banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9,14-29)


    
Dzisiaj mówimy o wierze. Temat bardzo ważny, ponieważ każdy z nas jest człowiekiem wierzącym, każdy z nas boryka się z wątpliwościami w wierze i każdy częściej lub rzadziej zastanawia się: 
- Jaka jest jego wiara? 
- Na ile prawdziwie wierzy?
- Jakie są owoce tej wiary? 
Spójrzmy na ojca chłopca, który prosi Jezusa o pomoc. Przychodzi zdeterminowany. Przez wiele lat jego rodzina doznawała cierpienia. Teraz w jego sercu jest nadzieja. Wprawdzie uczniowie Jezusa nie podołali temu zadaniu, ale może Jezus…? Jezus mówi znamienne słowa: „Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy”. Ten mężczyzna chwyta się tego zdania jako ostatniej deski ratunku. Co mówi? Otóż mówi, że on wierzy, a jednocześnie prosi, by zaradzić jego niedowiarstwu. 
Te słowa są dzisiaj dla nas ważne. Są swego rodzaju wskazówką dla każdej duszy, która idzie drogą wiary, przeżywając na tej drodze różne chwile. Jeśli zastanowimy się nad swoją wiarą, możemy stwierdzić, że nie jest ona taka głęboka, przynajmniej nie zawsze. Możemy na swojej drodze zauważyć różne zachwiania w wierze, różne momenty, kiedy zaczynaliśmy wątpić, bądź też ze smutkiem stwierdzaliśmy, iż bardzo mała jest nasza wiara; potrzebna byłaby większa, aby w życiu dokonywały się jakieś szczególne rzeczy, a jednak tej wiary nie posiadamy. Z pewną zazdrością niekiedy patrzymy na Świętych, w życiu których zdarzały się cuda świadczące o wierze, bowiem to właśnie ze względu na wiarę Bóg czynił dla nich różne rzeczy. Każdy człowiek ma taki moment, kiedy marzy, że chciałby również mieć taką wiarę, aby działy się cuda. 
Ojciec chłopca jest świadkiem cudu, dokonanego dzięki jego wierze, a właściwie dzięki jego pragnieniu, by wierzyć i by jego syn został uzdrowiony, ponieważ słowa: „zaradź memu niedowiarstwu!” właśnie o tym świadczą. On bardzo chciał wierzyć, chociaż zdawał sobie sprawę, iż jego wiara jest mała, ale on chciał wierzyć. 
Każdy z nas doświadczając w swoim życiu różnych chwil, również doświadcza słabości, małości swojej wiary. Potrzebuje wiary, pragnie pewnych zmian, czuje się bezradny, widzi, że nie wystarcza wiara, jaką on ma; jest za mała. A gdy patrzymy na innych, w życiu których wydaje się nam, że widzimy wiarę głęboką, prawdziwą, wielką, nieco się wycofujemy stwierdzając, że my tak nie potrafimy. Jednak to, o czym mowa jest w Piśmie Świętym, wszystkie cuda opisane w Ewangeliach i potem chociażby w Dziejach Apostolskich, świadczą o tym, iż wiara jest dostępna dla zwykłego człowieka i w życiu każdego zwykłego człowieka mogą dziać się niezwykłe rzeczy świadczące o ingerencji Bożej mocy. Przecież Pismo Święte jest Księgą, która niesie przesłanie ponadczasowe, która jest aktualna w każdym momencie i skierowana do wszystkich ludzi, do wszystkich pokoleń, a więc do każdego człowieka Bóg mówi: uwierz, a stanie ci się. Wielokrotnie Jezus powtarza osobom, które doznały łaski uzdrowienia, iż stało się to, dzięki ich wierze. Słowa te Jezus kieruje do każdego człowieka, do nas również, iż dzięki wierze może dokonać się w naszym życiu przemiana. TRZEBA TYLKO UWIERZYĆ. 
