banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś poniedziałek, 20 listopada 2017 roku       Jesteś 1129444 naszym gościem.       Osób on-line: 25

Archiwum


    ::    Słowo na 01-03-2008 r.    ::
   Dekret Apostołów. Wtedy Apostołowie i starsi wraz z całym Kościołem postanowili wybrać ludzi przodujących wśród braci: Judę, zwanego Barsabas, i Sylasa i wysłać do Antiochii razem z Barnabą i Pawłem. Posłali przez nich pismo tej treści: "Apostołowie i starsi bracia przesyłają pozdrowienie braciom pogańskiego pochodzenia w Antiochii, w Syrii i w Cylicji. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że niektórzy bez naszego upoważnienia wyszli od nas i zaniepokoili was naukami, siejąc zamęt w waszych duszach, postanowiliśmy jednomyślnie wybrać mężów i wysłać razem z naszymi drogimi: Barnabą i Pawłem, którzy dla imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa poświęcili swe życie. Wysyłamy więc Judę i Sylasa, którzy powtórzą wam ustnie to samo. Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi!" Wysłannicy przybyli więc do Antiochii i zwoławszy lud, oddali list. Gdy go przeczytano, ucieszyli się z jego pocieszającej treści. Juda i Sylas, którzy byli również prorokami, w częstych przemówieniach zachęcali i umacniali braci. Po upływie pewnego czasu wyprawili ich bracia z pozdrowieniami pokoju od braci do tych, którzy ich wysłali. A Paweł i Barnaba przebywali w Antiochii, nauczali i razem z wielu innymi głosili słowo Pańskie.
(Dz 15,22-35)


   Komentarz: Po przemówieniach Piotra i Jakuba oraz naradzie całego Kościoła, postanowiono wybrać spomiędzy siebie ludzi i - wraz z Pawłem i Barnabą - wysłać ich do Antiochii ze specjalnym pismem, które zawierało tzw. dekret soborowy. Należy podkreślić, że dekret wyraźnie zaznacza tereny, których dotyczy - krajów leżących w bliskiej od Palestyny odległości. Ograniczenie to jest ogromnie ważne, gdyż tłumaczy nam, dlaczego Paweł ogłosił dekret w wymienionych tylko krajach, a nie liczył się z nim w najmniejszym stopniu na innych terenach swej działalności, np. w Koryncie. Dekret miał charakter dyscyplinarny, odpowiadał na konkretne problemy lokalne. Jednocześnie uzmysłowił młodemu chrześcijaństwu jak przyjmować pogan do gmin, które były zgromadzone wokół Żydów. Tzw. żydujący, którzy niepokoili Kościół w Antiochii, zostali wyraźnie skarceni, potępiono ich postawę, podkreślając zupełnie prywatny charakter ich nauczania: bez naszego upoważnienia, wyszli od nas, i zaniepokoili was naukami. Natomiast Paweł i Barnaba zyskali uznanie dla swego dzieła. Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Dekret w formie uroczystej, która w przyszłości stanie się w Kościele oficjalną formułą, zwalniał chrześcijan pochodzących z pogaństwa od ciężaru Prawa Mojżeszowego. Sobór nałożył na nich jednocześnie określone obowiązki, wymienione w drugiej części dekretu: Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego.
Rozstrzygnięto na tym Soborze problem obrzezania i inne aktualne kwestie kultowe i moralne dzięki pomocy i światłu Ducha Świętego, który daje pokój. Sobór jerozolimski niewątpliwie należy uznać za kluczowy moment w historii chrześcijaństwa. Przede wszystkim ze względu na jego porządkujący charakter w ówczesnej skomplikowanej sytuacji. Wskazał na priorytet rodzącej się teologii, którego istotą nie były przepisy, lecz przede wszystkim wiara, wymagająca roztropnego pielęgnowania tradycji. Sobór był także głębokim przykładem umiejętności wyjścia poza ramy judaizmu i otwarcia się na inne nacje i kultury. Otworzył przed Kościołem ogromne możliwości. Mimo że ogień misyjny już wcześniej żarliwie palił się w sercach chrześcijan, to jednak odtąd jego ciepło i światło mogły rozprzestrzeniać się po całym świecie. Modlitwa i otwarcie się na Ducha Świętego sprawiły, że Dekret Soboru Jerozolimskiego jest jasny: nie zbawiają nas judaistyczne przepisy, ale łaska Chrystusa, którą trzeba przyjąć z wiarą.
 
    ::    Słowo na 02-03-2008 r.    ::
   Spór o Marka. Po pewnym czasie powiedział Paweł do Barnaby: "Wróćmy już i zobaczmy, jak się mają bracia we wszystkich miastach, w których głosiliśmy słowo Pańskie". Barnaba chciał również zabrać Jana, zwanego Markiem; ale Paweł prosił, aby nie zabierał z sobą tego, który odszedł od nich w Pamfilii i nie brał udziału w ich pracy. Doszło do ostrego starcia, tak że się rozdzielili: Barnaba zabrał Marka i popłynął na Cypr, a Paweł dobrał sobie za towarzysza Sylasa i wyszedł polecony przez braci łasce Pana. Przechodził przez Syrię i Cylicję umacniając miejscowe Kościoły.
(Dz 15,36-41)


   Komentarz: Apostołowie realizują swoją misję ewangelizacyjną zgonie z zaleceniem Chrystusa, który posyłał swoich uczniów po dwóch. Jest to dla relacji między apostołami ważny punkt odniesienia. Pierwszą racją tej kolegialności, jakiej chciał Chrystus, jest to, że we dwóch można się wzajemnie wspomagać oraz że «gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich» (Mt 18,20). Uczniowie także uczą się w ten sposób wzajemnej akceptacji drugich i samych siebie takimi, jacy są, a przecież żyją obok siebie nie tylko po to, aby wspólnie wypełniać zadanie. Ta wspólnota jest tym bardziej ważna, gdyż ilość zadań, obowiązków i czynności spoczywających na apostołach i uczniach Chrystusa, jest coraz większa. Stąd potrzeba umocnienia więzów braterstwa, które są wyrazem jedności posług, niezależnie od ich różnorodności. Istnieją bowiem różne charyzmaty, dary, temperamenty i wrażliwości i wszystkie przyczyniają się do budowania jedynego Ciała Chrystusa i do przepowiadania jedynej Ewangelii zbawienia.
 
