banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie (J 6,30-35)


    
Dzisiejsze słowa Ewangelii (J 6,30-35) są dość dziwnymi słowami. Żydzi przychodzą do Jezusa widząc rozmnożenie chleba i w sposób wręcz przewrotny zadają Mu pytanie: „Jakiego dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba” (J 6, 30). Było to pytanie o to: - Jak udowodnisz nam, ze jesteś tym, za którego się podajesz? I przytoczyli przykład manny z Nieba, mówiąc z podziwem: Mojżesz – ten nam dał chleb z Nieba. 
Jezus cały jest Miłością. A miłość jest między innymi cierpliwa. I z tą Boską cierpliwością tłumaczy, iż chleb, który otrzymał naród wybrany nie był chlebem danym przez Mojżesza. Mannę z Nieba otrzymali od Boga, ale prawdziwy chleb, chleb życia nie otrzymali wtedy. Tym chlebem jest co innego. Tym Chlebem jest On – Jezus. Tylko On może dać Chleb życia. 
Jak to wszystko ma się do dusz maleńkich, do naszego życia, formacji duchowej, do naszego kroczenia maleńką drogą miłości? Jezus mówi, że przecież nie będziemy już więcej pragnąć, łaknąć, gdy przyjmiemy ten Chleb - Boski Chleb. A więc, czy nasze serca jeszcze czegoś pragną? Czy jesteśmy jeszcze czegoś spragnieni? Starajmy się sobie teraz uświadomić, jakie są nasze pragnienia? O czym myślimy tak na co dzień? Jakie mamy te bliskie cele? Co zajmuje nasz umysł nieustannie? Czy rzeczywiście przestaliśmy już pragnąć? 
W jakim znaczeniu Jezus mówi, iż nie będziemy więcej pragnąć ani łaknąć? Oczywiście Kościół tłumaczy te słowa i my również wiemy, co one oznaczają. Ale czy odnieśliśmy te słowa do siebie i czy rzeczywiście kiedyś zadaliśmy sobie pytanie: Na ile przyjąłem ten Chleb? Na ile z wiarą i otwarcie ten Chleb przyjmuję? Na ile przestałem pragnąć wszystkiego innego? Na ile sam Bóg stał się moim pragnieniem? To dosyć trudne, bo człowiek stale związany jest z różnymi rzeczami i sprawami, z osobami. Stale zajęty jest różnymi obowiązkami, stale ma przed sobą różne zadania; albo sam je stawia, albo ktoś mu je stawia. A więc nieustannie człowiek niejako zmuszony jest do tego, by dążyć do realizacji jakiegoś celu, by coś osiągnąć, coś zrobić, coś załatwić, coś zamknąć, otworzyć nowy etap, zajęty jest cały czas życiem wokół siebie. Czy przypadkiem to życie nie pochłania zbytnio serca i umysłu? Czy wokół tego nie obracają się wszystkie nasze pragnienia? Czy nasze serca przestały już pragnąć?
Jeszcze raz powtórzę to bardzo trudne pytanie. Trzeba je sobie zadać. Na ile prawdziwie i szczerze przyjmuję Pokarm z Nieba? Jeśli czynię to z wielką otwartością serca, z wielką wiarą, powinienem przestać już aż tak bardzo zajmować się sprawami tego świata. Nie znaczy to, że należy porzucić obowiązki, ale serce i umysł nie powinny się aż tak bardzo angażować w to, co jest wokół, bowiem jedynym pragnieniem powinien stać się Bóg. W Nim człowiek odnajduje pokój. W Psalmie mowa jest, iż dusza tylko w Bogu ma swoje odpocznienie. Czy tak jest rzeczywiście z nami? Czy Bóg jest prawdziwie naszym odpocznieniem, pokojem? Czy On jest naszą radością? Czy On jest naszym jedynym dążeniem, celem? Czy Jego pragniemy jak nikogo i niczego innego na świecie? Czy to, co czynimy robimy z myślą o Nim, dla Niego? Czy nasze serca nieustannie kierują się do Niego? A może jakieś sprawy, problemy przysłaniają nam Boga, absorbują naszą uwagę, niepokoją nas? Czy Bóg prawdziwie stał się naszą największą miłością? Czy pragniemy przytulić się do Jego Serca, przylgnąć całym sobą i po prostu pozostać tak przy Jego Sercu? Czy potrafimy przylgnąć do Niego nic nie mówiąc, bo miłość mówi wszystko? Serca pełne miłości nie potrzebują słów. Czy dobrze Ci jest, gdy tak się przytulisz i trwasz? A może czujesz się skrępowany? Może zalegająca cisza zaczyna ci