Co zatem robić, aby doświadczać owoców takiej wiary? Aby chociażby zacząć doświadczać takich owoców, jak to miało miejsce w życiu pierwszych chrześcijan? Znowu powracamy do ojca chłopca. „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”, a więc KAŻDY CZŁOWIEK MA PROSIĆ O ŁASKĘ WIARY, bo jest to łaska. Wiary nie możemy sobie wypracować, wysłużyć. Człowiek o własnych siłach nie zacznie wierzyć, do tego potrzebuje Boga. Gdy Bóg tę łaskę daje, dotyka serca wiarą, człowiek zaczyna wierzyć. Z tym, że jest to cały proces, cała droga, po której człowiek ma iść. Człowiek ma się rozwijać na tej drodze, ma starać się pogłębiać wiarę. Współpracując z łaską, którą otrzymał, ma starać się, by każdego dnia jego wiara stawała się mocniejsza i by poprzez wiarę dawać świadectwo innym, by i innych dotknęła łaska.
W czym jednak jest problem, że tak wielu ludzi, choć chciałoby, nie doświadcza Bożego działania w swoim życiu, nie zauważa cudów? Dlaczego nie dzieje się to, o co człowiek prosi, tak jak to miało miejsce wielokrotnie w Ewangelii – osoba chora prosi o uzdrowienie i jego doznaje; matka wstawia się za swoim dzieckiem i dziecko jest uzdrowione. Czy tylko sprawa jest w wierze? Otóż, gdyby spojrzeć na tych, którzy przychodzili do Jezusa z prośbą o uzdrowienie, gdyby spojrzeć na Świętych, którzy również prosili Boga, wstawiając się w różnych sprawach, w różnych intencjach i którzy doznawali działania Bożego, wtedy zobaczylibyśmy oprócz wiary jeszcze jeden bardzo ważny element, który złączony jest z wiarą, a mianowicie POKORA. Ludzie, którzy przychodzą do Jezusa proszą Go. Przychodzą zazwyczaj już bardzo przygnębieni, załamani stanem, w którym są od dłuższego czasu. Przychodzą, bo zawiedli lekarze, bo właściwie już nie mają żadnej nadziei, spróbowali wszystkich sposobów, wszystkich środków. Często poświecili majątek, by ratować zdrowie, życie. Przychodzą pokornie do Jezusa z prośbą, aby to On im pomógł. Jeszcze bardziej widać tę pokorę u Świętych. Oni proszą Boga w jakiejś sprawie, ale ich serce jest wolne od jakiegokolwiek przymusu, od jakiegokolwiek zmuszania Boga, by uczynił to, o co proszą. W swoim sercu niejako dają wolność Bogu, aby czynił, co chce. Są pokorni i przyjmują, że Bóg uczyni to, co On uważa za najlepsze. A jednocześnie mają w swoim sercu głębokie przeświadczenie, iż Bóg posiada nieskończoną moc, by dokonać rzeczy niemożliwej.
Kiedy zwykły człowiek prosi Boga w jakiejś bardzo ważnej dla niego sprawie, bardzo często tak mocno jest przywiązany do swojej sprawy, do myśli, że musi się zmienić, że musi wyprosić coś, że musi się coś wydarzyć i w swoim sercu nie daje Bogu wolności. Nie ma wtedy pokory. A Bóg oczekuje od człowieka MODLITWY PROŚBY, MODLITWY POKORNEJ, bez przywiązywania się do tego, o co prosimy; MODLITWY, W KTÓREJ CZŁOWIEK UZNAJE WOLĘ BOGA, jaka by nie była; godzi się na to, co Bóg uczyni. Prosi z wiarą, że Bóg jest w stanie dokonać tak wielkiej rzeczy, ale jeśli uzna, że to będzie dobrem największym dla danej osoby. 
