banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130258 naszym gościem.       Osób on-line: 1


Konferencja


    Wniebowstąpienie Pańskie


    
Apostołowie spędzili z Jezusem trzy lata. Przez te trzy lata wydawało im się, że kochają Jezusa i że Go znają. Byli przeświadczeni o tym, iż pójdą z Nim wszędzie, że nigdy Go nie opuszczą. A potem była Męka – doświadczenie cierpienia i śmierci Jezusa. Straszliwe doświadczenie! To cierpienie przemieniło ich. Oni doświadczyli samych siebie, tego, jacy są naprawdę. Potrzebne było to doświadczenie, aby mogli stanąć w prawdzie, aby mogli sobie uświadomić tak naprawdę, jakie są ich uczucia w stosunku do Jezusa? Na ile wierzą? Na ile to, co do tej pory uznawali za prawdę, na ile wszystkie ich pragnienia, dążenia były osadzone na prawdzie, a na ile tylko na takich płytkich porywach serca? 
Po Zmartwychwstaniu Jezus znowu ukazywał się Apostołom. Już inaczej doświadczali Jego obecności i ich serca po przeżytych doświadczeniach inaczej zaczęły patrzeć na Jezusa. Ich miłość się pogłębiła. Oni czuli coraz większą więź z Jezusem, więź prawdziwą. To już nie byli ci sami Apostołowie. To nie byli ci, którzy nie rozumiejąc zbyt wiele szli za Jezusem, mając w głowach własne wyobrażenia o tym, Kim jest Mesjasz. To już nie była realizacja ich różnych własnych pragnień, dążeń; nie realizowali już swoich pomysłów. Ich miłość była dojrzała. To nie znaczy, że wiedzieli już teraz wszystko i wiedzieli, co ich czeka. Oni nadal nie wiedzieli, co będzie, ale dojrzeli w swojej miłości do Jezusa i teraz czuli szczególną więź z Nim, więź zakorzenioną gdzieś głęboko w sercu. Nadal byli w takim roztargnieniu, co będzie dalej. Ale póki Jezus jeszcze się ukazywał żyli Jego obecnością. Ufali, że Jezus wszystko załatwi, wszystkim się zajmie.
Spróbujmy dzisiaj zdać sobie sprawę z tego, Kim jest dla nas Jezus, przeanalizujmy pokrótce swoją relację do Niego. Aby wejść w doświadczenie Wniebowstąpienia Jezusa, trzeba kochać Go i to kochać głęboką miłością. Zawsze, by zrozumieć, trzeba kochać. Tak więc, dzisiaj uświadommy sobie swoją miłość do Niego. Postarajmy się wejść między Apostołów. Oczyma duszy zobaczmy Ziemię Świętą, Apostołów. Spróbujmy w duszy przenieść się do tamtych miejsc. Wyraźmy przed Bogiem taka wolę, iż pragniemy teraz, ten czas spędzić wraz z Apostołami, wraz z Jezusem, gdy spędzał ostatnie chwile ze swoimi umiłowanymi, wybranymi uczniami na ziemi. Zobaczmy i to wzniesienie, poczujmy, jak wieje delikatny wietrzyk, słońce wznosi się ku górze coraz bardziej, staje się coraz bardziej palące. 
Wraz z uczniami za Jezusem powoli wchodzimy na Górę. Idziemy miedzy drzewami oliwnymi. Te większe, starsze dają cień i z przyjemnością chronimy się pod te drzewa, doświadczając chłodu cienia. Ale idziemy powoli w górę, a więc co rusz i słońce swoimi promieniami dotyka naszej twarzy, ogrzewa nas. Serca Apostołów i nasze serca przeczuwają, iż będzie to jakaś ważna chwila. Jezus spogląda na nas, ogląda się na wszystkich, uśmiecha się i idzie dalej. Jest bardzo gorąco. Dosyć trudno wchodzi się w takim upale na wzniesienie. Idziemy dosyć długo. Na chwilę zatrzymujemy się, siadamy pod drzewami, odbieramy cień. Trzeba chwilę odpocząć. Napawamy się tym chłodem, cieniem. 
Jezus też usiadł i patrzy na nas. Jego wzrok jest pełen miłości, twarz bardzo pogodna, jasna. Ileż dobra bije z tej Twarzy! Z radością patrzymy w Jego oczy. Sercem czujemy, że wydarzy się coś bardzo ważnego. A Jezus mówi o miłości. To Jego ostatnie pouczenia. Mówi o miłości wzajemnej, o tym, byśmy się kochali nawzajem tak, jak On nas umiłował. Mówi o miłości między Ojcem i Synem. Wskazuje nam tę relację jako wzór. My uświadamiamy sobie, jak jeszcze wiele brakuje naszym sercom do takiej miłości. Ale Słowa Jezusa, Jego wyraz twarzy, oczy nie osądzają nas, choć Jezus zna serca. Jego sposób mówienia i patrzenia na nas wywołuje u nas pragnienie sprostania Jego oczekiwaniom, pragnienie kochania rzeczywiście prawdziwie tak, jak On kocha.
