banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130263 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Pierwszy Czwartek Miesiąca


    
Jako dusze, które Bogu oddały swoje życie, staramy się uczestniczyć we wszystkim, co Boże. Gdy dusza oddaje się Bogu, gdy ofiarowuje się cała dla Niego, pragnie każdą cząstkę swego życia, każdą sferę, każdą sekundę oddawać Jemu z miłości. I przez czas jakiś bardzo żywe jest w niej to ofiarowanie się. Z czasem jednak zaciera się nieco w myśli, w pamięci, czym było to ofiarowanie. I nieraz jest tak, że dusza o pewnych sprawach zapomina. WARTO WIĘC ODŚWIEŻAĆ SOBIE TO, CO STANOWI TREŚĆ ŻYCIA DUSZY ODDANEJ BOGU - duszy, która jest Bogu poświęcona. Zatem i my przypominamy sobie, czym jest takie życie.
Dusza maleńka stara się uczestniczyć w życiu Jezusa – uczestniczyć we wszystkim, w sposób SZCZEGÓLNY W JEGO MĘCE. Cierpienie Jezusa jest tym, co szczególnie porusza serce duszy najmniejszej. Właśnie W MĘCE ONA PRAGNIE PRZYLGNĄĆ DO NIEGO tak bardzo, aby współczując z Nim, doznawać tego, czego doznaje Jezus. Pragnie też ulżyć Jemu w cierpieniach. Dusza chce uczestniczyć we wszystkim, a więc również w czasie przygotowania do męki. 
Mówiliśmy już wielokrotnie o tym, że dusza maleńka uczestniczy chociażby w wydarzeniach Wielkiego Czwartku. Stara się w CIĄGU DNIA CAŁY CZAS SERCEM TRWAĆ w tych wszystkich etapach, podczas których Jezus przygotowywał się do Męki. Dusza wraz z Panem i uczniami idzie do Wieczernika i tam ma udział w sprawowanej Ostatniej Wieczerzy, w każdej jej cząstce. W sposób szczególny stara się OTWORZYĆ SERCE NA TO, CO JEST PRZEŻYCIEM JEZUSA, aby sercem odczuć Jego smutek, niepokój, strach. A jednocześnie - by doświadczyć Jego wielkiej miłości, która niejako nakłania Go do tego, aby dać uczniom samego siebie pod postacią Chleba; która sprawia, że Jezus przekazuje uczniom niezwykłą Tajemnicę, która w Kościele nieustannie będzie ponawiana. Daje Eucharystię. 
Dusza ma uczestniczyć również w wyjściu Jezusa na Górę Oliwną, aby wraz z Nim MODLIĆ SIĘ DO OJCA PRZED MĘKĄ. Ma znowu przytulić się do Serca Jezusowego, by zrozumieć więcej z Jego cierpienia; by zagłębić się w nie i starać się pojąć, na czym ono polegało; aby zrozumieć sens tego, co się dokonywało w Ogrodzie Getsemani. DUSZA MA BYĆ PRZY JEZUSIE DO KOŃCA, a więc również podczas pojmania i prowadzenia Go do więzienia. To duchowe uczestnictwo duszy w czwartkowych wydarzeniach ma skłaniać ją do tego, BY ŻYŁA NIEUSTANNIE BOGIEM, BY JEJ SERCE BYŁO NIEUSTANNIE PRZY NIM, by nie zajmowała się niczym innym, tylko Bogiem.
Kiedy dusza rzeczywiście adoruje Jezusa, gdy mimo różnych obowiązków i wykonywanych czynności sercem jest przy Nim i stara się uczestniczyć w każdym wydarzeniu, BÓG UDZIELA ŁASKI. Dusza napełniona jest miłością. Jej serce pała wielkim pragnieniem, by kochać Boga jeszcze więcej, by być blisko Jezusa i swoją miłością ulżyć Jego cierpieniom. Nieustannie z serca wyrywa się wielkie pragnienie przylgnięcia do swego Pana, przytulenia się do Niego. Wielka tęsknota za Bogiem nie daje spokoju. Dusza doświadcza łaski – łaski polegającej na tym, iż CAŁA WYPEŁNIONA JEST MIŁOŚCIĄ DO BOGA I PRAGNIENIEM, BY BYĆ Z NIM, zjednoczyć się i jeszcze bardziej uczestniczyć w Jego męce. 
