banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś sobota, 18 listopada 2017 roku       Jesteś 1128949 naszym gościem.       Osób on-line: 12

Archiwum


    ::    Słowo na 10-04-2008 r.    ::
   Plany Apostoła pokrzyżowane rozruchem Demetriusza. Po tych wydarzeniach postanowił Paweł udać się do Jerozolimy przez Macedonię i Achaję. - "Potem, gdy się tam dostanę, muszę i Rzym zobaczyć" - mówił. Wysłał więc do Macedonii dwóch swoich pomocników, Tymoteusza i Erasta, a sam pozostał przez jakiś czas w Azji. W tym właśnie czasie powstał niemały rozruch z powodu drogi Pana. Pewien złotnik, imieniem Demetriusz, dawał niemały zarobek rzemieślnikom przy wyrobie srebrnych świątyniek Artemidy. Zebrał ich razem z innymi pracownikami tego rzemiosła i powiedział: "Mężowie, wiecie, że nasz dobrobyt płynie z tego rzemiosła. Widzicie też i słyszycie, że nie tylko w Efezie, ale prawie w całej Azji ten Paweł przekonał i uwiódł wielką liczbę ludzi gadaniem, że ci, którzy są ręką uczynieni, nie są bogami. Grozi niebezpieczeństwo, że nie tylko rzemiosło nasze upadnie, ale i świątynia wielkiej bogini Artemidy będzie za nic miana, a ona sama, której cześć oddaje cała Azja i świat cały, zostanie odarta z majestatu". Gdy to usłyszeli, ogarnął ich gniew i zaczęli krzyczeć: "Wielka Artemida Efeska!" Zamieszanie objęło całe miasto. Porwawszy Gajusa i Arystarcha, Macedończyków, towarzyszy Pawła, ruszono gromadnie do teatru. Gdy zaś Paweł chciał wmieszać się w tłum, uczniowie mu nie pozwolili. Również niektórzy z azjarchów, którzy mu byli życzliwi, posłali do niego z prośbą, by nie udawał się do teatru. Każdy krzyczał co innego, bo zebranie było burzliwe, wielu nie wiedziało nawet, po co się zebrali. Z tłumu wypchnięto Aleksandra, bo go wysuwali Żydzi. Aleksander, dawszy znak ręką, chciał się usprawiedliwić przed tłumem. Gdy jednak poznali, że jest Żydem, ze wszystkich [ust] podniósł się jeden krzyk i prawie przez dwie godziny krzyczeli: "Wielka Artemida Efeska!" Wreszcie sekretarz uspokoił tłum i powiedział: "Efezjanie, czyż istnieje człowiek, który by nie wiedział, że miasto Efez oddaje cześć wielkiej Artemidzie i posągowi, który spadł z nieba? Temu nie można zaprzeczyć. Dlatego winniście zachować spokój i nic nie czynić pochopnie. Przywiedliście bowiem tych ludzi, którzy nie są ani świętokradcami, ani też nie bluźnią naszej bogini. A jeżeli Demetriusz i jego rzemieślnicy mają sprawy przeciw komuś, to na rynku odbywają się sądy, są też prokonsulowie, niechże jedni drugich oskarżają. A jeżeli czegoś więcej żądacie, rozstrzygnie się na prawnie zwołanym zebraniu. Grozi nam bowiem oskarżenie o dzisiejsze rozruchy, gdyż nie ma żadnego powodu, którym moglibyśmy wytłumaczyć to zbiegowisko". Po tych słowach rozwiązał zebranie.
(Dz 19,21-40)


   Komentarz: Działalności ewangelizacyjnej Apostołów boi się szatan, dlatego tak ich atakuje. Ale Apostołowie Jezusa Chrystusa nie muszą się go bać. Wszak są dziećmi Boga! Jako ludzie obdarzeni szczególnym powołaniem, wybrani przez Boga i Mu poświęceni, gdy trudno im wytrwać, gdy przychodzą pokusy, gdy szatan chce ich pokonać, oddają się Bogu. On walczy z szatanem! Tylko częsta modlitwa przybliża duszę do Boga. Bez niej wszelka aktywność, praca staje się bezużyteczna, przestaje być miła Bogu, staje się jedynie twoją ambicją, którą chcesz zaspokoić. Staje się twoją pychą, twoim bożkiem. Święci wielkich czynów, byli również świętymi modlitwy. Aby dawać, trzeba najpierw samemu się napełnić. A to dzieje się przez modlitwę. Tylko wtedy twoje czyny przesiąknięte są Bożą miłością i obecnością. Wtedy są błogosławionymi. Bez modlitwy nie posiadają tego błogosławieństwa. Są jałowe. W którymś momencie „pękniesz” i wyjdą z ciebie twoje słabości, nieczyste intencje, złość, zawiść, własna miłość i inne. Dlatego czyn ma być poprzedzony modlitwą, aby z tej modlitwy wypływał. Nawet wielki czyn bez modlitwy nie jest miły Bogu. Czyn drobny, najmniejszy, wręcz niezauważalny, ale wypływający z modlitwy, obsypywany jest łaskami i zamieniany w wielkie dobro. To moc Najwyższego nadaje świętość, a więc i moc, naszym czynom. Nie my. Módlmy się, zatem. Prośmy o miłość i czyńmy to, co podpowiada nam w sercu Duch Boży.
 
