banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Człowiek musi mieć świadomość własnej małości


    

Bóg obdarowuje człowieka wielkimi darami. Patrząc na Salomona można zobaczyć, jak wielkie to obdarowanie (zob. 1 Krl 10,1-10). Jednak trzeba mieć cały czas w pamięci, iż jest to obdarowanie, a więc dar Boga, coś, co się od Boga otrzymało.
     Każdy człowiek jest przez Boga obdarowywany zgodnie z Bożymi zamierzeniami, na ile człowiek się otwiera. Każdy otrzymuje od Boga bardzo wiele. Jednak musi pamiętać, o tym, kim jest. Musi pamiętać, iż jest tylko człowiekiem, a jego natura skażona jest grzechem. W obliczu Boga jest maleńkim stworzeniem, które nie przedstawia żadnej mocy, ani mądrości. To Bóg jest Tym, który tę mądrość, miłość, moc posiada i obdarowuje człowieka według swego uznania swoimi darami. Chociaż człowiek otrzymuje od Boga dary, to jednak otrzymuje je po to, by posługiwać się nimi ku dobru, dla zbawienia duszy swojej i innych. Człowiek ma służyć tymi darami.
     Gdybyśmy spojrzeli na kolejne fragmenty z Pisma Świętego mówiące o życiu Salomona, doszlibyśmy do momentu, w którym Salomon sprzeciwia się Bogu zaślepiony tym, co zostało w nim złożone przez Boga i tym, co dzięki temu darowi uzyskał, a więc całe bogactwo, uznanie, autorytet, sławę. Salomon przywłaszczył sobie to, co otrzymał od Boga jako swoją własność. Od tego momentu przestał służyć Bogu. Służył sobie (zob. 1 Krl 11,4-13).
     Każdy człowiek otrzymuje od Boga różne dary. Często słuchając lub czytając fragment o Salomonie, który zaczyna oddawać cześć innym bożkom, człowiek się dziwi: jak on mógł? Otrzymał od Boga tak wiele, był taki mądry, dlaczego to zrobił? Często ludzie myślą, że na jego miejscu tego by nie zrobili. Każdy z nas na swoją miarę otrzymuje od Boga dary. Nie po to, by je sobie przywłaszczyć, ale by nimi służyć, by dzięki tym darom kroczyć ku Niebu, by dzięki nim i innym przybliżać Niebo. Ale:
     - Czy rzeczywiście tak każdy z nas robi?
     - Przede wszystkim, czy zauważamy dary, które otrzymujemy? Dary w swoim życiu prywatnym? Dary związane z naszymi zdolnościami, umiejętnościami? Dary związane z naszymi bliskimi? Z naszym środowiskiem? Dary, które otrzymujemy na co dzień, w różnych momentach dnia, i materialne i duchowe. Jest ich całe mnóstwo.
     - Czy nie traktujemy ich jako czegoś, co jest naszą własnością, zasługą, co jest wypracowane przez nas?
     - A może traktujemy je jako coś, co się nam należy? Przyzwyczailiśmy się, że to jest, nawet nie myślimy, że to od Boga.
     Salomon w pewnym momencie przywłaszczył sobie dary. Konsekwencje tego były bardzo poważne, smutne, tragiczne.
     Człowiek od Boga otrzymuje wszystko, bo sam nic nie posiada. Ale to „wszystko”, co otrzymuje dawane jest człowiekowi w depozyt. To nie jest własnością człowieka. Człowiek nadal pozostaje tym, kim był – małym słabym stworzeniem, żyjącym ze skazą grzechu pierworodnego, mającym skłonność ku złemu, będąc o wiele mniej inteligentnym i sprytnym niż szatan. W momencie, kiedy człowiek w swoim sercu przywłaszcza sobie dary, to znaczy, że odwraca się od Boga, sprzeciwia się Bogu. Od tego momentu zaprasza do swego życia kogoś innego, bowiem nigdy nie pozostaje pustka. Zawsze tę pustkę ktoś musi wypełnić.
     To, co złego uczynił Salomon świadczyło o jego wielkiej pysze, ale i głupocie. On uznany za najmądrzejszego, posiadający mądrość, jakiej nie posiadali jego poprzednicy i jego następcy w momencie, kiedy sprzeciwił się Bogu, czynił rzeczy świadczące o jego głupocie. Ale i każdy człowiek, który przywłaszcza sobie dary, który nie docenia tego, co otrzymuje od Boga, który uznaje, że to jest jego lub też jest to coś, co mu się należy, sprzeciwia się w ten sposób Bogu, okazuje pychę. Pycha sprzeciwia się Bogu. Jest to straszny grzech, grzech, który niszczy relację pomiędzy duszą a Bogiem. Z tego powodu jest straszny. Człowiek siebie wywyższa, a to świadczy o jego głupocie, straszliwej głupocie, bowiem tak naprawdę człowiek nie rozumie, jak bardzo jest maleńkim, prochem wobec nieskończonego Boga. Zamiast cieszyć się darami, wielbić Boga w tych darach i służyć Mu, pyszni się, że to jego własność, wywyższa się, przez co upada na samo dno. I nic nie pozostaje mu z tych darów. Człowiek pozostaje z własną pychą i głupotą, często poraniony, opanowany przez zło, przez zło rozszarpywany. Szatan wyżywa się jeszcze na tej duszy. Nie oszczędza jej, bowiem, dusze, które on zdobywa, które stają się jego własnością nie są pod opieką szatana; są pod jego straszliwą władzą w okropnym więzieniu, z którego trudno wyjść, a w którym się bardzo cierpi.
