banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130259 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Kto nie wyrzeka się wszystkiego, nie może być moim uczniem. (por. Łk 14,25-33)


    
I znowu radość jest w moim sercu, że jest nas tak dużo. I znowu się cieszę, bo widzę serca spragnione tego spotkania, spotkania z Bogiem; serca, które tęsknią za Nim i pragną Go słuchać. Cieszę się i razem z wami pragnę zaglądać do Bożego Serca, aby w Nim szukać miłości, którą Bóg pragnie nas dzisiaj obdarzyć w formie pouczeń, a przede wszystkim pod cudowną eucharystyczną postacią Chleba i Wina. 

    
Razem więc, zajrzyjmy do Bożego Serca, aby najpierw poprzez Słowo przygotować się na to wspaniałe i tak upragnione spotkanie. To spotkanie może przynieść ogromną radość i przemianę serca, szczególnie wtedy, kiedy serce jest przygotowane, kiedy serce pragnie tego spotkania i kiedy serce będzie otwarte na to spotkanie; kiedy nic ani nikt nie będzie przeszkadzał, zawadzał, stał na drodze; kiedy nic i nikt nie będzie przysłaniał Boga. No właśnie, a czy w twoim sercu nie ma przypadkiem czegoś, co szczególnie zajmuje ciebie lub jest dla ciebie ważne, z czego trudno ci zrezygnować? 

    
Widzę w nim twoje poglądy, twoje zdanie, twoje pragnienie, twoją wygodę, to co lubisz, do czego się przyzwyczaiłeś. Widzę twoją drogę, twoją codzienność i codzienne zachowania, rytuały. Widzę twoje przedmioty, którymi się otaczasz. Widzę też twój wizerunek, jaki nosisz w sercu. Widzę to, na czym tobie zależy, to, z czego trudno ci zrezygnować. Jakże wiele spraw widzę, z którymi łączy ciebie wiele nici, tak jakbyś był przywiązany, przyszyty wieloma nićmi różnej grubości i długości. A jednak jesteś z tymi sprawami i rzeczami związany. Gdyby teraz stanął przed tobą w postaci widzialnej Jezus i powiedziałby Ci: Pójdź za mną, zostaw to wszystko, to nawet gdybyś w pierwszym momencie powiedział: tak idę, to w drugim momencie, te nici, te sznurki i te łańcuchy nie pozwoliłyby ci na to. Można by przyrównać te wszystkie rzeczy, sprawy do ogromnej, przerastającej ciebie, ołowianej kuli, która jest przywiązana łańcuchem do twojej nogi. Nie byłbyś w stanie iść z taką kulą u nogi. Są kule mniejsze, które przeszkadzają, a jednak człowiek po trochu może się posuwać do przodu. Ty byś nie poszedł kroku. Dlatego dzisiaj, Jezus mówi do ciebie o tym, co powinno być twoją największą miłością, co jest pierwsze, co jest najważniejsze. 

    
Aby być uczniem Jezusa, aby należeć do Niego, aby móc iść za Nim, musisz prawdziwie postawić Boga na pierwszym miejscu. Słowa są nawet dość ostre: masz mieć w nienawiści pozostałe rzeczy, osoby (Łk 14,26). Oczywiście, nie chodzi tutaj o nienawiść, a więc uczucie złe. Chodzi o zobaczenie tego, co tak naprawdę jest dla ciebie ważne, jaka jest twoja hierarchia ważności poszczególnych spraw, rzeczy i osób. W tej hierarchii na pierwszym miejscu powinien być Bóg, a jednak ty w sposób szczególny liczysz się z opinią otoczenia, ze zdaniem innej osoby. A najważniejsze powinno być zdanie Boga i Jego opinia o tobie.

