banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    Usposabiajmy serca na czas Wielkiego Postu. Dni skupienia w Gietrzwałdzie


    
Wprowadzenie
 
Bóg obdarza nas miłością. Te słowa jakże często dusze traktują jako coś, co im spowszedniało lub też jako coś, co jest oczywiste i im się należy. A trzeba przecież otworzyć serce i zachwycić się Bogiem, zachwycić się Jego miłością. Trzeba każdego ranka wstać i będąc jakby nowo narodzonym, spojrzeć na Boga i zobaczyć od nowa tę miłość. 
Kiedy małżonkowie żyją ze sobą przez wiele lat, często zapominają o pierwszych miesiącach zauroczenia, o pierwszym, drugim roku małżeństwa, kiedy z radością patrzyli na siebie, kiedy tęsknili za sobą, chociażby rozstanie trwało krótko; kiedy robili sobie nawzajem niespodzianki; kiedy odkrywali w sobie różne piękne rzeczy i sprawy. Widzieli w sobie piękno. Wszystko mogło być powodem ich zachwytu. Inni tego piękna nie widzieli, ale oni w sobie to piękno zobaczyli, bo miłość dała im takie oczy. Ale często zdarza się tak, że po wielu latach małżeństwa już nie ma zachwytów i niespodzianek. Raczej dostrzega się brzydotę i słabości, raczej myśli się o trudach życia. A przecież miłość w pierwszych miesiącach i latach uskrzydlała małżonków, sprawiała, że te same trudy nie były tak ciężkie, bo nie były tak ważne; ważna była miłość. 
Dusza, która oddała siebie Bogu, która zawierzyła Mu swoje życie, która już pewien czas idzie drogą miłości oblubieńczej, drogą oddania, ofiarowania siebie Bogu, narażona jest właśnie na taki sposób patrzenia na siebie i swoją drogę, jak to ma miejsce w wielu dojrzałych małżeństwach. Często dusza taka zaczyna doświadczać zniechęcenia, zmęczenia. Nie podejmuje wysiłków, by niejako odświeżyć miłość, by znowu miłość uskrzydlała, by znowu zachwycić się nią i zachwycić się Oblubieńcem. Dusza na swej drodze nie idzie naprzód, ale się cofa; nie unosi się do góry, ale schodzi na dół; nie doskonali się, ale zaczyna się jej wręcz degradacja - traci to, co uzyskała. Stan takiej duszy może nawet stawać się coraz gorszy; gorszy od tego, który był na początku drogi, kiedy dusza dopiero zaczynała poznawać Boga. 
Toteż dzisiaj zwrócimy uwagę na to, że: 
- miłość Boża nie zmniejszyła się, 
- Jego łaski nie przestały płynąć, 
- Jego moc nie przestała działać. 
- to tylko dusza nieco się zmęczyła, zaniechała pewne sprawy, dała sobie folgę, nie trzymała się w pewnej dyscyplinie. 
Dusza traci. A właśnie na drodze, kiedy ona zaczyna iść wolniej, kiedy poddaje się pewnym trudnościom i zniechęceniu, BÓG PRAGNIE JEJ DAĆ PIEKNIEJSZE ŁASKI, większe. Pozwala, by dusza doświadczyła pewnych trudności czy też przeciwności po to, by ją przygotować na następny etap jej życia - piękniejszy, bogatszy, ale też wymagający od niej pewnej doskonałości. Jeśli ona nie ulegnie zniechęceniom i trudnościom, jeśli otrząśnie się z pewnego marazmu i znowu zapragnie zapłonąć pierwszą miłością i zachwycić się nią, może doświadczyć nowego stopnia, nowego etapu; MOŻE ZACZĄĆ NIEJAKO NOWE ŻYCIE – życie, w którym Bóg będzie udzielał jej większych łask, bardziej zbliżających ją do Boga; łask, które będą prowadzić ją ku zjednoczeniu z Bogiem. 
Pozostało niewiele czasu do Wielkiego Postu. Zazwyczaj dusze dopiero w trakcie Wielkiego Postu orientują się, że już on jakiś czas trwa. A nieraz dopiero przed samym Triduum widzą, że stracili bardzo cenny czas. MY POSTARAJMY SIĘ ZROBIĆ INACZEJ. Czas Wielkiego Postu ma być; 
- czasem naszego wchodzenia na kolejny etap – wyższy poziom; 
- czasem wielkiego ubogacania się duszy. 
Jednak trzeba być bardzo czujnym, gotowym, by rzeczywiście w momencie, kiedy rozpoczynać się będzie ten czas nie być jeszcze półśpiącym. 
Więc już dzisiaj będziemy starali się obudzić, aby powrócić do miłości swego życia, 
- aby serce znowu mocniej zabiło, 
- by patrząc na Boga zachwyciło się Jego miłością, 
- aby ten zachwyt był świeży, prawdziwy, 
- aby pociągnął serce, które wstanie z letargu; 
- abyśmy wyjeżdżając z Gietrzwałdu, wyjeżdżali z pragnieniem oczekiwania na czas Wielkiego Postu, wręcz z niecierpliwością, kiedy on nastanie i co też Bóg na ten czas przygotował; 
- abyśmy czekali z miłością na swego Oblubieńca, by zjednoczyć się z Nim w miłości, 
- by z tego zjednoczenia wypłynęła na świat miłość i miłosierdzie, 
- by dusze obudzone zapragnęły służyć Bogu, służyć z miłości, 
- by to pragnienie służby było wielkie, 
- by całe serce aż do bólu pragnęło służyć. 
Na czas budzenia się serc błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
  
