banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130263 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Dni skupienia - 4-5 kwietnia 2014 r.


    
Wprowadzenie
 
Jezus przygotowuje się do najważniejszego wydarzenia, do wypełnienia swego powołania, swojej misji tutaj na ziemi. Nie pozostało już wiele czasu. Oczekuje od swoich bliskich, od Apostołów, że będą słuchać Go i rozumieć to, co mówi do nich. A jednak okazuje się, że Apostołowie nie rozumieją, a wręcz nie przyjmują zapowiedzi o Męce. Jezus przeżywa bardzo trudne chwile. Czuje się osamotniony, ponieważ nie ma nikogo, kto zrozumiałby to, co ma się wydarzyć; zrozumiałby Jezusa, który przygotowuje się do tych wydarzeń. Dlatego Jezus cały zwraca się ku Ojcu, dlatego Jego relacja z Ojcem jest nieustannie tak bezpośrednia, w otwartości. Jednocześnie mówiąc, przemawiając, nauczając zwraca uwagę wszystkich na Ojca i na to, iż On posłany jest przez Ojca. 
Jezus nie przychodzi sam od siebie, nie zaświadcza sam o Sobie. ON PRZYCHODZI OD OJCA. Nie jest kimś, kto pojawia się znikąd, ale jest Kimś, kto jest posłany przez Kogoś bardzo ważnego. Jest Kimś, kto ma głębokie korzenie w rodzie ludzkim, a jednocześnie jest Kimś, kto pochodzi od Boga, przychodzi od Ojca. Dlatego Jego posłannictwo jest tak ważne i dlatego Jego nauka powinna być przez ludzi przyjęta. Jezus nie naucza czegoś od Siebie, to nie jest Jego prywatna nauka, ale przychodzi do ludzi z nauką od Ojca. Mimo to, wie, że nie zostaje przyjęty. Jest niezrozumiany. Przeżywa, doświadcza samotności. Do Męki pozostało niewiele czasu. Mimo, że wspomina o Męce, mimo, że mówi już Apostołom o tym, co się wydarzy – jest Sam, niezrozumiany.
Dzisiaj postaramy się zrozumieć samotność Jezusa w Jego przygotowaniach do Męki, w Jego oczekiwaniu na Mękę, przeżywaną nie tylko w momencie Męki, ale wcześniej w niezrozumieniu przez otoczenie tak naprawdę, Kim jest Jezus i jakie ma zadanie do wykonania. Postaramy się otworzyć serca na to, Kim jest Jezus, a więc na Tego, który jest posłany przez Boga Ojca. W ten sposób przyjmiemy całego Boga i przyjmiemy całą misję, którą ma Jezus wykonać. Przyjęcie, otwarcie serca, próba zrozumienia Jezusa będzie wsparciem, oczekiwaniem razem z Nim na nadchodzące wydarzenia; będzie pocieszaniem Jezusa w Jego osamotnieniu. 
Ponieważ spotykamy się przed Triduum Paschalnym, będziemy starali się zrozumieć, w jaki sposób mamy towarzyszyć Jezusowi, pod jakim kątem otwierać serca, by rzeczywiście być blisko Jezusa i by ta nasza bliskość była dla Niego pomocą, pocieszeniem, wsparciem. Człowiek nie jest w stanie wiele czynić. Cierpienie Jezusa jest niewyobrażalne. Człowiek nie uniesie nawet połowy takiego cierpienia, ale otwarcie serca i próba zrozumienia tego, co doświadcza Jezus jest już pomocą i pocieszeniem. Więc i my będziemy starali się otwierać serca i sercem przylgnąć do Jezusa jednocześnie otwierając się na tajemnicę, jaką przynosi ze sobą Jezus:
- tajemnicę Jego pochodzenia, 
- tajemnicę Jego jedności z Ojcem, 
- tajemnicę, Kim tak naprawdę jest Jezus. 
Z tej tajemnicy wypływa zrozumienie misji - Dzieła Zbawienia. To tylko namiastka całej głębi, jaką może doświadczać dusza, która pragnie żyć w zjednoczeniu z Bogiem. To zbliżanie się do Jezusowego Serca, by współczuć z Nim, a więc czuć, doświadczać, rozumieć, co dzieje się w Jego Sercu. Nie jest to proste, ale jest to możliwe, aby otworzyć się na zrozumienie, poznanie, na towarzyszenie Jezusowi w Jego przygotowaniach w ostatnich dniach przed Męką i w Jego Męce. Postarajmy się czynić wszystko sercem, z miłością. Miłość ułatwia, pomaga; miłość najlepiej tłumaczy, otwiera oczy, pokazuje. A więc starajmy się z miłością otwierać się na to dzisiejsze spotkanie z Jezusem. 
Na ten czas błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
 
