banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130258 naszym gościem.       Osób on-line: 1


Konferencja


    „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze…” (Mt 5,20-26)


    
Dzisiejsze słowa Ewangelii są niezmiernie ważne i odnoszą się do każdego z nas. Jedne z ostatnich słów mówią o tym, iż jesteśmy na razie w drodze (por. Mt 5,25). Życie na ziemi - to jest to życie w drodze. Jezus mówi, aby póki jesteśmy w drodze, byśmy pojednali się. To niezmiernie ważne, by zdążyć pojednać się z innymi, by serce nie było obciążone winą, by nie obciążało serca poczucie złości, nienawiści; by serce było wolne, by mogło unosić się na skrzydłach miłości. Wszystko, co nie jest miłością ciągnie serce w dół, nie pozwalając mu unosić się ku Bogu. A przecież Bóg nie uczynił nas robakami, które mają pełzać po ziemi. Uczynił nas na swoje podobieństwo. Dał nam cudowną duszę, dzięki której możemy przenikać w świat ducha i przenosić się do samego Nieba. 
Jezus dał nam możliwość przenoszenia się do Nieba, zjednoczenia z Bogiem poprzez Eucharystię. To niezwykłe spotkanie z Bogiem jednak wymaga przygotowania. Aby choć trochę zrozumieć, czym jest Eucharystia przeżyta w pełni trzeba oczyścić serce. Jezus bardzo wyraźnie mówi: Trzeba pojednać się ze swoim bratem! Najczęściej o tym zapominamy. Wydaje nam się, że spowiedź była niedawno, to znaczy, że jestem w stanie łaski uświęcającej. Ale nie myślimy o tym, w jaki sposób odezwaliśmy się chociażby w domu do swoich bliskich, jak zareagowaliśmy, jakie były nasze myśli, jakie były nasze uczucia, jakim spojrzeniem obdarowaliśmy swoich bliskich? A idziemy na to niezwykłe, jedyne, najważniejsze spotkanie z Bogiem! Idziemy, by zjednoczyć się z Bogiem, a w sercu jeszcze wybrzmiewa brak miłości w słowie, w spojrzeniu, w uczuciach! Dotyczy to nie tylko naszych bliskich, dotyczy to naszych znajomych, dotyczy to również osób ze Wspólnoty. 
Czy jesteś pewien, że możesz przystąpić do Stołu Pańskiego, że możesz wyciągnąć dłoń do samego Boga, skoro w sercu brakuje miłości do osób, które znasz; skoro jeszcze tak niedawno wypowiedziałeś słowa, które nie brzmiały miłością. To nic, że nie skierowane bezpośrednio do tej osoby, której nie darzysz życzliwością, ale sposób, w jaki skomentowałeś zachowanie tej osoby, w jaki sposób podsumowałeś tę osobę, z jaką miną sugestywną wypowiedziałeś się na jej temat – to wszystko nie świadczyło o miłości, a przystępujesz do niezwykłej cudownej Uczty, Uczty Miłości. Czy masz prawo ucztować ze swoim Panem, który jest samą Miłością, skoro w twoim sercu tej miłości zabrakło do tych, których znasz? Czy nie trzeba pojednać się i dopiero potem zwrócić się do Boga? 
Te dzisiejsze słowa z Ewangelii proszę, abyśmy wzięli sobie do serca, bowiem bardzo często przyjmujemy Jezusa do serca, w którym nie zawsze On czuje się dobrze. On kocha każdego z nas, a kiedy przychodzi do naszych serc nie zawsze znajduje w nich miłość. Sprawiamy Mu ból, bo On kocha.
Od pewnego czasu otrzymujemy słowa o konieczności pojednania się, umiłowania siebie nawzajem, przebaczenia sobie, patrzenia na drugą osobę z miłością, przez pryzmat Bożej miłości; tak trudno nam zaakceptować inność drugiego człowieka i jego słabości, choć tak dużo mówimy o swoich słabościach. Ten brak akceptacji oznacza pychę. Dopóki człowiek prawdziwie nie uzna swoich słabości nie potrafi zgodzić się na słabości drugiego. A więc może postanówmy sobie, iż nie będziemy mówić o swoich słabościach dopóki ich naprawdę nie uznamy w sobie. Postanówmy, iż nie będziemy wypowiadać żadnego słowa o drugim człowieku, jeśli nie będzie to słowo wypowiedziane z miłością, niosące miłość. Postanówmy sobie milczenie, jeśli nie potraficie mówić z miłością. 