    ::    Słowo na 10-03-2008 r.    ::
   Przyłączenie się Tymoteusza. Przybył także do Derbe i Listry. Był tam pewien uczeń imieniem Tymoteusz, syn Żydówki, która przyjęła wiarę, i ojca Greka. Bracia z Listry dawali o nim dobre świadectwo. Paweł postanowił zabrać go z sobą w podróż. Obrzezał go jednak ze względu za Żydów, którzy mieszkali w tamtejszych stronach. Wszyscy bowiem wiedzieli, że ojciec jego był Grekiem. Kiedy przechodzili przez miasta, nakazywali im przestrzegać postanowień powziętych w Jerozolimie przez Apostołów i starszych. Tak więc utwierdzały się Kościoły w wierze i z dnia na dzień rosły w liczbę.
(Dz 16,1-5)


   Komentarz: Kolegialność, która nadal podkreślana jest w Dziejach Apostolskich także ważna jest w obecnej działalności ewangelizacyjnej Kościoła. Ojciec Święty Jan Paweł II uściśla: "Istnieje wiele form wzajemnej pomocy: od wsparcia udzielonego współbratu znajdującemu się w potrzebie aż po programowanie pracy w duchu współpracy duszpasterskiej, coraz bardziej koniecznej między różnymi środowiskami i grupami w obrębie całościowej organizacji apostolatu". Owa pomoc może być szczególnie mile widziana w przypadku współbraci starszych, obciążonych różnymi obowiązkami, których liczba nie maleje. Ojciec Święty zachęca do integrowania się pokoleń: "Wzajemne zrozumienie i pomoc są szczególnie pożądane w kontaktach między prezbiterami starszymi i młodszymi. Jedni i drudzy są potrzebni wspólnocie chrześcijańskiej i bardzo drodzy biskupom i papieżowi. Sobór zaleca starszym, by okazywali zrozumienie i sympatię wobec inicjatyw podejmowanych przez młodszych; zaś młodszym zaleca, by szanowali doświadczenie starszych i mieli do nich zaufanie; jedni i drudzy powinni odnosić się do siebie serdecznie, zgodnie z przykładem wielu kapłanów żyjących dawniej i dziś. Ileż jeszcze chciałoby się powiedzieć o tych sprawach, w których znajduje konkretny wyraz «komunia kapłańska» zespalająca prezbiterów! Ograniczmy się do przytoczenia słów Soboru: «Kierując się duchem braterstwa, niech prezbiterzy nie zapominają o gościnności (por. Hbr 13,1-2), niech pielęgnują dobroczynność i dzielenie się dobrami (por. Hbr 13, In), troszcząc się przede wszystkim o tych współbraci, którzy są chorzy, strapieni, zbyt przeciążeni pracą, samotni, wygnani z ojczyzny i o tych, którzy cierpią prześladowanie (por. Mt 5,10)». Każdy pasterz, każdy kapłan, spoglądając na przebytą drogę swego życia dostrzega, jak często spotkał się z potrzebą zrozumienia, pomocy, współpracy, której oczekiwali liczni jego współbracia, podobnie zresztą jak inni wierni zmagający się z trudnymi sytuacjami, takimi jak wymienione wyżej i jak wiele innych! Kto wie, czy nie można było dokonać czegoś więcej dla tych wszystkich „ubogich", umiłowanych przez Pana i przez Niego powierzonych miłosierdziu Kościoła. Również dla tych, którzy - jak mówi Sobór — przeżywali może chwile załamania. Chociaż towarzyszy nam świadomość, że szliśmy za głosem Pana i Ewangelii, powinniśmy postanawiać sobie codziennie, że będziemy dla wszystkich czynić coraz więcej dobra". Ten sam dokument soborowy zachęca do podejmowania wszelkich uzasadnionych środków w celu umacniania komunii kapłańskiej: wspólny wypoczynek, wzajemna pomoc w życiu duchowym i intelektualnym, a nawet w pewnym stopniu wspólne życie, nie zapominając o eucharystycznej koncelebracji, która wyraża i realizuje komunię w Chrystusie i między kapłanami: „Z innymi więc członkami tegoż prezbiterium każdy kapłan jest związany szczególnymi więzami miłości apostolskiej, posługi i braterstwa, co już od starożytnych czasów wyraża się w liturgii, kiedy prezbiterzy, wraz z biskupem udzielającym święceń otaczający nowo wybranego, wzywani są do wkładania rąk i gdy zgodnym sercem koncelebrują świętą Eucharystię".
 