Kazanie
 
Jezus przygotowuje się już do Męki. Po to przyszedł na ziemię, aby wypełnić to jedno najważniejsze zadanie – ZBAWIĆ CAŁĄ LUDZKOŚĆ. Żył przez cały czas z tą świadomością, co nastąpi, do czego musi się przygotować. Gdy gromadził wokół Siebie uczniów, gdy wybierał grono Apostołów myślał o tych Trzech Dniach. W sposób szczególny myślał o Wielkim Czwartku, o Wielkim Piątku. Jezus wiedział, jak będzie wyglądał ten czas, wiedział dokładnie, co Go czeka. Do tego czasu chciał przygotować ludzkie serca. Aby przygotować ludzkie serca musiał wyjawić, Kim jest i skąd pochodzi. 
Jego pochodzenie jest zarówno ludzkie jak i Boskie. Ludzie przede wszystkim patrzyli na Jezusa jako na człowieka, który pochodzi z jakiejś rodziny. Tę Rodzinę niektórzy znali. W momencie, kiedy Jezus mówi o swoim Boskim pochodzeniu, kiedy objawia swego Ojca, doświadcza niezrozumienia, doświadcza wręcz odrzucenia. Boskie pochodzenie Jezusa nie mieści się w ludzkich głowach; jest trudne do przyjęcia dla zamkniętych serc. Jednak jest ono niezmiernie ważne, ponieważ Jezus przychodzi, by objawić miłość Boga, by ta miłość zbawiła całą ludzkość. Kiedy naucza, kiedy mówi, pokazuje, objawia miłość, miłosierdzie chce, by w ten sposób Bóg został poznany. Chce objawić ludzkim sercom swoją misję i zaświadczyć o tym, iż nie przychodzi sam od Siebie. Nie pojawia się znikąd, ale przychodzi od Boga. Przychodzi z bardzo konkretną nauką i przychodzi w konkretnym celu. Ta nauka – to MIŁOŚĆ, a celem jest – NAJWYŻSZY, NAJWIĘKSZY CUD MIŁOŚCI, CZYN MIŁOŚCI, a więc ZBAWIENIE, POKONANIE SZATANA DOKONANE NA KRZYŻU. Jezus co jakiś czas mówi o swojej łączności z Ojcem. Mówi, że przychodzi od Niego, że Jego nauka pochodzi od Ojca i że cokolwiek czyni, czyni, bo tak chce Ojciec, bo On został przez Ojca posłany, pouczony. Im bardziej Jezus ukazuje swoje pochodzenie, objawia, Kim jest; im bardziej objawia Bożą miłość, tym trudniej zamkniętym sercom zrozumieć tę prawdę i ją przyjąć; tym bardziej zaczyna doświadczać niezrozumienia i odrzucenia przez wiele serc do tego stopnia, że faryzeusze chcą Go zabić. 
Ale przecież Jezus zgromadził grono przyjaciół. Miał Apostołów. Po to ich zgromadził wokół Siebie, by objawić Prawdę i by mogli tę Prawdę przyjąć. Oni przez trzy lata żyli z Jezusem dzień w dzień, chodzili z Nim, słuchali Jego nauk, widzieli dokonujące się przez Niego cuda, sami doświadczali od Niego ogromnej miłości. Zresztą Jezus nauczał nie tylko całe tłumy, On często brał tych dwunastu i tylko im wyjaśniał pewne rzeczy. On ich uczył, On ich wychowywał tak, jak wychowuje się dzieci. Patrząc na Niego Apostołowie uczyli się miłości. Czuli, że przygotowuje ich do czegoś wielkiego, jednak ich ograniczone umysły i serca nie potrafiły zrozumieć w pełni tej nauki i tych zapowiedzi. Każdy z nich miał swoje wyobrażenie misji Jezusa i nie potrafili rozstać się ze swoim sposobem myślenia, pozostawić go. Jezus przed Męką, co jakiś czas mówił im, co Go czeka, a jednak w tym momencie zamykały się ich serca. Ci, którzy wydawać by się mogło kochali Go, którzy zapewniali Go o swojej miłości, którzy usługiwali Mu, pomagali Mu, w tym momencie zamykali się na Prawdę. Nie przyjmowali słów o Męce. 
Dlatego Jezus był bardzo samotny, dlatego czuł samotność nieustannie. Jako człowiek doświadczał nieustannie samotności. Kiedy przychodził do domu, kiedy co jakiś czas powracał, Maryja widziała Jego oczy, czuła sercem Jego smutek. Wiedziała, że z tym, co nosi w Sercu jest sam tu na ziemi. Jezus żył w nieustannym złączeniu z Ojcem. I to z Nim omawiał każdy dzień, omawiał swoją misję. Wszystko przyjmował od Ojca i wszystko Ojcu oddawał. To Ojciec był Tym, który wiedział, który Go posyłał, który Go przygotowywał, który dzielił z Nim Jego smutek i Jego samotność. 
Jako Matka Maryja doświadczała Jego samotności w swoim Sercu. Wiele razy, gdy przychodził do domu, siadał u Jej stóp, tak jak to czynił, gdy był dzieckiem i przytulał się. Maryja czuła wtedy, co dzieje się w Jego Sercu. Wtedy był niczym dziecko, które czując, doświadczając samotności szuka ramion matki, aby się w nie wtulić. Chociaż był dorosłym mężczyzną, potrzebował Matki. Potrzebował serca otwartego, które przyjmie Jego przygotowywanie się na Mękę; przyjmie Go jako Tego, który nie jest zwykłym człowiekiem, ale jest Bogiem, który chce objawić światu miłość. Dokona to w sposób niezwykły, straszliwy dla Niego samego. Tak jak każdy człowiek potrzebował zrozumienia. Potrzebował drugiego serca, które będzie z Nim współczuło, które zrozumie, co przeżywa i będzie razem z Nim nieść ten ciężar.
Apostołowie nie potrafili otworzyć się na taką Prawdę. Cały czas była różnica między Jezusem a Apostołami. On był Nauczycielem, Mistrzem, a oni stale uczyli się, stale byli jak dzieci. Jezus potrzebował kogoś, kto będąc w jakimś stopniu na równi z Nim, rozumiejąc Go, będzie niósł z Nim świadomość, co Go czeka. Mimo udzielanej łaski Apostołowie nie potrafili otworzyć się na niezwykłe zaproszenie Jezusa do współuczestnictwa w Męce. Dlatego cierpienie Jezusa było jeszcze większe. BYŁ SAM. Był sam właściwie przez cały czas. NIE MIAŁ PRZY SOBIE CZŁOWIEKA - PRZYJACIELA, KTÓRY BY Z NIM WSPÓŁODCZUWAŁ TO SAMO, który by przyjął Jego misję, który by zgodził się na taką misję. 
Pozostało już niewiele czasu do Triduum Paschalnego, dlatego dzisiaj to spotkanie poświęcone właśnie osamotnieniu Jezusa, przeżywaniu przez Niego samotności, choć był nieustannie wśród Apostołów. Ogromnym wyróżnieniem dla duszy jest możliwość współodczuwania z Jezusem. Jezus do tego współodczuwania zaprasza również każdego z nas. Można różnie odpowiedzieć na to zaproszenie, można różnie je przyjąć:
- można wykazać obojętność, 
- można wykazać niezrozumienie, 
- można stwierdzić, że właściwie nie wiadomo o co chodzi: modlę się, uczestniczę w Drodze Krzyżowej; 
- można nie rozumieć tak do końca, na czym ta samotność Jezusa polega, przecież miał Ojca; z tym, że jak każdy człowiek potrzebował również człowieka bliskiego sobie; 
- ale można też na to niezwykłe zaproszenie ODPOWIEDZIEĆ MIŁOŚCIĄ. 
Kiedy człowiek kocha, to nawet, jeśli nie rozumie drugiej osoby, może współczuć z tą osobą i okazać chęć bycia z nią razem w trudnych chwilach. To jest pomocą dla tej osoby, pocieszeniem, umocnieniem – sama miłość. Więc i każdy z nas, choć nie do końca rozumie, choć nie wie, w jaki sposób mógłby współtowarzyszyć Jezusowi w Jego przygotowaniach, to JEŚLI KOCHA: 
- może w pewnym stopniu współcierpieć z Jezusem, 
- w pewnym stopniu ulżyć Jego cierpieniom, 
- sprawić, że Jezus nie będzie się czuł już tak samotny. 
Co roku Kościół przeżywa najpierw Wielki Post, potem Triduum Paschalne. To są miliony ludzi. I wśród tych milionów ludzi Jezus jest samotny, jest niezrozumiany. Większość dusz traktuje Wielki Post i Triduum jako wspomnienie przeszłości; jako coś, co się odbyło i jest tylko przypomnieniem tamtego wydarzenia. Nie posiadają stosunku emocjonalnego do Jezusa i do tych wydarzeń. Dość obojętnie przechodzą przez Wielki Post i Triduum, patrząc jak gdyby z zewnątrz. Natomiast Kościół nie po to przeżywa co roku Wielki Post i Triduum, by stanąć z boku i sobie przypomnieć o jakimś wydarzeniu, ale po to: 
- by każdy człowiek mógł otworzyć serce i wejść w duchowy świat doświadczając, przeżywając to wydarzenie jako dziejące się teraz, 
- aby każdy mógł otworzyć serce i prawdziwie spotkać się z Jezusem, 
- by to spotkanie było autentycznym spotkaniem z Bogiem; spotkaniem, które przemieni serce i życie człowieka;
- aby dzięki temu nastąpiło zbliżenie do Boga, 
- aby człowiek zaczął prawdziwie żyć z Bogiem.
Dzisiaj otwarte są wrota świata duchowego. Dzisiaj Jezus doświadcza samotności. On przeżywa swoją samotność teraz, On teraz przygotowuje się do Męki. On teraz przemawia do tłumów i teraz tłumaczy Apostołom, co Go czeka. To teraz dokonuje się w świecie duchowym. Jest taka możliwość, trudna do pojęcia przeciętnemu człowiekowi, ale jest taka możliwość przeżywania wraz z Jezusem wszystkiego, co było Jego przeżyciem, co jest teraz Jego przeżyciem. On teraz przeżywa osamotnienie, bo nie rozumieją Go nawet ci najbliżsi. 
Jeśli w twoim sercu jest, choć trochę miłości, jeśli w twoim sercu jest pragnienie, by kochać Jezusa: 
- wyraź to pragnienie; 
- wyraź to, iż pragniesz towarzyszyć Jezusowi w każdym dniu Jego przygotowań;
- wyraź w swoim sercu, że Go kochasz i że przyjmujesz Go jako Tego, który pragnie zbawić ciebie i cały świat; 
- że przyjmujesz Go jako Syna Bożego, jako Tego, który pochodzi od Boga Ojca i przynosi od Boga Ojca niezwykły dar miłości i miłosierdzia;
- wyraź swoją miłość;
Miej świadomość, że wokół Jezusa są faryzeusze, którzy słysząc o pochodzeniu Jezusa, gdy słyszą o powoływaniu się na Boga Ojca jeszcze bardziej zapalają się nienawiścią i chęcią uciszenia Jezusa, zabicia Go. W ich sercach jest bunt, sprzeciw na Prawdę, którą objawia im Jezus. 

