banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130260 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. (Łk 7,36-8,3)


    
Dzisiaj Jezus w Ewangelii podaje nam niejako do wyboru dwie postawy. Przyjrzyjmy się tym dwóm postawom i niech każdy spróbuje zidentyfikować się z jedną z nich.
Jedną postawą jest postać faryzeusza, który zaprasza Jezusa, drugą – grzesznica, która opłakuje swoją grzeszność, w sercu mając wdzięczność za miłosierdzie. Naprzeciwko siebie stoją dwie osoby: sprawiedliwy faryzeusz i jawnogrzesznica. Która z tych osób odeszła z pokojem w sercu, z błogosławieństwem? Jezus daje nam do wyboru dwie postawy i mamy się z jedną z nich utożsamić. Ale jak widzę nie bardzo nam pasuje ani jedna, ani druga.
Kobieta, która popełniła w swoim życiu ciężkie grzechy. Jej głównym grzechem było odrzucenie miłości doskonałej, zbrukanie tej miłości miłością nieczystą, zbrukanie grzechem, zbrukanie własnej duszy, własnego ciała. Otrzymała od Boga ciało, otrzymała duszę jako dar, który miał służyć jej ku zbawieniu, ku dążeniu do zbawienia. Ona to wszystko zbrukała, zniszczyła. To, co było darem Boga płynącym z miłości, ona zniszczyła. Mówimy przecież, że Bóg każdego człowieka stwarza z miłości i to, co czyni z człowiekiem, to jakim go stwarza, jaką daje mu duszę, jakie mu daje cechy charakteru, predyspozycje, wszystko to jest darem miłości, a więc dobrem. I wszystko, jeśli jest przyjęte przez człowieka służy człowiekowi ku doskonaleniu się, ku systematycznemu kroczeniu do Nieba. Kobieta ta odrzuciła miłość Boga. 
Faryzeusz jest tym, który wypełnia przepisy prawa, który stara się zachowywać wszystkie przepisy. Teraz zaprosił Jezusa do siebie do domu na ucztę. On wydaje się być czysty. Przecież robi wszystko, żeby tę czystość zachować. Wydaje się, że wobec Boga jest w porządku. Straszliwe to słowo: „być w porządku” wobec Boga. Wobec Boga należy przyjąć postawę miłości. Wtedy Boga się nie rani. 
Kobieta doświadczyła miłosierdzia. Doświadczyła dotyku Bożej miłości poprzez Osobę Jezusa, doświadczyła przebaczenia. W tym świetle miłości, jakiej doświadcza kobieta, jaką została objęta kobieta, ona zobaczyła swój grzech. Do tej pory wiedziała, że grzeszy, ale dopiero w świetle miłości Bożej zobaczyła prawdę o swoim życiu; zobaczyła w pełni. Można zdawać sobie sprawę z tego, że grzeszymy, a jednak nie rozumiemy, czym jest ten grzech. Magdalena zobaczyła swój grzech w świetle Bożej miłości, a więc zobaczyła jak ona swoim postępowaniem rani Bożą miłość, rani samego Boga. Zobaczyła jak wielką jest miłość Boga do niej i jak ona ogromnie boleśnie zadaje rany Jezusowi, ranę Bogu swoim zachowaniem. W sercu poczuła ogromną miłość Boga do niej, jednocześnie ogromny żal za swoje grzechy. Zapragnęła przepraszać Boga za to, co uczyniła w ciągu swojego życia. Chciała wynagrodzić, chciałaby wszystko zmienić. Ona doświadcza w swoim sercu odpowiedzi na Bożą miłość, zaczyna kochać. I ta miłość popycha ją właśnie do czynu: przypada do stóp Jezusa, zalewa te stopy łzami. Czuje się niegodna, a jednak kochana. Uniża się przed Jezusem najbardziej jak może to uczynić człowiek. Własnymi włosami wyciera Jego nogi. A potem bierze drogi flakonik olejku i wylewa na Jego stopy, namaszczając je. Oddaje cześć Bogu. Uznaje Jego panowanie nad sobą, przyjmuje Jego miłość, odpowiada miłością. Uniża się, pragnie mu służyć. Chce od tej pory nigdy więcej nie zgrzeszyć, aby Go nie zranić. Kocha, a ta miłość z chwili na chwilę wzrasta w jej sercu. Im większa miłość, tym większe poczucie wdzięczności za przebaczenie, a to znowu powoduje jeszcze większy wzrost miłości. Naprzeciw niej faryzeusz chłodno oceniający sytuację. Gdybyż Jezus był Prorokiem wiedziałby, co to za kobieta. Sam czuje się w porządku, czuje się czysty. On przecież tak jawnie nie grzeszy. Jawnie! Ale, co kryje się w sercu wie tylko Bóg.
Na zakończenie tej sceny Jezus błogosławi kobiecie. Ona odchodzi pełna pokoju, pełna błogosławieństwa Bożego. Ona odchodzi usprawiedliwiona, ona odchodzi przemieniona. Faryzeusz pozostaje ten sam, ze swoim poczuciem „bycia w porządku”. Jakże biedny jest ten faryzeusz! Jakże smutne jest jego serce! Jakże biedna jest jego dusza!
