banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    Wielki Wtorek


    
Nadal nie rozumiemy na czym polega ból Jezusa. Spróbujmy to zobaczyć. Największym cierpieniem Jezusa jest samotność jakiej doznaje od dusz wybranych. Słabość ludzka jest ogromna. Człowiek nawet sobie tego nie uzmysławia. Jezus daje siebie całego duszy. W szczególności duszy wybranej. On cały jest dla niej. Oznacza to, że całe Jego jestestwo, wszystkie Jego myśli, pragnienia, Jego cała Miłość należą do niej. Jezus jest nieustannie skierowany ku duszy. Wpatrzony w nią. Wychwytuje każdą jej myśl. Każde jej słowo nim zejdzie z ust jest już w Jego Sercu. Wyczytuje wszystkie jej pragnienia nim zdążą się narodzić w jej duszy. Ubiega swoją miłością jej potrzeby i je zaspokaja. Obdarza nieustannie swoją łaską. Nie ma chwili, aby nie myślał o niej, nie patrzył na nią, nie pragnął jej, nie udzielał swego błogosławieństwa. Nigdy, nawet na sekundę, nie zapomina o niej. Gdyby to uczynił na jedną sekundę, dusza doznałaby niewysłowionego cierpienia, którego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Umarłaby z bólu. Jezus towarzyszy wybranej duszy zawsze i wszędzie, On jest dla niej, a Jego Serce otwarte jest dzień i noc, by spełniać jej pragnienia, zaspokajać potrzeby, obdarowywać łaskami. Jest cały jej, cały dla niej.
Jednak tego samego Jezus oczekuje od duszy wybranej. Teraz, w tym czasie szczególnie. Dziwimy się, gdy mowa jest o poczuciu samotności. Dajemy przykłady dusz konsekrowanych. Choćby i tych, które całe dnie spędzają na modlitwie. Nie mówimy o zewnętrznej formie przebywania przy Jezusie. Tych, którzy klęczą przed Najświętszym Sakramentem są tysiące! Tych, którzy czytają często Pismo św. są tysiące! Jezus jednak doznaje opuszczenia. On przeżywa okrutną samotność pośród dusz Jemu poświęconych! Dlaczego? Bo ich serca tkwią gdzie indziej! Nie są u stóp Jezusa, nie są przy Tabernakulum, nie są przy Jego Słowie! One nadal tkwią bardzo mocno w świecie, w tym co ludzkie, we własnym egoizmie i pysze. Jak mało jest dusz, które to rozumieją! Jak mało jest dusz, które podejmują ten trud trwania przy Bogu. Wydaje się nam, że to przecież nie takie trudne. A Jezus chce powiedzieć nam, że to najtrudniejsze ze wszystkich czynów, jakie możemy dla Niego uczynić. 
Prawdziwe bycie przy Jezusie na wzór, jaki nam został podany, jest męczeństwem duszy, ciągłą heroiczną walką ze sobą samą, jest zadawaniem sobie śmierci, każdej swojej myśli, pragnieniu. Jest wyrzuceniem swego „ja” z serca i zapomnieniem o nim na zawsze. To śmierć wszystkiego, co ludzkie w człowieku, by pozwolić żyć temu, co duchowe. O, jakże  natura ludzka buntuje się przeciw temu, jakże się broni! Można by to przyrównać do wielkiej armii, którą wystawia przeciw władzom duszy. Rozpoczyna się zaciekła walka. Niełatwo jest pokonać wroga, który czuje, że może utracić dotychczasową władzę. Dlatego bój jest straszny. Dusza czuje swoją słabość. Odczuwa wręcz słabość fizyczną. Przeciw niej wróg wystawia ciężką artylerię, stosuje podstęp, czyni podchody. Na wszelkie sposoby nie chce opuścić pola bitwy, nie chce ustąpić. 
Czy zaznałeś kiedyś takiej walki? Jeśli nie, nie możesz mówić, iż oddałeś Jezusowi wszystko i próbowałeś przy Nim trwać. On potrzebuje teraz: 
- każdej twojej myśli,
- każdej twojej sekundy,
- każdego czynu,
- każdego pragnienia.
Jezus potrzebuje całego ciebie, abyś był przy Nim. Cokolwiek czynisz, jakiekolwiek są twoje obowiązki, bądź przy Jezusie sercem. Zrezygnuj z tego, co nie jest koniecznością i trwaj u Jego stóp. 
Zobacz smutek Jezusa. Poczuj Jego samotność. Doznaj Jego opuszczenia. Zjednoczenie oznacza przeżywanie wspólnie tego samego. 
Jak chcesz przeżywać mękę Jezusa, jeśli cały tkwisz w swoich sprawach?
Jak chcesz dotknąć konania Jezusa, skoro zajęty jesteś sobą?
Jak myślisz zagłębić się w śmierć Jezusa, skoro twój wzrok ogarnia wszystko, co wokół ciebie?
Trzeba wejść w głąb siebie, zanurzyć się w duszy, dotknąć jej dna, aby móc spotkać Jezusa. 
Wtedy dopiero możesz dotknąć Jego ran.
Wtedy możesz poczuć ból wbijanych gwoździ!
Wtedy zrozumiesz rozpacz Jego Matki!
Musisz jednak zrezygnować z tego wszystkiego, co zewnętrzne, czym dotychczas żyjesz. To kosztuje. Dlatego też tak mało dusz towarzyszy Jezusowi w tym czasie. Smutne to. Takie powołanie, takie wybraństwo, niezwykła łaska… i tak mało dusz, które na to odpowiadają szczerze i do końca. Większość zatrzymuje się w połowie drogi.
Stąd smutek Jezusa, opuszczenie, samotność. Stąd wielkość Jego cierpienia. To właśnie brak odpowiedzi tych dusz jest Jego największym bólem. O, gdybyż wiedziały, co odrzucają! 
Jezus czeka na ciebie, duszo umiłowana!

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!