Jezus znowu Jezus wstaje. I my wstajemy i zaczynamy powoli iść dalej. Patrzymy na siebie nawzajem. Widać w naszych spojrzeniach oczekiwanie, co takiego się wydarzy. A jednocześnie w serca wchodzi rodzaj niepokoju. Serca zaczynają przeczuwać, iż to ostatni moment, ostatnia chwila – czas rozstania. Teraz wchodząc na tę Górę za każdym krokiem zaczynamy odczuwać, iż jesteśmy bezradni, jak dzieci. A Ten, Który jest i Nauczycielem, i Ojcem, i Opiekunem, wszystkim dla nas, On prawdopodobnie odejdzie. Każdy krok zbliża nas do tego momentu. Z każdym krokiem czujemy się coraz bardziej bezradni tak, jakby Jezus już nas opuścił. Teraz dopiero coraz trudniejszy wydaje się każdy krok, coraz cięższy. Chcielibyśmy powstrzymać Jezusa, aby nie wchodził na Górę, choć to nielogiczne. Wydaje się nam, że w ten sposób odsuniemy od siebie moment rozstania. Tak jak dziecko, które powstrzymuje mamę, która musi wyjść z domu, aby załatwić jakieś sprawy. Dziecko trzyma mamę za sukienkę, łapie za ręce, bo chce zatrzymać. Dla dziecka liczy się ten moment, jest najważniejsza ta dana chwila i ono całym sobą wyraża wręcz rozpacz właśnie z tego powodu, że mama za chwilę wyjdzie i jej nie będzie. Ono teraz chce być z nią. Dziecko nie myśli o przyszłości, o tym, że mama wróci za pół godziny ze sklepu; ono teraz przeżywa rozpacz. 
I w nas jest takie dziecko. Im bardziej zbliżamy się do miejsca, w którym się rozstaniemy z Jezusem, tym smutek, poczucie bezradności, osamotnienia i to wielkie pragnienie, by Jezus nie odchodził – wszystko to wzrasta. Chcielibyśmy Go zatrzymać, chwycić za rękę, nie pozwolić iść dalej. Nasze serca pokochały Go. Tyle czasu jest z nami. Dał swoje życie, a my w nim uczestniczyliśmy. Teraz nam, tak jak apostołom przychodzą na myśl różne momenty, kiedy Jezus zapraszał do kolejnych wydarzeń ze swego życia, kiedy mogliśmy uczestniczyć w Jego nauce, w Jego działalności, we wszystkim. Przeżywaliśmy wraz z Nim Jego agonię, razem z Apostołami składaliśmy Go do Grobu i razem świętowaliśmy Poranek Zmartwychwstania. Nasze serca przywiązały się do Niego, pokochały Go. Czujemy, że jest całym sensem naszego istnienia, to On jest naszym życiem. Nasze serca biją dzięki Niemu. Dzięki Niemu wszystko się dokonuje w nas. Chcielibyśmy tak, jak dziecko wołać: Nie chcę! Nie odchodź! Nie pozwalam! Dlaczego? Ale to dzieci tak wołają, dorośli się krępują, choć chcieliby tak samo zawołać. 
Dochodzimy już na miejsce. Na chwilę jeszcze siadamy, aby odpocząć. Niektórzy w cieniu, niektórzy na słońcu, ale to teraz nie jest istotne. Wszystkie oczy skierowane są na Jezusa i wszystkie serca biją mocniej. Bardzo dobrze czujemy, że nadeszła już ta chwila. Jezus jakby trochę spoważniał. Jego oczy uśmiechają się, patrzą z miłością, ale twarz spoważniała. I mówi do nas: 
Dzieci, za chwilę odejdę do Ojca. Razem z wami chodziłem, nauczyłem was wszystkiego. Przeżyliście wraz ze Mną Moją Mękę i Śmierć, i Zmartwychwstanie. Cierpienie było potrzebne, byście zrozumieli sens przyjścia Mesjasza. Teraz jest czas, aby wasze serca umocnił Mój Duch. Ja odejdę, ale nie pozostaniecie sami. Mój Duch obecny będzie w was i poprzez was będzie działał, dokonywał różnych znaków, zaświadczy, iż nadal Jestem obecny poprzez Ducha Mojego. Jestem obecny pośród was! Do tej pory żyliście dla siebie. Napełnialiście się Moją miłością, Moją obecnością, Mną. Czas, by podzielić się ta miłością z innymi. Zanim jednak wyruszycie, by głosić wielkie Dzieło Zbawienia, by głosić innym ludziom Zmartwychwstanie Jezusa, oczekujcie na Mojego Ducha, na Pocieszyciela, który sprawi, że wasze serca przestaną się smucić i trwożyć, a napełnią się wielką odwagą, wypełnią się miłością, napełnią się mądrością. Z waszych serc popłynie Moja nauka, która rozprzestrzeni się na całą ziemię. Nie płaczcie, bo będę z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Błogosławię was, Moje dzieci.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!