Kazanie
 
Na początek pewne porównanie, abyśmy lepiej zrozumieli to, czego Bóg oczekuje od każdej duszy. Otóż, dwoje zakochanych na początku zakochania żyją miłością, żyją uczuciem. Tęsknią za sobą, pragną ze sobą spędzać dużo czasu; gdy są od siebie z dala, nieustannie myślą o sobie, ciągle odkrywają piękno w drugiej osobie, robią sobie nawzajem niespodzianki. Patrzą przez pryzmat miłości, dlatego widzą piękno w drugiej osobie. To, co ktoś z boku widzi jako rzecz normalną, oni patrząc miłością zauważają jako coś zachwycającego, coś pięknego, coś dobrego. Początek małżeństwa podobnie wygląda: małżonkowie są w sobie zakochani. Trudy życia, jakie się pojawiają nie są takim ciężarem dla nich, ponieważ oni żyją miłością, miłość jest wtedy dla nich jeszcze najważniejsza. I mówią sobie: obyśmy się tylko kochali, wszystko inne jest mniej ważne. 
Spójrzmy na małżeństwa, które mają już dłuższy staż. Jakże często jest jakiś smutek w tych małżeństwach. Nie ma uniesienia, zachwytu, spostrzegania piękna w drugim małżonku, nie ma niespodzianek, czekania na siebie nawzajem z tęsknotą, z niecierpliwością; nie ma radości, kiedy można coś zrobić dla drugiej osoby. Gdzieś ta miłość się zapodziała, to znaczy niby się kochają, są małżeństwem, wydaje się, że nawet dobrym, nie kłócą się ze sobą, jednak nie ma w tym małżeństwie już świeżości miłości. 
Przytoczony został ten obraz po to, aby uzmysłowić sobie, iż na drodze wiary może dziać się podobnie. Dusze najmniejsze wielokrotnie powierzały swoje życie Bogu. Bóg używa wobec waszych dusz również miana: oblubienice. Kiedy słuchaliśmy słów o miłości oblubieńczej, kiedy Bóg wyznawał nam swoją miłość, kiedy słyszeliśmy takie słowa pierwszy raz, kiedy Bóg udzielił nam łaski spotkania duszy z Nim, wtedy zachwycaliśmy się Bogiem, Jego miłością i wtedy pragnęliśmy bardzo Go kochać. Te pierwsze dni, tygodnie, nawet miesiące przebywania chociażby we wspólnocie i spotykania się z Bogiem w charakterze wręcz intymnym, kiedy On bezpośrednio do serca przemawiał i przekonywał o swojej miłości, żyliśmy w zachwycie, w wielkim pragnieniu ciągłego przebywania z Nim. To były pierwsze zachwyty, pierwsza świeża miłość. 
Jednak na drodze życia we wspólnocie w pewnym momencie pojawia się swego rodzaju szarzyzna, kiedy już poznaliśmy w jakimś stopniu tę miłość, kiedy po raz kolejny słyszymy podobne słowa o miłości Boga, kiedy nam się to troszeczkę osłuchało. Można zauważyć, że już nie ma takiej siły, by znowu się zachwycić, znowu się zachłysnąć, znowu z niecierpliwością czekać. Okazuje się, że trudy codzienności mają swój ciężar. Nieraz ten ciężar nieco nas do ziemi przytłacza, nieco nas pochyla ku ziemi, a słowa o miłości stają się zwyczajne – stajemy się „starym małżeństwem”, gdzie nie bardzo się już chce zachwycić, gdzie nie bardzo już się dostrzega piękno, chociaż, gdy się myśli o latach młodości – człowiek tak troszeczkę zatęskni. Może by i się chciało powrócić do pierwszej miłości, do porywów, do chwil, kiedy biegło się na spotkanie z ukochaną czy z ukochanym, kiedy cieszyła maleńka stokrotka, a teraz i cały bukiet jakoś tak nie bardzo.
Na drodze duszy, która jest przez Boga powołana do życia w większej bliskości z Nim, a więc na drodze życia również duszy maleńkiej, są pewne etapy: 
- dusza poznaje miłość, 
- zachwyca się, zachłystuje się tą miłością, 
- żyje nią, 
- potem nieco skrzydła opadają, 
- przychodzi codzienność, 
- trochę się zapomina. 
Jednak dobrze jest zdawać sobie sprawę, że każdy etap czemuś służy, każdy etap jest swego rodzaju przygotowaniem do następnego i każdy etap należy przejść, aby można było wejść do następnego. Z tym, że jakość przechodzenia też jest ważna. To tak, jak ze stopniami – można podnieść nogę, ale nie wejść na następny stopień, a można nogę tak podnieść, żeby na kolejny stopień wejść. Ale stopnie mogą być różne. Nieraz stopień jest bardzo wysoki, okazuje się, że nie posiada on 20 czy 30 cm, ale może posiadać wysokość 1 m i nie zawsze chce się tak wysoko, na metr podnieść nogę. Nieraz zdarza się tak, że dusze ulegają zniechęceniom, ulegają zmęczeniu i nie podejmują wysiłku, aby przejść dany etap, aby na nowo swoje serce otworzyć na miłość, aby wzbudzić w sobie na nowo żywy płomień – życie, które będzie porywało duszę do pewnych działań, by spotkać się z Bogiem. 
Każdy z nas doświadczył już takiego etapu, kiedy już modlitwa nie płynie z taką łatwością, kiedy już nie biegnie się tak lekko i z taką radością na Mszę św., kiedy odczuwa się zmęczenie i myśli się: no, jak raz się nie pójdzie, to przecież się nic nie stanie; kiedy okazuje się, że zmęczenie jest tak duże, że jednak lepiej zostać w domu. Każdy tego doświadcza, ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że jeśli nie będzie się stale podejmowało wysiłku, aby mimo wszystko wytrwać, to człowiek po prostu zamiast iść po stopniach w górę, przymierza się do zejścia stopień w dół. Już gdzieś tam stopą maca, gdzie znajduje się niższy stopień ze względu na wygodę, na zmęczenie, na zniechęcenie, na trudności; na to, że trzeba znowu jakiś wysiłek podjąć. Bóg poprzez ten etap – trudności, zniechęcenie – pragnie przygotować duszę do czegoś lepszego, do czegoś wspanialszego. Ale żeby dusza mogła zakosztować tego czegoś lepszego, doskonalszego, a więc by mogła bardziej zbliżyć się do Boga, ona musi być w jakimś stopniu uformowana. Lenistwo i zniechęcenie jej nie uformuje. Na pewno nie uformuje jej siedzenie i czekanie nie wiadomo na co. Duszę formuje:
- czujność, 
- pewna samodyscyplina, 
- wysiłek, 
- trud, 
- praca, 
- wysiłek, który dusza podejmuje, aby samą siebie przezwyciężyć, aby pokonać samą siebie, aby przełamać się, aby zrezygnować z siebie, wyrzec się siebie.
To formuje duszę i to najlepiej przygotowuje do kolejnego stopnia. Im etap jest piękniejszy, im większe łaski Bóg szykuje, im zbliżenie do Boga ma być większe, tym wyższy stopień, a więc trzeba podnieść wyżej nogę, czyli potrzeba większego wysiłku, samozaparcia, wytrwałości.
