banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 21 listopada 2017 roku       Jesteś 1129621 naszym gościem.       Osób on-line: 3


Konferencja


    Wprowadzenie do Wielkiego Tygodnia. Dni skupienia


    
Wprowadzenie. 
 
Zanurzymy się dzisiaj w Męce Jezusa, by razem z Nim uczestniczyć w Jego Zbawczej misji, by poznawać Bożą miłość, by zbliżyć się do Boga. Jezus pragnie dusz, które wezmą cząstkę Jego Krzyża, cząstkę Jego cierpienia, które otworzą serce na miłość wyrażającą się w Ofierze. Te dusze są szczególnie umiłowane, szczególnie wybrane i te dusze Bóg szczególnie obdarza swoją łaską. 
Uczestnictwo w Zbawczym Dziele Jezusa jest OTWARCIEM SERCA NA WOLĘ BOGA, przyjęciem wszystkiego, co pochodzi od Boga, a CAŁKOWITĄ REZYGNACJĄ Z SAMEGO SIEBIE. Jednak dusze nie zawsze dobrze rozumieją, czym jest ta ofiara. Zawsze jest pokusa, że trzeba czynić wielkie rzeczy, że trzeba podejmować wielkie wyrzeczenia, czy trzeba bardzo cierpieć. A jednak w codzienności dusza może: 
- żyć w zjednoczeniu z Jezusem Ukrzyżowanym, 
- żyć rozpięta na krzyżu. 
Miłość otwiera duszę na niezwykłe spotkanie z Jezusem, w którym dusza - wsparta łaską -pragnie nieustannie trwać z Jezusem we wszystkim, co jest jej codziennością. 
Teraz szczególnie, gdy zostało tak niewiele czasu, Bóg zaprasza dusze DO OTWIERANIA SERC NA MĘKĘ JEZUSA: 
- by już starały się oczami duszy widzieć Jego cierpienie; 
- ze względu na miłość, która wyraża się w tym cierpieniu, by czyniły wszystko tylko i wyłącznie ze względu na Boga;
- by Jemu ofiarowywały każdą sekundę swego dnia;
- a podejmując jakiekolwiek obowiązki, czynności, by dokonywały wyboru, bowiem teraz nie jest istotne to, co zewnętrzne; teraz istotą jest UCZESTNICTWO W MĘCE JEZUSA. 
To, co nie jest obowiązkiem, koniecznością NALEŻY POZOSTAWIĆ, ponieważ najważniejsze jest w tym momencie DZIEŁO, KTÓRE DOKONUJE JEZUS – NAJWIĘKSZE DZIEŁO MIŁOŚCI.
Dzisiaj zapraszam was, byśmy razem uczestniczyli w Jego Męce, w Jego miłości, która zbawia świat. Zapraszam was do zbliżenia się do Jezusa: 
- by w ten sposób lepiej poznać Boga; 
- by Bóg, który objawia się wam mógł być przez was lepiej zrozumiany, poznany; 
- by nasze serca obejmowały Go z wielką miłością, czułością; 
- by stał się nam bliski, choć Potężny, choć Nieskończony, to jednak bardzo bliski.
Zapraszam was, by uklęknąć przy Jezusie Ukrzyżowanym i objąć Krzyż, objąć Jezusa, wtulić się w Niego i przyjąć spływające łaski; by poczuć Jego cierpienie i przyjąć tę niezwykłą miłość do swojego serca.
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. 
 
