banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130258 naszym gościem.       Osób on-line: 1


Konferencja


    „…choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łk 16,19-31)


    
Człowiek tak już jest skonstruowany, że chciałby rzeczy wielkich, rzeczy oczywistych, chciałby doświadczać rzeczy niezwykłych, chciałby, by w jego życiu wydarzały się zjawiska, które w sposób mocny i konkretny poprowadzą go, wskażą mu drogę, dadzą pewność, co do spraw, w które człowiek musi raczej wierzyć niż doświadczyć, zbadać, udowodnić. W życiu każdego człowieka pojawia się taki moment, kiedy chciałby on widocznego znaku od Boga z różnych powodów. Chciałby: 
- znaku Bożej obecności, 
- Bożej opieki, 
- Bożego prowadzenia, 
- po prostu Bożego istnienia. 
Łatwiej człowiekowi uczynić raz coś wielkiego, raz się wyrzec czegoś bardzo poważnego, raz uczynić jakąś ofiarę z czegoś, poświęcić się, a najlepiej, jeśli to jest ogólnie zauważane. Wtedy człowiek chętnie to czyni. O WIELE TRUDNIEJ JEST CZYNIĆ COŚ W UKRYCIU; coś, o czym nikt nie wie. Trudniej jest ponosić ofiarę, podejmować wyrzeczenie w ukryciu, po cichu, nie będąc w ogóle zauważanym przez świat. Trudniej jest na co dzień, każdego dnia podejmować trud wiary, ufności, każdego dnia zaufać, każdego dnia wykazać się, że człowiek wierzy w to, co nie jest sprawdzane naukowo. 
Otrzymujemy, dzięki łasce Boga, wszystko dla właściwego rozwoju duchowego, wszystko do kroczenia drogą ku świętości, wszystko, co potrzebne jest do wiary. Wszelkie nauki człowiek otrzymuje od małego dziecka przez wychowanie rodziców, poprzez katechezy kapłanów, poprzez Pismo Święte, książki religijne – wszystko jest, wszystko jest dane człowiekowi. Człowiek nie żyje w próżni, ale otoczony jest rzeczywistością, która nieustannie otwiera przed nim możliwości życia z Bogiem, w zjednoczeniu z Bogiem. Ma podane niejako na tacy: 
- jak ma żyć, 
- jak postępować, 
- jak uformować swoje serce, 
- jak nastawić duszę. 
Otrzymuje ku temu również siły, umocnienie poprzez Sakramenty. Otrzymuje pomoc poprzez drugiego człowieka, którego Bóg posyła ze wszystkich stron. Człowiek otrzymuje pomoc. Bóg troszczy się o każdą duszę, aby mogła kroczyć drogą świętości. O każdą! 
A jednak człowiek zachowuje się tak, jak dzisiejszy bohater z Ewangelii (por. Łk 16,19-31, który uważa, iż musi pojawić się ktoś niezwykły - umarły - aby mogło zmienić się życie jego braci, by uwierzyli. Każdy w swoim życiu ma moment, kiedy chciałby dowodu na istnienie Boga; kiedy chciałby, aby Bóg uczynił wobec niego jakiś znak. Nie zauważa właśnie tych znaków i dowodów, którymi jest otoczony, ale które w pewnym stopniu wymagają od niego wysiłku woli, wysiłku w wierze, ufności. Człowiek chciałby mieć jeszcze łatwiej, chciałby jeszcze więcej otrzymać. Chciałby na własne oczy zobaczyć, na własne uszy usłyszeć, ale w taki sposób, aby zostać zadziwionym Boża obecnością, Bożym działaniem. A to, co otrzymuje wydaje mu się zbyt małym.
A co człowiek otrzymuje od Boga? Otrzymuje wszystko. 

● Bóg człowieka poucza. Dał mu swoje Słowo. Każdego dnia człowiek może to Słowo Boże czytać. To Słowo skierowane jest do każdego człowieka, daje konkretne wskazania.

● Bóg dał człowiekowi Sakramenty Święte. Poprzez nie wprowadza w życie Kościoła, daje swoje życie, umacnia i wprowadza w rzeczywistość Zbawienia. Poprzez Sakramenty jednoczy ze Sobą.

● Czy śmierć na Krzyżu i Ofiara, którą Bóg każdego dnia ponosi na Ołtarzu – to zbyt mały znak? 

● Każdego dnia budzisz się rano, żyjesz, masz przy sobie bliskie osoby – czy nie jest to znak Bożej opieki?

● Każdego dnia masz możliwość uczestniczenia w największym, w najważniejszym, najcudowniejszym wydarzeniu, w którym Bóg dla ciebie oddaje życie – czy nie jest to dowód Bożej miłości, opieki?