Dlaczego teraz mówimy o tym etapie, kiedy niektórzy z nas wcale nie czują się na takim etapie. Niedawno przeżywaliśmy jeszcze ponowne ofiarowanie się Bogu, mówiliśmy o miłości oblubieńczej i dusze otwierały się na tę miłość. Jeszcze niektórzy z was pamiętają, żyją tym i pragną tego. A tutaj mówimy o etapie zniechęcenia, który wymaga samozaparcia i wytrwałości. Mówimy dlatego, aby nie uśpić czujności, bowiem niedługo zbliża się rzeczywiście ETAP WSPANIAŁYCH ŁASK, czas bardzo ważny dla duszy, która jest oblubienicą Boga; czas, który jeśli będzie dobrze wykorzystany, będzie wielkim bogactwem dla duszy, będzie prawdziwie zbliżał duszę do Boga przemieniając ją w miłość – to czas Wielkiego Postu. Mówimy teraz o czujności, aby nie okazało się to, co okazuje się w wielu duszach, a mianowicie budzą się one dopiero w połowie Wielkiego Postu lub też gdzieś w okolicach Triduum i naraz zdają sobie sprawę, że stracili sporo czasu, że przecież jest Wielki Post, a one na przykład nie podjęły postanowienia, nie żyły, nie uczestniczyły w Drodze Krzyżowej, nie rozważały Męki Pana Jezusa, a można to było robić. 
Do każdego etapu trzeba się przygotować, do Wielkiego Postu również. Oczywiście, Wielki Post jest przygotowaniem do Triduum i do przeżywania Wielkiej Nocy, ale dla duszy, która trochę więcej rozumie i która żyje już w pewnej bliskości Boga, dla której Jezus Ukrzyżowany jest Miłością i która rzeczywiście pragnie żyć w przytuleniu do Krzyża, cały Wielki Post jest ważnym. Dlatego dzisiaj staramy się obudzić i na nowo przygotować serca do przeżywania kolejnego etapu. 
W jaki sposób należy przygotowywać się do Wielkiego Postu? Do tej pory właściwie dopiero w okresie Wielkiego Postu przygotowywaliśmy się do Triduum. Otóż powróćmy do porównania pierwszej miłości, pierwszego zachwytu, do miłości między narzeczonymi i pierwszych lat życia małżeństwa. Trzeba odświeżyć w sobie miłość: 
- by na nowo zachwycić się miłością Boga; 
- by znowu miłość nas uskrzydlała;
- byśmy na skrzydłach tej miłości biegli każdego dnia na spotkanie z Jezusem Eucharystycznym;
- by z wielką niecierpliwością czekać aż do chwili, kiedy będzie można uklęknąć pod Krzyżem i przytulić się do Jezusa;
- tak zachwycić się Bożą miłością, by wszystko czynić i zorganizować sobie czas, by również znaleźć go na spotkanie ze Słowem - żywym Bogiem w Słowie;
- tak zachwycić się tą miłością, by na nowo we wszystkim doświadczać Obecności Boga, a więc również przeżywać tę Obecność w Piśmie Świętym poprzez sam dotyk, już nie tylko czytanie; żeby spojrzenie na Pismo Święte, wzięcie w ręce Słowa Bożego już poruszało nasze dusze, które będą doświadczać Obecności Boga i Jego miłości;
- tak poruszyć swoje serce, swoją miłość, by wystarczył dotyk różańca za cały odmówiony, by serce tak zabiło, tak kochało, by zatonęło w Bogu;
- by tak zapłonąć, aby pragnąć Boga nieustannie, by tęsknić za Nim nieustannie, by wychodząc z Kościoła już tęsknić za następną Komunią św., by przebywać z Nim nieustannie; z Nim, który mieszka w duszy;
- tak otworzyć się na miłość, by w swoim sercu zobaczyć, jak Jezus Eucharystyczny, Święta Hostia zniża się do nas i w sposób duchowy możemy ją przyjąć w każdym momencie, kiedy tego zapragniemy i by było to żywe, autentyczne przeżycie.
Jeśli o to będziemy się starali, nasze serca zapłoną miłością i gdy rozpocznie się Wielki Post, wejdą w ten czas płonąc wielkim ogniem miłości. A płonąc tak wielką miłością będą mogły od razu wejść w samą istotę Wielkiego Postu i od razu jednoczyć się z Jezusem Ukrzyżowanym. 
W każdym z nas są pokłady takiej miłości. To nie nasza zasługa ani praca. Bóg w nas składa swoją miłość, w nas mieszka Bóg. Od momentu Chrztu św. staliśmy się świętym mieszkaniem Boga. Bóg złożył w nas swoje dary. Mamy w pełni uczestnictwo w życiu Kościoła, we wszystkim, co jest w Kościele. A życiem i pełnią Kościoła jest Bóg i wszystko, co Jego stanowi, a więc i miłość. Kościół każdemu ze swoich członków z tej pełni użycza wszystkiego. BÓG ZAMIESZKUJE W NAS, UDZIELA NAM SWOJEJ MIŁOŚCI. Kościół, którego jesteśmy członkami, który tworzymy użycza nam tej miłości. 
Przyjmujemy Jezusa w Eucharystii – przyjmujemy Miłość. 
Klękamy pod Krzyżem – spływa na nas miłość. 
Dotykamy Pisma Świętego, karmimy się Słowem – miłość.
Korzystamy z różnych Sakramentów – otrzymujemy miłość. 
W nas jest miłość, w nas jest tyle łask, tyle darów, że gdyby Bóg objawił nam w tym momencie wszystkie łaski i dary, jakie otrzymaliśmy od Niego i jakie jeszcze otrzymamy, zadrżelibyśmy przed tą wielkością, z zachwytu stracilibyśmy głos.
Co robić, aby wydobyć z siebie, choć trochę tych darów i korzystać? STANĄĆ PRZED BOGIEM W POKORZE, w świadomości tego, kim się jest. A jest się maleńką duszą, duszą słabą, która sama nic nie może, ale która może wszystko w Tym, który jest w niej, który w niej zamieszkuje. 
Więc: 
- pokornie prosić, aby Bóg poruszył serce, aby choć pojawiła się jedna iskierka miłości w nim, od tej jednej zapłonie cały ogień;
- prosić, by Bóg rozpalił duszę miłością;
- prosić, by zapłonęła na nowo, by to była miłość nowa, świeża; miłość, która będzie porywać serce do zachwytu nad Bogiem; miłość, która będzie uskrzydlać, która będzie unosić was ponad wszelkie trudy i przeciwności, ponad codzienność; która sprawi, że będziemy mieli inne spojrzenie na wszystko; że to spojrzenie będzie bliższe spojrzeniu Boga, będzie z perspektywy miłości;
- prośmy, by ta miłość wprowadziła nas w kolejny etap – w Wielki Post; by pomogła nam przemóc wszelkie niepewności, wątpliwości, obawy; by ta miłość pomogła nam mieć właściwe spojrzenie i właściwą ocenę wszystkiego;
- prośmy, by odnowiła się w was miłość, byśmy na nowo pokochali Boga miłością oblubieńczą, ale też miłością dziecka;
- prośmy, by ta miłość była pełna prostoty, dziecięcej ufności, by była pełna wiary, zaufania, pokory, uniżenia, by była pełna zdania się na Boga, ofiarowania się Mu, oddania Mu wszystkiego;
- prośmy, by była pełna czułości, byśmy mieli relację do Boga osobowego, byśmy na nowo spotkali się z Nim, by to nie była Postać żyjąca gdzieś w odległości od nas, ale rzeczywiście by to była Osoba; by to był Duch, który dotknie nas, poruszy i napełni. 
Nie myślmy, że jeszcze jest sporo czasu do Wielkiego Postu. Spójrzmy na to inaczej. Pan Bóg daje ten czas, aby go dobrze wykorzystać. Potrzebujemy właśnie tyle czasu, by się przygotować, potrzeba każdej sekundy. Pan Bóg dokładnie wie, ile potrzebujemy czasu, aby przygotować się do Wielkiego Postu. Gdybyśmy potrzebowali mniej, mówiłby wam o tym za tydzień, a może we wtorek przed Środą Popielcową. Skoro mówi teraz, to znaczy, że potrzeba właśnie tyle czasu i że każda sekunda w tym czasie jest bardzo potrzebna, bardzo ważna. Być może jeszcze trzeba się będzie nieco natrudzić, pokonać trochę przeciwności, aby tą miłością zapłonąć.
Złóżmy swoje serca na Ołtarzu, prosząc o osobiste spotkanie z Bogiem, o spotkanie sam na sam, gdzie jest tylko Bóg i dusza, a jedynym świadkiem jest miłość, i w tej miłości już nie potrzeba słów. Miłość wszystko wypowiada, a dusza znika w Bogu, w pełni szczęścia. 
 