    ::    Słowo na 11-03-2008 r.    ::
   Poprzez Azję Mniejszą. Przeszli Frygię i krainę galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Przybywszy do Myzji, próbowali przejść do Bitynii, ale Duch Jezusa nie pozwolił im, przeszli więc Myzję i zeszli do Troady. W nocy miał Paweł widzenie: jakiś Macedończyk stanął [przed nim] i błagał go: "Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!" Zaraz po tym widzeniu staraliśmy się wyruszyć do Macedonii w przekonaniu, że Bóg nas wezwał, abyśmy głosili im Ewangelię.
(Dz 16,6-10)


   Komentarz: Święty Łukasz w kolejnej perykopie ukazuje oziębły świat, w którym Apostołowie mają świadczyć o Ewangelii. W społeczeństwie, w którym moralność upadła, powinni być solą ziemi. Muszą być drożdżami, które podniosą bezwładne ciasto. Jeżeli byłoby inaczej, zasługiwaliby, aby ich zdeptano i wyrzucono precz. Muszą prosić o łaskę rozeznawania, cierpliwości i pokory, aby móc mądrze prowadzić powierzoną misję ewangelizacji. Muszą często rozważać prawdy wiary, aby zmierzać do królestwa Bożego mimo niebezpieczeństw czyhających na drodze. W świetle Jezusa, Dobrego Pasterza i jedynego Pana i Nauczyciela (por. Mt 23,8), Apostołowie pojmują, że nie mogą szukać własnej chwały ani swojego interesu, lecz tylko tego, czego pragnął Jezus Chrystus oddając się na służbę swemu królestwu w świecie. Wiedzą oni zatem, że powinni postępować jako słudzy wszystkich, szczerze i hojnie dając samych siebie, akceptując wszystkie wymagane przez służbę ofiary i przypominając zawsze, że Jezus Chrystus, jedyny Pan i Nauczyciel, który przyszedł, aby służyć, dokonał tego z tak wielkim poświęceniem, że oddał „swoje życie na okup za wielu" (Mt 20,28). Jest to wyraz szacunku dla wolności i godności dzieci Bożych, lecz także troski o dobro posługi ewangelicznej: «posługi Kościołowi». Warto powtórzyć, że wszystko to wymaga żywego poczucia przynależności do wspólnoty i aktywnego uczestnictwa w jej życiu. A w gruncie rzeczy wymaga wiary i ufności w łaskę, która działa we wspólnocie i jej członkach.
 
    ::    Słowo na 12-03-2008 r.    ::
   Przeprawa do Macedonii. Filippi. Odbiwszy od lądu w Troadzie popłynęliśmy wprost do Samotraki, a następnego dnia do Neapolu, a stąd do Filippi, głównego miasta tej części Macedonii, które jest [rzymską] kolonią. W tym mieście spędziliśmy kilka dni. W szabat wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie - jak sądziliśmy - było miejsce modlitwy. I usiadłszy rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły. Przysłuchiwała się nam też pewna "bojąca się Boga" kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, poprosiła nas: "Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu - powiedziała - to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim!". I wymogła to na nas.
(Dz 16,11-15)


   Komentarz: Czteroosobowy zespół misjonarzy: Paweł, Sylas, Tymoteusz (dołączył w Listrze; Dz 16,1-3) i Łukasz (w Troadzie; 16,10), wkroczył do miasta z wyraźnym przesłaniem ewangelizacyjnym. Posiadali oni tę samą moc i władzę, która była udziałem pierwszych Apostołów: „I wysłał ich – zapewnia Ewangelista, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali. Powiedział też do nich: «Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy, ani dwóch ubrań. Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, zatrzymajcie się tam, dopóki nie będziecie opuszczać tego miejsca»” (Łk 9,2-4). Pierwszym miejscem ewangelizacji Europy był zatem dom „bogobojnej” Lidii. Pochodziła ona z azjatyckiej prowincji Lidia, a do Filippi przybyła w celach handlowych. Ta przedsiębiorcza i wrażliwa kobieta, za Zrządzeniem Opatrzności, znalazła się w dniu świątecznym (szabat) na miejscu modlitwy (gr. proseuche), gdzie Paweł rozpoczął dialog z miejscowymi niewiastami. To kobiety pierwsze otwarły serca na Dobrą Nowinę. Wśród nich szczególnie serce Lidii było uważne/słuchające (por. 1 Krl 3,9; Łk 10,39): „Pan otworzył jej serce – zanotuje Łukasz – tak, że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, zwróciła się z prośbą: «Jeśli uważacie mnie za wierną Panu, przyjdziecie do mego domu i zamieszkajcie w nim». I wymogła to na nas” (Dz 16,14n). Dom Lidii był więc pierwszym „domowym kościołem” (gr. oikos). Nie wszystkie jednak serca i domy filippińskie były tak otwarte i życzliwe. Sprawdziła się tutaj ewangeliczna zapowiedź o tych, którzy nie będą chcieli przyjąć apostołów: „Jeśli w jakimś mieście was nie przyjmą, wtedy odejdźcie stamtąd i strząśnijcie proch z waszych nóg na świadectwo przeciwko nim” (Łk 9,5). Dalsze dynamiczne wydarzenia związane z misją w mieście to: uzdrowienie opętanej niewiasty, gwałtowna reakcja tłumu i okrutna decyzja pretorów (tj. cesarskiej straży namiestnika prowincji; por. Flp 1,13; Dz 16,22n), to zapowiedź trudności i przeszkód, które będą stale towarzyszyć głosicielom Ewangelii. Potwierdzi się tutaj Pawłowa zasada: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska…” (Rz 5,20).
 