    ::    Słowo na 11-04-2008 r.    ::
   Wyprawa do Macedonii, Grecji i powrót do Azji Mniejszej. Gdy rozruch ustał, Paweł przywołał uczniów, dodał im ducha, pożegnał się i wyruszył w podróż do Macedonii. Przeszedłszy przez owe strony, udzielił im wielu napomnień. Potem przybył do Grecji. Kiedy po trzymiesięcznym pobycie zamierzał odpłynąć do Syrii, Żydzi uknuli przeciwko niemu spisek. Postanowił więc wracać przez Macedonię. Aż do Azji towarzyszył mu Sopater, syn Pyrrusa z Berei, z Tesaloniczan Arystarch i Sekundus, Gajus z Derbe i Tymoteusz, z Azji Tychik i Trofim. Ci poszli naprzód i czekali na nas w Troadzie. A my odpłynęliśmy z Filippi po Święcie Przaśników i po pięciu dniach przybyliśmy od nich do Troady, gdzie spędziliśmy siedem dni.
(Dz 20,1- 6)


   Komentarz: Apostołów umacniał i prowadził Duch Święty, w Jego mocy świadczyli o miłości. Ich serca były wolne od wszelkiej skazy gniewu, niechęci, urazy, nienawiści, żalu, pretensji. Na każde wydarzenie odpowiadali miłością. Na każde słowo odpowiadali miłością. Miłość była w nich i wokół nich. Była  tarczą, murem obronnym. W drobiazgach wystrzegali się braku miłości. Wiedzieli, że każde słowo, wydarzenie, które może jakoś dotknąć, przyjęte bez miłości, osłabia serce. Że brak miłości z ich strony jako odpowiedź na każdą sytuację, uczyni ich słabszymi. Natomiast przyjęcie każdego wydarzenia z miłością, z wiarą, jest łaską daną z Nieba (choćby łaska trudna, bolesna), uczyni ich silnymi. Bo miłość w nich zwycięży i obejmie wszelkie zakamarki duszy i serca. Nie lękali się. Wiedzieli, że Bóg patrzy na nich z wielką radością i Serce Jego raduje się myślą na ich wzrost, na ten wybuch miłości w ich sercach. Byli przekonani, że pochód triumfalny Boga Miłości już się rozpoczął! Duch Święty prowadzi ich, z wiarą przyjmują Jego moc.
 
    ::    Słowo na 12-04-2008 r.    ::
   Cud w Triadzie. W pierwszym dniu po szabacie, kiedy zebraliśmy się na łamanie chleba, Paweł, który nazajutrz zamierzał odjechać, przemawiał do nich i przedłużył mowę aż do północy. Wiele lamp paliło się w górnej sali, gdzie byliśmy zebrani. Pewien młodzieniec, imieniem Eutych, siedział na oknie pogrążony w głębokim śnie. Kiedy Paweł przedłużał przemówienie, zmorzony snem spadł z trzeciego piętra na dół. Podniesiono go martwego. Paweł zeszedł, przypadł do niego i wziął go w ramiona: "Nie trwóżcie się - powiedział - bo on żyje". I wszedł na górę, łamał chleb i spożywał, a mówił jeszcze długo, bo aż do świtania. Potem wyruszył w drogę. A chłopca przyprowadzono żywego ku niemałej radości [zebranych]. A my, wsiadłszy wcześniej na okręt, popłynęliśmy do Assos, skąd mieliśmy zabrać Pawła, bo tak zarządził, chcąc iść pieszo.
(Dz 20,7-13)


   Komentarz: Trwając na modlitwie i na łamaniu chleba Apostołowie doświadczali wielkich rzeczy, które Bóg czynił poprzez nich. Modląc się razem jednoczeni mocą Ducha Świętego doświadczali ogromu łask i natchnień Ducha Jezusa. Poprzez ich pokorę i wielką otwartość Bóg czynił wszystko, nie oni. Nie ich mocą, ale mocą Boga działy się cuda i znaki. Apostołowie tylko użyczali swoich serc i dusz. Jeśli człowiek chce, może oddać Bogu swoje serce, a wtedy Bóg czyni wiele. Bardzo wiele. O wiele więcej niż człowiek może się spodziewać. To owoc ich wielkiej przemiany, ich naznaczenia, apostolstwa, którym zostali obdarowani.
 
    ::    Słowo na 14-04-2008 r.    ::
   Do Miletu. Pożegnanie z Efezjanami. Kiedy spotkał się z nami w Assos, zabraliśmy go. Przybyliśmy do Mityleny. Odpłynąwszy stamtąd, znaleźliśmy się nazajutrz naprzeciw Chios, a następnego dnia przybyliśmy do Samos; dzień później dotarliśmy do Miletu, gdyż Paweł postanowił ominąć Efez, aby nie tracić czasu w Azji. Śpieszył się bowiem, aby, jeśli to możliwe, być na dzień Pięćdziesiątnicy w Jerozolimie. Z Miletu posłał do Efezu i wezwał starszych Kościoła. A gdy do niego przybyli, przemówił do nich: "Wiecie, jakim byłem wśród was od pierwszej chwili, w której stanąłem w Azji. Jak służyłem Panu z całą pokorą wśród łez i doświadczeń, które mnie spotkały z powodu zasadzek żydowskich. Jak nie uchylałem się tchórzliwie od niczego, co pożyteczne, tak że przemawiałem i nauczałem was publicznie i po domach, nawołując zarówno Żydów, jak i Greków do nawrócenia się do Boga i do wiary w Pana naszego Jezusa. A teraz, przynaglany Duchem, udaję się do Jerozolimy; nie wiem, co mnie tam spotka oprócz tego, że czekają mnie więzy i utrapienia, o czym zapewnia mnie Duch Święty w każdym mieście. Lecz ja zgoła nie cenię sobie życia, bylebym tylko dokończył biegu i posługiwania, które otrzymałem od Pana Jezusa: [bylebym] dał świadectwo o Ewangelii łaski Bożej. Wiem teraz, że wy wszyscy, wśród których po drodze głosiłem królestwo, już mnie nie ujrzycie. Dlatego oświadczam wam dzisiaj: Nie jestem winien niczyjej krwi, bo nie uchylałem się tchórzliwie od głoszenia wam całej woli Bożej. Uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią. Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was. A teraz polecam was Bogu i słowu Jego łaski władnemu zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi. Nie pożądałem srebra ani złota, ani szaty niczyjej. Sami wiecie, że te ręce zarabiały na potrzeby moje i moich towarzyszy. We wszystkim pokazałem wam, że tak pracując trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który powiedział: "Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu". Po tych słowach upadł na kolana i modlił się razem ze wszystkimi. Wtedy wszyscy wybuchnęli wielkim płaczem. Rzucali się Pawłowi na szyję i całowali go, smucąc się najbardziej z tego, co powiedział: że już go nigdy nie zobaczą. Potem odprowadzili go na okręt.