Dziękczynienie
 
Uwielbiam Ciebie, Miłości mojego serca! Uwielbiam Ciebie, Panie mój! Ty, który przychodzisz do mnie i w tak cudowny sposób dotykasz mojej duszy – uwielbiam Ciebie!
Dziękuję Ci Jezu, że przekonujesz mnie o Twojej miłości, sprawiasz, że moje serce czuje się tą miłością otulone, doznaje wzruszenia, bowiem moja dusza jest wywyższona przez sam fakt Twego przyjścia do mnie, wywyższona Twoją miłością, wywyższona Twoim Krzyżem i śmiercią na Krzyżu za mnie. Kiedy przychodzisz, Jezu, do mej duszy, całe Niebo schodzi. Staję się najbogatsza na świecie. Niczym są bogactwa ziemi wobec Ciebie. Kiedy przychodzisz dajesz łaskę, by moja dusza doświadczyła, iż jest szczególnie przez Ciebie umiłowaną, i że obdarzasz ją szczególną miłością, wybraństwem, że dajesz wszystko ku realizacji tego wybraństwa. Pokazujesz mi Jezu, że choć to droga maleńkiej miłości, droga maleńkich dusz, to prowadzi ona do świętości. Abym nie przeraziła się, od razu zapewniasz mnie, że moją świętością będziesz Ty, że Ty jesteś wszystkim dla mojej małej biednej duszy.
Ty jesteś Mocą!
Ty jesteś Miłością! 
Ty jesteś Pokojem!
Wytrwałością!
Ty jesteś Świętością! 
Tak obdarowana, nie wiem już Panie, jak mam Ci odpowiedzieć. Ty wiesz, co dzieje się w sercu. Dusza tak mała może tylko ronić łzy z wielkiego wzruszenia. Cała oddaję się Tobie, a Ty czyń we mnie swoją wolę. Pragnę tylko wyśpiewywać Ci chwałę przez wieczność; przez wieczność pragnę Ci dziękować i Ciebie wielbić. Pragnę, aby moja dusza mogła wraz z innymi duszami uwielbiać Ciebie w Niebie.
 
 
Adoracja Najświętszego Sakramentu  (1)
 
Mój Jezu! Dziękuję Ci, że przyprowadziłeś mnie tutaj i że pozwalasz mi razem z całą wspólnotą trwać przed Tobą. Jak ważne jest to, że możemy być razem przed Tobą, bowiem, gdy jesteśmy razem Ty w sposób szczególny rozlewasz swoje łaski na nas. Każdy z nas jest darem dla pozostałych, bo poprzez każdą duszę udzielasz różnych łask i każdy staje się uczestnikiem wszystkich łask. Ta świadomość Jezu budzi wielką nadzieję, że nawet taka mała dusza jak moja. dzięki wspólnej modlitwie wszystkich otrzymuje niezwykłe łaski, otrzymuje o wiele więcej niż otrzymałaby, gdyby modliła się sama. Doświadczam tego Jezu za każdym razem, kiedy modlimy się wspólnie, moje serce doświadcza tego bardzo mocno. 
Więc, dziękuję Ci, że przyprowadziłeś mnie tutaj, gdzie cała wspólnota spotyka się z Tobą, że dołączyłeś mnie do tej wspólnoty i że razem z nią mogę przeżywać kolejne dni, tygodnie roku liturgicznego w Kościele i że to bogactwo Kościoła poprzez wspólnotę staje się też moim. Pragnę Ci dziękować Jezu, pragnę Ciebie uwielbiać! Proszę, udziel swojego Ducha, byśmy mogli razem - wszyscy razem wspierając siebie nawzajem, nasze dusze - uwielbić Ciebie, otwierając się jeszcze bardziej na niezwykłe doświadczenie miłości. Udziel nam swojego Ducha, abyśmy obudzili serca. Nasze serca trochę przysnęły. A miłość Twoja, wybacz nam, o której tak często słyszymy, stała się nam powszednią. Trochę zaczęliśmy ją traktować tak, jakby się nam należała. 
Więc podczas tej Adoracji obudź nas, daj swego Ducha i spraw, byśmy na nowo zobaczyli Twoją miłość, na nowo ją przyjęli i na nowo nią zapłonęli. Ożyw nas! Rozpal nas! Przyjdź Duchu Święty!
 
***
Moja Miłości! Otwierasz przede mną nowe przestrzenie, otwierasz przede mną nowy świat, nowe doznania. Zapraszasz do swojego Serca, w którym doświadczam zupełnie innego wymiaru, w którym zupełnie inaczej przeżywam i Ciebie, i siebie. Sprawiasz Jezu, że poznaję coraz głębiej samą siebie. Widzę coraz jaśniej, kim jestem. A to, co widzę czasem mnie nawet przeraża, tak bardzo jasno widzę swoje słabości, tak bardzo jasno widzę, kim jestem wobec Ciebie. Jednocześnie Jezu, zaczynam coraz lepiej poznawać Twoją miłość. Im bardziej poznaję, tym bardziej w coraz większy zachwyt wpadam; im bardziej poznaję, tym bardziej wiem, że moje poznanie jest marne, jest niczym wobec tego, jaka jest Twoja miłość. To zadziwiające, Jezu! Znając tak mało, choć poznaję coraz więcej, mam świadomość o wiele większej Twojej miłości; świadomość jej wielkości, nieskończoności, jej piękna, jej mocy, choć wiem, że moje poznanie jest tak marne i tak słabe. 
Udzielasz się, Jezu, mojej duszy. To kolejny powód do zachwytu, bo przecież, aby się udzielić mojej duszy, musisz pochylić się, bo jestem najmniejsza. Spośród wielu dusz wypatrzyłeś właśnie mnie i właśnie do mnie się schyliłeś. Tak rzadko zauważa się maleńkie polne kwiatki. Od razu widzi się duże, wysokie: lilie, róże, widzi się słoneczniki, ale tych małych, których nawet nazw nie znam, tych drobnych nie zauważa się. A jednak Ty właśnie na te drobne zwracasz uwagę i nad każdą maleńką duszą pochylasz się z wielką czułością, niczym nad małym kwiatkiem i z wielką delikatnością traktujesz każdą duszę. Jak to dobrze Jezu, że jestem małą. Gdybym była lilią, różą albo słonecznikiem nie zauważyłbyś mnie. Ale skoro jestem tak maleńka niczym stokrotka, niezapominajka, czy fiołek polny, to od razu pochyliłeś się i dotknąłeś mnie. Przesadź mnie Jezu do swojego ogrodu. Tak bym chciała móc rosnąć w Twoim ogrodzie. Wiem, że w tym ogrodzie jest pełno pięknych kwiatów – są same piękne kwiaty - święte dusze – ale przyznaj, że wśród nich tak pięknych i wspaniałych nie masz jeszcze najmniejszego kwiatka, bo masz wszystko, co piękne, wspaniałe i wielkie. Taki mały drobny kwiatek przyda Ci się w ogrodzie. 
Dotykasz mego serca miłością, miłością czułą, delikatną; miłością tak cudowną, że nie da się tego wyrazić słowami, a wszelkie porównania Jezu, owszem w jakimś stopniu oddają Twoją miłość, ale tylko w pewnym stopniu. Ona jest ponad wszelkie porównania, ona nie daje się ująć w tak sztywne ramy. Żadne cuda natury nie oddają jej piękna, choć te cuda stworzone są przez Ciebie i chociaż odzwierciedlają Twoje piękno, to jednak - Panie mój - Twoja miłość jest piękniejsza, tak jak Ty jesteś piękniejszy od wszystkich cudów natury. 
Spójrz na swój kwiatek Jezu, na maleńką duszę. Twój dotyk sprawił, że w tej maleńkiej duszy rozbudziło się wielkie pragnienie miłości. Sprawiłeś, że poczułam tę miłość i zapragnęłam kochać Ciebie tak samo, jak Ty mnie. Wzbudziłeś we mnie Jezu, pragnienia, które po ludzku są niemożliwe do realizacji, ale w Tobie wszystko jest możliwe. W Tobie możliwym jest, aby ten maleńki kwiatek swoją miłością mógł wzruszyć Twoje Serce, by jego miłość jak woń rozchodziła się na wszystkie strony i doszła również do Ciebie, przewyższając wszystkie inne zapachy wspaniałych kwiatów. Być może, Jezu, to zuchwałość z mojej strony, ale ja chcę Ciebie kochać najbardziej, najwięcej. Chcę Ciebie kochać tak, jak Ty ukochałeś mnie na Krzyżu, a więc o sam szczyt miłości. Chcę kochać Ciebie tak, jak nikt nigdy dotąd Cię nie kochał. Nie byłabym zdolna Jezu do tak zuchwałego pragnienia, gdybyś Ty nie obudził mego serca i gdybyś nie wzbudził go we mnie. 
Proszę więc, rozpalaj mnie swoją miłością! Rozpalaj mnie płomieniem miłości! Duchu Miłości, rozpal mnie, abym płonęła cała spalając się w tej miłości, płonąc dla Ciebie! Rozpal mnie, aby wszystko, co moje spłonęło, aby pozostała miłość, abym przemieniła się w miłość, abym była płomieniem! Rozpal mnie, Jezu!
 