    ::    Słowo na 13-03-2008 r.    ::
   Uwolnienie opętanej i uwięzienie Pawła. Kiedyśmy szli na miejsce modlitwy, zabiegła nam drogę jakaś niewolnica, opętana przez ducha, który wróżył. Przynosiła ona duży dochód swym panom. Ona to, biegnąc za Pawłem i za nami wołała: "Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego, oni wam głoszą drogę zbawienia". Czyniła to przez wiele dni, aż Paweł mając dość tego, odwrócił się i powiedział do ducha: "Rozkazuję ci w imię Jezusa Chrystusa, abyś z niej wyszedł". I w tejże chwili wyszedł. Gdy panowie jej spostrzegli, że przepadła nadzieja ich zysku, pochwycili Pawła i Sylasa, zawlekli na rynek przed władzę, stawili przed pretorami i powiedzieli: "Ci ludzie sieją niepokój w naszym mieście. Są Żydami i głoszą obyczaje, których my, Rzymianie, nie możemy przyjmować ani stosować się do nich". Zbiegł się tłum przeciwko nim, a pretorzy kazali zedrzeć z nich szaty i siec ich rózgami. Po wymierzeniu wielu razów wtrącili ich do więzienia, przykazując strażnikowi, aby ich dobrze pilnował. Otrzymawszy taki rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu i dla bezpieczeństwa zakuł im nogi w dyby.
(Dz 16,16-24)


   Komentarz: Kolejny fragment Dziejów Apostolskich ukazuje w świecie to, co najgorsze. Mianowicie, że pod pozorem dobra i szczęścia kryje się zło, o czym ludzie nie zdają sobie sprawy. Ludzkość ginie żyjąc tak, jak dyktuje im świat! Nawet nie wiedzą, że są tylko marionetkami w tym świecie, a szatan pociąga za sznurki. Ludzie tracą wrażliwość sumienia. Nie dość na tym, zamiast skierować się do Boga i do zbawiennych zdrojów Jego miłosierdzia stale wypływających z Jezusowego Serca, ludzkość pędzi w dziwnym szale, amoku, nie zdając sobie sprawy na potępienie. Nie widzą, że szatan posługuje się ludźmi i wszystkimi zdobyczami techniki, znając psychikę ludzką, będąc świetnym psychologiem, prowadzi ich na śmierć.
 
    ::    Słowo na 14-03-2008 r.    ::
   Cudowne uwolnienie z więzienia. O północy Paweł i Sylas modlili się, śpiewając hymny Bogu. A więźniowie im się przysłuchiwali. Nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak że zachwiały się fundamenty więzienia. Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany. Gdy strażnik zerwał się ze snu i zobaczył drzwi więzienia otwarte, dobył miecza i chciał się zabić, sądząc, że więźniowie uciekli. "Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy!" - krzyknął Paweł na cały głos. Wtedy [tamten] zażądał światła, wskoczył [do lochu] i przypadł drżący do stóp Pawła i Sylasa. A wyprowadziwszy ich na zewnątrz rzekł: "Panowie, co mam czynić, aby się zbawić?" "Uwierz w Pana Jezusa - odpowiedzieli mu - a zbawisz siebie i swój dom". Opowiedzieli więc naukę Pana jemu i wszystkim jego domownikom. Tej samej godziny w nocy wziął ich z sobą, obmył rany i natychmiast przyjął chrzest wraz z całym swym domem. Wprowadził ich też do swego mieszkania, zastawił stół i razem z całym domem cieszył się bardzo, że uwierzył Bogu. Kiedy nastał dzień, pretorzy posłali liktorów z rozkazem: "Zwolnij tych ludzi!" Strażnik więzienia oznajmił Pawłowi ten rozkaz: "Pretorzy przysłali, aby was wypuścić. Wyjdźcie więc teraz i idźcie w pokoju!" Ale Paweł powiedział do nich: "Publicznie, bez sądu biczowali nas, obywateli rzymskich, i wtrącili do więzienia, a teraz cichaczem nas wyrzucają? O, nie! Niech tu sami przyjdą i wyprowadzą nas!" Liktorzy oznajmili te słowa pretorom. Ci przestraszyli się usłyszawszy, że [tamci] są Rzymianami. Przyszli, przeprosili ich i wyprowadziwszy prosili, aby opuścili miasto. Oni zaś, wyszedłszy z więzienia, wstąpili do Lidii, zobaczyli się z braćmi, pocieszyli ich i odeszli.
(Dz 16,25-40)


   Komentarz: Wiara Apostołów budowana na bezpośrednim doświadczeniu miłości Boga nieprzerwanie w ich ewangelizacji potwierdzana jest wydarzeniami cudownymi. To Miłość wezwała i zaprosiła Apostołów do podjęcia nowego życia. To Miłość uczyła ich wszystkiego, pouczała, karciła, upominała, pocieszała. Ludzie, do których posłani są Apostołowie nie znają Miłości. W swoich myślach, słowach, czynach tę Miłość bezczeszczą i obrażają. A ta Miłość tak czystą jest, tak dobrą, tak czułą, tak oddaną, ofiarną, wierną. Ta Miłość jest tak wielką i tak pełną mocy! Apostołowie, którzy zostawili wszystko i szli za Jezusem czynili to, co On im nakazywał. Wierzyli i przez to byli świadkami cudów i znaków, jakie czynił. Jezus kochał niepojętą miłością. Kochał każdego. Doświadczyli tego Jego uczniowie, gdy chodzili za Nim. Zapamiętali jak On patrzył na ludzi! Tego spojrzenia się nie zapomina! Każdy, nawet najlichszy, odrzucony, uznany za nieczystego, znieważany, lekceważony przez innych, nawet taki, na którego wszyscy patrzyli z obrzydzeniem – każdy czuł się przez Niego kochany! To Miłość bijąca z Jego oczu, Miłość wypływająca z Jego ust i Jego postawy przyciągała tłumy.
 
