banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    Bóg wybrał ubogich tego świata na dziedziców królestwa (Jk 2,1-9)


    
Czy zauważyliśmy, że dzisiejsze czytania zwracają uwagę na wyróżnienie, jakie Bóg czyni duszom najmniejszym, duszom ubogim, duszom biednym? (por. Jk 2,1-9). Dlaczego Bóg właśnie takie dusze wyróżnia? Dlaczego w różnych miejscach Pisma Świętego zwraca uwagę na maluczkich? Dlaczego każdy z nas powinien cieszyć się, że należy do grona dusz najmniejszych?
Otóż Bóg z wielkiej miłości swego Serca stworzył świat, stworzył dusze. Sensem istnienia dusz jest miłość, dążenie do zjednoczenia z Bogiem w miłości. Jednak po grzechu pierworodnym całkowicie odmieniła się sytuacja człowieka. Poprzez grzech człowiek odrzucił wszystko i potem w życiu, jakim dysponował stawiał na pierwszym miejscu samego siebie jako pana swego życia. To jest pycha. Odwrócenie się od Boga, powiedzenie Bogu nie ma straszne konsekwencje, ponieważ człowiek odwrócił się od Tego, który jest Źródłem jego życia, odwrócił się od Tego, który jest sensem istnienia, od Tego, który jest mocą, od Tego, który jednoczy, tworzy harmonię, który daje szczęście. Dopóki człowiek uznawał Boga za swego Stwórcę, za swego Pana, cieszył się wszystkim, czym Bóg się z nim dzielił. A Bóg dzielił się Sobą, dając życie wieczne, a w tym życiu wiecznym od razu dając byt pełen szczęścia - bez smutku, bez cierpienia, bez śmierci. W momencie odwrócenia się człowieka od Boga człowiek zrezygnował z tego wszystkiego, przez co jego życie ma kres, naznaczone jest cierpieniem i smutkiem; człowiek nie korzysta ze szczęścia, które daje mu Bóg. Będąc w raju, przyjmując Boga, uznając Boga za swego Stwórcę, za swego Pana, człowiek był pokorny, był na swoim miejscu. W momencie popełnienia grzechu, człowiek zmienił swoje miejsce – postawił siebie nie tam, gdzie powinien; postawił siebie w miejsce Boga. Zaczął zaznawać cierpienia, bólu, chorób, śmierci, lęków, całkowicie odwróciło się jego życie. Od tej pory człowiek jest niejako nie na swoim miejscu. Jego dusza to rozumie. Człowiek jest ciągle istotą poszukującą. 
Bóg pomaga człowiekowi odnaleźć jego miejsce, pomaga odnaleźć miejsce w relacji do Boga. Bowiem, kiedy człowiek odnajdzie swoje miejsce, jakie powinien zająć w relacji do Boga, dopiero wtedy wszystko odzyska, a więc ponownie powróci do relacji, jaką miał żyjąc w raju. 
Bóg prowadząc naród wybrany dał człowiekowi Przykazania, pouczał, w jaki sposób ma postępować. Gdy czynił źle, strofował człowieka, aby naprowadzić go na właściwą drogę. Jednak człowiekowi jest bardzo trudno, będąc skażonym grzechem, powrócić do właściwej relacji, ponieważ w nim cały czas pojawia się pycha. Cały czas chęć kierowania sobą, panowania sprawia, że człowiek nie potrafi stanąć przed Bogiem w pozycji poddanego, w pozycji kogoś, kto należy do Boga, kto całkowicie od Niego zależy. Skaza grzechu, kiedy człowiek chciał być panem siebie, chciał być na miejscu Boga, chęć bycia jak Bóg we wszystkich sferach życia, we wszystkich ważnych i małoważnych sprawach, cały czas przewija się przez wszystkie pokolenia aż do dzisiaj. 
Jezus, gdy przyszedł na ziemię w sposób niezwykły i doskonały pokazał na swoim przykładzie, jaką relację powinien mieć człowiek do Boga. On pełnił wolę Ojca. Pełnił ją do samego końca; do takiego stopnia, że zupełnie odsunął swoje pragnienia, odsunął swoje obawy, strach, zgodził się na wszystko, na straszne cierpienie wiedząc, jakie ono będzie, bo realizował wolę Ojca. Nadał każdemu człowiekowi - poprzez swoją śmierć na Krzyżu - powtórnie synostwo Boże, które to synostwo upoważnia każdego z was, każdą duszę i pomaga stawać przed Bogiem jako Jego dziecko. Podniesienie człowieka do niezwykłej rangi, zadziwić może z tego względu, że człowiek nie zasłużył na nagrodę, raczej na karę. Powinien być sługą i niewolnikiem, a Jezus uczynił człowieka ponownie dzieckiem Boga. Wywyższył człowieka, pomagając mu w ten sposób na nowo budować relację z Bogiem. Patrząc na małość, na słabość ludzkiego serca, na pychę łatwiej człowiekowi stawać w relacji dziecka do Ojca niż sługi i niewolnika. 
Wielokrotnie też w Piśmie Świętym mówi się o pokorze wobec Boga, o uniżeniu, o tym, że CI, KTÓRZY SĄ UBODZY DUCHEM, KTÓRZY SĄ MALI, CI POSIĄDĄ KRÓLESTWO NIEBIESKIE - ci otrzymają wszystko, ci zdobędą nagrodę, będą pierwszymi, ci są szczególnie umiłowani, w ręce tych Bóg składa największe dary, oni będą panować. Dlaczego? Dlatego, że kiedy człowiek uniża się przed Bogiem, kiedy przyjmuje dar synostwa powraca na swoje miejsce, które miał przed grzechem pierworodnym. A gdy powraca na swoje miejsce może zostać przywrócona właściwa relacja człowieka z Bogiem. 