***
Jak cudowne Jezu są chwile spędzone razem z Tobą. Moje serce zaczyna inaczej żyć. Dopiero teraz wiem, że moje serce żyje. Kiedy dotykasz mojego serca, napełniam się pokojem. A ten pokój jest pełen słodyczy, pełen rozkoszy, tak cudowny. Wtedy żadna myśl nie mąci go. Nie ma myśli – jesteś Ty, jest miłość. 
Wprowadzasz mnie, Jezu, w tak cudowny stan. Nie znam takiego świata. Ten, w którym żyję jest pełen chaosu, pełen napięć i pośpiechu. Twój świat Jezu, jest zupełnie inny. Moje serce wypoczywa w Tobie. Znikają wszelkie troski, znika wszystko, czym żyję, a jesteś Ty, Twój świat, nieznane piękno, miłość, pokój. Włączasz mnie, Jezu, do swojego życia. W jakiś zadziwiający sposób włączasz mnie, Jezu, do swojego wnętrza. Chociaż jestem sobą, to znikam w Tobie. Cała rozpływam się w Tobie, choć nadal przecież jestem. Ale, gdy przebywam w Tobie, jestem w pełni szczęśliwa, spełniona, nie mam już pragnień. Ty wszystko zaspokajasz. 
Dziękuję Ci Jezu za ten dotyk miłości, za zaproszenie do Twojego serca, za ukazanie Twojej miłości. Wiem Jezu, że i tak to, co poznaję jest maleńkie wobec całej Twojej rzeczywistości. Jestem zbyt mała, abyś objawił mi całego Siebie. Wiem jednak, że te wszystkie wspaniałości, jakich jeszcze nie poznałam, wszystko to przygotowałeś dla mnie i wszystko to w swoim czasie poznam. Myślę sobie Jezu, że skoro jedna chwila tu na ziemi, spędzona z Tobą, daje mi takie szczęście, takie spełnienie, taką rozkosz, to jakże cudowna będzie wieczność, gdy poznam Ciebie twarzą w twarz? Wydaje mi się jednak Jezu, że Twoja wielkość nie do objęcia, nieskończona, nie będzie mogła być poznana przeze mnie w całej pełni, ale będę ją poznawać, i poznawać i jeszcze poznawać. Będziesz objawiał mi się i objawiał, a ja stale będę się zachwycać, z każdą chwilą coraz bardziej; z każdą chwilą widząc coraz to nowe przestrzenie. Wszystko tak cudowne i piękne dzięki Twojej łasce, Jezu, bo Ty pochyliłeś się nad małą, biedną duszą, którą wypatrzyłeś sobie, wybrałeś. Ale z drugiej strony - ja wiem, że tak samo wypatrujesz i wybierasz sobie inne dusze. Twoja miłość jest tak piękna i skierowana bezpośrednio na duszę, że wydaje mi się, że mnie szczególnie wybrałeś i szczególnie umiłowałeś. Tym szczególnym wybraństwem i szczególnym umiłowaniem obdarzasz każdą. Jakże pragnę się otworzyć na Twoją miłość! 
Znasz mnie Jezu. Nie ma we mnie za grosz wytrwałości, sama słabość i nic więcej, a chciałabym, Jezu płonąć nieustannie, cały czas. Chciałabym Jezu jednoczyć się z Tobą, żyć z Tobą w tak wielkiej zażyłości, by razem z Tobą przeżywać kolejne dni, miesiące w Kościele w Roku liturgicznym. 
Niedługo będzie Wielki Post Jezu, chciałabym płonąć, aby zjednoczyć się z Tobą w sposób szczególny w okresie Wielkiego Postu i aby przez to zjednoczenie poznawać Twoją miłość, Twój Krzyż, poznawać całe Dzieło Zbawcze, które przeprowadzasz właśnie poprzez Krzyż, chciałabym być włączona w to dzieło, chciałabym Jezu ratować dusze. 
Wiem Jezu, kolejna zuchwałość – taka marna dusza, sama potrzebująca pomocy a chce ratować innych. Ale, mój Jezu, zobacz ile w człowieku powstaje wspaniałych uczuć, gdy widzi maleńkie dziecko – budzi się czułość, delikatność, choć dziecko jest słabe, bezradne, a jednak przy dziecku dorosły staje się lepszy i znajduje w sobie całe pokłady miłości. Więc myślę sobie i ja, będąc taki małym dzieckiem, czyli najsłabszą duszą mogę wykorzystać tę swoją słabość jako atut, by inni patrząc odnajdywali w sobie pokłady miłości. Nie wiem jak to się stanie, bo będziesz to Ty czynił, ja nie potrafię. Ale tak mi dobrze, Jezu, 
- czuć się małą przy Tobie, w Twoich dłoniach, 
- czuć się małą w Twoim Sercu, 
- czuć się małą otoczoną Twoją troską, opieką, Twoją miłością, 
- czuć się małą, bo pochylasz się nade mną, bo zapewniasz mi wszystko, 
- czuć się małą, bo małemu wszystko się wybacza, usprawiedliwia się zawsze tych małych, przymyka się oko na różne słabości, bo są mali.
Proszę Jezu, wzbudzaj we mnie świadomość bycia najmniejszą. Pomagaj mi zrozumieć, iż tylko wtedy, gdy będę tym, kim mnie stworzyłeś, a więc rzeczywiście małą duszą, mogę najlepiej wypełnić powołanie. Pomóż mi, będąc taką małą duszą napełnić się Twoją miłością, by kochać miłością największą. Proszę Ciebie o cud – dusza najmniejsza, ale miłość doskonała.
 
