banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 25 listopada 2017 roku       Jesteś 1130840 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. (Mt 21,33-43.45-46)


    
Każdy człowiek nieco inaczej przyjmuje wypowiadane słowa, każdy ma nieco inne wyobrażenie o pojęciach, które one ze sobą niosą. Każdy słuchając pouczeń, co innego rozumie i inaczej przyjmuje. A przecież chodzi właściwie o jedno – chodzi o prawdziwe otwarcie się na Krzyż; o otwarcie serca na miłość, która z Krzyża wypływa. 
Gdybyśmy wzięli jakiegoś Świętego, to wystarczyłoby słowo: Krzyż Jezusa, a Święty padłby na kolana i ze wzruszenia płakałby, doświadczając niezwykłej miłości. 
- Czy nasze serca też na słowo: Krzyż, na słowo: Jezus, na słowo: ukrzyżowanie ze wzruszenia płaczą? 
- Dlaczego tak się dzieje, że z obojętnością człowiek słucha słów; że nie wywołują one w nim reakcji, jaką powinny wywoływać? 
- Dlaczego człowiek ma tak mylne wyobrażenie o tym, o czym mówi Kościół, o czym człowiek słucha chociażby podczas czytania Ewangelii? 
- Dlaczego w osobistej relacji z Bogiem człowiek nie doznaje takiego wzruszenia, jakie miało miejsce w życiu Świętych?
Dusza jest słaba, skażona grzechem i nieustannie doświadcza niemocy z powodu grzechu. Ale człowiek ma wolną wolę i chociaż w duszy jest ciemno, chociaż niczego nie czuje, może prosić Boga, aby otwierał przed nim świat, którego nie jest w stanie człowiek sam zobaczyć, choćby uzbroił się w najlepsze teleskopy, okulary, narzędzia. Jeśli człowiek pragnie kochać, jeśli odpowiada na Bożą miłość również miłością, pragnieniem miłowania, Bóg z czasem udziela łaski i dusza widzi, słyszy. Bóg daje duszy możliwość, by ona wewnętrznie widziała Jezusa Ukrzyżowanego. Dusza widząc swego Zbawiciela, widząc Jego cierpienie, pragnie kochać. Doświadczając własnej niemocy, słabości, zdając sobie sprawę bardzo wyraźnie, że nie jest w stanie pomóc Jezusowi, ona pragnie cała się w Niego wtulić, aby przyjąć na siebie, chociaż odrobinę tego cierpienia. 
Bóg udziela duszy łaski. Ona widzi Jezusa, pomimo tego, że ma różne zajęcia; ona widzi mimo, że wykonuje swoje obowiązki, ona wewnętrznie widzi i całą sobą lgnie do Jezusa. Cierpi przy tym bardzo, ponieważ czuje nieustannie swoją ograniczoność; to, że jest pomiędzy Bogiem a nią zasłona, jest granica, przez którą dusza nie może przejść, chociaż bardzo by chciała. Staje się to jeszcze większym cierpieniem duszy. Chciałaby dotykać Ran, chciałaby zbierać krople Krwi, ale nie może. 
To dziwny stan duszy, kiedy z jednej strony Bóg pokazuje duszy swoją Mękę, swoje cierpienie i czyni to po to, aby wzbudzić w niej miłość. W duszy ta miłość narasta i chce kochać. Ta miłość chce być czynną miłością, a więc pragnie wtulić się w Krzyż, pragnie objąć Jezusa. Czyni to duchowo, a jednocześnie czuje, że to wszystko jest jeszcze zbyt mało, że to wszystko jest jeszcze niczym. 
Gdy rozpoczyna się Eucharystia, dusza znowu widzi Jezusa, który sam Siebie daje na Ofiarę. Dusza uczestniczy we Mszy św. słysząc wszystko, co mówi kapłan i odpowiadając kapłanowi, a jednocześnie serce duszy płacze z Jezusem, cierpi z Jezusem tuląc się do Niego. I widzi w miejscu Ołtarza Krzyż Jezusa i czuje niezwykłe wezwanie. To miłość Boga przyciąga ją, przyzywa. 
Dusza całą sobą chce odpowiedzieć. Czuje wielką głębię Ofiary, jaka dokonuje się podczas Eucharystii. Całą sobą doświadcza jej, a jednocześnie nie potrafi ująć w słowa, nadać pojęcia temu, co widzi i co doświadcza, bo wykracza to poza ludzkie pojmowanie, ludzki rozum, inteligencję. Dusza, choć fizycznie jest na Mszy św. w kaplicy, w kościele, ona duchem przemierza nieograniczone przestrzenie świata duchowego. Przemierzając w ten sposób tajemnice Boże, przenikając je, niejako dotykając sobą, dusza jednoczy się z Bogiem, z Jego cierpieniem, z miłością, choć na zewnątrz niewiele można zobaczyć po niej.
Zadziwiające jest to, że dusza ta zarazem cierpi i zaznaje szczęścia. Poznanie miłości, zgłębianie jej tajemnicy zawsze niesie szczęście, a jednocześnie cierpienie duszy, która coraz bardziej czuje się na ziemi, jak na straszliwym wygnaniu, bo poznając Niebo uświadamia sobie, jak bardzo odległa od Nieba jest ziemia, jak bardzo różna od Nieba. 
Dusza pragnęłaby móc choć przez chwilę - tu na ziemi, w sposób fizyczny i duchowy -przylgnąć do Boga, do Jezusa Ukrzyżowanego. Choć przez chwilę móc złączyć swoje dłonie z Jego dłońmi, a swoje stopy z Jego stopami. Ból, jakiego doświadcza w swoim sercu jest ogromny, bo cały czas czuje zasłonę, granicę, która nie pozwala jej by w pełni zjednoczyć się z Bogiem. 
Ta dusza przeżywa różne chwile. Są takie momenty, kiedy Bóg daje jej wielkie pragnienie i tęsknoty, które sprawiają jej nowe cierpienia i rozkosz. Ale są też i takie, w których dusza wydaje się być pozostawiona w próżni, zdaje się być samotną, jakby nie było nikogo wokół niej, jakby w całym wszechświecie była tylko ona; jakby Bóg odszedł, ale w niej pozostawił pewność, że On jest. Ona czuje w sobie, w głębi tę pewność i znowu cierpi. Zdaje jej się, że jest zimnym głazem, który nie potrafi kochać, nie potrafi współczuć z Jezusem, nie potrafi wypowiedzieć słowa modlitwy, który jest obojętny na wszystko. To jest jej wielkim cierpieniem. 
Bóg według swego zamysłu, zgodnie ze swoją wolą taką duszę obdarza różnymi łaskami. Pozwalając jej cierpieć, daje jej również przebłyski swojej bliskości. Gdy dusza tego doświadcza, czuje wielką wdzięczność wobec Boga i wtedy dziwi się swoim poprzednim stanom. Teraz wydaje jej się wszystko tak oczywiste. A jej miłość, którą czuje w swoim sercu zdaje się płonąć wielkim ogniem. Nie jest już zimnym głazem, ale wielkim ogniskiem miłości. 
Wystarczy jednak, że Bóg znowu odejmie tę łaskę i dusza na powrót doświadcza swojej słabości. A jednak na pewnym etapie rozwoju duszy, ona cały czas ma poczucie, że Bóg jest przy niej, ma obraz Jezusa Ukrzyżowanego lub też inny obraz Bożej obecności. I dziwi się, i nie rozumie jak to się dzieje. Jej się wydaje, że jest ślepa i głucha, że jest jak umarła, nic nie czując, a jednak w jakiś sposób widzi. Wyrywa się znowu do Boga i znowu chciałaby dotknąć całą sobą.
Bóg poprzez takie doświadczenia przygotowuje duszę, by mogła żyć coraz bliżej Niego. Jednocześnie, by On mógł nią posługiwać się w sposób doskonały, aby ona swoimi słabościami nie niweczyła niczego, co On będzie dokonywał. 

