banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130259 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,1-6.16-18)


    
Bóg stworzył człowieka do miłości, do miłości doskonałej, a więc do miłości, jaką jest sam Bóg. I nieustannie formuje duszę ludzką, by mogła tę miłość przyjmować, karmić się nią, ale i poprzez to karmienie się sama stawać się miłością. 
W różny sposób w ciągu życia Bóg pomaga duszy iść drogą formacji, by przemienić się w miłość. Dusza w różny sposób zaznaje tej formacji, tego kształtowania. Doświadcza różnych chwil, różnych zdarzeń, które nie zawsze odczytuje jako służące kształtowaniu. A jednak wszystko, co duszę spotyka służy jednemu celowi - by dusza mogła przemienić się w miłość, a więc by mogła żyć wiecznie. 
Bóg również poprzez swoje Słowo stara się duszy niejako wytłumaczyć, na czym polega to stawanie się miłością, ta przemiana, to przeobrażenie. Bóg ukazuje cel, jednocześnie pokazuje środki, pokazuje samą drogę krok po kroku. Dzisiaj również Bóg mówi nam, w jaki sposób formować samych siebie, urabiać tę glinę, jaką jesteśmy, by nadać właściwy kształt. A mówi rzecz bardzo ważną. Mówi o ofierze, dawaniu siebie samego, o wyrzeczeniu, o tym, w jaki sposób dusza ma przełamywać samą siebie; jak to czynić, aby jej praca była najbardziej owocna. Jednocześnie zaznacza, że praca nad sobą jest dobrowolna. Tyle, ile człowiek tej pracy włoży, na tyle również będzie doświadczał owoców. Im większy wysiłek, większa praca, tym większe owoce. 
Ale to nie wszystko. Bóg pomnoży owoce naszej pracy, zleje swoją łaskę, by te owoce mogły być o wiele większe. Jednak w zależności od tego, na ile siać będzie dusza, a więc na ile podejmie ten trud i pracę, na tyle będzie zbierała plony. Jej pracy Bóg pobłogosławi. Jeśli wysieje jedno przysłowiowe ziarno, wyrośnie kłos, w którym będzie garść ziarna. Ale jeżeli wysieje całe pole tych ziaren, zbierze bardzo dużo kłosów, w każdym będzie po garści ziarna, bo Bóg pobłogosławi pracy duszy. 
Różnie rozumiany jest dzisiejszy fragment zarówno pierwszego czytania (2 Kor 9,6-11), jak i Ewangelii (Mt 6,1-6.16-18). Postarajmy się dzisiaj skupić na tym, o czym mówimy; na tym, iż dusza stara się dać coś z siebie; stara się siebie nagiąć; stara się zrobić coś, co być może ją kosztuje, jest jakimś wyrzeczeniem, cierpieniem, bólem, trudem, wysiłkiem, ale ofiarowane Bogu przynosi owoce. 
Jest jedno „ale…”. Aby doświadczać tych owoców w sposób szczególny w wieczności, dusza ma sama nie starać się ukazywać, pokazywać, mówić o swoim wysiłku i pracy. Niech nie stara się już teraz zrywać tych niedojrzałych owoców, ponieważ teraz nie będzie miała z nich wiele radości. A zerwawszy te owoce teraz nie będzie mogła ich kosztować w wieczności. 
Zatem, praca, wysiłek, trud duszy, podejmowany codziennie, każdego dnia ma być pracą, wysiłkiem czynionym głównie w głębi serca duszy; ma być czyniony przed Bogiem i tylko przed Nim. Tylko Bóg ma być Tym, do którego dusza kieruje swoje wysiłki, składa samą siebie i oczekuje od Boga wszystkiego w zamian. To, co czyni, czyni ze względu na Boga; nie ze względu na ludzi, ale ze względu na Boga; nie dlatego, by inni ją widzieli, chwalili, podziwiali, ale dlatego, że kocha Boga i z miłości do Niego podejmuje wysiłek. 