doskwierać? Tak naprawdę, czy rzeczywiście Go kochasz prawdziwie? Całym sercem, umysłem, wolą, całym swoim pragnieniem? Czy od rana do wieczora tylko o Nim myślisz? Czy twoja dusza wyrywa się do Niego? Czy to pragnienie, ta tęsknota staje się dla ciebie cierpieniem, a jednocześnie chcesz tęsknić i nie wyobrażasz sobie tego, aby mogło być inaczej? Czy, gdy wypowiadasz Jego Imię zanurzasz się od razu w Nim? Czy jedno słowo „Jezus”, albo „Bóg” wprowadza ciebie w Jego świat, stawia ciebie przed Nim i sprawia, że wszystko inne przestaje istnieć, a jest tylko On i ty? Czy rzeczywiście z wielką otwartością przyjmujesz Ciało i Krew Jezusa? 
Jeśli tak, to wszystko, o czym mówimy jest twoim doświadczeniem i żyjesz Bogiem niczego innego nie pragnąc. Ale widzę w twoim sercu, że nie jest tak do końca. I pozostawiasz sobie na boku trochę tych pragnień. W twoim sercu są różne rzeczy i sprawy, a często wydaje ci się, że to przecież twój obowiązek zajmować się tym wszystkim. To prawda Bóg ciebie postawił na takiej drodze, w takim środowisku, w takiej rodzinie i masz do wypełnienia obowiązki. Ale jest różnica pomiędzy tym, czy ty wypełniasz te obowiązki cały zamartwiając się o wszystko, czy wypełniasz je myśląc o Bogu, ofiarowując Mu całe swoje życie, każdą sekundę oddając, powierzając Jemu, mówiąc, że to dla Niego z miłości. I wtedy żyjesz Bogiem. Jest różnica, gdy ty troszcząc się o różne osoby, martwiąc się o różne rzeczy cały czas serce swoje zajmujesz tym, choć nic uczynić nie możesz. Czy może wszystko ofiarowujesz Bogu w wielkiej ufności, że On wszystkim się zajmie, gdy ty swoje serce oddasz Jemu. Skoro nic więcej uczynić nie możesz, niech Bóg dokonuje wszystkiego. A ty będziesz żyć dla Niego modląc się w tych intencjach.
Czy zastanawiałeś się kiedyś nad słowami dzisiejszego fragmentu Ewangelii, nad słowami Jezusa o tym, że Ci którzy spożywać będą Chleb z Nieba – ten prawdziwy Chleb z Nieba, który da Jezus – więcej już pragnąć i łaknąć nie będą. Czy odniosłeś kiedykolwiek to do siebie? Słowa te mogą być wyznacznikiem twojej wiary, twojej postawy, nastawienia serca. Na ile przyjmujesz prawdę tych słów? Na ile żyjesz nimi? Słowa te pokazują jak bardzo słaby jest człowiek, jak daleko mu jeszcze do doskonalej miłości, do wiary przenoszącej góry, do ufności. Jak daleko mu do tej wielkiej bliskości życia z Bogiem, kiedy wszystko obraca się wokół Boga, wszystko do Niego jest skierowane, odnoszone do Niego, ofiarowywane Jemu. A dusza żyje w Nim zanurzona, szczęśliwa, co nie znaczy, że nie doświadcza trudów życia ziemskiego. Ale doświadcza niezwykłego życia w Bogu, rozkoszując się w Nim, zadziwiając się Nim i otwierając się coraz bardziej na ten niezwykły, wspaniały świat Boga. Tego doświadczali Święci, pociągnięci Bożą miłością, odpowiadając na łaskę daną przez Boga, wprowadzani byli w ten cudowny świat Boży. Serca otwierali na Boga, Jego obecność i przebywali w Nim. Wszystko inne przestawało być tak ważne jak dotychczas. Bóg stawał się najważniejszy. Był w centrum. A oni wszystkie sprawy odnosili do Niego. Żyli przy Nim, wpatrzeni w Niego nieustannie, kochając Go, wielbiąc, ofiarowując się Jemu. I chociaż wypełniali swoje obowiązki, często bardzo mocno stąpając na ziemi, to ich dusze już przebywały w Niebie.
Zapragnij i ty otworzyć się na Pokarm Boży, na Chleb Żywy z Nieba, aby i twoje serce zostało tak przemienione, abyś napełnił się wiarą, abyś napełnił się miłością, by w tobie wypełniły się słowa Jezusa z dzisiejszego fragmentu Ewangelii. Abyś już więcej nie pragnął, nie łaknął, ale wpatrzony w Boga, abyś sycił się nieustannie, napełniał się nieustannie Nim. Wtedy tylko Jego będziesz pragnął, a On będzie spełnieniem twoim. Połóż swoje serce na Ołtarzu.  