Tak ważna jest miłość! To ona otwiera człowieka na świat Boga, to ona wprowadza człowieka w ten niezwykły świat, to ona zbliża człowieka do Boga i jednoczy z Nim. W ten sposób wprowadza człowieka w wieczność. A więc miłość jest najważniejsza! Czy tak trudno zrezygnować z samego siebie, aby zyskać wieczność? Czy tak trudno zrezygnować ze świata, aby zyskać miłość? 
Podczas Wieczernika Ogólnopolskiego Bóg wylał na wszystkie dusze najmniejsze ogrom miłości. Otworzył swoje Serce na oścież i nie hamował wylewu łask, które płynęły. Pomyśl, czy otworzyłeś się na ten deszcz łask? Czy może przykryłeś się parasolem, aby nie zmoknąć? Może te łaski obmyły jedynie ciebie od zewnątrz i nie trafiły do wewnątrz? Może należałoby pomyśleć o tym, uklęknąć, pokornie schylić głowę i prosić, by Bóg wypełnił duszę tymi łaskami, które już na nią zlał, ale dusza zamknięta jeszcze ich nie przyjęła? Może zbytnio zajęci byliśmy stroną zewnętrzną, a należało jeszcze bardziej otworzyć serce na to, czego Bóg dokonywał na tym Wieczerniku? 
Słabości ludzkie potrafią bardzo szczelnie zamknąć serce człowieka. I choćby wydawało mu się, że żyje Bogiem, doznaje, doświadcza Jego obecności w swoim sercu, tak wspaniale czuje się na modlitwie, to jednak, jeśli nic się nie zmieniło w relacji do drugiego człowieka, jeśli serce nie przebaczyło drugiej osobie, jeśli nie spojrzało z miłością przenikając przez to, co może jest nieakceptowane w drugiej osobie, jeśli nie zobaczyłeś Jezusa w tej drugiej osobie, to nie żyjesz miłością. To pozwoliłeś, aby deszcz łask spłynął po tobie, ale nie zaprosiłeś tych łask do wnętrza swojego. 
Wydaje się nam, że życie toczy się dalej i właściwie nic się nie zmienia. A to nieprawda. Gdybyśmy mieli spojrzenie z perspektywy Boga widzielibyśmy kolejne etapy, które przeżywa i które doświadcza Kościół (nie tylko nasza Wspólnota). I byśmy bardzo dobrze widzieli, co się dokonuje w Kościele również poprzez tę Wspólnotę za każdym razem, kiedy spotykamy się w tak dużym gronie. Mielibyśmy wejrzenie na Boże plany, na Boże zamysły. Wtedy zrozumielibyśmy, co takiego czyni Bóg? Dlaczego takie, a nie inne słowa, pouczenia? Skąd się biorą takie czy inne wydarzenia w naszym życiu, nawet tym prywatnym? Widzielibyśmy to, czego Bóg chce dla nas i oczekuje od nas jak często mijamy się z Jego wolą, pełniąc własną? Zobaczylibyśmy konsekwencje swoich wyborów, jakże często bolesne. Wiele razy zapłakalibyśmy nad swoją duszą, jak bardzo jest nędzną i jak bardzo rani Boga odrzuceniem miłości poprzez nie wypełnianie Jego woli. Zobaczylibyśmy również, że nie pełniąc Jego woli, nie idąc drogą miłości tak, jak tego Bóg oczekuje, przyczyniamy się do cierpienia nie tylko własnego, ale innych. 
A Bóg powołał nas do miłości. Naszą Wspólnotę uczynił Wspólnotą miłości i prowadzi nas ku wielkiej miłości, która wyzwala, która zbawia. Moglibyśmy zobaczyć, jak nędzną jest nasza dusza wobec tak wielkich łask, wobec nieskończonej miłości, wobec tak wielkiego dobra, jakim Bóg nas obdarzył. 
Otrzymujemy pouczenia i jasne wskazania. Chociażby dzisiaj Jezus wyraźnie mówi: Zanim przystąpisz do Jego Stołu, pojednaj się ze swoim bliskim! Gdybyśmy tylko to konsekwentnie realizowali każdego dnia, Wspólnota rozkwitłaby niczym bukiet róż. Nasze serca stałyby się przepięknymi kwiatami, mającymi cudowny zapach, kolor, kształt. Jaśniałyby na chwałę Boga, swoim wyglądem wielbiłyby Go. Jakąż radość niosłyby Bogu?
Złóżmy na Ołtarzu swoje serca z pragnieniem, by Bóg otworzył je na miłość. Aby dał zrozumienie, w czym przejawia się brak miłości w nas; by dał odwagę, siłę do przebaczania, do pojednania. 