Wtedy dusza zaczyna pojmować, jak wielką jest miłość Boga do człowieka. To pojmowanie przychodzi wraz z łaską do duszy. Jest darem dla niej, ponieważ ona stara się trwać przy Bogu. Ta łaska pomaga duszy w kontynuowaniu ciągłej adoracji Jezusa. Pobudza ją nieustannie do ciągłego wybierania Boga, do rezygnowania z tego, co niepotrzebne w jej życiu, co jest zbędne. Ta łaska pokazuje, co rzeczywiście konieczne jest do życia, co jest naprawdę jej obowiązkiem, który musi wykonać, a co do tej pory było jedynie jej pragnieniem, zachcianką, przyjemnością czy też przyzwyczajeniem. I gdy dusza stara się trwać przy Bogu, a Bóg daje tę łaskę, wtedy ona zaczyna rezygnować z wielu rzeczy, spraw, czynności, bo widzi, że to wszystko jest nic nie warte. Wartość natomiast dostrzega w samym Jezusie, w Jego męce, w Jego Krzyżu
Dusza chwilami porywana jest wielkim płomieniem miłości. Jej serce obejmowane jest nim tak mocno, że wydaje się, iż za chwilę zostanie wyrwane z piersi. Dusza zaczyna cierpieć. Wszystko to jest łaską daną od Boga. W TAKICH CHWILACH DUSZA TA POWINNA STARAĆ SIĘ NA TĘ ŁASKĘ ODPOWIEDZIEĆ – DAĆ SIĘ UNIEŚĆ MIŁOŚCI. Jeśli jest sama – w domu, w kaplicy – może cała w tej miłości zatonąć. Jeśli okoliczności nie sprzyjają oddaniu się całkowicie kontemplacji, wtedy dusza musi w pewnym stopniu w sobie chować te niezwykłe płomienie, które porywają jej serce; które, wydaje się, że jej serce wyrywają. A jest to trudne i sprawia duszy większy ból. Jednak myliłby się ktoś, kto sądziłby, że dusza chciałaby zrezygnować z tego cierpienia. To cierpienie z miłości jest jednocześnie dla duszy wielką rozkoszą i ona sama nie do końca wszystko rozumie. Gdy porywana jest wielkimi płomieniami miłości do Boga, nie do końca wie, w jaki sposób się to odbywa. Jednak pragnie, aby Bóg jeszcze bardziej rozpalał jej serce. Chce cała w Nim zniknąć, przemieniając się w miłość, jednocząc się z miłością Boga. Te porywy miłości mogą zdarzać się szczególnie podczas Eucharystii, bo wtedy Bóg objawia człowiekowi największy wymiar swojej miłości. Oddaje człowiekowi siebie, swoje życie. Wtedy dokonuje się Golgota. Dlatego też i dusza, doświadczając tej niezwykłej miłości, dotknięta nią, rozpalona, pragnie również ofiarować się Bogu. Pragnie płonąć, tak jak płonie miłością Bóg. Pragnie aż po krzyż oddać się Bogu z miłości, by dokonało się zjednoczenie. 
Niezwykłe są Boże działania w duszy, która pozwala się prowadzić Bogu; która pragnie uczestniczyć w życiu Bożym i podejmuje ten trud, wysiłek, aby być blisko Jezusa w każdym momencie Jego życia. Starania duszy nie poparte łaską, spełzłyby na niczym. Ona przecież jest maleńka i słaba. Ale łaska Boża, która dotyka jej serca, dokonuje w niej wszystkiego. I ta maleńka dusza, najsłabsza z najsłabszych, zanurzana jest w bezdennych głębinach Bożego Serca. Doznaje tego, co, wydawać by się mogło, przypisane jest jedynie świętym. Jej małość, pokora i starania ściągają na nią łaskę Boga. Wzrok Boży na niej spoczywa, Jego miłość ją otula. Jego spojrzenie pełne miłości, czułości i delikatności obejmuje ją i prowadzi w sam głąb Bożego Serca. 