● STARAJMY SIĘ, teraz w okresie Wielkiego Postu, OTWIERAĆ SERCA NA OBECNOŚC BOGA – nieustanną obecność w nas!

● SZUKAJMY GO W SWOIM SERCU! 

● STARAJMY SIĘ WIDZIEĆ JEZUSA UKRZYŻOWANEGO, bo prawdziwie wisi na Krzyżu i przeżywa mękę. Zaprasza każdego z nas do zjednoczenia się z Krzyżem, do trwania pod Krzyżem w każdym momencie, w każdej chwili; nie tylko wtedy, gdy przychodzi czas Koronki, czy Drogi Krzyżowej, ale stale. A jeśli Bóg zechce, udzieli nam szczególnej łaski i będzie wspierał nasze starania o to, by cały czas żyć pod Krzyżem. 

● CZYŃMY WSZYSTKO, O CZYM MÓWI JEZUS! 

● SŁUCHAJMY JEGO NAUKI, żeby nie odnosiły się do nas słowa mówiące o tym, iż Królestwo Niebieskie odrzucone przez jednych zostanie im zabrane, a dane innym (por. (Mt 21,33-43.45-46). 

Swoje serca złóżmy na Ołtarzu, prosząc, by Bóg dał wszelkie potrzebne łaski do zjednoczenia z Nim - Ukrzyżowanym. 
 
