał wprawdzie krótko, ale traktowany był strasznie. To straszny czas. Tym bardziej wpływający negatywnie na duszę, na serce, ponieważ, gdy jest ciemno, człowiek traci poczucie bezpieczeństwa. Dobrze wiesz jak to jest właśnie w nocy, kiedy nachodzą cię jakieś myśli pełne lęków, obaw o przyszłość chociażby. Inaczej o przyszłości myśli się w dzień, inaczej myśli się o tym w nocy, kiedy jest się samemu, otacza tylko ciemność. Inaczej znosisz cierpienie w dzień, kiedy jest jasno, kiedy masz otoczenie bliskich, inaczej kiedy jesteś samotny w nocy. Pomyśl również o tym. I pamiętaj, żeby to, co przeżywasz podczas tych rozważań nie było tylko płytkim wzruszeniem, wzruszeniem się Męką Jezusa, ale by było świadomym wejściem w siebie, by poznać samego siebie i to w jaki sposób zadaje się Jezusowi mękę i uczestniczy się w tym Jego cierpieniu od strony oprawców. 

    
Kazanie

    
Moi kochani!
W okresie Wielkiego Postu mamy możliwość doświadczyć różnych przeciwności. Doświadczamy również w różnej formie zła i dziwimy się  - dlaczego tak się dzieje? Właśnie wtedy, kiedy chcielibyśmy by wszystko było dobrze, kiedy się staramy, kiedy próbujemy żyć miłością, to właśnie wtedy jest trudniej. To właśnie wtedy wychodzi z nas odwrotność miłości. Dlaczego tak się dzieje? 
Otóż, ten okres liturgiczny, którym jest Wielki Post przyrównujemy do modlitwy Pana Jezusa - wcześniej do Jego modlitwy na pustyni oraz do modlitwy w Ogrójcu, a więc do czasu, kiedy Jezus modli się, rozmawia z Ojcem i otwarty na rzeczywistość duchową w sposób szczególny doświadcza również działania złego ducha. Myliłby się ten kto uważałby, że rzeczywistość duchowa to tylko rzeczywistość Boga, to tylko obecność Boga. Dobrze wiemy z nauki Kościoła, że oprócz czystych Duchów istnieją również duchy nieczyste, anioły upadłe, a więc w rzeczywistości duchowej nie tylko spotykamy się z Bogiem, ale również doświadczamy działania zła. W okresie Wielkiego Postu podejmujemy pewne postanowienia, a ich celem jest przemiana wewnętrzna. Jest to praca nad sobą, otwieranie się na Ducha. I dobrze, że dusza w czasie Wielkiego Postu otwiera się na świat duchowy, by lepiej poznać, zrozumieć, a przede wszystkim, by zbliżyć się do Boga. To zbliżanie się obejmuje różne sfery, dziedziny, konkretne działania, czyny. To zbliżanie się między innymi dotyka serca poprzez poznawanie swoich słabości. Jednak we wspomnianej duchowej pracy nad sobą i w otwieraniu się na rzeczywistość duchową, na obecność Boga w życiu, człowiek musi mieć to zrozumienie, że otwiera się również na to, iż może w jego życie ingerować szatan. Skoro ty chcesz zmienić coś w sobie, a chcesz zmienić to co jest złe, to co jest słabe, a przyjąć dobro, umocnić się, no to musisz wiedzieć, że szatan będzie bronił tej sfery w tobie, w której on panuje i będzie robił wszystko, aby ci na to nie pozwolić. 