Kazanie
 
To już ten czas, w którym najpełniej objawia się miłość Boga. To już ten czas, gdy Jezus oddaje całego Siebie każdemu z nas. To już ten czas! Nie patrzmy, że to za kilka dni. To już czas! 
Bóg pragnie zaprosić każdego z nas do niezwykłego uczestnictwa w Jego Dziele Zbawczym. Pragnie, aby nasze serca otworzyły się na miłość, która nie jest znana światu, która nie jest przyjmowana, nie jest kochana. Podczas Drogi Krzyżowej mieliśmy możliwość zobaczenia odrobiny Męki Jezusa. Na tyle, na ile otworzyły się nasze serca mogliśmy wczuć się w tę Mękę, doświadczyć jej, zobaczyć. To jeszcze nie wszystko. Bóg nie tylko oczekuje, że będziemy przyglądać się – ON ZAPRASZA NAS DO UCZESTNICTWA. Nasze serca są już na tyle uformowane, iż rozumiemy, że to uczestnictwo nie oznacza, iż naraz spadną na nas jakieś cierpienia. To uczestnictwo oznacza: 
- wielki wysiłek serca z naszej strony, by jak najbardziej otworzyć się na obecność Jezusa przeżywającego swoją Mękę, 
- wysiłek naszych serc, by w sposób duchowy uczestniczyć w tej Męce. 
BÓG ZAPRASZA! Jest to niezwykłe wyróżnienie dla duszy, gdy Bóg zaprasza do takiego uczestnictwa. 
Zazwyczaj ludzie, przygotowując się do Świąt, czynią wiele rzeczy zewnętrznie. Mają to już tak wpisane w swój umysł, że muszą przygotować różne rzeczy, iż na myśl, że mogliby tego wszystkiego nie robić, a jedynie sercem trwać przy Jezusie - sprzeciwiają się. Uważają, że to nie jest dobre. Ale przecież to, co wydarza się podczas Triduum Paschalnego JEST NAJWAŻNIEJSZYM WYDARZENIEM W DZIEJACH LUDZKOŚCI. Jest to JEDYNE TAKIE WYDARZENIE – NAJWAŻNIEJSZE, które: 
- zmieniło całkowicie wszystko we wszechświecie, 
- zmieniło całkowicie ludzkie życie. 
A ty mówisz, że jeszcze musisz przygotować takie rzeczy, zająć się takimi sprawami, bo rodzina, bo goście, bo przecież Święta…
BÓG ZAPRASZA KAŻDEGO Z NAS DO UCZESTNICTWA W NAJWAŻNIEJSZYM WYDARZENIU W DZIEJACH LUDZKOŚCI, W NAJWAŻNIEJSZYM WYDARZENIU TWOJEGO ŻYCIA. Bóg zaprasza, a to zaproszenie jest zaproszeniem miłości. Możesz otworzyć serce, w ten sposób otwierając się na świat duchowy i rzeczywiście przeżywać wraz z Jezusem Jego Mękę. Możesz być przy Nim podczas tej Męki. 
Przygotowanie duszy – to już UCZESTNICZENIE WRAZ Z JEZUSEM W JEGO KRZYŻU, 
- to wpatrywanie się w Niego z miłością, 
- i ofiarowywanie Mu wszystkiego, cokolwiek czynisz od samego momentu przebudzenia się rano. Każdą czynność, każde słowo, każdy swój obowiązek możesz Jemu ofiarować z miłości. Możesz podczas tych czynności wpatrywać się w Niego. 
Zostało kilka dni – tydzień. Ten czas jest bardzo cenny. NIE STRAĆ GO! W tym czasie ty możesz przygotować jeszcze lepiej swoją duszę na spotkanie z Jezusem, ale musisz dokonać wyboru:
- albo zewnętrzne przygotowania do Świąt i różne twoje sprawy
, - ALBO JEZUS.
Gdybyś przeanalizował to, co czynisz w ciągu dnia, swoje plany związane z przygotowaniami do Świąt, zobaczyłbyś, że jest sporo takich rzeczy, z których można zrezygnować, a w to miejsce można po prostu trwać u stóp Krzyża. Można otwierać serce, by spotkać się z Jezusem. Gdy teraz podejmiesz wysiłek, gdy teraz zrezygnujesz z części zaplanowanych spraw, pozostawiając tylko to, co konieczne i to, co jest twoim obowiązkiem, twoje serce będzie zbliżać się do Boga, twoje serce spotka się z Bogiem. Bóg udzieli ci łaski, że będziesz mógł przeżyć Święte Triduum wraz z Jezusem:
- poznając miłość, 
- poznając Boga, 
- jednocząc się z Nim jak nigdy dotąd, 
- uczestnicząc w Jego miłości, w triumfie tej miłości, w Jego chwale. 
Jeśli teraz będziesz starać się, by nieustannie trwać u stóp Krzyża, otrzymasz łaskę GŁĘBOKIEGO PRZEŻYCIA Wielkiego Czwartku, Piątku i Soboty. Twoje serce będzie towarzyszyć Jezusowi wszędzie i doświadczać będziesz Jego cierpienia, rozumiejąc o wiele więcej niż dotychczas. Razem z Nim będziesz w Grobie, by potem doświadczyć Zmartwychwstania – niezwykłej mocy, wielkiej radości. Zmartwychwstanie twoja dusza, zmartwychwstanie twoje serce, ty zmartwychwstaniesz. Przemieni się twoje życie, będziesz już innym człowiekiem. Ale najważniejsze, że ZBLIŻYSZ SIĘ DO BOGA, Jego obraz w twoim sercu zbliży się do prawdy. 
Pomyśl! Możesz zająć się, tak jak co roku, przygotowaniami do Świąt, aby i w kuchni wszystko dobrze przygotować, aby i stół pięknie wyglądał, aby goście byli zadowoleni, aby mieszkanie lśniło czystością. Tylko, że wtedy, gdy będziesz mieć tak dużo do zrobienia, te wszystkie czynności pochłoną ciebie. Zmęczony będziesz szedł do kościoła wieczorem w Czwartek, w Piątek czy w Sobotę i niewiele będziesz korzystać, bo twoje serce zajęte będzie nadal zewnętrznymi przygotowaniami. W tobie będzie jeszcze to wszystko, czym żyło serce przez cały dzień. 
Do każdej Eucharystii należałoby się przygotowywać. I to nie pięć minut przed, ale o wiele dłużej, o wiele wcześniej, aby serce, dusza, umysł zajęte już były tylko Bogiem, otwarte na Jego rzeczywistość. Tak samo do Liturgii, która mieć będzie miejsce w Wielki Czwartek. Nie możesz oderwać się od swoich obowiązków na pięć minut przed pójściem do kościoła, bo te wszystkie czynności, obowiązki będą nadal trwały w tobie, w twoim umyśle. A siedząc w kościele nie będziesz mógł poradzić sobie z natłokiem myśli: co zrobiono, a co jeszcze trzeba wykonać. 
Jeśli o połowę zmniejszysz narzucone sobie obowiązki, natomiast cały ciężar przerzucisz NA TRWANIE SERCEM PRZY JEZUSIE, 
- jeżeli od dzisiaj będziesz starać się nieustannie patrzeć na Niego, gdy jest w więzieniu lub wcześniej, gdy jest w Ogrodzie Getsemani, gdy jest przesłuchiwany, gdy jest biczowany, gdy idzie drogą krzyżową, gdy jest krzyżowany, gdy umiera; 
- jeśli będziesz towarzyszyć Jezusowi i jeśli będziesz to, co czynisz - czynić z miłości do Niego, najlepiej jak potrafisz, ale z intencją: Z MIŁOŚCI DO JEZUSA, ofiarowując Mu siebie, swój wysiłek, swoje zmęczenie; 
- jeśli będziesz z miłości do Niego z uśmiechem witał tych, do których niekoniecznie musisz czuć wielką przyjaźń; 
- jeśli z miłości do Niego pominiesz milczeniem jakąś złośliwą uwagę; 
- jeśli z miłości do Niego, z chęcią będziesz podejmować każdą rzecz 
– TWOJE SERCE BĘDZIE PRZYGOTOWANE. 
I gdy przyjdą te Wielkie Dni będziesz już na tyle mocny w trwaniu z Jezusem, że ostatnie czynności, które będziesz musiał wykonać w Wielki Czwartek, w Wielki Piątek czy w Wielką Sobotę już nie będą absorbowały twojego umysłu, twojego serca. Będziesz je wykonywać, owszem, ale trwając sercem przy Jezusie. Bo NAJWAŻNIEJSZE – to:

● OTWORZYĆ SIĘ NA MIŁOŚĆ, 

● TRWAĆ PRZY BOGU, 

● BYĆ, gdy wydarzają się najważniejsze chwile, które zmieniają oblicze świata;

● SPOTKAĆ SIĘ Z JEZUSEM: 

        - spotkać Go na Drodze Krzyżowej; 
        - podejść do Niego, gdy modli się w Ogrójcu; 
        - przytulić Go, gdy umiera na Krzyżu.

● OTWORZYĆ SERCE, by sercem zobaczyć Jego Mękę. 

Nie potrzeba do tego wyobraźni, nie potrzeba wykształcenia czy wiedzy. Bardzo zwyczajnie, prosto, po prostu BYĆ PRZY NIM.
Kiedy człowiek pragnie, kiedy stara się, Bóg nie pozostaje obojętny. On pomaga człowiekowi, udziela łaski. Czasem ludzie podziwiają Świętych, którzy przeżywają Mękę Jezusa, widzą ją. Nie jest to zasługą Świętych. Udzielona im została łaska. Człowiek sam nie jest w stanie zobaczyć w swoim wnętrzu i przeżyć, ale może ze swej strony podjąć wysiłek, by być przy Jezusie, wyrazić taką wolę, że: 
- teraz, Jezu, jestem z Tobą, kiedy modlisz się Ogrójcu;
- jestem przy Tobie, gdy bierzesz Krzyż na swoje ramiona. 
I Bóg udziela łaski. Udziela łaski według swego uznania; według tego, co przygotował dla danej duszy; według tego, jaka jest jej droga i jakie jest jej powołanie. Możesz być pewien – Bóg nie chce czynić tajemnicy ze swego Krzyża, ON CHCE, ABYŚ UCZESTNICZYŁ W JEGO DRODZE KRZYŻOWEJ. Jego Męka dokonała się na oczach wielu i nadal dokonuje się. A ty możesz w tym uczestniczyć. Wielką łaską jest uczestniczyć w Męce Jezusa, bowiem objawia się wtedy miłość Boga. Wtedy Bóg rozlewa swoje miłosierdzie na cały świat, pokonuje szatana, zwycięża. Zwycięża:
- abyś ty miał życie, 
- abyś ty poznał Boga, 
- abyś ty był szczęśliwy. 
Więc możesz mieć pewność, że to, co Bóg czyni dla ciebie, nie czyni w ukryciu, ale chce, abyś ty w tym uczestniczył, czerpiąc pełnię łaski. 
Złóżmy swoje serca dzisiaj na Ołtarzu, prosząc Boga: 
- o udzielenie łaski jak największego otwarcia serca na Mękę Jezusa, 
- o łaskę uczestnictwa w Jego Krzyżu, 
- o łaskę rozeznania, co jest istotne w przygotowaniu do Triduum, co można pominąć, z czego zrezygnować, w jaki sposób najpełniej przygotować się. 
 