    
Modlitwa duszy najmniejszej

    
O Panie nasz! Jeszcze tak bardzo należymy do świata. Nasze oczy pochłaniają wszystko to, co nas otacza, a za oczami idzie pożądliwość serca, umysłu. Pochłaniamy Boże wszystko to, co widzimy, co słyszymy, co nam podpowiadają media. Nieustannie Boże podporządkowujemy się otoczeniu, staramy się upodobnić do innych, wykazać podobieństwo poglądów, być zaakceptowanymi. Stale Jezu pragniemy tego, co jest nam proponowane, co jest nam podsuwane. Nieustannie targani jesteśmy niepokojami. Nasze serca, umysły biegną w różne strony stale goniąc coś, stale chcąc coś złapać, uchwycić, pochłonąć, posiąść. Widzisz więc Boże, że żyjemy tak, jak byśmy nigdy Twego Pokarmu nie spożywali, a przecież codziennie przyjmujemy Ciebie. To, co się z nami dzieje świadczy przede wszystkim o tym, iż jesteśmy bardzo mali i słabi. To nie Pokarm jest zły, to my nie otwieramy się na ten Pokarm, to my nie potrafimy wierzyć, to my nie potrafimy kochać. Jesteśmy zamknięci na miłość, na prawdę. Przepraszamy ciebie Boże! Podobni jesteśmy do tych, którzy pytali dzisiaj w Ewangelii: Cóż uczynisz? Jakim się znakiem wykażesz? A przecież my już przyjmujemy Ciebie – Pokarm z Nieba, my już spożywamy Chleb życia. Przepraszamy, że do tej pory nie wiedzieliśmy tego i nie utożsamialiśmy się z zadającymi pytanie. Nawet jakże często byliśmy oburzeni, jakże mogą tak pytać w obliczu tylu znaków, w obliczu samego Boga. Ale my nie czynimy inaczej. Przepraszamy Ciebie Jezu! Chcemy dziękować Ci za Twój Pokarm i uwielbić Ciebie w Twojej miłości, która nam ten Pokarm daje. Brakuje nam wiary, ufności, brakuje nam miłości. Jesteśmy bardzo mali i słabi. Udziel nam swojego Ducha. Pomóż nam otworzyć się, Boże, na Twój Pokarm!
Pragniemy Boże wpatrywać się w Ciebie. Kiedy patrzymy w Ciebie, nasze serca doznają ukojenia, wypełniają się Twoim światłem i cali stajemy się pokojem. Chcemy wpatrywać się w Ciebie. Chcemy Jezu nieustannie do Ciebie dążyć, chcemy ciągle Ciebie pragnąć. Chcemy Boże wszystko realizować w cieniu Twych skrzydeł. Chcemy myśleć o Tobie i z tą myślą iść do swoich obowiązków. Chcemy czuć nad sobą nieustannie Twoje spojrzenie i cieszyć się Nim. Kiedy jesteśmy przy Tobie nasze serca wypełniają się Twoją czułą miłością, doświadczamy jej i chcemy z nią iść wszędzie. Czujemy się kochani, czujemy Twoją opiekę, Twoją troskę. Chcemy zawsze tak czuć. Chcemy nieustannie wierzyć w Twoją miłość. Panie nasz! Słabość naszych oczu, naszych dusz, serc sprawia, że nie widzimy, nie słyszymy i zapominamy o Tobie. Uzdalniaj nas do tego, byśmy nieustannie wpatrywali się w Ciebie. Kiedy czynimy to na modlitwie wypełnia nas szczęście. Dusze doświadczają rozkoszy. Wtedy wydaje nam się, że w Tobie wszystko jest możliwe, a my kochamy Ciebie. A potem, gdy przestajemy się w Ciebie wpatrywać mija również i to. Nie patrzymy na Ciebie, nie doświadczamy Twojej miłości, a serce stygnie. Trudniej wtedy wierzyć, ufać. Nasze myśli odrywają się od Ciebie, zajmujemy się swoimi sprawami. A my chcemy Boże wszystko czynić w Tobie, pod Twoim czułym spojrzeniem, w Twoich ramionach. Chcemy żyć w Tobie! Nie chcemy już niczego innego pragnąć, tylko Ciebie. Prosimy, abyś pobłogosławił nas, pobłogosławił te pragnienia – pragnienie przebywania nieustannie z Tobą, pragnienie przebywania w Tobie, pragnienie wpatrywania się w Ciebie, kochania Ciebie, należenia do Ciebie. Umocnij w nas te pragnienia. Pobłogosław nas Jezu.