Dlatego w czasie Wielkiego Postu tak często właśnie doświadczamy jakichś trudności, pewnych komplikacji. Dziwimy się, że oto pośród nas, naszych bliskich, znajomych obnażane są ludzkie słabości; że oto dzieje się coś złego, co komplikuje życie, co stara się zniweczyć jakieś dobre przedsięwzięcia. Doświadczamy na samych sobie, iż pokonują nas różne przeciwności, bo okazuje się, że jesteśmy za słabi. Do tej pory wydawało nam się, że radzimy sobie z wieloma sprawami, rzeczami i panujemy nad wszystkim. A teraz okazuje się, że tak nie jest, że drobna rzecz, sprawa przerasta nasze możliwości. Jest to specyfika Wielkiego Postu. To również jest charakterystyczne w każdym etapie życia duszy, która pracuje nad sobą, która pragnie zbliżyć się do Boga i się z Nim zjednoczyć. Szatan wtedy szczególnie chce przeszkodzić, chce ingerować, chce przywrócić swoje panowanie w danej sferze; widzi, że to panowanie traci. Dlatego nie należy dziwić się, czy załamywać, czy zrażać się niepowodzeniami i trudnościami, ale gdy się pojawiają – modlić się; prosić Ducha Świętego o poprowadzenie. Prosić Aniołów, szczególnie Michała Archanioła, by On podjął walkę w naszym imieniu; zapraszać Matkę Najświętszą, aby poprowadziła nas, aby nas ukryła we własnym Sercu. Prosić Świętych, prosić dusze czyśćcowe o wstawiennictwo. 
W naszym życiu nie dzieje się nic o czym Bóg by nie wiedział, na co by nie przyzwolił. Nad wszystkim On czuwa. Zatem, czegokolwiek doświadczasz, wszystko jest pod spojrzeniem Bożym. A więc możesz mieć pewność, że Bóg udziela ci swojej łaski na ten czas, że On ci błogosławi, On daje pomoc, a to, czego doświadczasz widocznie jest ci potrzebne, abyś się doskonalił. Ważne jest, abyś przyjął, abyś właściwie zinterpretował, abyś się nie buntował, nie odrzucał, nie zamykał na poznanie. Ważne byś na innych nie zrzucał winy, tylko patrzył na siebie. 
To, że coś się komplikuje, że coś się gmatwa, że wydaje ci się, iż zaprzepaszczane są wcześniejsze plany, to wcale nie znaczy, że winna jest jedna osoba, że na przykład ty ponosisz tylko winę, czy ponosi ją ktoś inny. To, że nie możesz zrealizować postanowień wielkopostnych, to, że naraz dzieje się coś tak bardzo złego i czujesz fizycznie, że szatan macza w tym palce uniemożliwiając ci życie miłością, to wcale nie znaczy, że na przykład w tobie tkwi wina tylko i wyłącznie. To nie znaczy, że masz zrezygnować, załamać się. To tylko znaczy, że szatan został dotknięty „do żywego” twoją próbą zmiany w sobie czegoś; to znaczy, że on widzi, iż poprzez jakieś postanowienia, czyny, działania dobro będzie obejmować sferę, w której on do tej pory panował i dlatego się burzy, dlatego nie chce do tego dopuścić. To znaczy, że idziesz w dobrym kierunku, że dobrą rzeczą się zająłeś, że masz to kontynuować. Szatan się chwieje i niedługo upadnie, i ta sfera twego życia już nie będzie pod jego panowaniem; jeśli nie zrezygnujesz. Może się wydawać dziwne, iż jakiś konflikt,  jakieś trudności, przeciwności obejmują szerszy krąg, ale wiedz, że to szatan nie chce oddać swojej władzy, którą do tej pory miał w jakiejś sferze i on będzie poruszał różne rzeczy, aby narobić bałaganu, hałasu, aby zdenerwować, zaniepokoić, przestraszyć, w konsekwencji tego zniechęcić. Kiedy widzisz te przeciwności, kiedy czujesz, że nie wychodzi ci, że jesteś za słaby, nie dajesz rady, coś ciebie przerasta, to znaczy, że ta sfera, ta sprawa, dziedzina była w pewnej mierze, w większej lub mniejszej, pod władzą szatana; on coś kontrolował, on coś miał pod sobą, on kierował, jak marionetką. A ponieważ ty zrywasz wiążące cię nici i przestajesz być marionetką, to on nie chce na to pozwolić. A więc tym bardziej zrywaj te nici; tym bardziej się nie poddawaj. 