***
Moje serce zostało obudzone przez Ciebie, napełniło się pragnieniami, napełniło się miłością, wypełnione zostało czułością. Moje serce dotknięte otworzyło się na Twoją bliskość, na Twoją obecność. Teraz Jezu spragnione jest Ciebie, zachłanne jest na Ciebie. Chciałabym Jezu móc tak trwać już na zawsze, trwać przed Tobą, by nieustannie napełniać się Tobą, a jednocześnie nieustannie oddawać Tobie chwałę i wielbić Ciebie. 
Ale nie mam siły i nie potrafię. Zapraszam więc, was Aniołowie, zapraszam was Święci, zapraszam was dusze czyśćcowe - wraz ze mną trwajcie w dziękczynieniu, w uwielbieniu. W mojej duszy wyśpiewujcie Bogu chwałę i adorujcie Go. Nawet wtedy, a właściwie szczególnie wtedy, gdy będę spać zmęczona Adoracją, wydawać się będzie, że zupełnie odchodzę od Ciebie, ale w mojej duszy, Boże, trwać będzie uwielbienie i ja w to uwielbienie będę włączona. 
Mój Aniele Stróżu, dany mi jesteś przez Boga do pomocy, więc teraz proszę Ciebie w dobrej sprawie. Ty nieustannie trwaj w akcie miłości bez względu na to, czy ja trwam w tym akcie czy nie. Ty trwaj w moim imieniu! Niech z mojego serca płynie ciągłe: Jezu, Maryjo, kocham was, ratujcie dusze! Moja dusza, moje serce będą to śpiewać razem z Tobą. Nie szkodzi, że nie zawsze ja będę pamiętać o tym, mój umysł. Ważne, że Ty będziesz to czynił w moim sercu razem z nim. 
Proszę Ciebie, Duchu Święty, abyś prowadził moją duszę, abyś jej podpowiadał, w jaki sposób uwielbić Boga, w jaki sposób okazać miłość, jak żyć miłością. Dawaj mi też siły, dawaj wytrwałość! Bardzo tego potrzebuję. 
Proszę Ciebie Jezu, moja Miłości, moje wszystko, przyjdź do mnie z błogosławieństwem. Niech ono przemieni mnie, ożywi i rozpali we mnie wielki płomień miłości.
 
Wprowadzenie w drugi dzień
 
Cały skarbiec Bożego Serca należy do dzieci Boga. Wszystko, co w Bożym Sercu jest, jest udzielane Jego dzieciom; tym, którzy pragną tego bogactwa; tym, którzy otwierają się na nie. Wszystko to Bóg daje swoim umiłowanym, swoim wybranym; wszystko daje duszom, które choć trochę dostrzegają wartość tych darów. Niestety często jest tak, że dusza zajęta jest swoim rozwojem, swoimi słabościami, swoimi sprawami i zamiast zajmować się Bogiem, ona nie dostrzega Bożych darów, nie dostrzega Bożej miłości. Jej się wydaje, że idzie drogą doskonałości, bo pracuje nad sobą, a tak naprawdę jest zamknięta na Bożą miłość. Zajęta swoimi myślami, wątpliwościami, jakimiś lękami, zajęta swoimi problemami, trudnościami, przeciwnościami ze wszystkich swoich sił stara się rozwiązać wszystkie swoje sprawy i nie patrzy w Niebo. Dopiero, gdy spojrzy w Niebo, gdy spojrzy na Jezusa Ukrzyżowanego może rozpocząć życie z Bogiem ubogacając się tym, co jest w Nim, a nie nieustannie bawiąc się we własnym błocie. Dusze bardzo często popełniają błąd, sądząc, że idą jakąś drogą formacji, że żyją Bogiem, a tak naprawdę zajmują się same sobą. 

● Potrzeba otwarcia serca duszy, by w końcu mogło wejść w duszę światło Boże i to światło mogło rozjaśnić wszystkie zakamarki duszy, poprowadzić myślenie, poprowadzić serce, by to Bóg rzeczywiście wszedł do życia tej duszy, do jej codzienności. 

● Potrzeba oddania Bogu wszystkiego, wszystkich spraw i samego siebie. 

● Potrzeba pokory, by w końcu zauważyć, że przychodzi do duszy Bóg z wielką łaską, z wielkim obdarowaniem i to, co ludzkie, choć bliskie jest człowiekowi i dlatego tak zajmuje jego serce, a jednak jest niczym, musi zniknąć wobec tego, co Boże, wobec Boga przychodzącego do duszy. 

Uświadamiamy sobie to z tego względu, by w sposób właściwy przygotować się do Wielkiego Postu, by przełożyć ciężar rozważań z samego siebie na Boga, by w końcu On stał się Tym Najważniejszym, by w końcu Bóg był w centrum zainteresowania duszy, a nie ona sama. Nie jest to proste, bowiem duszy trudno jest rozgraniczyć. Jej się wydaje cały czas, że ona to wszystko robi, rozważa i walczy dla Boga. A jakże często czyni to tylko dla siebie i zajmuje się tylko sobą. 
Postaramy się w krótkiej Adoracji złożyć Bogu nasze serca i wszystko, co w tych sercach jest, oddać słabości, sposób myślenia, pojmowania, sposób odbierania relacji pomiędzy duszą a Bogiem i poprosimy, aby Duch Święty dopomógł każdej duszy, aby zwróciła się do Boga i aby rzeczywiście: 
- życie Boże było dla niej najważniejsze, 
- sprawy Boże najważniejsze, 
- miłość Boża najważniejsza, 
a nie dusza, jej słabości, jej problemy, jej myśli i jej walki.
Na ten czas błogosławię was – W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
 
 
Adoracja Najświętszego Sakramentu  (2)
 