    
Wielokrotnie mówiliśmy już o tym i w różny sposób podkreślaliśmy to, iż należy zrezygnować ze wszystkiego, co twoje, ze wszystkiego, co ludzkie, aby przyjąć samego Boga. Jest to trudne. I nawet, jeżeli człowiek jednego dnia zwycięży i rzeczywiście na tronie serca posadzi Boga, to następnego dnia znowu detronizuje Boga, a sadza na tronie swoją wolę. Bardzo trudno jest wytrwać w tym umieraniu samego siebie na rzecz Boga, w tej rezygnacji totalnej z samego siebie, w tej rezygnacji codziennej w każdej godzinie dnia. Ponieważ człowiek doświadcza i cierpienia, i zmęczenia, ma jakieś pragnienia, pewne przyjemności i przyzwyczajenia i potrzeba rzeczywiście silnej woli, by z tego wszystkiego rezygnować. Trzeba wielkiej miłości, by z tego wszystkiego zrezygnować. O wiele łatwiej przychodzi rezygnacja, gdy człowiek kocha. I to widać chociażby na przykładzie zakochanych. Są zdolni do wielkich rezygnacji, poświęceń - dla miłości.

    
Więc i ty spróbuj powrócić do tej pierwszej miłości, jaką darzyłeś Boga, kiedy się nawróciłeś, kiedy darzyłeś Go taką miłością, kiedy tak bardzo ci zależało na Nim, na spotkaniach z Nim. To prawda, że nieustannie człowiek nie może przeżywać tego pierwszego zachwytu, pierwszego zakochania. Jego duchowy rozwój musi postępować, a miłość dojrzewać. Po pewnym czasie musi wkroczyć twoja wola. Musi! Inaczej ostygnie twój zapał lub też powrócisz do takiego pojmowania wiary z czasów dzieciństwa, kiedy to wiara była bardzo niedojrzała. A w końcu to przestanie ci wystarczać i zrezygnujesz. Musisz dojrzewać! Twoja miłość musi dojrzewać! Musisz sięgnąć po wolę, twoją wolę i na niej się oprzeć. Musisz jeszcze raz przypomnieć sobie, kim jest Bóg dla ciebie? I tak naprawdę, czego w głębi duszy pragniesz? Czego pragnie twoja dusza? Musisz wyrazić wolą to pragnienie i postanowić sobie, że chcesz dla Boga codziennie umierać, rezygnować z siebie, z tego, co ludzkie. Chcesz rezygnować w każdym calu, w każdym momencie, w każdej sferze. Chcesz rezygnować w sprawach wielkich i małych, i tych najdrobniejszych. Chcesz żyć tylko dla Niego. Prawdziwie chcesz, aby był dla ciebie najważniejszy. A potem musisz stale powracać do tego postanowienia w swojej codzienności, analizując kolejny krok, przypominając sobie tę decyzję umierania. Do tego musisz pamiętać, że czynisz to z miłości. Bowiem, jeśli będziesz czynił cokolwiek nie z miłości, będzie to zbyt trudne dla ciebie. Zrezygnujesz lub też twoje działanie będzie dalekie od tego, czego Bóg oczekuje, dalekie od miłości. Nie będzie dobrem, ale może być wykrzywione i pójść w kierunku zła. Pamiętaj, by powracać nieustannie do Boga z tym postanowieniem umierania z miłości dla Niego. Pamiętaj szczególnie w momentach, które mogą być trudne dla ciebie i w związku z tym możesz tracić poczucie pewności, że właśnie tą drogą masz iść; kiedy nachodzić będą na ciebie wątpliwości lub też, kiedy ciężary sprawią, iż zapragniesz nieco sobie ulżyć powracając do swoich spraw, sposobów i pragnień.

    
Droga wyrzeczenia, droga wyboru Boga jako tego najważniejszego w życiu, jako pierwszej miłości, pierwszej i najważniejszej, jest jednocześnie drogą nieustannego czuwania i walki. To droga, na której nie ma odpoczynku. Potrzeba czujności, ponieważ jej brak jest od razu powrotem do dawniejszego sposobu życia, jest powrotem do dawniejszej hierarchii wartości. A więc jest osłabieniem duszy i trzeba ponownie zmagać się, by wejść na tę drogę, gdzie Bóg jest najważniejszy. Ciągła czujność i walka! Te małe drobne zwycięstwa, jakich doświadczać będziesz, dzięki łasce Boga, Jego pomocy, będą cię na tej drodze umacniać i pomagać w kolejnych zwycięstwach; pomagać w kolejnych wyborach. Będą pomagać dokonywać tych właściwych wyborów. I z czasem doświadczysz tego, iż nie jest to już takim trudem dla ciebie rezygnować z tego, co twoje, bowiem dusza twoja w jakimś stopniu wydoskonali się. A życie oddane Bogu, z Nim związane, sprawi, że świat zewnętrzny, który miał duży wpływ na twoją wolę, twoje pragnienia, nie będzie miał już takiego wpływu na ciebie. Jednak należy się mieć na baczności przez całe swoje życie, bowiem w każdym momencie, czy jest się na początku drogi ku świętości, czy jest się już na wyżynie, zawsze można upaść. Upadek z tych wyżyn bywa szczególnie bolesny.