Mamy dzisiaj do wyboru te dwie postawy. Nie po to, by potem dyskutować, niejako ujawniać na zewnątrz, która z tych postaw jest nam bliska, ale po to, by w swoim sercu przeżyć prawdziwie doświadczając jednej z tych postaw. Trudno utożsamić się z Magdaleną, ponieważ była jawnogrzesznicą, czyniła straszliwe rzeczy. Zatem może faryzeusz?
Dusza, która wybiera co innego niż Boga, zdradza Boga. Wybierając cokolwiek innego, szczególnie dusza wybrana, umiłowana cokolwiek by innego wybrała staje się taką jawnogrzesznicą wobec Boga. Trudne to słowa, dla niektórych z nas bardzo trudne do przyjęcia, do odniesienia do siebie. Ale jakkolwiek byś się bronił, jesteś duszą wybraną przez Boga. Cokolwiek byś sam sądził o sobie, Bóg poprzez powołanie do tej Wspólnoty, wybrał ciebie, uczynił ciebie duszą umiłowaną i ma wobec ciebie swoje zamiary, których nie znasz do końca. A każde twoje spojrzenie nie na Boga, ale na co innego jest przez Niego odczuwane boleśnie. Każde odsunięcie na bok spraw Bożych, by zająć się swoimi jest dotkliwie odczuwane przez Boże Serce – jest zdradą. I choćbyś teraz bronił się rękami i nogami myśląc przeróżne rzeczy, w Bożym świetle, w Bożym spojrzeniu odrzucasz miłość. I tak jak naród wybrany traktowany był przez Boga jako oblubienica, twoja dusza tak jest traktowana przez Boga – jako oblubienica. Gdy naród wybrany zdradzał Boga, zwracał się ku innym narodom, ku innym bożkom, Bóg mówił wyraźnie o narodzie wybranym jako o ladacznicy. 
I ty czynisz to samo, gdy nie przyjmujesz wybrania, gdy robisz coś po swojemu odrzucając Bożą miłość. Ale Bóg dotyka ciebie swoją miłością, tak cudowną, tak wielką, nieskończoną. Jeśli otworzysz serce na miłość, doświadczysz tej miłości w sobie, tak jak doświadczyła Magdalena i wtedy zrozumiesz jej uczucia i utożsamisz się z nią prawdziwie cały. Naraz jej osoba stanie ci się bardzo bliska. Ze wzruszeniem będziesz uczestniczyć w tej scenie i razem z nią będziesz przypadać do stóp Jezusa. Bez względu na to, czy jesteś mężczyzną czy kobietą, to duchowo będziesz opłakiwać swój grzech, zalewać łzami stopy Jezusa i wycierać swoimi włosami. To nie tylko sprawa fizyczności: wycierać włosami, zalewać łzami; to postawa duszy, to pokorne uniżenie wypływające z wnętrza ludzkiego. Nie z jakiegoś nakazu zewnętrznego; nie! Ponieważ tak należy, absolutnie! To wewnętrzne nastawienie duszy. 
Proś, by Bóg dał ci taką łaskę, abyś mógł tego doświadczyć. Jeśli trudno ci utożsamić się z Magdaleną, to wiedz, że w tobie jest również ten faryzeusz, w każdym z nas. W każdym! Bardzo często odsuwamy od siebie swój grzech patrząc na innych, patrząc na różne sprawy i sytuacje. My nie potrafimy zobaczyć samych siebie, my czujemy się „w porządku”. My nie jesteśmy tacy jak …   I tutaj przychodzi na myśl osoba, czy sytuacja, chociażby ten faryzeusz. Czujemy się wielokrotnie „w porządku”. Samo to poczucie „bycia w porządku” już nie jest w porządku. Zobaczmy, w tej scenie on jest tym, który traci, dlatego, że czuje się „w porządku”, że serce jego było zamknięte na Bożą miłość. On czuł się „w porządku”, on wypełnia wszystko jak należy, przestrzega przepisów prawa, ale tak zamknięty, że miłość Boża nie mogła się przebić do jego serca. Ta, którą on pogardzał odchodzi usprawiedliwiona, pełna pokoju, Bożego błogosławieństwa. On tkwi nadal w swoim zamknięciu w swoim poczuciu „bycia w porządku”. To jest straszne. Właśnie takie dusze jakże często stoją nad przepaścią piekła i trzymają się nadal tego poczucia „bycia w porządku”. Zamknięte serce nie pozwala im przyjąć Bożej miłości. Bez Bożej miłości człowiek nie wejdzie do Nieba, nie zbliży się do Jezusa, nie doświadczy bliskości Bożego Serca. 
Zatem, kogo w sobie widzisz? Magdalenę, czy faryzeusza? Może trochę i tę, i tę osobę. Ważne jest, abyś zobaczył. To pierwszy krok, aby doświadczyć miłości. To pierwszy krok, aby Wspólnota doświadczyła miłości; tej miłości, która uzdrawia. Uzdrawia i stronę fizyczną człowieka i duchową. Bez tej miłości człowiek choruje. Rozejrzyjmy się, co się dzieje wokół. Czy wszyscy jesteśmy dzisiaj? Czego potrzebujemy? Miłości, która uzdrawia.
Złóżmy swoje serca na Ołtarzu i prośmy, by Bóg dotknął naszych serc bez względu na to, jak bardzo są zamknięte, by dotknął miłością, która je otworzy i przemieni. 