Witaj Jezu! Witaj moja Miłości! Pragnę trwając u Twych stóp wpatrywać się w Ciebie i otwierać się jeszcze bardziej na Twoją miłość. Chciałabym cała wypełnić się Tobą, cała w Tobie zniknąć. Dajesz mi Jezu pewne zrozumienie. Jesteś Bogiem, który daje całego Siebie duszom. We wnętrzu swego Serca posiadasz niezwykłe bogactwo. Jednak stwarzając kolejne dusze pragniesz to bogactwo składać w tych duszach. Cały jesteś otwarty na dusze. Pragniesz udzielać ze swego Serca wszystkiego. Po to stworzyłeś nas, aby obdarzać miłością i abyśmy mogli przyjmując tę miłość żyć Tobą, żyć Twoim życiem, żyć w zjednoczeniu z Tobą. Tylko nasza ułomność sprawia, że nie rozumiemy tego i że nie dostrzegamy bogactwa w Twoim Sercu, nie rozumiemy tego piękna. Nie potrafimy dostrzec i docenić tego wszystkiego, czym nas obdarzasz. 
Nasze oczy, Jezu, bardzo często skierowane są na ziemię, a nie na Niebo. Uzmysławiasz nam, że nawet wtedy, kiedy duszy wydaje się, że się doskonali, że pracuje nad swoimi słabościami, że walczy z niepotrzebnymi myślami, że odrzuca wątpliwości – jakże często wtedy dusza zajmuje się sobą. Tak bardzo zajęta pracą nad formowaniem siebie, tak bardzo zajęta swoimi problemami nie podnosi głowy do góry. To, co na początku było zamysłem – pragnienie, by zbliżyć się do Boga, by być świętym, by Bogu poprzez tę świętość oddawać cześć i chwałę – gdzieś znika, a pozostaje tylko ciągła praca, ciągły wysiłek, by uporać się ze swoimi słabościami, pozostaje poczucie ciężarów, jakie się niesie, poczucie problemów, które trzeba rozwiązać. Bardzo często, Jezu, użalamy się nad sobą. Myślimy o tym, jak bardzo jesteśmy słabi, jak bardzo nam nic nie wychodzi, znowu zrobiliśmy coś, od czego już tyle razy się odcinaliśmy i zajmujemy się sobą.
Chcielibyśmy dzisiaj, Jezu, niejako przenieść ciężar naszych rozmyślań, naszych rozważań. Jeśli będziemy się taplać w błocie, to cały czas będziemy brudni, ale jeśli podejdziemy do czystego Źródła, to zostaniemy wymyci, oczyści nas to Źródło. My mamy brudne ręce, więc choćbyśmy nie wiadomo ile starali się zdjąć z siebie błoto, to cały czas będziemy w tym błocie. Ale jeśli zaczną spadać na nas krople Twego Źródła, zostaniemy oczyszczeni, obmyci, nie my sami siebie, ale to Źródło nas obmyje. Chcemy dzisiaj Jezu, prosić, abyś dopomógł nam więcej o Tobie myśleć i do Ciebie zwracać się częściej, a nie zajmować się własnymi brudami i sprawami. Wiemy, że szatan wykorzystuje nasz błędny sposób myślenia i każe nam zajmować się sobą. On wie, że jeśli człowiek zajmuje się sobą, to sam ze sobą pozostaje, a jeśli zajmuje się Tobą, wtedy przyjmuje Twoje bogactwo i zostaje przemieniony. 
Proszę więc, dawaj nam swoje światło, swoją mądrość, Twoją siłę! Udzielaj swego Ducha, który sprawi, że będziemy mieli właściwe spojrzenie na wszystko, że od tej pory będziemy do Ciebie się zwracać, o Tobie myśleć. W każdym momencie codzienności będziemy mieli przed oczami Krzyż, a nie siebie. Prosimy Ciebie o Twego Ducha!
 
***
Dziękuję Ci Jezu za to, że Ty od razu odpowiadasz na każdą modlitwę, na każdą prośbę. Dziękuję Ci za to, że pragniesz udzielać nam swego Ducha i to czynisz. Dziękuje Ci Jezu za Twoją obecność tutaj i za to, że rzeczywiście Twój bok jest nieustannie otwarty dla nas, a z niego spływa na nas Twoja Krew. To cudowne, że możemy stale być skąpani w Twojej Krwi. Ona nas oczyszcza, uświęca. W każdej sekundzie możemy otwierać się na łaskę oczyszczenia i od razu każdą słabość zanurzać w Tobie. Więc teraz chcemy zanurzyć nasze ciągłe zajmowanie się sobą, niezrozumienie, na czym ma polegać kroczenie na drodze ku świętości. Chcemy zanurzyć to, iż nasz wzrok jest skierowany na ziemię, na nas, na nasze sprawy. Zanurzamy nasze zajmowanie się tylko naszymi sprawami, to dreptanie wokół siebie. Przemyj nasze serca, przemyj oczy naszych serc, niech w końcu zobaczą, że najważniejsze jest, by patrzeć na Ciebie. Przemyj uszy naszych serc, niech się dobrze wsłuchują w Twój Głos, głos Twojej miłości. Ona najlepiej potrafi wytłumaczyć, poprowadzić. Ona zawsze podpowiada sercu, co ma czynić. 
Mówisz Jezu, że do Wielkiego Postu nie pozostało już wiele czasu, mówisz to ze względu na naszą małość, bo my potrzebujemy sporo czasu, aby się przygotować. Wskazujesz nam , aby czynić to we właściwy sposób, a więc: 
- kierować swój wzrok na Ciebie, a nie na siebie, 
- nie użalać się nad sobą, ale zachwycać się Tobą, 
- przyjąć w końcu raz na zawsze to, że jest się nikim, aby móc stając przed Tobą przyjmować Ciebie, który jesteś wszystkim. 
Boże mój! Dopomóż nam, byśmy w końcu zaczęli widzieć bezmiar Twojej miłości, jej piękno. Pomóż nam zobaczyć Twoją miłość na Krzyżu! Pomóż nam wpatrywać się ciągle w Krzyż i czynić to z miłością! Pomóż nam otworzyć się na miłość, która płynie z Krzyża! Przemień nasze serca, aby każde spojrzenie ma Krzyż było pełne czułości! Pomóż nam przewartościować wszystko, bo choć teoretycznie wiemy, że Ty jesteś Najważniejszy, to jednak w praktyce każdy z nas samego siebie uznaje za najważniejszego i sprawy duszy, sprawy ludzkie zajmują nas, nasz czas. Gdybyśmy policzyli sekundy, kiedy prawdziwie myślimy o Tobie i do Ciebie się zwracamy i te minuty i godziny, kiedy nasze ziemskie życie jest dla nas najważniejsze, byśmy doznali przerażenia, bowiem nam się wydaje, że my żyjemy miłością, żyjemy Tobą. A jednak pochłania nas świat, pochłania nas nasza własna osoba. 
Pragniemy dzisiaj, Jezu, złożyć nasze serca u Twoich stóp z wielką prośbą, aby Twój Duch przenikał nas nieustannie i prowadził ku właściwemu rozumieniu, czym jest doskonalenie się w miłości, czym jest droga formacji, czym jest prawdziwe życie z Bogiem. Pragniemy prosić Ciebie, abyś Ty przygotowywał nasze serca do czasu wielkiej łaski, do czasu Wielkiego Postu. 
- Składamy u Twoich stóp wszystkie sprawy, które nas zajmują, które nas dotyczą, poruszają, niepokoją. 
- Składamy u Twoich stóp wszystkie nasze słabości, składamy nasz sposób myślenia i patrzenia. 
- Składamy wszystkie nasze uczucia i emocje, wszystkie nasze lęki, niepokoje.
- Oddajemy Ci samych siebie, naszych bliskich, wszystko, co jest naszą codziennością, wszystko, co jest trudem, ciężarem, przeciwnością. 
Prosimy, abyś Ty to wszystko wziął, odpowiednio poukładał, ustalił hierarchię ważności i abyś pomógł nam żyć według tego, co Ty ustawisz w nas. Pomóż nam przyjąć Twój sposób myślenia i pomóż nam w tym wytrwać. 
Nasze słabości, Jezu, górują nad nami. Ale przecież Ty nie na darmo zdecydowałeś się na Krzyż, nie na darmo umarłeś. Te słabości wcale nie muszą nad nami panować, przecież Ty je pokonałeś, zwyciężyłeś, Twoja miłość zwycięża. Prosimy przyłóż pieczęć poprzez swoje błogosławieństwo, by nowy sposób myślenia i patrzenia już od tego momentu poprowadził nas ku Tobie, ku zjednoczeniu z Tobą, poprowadził ku życiu z Tobą, ku prawdziwemu życiu. Pobłogosław nas, Jezu!
 