Często zdarza się, że człowiek modli się o coś, ale z przeświadczeniem, że i tak nie otrzyma. Modli się, jak gdyby dla świętego spokoju swojego, że oto i on również uchwycił się i tej ewentualności, i tego sposobu, aby pomóc sobie, czy komuś, ale modląc się nie wierzy. Kiedy w człowieku jest taka rezygnacja, brak wiary, należy prosić Boga o wiarę, bowiem modlitwa, w której człowiek prosi, a jednocześnie od razu zakłada, że i tak nic z tego nie wyjdzie jest modlitwą, która rani Boga, która Go obraża. Kiedy człowiek zwraca się do Boga o coś, w jakimś celu, ma cały czas mieć świadomość, do Kogo się zwraca, a więc nie może traktować Boga jako równego partnera, jako kolegi lub koleżanki z pracy, jako kogoś, kogo można lekceważyć. Modlitwa, w której od razu zakłada się, że nie będzie wysłuchaną jest swego rodzaju lekceważeniem Boga. Można by powiedzieć po ludzku: to po co zawracasz głowę Panu Bogu? 
Ponieważ człowiek doświadcza małości swojej wiary, doświadcza niewiary, doświadcza wątpliwości w wierze, więc ma chwycić się dzisiejszego fragmentu i wraz z ojcem chłopca powtarzać: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu! Przymnóż mi wiary! Chcę wierzyć! Proszę, pomóż mi wierzyć! Proszę, daj mi Ducha wiary! Ze strony człowieka musi również wyjść swego rodzaju inicjatywa, ponieważ Bóg daje łaskę, wprowadza człowieka na drogę wiary, ale oczekuje, że człowiek też będzie o tę wiarę dbał i będzie ją niejako pomnażał; starał się, by ona w nim wzrastała. Bóg oczekuje: 
- że człowiek nie usiądzie z założonymi rękami i nie zrezygnuje w swoich wątpliwościach, ale że rozpocznie swoistą walkę o wiarę; 
- że chwytając się łaski, którą otrzymał, będzie starał się o to, by jego wiara się umacniała. Będzie robił wszystko, by nie tylko utrzymać łaskę, którą otrzymał do Boga, ale będzie starał się, by dar został pomnożony, przysłowiowe talenty zostały rozmnożone.
Patrząc na Świętych, możemy zobaczyć - w różnych etapach ich życia - walkę o przymnożenie wiary. Święci na swojej drodze doświadczają takiego etapu, w którym Bóg dopuszcza wątpliwości - nieraz bardzo duże - kiedy wydaje się, że pozostawia duszę samą sobie, jej własnym siłom, a sam jak gdyby się ukrywa. Dusza ma wtedy pomimo wszystko starać się wierzyć i żyć nadal na drodze ku zjednoczeniu z Bogiem. To, że jest ciemno nie znaczy, że słońca nie ma, że zgasło. Tak samo to, że człowiek w danym momencie nie doświadcza Bożej obecności, która była cudowną Obecnością, która pociągała serce i sprawiała, że człowiek biegł do Boga; to, że teraz tego nie odczuwa wcale nie znaczy, że Bóg go zostawił, albo, że Boga nie ma. Natomiast może oznaczać, że Bóg oczekuje, iż teraz człowiek ze swojej strony wykaże pewną inicjatywę, a więc ZAWALCZY O SWOJĄ WIARĘ.
Jedną z form walki jest PROŚBA SKIEROWANA DO BOGA. Pomimo ciemności duszy, pomimo pustki, którą człowiek odczuwa wokół siebie, jest prośba: Wierzę, przymnóż mi wiary! Wierzę, proszę daj mi wiarę! Wierzę, proszę zaradź memu niedowiarstwu! Chcę wierzyć! I Bóg odpowiada człowiekowi na tę prośbę. Nigdy nie pozostawia człowieka samego. Tylko człowiek musi się wykazać cierpliwością, ponieważ ta odpowiedź niekoniecznie musi być dana natychmiast. Być może dusza potrzebuje trochę czasu na tę walkę, być może musi się w tej walce trochę zahartować; być może poprzez dłuższą walkę ma przygotować się na przyjęcie jakichś większych łask. Tego dusza nie musi wiedzieć, natomiast dusza ma: 
- pokornie prosić o wiarę, 
- pokornie, ze wszystkich sił starać się trwać przed Bogiem, 
- jeśli przeżywa jakieś trudności i o coś prosi, pokornie prosić i czekać na objawienie się woli Bożej, 
- pokornie w swoim sercu godzić się na to, co Bóg zechce uczynić, 
- pokornie trwać, czy to słońce, czy ciemność, czy wiatr, burza, czy deszcz, dusza ma trwać.