● Każdego dnia zwracasz się do Niego, a On odpowiada. Tylko w tobie tak dużo wątpliwości, tylko uszy i oczy zatkane nie słyszą, nie widzą. Ale przecież Jezus dał człowiekowi modlitwę, poprzez którą człowiek może nawiązywać bliską relację z Ojcem – czy to nie dowód Bożej opieki, dowód Bożej miłości?

● Każdego dnia, jeśli chcesz możesz uczestniczyć w Męce Jezusa, adorując Jego Krzyż, adorując Najświętszy Sakrament, rozważając, co też oznacza ta Biała Hostia – czy ta obecność Boga to nie dowód?

● Każdego dnia Bóg porządkuje twoje życie, układa każdy twój krok, czuwa nad każdym twoim oddechem. Każda sekunda twego dnia jest przez Niego zaplanowana i tobie podana. Każda osoba, którą spotykasz i każda sytuacja jest darem Boga. Wszystko, co udało ci się zrobić i załatwić – to dar Bożej miłości. Ale i każda trudność, wszystkie przeciwności, każde cierpienie to też Jego łaska. TO ON PROWADZI CIEBIE DO ŚWIĘTOŚCI. 

Trudno zrozumieć łaski związane z cierpieniem. Trudno to zrozumieć. A jednak zgoda na kolejną sekundę, kolejną minutę, kolejną godzinę na taką, jaka jest – JEST PRZYJMOWANIEM WOLI JEZUSA; jest kroczeniem drogą, którą Bóg tobie wytycza. 
Czy myślisz, że Łazarz poszedł do Nieba tylko dlatego, że cierpiał? Nie. Nagrodą dla niego jest Niebo, dlatego, że on znosił cierpliwie swoją biedę, dlatego, że on zgodził się na takie życie, dlatego, że się nie buntował, że nie wykłócał się z Bogiem, nie wyrzucał Bogu. Ta zgoda zaprowadziła go aż do Nieba. 
Przyjęcie życia, jakie Bóg człowiekowi daje jest drogą ku wieczności. Zapewnienie życia w zjednoczeniu z Bogiem to:
- zgoda na codzienność, szarość, 
- zgoda na to, co jest, bez szukania niezwykłych wydarzeń, niezwykłych zjawisk, które według człowieka dałyby mu pewność co do Boga; 
- życie w przyjmowaniu dokładnie tego, co Bóg daje, 
- całkowite posłuszeństwo Bożym pouczeniom, które czyta się Piśmie Świętym, 
- uległość wobec Boga we wszystkim. 
Świętość – to poprzestanie na małym, poprzestanie na tym, co ciche, na tym, co niepozorne. Droga ku świętości  to: 
- zauważanie swojej codzienności, Bożej opieki, Bożej miłości, 
- dziękowanie za nią, 
- przyjmowanie z radością, 
- a nie oczekiwanie pojawienia się umarłych, Świętych, Aniołów; nie oczekiwanie niezwykłych znaków od Boga. 
Bogactwo nie musi oznaczać ani piekła ani Nieba. Tak samo bieda, czy cierpienie nie musi zapewniać ani Nieba ani piekła. To nastawienie serca sprawia, że albo człowiek kroczy do Nieba albo stacza się do piekła. Można żyć będąc w swoim życiu dobrze uposażonym, w sercu całkowicie oddanym Bogu i przywiązanym tylko do Boga, realizując Jego naukę - osiągnąć w ten sposób Niebo. Można też przeżywać różne trudności, doświadczać ubóstwa, ale przy tym buntować się, przy tym w swoim sercu czuć pożądliwość za rzeczami, których nie można osiągnąć, można czuć się bardzo przez to pokrzywdzonym przez los – to nastawienie serca nie prowadzi człowieka do Nieba.
Patrząc na życie Jezusa, na wydarzenia w Świętej Rodzinie, patrząc na życie Świętych można zobaczyć cudowną harmonię pomiędzy wolą Boga, wyrażającą się we wszystkich wydarzeniach, a wolą człowieka, który przyjmuje wszystko. Przyjmuje z tak wielką otwartością, że identyfikuje się we wszystkim. Wszystko traktuje jako swoje, jako jego drogę, jego życie, jako zjednoczone z jego wnętrzem. W życiu Jezusa, w życiu Świętej Rodziny nie było narzekania, nie było pretensji składanych Bogu za los, jaki spotykał Świętą Rodzinę. Nie było buntu. Każdy dzień i każde wydarzenie było przyjmowane otwartym sercem, było akceptowane. Do każdego wydarzenia od razu te serca nastawiały się z pełną akceptacją na wszystko, co ono ze sobą niosło - z pokorą, z dziękczynieniem, z miłością, z wdzięcznością ku Bogu za kolejny dar, kolejną łaskę, za kolejny dzień. Wszystko spostrzegane było jako dary Boże, Boża opieka, Boże prowadzenie. Nie było myślenia o dalekiej przyszłości, natomiast W SERCACH BYŁA UFNOŚĆ – BĘDZIE TAK, JAK BÓG ZECHCE. To Bóg troszczy się o los Rodziny. 
Złóżmy swoje serca na Ołtarzu, prosząc po raz kolejny o uległość, o ufność, o zgodę na swoje życie, jednocześnie o miłość: 
- by z miłością godzić się, przyjmować, podejmować kolejny dzień, 
- by z miłością pełną pokory wypełniać to, co Bóg daje każdemu z nas jako swoją wolę w kolejnej sekundzie, minucie, godzinie dnia, 
- by ta całkowita akceptacja i zgoda na najdrobniejsze wydarzenia, na najdrobniejsze sytuacje mogła poprowadzić nas do wielkiej świętości. 
Bowiem wielka świętość, w przypadku maleńkiej drogi miłości, w przypadku dusz najmniejszych, rodzi się z małych spraw, akceptowania drobiazgów, z podejmowania okruszyn, które leżą na drodze, Z NIESIENIA MALEŃKIEGO KRZYŻA, ale:
- bez odpoczynku, 
- bez pozostawiania go ani na chwilę, 
- bez buntu, 
- bez szukania innego. 
PRZYJMOWANA ZWYKŁA SZARA CODZIENNOŚĆ DAJE ŚWIĘTOŚĆ. 
Więc i my prośmy, by Duch Święty pokazywał nam w codzienności wszystko, najdrobniejsze sprawy, które pomogą nam formować swoje dusze, by z czasem zajaśniały świętością. 
 