Dzieją się takie rzeczy w rodzinach, dzieje się tak we wspólnocie. Właśnie w tym czasie wychodzi na jaw różnego rodzaju brak miłości, brak jedności; wychodzą różne egoistyczne pobudki, wychodzi pycha. Teraz ważne jest, co z tym zrobimy, każdy w swoim osobistym życiu, w życiu rodziny, w życiu wspólnoty. Zauważmy, ile w tym czasie Wielkiego Postu jest ataków na Kościół, ile domysłów odnośnie przyszłego papieża, ile stwierdzeń, ile fałszu, ile kłamstwa; powtarzane to wszystko przez kolejne gazety, media. Szatan nie chce oddać tej sfery, szatan chce mieć wpływ; szatan widzi, że coś będzie tracił. I my nie musimy wiedzieć co, ale wiedzmy, że szatan nie chce utracić swojej władzy, dlatego tak czyni, tak miesza, tak hałasuje. Zadaniem zatem Kościoła jest modlić się i trwać w tym, nie zajmując się szatanem i jego zamieszaniem. Interesując się tym, co mówią media, dajemy posłuch szatanowi. Natomiast modląc się, otwieramy serce na miłość i wspieramy Kościół, wspieramy kardynałów. 
Tak samo we wspólnocie. Gdy cokolwiek widzimy, to dlatego, że mamy się za to modlić, że mamy poczynić refleksję, ale refleksję przede wszystkim o sobie samym; często dusze robią niby refleksję wytykając innym błędy. Chodzi o to, żeby pomyśleć o sobie. To nie znaczy, że jest się bezpośrednią przyczyną jakiejś tam sprawy, ale uleganie własnym słabościom osłabia Kościół, osłabia inne dusze, a więc osłabia wspólnotę i przez to później inni również będąc słabymi, swoim słabościom ulegają i dochodzi do różnych nieporozumień, dochodzi do rozluźnienia jedności. 
Dzisiaj uświadamiamy sobie, co takiego dzieje się w okresie Wielkiego Postu, jakie jest działanie szatana po to, by być świadomym i by z rozwagą podejmować kolejne kroki, by nie ulegać emocjom, ale by prawdziwie iść drogą przemiany, by czas Wielkiego Postu nie został zniweczony, by nie zmarnować łaski, ale by wyjść przemienionym z tego czasu. To są trudne rozważania, trudny temat. O wiele łatwiej duszy pójść za rozważaniem o miłości, szczególnie, gdy słyszy to wezwanie miłości, kiedy wszystko jest tak pięknie podane, kiedy wszystko jest błyszczące, lśniące, kiedy wszystko jest czyste i Bóg przemawia do duszy pięknymi słowami, które pociągają duszę. Ale jest też czas dany każdej duszy na to, by pracowała nad sobą, uświadamiała sobie stan swój i by próbowała coś z tym stanem zrobić. I Bóg ten czas nam daje teraz, udzielając przy tym łaski bardzo obficie. Na ołtarzu połóżmy swoje serca, by Bóg je umocnił, by pomógł zrozumieć, by rozjaśnił nasze serca poznaniem naszych słabości; jednocześnie umocnił, byśmy przyjęli tę prawdę o sobie i pomógł coś z tym zrobić, zmienić, abyśmy nie zrażali się szatańskimi podstępami, działaniami. 

    
Dziękczynienie duszy najmniejszej

    
Cała się Tobie oddaję, mój Boże! Nawiedzasz moją duszę, obejmujesz mnie i ukrywasz w sobie. To, co czynisz jest tak wielkie i niepojęte, a jednak dajesz mi pewne zrozumienie. W ten sposób Ty cały oddajesz się mnie, cały się mnie ofiarowujesz, dajesz siebie całego i oczekujesz, że uczynię to samo. Ja wiem, Boże, że czym innym jest Twoje ofiarowanie, a czym innym moje; nie ma porównania. Moja dusza zaznaje niebiańskiego szczęścia, kiedy przychodzisz do niej. Jednak pragnę odpowiedzieć na Twoją miłość i ofiarowuję się Tobie cała. Cała chcę należeć do Ciebie, być tylko Twoją duszą, tylko do Ciebie należeć. Uczyń mnie, proszę, swoją własnością. Chcę służyć Tobie. Chcę być Twoim niewolnikiem. Wiem, że nic cennego nie mogę Ci dać, że nic wielkiego uczynić nie potrafię. Jeżeli cokolwiek posiadam dobrego, cokolwiek czynię dobrego, jest to Twoją zasługą, a więc nie mogę się tym chlubić, mogę jedynie dać Ci siebie. Taką nędzę, takie nic, ale dając całą siebie, daję Ci wszystko. I w tym „wszystko” upodabnia się moja ofiara do Twojej. Jest to wielką łaską dla duszy, to podobieństwo Twojej Ofiary i mojej. Dziękuję Ci, Boże za tę łaskę, za to, że Ty ofiarowałeś się mnie, i że ja mogę ofiarować się Tobie. Kocham Ciebie, Boże!