Dusza, która oddała się Bogu, Jemu się ofiarowała, wystarczy, że będzie starała się o miłość. Wystarczy, że będzie pragnęła uczestniczyć w tym, co Jezusowe, a Bóg dopełni wszystkiego, by została zjednoczona z Jezusem Ukrzyżowanym, by mogła uczestniczyć w Jego Dziele Zbawczym. Duszom wydaje się, że potrzeba wiele, aby tak się stało. Wydaje się im, że muszą podjąć szereg modlitw, wyrzeczeń, postów, że muszą stać się doskonałe, aby dostąpić takich łask. Ale to nie jest tak. MIŁOŚĆ DUSZY, JEJ PRAGNIENIE MIŁOWANIA, JEJ STARANIA W TYM KIERUNKU SPRAWIAJĄ, ŻE BÓG DAJE WSZYSTKO. Sam przychodzi do duszy, aby ona mogła poznawać Jego miłość. Jest to głębokie poznanie dokonujące się w sercu, a nie w umyśle. Dusza zaczyna rozumieć szereg rzeczy, których nigdy przedtem nikt jej nie tłumaczył, o których mogła nigdy nie słyszeć, nie czytać. Zbliżenie do Bożego Serca sprawia, że tajemnice Boga stają się dla duszy zrozumiałe, jasne, czytelne. TRZEBA TYLKO MIŁOŚCI. O tym wielokrotnie mówiliśmy, o tym już wiemy, tylko czasem zapominamy. Warto więc odświeżać sobie te pouczenia, by sercem znowu powracać do Jezusa, do Jego męki; by z nowa siłą zapłonąć miłością do Niego; by serce na nowo zaczęło wyśpiewywać pieśń miłości; by ten płomień - coraz większy - obejmował duszę, rozpalał ją, aby ona cała w nim zniknęła jednoczona z Bogiem.
Połóżmy swoje serca na ołtarzu, prosząc o to, aby Bóg pomógł nam jednoczyć się z Jezusem dzisiaj przygotowującym się do męki, potem przeżywającym już tę mękę, składanym do grobu, a potem Zmartwychwstałym. Aby nasze życie powoli stawało się życiem Tego, który ukochał nas największą miłością. 
 
Modlitwa
 
Jezu mój, przypadam do Twoich stóp i całuję Twoje Rany. Jesteś moim Bogiem, moim Królem. Kocham Ciebie. Czyń mnie, proszę, swoją własnością. Chcę być najmniejszym. Najmniejsi są najbliżej, bo brani na ręce i tuleni w ramionach. Chcę więc być najmniejszym, najsłabszym. Pragnę kochać. Panie mój. Mam tak wielkie pragnienie, aby kochać Cię największą miłością, ale moje serce jest za małe. Nie ma siły, nie ma tej mocy w sobie. Ale ja wiem, Ty możesz dać mi swoją miłość. Ty możesz we mnie zapłonąć tą miłością. Ufam, że uczynisz to. Skoro wzbudzasz we mnie te pragnienia, skoro pragnę, wydawać by się mogło, rzeczy niemożliwych, to znaczy, że Ty sam będziesz je realizował we mnie. A ja po prostu Ci na to pozwolę, oddając Ci siebie cały – moje serce, moją duszę, mój umysł i ciało.
Składam Ci hołd, Boże. Cały korzę się przed Tobą, uznając swoją małość i nicość. Ty wiesz, że pragnę być niczym przy Tobie, jak największym nic, aby otrzymać wszystko. To Ty we mnie, Boże, składasz tak wielką ufność i wiarę. To Ty dokonujesz cudów. Oddaję Ci siebie. Czyń mnie swoją własnością, abym mógł zapłonąć największą miłością.
Dziękuję Ci, Jezu, za to, że dajesz mi przedsmak Twojej miłości i porywasz moje Serce wielkim płomieniem. Dziękuję Ci za to niezwykłe doznanie miłości, która odrywa mnie od ziemi, a porywa ku Niebu. Dziękuję Ci za to, że wszystko przestaje istnieć, a zostajesz tylko Ty. Dziękuję za każdą chwilę, kiedy Twa łaska rozpala we mnie coraz większy płomień miłości i jednoczy mnie z Tobą. Dziękuję Ci za każdą taką chwilę, za każdą rozkosz cierpienia, za wszystko, co czynisz z moim sercem; za wszystko, w czym uczestniczy moja dusza; za piękno, które dajesz mi oglądać, a którego nie da się wysłowić Dziękuję Ci, Jezu. Rozpalaj mnie coraz bardziej miłością i łącz swoje Serce z moim. Pragnę się spalać i uczestniczyć w Twoim życiu w pełni, w Twojej miłości – w pełni, w Twoim cierpieniu – w pełni. 