Dusze często nie zdają sobie sprawy, jak wiele tracą drobnych wyrzeczeń podejmowanych przez nie tylko dlatego, że mówią o nich innym; tylko dlatego, że za dużo rozmawiają. Okazji do poniesienia drobnych ofiar, drobnego wysiłku, trudu, pracy na rzecz dusz ze względu na Boga mamy codziennie bardzo dużo. Gdybyśmy tak codziennie zbierali każdy swój wysiłek, każde wyrzeczenie, drobne cierpienie do jakiegoś pudełka, to zobaczylibyśmy każdego dnia wieczorem, że pudełko jest pełne; drobnych wyrzeczeń, ale pełne. Wszystko to ofiarowane Bogu, dzięki Jego błogosławieństwu nie dość, że przysłuży się duszom, to przede wszystkim staje się owocne; tak zwielokrotnione, iż otrzymujemy w zamian od Boga już nie zwrot tego pełnego pudełka, ale całą górę łask. I przybliżani jesteśmy ku wieczności. Nasza dusza zaznaje formacji, która wielkimi krokami przybliża nas do Bożego Serca. Ale dzieje się tak wtedy, gdy to, co czynimy, czynimy ze względu na Boga, czynimy w głębi serca, w ukryciu, czynimy przed Bogiem, w Jego Obliczu, w Jego obecności.
Pomyślmy każdego dnia o tym, analizując dzień od rana do wieczora, ile z tych drobiazgów, wyrzeczeń udało nam się uczynić tylko w obecności Boga? I tutaj chodzi rzeczywiście o drobiazgi, tak jak wielokrotnie o tym mówimy: uśmiech pomimo cierpienia; podana herbata, chociaż usłyszało się gorzkie słowa; z uśmiechem zrobione śniadanie, chociaż dzieci niezachętnie chcą jeść to śniadanie; w pracy uśmiech, przebaczenie i życzliwość wobec każdej osoby, choć nie każdą w głębi serca tą życzliwością darzymy; wracając po pracy, wstępując do sklepu - zwykły uśmiech wobec osoby obsługującej, słowa podziękowania. A więc rzeczy naprawdę tak małe, że trudno je zauważyć. A jednak te drobiazgi, te okruszyny, które zbierać będziemy przez cały dzień, oddane Bogu zostaną przemienione w górę złota. W Jego błogosławieństwo nad nami, które zbliży nasze serce do Bożego Serca o kolejny krok. Każdego dnia będziemy coraz bardziej przybliżać się do Boga. 
Jesteśmy duszami maleńkimi. Starajmy się zauważać te okruszyny. Nieraz małe dzieci zbierają okruszki z dywanu. One widzą, są blisko dywanu. Różnica w wysokości między dzieckiem a dorosłym jest duża. Dorosły ze swej odległości często nie widzi, dziecko zauważa. I malutkimi paluszkami próbuje dłubać okruszyny, zbierać. Bądźmy tymi dziećmi, które z dywanu będą zbierać okruszyny. Tych okruszyn będzie pełno. One same w sobie są maleńkie, więc mimo, że ich będzie pełno, to być może jedna dłoń trochę na spodzie będzie miała tych okruszyn. Ale oddane Bogu zostaną nam zwrócone niczym góra złota.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu jest mowa o tym, że Bóg nam da błogosławiąc, a my w zależności od tego jak bardzo, jak dużo będziemy siać, to dostaniemy o wiele więcej (por. 2 Kor 9,6). Bóg pobłogosławi, da ziarno, pobłogosławi zasiew, pobłogosławi wzrost, pobłogosławi rozwój, owoce i On nam odda zwielokrotniony plon, bo On doceni każdy trud i wysiłek. Pamiętać trzeba o jednym, że czynimy to z miłości do Boga. Kiedy człowiek o tym zapomina, zaczyna kolekcjonować dobre uczynki, zaczyna czynić je dla samych dobrych uczynków. To, co było pierwszym założeniem – a więc z miłości do Boga – gdzieś umyka. Dusza staje się takim sportowcem, który kolekcjonuje medale. On staje na podium za życia, słyszy wokół oklaski, wrzawy, tłum dziennikarzy, ale to wszystko się dzieje na ziemi i nic nie pozostaje na wieczność. 
A więc, by tak się nie stało, nieustannie przypominajmy sobie, że czynimy to z miłości do Boga. Więc prośmy, by Bóg tę miłość wylał do naszych serc, by uświadomił nasze serca po co, dlaczego mamy coś czynić; by w nas rozbudzał miłość do Siebie, byśmy zakochali się w Bogu. Kiedy prawdziwie się kocha, wtedy żaden wysiłek nie wydaje się za wielki; wtedy dusza gotowa jest ponieść każdą ofiarę i wtedy cierpienie dla Boga staje się niemalże rozkoszą. 
Złóżmy swoje serca na Ołtarzu, aby Bóg mógł wlać w nie swoją miłość.