(Dz 20,14-38)


   Komentarz: Posłuszeństwo! Posłuszne wykonywanie tego, co Bóg poleca. Nie słuchanie wątpliwości serca, zniechęceń duszy, tylko wierne trwanie w tym, czego od nas Bóg oczekuje. Posłuszeństwo w drobiazgach! Uczniowie Jezusa często jeszcze ulegali własnym pragnieniom, zachciankom, uczuciom. Apostoł Paweł raz na zawsze zapomniał o sobie. To trudne, bolesne, ale gdy zerwie się tę nić, jest się wolnym. Posłuszeństwo w szarej codzienności. Mamy dużo obowiązków zwykłych, mniejszych, większych. Wykonujmy je posłusznie dla Boga. Nie zaniedbujmy ich. Mimo, że niektóre to wręcz drobnostki. Bądźmy Bogu wierni też w tych drobnostkach. Czyńmy wszystko nakłaniając swoje serce do radości z samego faktu pełnienia Bożej woli. Posłuszeństwo w akcie miłości, w ciągłym trwaniu myślą i sercem przy Bogu. On nam o tym będzie przypominać. My zaś posłusznie trwajmy, mimo zmęczenia, zniechęcenia czy wątpliwości. I jeszcze jedno posłuszeństwo. Posłuszeństwo Kapłanowi. To, co mówi do nas w sprawach ducha, od Boga pochodzi. To czego od nas oczekuje, oczekuje i Bóg. To, co nam poleca, poleca i Bóg. Mamy posłusznie stosować się do poleceń, pouczeń, próśb kapłana. Całkowicie z serca wyrzucić wątpliwości i niedowiarstwo. Choćby wkradały się do duszy wielkie wątpliwości, choćby trudno było przyjąć to, co mówi do nas kapłan, mamy wierzyć, ufać, przyjmować, bo on jest zastępcą Chrystusa, ma Jego namaszczenie i błogosławieństwo. Zdarza się wątpić nam w słowa kapłana, szczególnie, gdy dotyczą nas samych. Przyjmujmy wszystko. Posłuszne słuchanie słów kapłana pomoże nam przejść trudne chwile, czas pokus i prób. Posłuszeństwo w życiu zakonnym jest rękojmią bycia na dobrej drodze, jest zapewnieniem dążenia do świętości, trwania w Kościele. Tam, gdzie dusze przestają być posłuszne, dochodzi do rozdźwięku, rozpadu, nawet do schizmy. Szatan zręcznie wykorzystuje brak posłuszeństwa. Podobnie jest w życiu Wspólnot, jakie tworzymy. Każdy jej członek powinien jak najdokładniej wykonywać to, co poleca Bóg poprzez kapłana. Powinien starać się być posłusznym jego słowom. Tylko wtedy kierowani jednym duchem będziemy stanowić prawdziwą wspólnotę serc. Wszelki przejaw samowoli (nawet w drobiazgach) już osłabia wewnętrznie Wspólnotę i otwiera drzwi szatanowi. Dlatego, pamiętajmy: posłuszeństwo! To niezmiernie ważne. Przy tym ufność i wiara. One zapewnią nami wytrwanie pomimo czasu łask trudnych, pomimo pokus, wątpliwości, zniechęcenia, oschłości duszy. One nam szczególnie będą pomocą, gdy ujawniać się będą kolejne dary, jakimi nas Bóg obdarował, a w które trudno nam będzie wierzyć, czasem przyjąć. To kapłan będzie miał światło, będziemy musieli ufać kapłanowi, być mu posłuszni. Przy tak licznych łaskach dusza musi mieć swego kierownika i cała musi się od niego uzależnić. Sama słabą będąc szybko mogłaby pobłądzić i zatracić łaski dane jej przez Boga. Zatem, jeszcze raz. Posłuszeństwo, choćby dusza niedowierzała, serce się zniechęcało, a wszystko wokół negowało to, co widzimy, doświadczamy, czujemy.
 
    ::    Słowo na 15-04-2008 r.    ::
   Ku Jerozolimie. Po rozstaniu się z nimi odpłynęliśmy i bezpośrednim kursem przybyliśmy do Kos, a następnego dnia do Rodos, a stąd do Patary. Znalazłszy okręt, który miał płynąć do Fenicji, wsiedliśmy i odpłynęliśmy. Zobaczyliśmy Cypr i zostawiliśmy go po lewej ręce, a płynąć do Syrii, przybyliśmy do Tyru, tam bowiem miano wyładować okręt. Odszukawszy uczniów, pozostaliśmy tam siedem dni, a oni pod wpływem Ducha odradzali Pawłowi podróż do Jerozolimy. Po upływie tych dni wybraliśmy się w drogę, a wszyscy z żonami i dziećmi odprowadzili nas za miasto. Na wybrzeżu padliśmy na kolana i modliliśmy się. Pożegnaliśmy się wzajemnie: myśmy weszli na okręt, a oni wrócili do swoich domów. Kończąc naszą żeglugę, przybyliśmy z Tyru do Ptolemaidy i powitawszy braci, pozostaliśmy u nich jeden dzień. Wyszedłszy nazajutrz, dotarliśmy do Cezarei. Weszliśmy do domu Filipa ewangelisty, który był jednym z Siedmiu, i zamieszkaliśmy u niego. Miał on cztery córki, dziewice - prorokinie. Kiedyśmy tam przez dłuższy czas mieszkali, przyszedł z Judei pewien prorok, imieniem Agabos. Przybył do nas, wziął pas Pawła, związał sobie ręce i nogi i powiedział: "To mówi Duch Święty: Tak Żydzi zwiążą w Jerozolimie męża, do którego należy ten pas, i wydadzą w ręce pogan". Kiedyśmy to usłyszeli, razem z miejscowymi braćmi zaklinaliśmy Pawła, aby nie szedł do Jerozolimy. Wtedy Paweł odpowiedział: "Co robicie? Dlaczego płaczecie i rozdzieracie mi serce? Ja przecież gotów jestem nie tylko na więzienie, ale i na śmierć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa". Nie mogąc go przekonać, ustąpiliśmy ze słowami: "Niech się dzieje wola Pańska!" Potem przygotowawszy się do podróży, ruszyliśmy do Jerozolimy. Towarzyszyli nam niektórzy uczniowie z Cezarei i zaprowadzili do niejakiego Mnazona z Cypru, jednego z pierwszych uczniów, u którego mieliśmy znaleźć gościnę.
(Dz 21,1-16)


