banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    „Ubodzy duchem mają wstęp do nieba” (Jk 4,13-17; Ps 49,2-3.6-11)


    
Nadal obracamy się wokół tematu duszy najmniejszej, wokół małości, wokół pokory. Dzisiaj szczególnie wybrzmiewają słowa Psalmu: „ubodzy duchem”. Natomiast w pierwszym czytaniu zwrócona jest uwaga na to, że człowiek nie zna swojej przyszłości, nie może nic uczynić, aby choć o jedną sekundę wydłużyć swoje życie, by dołożyć sobie chociażby jeden dzień.
Ubodzy duchem, dusze najmniejsze, dzieci – te określenia są sobie podobne, mają podobne znaczenie. Wszystkie powinny być przez nas odbierane jako skierowane do nas. Bóg poucza, w jaki sposób takie dusze powinny patrzeć na swoje życie, jak je planować i układać. W planowaniu życia, kolejnych dni, człowiek przede wszystkim POWINIEN ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA SWOJĄ POSTAWĘ WOBEC BOGA. Powinien przyjrzeć się sobie, w jaki sposób planuje, w jaki sposób patrzy na przyszłość, bowiem to właśnie w sercu rodzi się pycha lub też z serca płynie pokora. W planowaniu, w spojrzeniu w przyszłość może być albo pycha, albo pokora. Człowiek zawsze coś planuje, byłoby nierozsądkiem nie planować. Dlaczego zatem, Bóg dzisiaj zwraca waszą uwagę na niestosowność planowania, takiego, o jakim mowa jest w pierwszym czytaniu?
Swego rodzaju podpowiedzią są słowa Psalmu mówiące o tym, iż ubodzy duchem otrzymają Królestwo Niebieskie. Jak to się jednak ma do planowania, a właściwie do takiego usposobienia serca podczas planowania, by podobało się to Bogu?
Otóż CZŁOWIEK MUSI WEJŚĆ GŁĘBOKO W SIEBIE I STAJĄC PRZED BOGIEM MA UŚWIADOMIĆ SOBIE: 

● Na ile opiera swoje życie, swoje działanie, swoje plany na następny dzień na sobie, a na ile rzeczywiście opiera na Bogu? 

● Na ile swoje plany konsultuje z Bogiem?

● Nas ile pyta Boga, czy te plany Mu się podobają?

● Czy słucha odpowiedzi? 

● Czy w swoim sercu jest otwarty na Bożą inicjatywę w życiu, czy jest otwarty na to, co proponuje Bóg? 

● Czy może nie dopuszcza Bożych planów?

● Należy swoje serce codziennie badać i być czujnym, ponieważ człowiek przywiązuje się do swojego życia, do swojej drogi życiowej, do swojego wyobrażenia, jak ona ma wyglądać i zaczyna sam ją kreować. 

● Trzeba być czujnym i pytać siebie, czy zgadzam się na to, by Bóg całkowicie zmienił moje plany?

● Czy w swoim sercu pozwalam na to, aby Bóg skierował drogę mego życia w zupełnie inną stronę? Jeśli się bronię przed tym, jeśli się tego boję, jeśli ze wszystkich sił nie zgadzam się na to, to znaczy, że trzymam władzę nad swoim życiem w swoich rękach i nie chcę jej wypuścić. A to oznacza, że stając przed Bogiem jest we mnie pycha, nie ma pokory. Słuchając Psalmu: TYLKO UBODZY DUCHEM STANĄ SIĘ POSIADACZAMI KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO. 