● Tą relacją była niezwykła harmonia i obdarowanie szczęściem wiecznym. 

● Tą relacją jest posiadanie Boga w całej pełni, a więc wszystkiego, co w Jego wnętrzu jest, wszystkiego, co jest w Bogu, co Go stanowi. 

Wszystko to staje się, mocą wysłużonej łaski przez Jezusa, własnością człowieka - człowieka pokornego. Dusza uznając swoją całkowitą nędzę, swoje „nic” zostaje umiejscowiona w najwspanialszej relacji z Bogiem. Tak naprawdę, Bóg nieustannie kocha, kochał i będzie kochać człowieka i nieustannie traktował i będzie traktować każdą duszę jak swoje dziecko. Jednak postawa duszy albo ją otwiera na przyjęcie synostwa - bycia dzieckiem Boga, albo ją na to zamyka. A więc ALBO DUSZA BĘDĄC POKORNĄ PRZYJMUJE DAR I KORZYSTA Z PRZYWILEJU DZIECKA BOŻEGO albo też ZAMKNIĘTA NA TEN DAR, PEŁNA PYCHY NADAL ZAJMUJE NIE SWOJE MIEJSCE I ODRZUCA DAR BOGA i wszystko, co się z nim wiąże. Sam Bóg pomaga człowiekowi otworzyć się na dar dziecięctwa Bożego. Sam Bóg nieustannie wskazuje człowiekowi jego miejsce, aby mógł on w pełni korzystać z tego wszystkiego, co od samego początku Bóg udziela człowiekowi. 
Nasza Wspólnota Dusz Najmniejszych ma przepiękną nazwę; nazwę, która podoba się Bogu; nazwę, która wskazuje na to, czym tak naprawdę jest każda dusza, w jaki sposób powinna na siebie patrzeć. Samo przyjęcie tej nazwy i wraz z nazwą właściwej postawy wobec Boga już sprowadza na nas Boże błogosławieństwo, a z tym wszelkie łaski. Skoro tak wiele w Piśmie Świętym mówi się o obdarowaniu maluczkich, o wywyższeniu tych, którzy się uniżają, to możemy radować się i każdy z tych fragmentów przyjmować konkretnie do siebie, a wszystkie obietnice z tym związane przyjmować jako dawane nam, bo my jesteście najmniejszymi, bo my jesteście najsłabszymi, maluczkimi, ubogimi duchem, biednymi. 
Jeśli będziemy się utożsamiać właśnie z duszami, o których jest mowa, jeśli będziemy się starać każdego dnia żyć duchem dziecięctwa, możemy spodziewać się wielkich łask i wielkiej Bożej opieki. To właśnie ci najmniejsi mają obiecane bardzo dużo. Jednak małość nasza, nędza nasza polega na licznych słabościach, Jedną z tych słabości jest PYCHA. Dlatego należy szczególnie pamiętać o tym: 
- by nieustannie starać się zajmować właściwe miejsce w relacji do Boga; 
- starać się być czujnym, by ta słabość, pycha nie pociągnęła nas na inną drogę;
- byśmy mogli korzystać ze wszystkiego, co obiecane jest maluczkim. 
Pycha sprawia, że dusza uznaje siebie za wielką. Ona nadal może twierdzić, że jest mała, ale to, w jaki sposób żyje, jaką postawę przyjmuje, jak się wypowiada i jak traktuje innych - to świadczy o niej, o jej pysze. W związku z tym już nie jest małą, więc nie może korzystać z przywilejów, jakie dawane są najmniejszym. Dlatego NIE WYSTARCZY JEDYNIE TWIERDZIĆ, ŻE SIĘ JEST NAJMNIEJSZYM, TRZEBA NIEUSTANNIE CZUWAĆ, badając swoje serce: 
- czy rzeczywiście uniża się ono przed Bogiem, 
- czy daje pierwszeństwo Bogu, 
- czy Boga stawia na pierwszym miejscu.
Ponieważ diabeł wie, jak wielkie znaczenie dla życia ma pokora duszy, więc stara się on nieustannie wbić człowieka w pychę i czyni to z każdym człowiekiem. Może być dusza szczególnie święta, ale nadal szatan będzie próbował wbić ją w pychę. Święta dusza będzie odkrywać działania szatańskie, spostrzeże je, ale mimo wszystko on nadal będzie próbował, ponieważ PYCHA ODWRACA CZŁOWIEKA OD BOGA. Człowiek poprzez pychę mówi Bogu „nie”; mówiąc „nie” rezygnuje ze wszystkiego, co się wiąże z przyjęciem Boga; rezygnuje z całego daru, który Bóg w momencie stwarzania człowieka z miłości dał człowiekowi. Rezygnuje z samej istoty sensu stworzenia człowieka - Bóg stworzył człowieka, by dzielić z nim miłość, życie, szczęście, wieczność; człowiek rezygnując z Boga, rezygnuje z tego wszystkiego. Będąc zatem, dumnymi, że należymy do dusz najmniejszych, ciesząc się z tego, BĄDŹMY NADAL CZUJNI, by pycha nie sprowadziła nas na manowce, byśmy nie stali się wielcy.
Złóżmy swoje serca na Ołtarzu prosząc Boga, by On dopomógł nam w czujności i by On pomógł nam zrozumieć, gdzie jest nasze miejsce, bo tylko zajęcie właściwego miejsca, życie w zgodzie z wolą Bożą przyniesie nam wieczne szczęście. 
 