Dziękczynienie
 
Jezu mój! Umiłowany mój! Miłości moja! Jak to dobrze, że przyszedłeś do mojego serca. Pragnę, Jezu, w wielkim uniżeniu oddać Ci pokłon. Jesteś Królem mego serca! Jesteś jego Panem! Pragnę, Jezu, służyć Ci w największej pokorze. Pragnę, Jezu, wszystko czynić dla Ciebie, wszystko Tobie oddawać. Czynisz mnie najszczęśliwszą duszą, bo przyszedłeś i gościsz we mnie. Twoja obecność sprawia, że cały czas rośnie we mnie miłość. 
Pragnę kochać Ciebie coraz więcej! 
Pragnę należeć do Ciebie we wszystkim! 
Chciałabym, Jezu, nieustannie wyznawać Ci miłość. Dajesz mi tak wielkie szczęście swoją obecnością, że brakuje mi słów. Nie wiem, w jaki sposób mogłabym wyrazić i radość, i pragnienie miłości, i szczęście. Przyjmij, proszę, moje uniżenie przed Tobą, moje oddanie. Przyjmij mnie Jezu! 
Chcę ofiarować się Tobie cała – tak jak Ty to uczyniłeś dla mnie. 
Chcę dać Ci siebie całą – tak jak Ty dajesz mi Siebie. 
Pozwalam, Jezu, abyś czynił, co zechcesz ze mną – tak jak Ty oddajesz się mnie, pozwalając na wszystko. 
Kocham Ciebie, Jezu! I dziękuję Ci! Cała należę do Ciebie.
 
Adoracja Najświętszego Sakramentu (1)
 
O mój Jezu! Pragnę dzisiaj być przy Tobie, gdy przygotowujesz się do Męki. Pragnę towarzyszyć Twoim krokom, gdy idziesz do Ogrodu Oliwnego, by się modlić. Idę tam wraz z Tobą, Jezu. 
Jest noc, chłodna noc. A Ty, Jezu, stajesz przed swoim Ojcem i modlisz się. Nie czujesz tego chłodu. Ty całym Sobą już widzisz Mękę, całym sobą widzisz to, co Ciebie czeka. Widzisz grzechy, które musisz wziąć na Siebie, obarczyć się wszelkim złem, choć Ty Sam jesteś czysty, Święty. Pragnę, Jezu, być przy Tobie, choć niewiele rozumiem. Choć właściwie nic uczynić nie mogę, to jednak chcę być przy Tobie. 

● Chcę, Jezu, podtrzymywać Ciebie, gdy zmagać się będziesz z tym wszystkim, co chce odciągnąć Ciebie od podjęcia Krzyża, gdy wręcz drżeć będziesz na widok Męki, na widok narzędzi męki, tortur. 

● Chcę być przy Tobie, gdy cierpieć będziesz zdając sobie sprawę, ile dusz nie przyjmie Twojej Ofiary.

● Chcę być przy Tobie, gdy Twoje Serce rozdzierać będzie ból na widok wszelkich rozłamów w Kościele, na widok odejść Twoich sług.

● Chcę być, Jezu, gdy Ty w Ogrodzie będziesz miał przed Sobą przedstawianą całą historię Kościoła, który Ty zrodzisz, który Ty potem będziesz prowadził, ale, w którym potem nie wszystkie dusze będą Tobie wierne, posłuszne.

● Chcę, Jezu, być przy Tobie, gdy Twoje Serce opanowywać będzie lęk przed Męką, gdy cała Twoja Istota będzie wzbraniać się przed Męką, a jednak Ty siłą swojej woli nakłonisz Siebie samego do podjęcia Krzyża.

 Mój Jezu! Biorę w dłonie Twoje Serce, aby je przytulić. Chcę Ci powiedzieć, że jestem, Jezu, mała dusza, która nic nie potrafi, ale która kocha. Moją miłością, Jezu, umacniam Ciebie, wspieram, pocieszam. Moją obecnością, pragnieniem mego serca wspieram Twoją decyzję, Twoją wolę, Twoje posłuszeństwo wobec Ojca. Słabniesz, Jezu, drżysz na całym ciele. Krople Potu pomieszane z Krwią spadają na ziemię. Będę, Jezu, zbierać każdą kroplę. Są tak ważne. Powstały, gdy Ty nakłoniłeś swoją ludzką naturę, by przyjęła niesamowity ciężar Krzyża. Są wyrazem Twojej miłości do mnie, do wszystkich dusz. Pozwól, Jezu, obetrę Twoją twarz, podtrzymam Ciebie, bo cały słabniesz, słaniasz się na nogach. Oprzyj się na mnie, Jezu! Ja wiem, że moje serce jest słabe, zimne, niewiele pojmuję, ale pragnę, Jezu, być z Tobą. Chcę Ci towarzyszyć.
 
***
Jezus przychodził kilka razy do Apostołów, którzy mieli też czuwać. Jednak za każdym razem Apostołowie spali. W tym tak ważnym momencie ludzka słabość brała górę nad miłością. Jezus czuł wielką samotność. Jego życie naznaczone było samotnością. Teraz szczególnie potrzebował obecności bliskich serc. Zabrakło ich. Był wyczerpany duchową walką. Szatan zbierał całe swoje siły, aby ukazać Jezusowi beznadziejność Jego Ofiary, bezsensowność. Jezus wiedział bardzo dobrze, co Go czeka. Widok Męki, tak przerażający, osłabiał Jego siły. Jednak jeszcze większym ciężarem, bólem była świadomość, iż wiele będzie dusz, które odrzucą Jego miłość. On widział konkretne dusze, On widział całe tłumy dusz, które nie przyjmą Jego miłości. On widział również te dusze, które początkowo pójdą za Nim, ale potem odwrócą się, nakłaniając jeszcze inne. Cierpiał, ponieważ Jego miłość będzie niezrozumiana, ponieważ Jego miłości świat nie będzie chciał poznawać. To, czego dokona nie będzie przyjęte, nie będzie rozumiane. Potrzebował wsparcia bliskich osób, zwykłej obecności. Kiedy osłabiony wewnętrzną walką, przerażony szedł do Apostołów potrzebując ich, oni spali. Wiedział, co ma czynić, jaką podjąć decyzję, ale potrzebował pomocy drugiego człowieka, który samą swoją obecnością doda Mu sił. 
Jezus wiedział dokładnie, co Go czeka. Wiedział, na co ma się zgodzić. Wiedział, że zgodzi się. Miłował Ojca ponad wszystko. Jego wola była dla Niego świętą. Żył w zjednoczeniu z Ojcem do tego stopnia, że wola Ojca była Jego wolą. Ale mimo, że był tak zjednoczony, że była w Nim również Boska natura, to potrzebował duszy, która będzie Mu towarzyszyć. 
Do nas Bóg kieruje zaproszenie, byśmy byli z Jezusem, ale nie tak, jak Apostołowie, którzy zasnęli. Poszli do Ogrodu Oliwnego, ale zasnęli. BÓG ZAPRASZA NAS DO UCZESTNICZENIA WE WSZYSTKIM! Chodzi o to: 
- abyśmy byli cały czas czujni, 
- byśmy cały czas czuwali, 
- abyśmy patrzyli na Jezusa i starali się wyczytać z Jego twarzy, z Jego oczu to, co ma w Sercu. 
- a doświadczając tego, co jest w Sercu Jezusa, byśmy odpowiadali miłością. 
Ta miłość jest Mu bardzo potrzebna. POSTARAJMY SIĘ GO KOCHAĆ! NIE ZASYPIAJMY, tak jak Apostołowie, ale CZUWAJMY!
 