Mówimy nieustannie o oddaniu życia Bogu, o zawierzeniu, o słuchaniu Boga i pójściu za Jego wskazaniami. Jednak jest w sercu jakaś sfera życia, nad którą człowiek pragnie posiadać władzę. Jeśli przyjrzelibyśmy się dobrze sobie, swemu wnętrzu, swoim emocjom, gdybyśmy się przyjrzeli temu, co dla nas jest ważne, temu, czego pragniemy, o co się staramy, jeśli byśmy się przyjrzeli swojej codziennej pracy, swoim troskom, swoim niepokojom, zobaczylibyśmy, że jednak są pewne sfery, nad którymi chcemy mieć kontrolę, chcemy panować, chcemy prowadzić po swojemu. To jest nasze pragnienie. U niektórych nawet jest tak, że nie wyobrażają sobie, żeby było inaczej. Niekiedy człowiek się wręcz boi myśli, że mogłoby być inaczej. A więc nie zostało to oddane Bogu, w tym nie oddaję Bogu pierwszeństwa. 
To, że człowiek pewnych rzeczy się obawia, pewnych rzeczy nie chciałby – jest to naturalne. Natomiast w postawie, o której mówimy, chodzi o to, aby pomimo obaw czy sprzeciwu, pomimo tego, powiedzieć Bogu - „tak”: 
- godzę się na Twoją wolę również w tej sprawie; 
- godzę się na Twoje spojrzenie na tę sferę mego życia; 
- godzę się na Twoją ingerencję w moje życie, w te sprawy. 
- w moim sercu wyrażam zgodę i czynię to aktem mojej woli, abyś Ty pokierował moim życiem również w tych sferach, choć obawiam się, choć chciałbym inaczej, choć moje pragnienia są inne być może od Twoich, godzę się na to, co mi dasz.
Takie spojrzenie i taka postawa wobec Boga jest postawą duszy pokornej i przypomina - zauważmy - postawę Jezusa, który modli się w Ogrójcu. Tam Jezus stawał przed straszną wizją najbliższej swojej przyszłości, najbliższych godzin swego życia. A modląc się całym sobą bał się. Cała Jego Istota sprzeciwiała się temu, co Go czekało i modlił się, by jednak Go to nie spotkało. Ale swoją modlitwę zakończył wyrażeniem zgody na wolę Ojca. 
Ta postawa, choć wymaga od duszy ogromnej dojrzałości, wymaga ogromnego wysiłku, samozaparcia, jednak wprowadza duszę na drogę realizacji woli Bożej w jej życiu. Jeśli dusza jest konsekwentna i cały czas wyraża taką postawę, realizuje coraz doskonalej Boże plany wobec niej, a więc doskonali się w świętości. Zgoda na wolę Bożą, choć niekoniecznie trzeba ją znać, zgoda na to, co zechce Bóg uczynić, na to, w jaki sposób zechce pokierować, czyni człowieka coraz bardziej pokornym. Jednocześnie, jeśli człowiek autentycznie przyjmuje tę wolę, każdego dnia podejmuje na nowo wolę Bożą godząc się na wszystko, otrzymuje pokój wewnętrzny. Jeśli stara się ze wszystkich sił, by Bóg zrealizował w nim swoje plany, stopniowo powoli niejako odrywa się od spojrzenia ludzkiego na świat, na otaczające życie, na wszystkie jego sprawy życiowe, niejako odrywa się od tego wszystkiego, od przywiązania do tych spraw, do obowiązków, do pragnień, a zaczyna coraz pełniej, całym sobą otwierać się na Bożą wolę. 
Człowiek jest bardzo przywiązany do różnych rzeczy, do sposobu myślenia o różnych sprawach. Jest wręcz omotany, jak w pajęczej sieci, w tym, co zewnętrzne, co pochodzi od świata. Chociaż wypełnia swoje obowiązki tak jak należy, chociaż wydaje się, że idzie drogą przykazań, to jego uwiązanie w świecie może być ogromne. Można by przyrównać do obrazu, gdzie oczy, usta, ręce, nogi, serce – każda z tych części ciała jest przywiązana ogromną grubą liną do konkretnych rzeczy w świecie i człowiek wręcz nie może się ruszyć, żeby nie pociągnąć za sobą tych różnych rzeczy i spraw. W momencie, kiedy zaczyna godzić się na wolę Bożą, kiedy wyraża to aktem woli, może jego serce się sprzeciwiać, jego emocje, jego uczucia mogą być bardzo silne, może odczuwać lęk, ale jednak wyraża przed Bogiem pragnienie, że chce realizować Jego wolę. I potem konsekwentnie podejmuje takie kroki, które