    
Zapraszam dzisiaj każdego z nas, każdego indywidualnie, osobiście, byśmy podjęli tę decyzję jeszcze raz – rezygnacji z siebie, ze wszystkiego, co jest nasze, co ludzkie na rzecz Boga. Byśmy zrezygnowali ze świadomością, iż rezygnujemy rzeczywiście totalnie ze wszystkiego. Przestaje się liczyć nasze zmęczenie, złe samopoczucie, nasze marzenia, aspiracje, pragnienia, nasza wygoda, przyzwyczajenia. Przestaje się liczyć nasze zdanie, przestaje się liczyć opinia o nas. Przestaje się liczyć wszystko. Od tej pory najważniejszy jest Bóg, Jego miłość, Jego królowanie w sercach, Jego Królestwo. Jego wola ma panować w naszych sercach, Jego miłość ma nami kierować. Jego głosu mamy nasłuchiwać we własnych duszach. Jego nauka, Jego słowa mają być wyznacznikami naszego postępowania.

    
Nie jest to proste. To właściwie zadanie dla wielkich świętych. Ale Bóg pragnie, byśmy podjęli tę drogę, byśmy próbowali, a On udzieli łaski, byśmy mogli na tej drodze wytrwać. Nie znaczy to, że będzie to droga pełna zwycięstw. Raczej nastawić się trzeba na walkę, upadki i ponowną walkę. Ale to droga, której Bóg błogosławi.

    
Więc zapraszam każdego z nas, byśmy położyli swoje serca na Ołtarzu, oddając wszystko Bogu i przyjmując Boga jako swoją największą, pierwszą, jedyną, najważniejszą miłość; przyjmując Boga jako sens i cel swojego życia, jako przewodnika, jako swojego Mistrza, Nauczyciela i Króla; przyjmując Jego wolę jako swoją, oddając zaś swoją wolę Jemu; rezygnując ze wszystkiego. Niech Bóg pobłogosławi tym sercom i niech udziela potrzebnych łask, by nasze serca w pełni rozumiały sens takiego oddania się Bogu.