    
Adoracja Najświętszego Sakramentu

    
O, Panie nasz! Obdarzasz nas tak wieloma łaskami. Nasze serca obdarzasz tak wieloma darami swoimi, nieustannie zlewasz na nas swoją łaskę. Żyjemy otoczeni Twoją miłością. Nie ma chwili, abyś nie obdarzał nas swoją miłością. Wszystko jest wyrazem Twojej miłości. Szkoda, że nasze serca są tak zamknięte, ślepe i nie dostrzegają tak wielu łask. Czas, który przeżywamy teraz w Kościele, to również Twoja łaska. Czas, kiedy przypominasz nam szczególnie o swojej Męce; chcesz, byśmy zbliżali się do niej. Ty wiesz, że dla duszy zbliżanie się do Męki, poznawanie Męki jest błogosławieństwem Twoim. Ale ponieważ nie potrafimy sami rozważać Twojej Męki, nie potrafimy rozmyślać nad nią, nie potrafimy się w niej zagłębiać, nie starcza nam ani wyobraźni, ani wiedzy, to potrzebujemy, Jezu, Twojej pomocy. Nie dość, że cierpiałeś za nas, to jeszcze potrzebujemy pomocy, aby myśleć o Twoim cierpieniu. Jednak było ono tak wielkie, tak niewyobrażalne, że wszelkie ludzkie wyobrażenie o niej jest niczym. Tym bardziej potrzebujemy Twojej pomocy.
Chcielibyśmy, Jezu, dzisiaj zbliżyć się do Ciebie , gdy jesteś w Ogrójcu, zbliżyć się do Ciebie, gdy przychodzi po Ciebie zgraja ludzi, gdy Ciebie wiążą, gdy prowadzą. To prawda, Jezu, że stale zbliżamy się do Ciebie, tyle, że my jesteśmy w tej zgrai. Teraz chcielibyśmy zbliżyć się do Ciebie inaczej; chcielibyśmy zbliżyć się z miłością, sercem i by towarzyszyć Ci. Wiemy, że jesteśmy za słabi, aby Ci pomóc; nasze współczucie jest niczym, jesteśmy za mali na cokolwiek, ale Ty obdarowałeś człowieka sercem po to, by ludzkie serce mogło zbliżyć się do Twojego; ludzkiemu sercu dajesz tę możliwość. Sam będąc Miłością, uczyniłeś człowieka poprzez Miłość zdolnym spotkać się z Tobą. Więc dajemy Ci nasze serca z tą prośbą – uzdolnij nas do tego spotkania, niezwykłego spotkania, jedynego. Ufamy, że Ty też pragniesz spotkać się z nami w Ogrójcu. 
Prosimy Ciebie, Duchu Święty, wspieraj nas, pomóż nam, otwórz nas; otwórz oczy, otwórz uszy nasze, otwórz serca; uzdolnij nas do spotkania z Bogiem. Prosimy Ciebie, Duchu Święty, abyś otworzył przed nami tę duchową rzeczywistość, abyś prowadził nas do Ogrodu Getsemani. Prosimy, abyś uzdolnił nasze serca do tego spotkania. Pomóż nam przestać myśleć o czymkolwiek innym, a jedynie widzieć Jezusa i słyszeć Go. Pomóż naszym sercom współczuć z Jezusem. Pomóż nam poprzez serca zagłębić się w tę całą sytuację, doświadczyć jej. Pomóż nam, by nasze serca poczuły to, co czuje Jezus, abyśmy w ten sposób mogli być bliżej Niego. Pomóż, Duchu Święty! Przyjdź, Duchu Święty! Przeniknij nas, Duchu Święty!