Gdy dusza będzie prosić, gdy będzie pokorna w swojej prośbie o wiarę, gdy będzie pokorna i poddana woli Bożej we wszystkich sprawach, doświadczy, zobaczy Boże działanie w jej życiu. Będą dziać się cuda. Cuda dzieją się również w naszym życiu, czasem tylko brakuje pokory, aby zobaczyć je. Bóg jest Bogiem, który działa tu i teraz. Nie jest Bogiem, który działał wtedy, kiedy Jezus chodził po ziemi; nie jest Bogiem, który tylko opiekował się narodem wybranym; nie jest Bogiem przeszłości. Jest Bogiem, który działa tu i teraz. Gdy coś czyni, gdy coś mówi, gdy kieruje swoje Słowo do człowieka, to to Słowo jest wieczne, to Słowo skierowane jest do każdego człowieka, to Słowo wybrzmiewa, choćby było wypowiedziane nad narodem wybranym kilka tysięcy lat temu, to Słowo wybrzmiewa nad współczesnym człowiekiem i ono się staje w życiu współczesnego człowieka. Dlatego, POSŁUCHAJMY DZISIEJSZEGO FRAGMENTU EWANGELII, POSŁUCHAJMY JEZUSA, który mówi, że WSZYSTKO JEST MOŻLIWE, TRZEBA TYLKO WIERZYĆ. I posłuchajmy odpowiedzi. 
„Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” Niech to Słowo wybrzmiewa w naszym życiu! Niech to Słowo w nas staje się i z naszego serca wypłynie w kierunku Boga. Niech to Słowo niejako sprowadzi na nas łaskę wiary. Niech się stanie w nas!
Złóżmy swoje serca na Ołtarzu, prosząc, by Bóg udzielił łaski wiary każdemu z nas, by dawał światło Ducha Świętego, w jaki sposób prosić o wiarę, w jaki sposób odnajdywać się w sytuacjach, gdzie ta wiara jest szczególnie potrzebna, a doświadczamy jej braku. Złóżmy swoje serca na Ołtarzu!
 
Modlitwa
 
Mój Panie! Klękam przed Tobą, aby z wielką czcią i miłością przyjąć Ciebie w moim sercu. Pragnę przed Tobą, Boże, uniżać się. Pragnę pokornie chylić przed Tobą swoją głowę, pragnę, by i serce moje pokornie chyliło się ku ziemi, abyś Ty został wywyższony, aby Ciebie godnie przyjąć. 
Dzisiaj, Jezu, pouczasz nas o wierze. Te słowa, choć wydają się takie oczywiste, to jednak nie są proste do realizacji, ponieważ człowiek musi przełamać w sobie niewiarę. Musi pomimo braku wiary wypowiedzieć słowa: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”. Nie zawsze jest się tak zdeterminowanym, jak ojciec tego chłopca. Nieraz, Jezu, jest się zmęczonym i zniechęconym i wtedy nie ma się siły, aby wypowiedzieć takie słowa. Potrzeba wtedy jakiegoś wydarzenia, aby człowiek obudzony nim szukał ratunku i w Tobie upatrywał ten ratunek. Jednak pragnę, Jezu, poczuć w sobie siłę, aby prosić Ciebie o wiarę bez dodatkowych wydarzeń i sytuacji. Chce się obudzić, chcę wstać ze zmęczenia, zniechęcenia, by z wiarą modlić się i spotykać się z Tobą. Więc, choć cała moja dusza przeczy temu, ja pragnę Cię prosić Jezu: Wierzę, przymnóż mi wiary, zaradź memu niedowiarstwu! Przyjdź, Jezu, do mojego serca i w moim sercu uczyń Cud!. Niech ono wierzy, niech ufa! Proszę, przymnóż mi wiary, aby w moim sercu była pewność Twojej Obecności. Proszę, zaradź memu niedowiarstwu, aby w moim sercu zajaśniało światło, aby moje serce obudziło się do życia, aby zapragnęło wielbić Ciebie, dziękować Tobie. Proszę, zaradź mojej słabości, aby moje serce na nowo zapłonęło miłością i aby zapragnęło Ciebie jako jedyne Źródło miłości, jako jedyne zaspokojenie miłości; jako Tego, do którego moje serce będzie nieustannie dążyć i w którym będzie upatrywać cel swój, swoje szczęście. Jezu mój - wierzę, zaradź, memu niedowiarstwu!