   Komentarz: Musimy wziąć pod uwagę jeden, jedyny, ale jakże ważny fakt: Jezus zbawił człowieka przez Krzyż. Bez Krzyża nie byłoby dla nas życia wiecznego w Niebie. A więc, Krzyż jest najcudowniejszym prezentem Boga dla człowieka, Ojca - dla dziecka, Zbawiciela - dla grzesznika, Brata - dla siostry i brata. Życie nasze bez Krzyży i małych Krzyżyków, byłoby jałowe i uformowałoby z nas ludzi nieprawych. Tylko Krzyż kształtuje prawdziwie duszę i serce. Tylko Krzyż nadaje świętości, tylko Krzyż uwrażliwia człowieka na Krzyż Chrystusa i bliźniego. Nie zrozumiałby nikt z nas swego brata, ani siostry, gdyby sam podobnego Krzyża nie dźwigał. Tylko poprzez doświadczenie Krzyża własnego możemy zrozumieć bliźniego, możemy współczuć i pomóc. Krzyż zatem uczy nas miłości. Bo on jest wyrazem niepojętej miłości Boga do człowieka. Miłości posuniętej do szaleństwa. Miłości bez granic, miłości, która poświęca wszystko, oddaje życie za kochaną osobę. Przedsmak tego życia w miłości Bóg pragnie ofiarować nam już dzisiaj - teraz. Przyjmując Krzyż - Jego Krzyż, całując, tuląc go i niosąc wraz z Jezusem, stajemy się współuczestnikami miłości obejmującej świat, a spływającej z Krzyża. W Krzyżu jest taka głębia mądrości, że żaden mędrzec świata nie pozna jej do końca. Przyjmując Krzyż codzienności, doświadczamy miłości, która czule i delikatnie kształtuje nas, nasze dusze i serca według formy Jezusa. Przyjmując z rąk Jezusa Krzyż, choć go nie znamy, choć nie wiemy dokładnie, co może oznaczać - otwieramy się na Jego miłość i działanie tej miłości w swoim życiu. Mówimy Jezusowi „tak” na to, co zechce nam dać. Przyjmując Krzyż okazujemy ufność i wiarę. A wtedy Jezus przymnaża nam jeszcze tejże ufności i wiary. Odwdzięcza się nam niewspółmiernie zalewając łaskami. I jeszcze jedno. To bardzo ważne. Jeśli przyjmujemy Krzyż i ofiarowujemy się w tym akcie oddania za dusze grzeszników, czynimy rzecz największą. Stajemy się wraz ze swoim Zbawicielem - ofiarą przebłagalną za dusze i mamy swój udział w zbawieniu świata. To przyjęcie Krzyża, to złożenie siebie w ofierze jest w oczach Boga najcenniejsze. Naśladując postawę św. Pawła Apostoła starajmy się trwać pod Krzyżem i w swoich sercach przyjmujmy Krzyż, jaki Jezus daje każdemu z nas codziennie.
 
    ::    Słowo na 16-04-2008 r.    ::
   Przyjęcie przez Kościół jerozolimski. Kiedy znaleźliśmy się w Jerozolimie, bracia przyjęli nas z radością. Następnego dnia Paweł poszedł razem z nami do Jakuba. Zebrali się też wszyscy starsi. Powitawszy ich, zaczął szczegółowo opowiadać, czego Bóg dokonał wśród pogan przez jego posługę. Słysząc to, wielbili Boga, ale powiedzieli mu: "Widzisz, bracie, ile tysięcy Żydów uwierzyło, a wszyscy trzymają się gorliwie Prawa. O tobie jednak słyszeli, że wszystkich Żydów, mieszkających wśród pogan, nauczasz odstępstwa od Mojżesza, mówisz, że nie mają obrzezywać swych synów ani zachowywać zwyczajów. Cóż więc począć? W każdym wypadku dowiedzą się, żeś przybył. Zrób więc to, co ci mówimy: Mamy tu czterech mężczyzn, którzy złożyli ślub, weź ich z sobą, poddaj się razem z nimi oczyszczeniu, pokryj za nich koszty, aby mogli ostrzyc sobie głowy, a wtedy wszyscy przekonają się, że w tym, czego się dowiedzieli o tobie, nie tylko nie ma źdźbła prawdy, lecz że ty sam przestrzegasz Prawa na równi z nimi. Co zaś do pogan, którzy uwierzyli, posłaliśmy im na piśmie polecenie, aby powstrzymali się od pokarmów ofiarowanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu". Wtedy Paweł wziął z sobą tych mężów, następnego dnia poddał się razem z nimi oczyszczeniu, wszedł do świątyni i zgłosił [termin] wypełnienia dni oczyszczenia, aż zostanie złożona ofiara za każdego z nich.
(Dz 21,17-26)