    ::    Słowo na 15-03-2008 r.    ::
   W Tesalonice. Przeszli przez Amfipolis i Apolonię i przybyli do Tesaloniki, gdzie Żydzi mieli synagogę. Paweł według swego zwyczaju wszedł do nich i przez trzy szabaty rozprawiał z nimi. Na podstawie Pisma wyjaśniał i nauczał: "Mesjasz musiał cierpieć i zmartwychwstać. Jezus, którego wam głoszę, jest tym Mesjaszem". Niektórzy z nich, a także pokaźna liczba pobożnych Greków i niemało znamienitych kobiet uwierzyło i przyłączyło się do Pawła i Sylasa. Wtedy zazdrośni Żydzi, dobrawszy sobie jakieś szumowiny z rynku, wywołali tłumne zbiegowisko, podburzyli miasto, naszli dom Jazona i szukali ich, aby stawić przed ludem. Nie znaleźli ich jednak. Wlekli więc Jazona i niektórych braci przed politarchów, krzycząc: "Ludzie, którzy podburzają cały świat, przyszli też tutaj, a Jazon ich przyjął. Oni wszyscy występują przeciwko rozkazom Cezara, głosząc, że jest inny król, Jezus". Podburzyli tłum i politarchów, którzy tego słuchali, ale po wzięciu poręki od Jazona i innych, zwolnili ich.
(Dz 17,1-9)


   Komentarz: Cierpienie Jezusa Chrystusa będzie również cierpieniem Jego uczniów. Muszą iść krok w krok za Nim. Miłość jest przy nich. A tam, gdzie Miłość tam mają i oni być i kochać, wspierać, trwać w milczeniu. Apostołowie muszą wiele przejść. Jednak, mając wokół siebie przyjaznych ludzi trwających na modlitwie, przejdą wszystko. Dzięki wiernemu kroczeniu drogą powołania, jak również realizacji podjętych zadań krzyże uczniów nie są tak ciężkie. Trzeba więc, by każdy z uczniów podjął swoje powołanie i wspólnie zjednoczeni w miłości, w modlitwie wzajemnej, razem dźwigali ciężar ewangelizacji. W obliczu trudności niektórzy ugną się, niektórzy zrezygnują, niektórzy zaś wrócą do nich i będą ich wspierać. Pamiętajmy, modlitwa za siebie nawzajem, miłość czysta, zawierzenie się do końca Bogu i trwanie na drodze zawierzenia, pokora w przyjmowaniu trudności, cichość w kroczeniu swoją ciernistą drogą. Takie ma być życie uczniów. Do takiego życia Jezus ich powołuje i z tego będzie ich rozliczał. Ale nie są oni sami.
 
    ::    Słowo na 16-03-2008 r.    ::
   Berei. Natychmiast w nocy bracia wysłali Pawła i Sylasa do Berei. Kiedy tam przybyli, poszli do synagogi Żydów. Ci byli szlachetniejsi od Tesaloniczan, przyjęli naukę z całą gorliwością i codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest. Wielu też z nich uwierzyło, a także [wiele] wpływowych Greczynek i niemało mężczyzn. Gdy Żydzi z Tesaloniki dowiedzieli się, że również w Berei Paweł głosi słowo Boże, przyszli tam, podburzając tłumy i wzniecając rozruchy. Wtedy bracia natychmiast wysłali Pawła, aby szedł aż ku morzu. Sylas i Tymoteusz pozostali tam. Ci, którzy towarzyszyli Pawłowi, zaprowadzili go aż do Aten i powrócili otrzymawszy polecenie dla Sylasa i Tymoteusza, aby czym prędzej przyszli do niego.
(Dz 17,10-15)


   Komentarz: Duch Święty obdarza Bożym światłem nie tylko Apostołów. Ludzie świeccy, pomocnicy w dziele ewangelizacji mają również więcej światła Bożego, stając się prawdziwymi dziećmi Bożymi. Przewodnicy żydowscy stali się mędrcami, zapomnieli o swoim dziecięctwie i nie powrócili do niego. Zabrakło im wiary, ufności i prostoty dziecka Bożego. Nie pozwolili, aby w ich sercach zamieszkał Jezus. Nie odczytali znaków czasu, w którym Duch Boży obficie obdziela uczniów Chrystusa swoimi darami, powołuje proroków, dotyka ludzkich serc, daje ostrzeżenia, udziela namacalnych łask. Wszystko to czyni, aby ludzie uwierzyli w Bożą miłość. Jezus wielu powołał do pracy w Bożej Winnicy, obdarzając potrzebnymi łaskami. Apostołowie, których wybrał do ewangelizacji od chwili powołania dali ukrzyżować swoje pragnienia, swoją wolę, swoje myśli. Przyjmują odtąd Bożą wolę, Boże myśli i Boże pragnienia. Ukrzyżowali własne serce, aby przyjąć Serce Jezusa. Ukrzyżowali ręce i stopy, aby przyjąć Jego członki. Ukrzyżowali całych siebie, aby stać się całkowicie Chrystusowi. W ten sposób stali się apostołami Chrystusa upodobnieni do Niego, przeobrażeni na wzór Jego, posiadający Jego błogosławieństwo, moc i Ducha.
 
    ::    Słowo na 17-03-2008 r.    ::
   W Atenach. Mowa na Areopagu. Czekając na nich w Atenach, Paweł burzył się wewnętrznie na widok miasta pełnego bożków. Rozprawiał też w synagodze z Żydami i z "bojącymi się Boga" i codziennie na agorze z tymi, których tam spotykał. Niektórzy z filozofów epikurejskich i stoickich rozmawiali z nim: "Cóż chce powiedzieć ten nowinkarz" - mówili jedni, a drudzy: - "Zdaje się, że jest zwiastunem nowych bogów" - bo głosił Jezusa i zmartwychwstanie. Zabrali go i zaprowadzili na Areopag, i zapytali: "Czy moglibyśmy się dowiedzieć, jaką to nową naukę głosisz? Bo jakieś nowe rzeczy wkładasz nam do głowy. Chcielibyśmy więc dowiedzieć się, o co właściwie chodzi". A wszyscy Ateńczycy i mieszkający tam przybysze poświęcają czas jedynie albo mówieniu o czymś, albo wysłuchiwaniu czegoś nowego. "Mężowie ateńscy - przemówił Paweł stanąwszy w środku Areopagu widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: "Nieznanemu Bogu". Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając. Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. On z jednego [człowieka] wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwie czasy i granice ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: "Jesteśmy bowiem z Jego rodu". Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że Bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka. Nie zważając na czasy nieświadomości, wzywa Bóg teraz wszędzie i wszystkich ludzi do nawrócenia, dlatego że wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych". Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: "Posłuchamy cię o tym innym razem". Tak Paweł ich opuścił. Niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni.