Modlitwa
 
Mój Boże! Klękam przed Tobą i kłaniam Ci się do samej ziemi. Z twarzą przy ziemi pragnę tak pozostać, wyrażając wielką cześć dla Ciebie; wyrażając to, iż Ty jesteś moim Królem, Ty jesteś Panem. 
Panie mój! Dajesz mi łaskę, iż czuję się mała przy Tobie, iż doświadczam swoich słabości i to w nadmiarze. Cierpię z tego powodu, a jednocześnie w moje serce wlewasz wielkie pragnienie przebywania z Tobą, bycia z Tobą, otwarcia serca na Twoją obecność, zatopienia się w Tobie. Pociągasz moje serce tak bardzo, że wyrywa się ze mnie, chciałoby biec do Ciebie. Jednocześnie jestem tylko człowiekiem ograniczonym swoją cielesnością. Nie jestem w stanie sama, Jezu, przekroczyć granicy między Twoim światem, a moim - materialnym. Sama nie jestem w stanie tak otworzyć duszy, aby przebywać z Tobą sam na sam, wpatrując się w Ciebie. 
Jednak jest we mnie pragnienie, które się wzmaga, a szczególnie wtedy, gdy przyjmuję Ciebie w Komunii św. Wtedy, mój Jezu, zaczynam Ciebie tak bardzo pragnąć, że przez to cierpię. To wielka tęsknota za Tobą, która sprawia, że nic już mnie nie cieszy, że mój wzrok skierowany jest tylko na Ciebie i całą sobą wyrywam się do Ciebie. Moje serce, moja dusza, całe moje jestestwo rwie się do Ciebie. Jakże wielkim cierpieniem jest, Boże, konieczność pozostawania tutaj, skoro czuję całą sobą, że Ty jesteś Źródłem moim, moją Ojczyzną! Cierpieniem jest niemożność przekroczenia wejścia w Twój świat - do tego potrzeba Twojej łaski. Udziel mi jej proszę, tak pragnę Boże, tak tęsknię za Tobą. Wydaje się, że moje serce z bólu nie wytrzyma, ono pęknie. 

● Ty, Boże, możesz jedynie dać zaspokojenie memu sercu! 