     Człowiek musi mieć świadomość własnej nędzy, własnej małości. Nie powinien sobie ufać, bowiem, gdy sobie zaufa, gdy nabierze, choć odrobinę pewności, że teraz to już nie upadnie, teraz to już mu się uda, bo teraz już coś osiągnął, jakiś stopień doskonałości - to jest pierwszy krok do pychy, do upadku.
     Dusza ogromnie rani Boga, gdy rozpoczyna samowolne życie, gdy przywłaszcza sobie dary Boże, gdy wpada w pychę. To zranienie miłości, która pochylona nad człowiekiem daje mu samą siebie. Biedny jest człowiek, kierujący się pychą, budujący swoją wielkość, który zaczyna w sobie szukać siły, pokładać w sobie nadzieję, który na sobie się opiera, a więc na złudzeniach, na mocy, mądrości, których nie posiada, na umiejętnościach, których nie ma, na innych talentach i zdolnościach, które nie są jego własnością. Zawsze, gdy człowiek służy sobie jego koniec jest straszny. A gdy służy Bogu, posługując się tym, co otrzymał od Niego, wtedy Bóg go wywyższa. A więc do darów, które mu dał, aby mógł człowiek realizować swoje powołanie, Bóg daje największy dar – wywyższenie w Niebie. Tylko Bóg potrafi tak kochać i tylko On tak obdarza w zamian niczego nie oczekując.
     Jesteśmy obdarowywani również tutaj. Podczas każdego naszego spotkania Bóg obdarowywuje nasze serca. Nie jesteśmy wolni od pychy. Nie jesteśmy wolni od spojrzenia na innych nieco z góry, bowiem często duszy wydaje się, że skoro usłyszała o czymś, to już tym żyje. Ona to wie, ale jeszcze tego nie realizuje, a jednak ma poczucie, że jest mądrzejsza. I kiedy widzi błędy w myśleniu innych, którzy jeszcze nie wiedzą tego, co ona, ona czuje się mądrzejsza, lepsza. Często dochodzi do tego jeszcze chęć pouczenia, poprawienia kogoś. Wszystko zależy też od tego, w jaki sposób to się uczyni. Czy dusza pouczenie uczyni z miłością, czy uczyni jako ta, nieco wyżej postawiona, bardziej wtajemniczona, trochę bardziej święta, nieco mądrzejsza. Jakże często do tych pouczeń wkradają się też różne własne uczucia i emocje, doświadczenia z życia, które czynią intencje duszy pouczającej niezbyt czystymi. Niech ta dusza nie potępia Salomona, niech nie mówi, jak on mógł mając tak wielkie dary od Boga sprzeciwić się Jemu i uczynić takie rzeczy, bowiem robi dokładnie to samo. Czy przywłaszczysz złotówkę, czy milion złotych tak samo jesteś złodziejem. Owszem, ludzki wymiar kary będzie inny. Złotówki nikt nie zauważy, za milion pójdziesz do więzienia, ale nas interesuje to, co Boże i sumienie. Kradzież jest kradzieżą.
     A więc, czy otrzymałeś od Boga przysłowiową złotówkę, czy otrzymałeś milion złotych, jeśli sobie przywłaszczasz zamiast tym służyć, jesteś złodziejem i sprzeciwiasz się Bogu, ranisz Jego miłość, postępujesz jak Salomon. W KAŻDEJ SPRAWIE TRZEBA UŚWIADAMIAĆ SOBIE WŁASNĄ SŁABOŚĆ, zawsze i wszędzie chylić głowę przed Bogiem wyznając, że jest się zdolnym tylko do złego, a Bóg uzdalnia duszę do dobrego. Cokolwiek powiesz, cokolwiek uczynisz ZAWSZE NAJPIERW POMYŚL, JAKA JEST TWOJA INTENCJA I CZY SŁUŻYSZ W TEN SPOSÓB BOGU darami, które w tobie złożył, czy chcesz przysłużyć się sobie i swojej chwale, swojej pysze. Człowiek nigdy nie może być pewien, że nie zgrzeszy, że teraz już jest na właściwej drodze i będzie tylko szedł do Nieba. W momencie, kiedy o tym pomyślisz już upadłeś. Masz mieć w sercu świadomość, że zdolny jesteś tylko do upadków, a twoją mocą, zdolnością, siłą i twoim zapewnieniem jest jedynie Bóg. To On może uczynić w tobie przemianę, to On może ciebie poprowadzić, obdarzyć świętością, sprawić, że będziesz szedł jeden krok, drugi, trzeci… Za każdy dziękuj, za każdy Boga uwielbiaj. Nie przypisuj sobie, żeś uczynił ten krok o własnych siłach, bo już upadłeś. Niczego nie uczynisz dobrego,
     - jeśli będziesz szedł o własnych siłach,
     - jeśli sobie zaufasz,
     - jeśli swoją chwałę będziesz głosić.
     Połóż swoje serce na Ołtarzu prosząc Boga, aby dał ci świadomość, kim jesteś tak naprawdę, i abyś zawsze potrafił stawać przed Bogiem w każdej sytuacji, by dobrze rozważyć, jak postąpić, co uczynić, co powiedzieć, aby za każdym razem służyć Bogu i Jemu oddawać chwałę. I czy to złotówka, czy milion złotych, aby procentowało w tobie.
      