    
Warto zapamiętać!

    
Kiedy się kocha, wtedy żyje się miłością. Wtedy nawet nie trzeba myśleć o tym, aby kierować się cały czas ku temu, kogo się kocha. A więc kiedy się kocha Boga prawdziwie, to nie trzeba myśleć o tym, aby cały czas wszystko Bogu ofiarowywać, wszystko do Niego zwracać, kierować, ponieważ robi się to sercem nieustannie; ponieważ serce lgnie do Boga, bo kocha. 
A więc, aby prawdziwie z wiarą przyjmować Boży Pokarm, aby prawdziwie zapragnąć tylko Boga trzeba najpierw pokochać Go prawdziwą miłością ponad wszystko. On ma się stać miłością Twego życia. A wtedy już wszystko będzie łatwe. Wtedy już serce dyktować będzie wszystko. Nie będziesz potrzebował żadnych wskazówek, pouczeń, bo te wskazówki będzie dawać ci miłość. 
Pokochaj Boga całym sercem, ze wszystkich sił, całą swoją mocą, całą duszą, całą swoją wolą, umysłem, a spełnią się w tobie słowa, które wypowiedział Jezus: Ten, kto spożywa Pokarm, który Ja daję, nie będzie już pragnąć i łaknąć nie będzie.
Błogosławię was – w Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

    
Zadanie dla duszy-oblubienicy

    
Dzisiejszy fragment z Ewangelii jest skierowany szczególnie do dusz-oblubienic. Ma zwrócić uwagę duszy na to, czego pragnie tak naprawdę, czym się kieruje, na ile pokochała Boga, a na ile jeszcze kocha świat? Dusza-oblubienica jest oblubienicą Boga, a więc tą, która jest przez Niego ukochana szczególnie, ale i ona kocha Go najbardziej na świecie. I w związku z tym ona ma odpowiedzieć na Jego zaproszenie miłości. I tak jak On cały daje się jej, tak jak On całe swoje Serce oddaje jej, cały otwiera się na nią i cały do niej wychodzi, tak ona czynić powinna podobnie. Ona tylko w Niego powinna być wpatrzona i tylko Jego widzieć.
Niech każdy z nas stara się przez najbliższe dni myśleć nad tym obserwując swoją duszę, na ile rzeczywiście cała już jest w Bogu, kocha Boga, żyje Bogiem, na ile te pragnienia są tylko do Niego skierowane, a na ile jeszcze skierowane na zewnątrz do świata. Nie załamujmy się tym, co w sobie zobaczymy, ponieważ to jest nasz początek drogi. A Bóg pokazuje to, co jest celem, który dobrze jest w pewnym etapie osiągnąć. A jest nim; całkowite zanurzenie się w Bogu i życie tylko Nim. O to należy prosić, przede wszystkim prosić o miłość, o wypełnienie serca miłością. Jeśli będzie miłość w nas, czegóż innego jeszcze możemy pragnąć? Jeśli miłość będzie w nas, żyć będziemy z Bogiem. Miłość nas poprowadzi, pokieruje nami, będzie dokonywać właściwych wyborów, a w sercu będzie to jedno wielkie pragnienie – zjednoczenia z Nim po wieczność. Wszystkie inne nie będą już ważne. Matka Najświętsza jest ze swoimi umiłowanymi duszami i błogosławi nas – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!