banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś czwartek, 23 listopada 2017 roku       Jesteś 1130260 naszym gościem.       Osób on-line: 4


Konferencja


    „I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8,1-11)


    
Jezus przygotowuje się już do wypełnienia swego zadania na ziemi. Cały czas naucza, spotyka się z ludźmi. W TYCH DNIACH CHCE JESZCZE WNIEŚĆ ŚWIATŁO W DUSZE. W tych dniach chce jeszcze, by i oni mogli przygotować się, by zrozumieć to, co przyjdzie. Kiedy do jakichś wydarzeń zostaje mało czasu, wtedy człowiek chce w tym krótkim czasie zawrzeć jak największe, najważniejsze sprawy. Wypowiadając słowa chce wypowiedzieć to, co jest najbardziej istotne, uświadomić np. swoich bliskich o czymś, co jest najważniejsze. 
Jezus nieustannie spotyka się z brakiem zrozumienia, spotyka się ze sprzeciwem, z pychą ludzką. Właśnie teraz, kiedy niejako nabrzmiewa ten czas, kiedy już tak blisko jest Męka, a więc ma dokonać się Dzieło, które Bóg zapowiadał już wcześniej, ma objawić się Boża miłość, Boże miłosierdzie w całej pełni, właśnie teraz Jezus doświadcza wśród ludzi, którzy Go otaczają braku miłości, braku miłosierdzia, braku zrozumienia dla Jego nauki, Jego działalności, dla Jego Osoby. Chce w krótkiej formie jednak przedstawić samo sedno nauki, wydobyć z tego wszystkiego jeszcze esencję, by choć niektóre serca mogły zrozumieć, mogły się nawrócić. Sam już cierpi, a jednak nieustannie myśli o ludziach, i to bardzo konkretnych osobach, chcąc pokazać, że Jego miłość nie jest miłością ogólną, ale miłością skierowaną bezpośrednio do każdego człowieka indywidualnie. On pozostawia niejako na boku swoje cierpienie, by zająć się konkretną sprawą, konkretnym człowiekiem. Jednocześnie, by ze spotkania z człowiekiem i inne osoby mogły wynieść dobro dla swojej duszy.
Dzisiaj przyprowadzają do Jezusa kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie (por. J 8,1-11). Zauważmy, że uczeni w Piśmie i faryzeusze cokolwiek teraz czynią, czynią po to, by móc zadać Jezusowi podchwytliwe pytanie, by Go niejako zagiąć w jakimś temacie, by Mu wykazać brak znajomości Prawa, by Mu pokazać, że tak naprawdę nie jest taki mądry, czy taki dobry, jak się wielu ludziom wydaje. A już na pewno nie jest Tym, za kogo się podaje. Tym, którzy przyprowadzili kobietę wcale nie zależało na tej kobiecie. Im zależało na tym, aby w końcu słowa Jezusa mogły stać się dla nich pretekstem, by Go poniżyć, by Go zabić. Serca tych osób są cały czas zamknięte, w dodatku są pełne brudu, pełne grzechu, choć chcą być sędziami innych dusz; chcą osądzać innych. Jezus jednak nie daje się złapać na ich podchwytliwe pytania. On jest ponad ludzką nędzę. On jest ponad to, co jest tak słabe, często obrzydliwe, złe. I chociaż z pozoru wydawać by się mogło, że i On powinien potępić tę kobietę, przecież wykazywał się do tej pory znajomością Prawa, znajomością Pism, a więc powinien postąpić tak, jak postępowano do tej pory. Jezus całkowicie inaczej podchodzi do problemu, do tej sytuacji. 
Jezus jest cały czas w centrum misji, którą wypełnia. On cały czas realizuje Dzieło Zbawcze. Nie może być inaczej. Zatem nie może reagować, tak jak reagowałby pospolity Żyd. On, który przepełniony jest miłością i przyszedł, by okazać miłosierdzie, również i teraz WYKORZYSTUJE CZAS, BY POUCZYĆ LUDZKIE SERCA O MIŁOŚCI I MIŁOSIERDZIU, by jednocześnie pokazać perfidię tych, którzy chcieli osądzać kobietę, tych, którzy chcieli wydać wyrok na nią. Jesus w końcu pokazuje, czym powinien kierować się człowiek, patrząc i oceniając innych. Zwraca uwagę wszystkich na to, że ZANIM OSĄDZĄ DRUGIEGO CZŁOWIEKA, NAJPIERW MAJĄ SPOJRZEĆ NA SIEBIE – spojrzeć w prawdzie. Dopiero potem mogą oceniać innych. 