(Dz 17,16-34)


   Komentarz: Jezus jest Miłością wcieloną, oczekiwanym Mesjaszem od wieków. Jest Miłością Odwieczną złączoną z Ojcem i stwarzającą życie. Jest tą Miłością, która zeszła na ziemię. To Bóg objawił siebie w Synu - Miłości. To Miłość Stwórcy, która wyrażała się w stwarzanym świecie, teraz ucieleśniła się w Jezusie. Bo Jezus jest ucieleśnioną Miłością Ojca. Miłość ta, choć tak długo oczekiwana, nie została przez ludzkość rozpoznana. To jest dramat ludzkości. Ludzkość cierpi. Pragnie tej Miłości, bez Niej nie potrafi żyć, a jednak Jej nie rozpoznaje i odrzuca. Co za ból samego Boga! Co za cierpienie Miłości! Miłość ta, choć przyszła do swojej własności, do swego stworzenia, nie została przyjęta. Nie została pokochana. Była znienawidzona i zabita! Miłość nie była kochana! Jaki to dramat Miłości! Jaki dramat człowieka, który odrzuca to, co jest mu niezbędne do życia, na co oczekiwał tyle lat, a teraz ma bielmo na oczach i nie rozpoznaje ani znaków, ani samej Miłości! Ta Miłość to Jezus! Miłość to Bóg!
 
    ::    Słowo na 18-03-2008 r.    ::
   Początki Kościoła w Koryncie. Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu. Znalazł tam pewnego Żyda, imieniem Akwila, rodem z Pontu, który z żoną Pryscyllą przybył niedawno z Italii, ponieważ Klaudiusz wysiedlił z Rzymu wszystkich Żydów. Przyszedł do nich, a ponieważ znał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracował; zajmowali się wyrobem namiotów. A co szabat rozprawiał w synagodze i przekonywał tak Żydów, jak i Greków. Kiedy Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się wyłącznie nauczaniu i udowadniał Żydom, że Jezus jest Mesjaszem. A kiedy się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnął swe szaty i powiedział do nich: "Krew wasza na waszą głowę, jam nie winien. Od tej chwili pójdę do pogan". Odszedł stamtąd i poszedł do domu pewnego "czciciela Boga", imieniem Tycjusz Justus. Dom ten przylegał do synagogi. Przełożony synagogi, Kryspus, uwierzył w Pana z całym swym domem, wielu też słuchaczy korynckich uwierzyło i przyjmowało wiarę i chrzest. W nocy Pan przemówił do Pawła w widzeniu: "Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić, dlatego że wiele ludu mam w tym mieście". Pozostał więc i głosił im słowo Boże przez rok i sześć miesięcy.

(Dz 18,1-11)


   Komentarz: Ludzkość w czasach ewangelizacji świata żyje w dużej swej części bez Boga. Pogrąża się coraz bardziej w bagnie grzechów. Grzechy te pociągają za sobą następne. Człowiek jest tak wplątany w grzech, jak w pajęczą sieć. Jedynie Bóg może go wydobyć z tego dołu zagłady. I Bóg podaje ludziom pomocną dłoń. Różnymi sposobami uświadamia człowiekowi jego grzeszność oraz przyszłość, jaka go czeka. Wszelkie objawienia są głosem Boga wołającego o nawrócenie dusz. Są znakiem Jego miłości do ludzi. Są znakiem Jego miłosierdzia. Kolejnym Jego krokiem mającym pomóc grzesznikom, jest prośba do Apostoła Pawła. Bóg przysłał go do Koryntu, prosząc o nasiloną pracę na rzecz ewangelizacyjnego Dzieła. Tak, jak każde Boże dzieło, również i to napotyka na trudności. W tych trudnościach Apostoł hartuje się, a Bóg wyprowadza dobro w postaci wzrastającej liczby dusz uczestniczących w Jego Dziele. Rośnie miłość, są liczne nawrócenia, uzdrowienia. Bóg nawiązuje do czasu próby, jaki przechodzą Jego uczniowie. To czas, w którym również Paweł musi wykazać się swą miłością. Miłość jest siłą, która pomoże przetrwać trudny okres. Na ile tej miłości zaczerpnie, na tyle z większą lub mniejszą siłą trwać będzie przy Bogu pokonując trudności. W czasie tym Bóg podtrzymuje Apostoła łaskami. Zatem Paweł wierzy i ufa. Nie daje się zwieść podstępnym zakusom szatana, który różnymi sposobami próbował odciągnąć go od Boga, od ewangelizacji, od podróży misyjnych, czy od modlitwy osobistej.
 