 
Konferencja
 
Najważniejsze jest, by człowiek obudził swoją duszę, by spojrzał w Niebo, by zobaczył miłość i by się nią zachwycił. Jeśli będzie patrzył w dół na ziemię, nie dostrzeże Bożej miłości, która spływa na niego i nie przyjmie łask, które Bóg daje, nie będzie mógł iść drogą ku zjednoczeniu. I choćby podejmował różne wysiłki, działania by doskonalić się, to wszystko to spełznie na niczym, nie będzie prawdą, bo tylko w promieniach Bożej miłości, w otwartości na Bożą obecność, Boże działanie dusza może się doskonalić. A to doskonalenie się nie polega na własnym działaniu, na własną rękę, według własnego pomysłu, ale polega NA CAŁKOWITYM ODDANIU SIĘ BOGU I POZWOLENIU JEMU, BY WSZYSTKIEGO DOKONYWAŁ W DUSZY. Może się to wydawać trochę nielogiczne, a jednak, aby w duszy mogły zajść zmiany na dobre, aby mogła ona formować się, rzeczywiście nabierać właściwych kształtów, jakie zaplanował dla niej Bóg, NIE MOŻE ZAJMOWAC SIĘ SOBĄ, MUSI ZAJĄĆ SIĘ BOGIEM. Od Niego płynie wszelkie światło i mądrość, wszelkie wskazania, od Niego płynie siła, by realizować te wskazania. I tak naprawdę On poprzez swój dotyk, swoją obecność pomaga duszy dokonywać zmian. On ją przemienia. 
Jeśli prawdziwie chcemy przygotować się do Wielkiego Postu, by wejść w Wielki Post otwartym sercem, by od samego początku jak najpełniej uczestniczyć w nim, we wszystkim, co wiąże się z Wielkim Postem, to: 
- teraz trzeba się przygotować, 
- teraz obudzić się i rozpocząć autentyczne otwieranie się na Boga i życie z Bogiem, 
- teraz trzeba otrząsnąć się z tego, co było dotychczas, co było dotychczasowym sposobem na doskonalenie się, co było próbą zmiany na lepsze, a jednak czynione o własnych siłach, po swojemu, według własnego pomysłu nie przynosiło efektów. 
Może więc, warto zaufać i pozwolić, by Bóg po swojemu to czynił. Skoro żyje się na ziemi 30, 40, 50, 60 lat i cały czas człowiek pracuje nad sobą i tych efektów za bardzo nie widzi, a więc czyni to po swojemu, może warto zaryzykować i tym razem oddać Bogu prowadzenie ku doskonałości. Niech On przejmie pałeczkę i niech On według swojej mądrości, swoich planów kształtuje nasze dusze. 
Niech też nie wydaje się nam, że jest jeszcze dużo czasu do Wielkiego Postu. Ten czas to jest chwila, a znajdziemy się już w samym środku Wielkiego Postu, jeszcze chwila a przeżywać będziemy Wielkanoc, więc byśmy nie przeoczyli tego czasu, żadnej sekundy. Tym razem CAŁYM SERCEM ZWRÓĆMY SIĘ DO BOGA I JEMU ODDAJMY PRZEWODNICTWO NASZEGO ŻYCIA. Niech On będzie Tym, który prowadzi.
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
 
Zakończenie 
 
Całe życie duchowe człowieka powinno opierać się na relacji miłości duszy i Boga, tylko na miłości. Niestety człowiek jest skażony i na tę relację nakładają się różne słabości ludzkie, wykrzywiając ją, sprawiając, że nie jest ona doskonała, nie jest właściwa. Te skażenia powodują, iż człowiek nie potrafi zrozumieć, czego Bóg oczekuje od niego, nie potrafi otworzyć się na poznanie Boga, nie potrafi przyjąć prawdziwej doskonałej miłości. 
Gdy mówimy o przygotowaniach do Wielkiego Postu, każdy rozumie to na swój sposób. To rozumienie też nie jest do końca takie, jakie być powinno, bowiem w przygotowaniu do Wielkiego Postu chodzi o: 
- obudzenie duszy do miłości, 
- o otrząśniecie się duszy z uśpienia, w którym ona prawie stale przebywa, 
- chodzi o nowe spojrzenie na Boga, na Jego miłość, o świeże spojrzenie, 
- ponowny zachwyt Bożą miłością, by z nowym uczuciem, zachwytem, a w związku z tym z nową energią i siłą wkraczać w przestrzeń, którą przed nami Bóg będzie otwierać. 
Ten, kto śpi nie jest świadomy tego, co się wokół niego dzieje, ponieważ śpi i nie dostrzega zmian w otaczającej rzeczywistości. Może się dziać bardzo dużo, ale dana osoba po prostu śpi i nic nie wie. Jeśli dusza będzie w takim uśpieniu, to może się dziać bardzo dużo we wspólnocie, ale dusza tego nie zauważy, bo nie będzie rozbudzona. A MY MAMY BYĆ CZUJNI, mamy starać się o świeżość spojrzenia, o świeżość naszej miłości, by z naszej strony też była inicjatywa, tak jak jest między zakochanymi osobami. Tam nie ma tylko biernego czekania, aż ktoś podejdzie i obudzi. Tam jest wzajemna aktywność: jedna i druga strona tęskni, jedna i druga kocha, jedna i druga przygotowuje niespodzianki, jedna i druga biegnie, aby spotkać się z miłością. 
Spróbujmy właśnie wczuć się w osobę zakochaną, by zrozumieć jej aktywność, ciągłą aktywność jej serca, jej psychiki, umysłu, kiedy ona cała sobą żyje miłością i w sobie nieustannie nosi obraz drugiej osoby. Noszenie obrazu drugiej osoby jest noszeniem w miłości, kiedy o niej myśli, to kocha, rozpala się jej serce. To nie jest martwy obraz. Cokolwiek robi, ona myśli o drugiej osobie i zastanawia się nad tym, co może dla niej zrobić, jaką niespodziankę uczynić. A swoje obowiązki układa tak, by móc spotkać się z tą drugą osobą. Teraz jest doba komórek, a więc od samego rana ślą do siebie smsy, wieczorem przed zaśnięciem - wysyłają do siebie smsy. Pożegnania nie mają końca. Zawsze jeszcze któraś strona chce coś dopowiedzieć, jeszcze pokazać, iż jeszcze bardziej kocha i jeszcze bardziej tęskni. One się nawzajem ubiegają w okazywaniu sobie uczucia. 
Właśnie o takim przebudzeniu mówimy, by dusza obudziła się, przebudziła, rozbudziła się miłością i by w taki sposób żyła w relacji do Boga, bo wtedy będzie mogła odbierać sygnały, które będą szły z drugiej strony, a więc od Boga. Wtedy je zobaczy, usłyszy, dostrzeże, doświadczy ich, wtedy lepiej zrozumie wymowę tych sygnałów.
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!