Modlitwa
 
Jezu! Przychodzisz do duszy tak małej; duszy, która nie jest w stanie ani docenić tego Skarbu, który otrzymuje, nie potrafi uwielbić Ciebie i podziękować Tobie należycie. Przychodzisz do duszy, która jest tak słaba, że w żaden sposób nie potrafi zasłużyć sobie na Twoje łaski, na Twoją obecność, na Twoje zjednoczenie z nią. 
Tak bardzo mocno, Jezu, doświadczam nędzy własnego serca, które jest zimne, które jest twarde jak głaz, ślepe i głuche. Tak bardzo mocno odczuwam zmęczenie, wątpliwości i zniechęcenie. Choć w moim sercu powstaje maleńkie pragnienie, by móc Ciebie wielbić, móc z Tobą przebywać, z Tobą rozmawiać, jednak brakuje mi, Jezu, wszystkiego, aby to czynić. Jeśli mi nie pomożesz, Jezu, jeśli nie obdarzysz mnie gorącym sercem, piękną wymową, jeśli nie obdarzysz moich uszu słyszeniem, jeśli nie zdejmiesz z moich oczu zasłony, nie będę potrafiła, Jezu, podnieść wzroku na Ciebie, zapragnąć spotkania z Tobą, nie będę potrafiła mówić do Ciebie. 
Proszę Cię, Jezu, obdarz moją duszę swoją łaską, abym potrafiła u stóp Twoich po prostu trwać, być bez względu na to, co jest w sercu, co w duszy, co w umyśle, bez względu na wszystko, abym potrafiła być przy Tobie i patrzeć. Poprzez sam fakt bycia, trwania przy Tobie, aby moje serce napełniało się Tobą, mimo, że niczego nie czuję, niczego nie doświadczam. Spraw, by pomimo braku we mnie wiary, braku ufności, pomimo tego, że brakuje mi wszystkiego, aby modlić się, aby rozmawiać z Tobą. Spraw, aby moje serce zostało utwierdzone, umocnione w Tobie, w miłości, w wierze, w ufności. Proszę, aby Twoja obecność dokonała cudu we mnie, aby Twoja moc przeniknęła mnie. 
Potrzebuję Boże, Ciebie, aby podejmować kolejne zadanie, kolejny dzień, aby podjąć modlitwę, aby przyjąć kolejne wydarzenie, aby zaakceptować i zgodzić się na to, czego nie chce moje serce, czego się lęka. Do wszystkiego, Boże, potrzebuję Twojej łaski. Sama jestem słabą, mała duszą, bez sił, bez wiary, bez miłości. Niczego zatem, nie jestem w stanie uczynić. Proszę Ciebie, aby Twoja obecność umocniła mnie w moim powołaniu, w moim dążeniu ku Tobie, by umocniła mnie w naszej wzajemnej relacji, umocniła mnie w miłości; miłości, która nie jest jedynie uczuciem, ale jest wyrażeniem woli: chcę kochać, więc kocham. Proszę Jezu, umocnij mnie!
 