    
Modlitwa

    
Mój Jezu! Dusza, która przyjęła Ciebie jako swojego Gościa często nie potrafi wyrazić tego, co w niej się dzieje. Doświadcza Twojej obecności, ale gdy próbuje nazwać to doświadczenie zdaje sobie sprawę, iż ono samo jest o wiele głębsze, potężniejsze niż słowa, którymi ona próbuje nazwać to doświadczenie. Dusza pragnie dziękować Ci za Twoją obecność. Dusza doświadcza szczęścia, bo Ty jesteś. I to szczęście jest czymś więcej niż to, co człowiek zwykł nazywać szczęściem. To jakaś radość niebiańska, która sprawia, że dusza odrywa się od ziemi, a unosi się ku Niebu. Twoja obecność Jezu sprawia, że wszystko, na co dusza spojrzy, nabiera innego kształtu. Dusza lepiej rozumie i wydarzenia, i lepiej rozumie siebie, i lepiej rozumie tę relację z Tobą. To zadziwiające i zachwycające, że Twoja obecność w duszy tak bardzo zmienia wszystko. W Tobie Jezu zmienia się życie duszy, jej doświadczenie życia, jej samej, jej patrzenie, jej rozumienie, jej relacja z Tobą. Twoja obecność Jezu jest najcudowniejszym doświadczeniem duszy, za którym ona potem tęskni, którego znowu pragnie. A sama nie może przecież w sobie tego doświadczenia wywołać. Uwielbiamy Ciebie Jezu w Twojej obecności w duszy!
Jezu mój! Cieszymy się Twoją obecnością. Twoja miłość wypełnia nasze serca. Pragniemy tą miłością, radością, pokojem dzielić się ze wszystkimi. Zatem pragniemy prosić Ciebie, aby Twoja miłość, również poprzez nasze serca, rozlewała się na wszystkich, którzy czują się związani ze Wspólnotą i na wszystkich naszych bliskich. Szczególnie w sercach niesiemy Tobie Jezu wszystkich chorych, wszystkich, którzy cierpią; wszystkich, którzy doświadczają trudnych chwil, często bardzo trudnych. Jezu! Zjednocz nasze serca, serca wszystkich dusz najmniejszych, aby ta miłość, ta Twoja obecność teraz tutaj była we wszystkich sercach, aby Twoja miłość jednoczyła nas. Jednocześnie, aby Twoja miłość dawała życie wszystkim nam, dodawała odwagi, dawała pokój. Aby rodziła się w sercach nadzieja i ufność. Aby każdy, gdziekolwiek teraz jest doświadczał Twojej obecności, Twojej mądrości, Twego światła. Aby miał jasne spojrzenie na ważne sprawy. Aby wiedział, co czynić, jak postępować. Aby w sercu każdej duszy najmniejszej zagościła słodycz Twojej obecności, Twojej miłości, czułości, dobroci. Aby każdy odczuł, iż teraz przychodzisz i jednoczysz nas.
Prosimy Ciebie, abyś uzdrawiał, bo każde serce, każda dusza potrzebuje uzdrowienia. Abyś uzdrawiał też nasze ciała, tego też potrzebujemy. Abyś uzdrawiał nasze relacje, jakże potrzebujemy uzdrowienia ich. Abyś uzdrawiał wszystko w naszym życiu, wszystko, co jest oddalone od Ciebie, co jest poranione, co jest chore. Prosimy, niech Twoja obecność uzdrawia wszystkie dusze najmniejsze, dzięki tej łączności duchowej poprzez Twoją miłość. Prosimy Ciebie i dziękujemy Ci za ten dar jedności, za ten dar miłości, za dar Twojego Serca.
Wierzymy Jezu, że zjednoczyłeś nasze serca. Wierzymy, ze Twoja miłość wypełniła serca wszystkich dusz najmniejszych. I wierzymy, że dokonywać teraz będzie cudów, przemieniać będzie życie, będzie triumfować w życiu. Na ten czas, czas do kolejnej Komunii św., do kolejnego spotkania z Tobą, tak cudownego, prosimy, abyś nas pobłogosławił, byśmy pamiętali o tej jedności, o Tobie, o miłości.

    
Warto zapamiętać!

    
Dusza, która całą siebie oddaje Bogu, zawierza siebie, która całkowicie Bogu ufa i która oczekuje od Boga wszystkiego, doświadcza Bożej pomocy, Bożej obecności. A Bóg nie jest taki, jak sobie człowiek wyobraża. Nie jest zwykły i ludzki. Bóg jest pełen mocy, Bóg jest Wszechmocny, Bóg jest pełen fantazji i działa tak, jak On chce. Dlatego Święci doświadczali niebywałej obecności Bożej w swoim życiu, doświadczali zadziwiających zdarzeń w swojej codzienności, bo Bóg nie działa w zwykły, ludzki sposób. Działa tak, jak On chce i używa przy tym swoich środków.
My również możemy doświadczać tej niezwykłej Bożej obecności w swoim życiu, zapraszając Go do każdej sytuacji, każdego zdarzenia i dając Mu pierwszeństwo we wszystkim, czyniąc Go najważniejszym w swoim życiu, rezygnując zupełnie z siebie samego, pozwalając na to, by Bóg czynił wszystko. A On będzie to czynił w niekonwencjonalny sposób, po swojemu. Niejeden raz będziesz zadziwiony, niejeden raz się uśmiechniesz, bo Bóg ma też poczucie humoru. Twoje życie będzie radosne, bo Bóg jest zawsze uśmiechnięty, bo miłość jest radosna, daje szczęście i pokój.
Błogosławię was -  w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!