potwierdzają podejmowanie woli Bożej, nawet, jeżeli do końca nie rozumie, jaka ta wola jest, ale stara się w każdym momencie, w każdej decyzji spojrzeć na Boga i chwilę pomyśleć. Kiedy w modlitwie powierza każdą sprawę Bogu, a potem podejmuje decyzje, a więc są to takie zwyczajne sytuacje i kiedy w tych zwyczajnych sytuacjach człowiek w jakiś sposób stara się szukać woli Bożej i ze względu na nią podejmować kolejne kroki, powoli te grube liny, jakimi jest związany ze światem, zaczynają pękać. One są coraz cieńsze, nieraz odrywają się od człowieka, od serca, od duszy, od oczu, od uszu, od rąk, od nóg. Kiedy człowiek jest coraz bardziej wolny, wtedy może otwierać się na to, co jest w Niebie, niejako unosić się, bo jest wolny, nie jest uwiązany. Wtedy dopiero otwiera się w stronę Boga, napełnia się Jego światłem, jego serce doznaje pokoju, zaczyna płynąć niejako w przestworzach zgodnie z wolą Bożą. Nie poruszany przez świat tak, jak marionetka za pomocą sznurków, ale płynie w wolności, a Duch Święty jest wiatrem, który porusza jego żagle. 
Taka jest dusza pokorna, taki jest ubogi w duchu, bowiem, co oznacza być ubogim w duchu? To znaczy, że CZŁOWIEK UZNAJE SWOJĄ MAŁOŚĆ PRZED BOGIEM. Uznaje, iż mądrym, pełnym miłości, pełnym pokoju, Tym, który wie wszystko jest BÓG. Przed Bogiem dusza się jeszcze umniejsza, uniża. Nie przechowuje poczucia bycia kimś, komu coś się powiodło, coś się udało, kto coś potrafi, ponieważ ubogi w duchu zdaje sobie sprawę, że wszelkie dobro pochodzi od Boga. A więc to nie jemu się udało, ale to Bóg dokonał rzeczy posługując się nim. On był w tym momencie tylko narzędziem i jako narzędzie jest niczym sam z siebie. Choćby najbardziej skomplikowane urządzenie, jeśli człowiek tego urządzenia nie włączy, nie steruje, nie ustawi, w jakiś sposób nie zaprogramuje, urządzenie samo z siebie nie żyje, nie pracuje, nie myśli. Człowiek może się posłużyć narzędziem, tak samo Bóg posługuje się człowiekiem. Narzędziem może być zwykła łopata i narzędziem może być chociażby komputer, ale sam komputer nie zaprogramuje się i nie będzie pracował. Musi człowiek zaprogramować, stworzyć go i potem na nim pracować. Tak samo łopata - sama nie będzie pracować, nie przekopie grządek; musi człowiek wziąć łopatę do ręki i przekopać grządki. Analogicznie – różne są dusze, różne są stopnie doskonałości, różne dane umiejętności, do różnych rzeczy Bóg je powołuje, w różne dary wyposaża. Ale to Bóg ma się posłużyć takim, czy innym narzędziem, aby rzeczywiście wypłynęło dobro.
Ubogi duchem posiądzie Królestwo Niebieskie. Tak więc, dusze najmniejsze, dzieci są tymi, przed którymi otwarte jest Niebo, dary Nieba, otwarte jest całe bogactwo w Niebie zawarte, dlatego, że sami nie uzurpują sobie prawa do bycia wielkimi, a więc nie odbierają chwały, wielkości tu na ziemi. Zatem tę chwałę daje im Bóg w wieczności, bowiem Bóg dla każdego przygotował dar Nieba, dla każdego przygotował wszystkie bogactwa Nieba i każdy może uczestniczyć w chwale Boga w przyszłości. Ale sam człowiek tego nie może osiągnąć. Sam tej chwały sobie nie odda, sam nie wejdzie w nią, sam nie napełni się chwałą. Dawcą wszystkiego jest Bóg. Bóg daje, CZŁOWIEK ZAŚ ALBO OTWIERA SIĘ NA DAR, albo ZAMKNIĘTY W SOBIE DAR ODRZUCA. 
Uniżenie, pokora jest zgodą człowieka na to, kim jestem. Jest zgodą na to, jakim jestem przed Bogiem. I przyjęcie konsekwencji tego – skoro jestem mały, oddaję się Bogu, pragnę przyjąć Boga jako Tego, który jest wszystkim. JEŚLI CZŁOWIEK NIE KEST POKORNY SAM SIEBIE STAWIA NA PIERWSZYM MIEJSCU ZAMYKAJĄC SIĘ NA BOŻE DARY. Człowiek sam siebie nie jest w stanie zbawić i wprowadzić do Nieba. Zamyka się, zatem, na dar Nieba. 
Zatem w codzienności, myśląc o kolejnym dniu, myśląc o kolejnych tygodniach:

● ZAWSZE MYŚLMY Z POKORĄ I POWIERZAJMY SIEBIE BOGU, swoje zamiary, swoje plany i pragnienia. 

● W SWOIM SERCU WYRAŻAJMY ZGODĘ NA TO, CO BÓG POSTANOWI. 

● Na każdym kroku STARAJMY SIĘ BYĆ POKORNYMI. Wyrażać się to może w codziennych sytuacjach, gdy godzimy się na to, co niekoniecznie nam w danym momencie musi odpowiadać. 

● PRZYJMUJMY JAKO BOŻĄ WOLĘ WOBEC NAS, ŁASKĘ, której być może nie rozumiemy, ale POPRZEZ KTÓRĄ BÓG NAS PROWADZI. 

A każdy krok pokory jest krokiem zbliżającym do Nieba, do świętości, do doskonałości. Z każdym krokiem coraz bardziej wypełniać nas będzie pokój – Boży pokój. 
Złóżmy swoje serca na Ołtarzu prosząc o wewnętrzne doświadczenie zgody na wolę Bożą, o wewnętrzne doświadczenie przyzwolenia Bogu na to, by czynił z naszym życiem to, co On uważa za najlepsze. 
 
Modlitwa
 
Mój Jezu! Mówisz, aby zagłębić się w swoją duszę, niejako zbadać siebie. Kiedy patrzę w głąb mojej duszy, kiedy analizuję swoje myśli, swoje emocje, swoje pragnienia odnośnie konkretnych sytuacji, zaczynam widzieć, Jezu, jak daleko mi do doskonałości. Widzę, Jezu, że właściwie cały czas chcę sama sterować swoim życiem i chcę realizować swoje plany. Chwilami przeraża mnie to, jak jestem przywiązana do różnych rzeczy, do moich pragnień, jak trudno mi zmienić sposób myślenia, wręcz lękam się, Jezu, pomyśleć, że mogłoby być inaczej niż ja to sobie wymyśliłam. Do tej pory nie myślałam, Jezu, że jest to pycha. 
Pragnę, Jezu, dzisiaj oddać Ci to wszystko, z czym jestem tak związana i co zauważam, co trudno mi jest oddać. Chcę to uczynić, Jezu, aktem woli. Chcę to uczynić możliwie obejmując wszystko, co dostrzegam, a nawet idąc w głąb – wszystko, czego może nie widzę, ale co wiąże się z tym wszystkim, co Ci chcę oddać. 
Jezu mój! 

● Chcę Ci powierzyć, oddać moje wszystkie pragnienia – i te drobne, takie pojawiające się po drodze każdego dnia, dzięki którym zaspokajam swoje jakieś słabostki, ale chcę Ci też oddać pragnienia duże, wielkie, związane ogólnie z życiem, z przyszłością, z moją rodziną czy z pracą, ze Wspólnotą. To są może jakieś wyobrażenia o tym, jak ja chciałabym, by było.