Klękamy przed Tobą, Jezu, modlący się w Ogrójcu! Klękamy u Twoich stóp, aby wpatrując się w Ciebie sercem tulić się do Twojego Serca. Nie chcemy, abyś czuł się samotny; wiedz, że jesteśmy przy Tobie. I  chociaż nie możemy uczynić nic innego, nie możemy Cię obronić przed tą przechodzącą zgrają, to chcemy czuwać. Ufamy, że tym razem Duch Święty pomoże nam, abyśmy nie zasnęli, ale by nasze serca cały czas czuwały. Chcemy otworzyć się tak bardzo, aby poczuć bicie Twojego Serca. Jakże jest ono strwożone, jak wielkiego bólu doświadcza. O, Panie nasz, cały aż uginasz się pod ciężarem tego cierpienia. Razem z Tobą pragniemy ufać, że Twoja Męka, że Twoje cierpienie ma wielki, głęboki sens – ratuje dusze. Chcemy modlić się teraz, już za wszystkie, aby przyjęły Twoje cierpienie, Twój Krzyż, Twoje zbawienie. Chcemy wspierać Twoje Serce w tym poczuciu wielkiej wartości Twojego Dzieła. Chcemy, poprzez klęczenie wokół Ciebie, osłaniać Ciebie, choć w tak fizyczny sposób, przed atakami szatana, który chce wzbudzić w Tobie wątpliwości, chce wzbudzić w Tobie poczucie bezsensu tego Dzieła. 
Wiedz, Jezu, że my chcemy być wierni Tobie; że my chcemy bronić Ciebie, Kościoła, chcemy trwać. Nasze słabości sprawiają, że odchodzimy, że upadamy, że odwracamy się, ale nasze serca chcą wracać, chcą być przy Tobie. Wybacz nam! Nasze ciała są słabe, potrzebują odpoczynku; nasze serca są słabe, potrzebują umocnienia Twojego; nasze dusze, choć spragnione Ciebie, jakże często odwracają wzrok, interesują się czymś innym. Wybacz nam! Teraz chcemy być przy Tobie; chcemy być w tej chwili, kiedy pojawia się Judasz i całuje Ciebie tak zdradziecko, tak boleśnie dotykając głębi Twojego Serca, z którego płynie miłość, również do niego. Wiemy, że i my jakże często posyłamy Ci taki pocałunek. Wybacz nam! Pozwól, klęcząc u Twoich stóp, będziemy całować je. Taki pocałunek w policzek czyniony zdradziecko bardzo boli, dlatego chcemy się uniżyć przed Tobą i całować Twoje stopy, ufając, że będąc w takim uniżeniu wyrażamy pełniej nasze oddanie, naszą miłość. W tym uniżeniu szatan nie ma aż takiego dostępu do naszych serc. Więc będziemy trwać przy Tobie nisko chyląc głowy, kochając Ciebie, zapewniając, że nie chcemy Ciebie zdradzić nigdy więcej. Niech Twój Duch nas wspiera. Oddajemy Ci naszą wolę; nie chcemy jej, chcemy pełnić Twoją. Dajemy Ci prawo robienia wszystkiego, co zechcesz z nami. Ty nam nie pozwalaj na to, by odejść od Ciebie. Kochamy Ciebie, Jezu! I całujemy Twoje stopy!
Jezu mój! Przyszli po Ciebie strażnicy. I wiążą Ciebie w tak okrutny sposób, a moje serce czuje, że to z mego powodu, że to ja tak Ciebie wiążę, że to moje grzechy tak okrutnie ranią Ciebie. Jezu mój, przepraszam! Pragnę Ciebie kochać, a Ciebie ranię. Pragnę żyć z Tobą, a zadaję Ci cierpienia. Nie rozumiem, Jezu! Tak często nie rozumiem dlaczego upadam, skoro pragnę iść do Ciebie? Przepraszam Cię za każde pociągnięcie powroza, za każde szarpnięcie, za wszystkie Twoje potknięcia, upadki. Miałam w tym swój udział. Przepraszam Cię za każdy kamień. Przepraszam Cię za każdą ranę i za każdego siniaka. Przepraszam za to, że te sznury ranią Twoje ręce, przecinając skórę. Przepraszam , że te kolce wbijają się w Twoje Ciało. Jezu mój, nie chcę tego…. 