 
***
Pragnę Jezu, pomimo tak licznych wątpliwości, pomimo tak wielkiego niedowiarstwa, modlić się ze wszystkich moich sił. Pragnę mówić słowa, pomimo braku wiary, aby samo wypowiadanie słów budziło wiarę, aby umacniało mnie. To, co tak często Tobie mówię, Jezu, co jest radością mojego serca, teraz zdaje się być ciężarem. Tak trudno wypowiedzieć słowa, kiedy w sercu jest ciemno, kiedy w sercu wydaje się, że nie ma wiary. Ale, Panie Jezu, ja chcę wierzyć, chcę kochać, chcę otwierać serce, aby przyjmować Ciebie, więc teraz mocą wiary otwieram moje serce aktem woli i zapraszam Ciebie. Pragnę, Jezu, przed Tobą się uniżyć i uznać w Tobie mojego Pana. Oddaję Ci hołd, mój Jezu, i wyznaję, że jesteś moim Królem, Królem mojego serca. Chociaż moje serce jest słabe i wiary w nim nie ma właściwie żadnej, to chcę Ci powiedzieć Jezu, że wierzę w Twoją miłość, w Twoje Zmartwychwstanie, w pokonanie śmierci, grzechu; wierzę w to, że mnie zbawiłeś. Proszę, zaradź memu niedowiarstwu, aby moja wiara wzrastała z chwili na chwilę, z dnia na dzień. Jezu mój! Pragnę moim całym sercem przylgnąć do Ciebie już na zawsze. Pragnę tulić się do Twojego Krzyża, ponieważ właśnie na Krzyżu dałeś dowód miłości, na Krzyżu okazałeś mi swoje miłosierdzie, na Krzyżu mnie zbawiłeś. Więc ja chcę, Jezu: 
- przylgnąć do Krzyża, 
- chcę Go adorować nieustannie, 
- chcę kochać Krzyż, 
- chcę, Jezu, z Tobą się spotykać, z Tobą Ukrzyżowanym; 
- chcę przy Tobie być, kiedy doznajesz bólu, cierpienia, 
- chcę każdą Twoją Ranę opatrywać, każdą adorować, 
- chcę, Jezu, każdą Twoją kroplę Krwi zbierać do mojego serca i w sercu przechowywać, kochać, adorować, 
- chcę Jezu! 
Wypowiadam moje słowa modlitwy samym aktem woli. Nie ma w tym uczucia, nie ma w tym zbyt wielkiej wiary. Sam dobrze o tym wiesz, Jezu. Ale wiem, że nawet, by wypowiadać te słowa musiałam otrzymać od Ciebie łaskę, ponieważ o własnych siłach nie jestem w stanie modlić się, nie jestem w stanie uczynić znaku Krzyża, nie jestem w stanie wypowiedzieć do Ciebie ani słowa. Więc dziękuję Ci za tę łaskę, za Twojego Ducha, który modli się we mnie, który podpowiada mi, jakie słowa wypowiadać. Dziękuję Ci Jezu za to, że moje serce budzisz, że moje serce powstaje z letargu. Dziękuję Ci, że przechodzi uśpienie, że mija zmęczenie, zniechęcenie. Dziękuję Ci, że modlitwa pod Twoim kierownictwem sprawia, iż zaczynam inaczej, Jezu, patrzeć na Ciebie. Budzi się we mnie wiara, choć maleńka, to jednak już czuję łaskę, którą mi dałeś. Już inaczej patrzę na Ciebie i już inaczej, z innym nastawieniem serca, wypowiadam słowa modlitwy. Dziękuję Ci, Jezu! Jakże potrzebuję Twojej łaski wiary! Jakże potrzebuję Ciebie, Jezu! Bez Twego błogosławieństwa, bez Twojej łaski, Jezu, niczego nie jestem w stanie zrobić. Nie jestem w stanie spojrzeć na Ciebie, nie jestem w stanie uczynić znaku Krzyża, modlić się, wierzyć, ufać, kochać; nie jestem w stanie myśleć o Tobie, o wierze, nie jestem w stanie sięgnąć po Pismo Święte – do niczego nie jestem zdolna bez Ciebie. Ale, kiedy jesteś ze mną, kiedy mnie wspierasz - Panie mój - Niebo staje przede mną otworem. Do tego Nieba wprowadzasz mnie i moje serce na nowo może oddychać prawdziwym pokojem, prawdziwą miłością. Znowu zaczyna pragnąć, znowu tęskni za Tobą, znowu z wielką czułością moje serce tuli się do Twojego Krzyża. Wiem, Jezu, wszystko jest łaską; bez niej umieram, ale z Twoją łaską powstaję do życia. Jestem najszczęśliwszą duszą, którą Bóg sam podnosi na wyżyny miłości. 