Spojrzenie na siebie przynosi człowiekowi bolesną prawdę, wręcz upokorzenie. Człowiek zdaje sobie sprawę, że nie jest świętym, a przed chwilą chciał wydawać wyrok, oceniać kogoś innego, przecież jest sam winny grzechu. Wcale nie jest jakimś lepszym od tej drugiej osoby, a często o wiele niżej upada. 
Spojrzenie na siebie niesie pokorę, przynajmniej powinno spowodować, iż spokornieje wobec danej sytuacji, uświadamiając człowiekowi jego nędzę. Spokornieje również w obliczu tego drugiego spotkanego człowieka, którego chciał w jakiś sposób ocenić. Refleksja nad sobą, stanięcie przed Bogiem właśnie w swojej nędzy sprawia, że człowiek zwraca się do Boga, a nie do człowieka, zajmuje się swoimi słabościami, a nie czyimiś. W zależności od przyjętej dalej postawy może z tej refleksji wyciągnąć wielkie korzyści dla swojej duszy. Bóg obdarza tego człowieka miłością i on, jeśli otwiera się na nią, jest w stanie teraz spojrzeć na drugą osobę z miłością, którą przed momentem chciał ocenić, ale patrząc z miłością, zaczyna widzieć już w inny sposób. Jego ocena łagodnieje, sposób patrzenia jest łagodny.
Ci, którzy przyprowadzili kobietę wycofali się. Różne były powody. Niektórzy z nich poczuli w swoich sercach, iż Jezus przenika ich dusze i bardzo dobrze zna stan tych dusz, a oni wcale by tego nie chcieli. Za dużo mieli do ukrycia, za dużo grzechów. W dodatku, ten grzech, który potępiali w kobiecie, popełniali sami. Niektórzy prawdziwie się zawstydzili. Dla tych jest nadzieja na to, że otworzą serca, że prawda, którą przyjmą wyzwoli ich. Będą mogli przyjąć naukę Jezusa. Byli tacy, których serca nadal były strasznie twarde i zamknięte, zimne i cały czas złowrogo nastawione do Jezusa. Oni wiedzieli, że Jezus przyjmując taką postawę, wypowiadając takie słowa, góruje nad nimi pod każdym względem. Czuli się pokonani, ale ich serca nadal były nastawione złowrogo do Jezusa. Odchodzili źli cały czas w swoich sercach rozmyślając, jaki dalszy krok uczynić. Ich nienawiść nie zmalała, ale wzrosła. 
A Jezus żyje cały czas myślą o Męce, żyje przygotowaniem do Męki, która ma zbawić każdego człowieka. Każdego ma wyzwolić z grzechu, każdemu ma dać życie wieczne. W tym momencie w Jezusie jest ogromne cierpienie. Widzi reakcję poszczególnych ludzi. Dokładnie zna stan ich serc. Cierpi, ponieważ Jego Ofiara za wielu z nich wydawać się będzie bezowocna. Nie przyjmą tej Ofiary. KOLEJNA NAUKA, W KTÓREJ CHCIAŁ POKAZAĆ TO, CO NAJWAŻNIEJSZE JESZCZE PRZED MĘKĄ NIE TRAFIA DO NIEKTÓRYCH Z NICH. Są tak zamknięci, że nie przyjmują, nie chcą słuchać, nie chcą przyjmować, nie chcą zbawienia. 
Jezus spogląda na kobietę. Zna również jej stan duszy. Bardzo dobrze wie, co dzieje się w jej sercu, w jej umyśle, zna historię jej życia. Wie o niej wszystko. On przyszedł na ziemię również po to, by i ją zbawić. Ta sytuacja, to zdarzenie było po to, by i ona mogła doświadczyć miłości i miłosierdzia. Bóg potrafi tak wykorzystać różne sytuacje, w których człowiek chce zamącić, w których chce namieszać, a jednak Bóg potrafi wykorzystać ku dobremu. Jezus mówi najwspanialsze słowa do tej kobiety. Ona doświadcza w swoim sercu dobra, miłosierdzia, ona doświadcza miłości. Cały ciężar, jaki nosiła w sobie, ciężar grzechu zostaje jej odebrany. Jest wolna. MOŻE TO ZROZUMIEĆ TYLKO TEN, KTO UWOLNIŁ SIĘ OD WIELKIEGO CIĘŻARU JAKIEGOŚ GRZECHU. Ona doświadcza tego uwolnienia. Jest i wzruszona, i szczęśliwa, zdziwiona. Trudno jej jeszcze wierzyć w to, co się dokonało. Kocha, jest wdzięczna. Chciałaby przypaść do stóp Jezusa, aby Mu dziękować. Ze wzruszenia i ze szczęścia płacze. Jeszcze drży, tak wiele było emocji, tak wielki był strach. Doświadczała tak wielkiej nienawiści, a tutaj naraz wielka miłość, miłosierdzie, łagodność, delikatność. 