Znowu pragnę, Jezu, schylić się do Twych stóp i ucałować je, aby w ten sposób wyrazić moją prośbę o wybaczenie, aby w ten sposób przed Tobą się uniżyć i wyznać, że pragnę Cię kochać i nie chcę Cię ranić. Jesteś moim Panem, Bogiem, Królem, Władcą mego serca. O, Panie mój! Jakże pragnę Cię kochać. Wybacz! Jezu mój! Prowadzisz moją duszę do miejsca tortur i to co widzi moja dusza, przeraża mnie. Tym bardziej mnie przeraża, ponieważ to mój grzech przyczynia się do tych tortur. To co czynią z Tobą, Jezu, jest straszne. Panie mój! Nie mogę patrzeć, a przecież to przeze mnie. Przepraszam Cię! Przepraszam Cię za każdy włos wyrwany z Twojej głowy, za każdy włos wyrwany z Twojej brody. Przepraszam Cię za oblewanie Twojego Ciała gorącymi cieczami, za nakłuwanie Twojego Ciała, za przekłuwanie Twego Ciała, za tę okrutną zabawę żołnierzy. Przepraszam Ciebie za wszystko, co czynili z Twoim Ciałem. Jak straszliwie ranią, jak obrzydliwie wyśmiewają, jakie pozy przyjmują wobec Ciebie, Świętego. Przepraszam za to zezwierzęcenie. Panie mój! Mogę jedynie płakać, łzami oblewając Twoje stopy, bo przecież to moje serce brakiem miłości tak Ciebie rani. 
Panie mój! Przeraża mnie to, co czyni zło, które przecież płynie również z mego serca; to, w jaki sposób to zło się ucieleśnia atakując Ciebie. O, Boże mój! Abym już nigdy Ciebie nie zraniła, abym już nigdy Ciebie nie zasmuciła. Proszę, nie pozwól mi, oddaję Ci siebie, prawo do mnie całkowite; czyń ze mną co zechcesz, ale nie pozwalaj, abym kiedykolwiek odwróciła się od Ciebie, abym kiedykolwiek opuściła Ciebie. Wolę umrzeć niż znowu zadawać Ci takie tortury. Przepraszam Cię, Jezu! Jezu mój! Chcę Ci podziękować za to, co ukazujesz mojej duszy. Dusza nie zdawała sobie sprawy z wielkości Twoich cierpień. Panie mój, zbyt lekko traktowałam każdy grzech, zbyt lekko każdą słabość. Jakże łatwo szło mi usprawiedliwiać siebie; ważniejsza była moja duma, moja pycha, miłość własna. Jakże ważne były moje zachcianki, moja przyjemność, moje pragnienia. Przepraszam! Wszystko to przyczyniało się do upadku, a mój upadek do Twoich cierpień. Boże! Gdyby dusze wiedziały! gdybyż wiedziały, co wycierpiałeś w noc, wszystkie zapragnęłyby raczej śmierci, niż by miały Ciebie zranić po raz kolejny. Ale też i wszystkie doznałyby straszliwego przerażenia w obliczu zła, które tak okrutnie Ciebie dotykało. Jak straszny jest grzech, który przyjmuje taką postać, który rozrywa Twoje Ciało, który rzuca Twoją głową o kamienie, który wyrywa Twój język, który kaleczy Ciebie. 
Jezu! Przepraszam! Pragnę Ciebie kochać, ale nawet tego nie potrafię, nawet pragnąć dobrze nie potrafię. Nic, niczego nie potrafię. Sama z siebie mogę tylko upadać, ale jest w głębi mojego serca ta malutka iskierka pragnienia miłości. Ty możesz uczynić, że ta iskierka maleńka zamieni się w płomień, a potem w wielki ogień. Wiem, Jezu, tę iskierkę przemieni w ogień kropla Twojej Krwi, Twoja Łza, kropla Twego Potu. I paradoksalnie to, co przyczyniło się do Twojego cierpienia, rozrywało Twoje Ciało, wywołując ból, łzy, to również przyczyni się do tego, że Twoje Zdroje Miłosierne spadną na moją duszę. Dlatego będę trwać u Twoich stóp, aby nie uronić żadnej łzy, żadnej kropli Potu, ani Krwi, aby obmyły Twoje Zdroje Miłosierne moją duszę, moje serce, aby zapadły głęboko tam, gdzie złożyłeś Twoją iskierkę miłości, pragnienia kochania. To moja nadzieja, Jezu, że sprawisz, iż zapłonę wielką miłością; wielką, ogromną i nie będę już Ciebie ranić, ale będę kochać, a moją miłością chronić Ciebie będę przed innymi uderzeniami zła. Ale póki co, udziel mi tej kropli Krwi, udziel mi, Jezu, kropli Potu i daj mi tę jedną Łzę. To wystarczy; one mają tak wielką moc, że choć mój grzech jest wielki, przewinienia ogromne, to Ty tą jedną kroplą pokonujesz wszystko, zmywasz wszystko i rozpalasz we mnie wielki żar miłości. O, Panie mój! Niczego już nie pojmuję. Kocham Ciebie i uwielbiam Ciebie! Wywyższam Ciebie i pragnę, jak niczego innego na świecie! Pragnę Ciebie, Boże!