● Ty tę Prawdę przyjmij! 

● W swoim sercu przyjmij zjednoczenie Jezusa z Ojcem i z Duchem! 

● Przyjmij całą Prawdę, którą objawia Jezus Żydom! 

Nie przyjmowanie Jego nauki, Prawdy, którą przynosi – Prawdy o Ojcu, Prawdy o Nim, Prawdy o miłości Boga do człowieka, Prawdy o Zbawieniu – JEST CIERPIENIEM JEZUSA. Ty możesz przyjąć tę Prawdę.! W ten sposób okażesz miłość Jezusowi. 
Św. Tereska od Dzieciątka Jezus zapragnęła być ofiarą miłości. Mając łaskę, iż Bóg cały wypełniony jest miłością i tą miłością pragnie obdarzać każdego człowieka – a jednak zdając sobie sprawę, że człowiek nie przyjmuje tej miłości i Bóg cierpi, bo miłość nie jest przyjmowana – zapragnęła całą tę miłość przyjąć stając się ofiarą miłości. Nasza Wspólnota idzie tą drogą – Maleńką Droga Miłości i każdy z nas na swój sposób, tak jak potrafi i rozumie również stara się przyjmować miłość i kochać tą miłością. Możemy – jak św. Tereska – PRZYJĄĆ NA SIEBIE CAŁĄ MIŁOŚĆ, OFIAROWAĆ SIĘ BOGU JAKO OFIARA MIŁOŚCI. 
Oddanie się Bogu na ofiarę niesie pewne skutki. Bóg obdarza taką duszę ogromną łaską. Dusza ta staje się bardziej wrażliwa na uderzenia Serca Bożego, tzn. lepiej odczuwa miłość Bożą, rozumiejąc potrzeby Bożego Serca, rozumiejąc niejako Jego smutki i radości.

● Jeśli w twoim sercu powstaje takie pragnienie, aby rzeczywiście kochać Boga największą miłością, by współodczuwać z Nim wszystko, co się dzieje w Jego sercu, by towarzyszyć Jezusowi na Jego drodze, w Jego misji na ziemi, by współcierpieć z Nim, współczuć z Nim – WYRAŹ SWOJĄ MIŁOŚĆ DO NIEGO, powiedz o swojej miłości do Boga. 

● Jeśli doświadczasz, iż w twoim sercu tak za bardzo tej miłości nie ma i nawet cierpisz z tego powodu, że nie potrafisz kochać, powiedz Bogu, że ty PRAGNIESZ KOCHAĆ, że WYRAŻASZ TAKĄ WOLĘ, IŻ CHCESZ PRZYJĄĆ CAŁĄ JEGO MIŁOŚĆ, jaką On zlewa na dusze; całą Jego miłość, której nie przyjmują dusze, ty przyjmiesz i od tej pory chcesz być całkowicie Jego, należeć do Niego. 