   Komentarz: Apostoł Paweł mając mocną więź z Bogiem, żyjąc głębią miłości z Oblubieńcem swej duszy, ma podstawę, na której może się oprzeć, ma tarczę, za którą może się schronić. Zwycięża wszystko, co mogłoby przeszkodzić w jego ewangelizacji silnym duchem całkowicie zanurzonym w życiu Boskim. Jego dusza żyje życiem Boga, potrafi wyczuć niebezpieczeństwo, a powierzając się w ręce swego Boskiego Mistrza, ufając Jego opiece, mając Jego zapewnienie o Jego ochronie przed złem, może stawić czoła wszelkim pokusom. I to poprzez całkowite zaufanie, zawierzenie swego życia Bogu. Wielu z nas tkwi głęboko w grzechu pychy nie zdając sobie z tego sprawy. A pycha jest grzechem szybko czyniącym człowieka niewolnikiem zła. Pycha wiele dusz powołanych do świętości, przyprawiła o wielki upadek, a nawet o wyłączenie z Kościoła. Dlatego tak bardzo trzeba się jej strzec. Postawa Św. Pawła jest zgodna z nauczaniem jego Mistrza: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”. Apostoł jest wzorem życia w pokorze, tak jak cała Ewangelia przesiąknięta jest pokorą. Pokora zawsze i wszędzie w najtrudniejszych sytuacjach. Pokora aż po Krzyż. Jeśli będziemy starali się o pokorę, zło nas nie przemoże, zło nas nie pokona. Duszy pokornej szatan nie cierpi, brzydzi się nią i boi. Próbuje dosięgnąć, ale jest ona poza jego zasięgiem. Zatem, módlmy się, pogłębiajmy swoje życie duchowe. Prośmy o pokorę. Życie swe zawierzajmy Maryi. Patrzmy na swojego Mistrza i Nauczyciela. Niech On będzie dla nas wzorem wszelkich cnót. Tylko z modlitwy spływać będą na nas potrzebne łaski do wypełniania naszego powołania. To na modlitwie doświadczyć możemy wielu darów i Bożego Światła. To modlitwa uzdolni nas do przyjmowania Bożych Prawd i rozpoznawania znaków czasów.
 
    ::    Słowo na 17-04-2008 r.    ::
   Pojmanie św. Pawła w świątyni. Kiedy zaś siedem dni dobiegało końca, Żydzi z Azji zobaczyli go w świątyni, podburzyli cały tłum i rzucili się na niego z krzykiem: "Izraelici! Na pomoc! To jest człowiek, który wszędzie naucza wszystkich przeciwko narodowi i Prawu, i temu miejscu, a nadto jeszcze Greków wprowadził do świątyni i zbezcześcił to święte miejsce". Przedtem bowiem widzieli z nim w mieście Trofima z Efezu i sądzili, że Paweł wprowadził go do świątyni. Poruszyło się całe miasto, zbiegł się lud, porwali Pawła i wlekli go poza świątynię. Natychmiast też zamknięto bramy. Gdy usiłowali go zabić, doszła do trybuna kohorty wiadomość, że cała Jerozolima jest wzburzona. Natychmiast wziął żołnierzy i setników i zbiegł do nich na dół. Na widok trybuna i żołnierzy zaprzestano bić Pawła. Wtedy trybun zbliżył się, kazał go ująć, związać dwoma łańcuchami i dopytywał się, kim jest i co uczynił. A z tłumu każdy krzyczał co innego. Nie mogąc się nic pewnego dowiedzieć z powodu zgiełku, kazał go prowadzić do twierdzy. Gdy znalazł się na schodach, doszło do tego, że żołnierze musieli go nieść z powodu naporu tłumu. Bo tłum ludzi szedł za nim, krzycząc: "Precz z nim!" Kiedy miano go wprowadzić do twierdzy, rzekł Paweł do trybuna: "Czy wolno mi coś powiedzieć?" A on odpowiedział: "Mówisz po grecku? Nie jesteś więc Egipcjaninem, który niedawno podburzył i wyprowadził na pustynię cztery tysiące sykaryjczyków?" "Ja jestem Żydem z Tarsu - odpowiedział Paweł - obywatelem znacznego miasta w Cylicji; proszę cię, pozwól mi przemówić do ludu". Gdy pozwolił, Paweł stojąc na schodach dał znak ręką ludowi, a gdy nastała zupełna cisza, odezwał się po hebrajsku tymi słowami:
(Dz 21,27-40)


   Komentarz: Pośród swych uczniów Jezus upatrzył sobie Apostołów powołanych do bycia ofiarą całopalną, żertwą całkowicie spalającą się za grzeszników. Oczekuje On, iż przyjmą oni tę łaskę wybrania i ofiarują się za podjęte Dzieło Ewangelizacji. Aby szatan miał związane ręce, aby nie niweczył kolejnych prób rozwoju tego Dzieła, aby nie odciągał od Kościoła  kolejnych wiernych uczniów, potrzeba ofiary całopalnej z tych dusz ofiarnych. To najwyższy wymiar przyjęcia Krzyża, najwyższa ofiara. Jednak Apostoł Paweł nie obawia się przyjąć tego wybrania. Również i w obecnych czasach Bóg szuka dusz ofiarnych dla realizacji Dzieła Nowej Ewangelizacji. Nie oczekuje jednak od nas wielkich czynów, wielkich cierpień i ofiar. Naszą ofiarą ma być słowo „tak” mówione Bogu co sekundę na wszystko cokolwiek się wydarza. „Tak” na nieprzyjemny ton głosu współmałżonka, bez możliwości uczynienia jakiegoś komentarza. Zgoda na to całkowita w sercu i uwielbienie Boga we współmałżonku. „Tak” na kłopoty i trudności. Nie zamartwianie się niczym. Tylko dziękowanie Bogu za przejawiającą się w nich wolę przenajświętszą Ojca i dobro, które nas w nich spotyka. „Tak” na niechciane, niezaplanowane wydarzenie, które burzy nasz plan dnia. Przyjęcie z radością nowego, niespodziewanego daru Boga. „Tak” z uśmiechem na każdego człowieka, choć w sercu nie zawsze czuje się do niego sympatię. Z miłością obdarzyć go uśmiechem i potraktować jak Jezusa. Mówienie „tak” z radością, uśmiechem i miłością na wszystko i wszystkich. Niech miłość wypływa z naszych serc i niech ona nami kieruje. Niech ona pomoże nam stawać się ofiarą za Dzieło Nowej Ewangelizacji. To miłość w sercach wiernych odrodzi Kościół Święty. Dusze ofiarne będą miały w tym swój udział. Największy, bo miłość połączona będzie z ofiarą.
 