***
Jezu mój! Widzę, że jeszcze bardziej drżysz. Stajesz i patrzysz w jednym kierunku. Po chwili z ciemności wyłaniają się jakieś światła i ludzie. Do uszu dobiega gwar, jakieś krzyki. I widzę, Jezu, Twoje Serce; Serce, które drży, a jednak mężnie otwiera się na to, co za chwilę nastąpi. Przychodzi Judasz. Mój Jezu! Ileż w Tobie jest cierpienia! Ten, który trzy lata żył przy Tobie, którego kochasz i któremu, tak jak każdemu z Apostołów dawałeś wszystko – całą swoją miłość, którego traktowałeś jak przyjaciela, z którym dzieliłeś każdy dzień - ten przychodzi i Cię zdradza. Ty wiesz dobrze o tym. Stąd wzmaga się Twoje cierpienie. Czuję, Jezu, Twoją samotność, ogromną samotność, bo choć początkowo wydawać by się mogło Apostołowie chcą Ciebie bronić, to za moment uciekają. Boją się. Judasz Ciebie zdradza, a żołnierze, którzy początkowo powaleni mocą Twego Słowa upadają, teraz wiążą Ciebie jak zwierzę, jak niewolnika. Zaczyna się, Jezu, Twoja Męka, zaczyna się ból fizyczny, bo nie traktują Ciebie łagodnie. Biją, szarpią, kopią, przepasują Twoją szyję i Twój pas specjalnymi obręczami z nabijanymi kolcami. Do żelaznej obręczy w pasie przywiązują sznury, powrozy i ciągną Ciebie w różnych kierunkach, szarpią, zadając ból. A Ty potykasz się o kamienie, kaleczysz stopy, upadając kaleczysz kolana. 
Już się zaczęło, Jezu! Zaczęła się Twoja Męka. Prowadzą Ciebie tak, że zadają Ci wielki ból. Zrzucają z mostu do rzeki. Dzięki Aniołom nie roztrzaskałeś Sobie kolan i twarzy. I dalej prowadzą Ciebie, traktując straszliwie. Nie ma przy Tobie nikogo bliskiego. W tym tłumie okrutnych żołnierzy i innych dołączających się osób jesteś samotny, pełen bólu, w ciemnościach nocy, która potęguje lęk i samotność. 
Chcę, Jezu, być przy Tobie. Nie patrz, proszę, na słabość mego serca. Nie patrz też na to, że nie rozumiem Twojej Męki. Nie patrz na to, że nie widzę zbyt dobrze. Ja chcę, Jezu, być przy Tobie, abyś nie był samotny. Co mogę uczynić, Jezu, aby choć trochę Ci ulżyć? Oprzyj się na mnie, Jezu! 
Będę usuwać kamienie spod Twoich stóp, abyś ich nie kaleczył. 
Będę, Jezu, osłaniać Ciebie przed kolejnymi ciosami żołnierzy. 
Będę przy Tobie, Jezu, nieustannie wpatrując się w Ciebie. 
Będę się modlić, by moje serce ukochało Ciebie największą miłością, by moja miłość osłoniła Ciebie, wsparła Ciebie, pocieszyła. 
Cóż może zrobić taka mała dusza? KOCHAĆ! Będę kochać, Jezu! W każdym momencie dnia, kiedy tylko się obudzę, będę kochać. Będę o Tobie myśleć, patrzeć w głąb mojej duszy i cokolwiek będę czynić, czynić to będę z miłości, ofiarowując Tobie, chociażby najmniejsze wyrzeczenia, wysiłki, najmniejsze ofiarki - dla Ciebie. 
 
***
Jezus przeżywa straszliwą samotność. Prowadzony na przesłuchania, do więzienia, otoczony ludźmi, którzy zadają Mu ból jest cały czas samotny. Podczas nocy, w oczekiwaniu na kolejne przesłuchania jest torturowany. Traktowany bestialsko, straszliwie. Ta część Męki jest ukryta, choć ujawniona niektórym Świętym. Podczas kilku godzin w więzieniu Jezus ogromnie cierpi, słabnie. A ci, którzy zadają Mu ból są bezwzględni, jakby byli całkowicie wyzuci z ludzkich uczuć, jakby byli wręcz zwierzętami. W nich przejawia się zezwierzęcenie. Wydaje się, że sam szatan wstąpił w te ludzkie ciała. Gdyby człowiek poznał całość Męki Jezusa nie przeżyłby, bo jego serce by pękło. Nie wytrzymałoby. 
Jezus był parzony, oblewany gorącą żywicą. Wyrywano włosy z Jego brody, przekłuwano język. Sadzano Go specjalnie na potłuczonych naczyniach. Ciągnięto Go w taki sposób, że Jego głowa uderzała o kamienie. Nakłuwano Jego Ciało. Jezus był już osłabiony, umęczony. Gdy Jego kaci zmęczyli się i odpoczywali, wtedy i On mógł odpocząć. Sercem była przy Nim Jego Matka. Sercem czuła Jego cierpienie. Jej dusza jednoczyła się z Jego Duszą. Wysyłała swoją miłość, aby Go wsparła. 
To dopiero początek Męki, początek tych straszliwych wydarzeń. Maryja przeczuwała, że Męka będzie dalej coraz straszliwsza i lękała się o Jezusa. Modliła się do Ojca, aby pozwolił Jej uczestniczyć w tym. Jako Matka chciała wraz ze swoim Dzieckiem nieść ten Krzyż. Przecież to jest prawo matki, aby towarzyszyć swemu dziecku. To zadanie matki, aby swemu dziecku pomóc, aby na siebie brać to, co za ciężkie dla dziecka. Więc Maryja prosiła Ojca w Niebie, aby nie odbierał Jej tego prawa, aby pozwolił Jej, choć trochę cierpienia swojego Syna, wziąć na siebie. Prosiła, aby nie był samotny, aby Ojciec w Niebie sprawił, że Jezus czuć będzie Jej miłość, Jej obecność przy Nim. Przemawiała do Niego czule, a Jej słowa szły w ciemność nocy: Mój Synku, jestem z Tobą. Całym Sercem błagam Ojca o to, by pozwolił Mi wraz z Tobą być; o to, by udzielił Tobie wsparcia; o to, by Mnie dał część Twego cierpienia; o to, byś nie czuł się samotny. 
 
***
Każdy z nas zaproszony jest w każde miejsce, w którym cierpiał Jezus. Każdy z nas może być z Nim: czy to w Ogrodzie Getsemani, czy to na drodze podczas prowadzenia do przesłuchania, czy w więzieniu. Dusza może uczestniczyć w cierpieniu Boga, może być obecna. Nie jest w stanie wziąć Krzyż, który niósł Jezus, ale może być przy Nim. Maryja też nie niosła Krzyża w sposób fizyczny. Nie mogła zasłonić Jego Ciała własnym przed uderzeniami. I nie mogła dać własnych rąk i nóg, by przybito do Krzyża, ale kochała i całą duszą była przy Nim.
 Wielkim wyróżnieniem dla duszy jest takie zaproszenie Boga, by towarzyszyć Mu w Jego Męce. Miłość dyktuje duszy, w jaki sposób uczestniczyć, jak być obecną przy Jezusie. To Jezus dokonuje Zbawienia. Zatem, to On bierze na Siebie cały ciężar. Ale dusza zaproszona doznaje niezwykłego wywyższenia, wyróżnienia, wybrania, kiedy może po prostu być z Jezusem. JEST TO WIELKĄ ŁASKĄ, NIEPOJĘTYM DAREM BOGA, DAREM MIŁOŚCI; darem, którego człowiek nie jest w stanie zrozumieć. Nawet święte dusze tu na ziemi nie do końca rozumiały, jak bardzo zostały obdarowane. 
 