Składasz siebie Bogu na Ołtarzu w ofierze miłości, aby przyjmować wszystko to, co jest w Jego Sercu, aby razem z Nim przeżywać dokładnie drogę Jezusa. To nawet nie będzie pójście obok, ale bycie niejako w Sercu Jezusa i w Jego Sercu przeżywanie tego wszystkiego, co On doświadcza. 
Były, są i będą, choć nieliczne, to jednak będą takie dusze, które idąc tą samą drogą, którą przeszła św. Tereska od Dzieciątka Jezus, drogą, którą szła sł.B. s. Konsolata, dusze te zjednoczone z Jezusem razem z Nim niosą Krzyż i uczestniczą w Dziele Zbawienia dusz. To one będąc w sercu Jezusa podtrzymują istnienie świata. Wszystko dzieje się mocą Bożą, ale te dusze mają w tym ogromny udział. A Jezus dzięki tym duszom nie jest samotny. Może im powierzać swoje tajemnice, tajemnice Dzieła Zbawczego; powierzać wszystko, co się z tym Dziełem wiąże, a przede wszystkim na nich może składać całą miłość odrzucaną przez inne dusze. 
Jeśli w swoim sercu czujesz to Boże zaproszenie, to

● Złóż swoje serce na Ołtarzu i oddaj Bogu na ofiarę miłości.

● Powiedz, że ty pragniesz przyjąć całą Jego miłość, że pragniesz towarzyszyć Jezusowi we wszystkim, że pragniesz Go kochać najgoręcej. 

● Powiedz, że nie chcesz, aby czuł się samotny. W tobie ma przyjaciela. To prawda – słabego, małego, ale przyjaciela, który otwiera swoje serce, bo pragnie Go bardzo kochać; przyjaciela, który sercem będzie starał się zrozumieć. 

● Powiedz, że ty wierzysz, że jest Synem Boga, że od Niego przychodzi i że wypełnia misję przez Niego powierzoną.

● Podziękuj Mu za to wszystko, co czyni; za to wszystko, czego dokonuje dla ciebie również. 

● Wyraź pragnienie należenia do Niego całym sobą.

 
Dziękczynienie
 
Mój Jezu! Moje serce trwa w zadziwieniu. Nie potrafię, Jezu, zrozumieć wielkości obdarowania. Jak niezwykłym jest Twoje zaproszenie? Jak niezwykłym jest zaproszenie do współuczestniczenia w Twoim cierpieniu, w Twoim smutku, w Twoim osamotnieniu? Sercem czuję, Jezu, że zapraszasz mnie do niezwykłej głębi, cudownej tajemnicy – do zjednoczenia z Tobą. Tak bardzo doświadczam swojej małości, tak bardzo doświadczam wszystkich swoich słabości, a jednak Ty Jezu zapraszasz mnie pomimo to. 
Pragnę odpowiedzieć na Twoje zaproszenie. Tak bardzo chciałabym, Jezu, kochać Ciebie wielką miłością, aby sercem przylgnąć do Twojego Serca i razem z Tobą wszystko przeżywać. I znowu, Jezu, doświadczam oschłości mego serca, tak zimne jest, tak obojętne. Porusz je! Porusz, aby zaczęło bić Twoim rytmem, aby zaczęło kochać, aby zaczęło odczuwać to, co Ty czujesz – każdy Twój smutek. Aby każde poruszenie Twego Serca odbijało się echem w moim. Ożyw moje serce, niech żyje, ale Twoim życiem. 
Dziękuję Ci, Jezu, za to wielkie obdarowanie. Wiem, Jezu, że Ty obdarowujesz mnie nieustannie. Wiem, że otrzymuję ogromną ilość tych łask. Jak słabe jest moje serce, jak ślepe, że nie dostrzega i nie rozumie tych łask. 
Ty ożyw moje serce! 
Spraw, aby przejrzało! 
Daj, aby zobaczyło Twoje łaski i aby uwielbiło Ciebie! 
Niech od dzisiaj, Jezu, moje serce kocha! 
Od dzisiaj niech bije tak, jak Ty chcesz! 
Od dzisiaj niech czuje wszystko, co Ty i w Twoim Sercu jest! 
Od dzisiaj, Jezu, chcę iść razem z Tobą wszędzie; tam, gdzie Ty, tam i ja będę. Cokolwiek będzie w Tobie, w Twoim Sercu i ja pragnę odczuwać, razem z Tobą współczuć. Oddaję się Tobie, Jezu, cała na ofiarę miłości. Pragnę przyjąć całą Twoją miłość, którą odrzucają inne dusze. Przyjmuję wszystkie konsekwencje tego ofiarowania. Nie chcę znać, Jezu, od tej pory niczego innego, tylko Twoją miłość. Twojej miłości chcę służyć i Twojej miłości chcę poświecić całe moje życie. Wyrzekam się swego „ja”, swoich pragnień, wyrzekam się wszystkiego, co moje. W zamian za to przyjmuję Twoją miłość, Twoje życie, Twoją misję: 
- przyjmuję Ciebie, Jezu, który jesteś Bogiem; 
- przyjmuję Tego, od którego przychodzisz; 
- przyjmuję Tego, który jest Miłością między Tobą a Ojcem;
- przyjmuję całą Ciebie, Trójco Święta, prosząc, abyś włączyła mnie w Twoją miłość.
Proszę Boże, abyś ukrył mnie w swoim wnętrzu i pozwolił uczestniczyć w Dziele, które przeprowadzasz. Daję Ci całą siebie. 
 
Adoracja Najświętszego Sakramentu  (1)
 
Jezu! Moja Miłości! Obudziłeś moje serce. Sprawiłeś, że moje serce zapragnęło na nowo kochać. Moje serce poruszone Twoim zaproszeniem zapragnęło, Jezu, wielkiej bliskości z Tobą. 
Jezu! Dziękuję Ci za to, że przyszedłeś do mojego serca i że w głębi serca słyszę teraz ciągłe zaproszenie. Dziękuję, że jesteś obecny we mnie, że doświadczam Twojej obecności. Dziękuję, że słyszę Twój Głos, który mówi, aby towarzyszyć Tobie we wszystkim; który mówi, że chcesz dzielić ze mną swój smutek i swój ból. Ale najważniejsze – mówisz o miłości. Dziękuję Ci, Jezu, za miłość! Dziękuję Ci za to, że na nowo doświadczam tej miłości; na nowo usłyszałam, że mnie kochasz i na nowo zapragnęłam odpowiedzieć na Twoją miłość. Dziękuję Ci, Jezu! Pragnę Ciebie uwielbić całym sercem i pragnę Ci podziękować.
 