    ::    Słowo na 18-04-2008 r.    ::
   Przemówienie do Żydów. "Bracia i ojcowie, słuchajcie, co teraz do was powiem na swoją obronę". Usłyszawszy, że mówi w języku hebrajskim, uciszyli się jeszcze bardziej. "Ja jestem Żydem - mówił - urodzonym w Tarsie w Cylicji. Wychowałem się jednak w tym mieście, u stóp Gamaliela otrzymałem staranne wykształcenie w Prawie ojczystym. Gorliwie służyłem Bogu, jak wy wszyscy dzisiaj służycie. Prześladowałem tę drogę, głosując nawet za karą śmierci, wiążąc i wtrącając do więzienia mężczyzn i kobiety, co może poświadczyć zarówno arcykapłan, jak cała starszyzna. Od nich otrzymałem też listy do braci i udałem się do Damaszku z zamiarem uwięzienia tych, którzy tam byli, i przyprowadzenia do Jerozolimy dla wymierzenia kary. W drodze, gdy zbliżałem się do Damaszku, nagle około południa otoczyła mnie wielka jasność z nieba. Upadłem na ziemię i posłyszałem głos, który mówił do mnie: "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?" "Kto jesteś, Panie?" - odpowiedziałem. Rzekł do mnie: "Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz". Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli. Powiedziałem więc: "Co mam czynić, Panie?" A Pan powiedział do mnie: "Wstań, idź do Damaszku, tam ci powiedzą wszystko, co masz czynić". Ponieważ zaniewidziałem od blasku owego światła, przyszedłem do Damaszku prowadzony za rękę przez moich towarzyszy. Niejaki Ananiasz, człowiek przestrzegający wiernie Prawa, o którym wszyscy tamtejsi Żydzi wydawali dobre świadectwo, przyszedł, przystąpił do mnie i powiedział: "Szawle, bracie, przejrzyj!" W tejże chwili spojrzałem na niego, on zaś powiedział: "Bóg naszych ojców wybrał cię, abyś poznał Jego wolę i ujrzał Sprawiedliwego i Jego własny głos usłyszał. Bo wobec wszystkich ludzi będziesz świadczył o tym, co widziałeś i słyszałeś. Dlaczego teraz zwlekasz? Ochrzcij się i obmyj z twoich grzechów, wzywając Jego imienia!" A gdy wróciłem do Jerozolimy i modliłem się w świątyni, wpadłem w zachwycenie. Ujrzałem Go: "Spiesz się i szybko opuść Jerozolimę - powiedział do mnie - gdyż nie przyjmą twego świadectwa o Mnie". A ja odpowiedziałem: "Panie, oni wiedzą, że zamykałem w więzieniach tych, którzy wierzą w Ciebie, i biczowałem w synagogach, a kiedy przelewano krew Szczepana, Twego świadka, byłem przy tym i zgadzałem się, i pilnowałem szat jego zabójców". "Idź - powiedział do mnie - bo Ja cię poślę daleko, do pogan"".
(Dz 22,1-21)


   Komentarz: Postawa Apostoła Pawła uczy nas wytrwałości i trwania w powołaniu. Ludzie często mają błędne wyobrażenie o świętych. Wydaje im się, że świętymi byli zawsze, dlatego łatwo im się żyło. Bóg obdarzał łaskami, darami, nierzadko nadzwyczajnymi, toteż z łatwością ćwiczyli się w doskonałości. Tu widzimy, iż nic bardziej mylnego! Świętość na ziemi nie jest stanem bezczynności. Świętość to dążenie, to trud, to wysiłek. Mówimy, że nie doświadczamy takich łask, jak święty i dlatego jest nam trudniej. To błędne myślenie. Łaski, jakie otrzymują święci są dla nich zadaniem, powołaniem, wezwaniem. Wiążą się z cierpieniem i ciągłym przełamywaniem siebie. Są trudem, który trzeba codziennie podejmować. Są życiem w ciągłej walce z samym sobą. Święty to człowiek, który nigdy nie odpoczywa, zawsze jest czujny i zawsze umiera dla siebie samego. A to szczególnie na początku drogi do świętości jest trudne i bolesne. Dlatego tym bardziej Nie patrzmy na tych, u których zauważamy dary. Nie mówmy: O, im jest łatwiej. Gdybym ja miał też ten dar… Okupują oni te łaski wielkim cierpieniem, ofiarą, wysiłkiem. My patrzmy na to, czym Bóg nas obdarza. Nam też pragnie dać jak najwięcej. Ale musimy wyrazić gotowość pójścia za Jezusem drogą codziennego Krzyża. A potem uparcie tą drogą iść. Trwać na niej. Gdy Bóg zobaczy nasz wysiłek i trud, gdy zobaczy nasz upór trwania w tym, nagrodzi nas kolejnymi łaskami. W nas już złożył łaski. To dzięki nim pojawiliśmy się tutaj, gdzie jesteśmy. Dzięki nim nasze serca zostały porwane do miłości. Dzięki nim zachwyciliśmy się Bożą miłością i zapragnęliśmy jej w swoich sercach. Teraz nasza kolej. Współpracujmy z Bogiem, z tymi łaskami. Nie patrzmy na efekty swoich poczynań. Nie zrażajmy się porażkami. Ale ciągle od nowa podejmujmy trud kroczenia Bożą drogą. A Bóg nagrodzi nasz wysiłek. Nagroda - to kolejne łaski w drodze ku świętości, a ostateczna nagroda - to świętość. Bóg nas obdarzy świętością. My sami jej nie osiągniemy. My mamy dążyć, próbować pracować, powstawać nieustannie ze swoich upadków. Bóg wynagrodzi nasz wysiłek. To On podaruje nam świętość.
 