Jezu mój! W moje serce wstąpiła ufność. Wiem, że płynie do mego serca z Twojej Męki wielka miłość i miłosierdzie. Doświadczam w sobie coraz większego żaru miłości; czuję, że to Ty wzniecasz ten ogień, i że zaczynam cała płonąć wielką miłością. Oczyściłeś mnie i rozpaliłeś, sprawiłeś, że kocham, że pragnę, że Ty stajesz się dla mnie najważniejszy. Mam jeden cel – jesteś nim Ty! Jedną miłość – Ty nią jesteś! Jesteś Oblubieńcem moim, jesteś Miłym mojej duszy, Umiłowanym! A ja należę do Ciebie. Wiem, Jezu, że nadal jestem słabą duszą i nadal nie mam sił na nic, ale jednocześnie wiem, bo doświadczyłam, że z Ciebie płynie wielka moc, że Ty dajesz mojej duszy miłość, Ty moją duszę umacniasz, Ty w mojej duszy wzbudzasz wielkie, nieskończone pragnienia; Ty moją duszę pobudzasz do tego, by dążyła za Tobą. Ty jesteś sprawcą wszystkiego; wszystkiego, co dobre we mnie, w mojej duszy. Tym bardziej daję Ci ją, abyś ją wypełnił po brzegi, i abyś dał natchnienia mojej duszy, wzbudzał pragnienia. Niech moja dusza zazna Twojej obecności tak, aby stale za Tobą tęskniła, aby stale Ciebie szukała, za Tobą szła, aby nigdy już nie odwróciła się od Ciebie. Pociągnij moją duszę tak bardzo ku sobie, aby nawet przez myśl nie przemknęło jej, by spojrzeć gdzie indziej, by odwrócić się i odejść. Uczyń mnie niewolnikiem swoim, przywiąż mnie więzami miłości do siebie; daję Ci to prawo; chcę tego. Uczyń mnie sługą swoim, chcę Ci służyć, czynić wszystko dla Ciebie. Pragnę trwać u stóp Twoich; stale je będę obmywać łzami, stale je będę całować i wpatrywać się w Ciebie, w Twoje oczy pełne miłości, tak dobre i tak czułe. 
Panie mój! Obdarzasz mą duszę tak wielkim szczęściem, tak wielką łaską. Niczym nie zasłużyłam, jedyne na co zasłużyłam, to piekło, ale Ty mnie wydobywasz, Ty mnie podnosisz, Ty mnie uświęcasz, Ty mnie czynisz najbogatszą, bo pełną Twojej miłości. Moja dusza pragnęłaby tak trwać i trwać przy Tobie, rozkoszując się Twoją obecnością. Udzielaj mi nieustannie Twojego Ducha, który będzie moją duszę przyprowadzał do Ciebie, który będzie mają duszę prowadził, usposabiał. Udzielaj mi, proszę, swojego Ducha!
Jak to dobrze, Jezu, że jesteś! Nasze serca pragną być przy Tobie cały czas. Otrzymujemy tak dużo. Zawsze po tym spotkaniu z Tobą odchodzimy pełni miłości, umocnieni. Przed nami noc, chcielibyśmy choć trochę Tobie towarzyszyć. Pobłogosław nas! Niech Twoje błogosławieństwo nasze serca umocni, niech natchnie nasze serca modlitwą, nich je usposobi do spotkania z Tobą. Prosimy, pobłogosław nas, Jezu!

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!