***
Dziękuję Ci, Jezu! W moim sercu rośnie pragnienie, aby być przy Tobie w każdym momencie, aby sercem obejmować Twoje cierpienie, Twój ból, Twój smutek, Twoje opuszczenie, Twoją samotność. Pragnę, Jezu, nieustannie wpatrywać się w Ciebie, patrzyć na każdy Twój ruch, iść za każdym Twoim krokiem. W takich momentach, kiedy jest Ci szczególnie ciężko, pragnę wyrażać swoją miłość, mówić Ci o miłości. Chcę, Jezu, podnosić Ciebie, chcę opatrywać Twoje Rany, chcę zasłaniać Ciebie sobą, kiedy Ciebie biczują. Moim wielkim pragnieniem, Jezu, jest to, abyś pozwolił mi dotykać swoich Ran. Dajesz mi łaskę miłości Twoich Ran. Pragnę, Jezu, abyś pozwolił mi dotknąć, abyś pozwolił mi całować je. Moje serce ogarnia wzruszenie, bo dajesz mi widzieć Siebie. Całą mnie rozpalasz miłością. Cała Ciebie kocham i cała Ciebie pragnę. 
Dopóki, Jezu, nie wezwałeś mnie po imieniu, nie znałam, co to miłość, nie znałam Ciebie, choć uważałam siebie za wierzącą. Ale kiedy wezwałeś mnie po imieniu, kiedy dotknąłeś mojego serca, zapragnęłam tej miłości, zapragnęłam ją poznać i odpowiedzieć na nią. Ty poszedłeś dalej ze swoją łaską. Okazałeś mi szczyt swojej miłości i zapragnęłam tego szczytu. Tym szczytem jest Krzyż. Twoja łaska sprawiła, że zupełnie inaczej patrzę na Twój Krzyż, inaczej patrzę na Twoje Rany. Kocham Twój Krzyż, Jezu! Kocham Ciebie wiszącego na Krzyżu! Kocham każdą Twoją Ranę! Do każdej się tulę, każdą zalewam swoimi łzami i każdą opatruję. Każda jest mi droga najbardziej. Dlatego dzisiaj, Jezu, gdy mówisz o swoim osamotnieniu, moje serce od razu wyrywa się do Ciebie i pragnie Ciebie zapewnić, że kocham Ciebie. 
Wierzę w Ciebie, który jesteś Synem Boga! 
Jesteś Zbawicielem, moją Miłością! 
Jesteś Królem mojego serca, największą jego Tęsknotą! 
Jesteś wszystkim dla mnie, Jezu! 
Bez Ciebie nie mogę już żyć! 
W Tobie widzę moje szczęście! 
W Tobie jest moje życie, moja radość! 
W Tobie jest wszystko! 
Dlatego pragnę, Jezu, przylgnąć jeszcze bardziej do Ciebie, aby poczuć bicie Twojego Serca, aby lepiej zrozumieć Twój smutek i Twoje osamotnienie. Nie chcę, żebyś się czuł samotny. Wiem, taka mała dusza, która nie ma żadnych sił, nic nie potrafi, nic nie znaczy niewiele może Ci dać miłości. Moja miłość tak słaba i tak marna. Ale myślę, Jezu, że skoro obudziłeś moje serce do miłości, skoro zaprosiłeś mnie, to znaczy, że choć takie małe „nic”, to jednak może Ciebie trochę pocieszyć. Będę, Jezu, po prostu przy Tobie. Będę Ciebie kochać. Nic uczynić nie mogę, ale mogę kochać. Nie pojmę, Jezu, wielkich Twoich tajemnic, one przerastają mnie. Ogrom Twoich tajemnic, ich wielkość i moc wprawia w drżenie moje serce. Ono jest za małe. Ale ja będę kochać Ciebie, Jezu, bez względu na to, czy rozumiem, czy nie rozumiem. Będę Ciebie kochać! Wiem też, bo sam to powiedziałeś, że miłość wszystko tłumaczy, że ona objawia sercu wszystko i sprawia, że serce więcej rozumie. Więc ufam, że gdy przytulę się sercem do Twojego Serca, to moje serce więcej będzie rozumiało i lepiej będzie mogło Ciebie pocieszać. Pragnę, Jezu, znać każdy Twój smutek, odczuć każdą Twoją samotność, doświadczyć w swoim sercu każde Twoje cierpienie. Chcę Ci towarzyszyć we wszystkim. Dziękuję Ci, że mnie do tego zapraszasz, że i o mnie pomyślałeś, o takim małym „nic”. Dziękuję Ci, Jezu! Moje serce pragnie Ci śpiewać, wielbić Ciebie i dziękować Ci. Moje serce, Jezu, pragnie Ciebie uwielbiać. Pragnie Tobie śpiewać o miłości. Całe pragnie unieść się do Ciebie, do Nieba, by razem z Aniołami i ze Świętymi wielbić Twoją miłość, wielbić Twoją dobroć, uwielbiać Twoją Potęgę i moc. 
Pragnę Ciebie, Jezu, uwielbiać! 
Pragnę uwielbiać Ciebie Ojcze i Ciebie Duchu! 
Bądź uwielbiona Trójco Święta!
 