● Chcę Ci oddać, Jezu, to, co jest moim wygodnictwem czy też pragnieniem zaspokajania mojej potrzeby wygody. Chcę Ci oddać wszystko, co się wiąże z jakimś ułatwianiem sobie życia, co jest nie podejmowaniem czasem trudnych spraw, choć potrzebnych.

● Chcę Ci, Jezu, oddać mój sposób patrzenia na innych i na siebie, wszystko, co się z tym wiąże. Chcę Jezu mieć Twoje spojrzenie na innych i na siebie – spojrzenie miłości, spojrzenie, które ma w sobie wszystkie cechy miłości.

● Chcę Ci, Jezu, oddać codzienne wybory – te dotyczące spraw małoważnych i ważniejszych. 

● Chcę Ci, Jezu, oddać wszystkie moje myśli; niech należą do Ciebie.

● Chcę Ci oddać wszystkie moje słowa. Chciałabym Jezu wypowiadać tylko słowa miłości; tylko takie, jakie Ty chciałbyś, abym wypowiedziała. 

● Chcę Ci, Jezu, oddać każde moje działanie, każdą czynność, każdy obowiązek, każdy trud, każde poświęcenie.

● Chcę Ci oddać i ten czas, który przeznaczam na pracę, na obowiązki, na to, co konieczne, ale i ten, który jest dla mnie. Nie umiem go dobrze spożytkować.

● Chcę Ci, Jezu, oddać wszystkie relacje z ludźmi; wszystkie Jezu, szczególnie te trudne. Chcę Ci oddać siebie w tych relacjach; to, jaka jestem. Widzę, Jezu, jak bardzo jestem słaba w tych relacjach, jak często upadam. Pragnęłabym być miłością. Chciałabym, abyś Ty w tych relacjach był we mnie, a jednak nie daję Tobie miejsca. 

● Oddaję Ci, Jezu, każdy dzień, każdą godzinę, każdą sekundę w ciągu dnia. 

● Oddaję Ci pracę, oddaję Ci moją rodzinę, oddaję wszystkich znajomych, przyjaciół; oddaję Ci Wspólnotę i to bycie we Wspólnocie.

● Oddaję Ci całą siebie, wszystko, co jest mną, co jest we mnie, co ze mnie wypływa; wszystko, co ujawnia się na zewnątrz, wszystko, co jest skryte. Pragnę, Jezu, wszystko Tobie oddać. 

● Chcę, Jezu, inaczej myśleć o sobie, inaczej stanowić o sobie. 

● Pragnę Jezu, by w moim życiu patrzeć na Ciebie, na Twoją wolę, pytać o nią i nią się kierować. Chcę pamiętać o Twojej woli. Chcę pamiętać o tym, żeby przed podjęciem każdego zadania, czynności przynajmniej prosić Ciebie o poprowadzenie, powierzyć Tobie daną sprawę. Jeśli jest taka możliwość – zatrzymać się i chwilę posłuchać, co mówisz w moim sercu. 

·       Marzeniem moim jest, Jezu, by po prostu z Tobą żyć, by każdego dnia, w każdym momencie być zwróconą do Ciebie, który żyjesz w mojej duszy i z Tobą wszystko omawiać i konsultować; z Tobą wszędzie iść – czy to praca, czy dom, czy to przyjaciele, czy osoby, których nie znam – zawsze z Tobą, zawsze w posłuszeństwie Twojej woli. 
·       Proszę, Jezu, pomóż mi nieustannie wsłuchiwać się w Ciebie, wpatrywać się w Ciebie, nieustannie z Tobą żyć. 
 