    
Modlitwa duszy najmniejszej

    
Dziękuję Ci Jezu za to, że przychodzisz teraz do mnie, że gościsz w moim sercu. Przyjmuję Ciebie z wielką radością i czcią. Kłaniam Ci się do samej ziemi i całuję Twoje stopy. Pragnę Ci powiedzieć: skądże mi to, że sam Pan gości u mnie! Niczym, Jezu, nie zasłużyłam na to wyróżnienie. Sam Bóg schodzi z Nieba i przychodzi do duszy tak małej. Nigdy mi się nie uda na to zasłużyć, a Ty czynisz to codziennie. Pragnę Jezu całym sercem podziękować Ci za tak wielką łaskę, za tak wielki Dar Twojego przychodzenia do mnie, za Dar Eucharystii. Pragnę Jezu uwielbić Ciebie, choć wiem, że nie mam takich zdolności, ale moje serce czuje wielką wdzięczność i pragnie Ciebie uwielbić. Zapraszam więc, was Aniołowie, abyście wraz ze mną uwielbili Boga. Zapraszam was, Święci, do wspólnego uwielbienia. I was, dusze czyśćcowe, które zawsze z radością przychodzicie, gdy zapraszam was do uczestnictwa we Mszy św. Razem zaśpiewajmy Bogu pieśń chwały, by chociaż troszeczkę wyrazić wdzięczność i oddać Bogu cześć. 
Bardzo pragnę, Jezu, kochać Ciebie największą miłością. Wiem, że nie potrafię, ale w związku z tym pragnę czynić wszystko, co świadczy o miłości. Dzisiaj mówisz, aby pojednać się z bratem, aby przebaczyć, aby prosić o przebaczenie, aby kochać. Więc Jezu postanawiam w moim sercu, że postaram się tak czynić. Nie chcę, abyś smutny przychodził do mojego serca, widząc w nim brak miłości do bliźnich. Chcę, aby Twoje przyjście do mojego serca było dla Ciebie radością. Więc chcę kochać. Zamknę usta. Jeśli miałoby wyjść choć jedno słowo bez miłości, będę milczeć. Otworzę usta wtedy, kiedy będę chciała wypowiedzieć słowo miłości. 
Panie mój! Przeraża mnie to, co czyni brak miłości w moim własnym sercu. Każdy najdrobniejszy przejaw tego braku miłości jakże rujnuje moją duszę. Przerażające jest to, jak jestem powodem tak wielu cierpień, nie tylko moich, ale moich bliskich, znajomych i tych, których nie znam, a żyją jako dusze w Kościele. Nie chcę, Boże, być powodem takiego cierpienia. Dodaj mi sił, abym żyła miłością, abym więcej już nie raniła Ciebie i nie raniła innych, abym nie zadawala bólu Tobie i Kościołowi. Jakże wielką winę ponoszę odrzucając Twoją miłość, nie żyjąc miłością. O Panie mój! Gdybyś mnie teraz nie podtrzymywał z rozpaczy bym umarła. Jak Ty, będąc Miłością możesz znieść to wszystko, co czynię ja, co czyni każda dusza, odrzucając Twoją miłość?
Panie mój! Ponownie padam do stóp Twoich, pragnąc Cię błagać o przebaczenie, pragnąc przepraszać Ciebie za to wszystko, czego byłam przyczyną. Nie chcę Ciebie ranić. Nie chcę, Jezu, abyś cierpiał przeze mnie. Ale dajesz mi poznać moją słabość tak wielką, że wiem, że za chwilę znowu upadnę, raniąc Ciebie boleśnie. Wybacz mi Jezu! 
Zostanę tak u Twoich stóp, by nieustannie Ciebie przepraszać, aby całować Twoje stopy, aby całować Twoje Rany, aby błagać Ciebie o przebaczenie, aby zanurzać się w Twoich Ranach. Twoja Krew, Jezu, ma wielką moc. Nie tylko oczyszcza, ona umacnia. Proszę więc, aby mnie umocniła w moim postanowieniu kochania Ciebie, życia tylko miłością. Niech mnie umacnia w moim pragnieniu nie zadawania Tobie więcej bólu. Niech mnie umacnia w ciągłym zapieraniu się siebie samej, aby zwyciężała Twoja miłość, Twoja wola we mnie. Tylko wtedy, tylko wtedy Boże, gdy będzie zwyciężać we mnie Twoja miłość, możliwym jest, by moje serce nie zadawało Tobie bólu. Kocham Ciebie Jezu! I proszę, abyś wspierał mnie w tej miłości. Chcę tylko kochać! Niczego innego nie pragnę, ale kochać Ciebie na wieczność. Pobłogosław mnie Jezu w tym pragnieniu moim, aby stało się rzeczywistością.