Modlitwa
 
Kocham Ciebie, Jezu! Chciałabym tak wiele wyrazić, tak wiele Ci powiedzieć, Jezu, ale zdaję sobie sprawę z tego, jak wszystko to, co wypowiadam jest małe wobec Twojej wielkości, Twego piękna. To wszystko moje jest niczym. Chciałabym, Jezu, kochać Ciebie nieskończoną miłością, a doświadczam moich słabości, które pokazują mi, jak mała jest moja miłość. Chciałabym, Jezu, trwać u stóp Twego Krzyża, jednocząc się z Twoją Męką, ale znowu moje słabości pokazują mi, jak jestem słaba i nie potrafię wytrwać. Pragnę Ciebie, Jezu, bardzo Ciebie pragnę, a jednak znowu doświadczam ograniczenia. Czuje pustkę, nic nie widzę, niczego nie słyszę. Wydaje mi się, że moje serce jest lodem.
Mój Jezu! A przecież wiem, że kocham. Przecież wiem, że jesteś i to jesteś we mnie. Przecież widzę, nie wiem jak, ale widzę Ciebie, Twoją Mękę i doznaję wzruszenia. Moje serce płacze tuląc się do Ciebie. 
Mój Jezu! Cała się Tobie oddaję w tym wszystkim szczególnie, czego nie rozumiem; w tym wszystkim, w czym doświadczam swojej małości, nicości, słabości, ograniczoności. Cała pragnę, Jezu, służyć Ci, należeć do Ciebie, czynić wszystko dla Ciebie. Chciałabym całą sobą oddawać Tobie cześć, uznając w Tobie Boga, mojego Króla, Zbawiciela. Chciałabym uniżać się przed Tobą w wielkiej pokorze i miłości, bo klęczę przed Miłością mego życia. 
Mój Jezu! Z jednej strony, im bardziej zbliżam się do Ciebie wydaje mi się, że dajesz mi poznawać coraz głębsze tajemnice swojej miłości, a jednocześnie wydaje mi się, że coraz mniej rozumiem. Widzę wielką przepaść między Tobą a mną. Widzę, że nic pojąć nie mogę, że za mała jestem na to wszystko, co jest Tobą. Wspomóż moje serce, napełnij je miłością i pociągnij ku sobie. 
 
***
Dajesz mi, Jezu, przepiękną łaskę – moje serce widzi Ciebie. Pociągasz mnie, Jezu, ku sobie, pod Krzyż przyprowadzasz i otwierasz moje oczy. Pozwalasz dotykać swoich Ran i obmywasz mnie swoją Krwią. Czynisz to wszystko w niebywały sposób. I chociaż w bolesny wręcz sposób doświadczam swojej nicości, to jednak w cudowny sposób doświadczam Twego Krzyża. Niczego już pojąć nie potrafię. 
- Cała się oddaję Tobie, Twemu Krzyżowi. 
- Oddaję się cała Twoim Ranom i Twojej Krwi. 
- Moje życie składam Tobie – wszystkie moje pragnienia, całe moje chcenie. 
- Oddaję Ci, Jezu, całe życie. 
- Chcę Ci służyć we wszystkim. W mojej codzienności każdą sekundą chcę Ci służyć. 
Moje życie jest zwykłe Jezu, nie dokonuje wielkich rzeczy, ale odnajduję w tej szarości możliwość złożenia ofiary z samej siebie. A to przecież jest zjednoczenie z Tobą. Pragnę z całego serca, abyś mnie jednoczył ze Sobą. Potrzebuję, Jezu, nieustannie Twojej łaski, Twego wsparcia, Twojej pomocy. Czuję się bardzo słaba, bezsilna wobec wszystkiego. Jedyne co mam, to Twój obraz w sercu – obraz Jezusa Ukrzyżowanego. A do tego ani miłości, ani mocy, by kochać, ani serca gorącego - nic Jezu. Liczę na Ciebie. 
- Ty we mnie uczyń wszystko! 
- Ty mnie rozpal największą miłością! 
- Ty daj siłę, by iść tą drogą! 
- Ty mnie zjednocz ze Sobą! 
- Ty poprowadź ku wieczności! 
- Żyj we mnie, we mnie kochaj, we mnie czyń wszystko! 
- Niech moja szara codzienność przeniknięta będzie Twoją obecnością! 
Proszę, pobłogosław mnie, Jezu!
 
Refleksja
 
Należy: 
- stale od nowa stawać przed Bogiem, 
- stale od nowa uświadamiać sobie Krzyż, miłość, Mękę, Ofiarę; 
- stale starać się zagłębiać w tajemnice miłości, 
- zdawać sobie sprawę z tego, iż umysł ludzki jest mały, ograniczony, a jednak próbować nieustannie. 
Tak naprawdę za kazanie powinno wystarczyć jedno zdanie: Bóg umarł za ciebie z miłości na Krzyżu. Gdybyś, duszo, miała otwarte serce, czyste, zanurzałabyś się cała w kontemplacji tej miłości. Zostałabyś niejako pochłonięta przez tę miłość, przez jej piękno, cud tej miłości. Zatonęłabyś w Bogu. Jednak małość, słabość, ograniczoność ludzka potrzebuje wielu słów, ciągłego przypominania. Człowiek potrzebuje ciągłego nawracania się. 
Więc, CODZIENNIE PRÓBUJ OD NOWA STAWAĆ POD KRZYŻEM i zagłębiać się w tajemnice miłości. A Bóg, gdy zechce i kiedy zechce udzieli ci łask poznania Jego tajemnic.
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!