Ta postawa Jezusa, spojrzenie bez potępienia, bez oceniania, słowa: nie potępiam ciebie – one PRZEMIENIŁY TĘ KOBIETĘ. Nie ocena, nie sąd, nie jakieś pouczenia, ale miłość, miłość miłosierna przemieniła ją. Jezus wie, że w tej kobiecie dokonuje się przemiana, że On osiągnął niejako swój cel. Konkretna dusza, konkretny człowiek nawrócił się, doświadczając miłości, miłosierdzia, otwierając się na ten dar. To jest kolejna dusza, która w jakimś stopniu jest przygotowana do czasu Męki. W jakimś stopniu. Z czasem będzie potrafiła przyjąć, zrozumieć to, co On - Jezus dokona. Jezus jest szczęśliwy, że tę kobietę udało się uratować. Uratować nie tylko w tej sytuacji, tego dnia – jej duszę udało się uratować. 
Dzisiaj jest bardzo dużo różnych ważnych myśli w Ewangelii. Warto ją sobie wieczorem jeszcze raz przeczytać, aby powracając do tej sceny, do kolejnych zdań zobaczyć cały obraz i doświadczyć w swoim sercu tego, co dokonywało się w duszach poszczególnych ludzi, by jednocześnie przeżyć to, co jest przeżyciem Jezusa w tych dniach przed Męką, by jeszcze lepiej zrozumieć, co też takiego Jezus przekazuje ludziom. A chce przekazać samo sedno, samą istotę swojej nauki. 
Istotą jest MIŁOŚĆ I MIŁOSIERDZIE, ZABWIENIE, RATOWANIE DUSZY. Ale i istotą jest POKORNE ZWRÓCENIE SIĘ DO SWOJEGO WNĘTRZA, DO SWOJEJ DUSZY, by badać swoją duszę, nie cudzą, by w końcu zrozumieć; 
- że to moje grzechy ranią Jezusa, 
- że to moje grzechy uderzają w Niego, sprawiają Mu ból, zasmucają. 
- To przez moje grzechy Jezus czuje się samotny. 
Tak często z oburzeniem ludzie myślą o faryzeuszach, o Żydach, którzy zabili Boga, którzy przed śmiercią Jezusa tak okrutnie się zachowywali. Byli podstępni, fałszywi. Na różne sposoby starali się uchwycić Jezusa na bluźnierczych słowach, na słowach, które mogłyby potem posłużyć za argument – mówił takie rzeczy, trzeba Go skazać. A Jezus dzisiaj pokazuje – TY ZAJMIJ SIĘ SWOJĄ DUSZĄ. Zobacz w swojej duszy, 
- czy przypadkiem nie dzieje się dokładnie to samo. A może w większym stopniu? 
- Patrzysz na drugą osobę krytycznym wzrokiem, oceniającym. Nie wypowiadasz słów, ale w tobie jak dużo jest oceny, jak dużo negatywnych myśli, jaki brak miłości, całkowity brak miłosierdzia! 
- Spójrz na swoją duszę! 
Tak łatwo jest ludziom, szczególnie we wspólnotach idących drogą stałej formacji, oceniać innych. Tak często się to zdarza. I często robią to wręcz bezwiednie w swoich myślach, sercach, ale i na zewnątrz ujawniają swoje opinie. A Jezus dzisiaj mówi o pokorze – spójrz na siebie, NABIERZ POKORY, a do tych, których przed momentem oceniałeś, PODEJDŹ Z MIŁOŚCIĄ, PODEJDŹ Z MIŁOSIERDZIEM. Wtedy w nich może dokonać się przemiana. Twoją intencją, gdy oceniałeś daną osobę i chciałeś jej powiedzieć, zwrócić uwagę było rzekomo jej nawrócenie, jej poprawa. Ale wcale o niej nie myślałeś - ty byłeś w centrum. 