      
     Modlitwa
    
 
     Jezu! Moja Miłości! Nie chcę ranić Ciebie moimi słabościami i upadkami. Pragnę Jezu kochać Ciebie, pragnę żyć miłością. Ale zauważam, Jezu, na mojej drodze jedną wielką przeszkodę. Jest nią obraz samej siebie, jaki posiadam. Ten obraz, jakże często przysłania mi prawdę o tym, kim jestem, iż jestem najmniejszą i najsłabszą duszą. Ten obraz sprawia, że we własnych oczach rosnę. Pragnę Ciebie prosić Jezu, abyś sprawił, że będę miała prawdziwe spojrzenie na siebie, że będę widzieć siebie w prawdzie.
     Bardzo łatwo, Jezu, jest ulegać pysze. I to w najzwyklejszych sprawach człowiek ulega własnej pysze. A ja chciałabym, Jezu, w każdej najmniejszej sprawie, rzeczy oddawać Tobie chwałę, uznając Ciebie za Tego, który czyni dobro, który daje moc, siłę, mądrość, umiejętności. Chciałabym nieustannie uznawać, Jezu, że w tych drobnych czynnościach i obowiązkach, które wykonuję, moja jest tylko nędza, a Twoje wszelkie dobro, które uczyniłam. Każda sprawa, która się powiedzie, każde słowo, które wypowiedziane będzie z miłością, wszystko pragnę Jezu nieustannie ofiarowywać Tobie i dziękować za to, że objawiła się Twoja miłość w życiu, Twoja moc, Twoja dobroć. Chcę stale pamiętać o tym, że sama z siebie jestem niczym, że zdolna jestem tylko do upadku. Widzę teraz Jezu, jak wiele czyha na mnie niebezpieczeństw. Widzę, jak właściwie w każdej sekundzie jest okazja, aby upaść ulegając pysze, próżności, egoizmowi, miłości własnej, jakimś ambicjom, własnym pragnieniom i żądzom. Mój Jezu, dajesz mi jasne zrozumienie, jak bardzo jestem słaba i na każdym kroku potrzebuję Ciebie, by przeżyć kolejną sekundę bez upadku, ale z Tobą, z miłością, idąc ku zbawieniu, a nie ku potępieniu. Nigdy dotąd, Jezu, nie widziałam tego tak jasno.
     Panie mój! Niemalże przeraża mnie to, jak bardzo jestem słaba i skłonna do upadku. Przeraża mnie wielka słabość moja. Proszę Ciebie, wspomóż moją duszę, abym umiała Jezu spożytkować ku dobremu to, co teraz widzę, abym nie zaprzepaściła tej łaski, którą otrzymałam, ale by ona uświęciła mnie. Proszę Ciebie Jezu!
      