    ::    Słowo na 19-03-2008 r.    ::
   Przed sądem Galliona. Kiedy Gallio został prokonsulem Achai, Żydzi jednomyślnie wystąpili przeciw Pawłowi i przyprowadzili go przed sąd. Powiedzieli: "Ten namawia ludzi, aby czcili Boga niezgodnie z Prawem". Gdy Paweł miał już usta otworzyć, Gallio przemówił do Żydów: "Gdyby tu chodziło o jakieś przestępstwo albo zły czyn, zająłbym się wami, Żydzi, jak należy, ale gdy spór toczy się o słowa i nazwy, i o wasze Prawo, rozpatrzcie to sami! Ja nie chcę być sędzią w tych sprawach". I wypędził ich z sądu. A wszyscy Grecy, schwyciwszy przewodniczącego synagogi, Sostenesa, bili go przed sądem, lecz Galliona nic to nie obchodziło.
(Dz 18,12-17)


   Komentarz: Kolejny fragment Dziejów Apostolskich pozwala nam dostrzec ciągłą opiekę, troskę i pomoc, jaką Bóg okazuje swojemu uczniowi Pawłowi, który pozostaje Mu wierny. Nie pozostawia go samego w chwili grożącego ucisku. Ponieważ Paweł pozostał Bogu wierny, a serce jego płonęło dziecięcą miłością do niebieskiego Ojca, nie doznał cierpienia. Należy tu dostrzec, iż Bóg mówi i ostrzega wiernego ucznia Pawła przed grożącym niebezpieczeństwem. Jest jednym z wielu wiernych uczniów, których Bóg „przeprowadza przez morze suchą stopą, przenosi przez pustynię i orzeźwia wodą źródlaną.” (...) „Ucisk, wielki niedostatek i ból straszliwy, który idzie przez ziemię, nie są udziałem wiernych uczniów Chrystusa. Ich serca są przygotowane do wielkiego boju. W nim zaprawili się niczym najlepsi rycerze. A gdy przyjdzie bój ostateczny - odniosą rychłe zwycięstwo. Zajaśnieje nad nimi Słońce. Ono rozjaśni nad nimi mroki ciemności, pokrzepi serca, wleje pokój. Doznają odpoczynku wielkiego.”
 
    ::    Słowo na 20-03-2008 r.    ::
   Przez Efez, Jerozolimę do Antiochii. Paweł pozostał jeszcze przez dłuższy czas, potem pożegnał się z braćmi i popłynął do Syrii, a z nim Pryscylla i Akwila. W Kenchrach ostrzygł głowę, bo złożył taki ślub. Następnie przybyli do Efezu i tam ich zostawił. Sam zaś wszedł do synagogi i rozprawiał z Żydami, a gdy go prosili, aby pozostał dłużej, nie zgodził się, ale żegnając się z nimi, powiedział: "Wrócę do was, jeżeli Bóg zechce". I odpłynął z Efezu. Po przybyciu do Cezarei udał się do Jerozolimy. I pozdrowiwszy [tamtejszy] Kościół, zeszedł do Antiochii. Zabawił tam pewien czas i wyruszył, aby obejść kolejno krainę galacką i Frygię, umacniając wszystkich uczniów.
(Dz 18,18-23)


   Komentarz: Wszystko musi mieć swój początek. Dzieło ewangelizacji podjęte przez Apostołów również. A to, co wydawało się niepozorne w ich posłudze misyjnej, z dnia na dzień przeradza się w potęgę. Tak, jak z maleńkiego ziarenka gorczycy wyrasta wielkie drzewo, tak z dzieła zapoczątkowanego w małych, lichych gminach chrześcijańskich rozrasta się dzieło obejmujące i odradzające cały świat. Poruszone zostały Niebo i ziemia, tak, aby myśl Boża nabrała kształtu. Dlatego Paweł podejmuje nową podróż misyjną. Dlatego ponownie spotyka się z chrześcijanami na modlitwie. Dlatego modlą się oni za siebie nawzajem. Dlatego modlą się za wybranych i powołanych. Dlatego pragną wspólnego spotkania i modlitwy. Modlą się. A Bóg, w Trójcy Świętej, Ojciec, Syn i Duch Święty błogosławi wszelkim poczynaniom. Błogosławi ich krokom, błogosławi ich myślom i słowom.
 
    ::    Słowo na 21-03-2008 r.    ::
   Działalność Apollosa. Pewien Żyd, imieniem Apollos, rodem z Aleksandrii, człowiek uczony i znający świetnie Pisma przybył do Efezu. Znał on już drogę Pańską, przemawiał z wielkim zapałem i nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa, znając tylko chrzest Janowy. Zaczął on odważnie przemawiać w synagodze. Gdy go Pryscylla i Akwila usłyszeli, zabrali go z sobą i wyłożyli mu dokładnie drogę Bożą. A kiedy chciał wyruszyć do Achai, bracia napisali list do uczniów z poleceniem, aby go przyjęli. Gdy przybył, pomagał bardzo za łaską [Bożą] tym, co uwierzyli. Dzielnie uchylał twierdzenia Żydów, wykazując publicznie z Pism, że Jezus jest Mesjaszem.
(Dz 18,24-28)


   Komentarz: Świat, który stał się terenem ewangelizacji prowadzonej przez uczniów Chrystusa jest bardzo skażony grzechem, tak bardzo odszedł od Boga, od świata Ducha. Bóg jednak pragnie, aby ludzkość powróciła do Świętej Miłości. Pragnie powrotu świętości. Dlatego Bóg powołuje świętych w tych czasach, których tą łaską chce obdarzyć. Pragnie, aby świętych żyjących w świecie było jak najwięcej. Powołuje ich zarówno spośród Żydów i pogan, kapłanów jak i świeckich. Fakt, że jakiś człowiek naucza to, co dotyczy Jezusa, nie oznacza automatycznie, że żyje tą świętością. Bóg sam wybiera uczniów dla siebie. Ci zaś, kiedy zapłoną czystą, doskonałą miłością stają się zarzewiem wielkiego płomienia, który obejmować będzie coraz więcej serc. Bóg złożył w człowieku imieniem Apollos tę czystą, dziewiczą miłość. Wzbudził w nim pragnienie świętości. Przygotowywał go do tej chwili, w której staje się dla Niego wiecznie płonącą pochodnią, wiecznym ogniem miłości. Oczyszcza duszę swoją ufając, że Bóg wszystkim pokieruje.
 