Więc chcę Ciebie uwielbić Boże, uwielbić całą mocą mego serca, tak jak potrafię. Bądź uwielbiony, Jezu, w niezwykłych łaskach, we wszystkich dobrodziejstwach Twego Serca, które zlewasz na nas! Bądź uwielbiony w tym, że budzisz serca, że wlewasz wiarę! Bądź uwielbiony! Bądź uwielbiony w tym, że dajesz mojemu sercu na nowo siły, że mogę czerpać z Ciebie, że każdego dnia mogę na nowo wstawać, na nowo spojrzeć na Ciebie i rozpoczynać na nowo życie. Bądź uwielbiony! Jesteś wszystkim moim: i życiem, i miłością, i pokojem. Jesteś siłą i mocą, energią do życia, jesteś modlitwą moją, pragnieniem serca, tęsknotą, jesteś czułością. Jesteś wszystkim, Jezu, czego pragnie moje serce, czego potrzebuje. Bądź uwielbiony, Jezu, moje wszystko! 
Proszę Ciebie, by moje serce mogło wyśpiewać Tobie miłość, uwielbienie. Samo nie jest zdolne, ale dzięki Twemu Duchowi może wszystko. Bądź uwielbiony, Jezu!
 
***
Mój Jezu! Ożywiłeś moje serce, na nowo zaczęło żyć. Na nowo nabrało ufności i wiary, na nowo zapragnęło Ciebie, zapragnęło wielbić, kochać, zapragnęło być razem z Tobą, zapragnęło trwać przy Tobie. Po prostu dałeś życie memu sercu od nowa. Dziękuję Ci Jezu! I proszę Ciebie, aby Twoje błogosławieństwo umocniło moje serce, aby Twoje błogosławieństwo sprawiło, iż moje serce będzie cały czas kochać, wierzyć, trwać, wpatrywać się w Ciebie, adorować Ciebie. Proszę, pobłogosław nas, Jezu!
 
Refleksja
 
W chwilach, kiedy doznajemy trudności wiary, kiedy trudno nam jest wierzyć, kiedy trudno się modlić, kiedy ogarnia serce zniechęcenie czy też zmęczenie, wątpliwości, MÓDLMY SIĘ SŁOWAMI Z DZISIEJSZEJ EWANGELII. Starajmy się wypowiadać słowa modlitwy, pomimo, iż nie czujemy w sobie żadnej mocy, iż nie czujemy słów, które wypowiadamy. Mówmy Bogu, że wypowiadamy je aktem woli. Prośmy i dziękujmy, a zobaczymy, iż Bóg udzieli nam łaski i przemieni jałową ziemię w niezwykle urodzajny ogród, przepiękny ogród; ogród pełen cudownych roślin, pełen cudownych zapachów, pełen cudownych owadów i śpiewu ptaków. Niezwykłe jest Boże działanie. Bóg jest w mocy uczynić wszystko, jest w mocy pobudzić nasze serca do życia, wlać w nie prawdziwą wiarę, przenoszącą góry.
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. 

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!