***
Jezu, mówisz dzisiaj, że ubodzy duchem będą najbogatszymi, bo posiądą Twoje Królestwo. Pragnę, Jezu, być uboga duchem. Jednak wiesz, jak bardzo zakorzeniona jest we mnie mania wielkości i to w każdej dziedzinie. Pragnę Ciebie prosić, abyś pomógł mi pozbyć się tej wielkości, abyś mi pokazywał, co jeszcze mam oddać, w czym mam uznać Twoje panowanie nade mną, w czym mam Ciebie uznać za swojego Pana, a nie siebie. Chcę, Jezu, oddać wszystko, niczego nie gromadzić czy to w sferze materialnej, czy duchowej. Chcę całkowicie być wolna od tego wszystkiego, by posiąść Ciebie. Proszę, pomagaj mi! Jedyne, co dobrze mam wykształcone, to zachłanność. Nie chcę, Jezu, być zachłanna. Pomóż mi, Jezu, chcę być dzieckiem wobec Ciebie: 

● dzieckiem, które z wielką szczerością, prostotą słucha, idzie za pouczeniami, z radością je przyjmuje i realizuje; 

● dzieckiem, które z wielką ufnością powierza się Tobie, pozwala abyś się opiekował. 

● dzieckiem, które o sobie nie stanowi; które o siebie się nie troszczy, ale które całkowicie powierza się Tobie; wierzy, ufa, wszystkiego oczekując od Ciebie, jest wolne od trosk;

● Chcę być dzieckiem, Jezu, aby być wolną, aby być Twoją całkowicie i od Ciebie zależeć we wszystkim; 

● Chcę, Jezu, być prawdziwie duszą najmniejszą; nie tylko dlatego, że mam tyle słabości, ale dlatego, że uznaję swoją małość i przyjmuję od Ciebie wszystko;

● Chcę być, Jezu, pokorna duchem, uboga, najmniejsza. 

Proszę, udzielaj mi swojego Ducha, który będzie mi jeszcze wyjaśniał te dzisiejsze pouczenia, który będzie prowadził we mnie rozważanie i pokazywał, na co mam zwrócić w sobie uwagę, nad czym mam popracować, oddając Ci wszystko. Chcę, aby we mnie trwało wezwanie do bycia najmniejszą, do bycia ubogą, pokorną. Ty możesz uczynić, że będę słyszeć cały czas to wezwanie i do niego się stosować. Potrzebuję, Jezu, Ciebie do wszystkiego, również do tego. Proszę Ciebie, pobłogosław mnie, Jezu!
 
Refleksja
 
Cały czas powracamy do postawy dziecka. Cały czas powracamy do poczucia bycia duszą najmniejszą, bowiem wobec Boga tylko taka postawa otwiera na całą Bożą rzeczywistość. TYLKO DUSZE UBOGIE, DUSZE POKORNE, MAŁE STANĄ SIĘ RZECZYWISTYMI BOGACZAMI, POSIADACZAMI KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO. Dopóki człowiek sobie nie uświadomi tego i dopóki nie będzie patrzył w głąb swojej duszy każdego dnia i nie będzie analizował, na ile danego dnia oddawał panowanie nad swoim życiem Bogu, a na ile sam chciał panować i kierować swoim życiem - a więc na ile był wielki w swoich oczach, a na ile mały - na tyle będzie lub nie będzie otwierał się na rzeczywistość Królestwa Niebieskiego i na samego Boga w jego własnym wnętrzu. Dusza pokorna posiada Boga, to znaczy – obcuje z Bogiem, który w niej mieszka. BÓG MIESZKA W KAŻDEJ DUSZY, ALE NIE KAŻDA DUSZA GO POSIADA, bo posiadanie Boga to: 
- obcowanie z Nim, 
- otwarcie się na Jego obecność w duszy, 
- wymiana niejako wszystkiego, co stanowi Boga i co stanowi duszę, 
- zlanie się Boga i duszy. 
Aby to mogło być stanem faktycznym, potrzeba pokory, małości, trzeba być ubogim. Wtedy Bóg stanie się bogactwem duszy. 
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!