banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129619 naszym gościem.       Osób on-line: 7


Konferencja


    Pan jest tym, kto odpłaca, i siedmiokroć razy więcej odda tobie (Syr 35,1-12; Mk 10,28-31)


    
W dzisiejszych czytaniach mowa jest o ofierze, o składaniu Bogu ofiary. Dawniej naród wybrany składał ofiarę ze zwierząt. Jednak ofiara, jaką Bóg oczekuje od człowieka teraz jest czymś innym, niż ofiara ze zwierząt. Inne powinno być rozumienie, czym jest ofiara. Należy całkowicie przestawić swój sposób myślenia. Otóż, kiedy mówi się, iż ofiara należna jest Bogu, kładzie się nacisk na samą ofiarę, na wielkość Boga, na to, że człowiek jest tym, który powinien Bogu oddawać w ten sposób cześć. To jest prawda, jednak pragniemy sobie zwrócić uwagę na coś, co przynosi Jezus swoją Osobą i nauką. 
Jezus przynosi prawo miłości. Odwołuje się do miłości i pokazuje, iż miłość ma być tym, co skłania człowieka do działania, co jest przyczyną podejmowanych różnych działań człowieka, również w stosunku do Boga. Jezus przemienia niejako sposób patrzenia, perspektywę patrzenia na relację z Bogiem. Nie umniejsza wielkości i Majestatu Boga. Absolutnie! Natomiast pokazuje, iż Bóg sam oczekuje, iż te relacje między duszą a Bogiem będą układać się na poziomie miłości i z miłości będą wynikać. Jezus zwraca uwagę na to, że Bóg jest Miłością i że wszystko, co czyni jest konsekwencją tej miłości. Podobnie oczekuje od człowieka: miłości i postępowania zgodnie z miłością. 
Natomiast ofiary powinny być rozumiane troszeczkę inaczej. To już nie ofiara składana wielkiemu straszliwemu Bogu, to nie ofiara należna Bogu i składana z obowiązku; to oddanie siebie Bogu z miłości, to ofiarowywanie Mu różnych swoich spraw, wyrzeczeń, cierpień z miłości; to czynienie wszystkiego dla Niego z miłości. Te drobne rzeczy, które człowiek czyni, ofiarowując Bogu z miłości, są tą ofiarą. Gdy mówi się w czytaniu o tym, iż ofiara ze zwierząt jest miła Bogu, że ołtarz spływający tłuszczem zwierzęcym jest miły Bogu, to należy to rozumieć współcześnie jako namaszczenie ołtarza, na dusza którym składa swoje drobne ofiarki, namaszczenie miłością, która jest u źródeł podejmowanych wszystkich poczynań przez duszę. Wtedy ofiara jest miła Bogu, kiedy ołtarz namaszczony jest miłością. A więc, kiedy człowiek czyni wszystko z miłości, jego czyny, jego postępowanie jest szczególnie miłe Bogu i przyjmowane jest wszystko jako najwspanialsza ofiara Jemu ofiarowana, oddana. 
Wielokrotnie już mówiliśmy o oddaniu siebie, wyrzeczeniu się wszystkiego, o rezygnacji z samego siebie. I nadal o tym będziemy mówić, nadal będziemy zwracać uwagę na konieczność ogołocenia siebie samego ze wszystkiego. Ogołocenie jest ofiarą bardzo miłą Bogu. Jednak to ogołocenie ma wypływać z miłości; każdy inny powód nie będzie tak mile przyjmowany jak miłość. 
Współcześnie świat oferuje człowiekowi nieustannie coraz to nowe rzeczy. Uczy człowieka od najmłodszych lat ciągłego zbierania, ciągłego nabywania, uczy pożądliwości oczu i serca. Człowiek nieustannie ma wmawiane, że czegoś potrzebuje, że bez takiej czy innej rzeczy nie będzie szczęśliwy, nie będzie mógł żyć, nie będzie mógł dobrze funkcjonować, nie będzie miał uznania, nie osiągnie sukcesu, nie będzie dobrze spostrzegany. Jego wizerunek, jego poczucie własnej wartości uzależnione jest od tego, czy nabędzie kolejną rzecz, czy dostosuje się do tego, co proponuje świat. I dusze niestety ulegają temu wcale nie osiągając ani szczęścia, ani poczucia bezpieczeństwa, nie osiągając tego, co tak świat obiecuje, ponieważ to wszystko, co jest propozycją świata nie jest w stanie zaspokoić człowieka; nie jest w stanie dać mu prawdziwego szczęścia, prawdziwej miłości, pokoju w sercu, poczucia bezpieczeństwa. Dlatego tym bardziej słowa o ogołoceniu, o rezygnacji z tego, co proponuje świat, tym bardziej te słowa powinny zastanowić dusze i powinny zwrócić uwagę na to, co naprawdę jest istotne dla człowieczego życia. 