W momencie, kiedy spojrzysz na siebie, zrezygnujesz z oceny, uświadamiając sobie, że wcale nie jesteś lepszy, przełamiesz w sobie niechęć, nieżyczliwość, brak miłości i 
- spojrzysz z miłością, 
- zareagujesz z miłością, 
- wtedy dotkniesz serca tej osoby miłością 
- i to serce będzie się przemieniać. 
Wtedy rzeczywiście twoja intencja będzie czysta. Będziesz starał się z miłością potraktować drugą osobę.
Postarajmy się dzisiaj stanąć przed Jezusem. Miejmy na myśli Jego przygotowanie do misji, do Męki. Miejmy na myśli to, że chce nam przekazać to, co najważniejsze, najbardziej istotne w Jego nauce. Cierpi przy tym. On cierpi! ZE WZGLĘDU NA NIEGO, NA MIŁOŚĆ DO NIEGO POSTARAJMY SIĘ POPATRZEĆ NA SIEBIE, NIE NA INNYCH. Potem z miłością idźmy do swoich bliskich, do swoich znajomych, do swoich codziennych zadań, obowiązków. Ze względu na Jezusa podejmujmy z miłością każdą osobę i każdą sprawę. To podejmowanie ze względu na Jezusa da siły, by rzeczywiście tak czynić. Gdy człowiek coś czyni z miłości do Boga ma siły, by to czynić. Bóg daje łaskę.
Połóżmy swoje serca na Ołtarzu, prosząc o esencję nauki Jezusa, by trafiła do naszych serc, by nasze serca przyjęły, by były otwarte na Jego naukę, by zobaczyły Jezusa, Jego przygotowanie, Jego cierpienie, Jego smutek i by otworzyły się na miłość, na miłosierdzie, które Bóg kieruje do naszych dusz. Doświadczając tej miłości i miłosierdzia sami będziemy potrafili wtedy na innych spojrzeć wzrokiem miłości i miłosierdzia. Prośmy o to. W ten sposób nasze serca będą przygotowywać się do Triduum, będą towarzyszyć Jezusowi. Przyjmując Jego naukę, będą sprawiać Mu radość. Złóżmy swoje serca na Ołtarzu. 
 
Modlitwa
 
Jezu mój! Pragnę Ci podziękować za Twoją obecność, za miłość i miłosierdzie. Zdałam sobie sprawę, że to ja zachowuję się tak jak osoby z dzisiejszej Ewangelii. To ja stale zajmuję się sobą i o sobie myślę w każdej sytuacji. Ty przyszedłeś na ziemię, przyszedłeś do ludzi, a ludzie z powodu własnego egoizmu i pychy postanowili Ciebie zabić. Tak bardzo zajęci byli sobą, tak ważne były ich sprawy. Nie widzieli twojego cierpienia, nie chcieli słuchać Twoich słów, ich sporawy były dla nich ważniejsze. Zachowuję się tak samo, Jezu. Też nie słucham, ale zajmuję się swoimi sprawami, swoimi myślami. Tak dużo we mnie egoizmu i pychy, Jezu, przez co nie zauważam twojego cierpienia, przez co nie słucham Twojej nauki, nie przyjmuję jej. Zamiast cieszyć się Twoją obecnością, być Ci wdzięczną, ja się odwracam. 
Chcę dzisiaj Jezu podziękować Ci za to, że przyszedłeś, za to, że jesteś, za Twoją obecność codziennie w Eucharystii, codziennie w moim sercu, za Twoją obecność przy mnie w każdym momencie dnia, za Twoje Słowo, które mnie prowadzi, za wszelkie natchnienia. Wybacz, że tak mało tego zauważam. Wybacz, że stale zajmuje się swoimi sprawami. Przepraszam za mój egoizm i za moją pychę. 
Pomóż mi Jezu! Nie chcę więcej oceniać innych. Nie chcę żyć miłością własną. Nie chcę żyć życiem, które sama sobie wytyczam - chciałabym, Jezu, z Tobą. Chciałabym słuchać Ciebie, być Tobie posłuszną, chciałabym przyjmować Twoją naukę, chciałabym przyjmować dar Twojej miłości i Twojego miłosierdzia. Wszystko, każdą czynność chciałabym wykonywać z miłością, dla Ciebie. Chciałabym akceptować wszystko, co spotyka mnie. Chciałabym w mojej codzienności otwierać się na Twoją obecność, na Twoje Słowo, na Twoją miłość w każdym momencie, stale. Pomóż mi, Jezu!