***
Po krótkim odpoczynku wczesnym rankiem Jezus był ciągany na przesłuchania, a podczas tych przesłuchań był fałszywie oskarżany, obrażany. Cały czas traktowany straszliwie, bity, poniżany. Żydzi byli bezczelni. Zachowywali się tak, jakby nie mieli Boga w sercu, jakby się Boga nie bali. Trudno znaleźć słowa, które odpowiadałyby ich zachowaniu wobec Jezusa. Jak bardzo mały jest człowiek, jak bardzo upadł, skoro w ten sposób traktuje Boga? Ile pychy jest w człowieku, zarozumialstwa i bezczelności? To niepojęte, jak daleko posunął się człowiek? 
Jezus w tym wszystkim zachowywał ogromny spokój, godność. Jezus był łagodny. W Jego Sercu nie było ani odrobiny chęci odwetu. W Jego Sercu była miłość. Był sam wobec tych wszystkich, którzy Go oskarżali, wobec tych, którzy Go bili i torturowali, którzy Go prowadzili od jednego do drugiego. Był sam wobec wszystkich tortur, wobec straszliwych zachowań żołnierzy, ich bezczelności, samowoli. Był sam, gdy tłum krzyczał, aby uwolnić Barabasza. Był sam. Całą ludzką złość i nienawiść przyjmował na Siebie. Uderzała ona w Niego osłabiając Jego serce, które i tak już było osłabione od modlitwy w Ogrójcu, gdy nakłaniał swoją ludzką naturę na przyjęcie woli Ojca. Przyjmował nienawiść, przyjmował strach, który kierował wieloma ludzkimi sercami. Straszny jest lęk człowieka o samego siebie, który pcha człowieka nawet do zabójstwa.
Piłat kazał Go ubiczować. Biczowanie było straszną torturą, niewyobrażalną męką, która uczyniła Ciało Jezusa niczym żywe mięso, ociekające krwią. To już nie był Człowiek. To była jedna Rana. Jego Ciało było zdeformowane poprzez te wszystkie uderzenia, poprzez rozszarpywanie, podpalanie, kopanie, bicie. To Ciało nie przypominało Ciała Jezusa. A żołnierze pijani torturowali Go bez pamięci. Śmieli się, okrutnie żartowali, byli wulgarni. Szatan posługiwał się ich sercami. Nawet wtedy, kiedy Jezus osunął się w kałużę własnej Krwi, nie dawali Mu spokoju. A kiedy chciał założyć przepaskę na biodra, kopali ją, a On czołgał się, by móc ją dosięgnąć. Wyglądał nie jak człowiek, ale jak robak. We własnej Krwi ledwo się ruszał. Nie było przy Nim nikogo, kto by Mu pomógł. Jego własny uczeń zaparł się Go, inni uciekli. Tylko Jan stał z dala. On wspierał Maryję, gdy nie mogąc znieść cierpienia Syna osuwała się, słabła. 
A Maryja duszę swoją wysyłała do Jezusa, aby nie był samotny. Modliła się do Ojca, by nie zabierał Jej prawa bycia przy dziecku, by pozwolił Jej być razem z Nim i wziąć część Jego cierpień na siebie. Och, jak bardzo chciała błagać Boga, by zmienił swoją wolę wobec Jezusa. Ale wiedziała, że Jezus nie chciałby, aby tak się modliła. On wcześniej wyjaśnił Jej swoją misję, więc Maryja prosiła o siły dla Niego; o to, żeby Ojciec Go nie opuścił. 
 
***
Możesz wraz z Maryją podchodzić do miejsca biczowania, by zbierać krople Krwi z wielką czcią, uszanowaniem, z miłością. Gdy zabrano Jezusa Maryja nie mogła nic innego zrobić, nie mogła pójść z Nim, nie mogła Go przed niczym obronić, ale mogła zebrać to, co było Jego cząstką. Przecież to Krew Boga! Krew Jej Syna! Zbierała Jego Krew, całowała i cierpiała wraz z Nim. Nie mogła zrozumieć - skąd tyle nienawiści, tyle zła? Przecież Jezus czynił samo dobro! Pomagał ludziom, uzdrawiał. Nie uczynił nic złego. 
Gdy Maryja zbierała Krew, Jezus przeżywał kolejne tortury. Nałożono na Niego cierniową koronę, narzucono płaszcz - brudną szmatę. Śmiano się z Niego. Dano Mu trzcinę do ręki. Wyśmiewano Go, że jest Królem, bito Go. Kolejne tortury, kolejne poniżenia. On już ledwo żył, a jeszcze się nad Nim znęcano. W końcu postawiono Go przed tłumem. Cały drżał, ledwo mógł stać. Był cały zakrwawiony. Nie można było zobaczyć rysów twarzy, tak była zmieniona, opuchnięta, pełna w ranach i we krwi. Trudno było nazwać Jego ręce - rękami a nogi - nogami. Gdzieniegdzie zwisały kawałki skóry, odsłonięte żywe ciało, tkanki. A tłum krzyczał: Ukrzyżuj! Piłat ze strachu umył ręce. Jezus był sam. Widział w tym tłumie poszczególne osoby. Znał je, uzdrawiał ich, leczył, pocieszał. To były osoby, którym pomagał. Byli też ci, którzy zawsze sprzeciwiali się Jemu. Wszystkich znał. Był sam, bardzo samotny.
- Ty możesz Mu towarzyszyć! 
- Ty możesz wysłać swoją miłość do Niego, swoje serce położyć przy Nim! 
- Ty możesz siedzieć u Jego stóp, wpatrując się w Jego oczy! 
- Ty możesz mówić Mu, że Go kochasz, że jesteś przy Nim, że dla ciebie jest prawdziwym Królem! 
- Ty możesz Mu mówić o twojej miłości do Niego, że ta korona cierniowa jest dla ciebie cenniejsza niż zrobiona ze złota, z brylantów! Bo choć stanowiła straszną torturę dla Niego, to tak jak inne narzędzia tortur, tak jak Krzyż stały się drogą do zbawienia dla ludzi. 
Jakże niepojęte jest wszystko to, co wiąże się ze Zbawieniem! Jakże wielkie! 
 