Współcześnie bardzo trudno jest człowiekowi żyć skromnie i w wyrzeczeniu. Jeszcze jakiś czas temu człowiek żył inaczej, o wiele skromniej i mógł lepiej rozumieć słowa o życiu ubogim, skromnym, o ubóstwie duchowym, o ofiarowaniu się, o ofierze składanej Bogu z różnych rzeczy i spraw. Teraz, kiedy żyje w niesamowitym przepychu, w dodatku otoczony rzeczami naprawdę niepotrzebnymi, wieloma rzeczami, które wcale nie są konieczne, niezbędne do życia, trudniej człowiekowi zrozumieć słowa o ubóstwie duchowym, o skromności, o ofierze. Nie ma człowieka wolnego od pożądliwości oczu i serca, bo taki jest teraz świat i wszystko wokół,  w tym każdy żyje. Jest zarzucany, jest bombardowany dookoła wszystkim, wszystko wdziera się siłą do ludzkiego serca i umysłu. Więc słowa o ofierze czynionej z samego siebie, z własnych postaw, wyrzeczeń są ratunkiem dla współczesnego człowieka, są wyciągniętą dłonią Boga w kierunku każdej duszy.
Gdybyśmy zagłębili się w pierwsze czytanie (Syr 35,1-12), zauważylibyśmy, iż tam również mowa jest właśnie o życiu w zgodzie z Przykazaniami, w zgodzie z własnym sumieniem, o życiu dobrym, godziwym i że to wtedy życie jest ofiarą miłą Bogu, składaną Bogu. Tak rozumiana ofiara jako postępowanie w duchu przykazań Bożych, jako czynienie wszystkiego dla Boga, z miłości do Boga, jako wyrzeczenie od wielu rzeczy ze względu na Boga – taka ofiara jest przyjmowana szczególnie mile z wielką otwartością przez Boga.
Dobrze by było, aby każdy z nas poczynił taką refleksję na modlitwie, może wieczorem w samotności, na ile jest gotowy do wyrzeczeń dla Boga? Z tym, że nie do takich wyrzeczeń, które łatwo czynić, które czyni, raczej chodziłoby tutaj o zastanowienie się nad swoim życiem na ile jestem gotowy zrzec się dla Boga z tego, na czym mi zależy, co jest szczególnie mi miłe, drogie, czego szczególnie pragnę, a co przecież nie jest niezbędne mi do zbawienia. Jeśli w ten sposób spojrzymy, tak szczerze, otwarcie, zobaczymy, że otoczeni jesteśmy chociażby przedmiotami, które wcale nie są nam potrzebne do życia i do zwykłego funkcjonowania. One może są swego rodzaju ozdobą życia, komfortem, trochę polepszają nasze życie, ale nie są konieczne; można się bez nich obejść. One w jakiś sposób nam służą, może naszym sercom, może służą naszej pysze, egoizmowi, lepszemu poczuciu wartości, ale nie służą zbawieniu; one nie do tego nam służą. Czy jesteśmy gotowi, żeby na przykład się ich pozbyć, oddać, podzielić się? Z tym, że nie chodzi tylko o same rzeczy, przedmioty; to mogą być jakieś inne sprawy, do których jesteśmy przyzwyczajeni, na których nam zależy, które w jakimś stopniu stały się częścią naszego życia, ale czy są nieodzowne do zbawienia? Czy rzeczywiście służą nam na drodze do zbawienia, czy może raczej w jakimś stopniu przeszkadzają, utrudniają nam kroczenie ku zbawieniu? 