 
***
Dziękuję Ci, Jezu za to, że choć jestem tak słaba, choć tak mała, to Ty nie zrażasz się tym. Ty obdarowujesz mnie nieustannie. Otwierasz przede mną swoje Serce i całe bogactwo Twego Serca staje się moją własnością. Nie zrażasz się moimi upadkami, moją wielką słabością i powierzasz mi swoje niezwykłe tajemnice. Nie zrażasz się Jezu tym, że nic nie rozumiem, a słabości moje skrzywiają obraz Twój w moim sercu. Objawiasz się mimo to i sam starasz się formować Twój obraz we mnie stale pouczając, stale pokazując od nowa, naprowadzając, bym jak najlepiej zrozumiała, bym jak najlepiej zobaczyła. 
Dziękuję Ci za to, że pochylasz się nad maleńką duszą, za to, ze zajmujesz się taką małą duszą, taki małym „nic”. 
Dziękuję Ci, że zauważasz zawsze każdą duszę, nad każdą się pochylasz, do każdej podchodzisz indywidualnie, każdą się opiekujesz, każdą prowadzisz, a to prowadzenie dostosowujesz do dusz. 
Dziękuję Ci za Twoje przyjście na ziemię, za dokonujące się Dzieło Zbawcze, za wszystko, co czynisz na ziemi; co czynisz poprzez ludzi, poprzez święte dusze, co czynisz poprzez Kościół i tych, którzy w Kościele posługują. Dziękuję Ci, Jezu!
Czuję się otoczona Twoją opieką ze wszystkich stron, prowadzona za rękę i obdarowana tak hojnie. Chciałabym, Jezu, swoim życiem odpowiedzieć na Twoją miłość, po prostu Ciebie kochać w każdym momencie, w każdej sytuacji, w każdym człowieku, zawsze. Chciałabym pamiętać o Tobie nieustannie, żyć Tobą. 
Proszę, pomóż mi w tym. Udziel swego błogosławieństwa, dając siłę, moc, wytrwałość, sprawiając, że będę w stanie zapomnieć o sobie, że będę w stanie zrezygnować z siebie, aby czynić wszystko z miłości do Ciebie. Proszę, Jezu, pobłogosław nas!
 
Refleksja
 
W TYCH DNIACH POTRZEBNA JEST SZCZEGÓLNIE REFLEKSJA NAD SOBĄ, NAD SWOJĄ DUSZĄ; refleksja ze względu na Jezusa, 
- by móc z pokorą przybliżać się do Niego 
- by móc być razem z Nim, 
- by Go lepiej rozumieć; by lepiej rozumieć to, co mówi i to, co się dzieje w Jego sercu, 
- by towarzyszyć Mu, 
- by przyjmować wszystko, co płynie od Niego. Przyjmując otwartym sercem, by Go w ten sposób pocieszać, by dawać Mu poczucie, iż są dusze, które towarzyszą Mu, które Go rozumieją. 
Starajmy się w tych dniach być bardziej refleksyjnymi, bardziej czujnymi, wrażliwymi, by przy pomocy łaski Bożej ZOBACZYĆ W SOBIE TO, CZEGO DO TEJ PORY NIE WIDZIELIŚMY, by lepiej przyjrzeć się sobie samemu. Jednocześnie, by pełniej przyjąć prawdę o sobie i poddać ją pod działanie Bożego miłosierdzia, pod spływające łaski Bożego miłosierdzia. 
Pamiętajmy o tym, iż w dzisiejszej Ewangelii to właśnie kobieta wyszła przemieniona. Jej życie zmieniło się radykalnie, jej serce zostało przemienione. Ona nie broni się w tej Ewangelii, nie wypowiada słów obrony czy wytłumaczenia. Wiedząc, co zrobiła, uznając prawdę, wiedząc, co ją czeka za to, ona po prostu czeka na wyrok, na jego wykonanie. A doznaje ogromnego miłosierdzia. Postarajmy się i my przyjąć prawdę o sobie, którą, być może, gdy otworzymy się, zobaczymy. Bądźmy w tym pokorni. Nie tłumaczmy się przed Bogiem. Zdając sobie sprawę, tak jak ta kobieta, że za ten grzech czeka ją śmierć, za nasze przewinienia też czeka śmierć duszy. Grzech jest wielki, zraniliśmy Boga. Gdy uznawać będziemy swój grzech, Bóg przyjdzie z miłosierdziem, dotknie serca i przemieni. Doznamy szczęścia. Nasze życie rozpocznie się na nowo. 
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!