    ::    Słowo na 19-04-2008 r.    ::
   Paweł korzysta z praw obywatela rzymskiego. Słuchali go aż do tych słów. Potem krzyknęli: "Precz z ziemi z takim, nie godzi się bowiem, aby on żył!" Kiedy oni krzyczeli i zrzucali szaty, i piaskiem ciskali w powietrze, trybun rozkazał wprowadzić go do twierdzy i biczowaniem wydobyć zeznanie, aby się dowiedzieć, dlaczego tak przeciwko niemu krzyczeli. "Czy wolno wam biczować obywatela rzymskiego? I to bez sądu?" - odezwał się Paweł do stojącego obok setnika, gdy go związano rzemieniem. Usłyszawszy to, setnik poszedł do trybuna i powiedział mu: "Co chcesz robić? Bo ten człowiek jest Rzymianinem". Trybun przyszedł i zapytał go: "Powiedz mi, czy ty jesteś Rzymianinem?" A on odpowiedział: "Tak". "Ja za wielką sumę nabyłem to obywatelstwo" - odrzekł trybun. A Paweł powiedział: "A ja mam je od urodzenia". Natychmiast też odstąpili od niego ci, co go mieli badać. Dowiedziawszy się, że jest Rzymianinem, trybun przestraszył się, że kazał go związać.
(Dz – 22,22-29)


   Komentarz: Apostoł Paweł był człowiekiem modlitwy. Doświadczał wiele łask, jakich ziemia jeszcze nie doświadczała. Jednak dla niego był to także czas wielkiego ataku szatana, który burzył się ogromnie, szalał, kąsał, porywał tych, co najsłabsi. Jak wilk owce najmniejsze ze stada. Jak lew - jagnięta chore i małe. Rzucał się wszędzie. Jego siłą była wściekłość, ale i inteligencja. Nie dał się jednak wywieść w pole. Nie dał się zwieść. Szatan wchodził między uczniów Jezusa pod płaszczem owieczki. Działał na ludzkich uczuciach. Wprowadził między nich zamieszanie. Podsycał zazdrość i nieufność. A uczniowie, którzy byli bardzo słabi, łatwo dawali się jemu zwieść. Zatem i nam trzeba się dużo modlić. Jednoczyć się. Gromadzić w Wieczernikach Modlitwy, we Wspólnotach. Nie możemy pozostawać sami. Stada wilk nie ruszy. Owcę słabą, chorą i samotną porwie od razu. Niech słabe i małe chronione będą wewnątrz przez mocne i doświadczone. Niech objęte będą ciągłą modlitwą. Naszą bronią, tarczą, osłoną niech będzie modlitwa. Ona stanie się jak dym. Zasłoni nas przed nieprzyjacielem, szczypać będzie w oczy, odstraszać swoją wonią. Bowiem woni modlitwy on nie znosi. A my módlmy się. Bądźmy czujni, ale nie strachliwi. Ten, kto trwa w miłości Bożej, ten, kto jej pragnie prawdziwie, choć najmniejszy - mocniejszy jest od tego, co choć mocnym się wydaje, ale w miłości nie pokłada nadziei. Nasze serca niech pozostaną czyste. Nie dopuszczajmy do nich wątpliwości, myśli nieufnych, myśli złych o braciach i siostrach. Każdy z nas, choć słaby, niech pragnie dobra. Ufajmy w dobre intencje wzajemne. Nie dajmy się zwieść podszeptom, które zburzyć chcą wzajemne relacje przyjaźni i zaufania. Nie dajmy się zwieść słowom, które zburzyć będą chciały autorytet prowadzących. Nie dajmy się oszukać słowom inteligentnym, argumentom podstępnie, pokrętnie wymyślonym tak, aby nam w głowach i sercach zamieszać. Nie dajmy się pociągnąć zniechęceniu, marazmowi. Nadejdzie taki czas, gdy zabraknie sił. Nie ulegajmy wtedy uczuciom. Wola ma nami kierować. Aktem woli trwajmy przy Bogu, aktem woli wyznawajmy miłość. Aktem woli miłość przyjmujmy. Aktem woli z Bogiem się jednoczmy. I módlmy się, módlmy się nieustająco za siebie nawzajem.
 