Rezygnacja z tych różnych spraw i rzeczy może być ofiarą miłą Bogu. Człowiek musi zrezygnować ze wszystkiego, aby wszystko zyskać, a więc, aby zyskać Boga. Im więcej miejsca uczyni w swoim sercu Bogu, tym więcej niejako będzie Go miał w swoim sercu. Jeżeli na przykład połowa serca zajęta jest sprawami doczesnymi, to na Boga zostaje tylko ta druga połowa. Gorzej, jeżeli prawie całe serce zajęte jest doczesnością. Spróbujmy dzisiaj tę refleksję poczynić, na ile jesteśmy w stanie zgodzić się na ubóstwo? Ewangeliczne ubóstwo? To ubóstwo leży w sferze ducha. Człowiek musi w sferze ducha przepracować niejako tę sprawę i uwolnić się w duszy od całej otoczki, która jest wokół niego, która wydaje mu się niezbędna. Musi w sferze duchowej z tego zrezygnować. Owszem, poczynić może również kroki takie zewnętrzne w sferze materialnej, ale najpierw idzie decyzja z głębi serca – uwolnienie się wewnętrzne, by móc cokolwiek robić na zewnątrz, przyjmować jakąś postawę. O tym również mówiliśmy. Można być bogatym zewnętrznie, ale wewnętrznie można być, doświadczać, przeżywać wobec Boga prawdziwego ubóstwa duchowego. Można być też ubogim w sensie materialnym, ale straszliwie pożądać w swoim sercu różnych rzeczy, czy spraw; być niepohamowanym w swej pożądliwości czegoś.
Pomyślmy, z czego moglibyśmy złożyć ofiarę dzisiaj Bogu tak, by rzeczywiście była Jemu miła. Może będzie to trudne, by tę ofiarę złożyć teraz, w tym momencie na Ołtarzu, może potrzeba więcej czasu, aby pomyśleć nad tą ofiarą. Nie szukajmy daleko, nie szukajmy wielkich rzeczy i spraw, raczej patrzmy na drobiazgi. Te drobiazgi nieraz bardziej wiążą człowieka, zniewalają niż to, co wydaje się takie wielkie, to co być może jest tak widoczne bardzo. Nieraz człowiek wewnętrznie jest bardziej zniewolony niż zewnętrznie. Jeśli trudno nam będzie teraz, w tym momencie podjąć decyzję, jaką ofiarę złożyć, to po prostu złóżmy swoje serca i tę gotowość do ofiary, pragnienie zrezygnowania z siebie w jakiejś sferze swego życia, by złożyć z tego Bogu ofiarę, a wieczorem, gdy będziemy się modlić zagłębimy się bardziej w siebie samego, poprosimy Ducha Świętego, by pomógł, by rozświetlił naszą duszę, by pokazał każdy zakamarek, co takiego można Bogu oddać.
Nie na darmo w zakonach czynione są śluby ubóstwa. To Duch Święty pokierował założycielami, tymi, którzy układali Regułę. Dzięki temu ślubowi wiele dusz uchroniło się od przepychu posiadania, od pożądliwości; wiele dusz zostało uratowanych, bo gdy zrezygnowali ze wszystkiego, gdy zostali jak gdyby pozostawieni sami sobie, bez całej otoczki, bez różnych rzeczy i spraw, niejako byli zmuszeni do tego, by zobaczyć Boga, by stanąć przed Bogiem. Wiadomo, że wszystko, czym człowiek się otacza może człowiekowi Boga przysłonić. Kiedy tego wszystkiego nie ma, człowiek staje przed Bogiem; jest wolny.
Powróćmy do początku. Wszystko ma wypływać z miłości. Tylko wtedy, kiedy płynie z miłości dusza może dokonywać rzeczy wielkich, może stawać w prawdzie, może przełamywać samą siebie z miłości, może czynić rzeczy, których nie uczyni bez tej miłości, bo nie jest w stanie. Wszelkie ofiary, wszystko, co czyni dusza z miłości jest szczególnie Bogu miłe i przyjmowane przez Niego z wielką ochotą. Wtedy drobne rzeczy, ofiarki drobne w oczach Bożych mają wielką wartość. Natomiast wielkie ofiary i wielkie wyrzeczenia czynione bez miłości nie posiadają tej wartości w oczach Bożych.
Złóżmy na ołtarzu swoje serca. Uczyńmy to z miłością i wyraźmy swoją gotowość do tego, by ofiarować siebie samego Bogu w różnych wyrzeczeniach, w różnych rezygnacjach z siebie.