     Jezu! W Tobie cała moja ufność, cała nadzieja. W Tobie Jezu! W Tobie moje życie, w Tobie wszystko moje. Ty jesteś moją mocą i siłą! Ty jesteś dobrem! Ty jesteś mądrością i łaską! Ty jesteś Miłością! Panie mój! Wszystko od Ciebie pochodzi i cokolwiek dobrego pojawia się we mnie, w moim życiu to Twój dar, Twoje działanie.
     Proszę Ciebie, abym zawsze miała tego świadomość, zawsze Ci oddawała chwałę, dziękując za wszystko w moim życiu, dziękując za każdą chwilę. Proszę Cię, pomóż mi, abym sobie niczego nie przypisywała, ale zawsze wielbiła Twoją miłość i jej hojność. Proszę Ciebie Jezu, Ty wszystko możesz sprawić, możesz uczynić, bym od tej pory, Jezu, pamiętała, Kim jesteś Ty i kim jestem ja, że w swoim sercu będę przyjmować tę prawdę i starać się ją realizować.
     Proszę, pobłogosław mnie na kolejny dzień, do następnej Komunii św. Tylko o tyle Cię proszę. Wszystko, każdy czas wydaje się długi, nawet godzina, nawet minuta dla duszy tak słabej zdaje się ciągnąć w nieskończoność i w tym czasie tyleż razy jestem zdolna upaść. Więc, proszę, uchroń mnie. Pobłogosław, abym wytrwała nie raniąc Ciebie, abym wytrwała w miłości, abym wytrwała nieustannie z pokornym uniżeniem przed Tobą, abym stale pozostawała na miejscu, które mi przeznaczyłeś, nie szukając, nie wybierając sobie innego. Pobłogosław mnie, Jezu!
      
      
     Refleksja
      
     Maleńka Droga Miłości – to droga totalnego zaufania Bogu, oddania się Mu całkowicie ze wszystkim, w każdej sprawie najtrudniejszej, najmniejszej; oddania Mu wszystkiego, co należy do człowieka. Całe życie człowiek może ofiarowywać się Bogu, a nie ofiarować wszystkiego, bowiem za każdym razem, gdy będzie to czynił będzie znajdował kolejne sfery, pokłady swego życia, których wcześniej nie widział i których nie oddał Bogu, zatrzymał dla siebie. A to, co człowiek zatrzymuje dla siebie uniemożliwia człowiekowi realizację właściwego powołania, realizację w pełni. To przeszkadza, by prawdziwie kochać, by prawdziwie służyć Bogu, by Go uwielbiać w każdej sekundzie swego życia wszystkim: i myślą, i słowem, i czynem.
     Warto więc, nieustannie zastanawiać się nad sobą, zastanawiać się o różnych porach dnia nad tym, co jeszcze nie zostało Bogu oddane, ofiarowane:
     - Co jeszcze przywłaszczam sobie?
     - Co jeszcze jest moją chwałą, moją pychą, moją własnością?
     - Czego nie chcę oddać?
     - Czego się boję oddać?
     - Na co jestem zachłanny?
     Gdy człowiek zobaczy kolejne sprawy, należy to Bogu oddać i starać się pilnować, nieustannie czuwać, by znowu nie zawładnąć czymś, przywłaszczając sobie. Nie jest to łatwa droga, a jednak, kiedy człowiek podejmuje wysiłek, stara się, przynosi efekty i przynosi radość, bo człowiek uwalnia się, staje wolny przed Bogiem, ponieważ pycha, próżność, miłość własna czyni człowieka niewolnikiem. On tego nie czuje, nie rozumie dopóki się nie uwolni.
     Błogosławię was na drodze dążenia do wolności – W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.


poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!