    
Modlitwa

    
Jezu mój! Bardzo pragnę, abyś uzdolnił moją duszę do takiego otwarcia się na Twoją miłość, abym mogła jak Maria Magdalena doświadczyć Twojej miłości i na nią odpowiedzieć. Pragnę Jezu poczuć dotyk Twojej miłości. Pragnę, abyś rozjaśnił moje serce. Chcę zobaczyć, czym Ciebie zasmucam? Co jest moją zdradą wobec Ciebie i Twojej miłości. Chcę Jezu, doświadczając wielkiej Twojej miłości a mojej nędzy, odpowiedzieć miłością. Pragnę Jezu tak jak Maria Magdalena wylewać łzy, mając świadomość własnej grzeszności. Ale chciałabym też, aby to były łzy wzruszenia, ponieważ poznaję Twoją miłość wobec mnie, Twoje Miłosierdzie, wielkie Twoje Serce, które przebacza mi wszystko. 
Kłaniam Ci się Jezu do samej ziemi i uznaję, że Ty jesteś moją jedyną Miłością. Ty jesteś jednym moim Panem, jedynym moim Bogiem. To Ty jesteś Dawcą wiecznej miłości. Ja jedynie jestem sługą Twoim, Twoim niewolnikiem. Pragnę być Twoją własnością. Nie umiem, Jezu, dobrze posługiwać się wolnością, jaką mi dałeś. Więc i wolność moją Ci oddaję. Jestem za słaba. Chcę przyjąć Twoją wolę. Pragnę Jezu wszystko Tobie oddać i Tobie poświęcić. Duchowo namaszczam Twoje stopy olejkiem, drogocennym olejkiem. To znak, Jezu, że wszystko, czym do tej pory żyłam, co dla mnie stanowiło jakąś wartość, co po ludzku wydaje się ważne – wszystko to oddaję Tobie. Chcę, aby od tej pory najważniejsza dla mnie była Twoja miłość, życie z Tobą, dla Ciebie. Pragnę Jezu, w moim sercu nieustannie wyśpiewywać Tobie pieśń miłości. Pragnę wszystko kierować do Ciebie, wszystko czynić z miłości. A Ty proszę, udzielaj mi swojej mocy. Słabość moja jest tak ogromna, ona mnie przytłacza do ziemi. Potrzebuję Ciebie, Twoich skrzydeł, skrzydeł Twojej miłości, aby móc ulecieć do Ciebie. 
Pragnę Jezu, aby moje życie stało się jedną wielką pieśnią miłości. Chcę każdym swoim czynem, każdym słowem, myślą, pragnieniem, chcę w każdej chwili, w każdej sekundzie wyznawać Tobie miłość, wychwalać Twoją miłość, wielbić Ciebie, wysławiać. Chcę, by moje serce nieustannie dziękowało Tobie za dar miłości i miłosierdzia, jakim mnie otaczasz. Pragnę Jezu, żyć tylko miłością. Jakże chciałabym zawsze, każdego dnia od chwili, kiedy się przebudzę do zaśnięcia nieustannie kochać Ciebie, wielbić. Potrzebuję Jezu, Twego wsparcia. Potrzebuję Twojej pomocy i proszę Cię o nią. Dotykaj nieustannie mego serca. Nie pozwalaj mu zamykać się. Uwrażliwiaj moją duszę. Niech stale odczuwa wdzięczność w stosunku do Ciebie. Proszę, niech moje oczy widzą wszędzie dzieła Twojej miłości. Proszę, by moje uszy nieustannie wychwytywały tylko to, co świadczy o Twojej miłości. Całym sercem pragnę otworzyć się na Twoją obecność w mojej rzeczywistości, w moim otoczeniu, wszędzie. Proszę Cię Jezu, chcę żyć miłością, chcę w miłość się przemienić. Proszę pomóż mi w tym. Pobłogosław nam Jezu, aby te nasze pragnienia stały się życiem.

    
Refleksja

    
Człowiek musi wewnętrznie doświadczyć i przeżyć miłość, aby móc prawdziwie od nowa budować relacje ze swoimi bliskimi. To nowe budowanie relacji musi wypływać z serca. Musi być szczere, prawdziwe. Jednocześnie bardzo ważne jest, aby człowiek miał odwagę, gdy doświadcza miłości wyjść do drugiego człowieka i po prostu podać rękę. Miłość daje człowiekowi tę odwagę. Trzeba słuchać serca. Gdy człowiek doświadcza miłości, wtedy miłość podpowiada, co należy czynić w tych wzajemnych relacjach międzyludzkich. I trzeba posłuchać serca, uczynić to, co serce dyktuje. Bóg wtedy błogosławi. I ja błogosławię was – W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!