ODPOWIEDZ BOGU NA ZAPROSZENIE DO BYCIA Z JEZUSEM, bo chociaż teraz nie rozumiesz wielkości obdarowania, w przyszłości będzie ci dane zrozumieć. 
·       TERAZ NIE LEKCEWAŻ i NIE ZMARNUJ TEGO DARU! 
·       ODPOWIEDZ Z MIŁOŚCIĄ! 
·       OTWÓRZ SERCE! 
Czy może być coś ważniejszego niż Męka Jezusa? Czy może być ktoś ważniejszy niż Bóg? On poświęcił wszystko. Oddał swoje życie. Od ciebie jedynie oczekuje:
- że będziesz Mu towarzyszyć, 
- że będziesz obecny przy Nim, gdy On cierpi, 
- że będziesz obecny na Drodze Krzyżowej, 
- że będziesz przy Nim, gdy będzie podnosił Krzyż, gdy będzie szedł, przewracał się; 
- że będziesz przy Nim, gdy będą zdzierać z Niego szaty, gdy będą Go przybijać do Krzyża, gdy zawiśnie na Krzyżu. 
ON OCZEKUJE TYLKO TWOJEJ OBECNOŚCI, niczego więcej – MIŁUJĄCEJ OBECNOŚCI. 
 
***
Bóg zaprasza, Bóg proponuje. To nie jest nakaz, to nie jest obowiązek. Jeśli przyjmiesz to zaproszenie, to tylko wtedy, gdy kochasz, gdy możesz czynić to z miłości, nigdy z obowiązku, bo obowiązkiem będziesz Go tylko ranić. Miłość natomiast daje pocieszenie, wsparcie, miłość umacnia, pomaga nieść Krzyż; nie fizycznie, ale duchowo. Jeśli będziesz starać się trwać przy Jezusie, jeśli ten czas spędzisz przy Nim, twoje serce będzie zupełnie już inne, dozna przemiany, a TRIDUUM PASCHALNE BĘDZIE NAJWIĘKSZYM PRZEŻYCIEM DLA CIEBIE. Jeszcze nigdy nie przeżywałeś tak tego Świętego Czasu, bo twoje serce będzie przygotowane przez samego Boga. 
W swoim sercu poproś teraz, by Jezus dotknął cię swoją miłością, by ta miłość tak poruszyła twoje serce, abyś zapragnął odpowiedzieć na to zaproszenie, abyś w tej odpowiedzi był wytrwały, abyś odpowiadał z wielką miłością. Niech Jezus przygotuje twoje serce na Święte Triduum. Proś Jezusa, aby ci błogosławił.
 
Wprowadzenie w drugi dzień
 
Nadal trwamy przy Jezusie, nadal zbliżamy się do Jego Męki, nadal staramy się otworzyć serca, by z miłością towarzyszyć Mu w Jego cierpieniu. Ten czas jest czasem najważniejszym dla duszy, dla Kościoła, dla całego świata. Nie ma ważniejszego czasu. Człowiekowi trudno jest zrozumieć, zgłębić tajemnice. Jest ograniczony swoim człowieczeństwem. Jednak postarajmy się wyjść poza tę ograniczoność i starajmy się duchem wchodzić w świat duchowy.
Wielkie rzeczy czyni Bóg, wielkich dokonuje, a zaproszenie do uczestnictwa w tych wielkich sprawach jest niezwykłym wyróżnieniem, niezwykłą łaską. W Niebie człowiek zacznie rozumieć, jak wspaniale był obdarowywany na ziemi. W Niebie też będzie rozumiał, jak maleńkim był wobec tych wielkich spraw. Jak niepojęta jest miłość Boża, która choć niezrozumiana przez człowieka, jednak pochyla się nad nim i obdarowuje go sobą. 
Człowiek nie zasługuje na taką miłość. Nie jest w stanie na nią zasłużyć, ale właśnie na tym polega wielkość miłości Boga. Gdyby człowiek potrafił zasłużyć, gdyby potrafił zrozumieć, dociec umysłem, wtedy miłość nie byłaby doskonała. Mogłaby oczekiwać zrozumienia, odwzajemnienia. To trochę przypomina miłość matki do maleńkiego dziecka. Matka pochylając się nad dzieckiem, kochając je zdaje sobie sprawę, że ono nie rozumie tej miłości. Ono nie widzi całej opieki, którą jest otoczony. Ono przyjmuje, choć nie docenia, nie zna wielkości miłości swojej matki. Dopiero, gdy jest osobą dorosłą, dojrzałą, nieraz dopiero w starszym wieku zaczyna rozumieć to obdarowanie, bo sam obdarowuje swoich bliskich.
Gdy dusza otwiera się na miłość Boga, gdy zaczyna ją poznawać i pragnie sama odwzajemniać tę miłość, gdy czyni starania, by również kochać, wtedy w niewielkim stopniu zaczyna poprzez sam fakt miłowania rozumieć miłość Bożą. Poznaje ją właśnie poprzez to, iż sama zaczyna kochać miłością ofiarną. Ale potrzebuje do tego łaski. Człowiek sam nie potrafi zrozumieć. Miłość musi być objawiona człowiekowi, ponieważ jest ona większa od wszelkich ludzkich wyobrażeń, przekracza wszelkie ludzkie granice, łamie wszystkie schematy, nie da się ująć w żadne ramy. Ludzki rozum jest ograniczony. Ta ograniczoność uniemożliwia mu zrozumienie miłości, dlatego Bóg udziela łaski, dlatego objawia człowiekowi swoją miłość. A ten, ponieważ jest tylko człowiekiem, w niewielkim stopniu rozumie ją i poznaje. Jednak został obdarzony sercem, duszą, dzięki temu może w pewnym stopniu poznawać Tego, który jest Niepoznawalny, obejmować Tego, który jest Nieograniczony. Sercem może otwierać się na nieskończoność, przeczuwać tę nieskończoność. Dzięki sercu człowiek, który otwiera się na miłość, na nieskończoność, na Boga, staje się świętym. 
Postarajmy się otworzyć serca, by chociaż odrobinę zanurzyć się w niezwykłej miłości ofiarnej, by jej choć odrobinę zakosztować, chociaż odrobinę zrozumieć i być z nią zjednoczonym. 
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. 
 
Adoracja Najświętszego Sakramentu (2)
 