***
Dziękuję Ci, Boże! Porwałeś moje serce do uwielbienia. Wypełniłeś moje serce radością, przeniknąłeś je swoją miłością. Wiem, że należy do Ciebie. Wiem, że wszystko chcę czynić dla Ciebie. Pragnęłabym, Jezu, nieustannie tak Tobie śpiewać, nieustannie radować się, nieustannie wielbić. Chciałabym, Jezu, nieustannie oddawać Ci cześć i w pokorze chylić głowę do samej ziemi. Chciałabym, Jezu, stale całować Twoje stopy i Rany na Twoich stopach, ciągle wyznawać, że jesteś moim Królem, moim Bogiem. Nieustannie chciałabym prosić, abyś czynił mnie swoją własnością, abyś pozwolił mi służyć Tobie, być Twoją. 
Mój Jezu! Napełnij moje serce wytrwałością, siłą, wiarą, ufnością. Spraw swoją łaską, by to, co dzisiaj zapoczątkowałeś trwało we mnie. Prowadź mnie tą drogą, Jezu! Pragnę patrzeć na Ciebie z miłością. Pomóż mi skierować mój wzrok do wnętrza mojego serca i nieustannie znajdując Ciebie w moim sercu patrzeć na Ciebie. Chciałabym, widząc Ciebie wyczytywać z Twoich oczu wszystko. 
O, mój Jezu! Jesteś Miłością moją, Umiłowanym moim, słodyczą serca, rozkoszą mojej duszy, wielkim pragnieniem moim i tęsknotą! Dziękuję Ci za tę łaskę! Moje oczy przejrzały, serce otworzyło się. Dziękuję Ci! 
Pragnę stale, Jezu, z miłością wpatrywać się w Ciebie, z miłością towarzyszyć Ci we wszystkim. Każdego dnia, w każdej minucie i sekundzie być przy Tobie. Wiem Jezu, już niedługo. Chcę Jezu jak najlepiej odpowiedzieć na Twoje zaproszenie. Będę, Jezu, całym sercem kochać Ciebie, towarzyszyć Ci, abyś nie był samotny. Całym sercem, Jezu, będę tulić się do Ciebie i pamiętać o Twojej Męce. Całym sercem będę brać Twój smutek na siebie. Będę przyjmować każde Twoje Słowo i rozważać je w sobie, przechowywać z wielką czcią. Niczego nie opuszczę. Każdego dnia, Jezu, cokolwiek będziesz mówił, wszystko Jezu, będę podejmować z miłością. Kiedykolwiek odczujesz odrzucenie, to zwróć się do mnie, Jezu. Ja Ciebie przyjmę za wszystkie dusze. Za wszystkich, którzy odrzucili miłość Twoją, ja Ciebie przyjmę. W moim sercu masz mieszkanie, Jezu, na zawsze. Będę kochać Ciebie za wszystkie dusze. Nie wiem, Jezu, jak, ale w Tobie, kiedy dusza kocha, wszystko jest możliwe. Skoro budzisz takie pragnienia – niemożliwe pragnienia do zrealizowania – to znaczy, że Ty je będziesz realizował we mnie. Wiem Jezu, że świętości nie osiąga się samemu, o własnych siłach. Świętością obdarzasz Ty i obdarzasz tych najmniejszych i najsłabszych, którzy w pokorze przyjmują swoją małość i w pokorze Tobie służą. Obdarzasz tych, którzy uwierzyli w niemożliwe, więc ja teraz, Jezu, będę wierzyć w niemożliwe. Będę wierzyć w to, że zapragnąłeś dla mnie wielkiej miłości; miłości, jaką jeszcze nikt Ciebie nigdy nie kochał; że zapragnąłeś duszy, w której będziesz mógł złożyć całą swoją miłość odrzucaną przez innych. Wierzę Jezu, że zapragnąłeś duszy, która będzie towarzyszyć Ci w Twoim smutku, w Twojej samotności, w Twoim opuszczeniu; że zapragnąłeś duszy, której będziesz mógł powierzyć wszystko, każdy ból, że będziesz mógł podzielić się z tą duszą wszystkim. Wierzę, że zapragnąłeś duszy, która będzie tak mała, że wszystko przyjmie od Ciebie, bo nie będzie posiadała ani odrobiny wielkości w sobie, ani odrobiny siły, aby cokolwiek robić samemu.
Znalazłeś, Jezu, taką duszę. Ty najlepiej wiesz, jak bardzo jestem słaba. Ty mnie znasz najlepiej, wszystkie moje słabości, Ty znasz moje życie i wiesz, jak bardzo Ciebie zasmucałam. Ty wiesz, że zdolna jestem do każdego grzechu. A to, że nie popełniłam wszystkich, to tylko Twoja łaska, bo mnie uchroniłeś od tego. Niczego sobie nie mogę przypisać – żadnego dobra, żadnej chwały, żadnej zasługi. To ja jestem, Jezu, tą duszą. Otwieram serce, wyciągam dłonie, będę oczekiwać od Ciebie wszystkiego. 
Będę przy Tobie, Jezu! 
Cokolwiek Twoje Serce zechce mi dać – ja przyjmę!
Czymkolwiek zechcesz się podzielić – ja przyjmę!
Razem z Tobą będę nieść, Jezu, dźwigać razem z Tobą, smucić się razem z Tobą, płakać razem z Tobą i cieszyć się razem z Tobą!
Chcę tylko prosić o jedno: 
Nie wypuszczaj mnie ze swoich ramion! 
Nie pozwól mi odejść! 
Nie pozwól mi odwrócić wzroku od Ciebie! 
Jezu, tak pragnę! Tak pragnę Ciebie! Tak pragnę żyć z Tobą, wtulona w ramiona Twego Krzyża! Tak pragnę!
Nie chcę, Jezu, niczym Ciebie zranić, zasmucić. Nie pozwól mi. Raczej pozwól mi umrzeć niż bym miała Ciebie zranić, zasmucić. Skoro jestem tak blisko Twoich Ran, tak blisko Twego Serca, to najdrobniejszy mój grzech rani Ciebie boleśnie, bo dotyka bezpośrednio Ciebie. 
Moja Miłości! Ukryj mnie w swoim Sercu! Ukryj mnie w swoich Ranach! Ukryj mnie w Sobie. Pozwól memu sercu, by mogło zaspokajać Twoje Serce, by mogło zaspokajać Twoją potrzebę miłości, by mogło zaspokajać Twoją potrzebę obdarowywania miłością. Należę do Ciebie Jezu. Jestem tylko Twoja, a Ty czyń, co zechcesz. 
 
***
Dziękuję Ci, Jezu, za wszystko. Za ten czas tak piękny, za spotkanie z Tobą, za Twoją bliskość i za to, że ożywiłeś moje serce; za wszystko, co się w nim pojawiło. Dziękuję Ci, Jezu! 
Proszę, abyś pobłogosławił teraz nas i aby Twoje błogosławieństwo utrwaliło wszystko, co było doznaniem naszych serc. Niech Twoje błogosławieństwo da nam siłę i wytrwałość w realizacji tego, co nasze serca poznały i zapragnęły. Dotknij jeszcze raz naszych serc i pobłogosław je!
 