    ::    Słowo na 22-03-2008 r.    ::
   Działalność św. Pawła w Efezie. Kiedy Apollos znajdował się w Koryncie, Paweł przeszedł okolice wyżej położone, przybył do Efezu i znalazł jakichś uczniów. Zapytał ich: "Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy przyjęliście wiarę?" A oni do niego: "Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty". "Jaki więc chrzest przyjęliście?" - zapytał. A oni odpowiedzieli: "Chrzest Janowy". "Jan udzielał chrztu nawrócenia, przemawiając do ludu, aby uwierzyli w Tego, który za nim idzie, to jest Jezusa" - powiedział Paweł. Gdy to usłyszeli, przyjęli chrzest w imię Pana Jezusa. A kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich. Mówili też językami i prorokowali. Wszystkich ich było około dwunastu mężczyzn. Następnie wszedł do synagogi i odważnie przemawiał przez trzy miesiące rozprawiając i przekonując o królestwie Bożym. Gdy jednak niektórzy upierali się w niewierze, bluźniąc wobec ludu przeciw drodze, odłączył się od nich i oddzielił uczniów, i rozprawiał codziennie w szkole Tyrannosa. Trwało to dwa lata, tak że wszyscy mieszkańcy Azji, Żydzi i Grecy, usłyszeli słowo Pańskie. Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła, tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy. Ale i niektórzy wędrowni egzorcyści żydowscy próbowali wzywać imienia Pana Jezusa nad opętanymi przez złego ducha. "Zaklinam was przez Pana Jezusa, którego głosi Paweł" - mówili. Czyniło to siedmiu synów niejakiego Skewasa, arcykapłana żydowskiego. Zły duch odpowiedział im: "Znam Jezusa i wiem o Pawle, a wy coście za jedni?" I rzucił się na nich człowiek, w którym był zły duch, powalił wszystkich i pobił tak, że nadzy i poranieni uciekli z owego domu. Dowiedzieli się o tym wszyscy Żydzi i Grecy, mieszkający w Efezie, i strach padł na wszystkich, i wysławiano imię Pana Jezusa. Przychodziło też wielu wierzących, wyznając i ujawniając swoje uczynki. I wielu też z tych, co uprawiali magię, poznosiło księgi i paliło je wobec wszystkich. Wartość ich obliczono na pięćdziesiąt tysięcy denarów w srebrze. Tak potężnie rosło i umacniało się słowo Pańskie.
(Dz 19,1-20)


   Komentarz: Wraz z czasem Kościoła rozpoczął się czas Ducha Świętego, który ożywia Kościół. Objawiają się liczne Jego dary, którymi Bóg otwiera serca ludzkie na Jego działanie. Zwiększa się liczba osób, które otwarte na Ducha Świętego otrzymują liczne łaski objawiające się również na zewnątrz. Kościół Jezusa Chrystusa to Kościół Duchowy i Duch się w nim przejawia, działa, a wierni chodzą w Duchu. Dary zaś, które nas dziwią, zaskakują, szokują, w pierwotnym Kościele są czymś zwyczajnym. Apostołowie nie hamują tego płomienia miłości wybuchającego w kolejnych duszach. Wiedzą, że nie okiełznają wichru, nie powstrzymają szumu. Modlą się do Ducha Świętego o ciągłe światło, dar rozeznawania otrzymywanych darów. Nie obawiają się ich, lecz pogłębiają swoje poznanie w odniesieniu do Ducha Bożego, bowiem Kościół, który prowadzą to Wspólnota Ducha Świętego. Cała jest natchniona, a Duchem, który ją prowadzi jest Duch Boży, który pragnie otwarcia serc i dusz! Pragnie żywego płomienia miłości w ludzkich sercach. Pragnie oddania się dusz pod Jego władanie. Pragnie otwarcia oczu, uszu, ust, serc i dusz na Niego, by ujawniały się Jego dary. Tak, jak nie pochwycimy wiatru w dłonie, jak nie zamkniemy w dłoniach ognia, jak nie powstrzymamy wodospadu, jak nie zatrzymamy deszczu, tak, my ludzie, nie powstrzymamy Ducha Świętego, który pragnie napełniać swój Kościół rozlicznymi darami! Pragnie On Kościoła Ducha Świętego! Pragnie wiary w Jezusa Chrystusa, który tegoż Ducha obiecał i zesłał nam! Apostołowie uwierzyli w obietnicę Chrystusa! Uwierzyli Miłości, która poprzez Wcielenie, poprzez mękę i śmierć, a potem zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, udziela nam swego Ducha! Nie zamknęli Go w duszach! Nie zamknęli Go w rozprawach teologicznych, w teoriach i dociekaniach rozumowych! On jest Duchem! Nie człowiekiem! Jego nie da się zamknąć w sztywnych ramach, umieścić na obrazku, nakazać milczenie! On jest Duchem Świętym, Duchem Bożym, Duchem Jezusa Chrystusa, który żył, chodził po ziemi jako Bóg - Człowiek! Który siedzi teraz po prawicy Ojca i wraz z Nim zsyła nam swego Ducha Miłości! Nadszedł czas Ducha Świętego! Epoka Duchowa! Apostołowie i uczniowie Chrystusa żyją Duchem! Uwierzyli w Boga, który jest Duchem! Uwierzyli w Moc i Potęgę Ducha! Mówią o Duchu i Jego działaniu! A On udziela im mocy słowa. On daje znaki. Oni idą jak burza! Bo Duch Święty ich prowadzi! Ich słowa tworzą rzeczywistość, bo sam Duch to czyni!
 

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!