    
Warto zapamiętać!

    
Serce oddane Bogu, serce, które prawdziwie kocha Boga, dostrzega i w sobie i w innych brak miłości wyrażający się w stosunku do innej osoby w słowie, w geście, czasem jedynie w uczuciach, czy w myślach. Niekoniecznie musi to znaczyć, że dusza, która kocha Boga musi doświadczać, czuć miłość w stosunku do bliźniego. Czasem Bóg pozwala tej duszy doświadczać czegoś odwrotnego, ale dusza ta ma w sobie miłość samego Boga. I ze wszystkich sił stara się miłość Bożą okazywać, choćby coś mówiło jej co innego; choćby jej własne „ja” chciało inaczej zareagować, bez miłości, to miłość Boga, która jest w duszy, ta miłość każe duszy milczeć lub też mówić tylko słowa miłości. 
Takim sprawdzianem prawdziwości miłości Boga, sprawdzianem zjednoczenia duszy z Bogiem jest to, czy dusza dostrzega w sobie brak miłości w stosunku do bliskich, do bliźnich, do otoczenia. Czy widzi chociażby w samych reakcjach w myślach, w uczuciach, czy widzi ten brak miłości? Nie musi się on ujawniać na zewnątrz. Dusza widzi to w sobie i stara się od razu czynić miłość, wyrażać miłość. W ten sposób dusza kocha Boga. Dusza często musi zaprzeć się samej siebie, niejako wbrew swej naturze czynić dzieła miłości, dzieła miłosierdzia. I to jest miłość, choć ona w sobie widzi brak miłości. Ona w sobie czuje różne uczucia, doświadcza ich. Ona spostrzega myśli, które często są nie życzliwe, ale walczy z tym. Ona na przekór temu stara się ze wszech miar okazać miłość. Depcze samą siebie ze względu na miłość do Boga, bo wie, że Bóg jest Prawdą, Jego Przykazanie Miłości jest Jedyna Prawdą. Ona wierzy Bogu i chce czynić to, czego oczekuje od niej Bóg, a nie to, co podpowiadają jej własne uczucia, czy myśli. Sobie nie ufa, ufa Bogu. 
Nie jest to proste. Wielu świętych przez całe życie musiało tak walczyć, deptać swoje własne „ja”. Ale w ten sposób wrażali swoją miłość do Boga; zwyciężyła w nich miłość Boża. Niech w nas również zwycięża Boża miłość! W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!