    
Modlitwa duszy najmniejszej

    
Umiłowany mój! Pragnę Ciebie uwielbić! Pragnę Ci podziękować! Ale znam wielką własną słabość, nicość i wiem, że wszystko to, co jest moim, niczym jest wobec Ciebie. Chcę więc, chcę stanąć w prawdzie i ofiarować Ci to, co prawdziwie jest moją ofiarą dla Ciebie. Chcę ofiarować Ci moją nieumiejętność modlitwy, moje nieporadne słowa, chcę Ci ofiarować to, co jest moim uczuciem w sercu. Chciałabym kochać największą miłością, a nie mogę w sobie wzbudzić najdrobniejszego uczucia. A więc ofiarowuję Ci to, że nie potrafię kochać i że teraz nie ma we mnie wielkich uczuć. Ofiarowuję Ci Jezu częste zmęczenie i złe samopoczucie, które sprawia, iż trudno mi się skupić na modlitwie, trudno mi się modlić. Chcę modlić się właśnie tym, czym jestem, a więc i zmęczeniem, złym samopoczuciem. To Ci ofiarowuję, bo tym jestem. Chcę Ci ofiarować Jezu pragnienie, aby płonąć jak prawdziwa dusza, która poślubiła Ciebie, a tak naprawdę nie potrafię z siebie wykrzesać ani iskierki. Więc ofiarowuję Ci siebie taką, jaką jestem z całkowitym brakiem żaru, jedynie z pragnieniem, by zapłonąć. Ofiarowuję Ci Jezu każdą chwilę, w której powinnam oddać Ci wszystko, zgodzić się na Twoją wolę w różnych sytuacjach wyrażoną, w różnych zdarzeniach, a mi jest trudno tę wolę przyjąć. Oddaję Ci te wszystkie sytuacje ofiarowując się w nich. Ofiarowuję Ci różne moje reakcje, które nie zawsze są takie, jak Ty byś tego oczekiwał. Ofiarowuję Ci najtrudniejsze moje cierpienie: czy to fizyczne, czy duchowe. Trudno mi Jezu ofiarowywać często to cierpienie w chwili, kiedy rzeczywiście cierpię. Więc teraz to czynię, gdy dzięki Twojej łasce nastroiłeś moje serce ku temu. Ofiarowuję Ci to, co w ciągu dnia było, ale i co będzie. Już zawczasu pragnę Ci wszystko oddać, złożyć w ofierze u Twoich stóp. Choć w moim sercu teraz nie ma, Boże, tego wielkiego płomienia miłości, to chcę Ci wszystko ofiarować i całą siebie z miłości. Zobacz Jezu, jaka jestem słaba. Wystarczy zmęczenie, a nie potrafię już Jezu z wielkim zapałem i entuzjazmem spotykać się z Tobą. Ale ja chcę Jezu! Chcę, by w moim sercu był wielki zapał, by moje serce było gorące, by płonęło. Więc Jezu daję Ci siebie taką, jaką jestem, również w tym braku wszystkiego, co być powinno w moim sercu. Wiedz Jezu, że choć miłość we mnie jest żadna, że chociaż nie potrafię czynić dobrze, chociaż nie umiem wypełniać Twojej woli, to Jezu oddaję Ci siebie z miłości i chcę Jezu z miłości czynić wszystko dla Ciebie. Bądź uwielbiony Jezu w moim sercu Tobie oddanym! 
Zachwycam się Jezu Twoją miłością. Twoja miłość dotyka mojego serca, porusza je i pociąga ku Tobie. Twoja miłość obejmuje mnie, Twoja miłość zanurza mnie w Twoim Sercu. Twoja miłość jest najcudowniejszym zapachem, najcudowniejszym widokiem. Twoja miłość Jezu, koi moje serce, uspokaja je i sprawia, że odpoczywa w Tobie. Twoja miłość Jezu, rozjaśnia moje mroki; Twoja miłość budzi we mnie nadzieję, czyni ufność w moim sercu; Twoja miłość Jezu, czyni mnie szczęśliwą. Proszę, byś nakłaniał moje serce do otwierania się na Twoją miłość. Proszę, abyś sprawiał, że moje serce nieustannie będzie wypatrywać Twojej miłości. Pociągnij mnie ku sobie, aby moje serce wypatrywało Twojej miłości, aby pragnęło stale odpowiadać na Twoją miłość. Spraw, by moje serce było wytrwałe w dążeniu ku Tobie. Dopomóż, by stale odpowiadało, by stale otwierało się, by stale kochało. Utwierdź moje serce w miłości. Niech Twoja miłość stanie się pniem w moim sercu, krążeniem w moim sercu. Tak bardzo pragnę Jezu, by moje serce było mocne Twoją miłością, aby żadne burze, wichury nic nie znaczyły, bo moje serce będzie trwało w Twojej miłości. Niech Twoje błogosławieństwo umocni moje serce w miłości.

    
Warto zapamiętać!

    
Niech naszą ofiarą będzie duch skruszony. Dzisiaj najpierw słyszeliśmy, że Bóg siedmiokrotnie odda temu, kto składa ofiarę, ale potem usłyszeliśmy, z Bóg wynagrodzi stokrotnie. To wszystko świadczy o tym, że Bóg jest hojny w obdarowywaniu. Gdy dusza ofiarowuje coś Bogu, a więc ofiarowuje siebie w różnych sprawach, wydarzeniach, Bóg z radością tę duszę wynagradza. To Bóg ofiarowuje jej o wiele więcej, to On jej daje, to On czyni tę dusze bogatą. A bogactwo to jest wieczne. Drobna ofiara, drobne wyrzeczenie, drobna rzecz, która jest bez znaczenia, a Bóg odpowiada niezwykłymi darami, niezwykłą hojnością. Jego odpowiedź – to wieczność. Warto czasem zastanowić się nad tym. Błogosławię wam – W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!