Wprowadzenie w drugi dzień
 
Postarajmy się nadal zbliżać do Jezusa. Postarajmy się otwierać serca na Jego niezwykłą, cudowną obecność. Postarajmy się otwierać serca na świat duchowy, ponieważ do tego świata zaprasza nas Bóg. 
- Aby wejść do tego świata – POTRZEBNA JEST POKORA; 
- Aby zauważyć czyjeś cierpienie – POTRZEBNA JEST POKORA. 
Dopiero wtedy, gdy człowiek wyjdzie poza krąg swoich zainteresowań, kiedy wyjdzie poza siebie, wtedy może zauważyć innych. Jeśli chodzi o Jezusa trzeba prawdziwej pokory, by zauważyć, by zobaczyć Jego obecność. Jezus jest Tym, który ma doskonałą pokorę. Nie narzuca się, nie przychodzi z siłą, ale przychodzi po cichu. On nigdy nie czyni gwałtu, nigdy nie wtargnie do serca. Jest cichy i pokorny. Daje jednocześnie każdemu człowiekowi tak wielką wolność, że wszystko – każda myśl, każde pragnienie, wszystko, co ludzkie jest w stanie przesłonić Jezusa. Potrzebna jest pokora, by człowiek zrozumiał, iż to, co jest jego własne, ludzkie musi być zapomniane, musi być odsunięte na bok, aby można było spotkać się z Bogiem. Nie da się połączyć tego, co ludzkie, tych wszystkich słabości z tym, co Boskie, z obecnością Jezusa. Zawsze trzeba dokonać wyboru. 
Dlatego postarajmy się dzisiaj rezygnować z siebie podczas każdej modlitwy, konferencji, kazania. Podczas spotkań z ludźmi i rozmów starajmy się rezygnować z siebie pamiętając o tym, że wszystko, co jest nasze, ludzkie może przesłonić nam Jezusa, nie pozwolić spotkać się z Nim, bo: 
- On jest cichy, 
- On jest pokorny, 
- On się nie narzuca, nie wchodzi gwałtem do serca, 
- On cierpliwie czeka. 
Kiedy będziemy rezygnować z siebie, gdy zaczniemy zauważać obecność Jezusa, wtedy też będziemy mogli zobaczyć to, co jest w Jego Sercu, to, co przeżywa. A Jego Serce obejmuje wszystko i wszystkich. Jego serce doświadcza każdego bólu, który jest na świecie, Jego Serce troszczy się o każdą duszę, Jego Serce prowadzi każdą sprawę. Wtedy i my w swoim sercu zaczniemy doświadczać troski o dusze, o świat, o Kościół i będziemy doświadczać również cierpienia z tym związanego. Jednak najpierw potrzebna jest pokora, rezygnacja z siebie, by mogło dojść do spotkania serca z Bogiem, do spotkania dwóch serc: Boskiego i naszego. I by Bóg mógł przelać całego Siebie w nas.  
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
 
Adoracja Najświętszego Sakramentu  (2)
 
Witaj, mój Jezu! Kłaniam Ci się do samej ziemi, uznając w Tobie mojego Pana. Proszę, czyń mnie swoją własnością. Chcę być Twoim sługą, chcę być Twoim niewolnikiem. Całuję, Jezu, Rany Twoje na stopach i tulę się do nich. Pozwól mi Jezu, pozostać tak, choć przez chwilę. Kiedy patrzę na Ciebie nie mogę nadziwić się Jezu, jak bardzo jesteś pokorny. Przecież jesteś Władcą całego świata, Stwórcą, a jednak, gdy przychodzisz do mnie jesteś tak delikatny. Nie wchodzisz do mojego serca siłą, nie narzucasz się, Ty pokornie czekasz u drzwi mego serca. Niezwykłe jest to, Jezu, że pozwalasz, aby to, co moje – zwykła myśl – sprawiało, że zapominam o Tobie, o Tobie nie myślę. Moja zwykła, nędzna myśl zasłania Ciebie. Jak wielka musi być Twoja pokora! Jak bardzo, Jezu, szanujesz wolność moją, którą mi sam dałeś! Rozumiem, Jezu, że: 
- abym ja mogła Ciebie widzieć, z Tobą się spotykać – również MUSZĘ STAĆ SIĘ POKORNĄ;
- aby usłyszeć Twój Głos, aby zrozumieć Twoje cierpienie, zobaczyć Twój smutek –  MUSZĘ BYĆ POKORNĄ, muszę przestać myśleć o sobie; 
- by móc zobaczyć Ciebie – MUSZĘ ZREZYGNOWAĆ Z TEGO, CO MOJE. 
Jak wielka musi być moja pycha, skoro najdrobniejsza moja sprawa całkowicie zasłania mi Ciebie! Najdrobniejsza myśl, jakieś sytuacje, zdarzenia w życiu – wszystko to wysuwa się na pierwszy plan, a Ty cichy i pokorny czekasz u drzwi mego serca. Udziel mi Jezu Ducha pokory!
 
***
Jesteś, Jezu, Bogiem Wielkim, Potężnym. Przychodzisz na ziemię z wielką misją, dokonujesz wielkich rzeczy. Zapraszasz mnie do uczestnictwa w Twoim Dziele. Doskonale znasz moją ludzką małość i wiesz, że nie jestem w stanie zrozumieć. Wiesz, że to wszystko, co Twoje przerasta możliwości mojego umysłu, by pojąć; mojego serca, by objąć. Mimo to, przychodzisz i zapraszasz. Ty – Wielki Bóg, a zapraszasz takie małe „nic” i obdarzasz samym Sobą, pragnąc zamieszkać w moim sercu tak słabym; w sercu, które nie potrafi kochać, nie potrafi niczego zrozumieć. 
Wybacz mi, Jezu, że również przeze mnie czujesz się samotny. Ja również zajęta jestem swoimi sprawami i mam swoje wyobrażenia, co do Twojej Osoby, przez co zamykam się na Prawdę, którą mi objawiasz. Nie chcę, Jezu, abyś był samotny. Chciałabym, abyś dobrze się czuł w moim sercu. Chciałabym Ci towarzyszyć. Wiem Jezu, że nie jestem w stanie nieść Twojego Krzyża, wiem, że nie jestem w stanie wziąć od Ciebie nawet części Twojego cierpienia, wiem, że nie rozumiem tego wszystkiego, co dokonujesz dla ludzi, nie rozumiem całej tej głębi, ale skoro moje serce zostało poruszone, skoro w moim sercu słyszę Twoje zaproszenie, to znaczy, że Ty chcesz, abym uczestniczyła w Twoim Dziele, w Twoim życiu, w Twojej miłości. Nie ważna jest moja małość. Nie wiem, co będziesz czynił i w jaki sposób, ale pragnę odpowiedzieć na Twoje zaproszenie i po prostu być przy Tobie. Nie mogę do końca zrozumieć, co takie małe serce może Ci dać, w jaki sposób może Ciebie wesprzeć, pocieszyć, ale skoro zapraszasz, to chcę odpowiedzieć. Doświadczam tak cudownej miłości. Kochasz mnie miłością, której nie da się określić słowami. Chcę na nią odpowiedzieć. Nie potrafię tak kochać, ale pragnę. Będę starała się całkowicie usunąć z serca wszystko, co moje. I ufam, że Ty będziesz dokonywał tego, co zechcesz we mnie. Wiem, że to, co Twoje jest wielkie; to, co Twoje jest nieskończone, jest cudowne, więc dokonuj takich rzeczy we mnie. Możesz sprawić, że: 
- moje serce, choć niczego nie rozumie, nie ma w ogóle sił będzie przy Tobie i będzie kochać; 
- moje serce będzie wsparciem w czasie Twojej samotności; 
- moje serce da pocieszenie, gdy będziesz opuszczony; 
- moje serce będzie wylewać łzy na Twoje Rany, gdy będziesz biczowany, torturowany, katowany, przybijany do Krzyża. 
Wierzę w to, Jezu, że gdy będę przykładać moje serce do Twoich Ran, gdy Ty będziesz wisiał na Krzyżu, doznasz ulgi. Nie wiem, jak to się stanie. Niczego nie rozumiem, Jezu, ale daję Ci moje serce. Wiem, że Ty potrzebujesz mojego serca.
 