***
Dziękuję Ci Jezu za ten dotyk serca, dziękuję Ci za wszystko, co czynisz z moją duszą. Dziękuję Ci za ten czas, kiedy pozostawiasz mnie moim własnym siłom i po prostu leżę niemalże umierając. Dziękuję Ci za te chwile, kiedy podnosisz moją duszę do samego Nieba, otwierając drzwi i pokazując cudowny świat wieczności. Dziękuję Ci teraz za Twoje ukazane Rany i Twoje zanurzenie mojej duszy w Ranach i za łaski z tych Ran płynące. Dziękuję Ci, Jezu, za wszystko, choć tak niewiele rozumiem. Dziękuję Ci! 
Wiem, że to Twoja miłość kieruje Tobą, a więc ja doświadczam Twojej miłości na sobie we wszystkim. 
Za każdy ten dotyk miłości – dziękuję Ci! 
Za to, że moje serce powoli napełnia się życiem, powoli nabiera czucia – dziękuję Ci!
Mój Jezu! Ty wiesz, że pragnę Ciebie ponad wszystko. Ty wiesz, Jezu, że tęsknię za Tobą. Ty wiesz, że nawet w tych chwilach, kiedy pozostawiasz mnie samą moim własnym siłom, cały czas jest we mnie pragnienie, by należeć do Ciebie. 
Moja Miłości! Niech Twoje Rany zamkną mnie w sobie! Niech Twoja Krew, Jezu, pulsuje we mnie! Otocz mnie ramionami Krzyża i nie pozwól już odejść od Siebie! Chcę, Jezu, smakować Twojego cierpienia. 
Wiem, że duszom, które kochasz, które się na to godzą dajesz kosztować swojej Męki. Znasz mnie, znasz moją małość, mnie wystarczy odrobina, abym przez całe życie uwielbiała Ciebie, jednocząc się w tej odrobinie męki razem z Tobą. Niczego nie potrafię, do niczego nie jestem zdolna, więc w tej okruszynie męki, jaką z łaski Twojej otrzymam, ufam, że Ty będziesz mnie wspierał, że Ty udzielisz mi mocy, abym potrafiła przyjmować wszystko z wielką otwartością, całym sercem, z miłością. 
Proszę Ciebie, pobłogosław mi i spraw, by moje serce nie umierało, ale by żyło: 
- by żyło miłością, pragnieniem, dążeniem do Ciebie, 
- by żyło tęsknotą za Tobą, 
- by żyło Twoją Męką, 
- by żyło Tobą, 
bo bez Ciebie, Jezu, prawdziwie umieram. 
 
Refleksja
 
Po raz kolejny uświadamiamy sobie, iż DROGA DUSZY MALEŃKIEJ to:
- droga pokory;
- droga zgody na szarą rzeczywistość; 
- droga otwarcia serca na to, co Bóg chce duszy dać poprzez codzienność; 
- droga, w której z miłością podejmuje się okruszynę, a nie wielkie sprawy;
- jednocześnie droga, w której podejmowanie codzienności, zgoda na codzienność jest często heroiczną walką, jest wielkim zwycięstwem nad samym sobą. 
Choć dokonuje się to wszystko w ciszy serca, w duszy, choć nie jest widoczne dla ludzkiego wzroku, jednak prowadzi duszę ku wyżynom Nieba. We wszystkich okolicznościach, w każdej sytuacji życiowej, we wszystkich stanach, jakich żyjemy, we wszystkich powołaniach, we wszystkim CZŁOWIEK MOŻE POPRZEZ ZJEDNOCZENIE Z WOLĄ BOŻĄ STAWAĆ SIĘ ŚWIĘTYM. Świętość jest różnorodna. Tyle, ile jest ludzi, tyle jest różnych świętych. Każdy jest inny i każdy świętość może osiągnąć dopiero wtedy, gdy:
- zaakceptuje swoje życie, swoją drogę, 
- gdy zaakceptuje to, co Bóg przeznaczył dla niego, 
- gdy podejmie to, co jest wolą Boga wobec niego, 
- gdy otworzy serce na powołanie, 
- gdy realizować będzie to powołanie w pokorze, w sposób szczególny w swoim wnętrzu, nieustannie będąc wpatrzonym w Boga, w Jego miłość, w Jego Krzyż.
Na tej drodze mamy przecież swoich Patronów, a przyglądając się życiu Świętych możemy zauważyć wielu takich, którzy żyli w ukryciu, żyli w zjednoczeniu z Bogiem w głębi swego serca, o czym nie wiedziało otoczenie. Do takiego życia jesteśmy zaproszeni. 
A ja was błogosławię – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!