Dzisiaj również zapraszam was na całą drogę Męki Jezusa. Zapraszam was! Otwórzmy swoje serca, by sercem zbliżyć się do Jezusa niosącego Krzyż. Umysłem człowiek nie jest w stanie zrozumieć, pojąć. Umysł jest za mały, by obejmować Boże sprawy. Ale Bóg dał człowiekowi duszę, obdarzył sercem. Właśnie sercem człowiek może obejmować Boże sprawy, które są nieograniczone, nieskończone, wielkie. Duchem może uczestniczyć w sprawach duchowych, zagłębiać się w nie. Więc i teraz wyraźmy przed Bogiem takie pragnienie w swoim sercu, że chcemy stanąć przy Nim. Chcemy być przy Jezusie, który idzie na szczyt, który dźwiga swój Krzyż. Prośmy, aby Duch Święty dopomógł nam zobaczyć Mękę Jezusa. 
A Męka ta jest niewyobrażalnie wielka. Wszelki opis jest niczym wobec tego, co dzieje się w Sercu Jezusa. Wszelki opis jest niczym wobec cierpienia fizycznego, wobec cierpienia duchowego. Został tak straszliwie skatowany, że nie przypomina już człowieka. Został tak umęczony, że nie ma już sił. Idzie siłą woli, siłą miłości. Tylko dzięki temu dźwiga Krzyż, podnosi się i idzie dalej. Tortury, jakich zaznawał i zaznaje zwykłego człowieka już dawno by zabiły. Osłabienie z powodu upływu krwi, żar słońca już dawno spowodowałyby wielkie osłabienie i omdlenia. 
W Jezusie jest miłość do ciebie. Ta miłość sprawia, że Jezus idzie nadal, dźwiga Krzyż. Miłość sprawia, że w cierpieniu, w zaznawanym bólu, zaznawanej nienawiści jest cichy, łagodny, pokorny. To zadziwiające - jest pełen miłości. Na swoich oprawców patrzy z miłością. Na każde uderzenie odpowiada miłością. 
Jakże trudno jest opisać, przedstawić cierpienie Jezusa! Wszelkie opisy są zewnętrzną formą. Trzeba by poczuć, aby zrozumieć. Dlatego tak często mówi wam o sercu, bo tylko sercem można, choć trochę zrozumieć, czym jest Męka, czym jest Krzyż. 
Jezus doszedł już na szczyt. Nie ma siły. Straszliwie Go traktują. Nie zważają na to, że Jego całe Ciało jest obolałe, że jest osłabiony. Nie zważają na nic. Popychają Go. Na czas przygotowania do ukrzyżowania rzucają Go do dołu. Upada na kamienie. Znowu obecność Aniołów sprawia, że żyje. A gdy wszystko jest gotowe wyciągają Go i zdzierają z Niego szaty. Cały pokazuje się światu. Spójrz na Jego Ciało! Jedna żywa rana! Zwisają strzępy skóry. Opuchnięte całe Ciało, zdeformowane. Nie przypomina ciała człowieka. A jednak w tym obnażeniu objawia się świętość Jezusa, Jego czystość. Jest tak czysty, tak Święty, że ludzkie oczy, oczy tych, których serca są pełne grzechu, nie mogą patrzeć na Niego i odwracają wzrok. Chcieli Go pohańbić, ośmieszyć, chcieli odebrać Mu resztkę człowieczeństwa, a oto objawia się doskonały Człowiek – Święty. Oto objawia się Czystość nieziemska. 
Jezus cierpi z powodu obnażenia. Jest tak czysty w swoim Sercu, że cierpi ogromnie. Otrzymuje przepaskę na biodra. Cały drżący opasuje się nią. A potem, po chwili ciszy, która zapadła, znowu Go szarpią, popychają do Krzyża. Kładą na łożu boleści, które staje się łożem miłości. Jakże Maryja pragnęłaby podać swoje dłonie. Ludzie patrzą, jakby byli żądni krwi i cierpienia. 
Mój Synku! Modli się Maryja do Ojca. Jakże straszna to chwila, kiedy rozciągają Ciało Jej Syna, rozrywają je. W sobie czuje straszliwy ból, którego doświadcza Jezus. Gdyby Bóg nie podtrzymywał Maryi, Jej umysł oszalałby z bólu. Człowiek nie jest w stanie znieść takiego bólu. Maryja prosiła Boga o cząstkę Jego cierpienia. Ufa, że dał, dlatego Jej Serce tak bardzo boli. 
A Jezus cicho jęczy. Z Jego oczu płyną łzy. Nic nie zostaje Mu oszczędzone. Jest przybity, a Krzyż z wielką siłą wsunięty w przygotowane zagłębienie uderza o skałę. Wszystkie kości Jezusa uderzają o siebie. Wszystkie kręgi w kręgosłupie uderzają o siebie. Jezus niewymownie cierpi. Na nowo zaczyna sączyć się Krew z Jego Ran. Powoli Jego Ciało blednie, tej Krwi pozostało już tak niewiele. Wokół szaleje szatan w ludzkich sercach, a jednak Jezus znajduje się jakby w ciszy. Choć wokół słychać okrzyki, bluźnierstwa, wulgarne słowa, Jezus cały zagłębiony jest w cierpieniu. Jest tylko On. Dla Serca Maryi nic już nie istnieje. Jest tylko miłość, tylko miłość w Nim. Nie ma nic prócz miłości. Cała miłość obnażona, ukazująca swoją potęgę i wielkość. 
Każda kropla Jego Krwi – jest miłością!
Każdy strzęp skóry – jest miłością!
Obnażone tkanki – są miłością! 
Powykrzywiane dłonie, skurczone palce – są miłością! 
Biedne Jego stopy z utkwionym gwoździem ogromnej wielkości – są miłością!
Przemienił się w Miłość i niczego innego teraz nie robi, tylko kocha. Czy pojmujesz? Wobec całego zła, które Go otacza i atakuje ON POZOSTAJE MIŁOŚCIĄ. Nie dość na tym, On jeszcze urasta, On jeszcze bardziej objawia miłość. 
Każda kropla potu – jest miłością!
Każda łza – jest miłością!
Każdy Jego siniec – jest miłością! 
Każda opuchlizna – jest miłością!
Każda deformacja ciała – jest miłością!
Każdy Jego jęk, charczenie, duszenie się – jest miłością!
Dusi się, chce się podciągnąć na rękach, podtrzymać na nogach, by zaczerpnąć powietrza – z miłości do ciebie, aby chwilę dłużej żyć cierpiąc, pokonując wszelki grzech. Objawia miłość wobec wszystkich. Objawia miłość wobec drugiego człowieka, który podobną mękę przeżywa, też wisząc na krzyżu. Zapewnia go o Niebie. Sam cierpiąc straszliwie, pociesza.
I przychodzi najstraszliwszy moment. Przychodzi moment najgorszego cierpienia; moment, gdy ból zdaje się być szczytem wszystkiego, a szatan atakuje duszę. Wydaje się, że Bóg Ojciec ukrył przed Nim swoją twarz, odwrócił wzrok. Jezus jest sam. Jego Serce doznaje totalnego opuszczenia. To moment agonii. Jesteś zaproszony, aby być przy Jezusie właśnie wtedy. Nie możesz nic uczynić, tak jak i Maryja nie mogła uczynić nic. Mogła tylko być przy Nim. A On z osłabienia już nic nie widział. Nie widział również swojej Matki. On tylko wiedział, że Ona jest. Ty też możesz być, twoja miłość może być blisko Niego. Można powiedzieć, że tylko tyle, ale to jest najwięcej, co możesz zrobić – BYĆ I KOCHAĆ! 
Właśnie w tym momencie największego opuszczenia, największego cierpienia, gdy Jezus oddaje ostatnie tchnienie, na świat rozlewa się największa miłość – miłosierdzie. Twoja obecność przy Jezusie, która zdaje się być twoim wyjściem do Niego i twoją pomocą, okazuje się, że JEST PRZYJMOWANIEM JEGO MIŁOŚCI, wielką łaską dla ciebie – NAJWIĘKSZĄ ŁASKĄ, JAKĄ MOŻESZ OTRZYMAĆ. Bóg oddaje ci nieskończenie więcej niż otrzymał od ciebie.
Jezus umiera. Ciało osuwa się w dół, głowa opada. Nie ma już naprężenia, napięcia mięśni. Jest tylko wiotkie, bezwładnie zwisające Ciało. Chociaż dookoła rozszalało się wszystko, zdaje się, że cała przyroda odpowiada na to wydarzenie, to w Sercu Matki Jezusa  zapadła głucha cisza, ból niewysłowiony. Nie potrafiła wypowiedzieć słowa. W Jej Sercu był Jezus. Jezus, który odszedł. Wiedziała, że teraz przestał cierpieć i powinna cieszyć się, że skończyła się Jego Męka, ale we Niej był ból. Tylko dzięki pomocy Ojca mogła pokonać straszliwe wątpliwości, uderzenia szatana w Jej Serce po śmierci Jezusa. Jest tylko słabą istotą - człowiekiem i bez wsparcia Boga nie uniosłaby tego krzyża. Prosiła o krzyż i otrzymała. Ale jakże dziękuje Bogu, że pomógł Jej go nieść. On dał światło duszy Maryi, aby Jej Serce mogło zgłębić tajemnice Zbawienia. Pomimo bólu, który rozrywał wnętrze Maryi, przeszywał Jej Serce, Ona widziała Dzieło Zbawcze, które dokonuje się właśnie w Jej Synu, poprzez Niego. Chociaż cierpienie jest ogromne, to Maryja: 
- Wielbi Boga w Jego miłości; miłości ofiarnej! 
- Wielbi Go w Krzyżu, w śmierci swojego Syna! 
- Wielbi Go we wszystkim, co stało się Jej życiem i udziałem w Jego Zbawczym Dziele! 
- Wielbi Go za każdą sekundę swego życia! 
Maryja nie chciałaby przeżyć innego życia. Poprzez swoje życie, dzięki łasce Boga, otworzyła się na miłość, poznała ją i pragnie, abyśmy i my mogli tę miłość poznać i się z nią zjednoczyć.
 