***
Jezu mój! Kocham Ciebie! Oddaję Ci całą siebie, w sposób szczególny oddaję Ci moje serce. Władaj nim. Rezygnuję z siebie, z tego wszystkiego, co moje. Zdaję sobie sprawę, że nie potrafię tego uczynić w sposób doskonały, więc proszę, abyś Ty mi pomagał, abyś udzielał mi swojego Ducha, który pomoże mi zobaczyć, w których momentach nie otwieram drzwi mego serca; w których momentach zasłaniam się przed Tobą. Zadziwia mnie Twoja pokora, a jednocześnie przeraża mnie moja pycha. To niezwykłe, Boże! Ty pozwalasz na wszystko człowiekowi, szanując człowieka, dając mu wolność. Jezu, nie chcę, aby cokolwiek mojego przesłaniało mi Ciebie. Zaradź moim słabościom. Zaradź, Jezu! Pomóż mi przylgnąć do Ciebie, otwierać serce, wczuwać się w bicie Twojego Serca. Pomóż mi być z Tobą, abyś nie czuł się samotny. Pomóż mi tak otwierać serce, aby ono towarzyszyło Tobie i aby było dla Ciebie wsparciem. Jeśli chcesz składaj w moim sercu swoje tajemnice, aby poprzez zrozumienie tych tajemnic moje serce mogło być jeszcze bliżej Twego; aby Twoje nie czuło się samotne. Chcę być duszą, która będzie przyjmować Twoje Słowo, która będzie przyjmować Twoje pouczenie, Twoją obecność, Twoje Dzieło, która będzie Ciebie rozumieć, przez co nie będziesz sam.
Proszę, Jezu, pobłogosław memu sercu, by otworzyło się dzisiaj i przyjmowało każdą Twoją łaskę. Niech Twoja łaska poprowadzi mnie ku Tobie, do wnętrza Twego Serca.
 
Podsumowanie dni skupienia
 

● Trwajmy w otwieraniu się na Serce Jezusa, na to, co w tym Sercu jest. 

● Pokornie chylmy się przed Bogiem, który zaprasza nas do tak niezwykłego uczestnictwa w Jego życiu. 

● Uświadamiajmy sobie wielkość obdarowania, nasze wywyższenie w zaproszeniu do współcierpienia, do współuczestniczenia w cierpieniu. 

● Uświadamiajmy sobie niezwykłą pokorę Jezusa i to, że najdrobniejsza ludzka rzecz, myśl, pragnienie, wyobrażenie, marzenie, zainteresowanie, choć jest niczym wobec Boga, to jednak nie pozwala ludzkiemu sercu widzieć Go i spotkać się z Nim. 

Bóg niejako uzależnia się od nas. Zobaczmy, jak dużo zależy od nas. W nasze ręce Bóg składa możliwość spotkania się z Nim lub nie spotkania. Podziękujmy Bogu za obdarowanie i za wywyższenie. Uwielbiajmy Go i zapragnijmy całym sercem uczestnictwa w Jego życiu.
 
Niech nas nie zwiedzie fakt, że do Triduum pozostało jeszcze troszkę czasu. Starajmy się posłuchać pouczeń, które były wczoraj i dzisiaj. Niech nasze serca zaangażują się w towarzyszenie Jezusowi, w obecność, która stara się zrozumieć Jezusa i być przy Nim bardzo blisko, w obecność miłującą. 
Człowiek przyzwyczaja się do tego, że wiele otrzymuje od Boga, często nawet nie zauważając tego. Dary traktuje jako coś zwykłego do tego stopnia, że tych darów nie zauważa jako Bożych, ale jako coś, co po prostu przydarza się; jako coś, co jest normalne, coś co się należy. Nie rozumie, że wszystko jest darem Boga. Samo życie – to, że się rano człowiek obudził; to, że jest zdrowy, że może iść do pracy; to, że spotyka takich czy innych ludzi, każda sytuacja – wszystko jest darem Boga. 
Teraz otrzymujemy ogromny Dar, Dar niezwykły, bo jest to ZAPROSZENIE DO UCZESTNICTWA W PEŁNEJ MIŁOŚCI, W MIŁOŚCI PRAWDZIWEJ. Otwierając serca na tę miłość stajemy się w pewnym stopniu podobni do Boga. On pragnie naszej przemiany, naszego upodobnienia do Niego. Rozumiejąc Jezusa, otwierając serce na Jego doświadczenie, Jego przeżycie, kochając Go, otaczając miłością, poznajemy coraz bardziej to, Kim On jest. Poznajemy coraz bardziej Boga, miłość i coraz bardziej ją przyjmujemy, coraz bardziej żyjemy nią. To wszystko się ze sobą zazębia; jedno od drugiego zależy. Wszystko to jest ważne. 
Więc powracajmy do tych pouczeń, by niczego nie przeoczyć, ale by starać się realizować wszystko, o czym mówi Bóg, bo przecież wszystko, co mówi jest nam bardzo potrzebne, wszystko jest piękne i wszystko jest darem niezwykłym dla nas. Rozradujmy nasze serca! Niech będą pełne wdzięczności, niech uwielbiają Boga i niech się z Nim jednoczą. 
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!