Jezu, pragnę płonąć, pragnę cały spalać się w miłości, pragnę być miłością. Nie chcę już innego życia, tylko miłości. Wiem, Panie, że moje wyobrażenie o miłości nadal jest inne niż prawda o niej. Wiem też, że składam się z samych słabości, lęków i obaw. Ale w takich chwilach, kiedy nawiedzasz moją duszę, nie ma we mnie żadnych lęków. Jest tylko jedno pragnienie – kochać, jedno wołanie – o miłość. Wtedy, Jezu, mam odwagę. Tulę się do Twojego Krzyża i podaję swoje ręce i stopy, abyś je razem ze swoimi przybił do Krzyża. Panie mój, wiem, że to łaska, ale o nią Cię proszę cały czas. Chcę tak kochać – miłością doskonałą, po krzyż. Pragnę tylko Ciebie, niczego innego, tylko w Tobie odnajduję pokój. W Tobie jest szczęście i sens mojego istnienia. Jakże Ciebie pragnę. Rozpalaj mnie. Chcę płonąć! Chcę płonąć miłością, jaką jeszcze żadna dusza nie płonęła; miłością Twoją, wielką, nieskończoną, wprowadzającą w wieczność; miłością taką, jaką Ty kochasz wszystkie dusze. Chcę tak kochać! Proszę Ciebie, udziel mi tej łaski. I pobłogosław mnie, abym kolejne godziny, minuty trwał przy Tobie; aby moje pragnienia nie zmniejszyły się, ale wzrastały; abym otwierał się na Twoją miłość, abym płonął. Proszę, pobłogosław mnie, Jezu.
 
Refleksja
 
JEZUS OCZEKUJE I PRAGNIE NASZEGO UCZESTNICTWA W JEGO ŻYCIU. On wie, że dusza, która stara się o to, uczestniczy w łaskach. Ma udział w łaskach, które Bóg rozlewa podczas wydarzeń z życia Jezusa. Otrzymuje też łaski, które Bóg daje konkretnie jej, ciesząc się, że ona stara się być blisko Jezusa. Hojność Boża jest nieskończona Nie ma wręcz porównania do starań duszy. Choć jej te starania wydają się ogromne, są niczym w porównaniu z Bożymi darami. Bóg daje nieskończenie więcej niż dusza daje z siebie Bogu. Teraz nie widzimy dobrze, nie dostrzegamy tej proporcji, nie rozumiemy, jak wielkimi darami jesteśmy obdarzani tu, na ziemi. Dopiero po śmierci otworzą nam się oczy i zobaczymy, jak wielkie łaski towarzyszą nam każdego dnia, każdej chwili, w każdej sekundzie. Ileż łask marnujemy, iluż nie widzimy, ileż zaprzepaszczamy, odrzucamy. Jakże ranimy Boga tym odrzucaniem miłości, tą ślepotą. Starajmy się towarzyszyć Jezusowi na Jego drodze. BĄDŹMY Z NIM W CZWARTEK, W PIĄTEK, BĄDŹMY KAŻDEGO DNIA. CO DZIEŃ MOŻEMY UCZESTNICZYĆ W JEGO MĘCE, PRZYGOTOWYWAĆ SIĘ DO NIEJ. I chociaż nam wydawać się będzie, że dajemy z siebie bardzo dużo, że podejmujemy ogromny wysiłek, wiedzmy, że w porównaniu z tym, co otrzymujemy od Boga, nasz wkład jest niczym. Prośmy, by Bóg obdarzył nas łaską, byśmy mogli płonąć miłością. Gdy obejmą nas jej płomienie nic nie będzie za trudne ani za ciężkie. Bo wtedy będziemy już tylko płonąć.
Błogosławię was. W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!