***
Jezu mój! Wobec Twojego cierpienia, Twojej miłości czuję się zimna jak lód. Wydaje mi się, że moje serce jest skałą. Nie potrafię, Jezu, otworzyć mojego serca, aby współczuć z Tobą. Wybacz mi! Ponieważ Ty kochasz miłością nieskończoną, ponieważ kochasz największego grzesznika, więc ufam Twojej miłości i wierzę, że kochasz również mnie. Pragnę Cię prosić o jedną łaskę, abyś w tym czasie dotknął mojego serca i sprawił, że ono ożyje, że ono w końcu zacznie kochać. Chciałabym, Jezu, chociaż troszeczkę poznać Twoją miłość, zrozumieć ją i odpowiedzieć na nią również miłością. Chciałabym, Jezu, kochać Ciebie, aby Ciebie więcej nie ranić, aby nie być przyczyną Twego smutku, Twoich łez. Nie chcę, Jezu, zadawać Ci więcej bólu. W każdej Twojej Ranie widzę moje grzechy, w każdym Twoim bólu – moje słabości, każda Twoja łza – z mojego powodu. Nie chcę już tego więcej. Proszę. Ośmielam się, Jezu, prosić Ciebie o to, bo widzę Twój Krzyż, bo umarłeś za mnie. Pobłogosław mi, proszę. Dotknij serca, obudź je. Niech zacznie kochać, niech zacznie żyć. Pobłogosław nas, Jezu!
 
Konferencja
 
Podstawową sprawą jest dokonanie wyboru. Jeśli dusza ma świadomość ogromnej wagi czasu, jaki przeżywa Kościół, jeśli ma świadomość, co takiego dokonuje się podczas Dni  Triduum, jeśli w jakimś stopniu ma świadomość, czego dokonuje Jezus, to jej wybór jest jednoznaczny. Trzeba podjąć taką decyzję i postanowić sobie, co jest najważniejsze dla mnie, co jest najważniejsze dla mojego życia; stanąć przed Bogiem i z Bogiem tę sprawę jeszcze omówić. Ponieważ każdy człowiek jest słaby, ponieważ nieustannie narażony jest na świat zewnętrzny, na wszystkie bodźce, dlatego warto: 
- prosić Ducha Świętego o pomoc przy dokonywaniu wyborów, 
- poprosić Boga, by pomógł ten czas przeżyć tak, jak On uzna za najlepsze. 
Człowiek z powodu swoich słabości nie zawsze jest w stanie właściwie rozsądzić, ponieważ brak w nim miłości. Często czyni coś bez miłości. Wydawać by się mogło, że dokonuje właściwego wyboru, ale sposób, w jaki to czyni jest bez miłości, przez co może ranić innych. Dlatego cokolwiek czynić będziemy teraz w tym czasie musi być szczególnie przepełnione miłością. A tę miłość otrzymamy od Boga, bo sami jej nie posiadamy. Koło się zazębia. Potrzebujemy Boga, aby dokonać właściwego wyboru. Potrzebujemy Jego miłości, aby dokonując wyboru, czynić to z miłością. Potrzebujemy miłości, by otwierać serca i być blisko Boga. Cały czas do wszystkiego potrzebujemy Boga. Bez Niego dokonujemy wyborów w sposób niewłaściwy, posługując się własnym intelektem, posługując się więc tym, co jest słabe, co jest ułomne.
A więc prośmy Boga, by On udzielał nam nieustannie swojego światła i nieustannie udzielał swojej miłości. Prośmy: 
- by dotykał serca, 
- byśmy prowadzeni miłością czynili wszystko sercem, 
- by w tym czasie w nas była tylko miłość, 
- by ta miłość zjednoczyła nas z Jezusem, 
- by ten czas był czasem czystej miłości, która będzie Jezusa wspierać, a nie ranić Go, 
- by ten czas był wypełniony miłością doskonałą z naszej strony, bo w ten sposób możemy przyjąć o wiele więcej z łask, którymi Bóg obdarza cały świat. 
Ten czas wymaga otwarcia się na Boga, otwarcia się serca czystego; serca, które kocha, które z miłością podchodzić będzie do Jezusa. TYLKO Z MIŁOŚCIĄ! Jemu wystarczy już zadawanych ran. 
Niech nasze podejście, zbliżanie się do Niego będzie miłością! 
Niech sprawia Mu radość! 
Niech koi Jego ból! 
Niech zmniejsza Jego cierpienie! 
Otwórzmy serca, byśmy w tych dniach szczególnie umiłowali Jezusa: 
- by nasza miłość była czuła, delikatna, 
- by nasza miłość prawdziwie zbliżyła serca, 
- by ta miłość pomagała nam lepiej rozumieć Serce Boże, 
- by ta miłość dokonała zjednoczenia.
Całe życie człowiek będzie zbliżał się do Boga i całe życie będzie poznawał miłość, całe życie będzie czynił kolejne kroki ku zjednoczeniu i nigdy nie będzie dosyć. Tu na ziemi nie będzie doskonałego zjednoczenia, doskonałego spełnienia, doskonałej miłości z naszej strony. Ale trzeba dążyć, by jak najbardziej zbliżyć się do Boga, bo On daje takie możliwości. On tego oczekuje od człowieka, daje łaskę ku temu. Miłość, która otwierać będzie duszę ludzką na Bożą miłość, Boży świat, na zjednoczenie, wprowadza później - poprzez próg śmierci - do wieczności, do doskonałego zjednoczenia. Ta miłość jest miłością, która zbawia. A więc, jeśli żyjemy tą miłością, włączeni w nią jesteśmy, to choćbyśmy nie mieli takiej świadomości, uczestniczymy w Dziele Zbawczym, uczestniczymy w zbawianiu dusz. Mamy swój udział w tym, co jest istotą Bożego istnienia, Serca, bytu. Uczestniczymy w życiu Boga, jesteśmy podnoszeni do niezwykłej godności. Potem będziemy mieli uczestnictwo w pełni chwały Bożej. 
Zatem prośmy, by Bóg dotknął naszych serc, by wszystko nam powoli tłumaczył, do wszystkiego nas przygotowywał, by rozjaśniał nasze dusze i by nas poprowadził według Jego woli, Jego zamysłu, mądrości, z Jego mocą.
Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. 
 
Zakończenie
 
Jednoczmy się z Jezusem! 

poprzedni          następny

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!