● Tylko Ty możesz dać spełnienie! 

● Tylko Ty możesz sprawić, że przylgnę do Ciebie i czerpać będę nieustannie z cudownego źródła Twojej miłości, z Twego Serca, że pić będę, bo teraz, Jezu, ciągle tylko pragnę. 

Wszystko przyczynia się jeszcze do mojego poczucia, iż jestem ograniczona swoim człowieczym życiem na ziemi, ograniczona skażonym człowieczeństwem, ograniczona słabościami. Jakże ograniczona! A chciałabym ulecieć, chciałabym do Ciebie, Jezu, przylgnąć już na zawsze. Wiem, Jezu, że udzielasz mi wielkich łask, naprawdę wielkich. Sam o tym mówisz, widzę to. Ale te łaski, one jeszcze bardziej pobudzają moje serce do pragnienia i moja tęsknota jeszcze bardziej się zwiększa: 
- kiedy dajesz mi Siebie, 
- kiedy mogę Ciebie przyjmować w Komunii św., 
- kiedy dajesz mi swój Krzyż i Siebie na Krzyżu, 
- kiedy dajesz mi swoje Rany, 
- gdy Sam zanurzasz mnie w boku swoim, pozwalasz dotykać swego Serca, 
- kiedy zalewasz mnie swoją Krwią i każesz mi ją dysponować, by cały świat w tej Krwi zanurzać. 
Wiem, Jezu, to są szczególne łaski. Ale one razem z wielkim szczęściem, jakiego zaznaję, wprowadzają we mnie jeszcze większe pragnienie, tęsknotę i ból, bo ja pragnę całkowitego zjednoczenia z Tobą, bo czuję, że to nie jest moje miejsce, nie jest mój dom; żyję na wygnaniu. 
 
***
Mój Jezu! Wiem, że oczekujesz ode mnie zgody na Twoją wolę, dlatego, Jezu, godzę się w swoim sercu, cierpieć tyle na ziemi, ile Ty zechcesz, abym tu pozostała. Nie będę przyspieszać, ani opóźniać tej cudownej chwili, do której tęsknię całą sobą, choć wiesz Jezu, ile to kosztuje moje serce. Ten czas, mój Jezu, przeznaczę na to: 
- aby z każdą chwilą, z każdą sekundą jeszcze bardziej, jeszcze goręcej przyjmować Twoją wolę; 
- aby z każdą chwilą z jeszcze większą świadomością przyjmować swoją małość; 
- by z każdą chwilą jeszcze bardziej uznawać Twoją wielkość, Twoje panowanie nade mną i nad całym światem; 
- aby z każdą chwilą jeszcze bardziej Ciebie kochać; 
- aby nieustannie walczyć o ciągłe trwanie przy Tobie, trwanie w miłości, o walkę, w której Ty będziesz zdobywać kolejne dusze. 
Niczym jestem – bardzo dobrze o tym wiem i bardzo boleśnie doświadczam tego każdego dnia. Ty, Panie, dajesz mi to poznać, ale przy tym dajesz mi poznać nieskończoną swoją miłość, która ratuje mnie od rozpaczy, a podnosi mnie do najwyższego szczęścia.
Więc proszę Ciebie, abyś nieustannie trzymał moją duszę w swoich dłoniach, abyś nieustannie pomagał mi widzieć, kim jestem, ale w promieniach Twojej miłości, abyś pomagał mi ciągle odnajdywać moje miejsce, by pełnić Twoją wolę. Pomagaj mi w tym, Jezu! Twoje błogosławieństwo będzie mi pomocą, drogowskazem, przewodnikiem, moją siłą, mocą, wytrwałością. Proszę, pobłogosław nas, Jezu! 
 
Refleksja
 
Cieszmy się, że jesteśmy mali! 
Cały czas pielęgnujmy w sobie tę MALEŃKOŚĆ! 
Czuwajmy, byśmy w swoich oczach nie stawali się wielcy! 
Starajmy się o POKORĘ! 
A wtedy Bóg obdarzać nas będzie wielkimi łaskami. Jego obietnice będą się realizować. Wtedy nasze życie - gdy odnajdziemy swoje miejsce i będziemy trwać - będzie życiem w zjednoczeniu z Bogiem, życiem pełnym piękna. Już tu na ziemi rozpoczniemy swoje kroczenie ku wieczności, poprzez miłość, poprzez zanurzanie się w wieczność. 
Na tej drodze was błogosławię – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. 

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!