    
Modlitwa

    
Kocham Ciebie, moja Miłości! Dziękuję Ci za każdą łaskę, którą otrzymałam tego dnia. Dziękuję Ci za każdą chwilę, w której doświadczałam Twego cudownego wzroku, spojrzenia na mnie, uśmiechu. Wiedziałam, że czuwasz nade mną, że jesteś przy mnie. Dziękuję Ci za każdą chwilę, kiedy wiem, że trzymałeś mnie za rękę, abym mogła być odważniejsza. Dziękuję Ci za Twoją nieustanną obecność w moim życiu, za to, że jesteś zawsze i wszędzie. Dziękuję Ci, że w każdym momencie błogosławisz i wspierasz, że w każdym momencie niesiesz mi swoją pomoc. Dziękuję Ci, że każdą chwilę czynisz okazją do zbawienia. Dziękuję Ci, że każda sekunda to możliwość kolejnego przybliżenia się do Ciebie, do Twojego Serca. W każdej, jeśli otworzę szeroko oczy mogę zobaczyć Twoją miłość i poznać kolejny aspekt tej miłości. Dziękuję Ci Jezu za tę cudowną Twoją miłość, która mnie otacza, którą obejmujesz mnie. To wspaniała miłość, tak delikatna, wyrozumiała; miłość, która nieustannie przebacza, która stale pochyla się nade mną. Widzę w tej miłości Jezu i miłość matczyną, i miłość ojcowską, ale i miłość oblubieńczą. Zachwycam się nią i pragnę odpowiedzieć tym samym. Pragnę kochać Ciebie. Bądź uwielbiony Jezu!
Wiem Jezu, całe moje życie jest Twoim darem dla mnie. Każda chwila jest opromieniona Twoją miłością. I choć zewnętrznie czasami może się wydawać, że zbierają się chmury i zakryte jest słońce, to - Panie mój - ja wiem, że nieustannie Ty ogrzewasz moje serce; Ty rozjaśniasz wszystkie mroki, które są w moim sercu; Ty stale wprowadzasz radość do mojego serca; Ty czynisz możliwym, by moje życie nabierało blasku; Ty sprawiasz, że moje życie ma sens. Pragnę Ci dziękować Jezu. Pragnę odpowiedzieć Jezu na Twoje oczekiwania wobec mnie. Chce wypełnić je wszystkie. Jakże chciałabym żyć w zgodzie z Twoja wolą, aby sprawiać Ci radość, aby moje serce biło równo z Twoim. Potrzebuję Ciebie Jezu do tego, by tak czynić. Pragnę Jezu wszystko czynić, podejmować z miłości do Ciebie. Tyle każdego dnia zdarza się okazji, aby dla Ciebie coś ofiarować, czegoś się wyrzec, dla Ciebie w ciszy pocierpieć. Tyle tych chwil zaprzepaszczam. Robię wokół siebie tyle hałasu, a przecież mogłabym w milczeniu, w Twojej obecności wszystko przyjąć i Tobie złożyć u stóp. Pragnę tak czynić od teraz. Wiem, nie jestem świętą, za to jestem najsłabszą duszą. Ale wlewasz w moje serce wielką ufność. Moje serce doświadcza Twojej miłości i wierzy, że skoro rozbudzasz je do takiej miłości, to dasz wszystko, abym mogła tak kochać, jak tego pragniesz, jak dajesz tego zakosztować. Więc wiem, że te wszystkie pragnienia, które budzą się w moim sercu w stosunku do Ciebie możliwe są do realizacji, bo Ty uczynisz je możliwymi. Ja Ci po prostu daję moje serce, daję Ci moje puste dłonie, daję Ci całą siebie, a Ty czyń, co chcesz, abym mogła kochać, abym mogła żyć miłością, abym mogła Ci służyć, abym mogła sprawiać Tobie radość, abym mogła tulić się do Twojego Serca. Uczyń to wszystko możliwym. Pobłogosław mnie Jezu.

    
Refleksja

    
Choć stale o tym mówimy, to jednak będziemy sobie powtarzać. Miłość daje siły do tego, by iść maleńką drogą miłości. Miłość uzdalnia człowieka do tego, by przemieniać siebie, by rezygnować z siebie; do tego, by ofiarowywać siebie Bogu. Miłość nadaje ludzkim poczynaniom sens i cel. Najpierw trzeba się zakochać w Bogu, a potem to, co się będzie czynić dla Niego nie będzie już tak wielkim ciężarem, choć nie znaczy, że dusza nie będzie musiała samą siebie uśmiercać z miłości do Boga. Dlatego starajmy się o miłość, módlmy się o miłość, zapragnijmy szaleńczej miłości. Prośmy, by Bóg uczynił nas zakochanymi w Nim. Wtedy inaczej spojrzymy na swoje życie, inaczej będziemy patrzeć na Boga. I nic nie będzie dla nas za trudne i za ciężkie. Będziemy pokładać ufność w Bogu, bo będziemy kochać. 
Błogosławię was – W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!