    ::    Słowo na 20-04-2008 r.    ::
   Przed Sanhedrynem. Następnego dnia, chcąc dowiedzieć się dokładnie, o co go Żydzi oskarżali, zdjął z niego więzy, rozkazał zebrać się arcykapłanom i całemu Sanhedrynowi i wyprowadziwszy Pawła stawił go przed nimi. Paweł zaś, spojrzawszy śmiało na Sanhedryn, przemówił: "Bracia, aż do dnia dzisiejszego służyłem Bogu z zupełnie spokojnym sumieniem". Arcykapłan Ananiasz kazał tym, co przy nim stali, uderzyć go w twarz. Wtedy Paweł powiedział do niego: "Uderzy cię Bóg, ściano pobielana! Zasiadłeś, aby mnie sądzić według Prawa, a każesz mnie bić wbrew Prawu?" "Arcykapłanowi złorzeczysz?" - powiedzieli stojący przy nim. "Nie wiedziałem, bracia - rzekł Paweł - że to arcykapłan. Napisane jest bowiem: Przełożonemu ludu Twego nie będziesz złorzeczył". Wiedząc zaś, że jedna część składa się z saduceuszów, a druga z faryzeuszów, wołał Paweł przed Sanhedrynem: "Jestem faryzeuszem, bracia, i synem faryzeuszów, a stoję przed sądem za to, że spodziewam się zmartwychwstania umarłych". Gdy to powiedział, powstał spór między faryzeuszami i saduceuszami i doszło do rozdwojenia wśród zebranych. Saduceusze bowiem mówią, że nie ma zmartwychwstania, ani anioła, ani ducha, a faryzeusze uznają jedno i drugie. Zrobiła się wielka wrzawa, zerwali się niektórzy z uczonych w Piśmie spośród faryzeuszów, wykrzykiwali wojowniczo: "Nie znajdujemy nic złego w tym człowieku. A jeśli naprawdę mówił do niego duch albo anioł?" Kiedy doszło do wielkiego wzburzenia, trybun obawiając się, żeby nie rozszarpali Pawła, rozkazał żołnierzom zejść, zabrać go spośród nich i zaprowadzić do twierdzy. Następnej nocy ukazał mu się Pan. "Odwagi! - powiedział - trzeba bowiem, żebyś i w Rzymie świadczył o Mnie tak, jak dawałeś o Mnie świadectwo w Jerozolimie".
(Dz 22,30-23,11)


   Komentarz: Dla Apostoła Pawła rozpoczął się wielki bój. To wielka bitwa, gdzie szatan wyciągnął najcięższą artylerię, gdzie zastosowuje najsprytniejsze taktyki, gdzie idzie na intelekt, spryt i przebiegłość. Widzi on, że najwięcej dobra przychodzi przez Apostołów, zatem ich postanowił zniszczyć raz na zawsze. Niszczy wszystkich uczniów Jezusa, ale Apostołów szczególnie. Potrzebują oni, ale także i dzisiejsi głosiciele Dobrej Nowiny ogromnego wsparcia duchowego. Potrzeba modlitwy. Ducha - duchem trzeba pokonać. Cierpienie - cierpieniem wspomóc. Ofiarę - ofiarą. Cierpi Kościół. Cierpią Apostołowie. Cierpią uczniowie Jezusa. Cierpi wiele dusz. Potrzeba ofiary za kapłanów, po to, by mieli siły, by nabrali mocy ducha, by w serca wstąpiła odwaga, a w rozum światło. By dotarli do dusz tysięcy, milionów. Każdy kapłan - to tysiące dusz pozyskanych dla Boga, dla Chrystusa. Dlatego szatan chce zniszczyć kapłanów. A czyni to w perfidny, podstępny sposób przez ręce tych, którzy są ich braćmi. Ale nie tylko. Czyni to przez wrogów Kościoła jawnie i skrycie. Wcześniej zaś przygotował grunt w postaci doktryn liberalnych, rzekomej demokracji, wolności słowa, kierunków pseudonaukowych w psychologii, ruchów masońskich, niszcząc gospodarkę, upadlając ludzi poprzez zabranie pracy i środków do życia. Dlatego potrzeba codziennej modlitwy, umiłowania, oddania siebie Bogu do końca i bez reszty.
 
    ::    Słowo na 21-04-2008 r.    ::
   Sprzysiężenie Żydów powodem odesłania do Cezarei. Kiedy nastał dzień, Żydzi zebrali się i zobowiązali się pod klątwą, że nie będą ani jeść, ani pić, dopóki nie zabiją Pawła. Ponad czterdziestu mężów złożyło tę przysięgę. Udali się oni do arcykapłanów i starszych i powiedzieli: "Zobowiązaliśmy się pod klątwą, że nic nie weźmiemy do ust, dopóki nie zabijemy Pawła. Teraz wy, razem z Sanhedrynem, przekonajcie trybuna, aby go do was sprowadził pod pozorem dokładniejszego zbadania jego sprawy, a my jesteśmy gotowi go zabić, zanim dojdzie". Gdy o tej zasadzce dowiedział się siostrzeniec Pawła, przyszedł, wszedł do twierdzy i opowiedział o tym Pawłowi. Paweł przywołał jednego z setników i rzekł: "Zaprowadź tego młodzieńca do trybuna, ma bowiem mu coś oznajmić". Ten więc zabrał go z sobą, zaprowadził do trybuna i rzekł: "Więzień Paweł przywołał mnie i poprosił, abym przyprowadził do ciebie tego młodzieńca, który ma tobie coś do powiedzenia". Trybun wziął go za rękę i odprowadziwszy na bok, dopytywał się: "Cóż to masz mi oznajmić?" Odpowiedział: "Żydzi postanowili prosić cię, abyś jutro sprowadził Pawła do Sanhedrynu pod pozorem dokładniejszego zbadania jego sprawy. Lecz ty ich nie słuchaj, bo przeszło czterdziestu spośród nich czyha na niego. Oni zobowiązali się pod klątwą nie jeść i nie pić, dopóki go nie zabiją, i już teraz są w pogotowiu, czekając na twoje przyzwolenie". Wtedy trybun odprawił młodzieńca: "Nie mów nikomu - nakazał mu - żeś mi o tym doniósł". Przywoławszy dwóch setników, rozkazał: "Przygotujcie do wymarszu do Cezarei dwustu żołnierzy i siedemdziesięciu jezdnych, i dwustu oszczepników na trzecią godzinę w nocy". Kazał też przygotować zwierzęta juczne, aby wsadzili na nie Pawła i bezpiecznie doprowadzili do namiestnika Feliksa. Napisał też list tej treści: "Klaudiusz Lizjasz dostojnemu namiestnikowi Feliksowi - pozdrowienie. Żydzi pochwycili tego człowieka i mieli go już zabić. Wtedy nadbiegłem z wojskiem i uratowałem go, dowiedziawszy się, że jest Rzymianinem. Aby się dowiedzieć, co mu zarzucają, sprowadziłem go przed ich Sanhedryn. Stwierdziłem, że oskarżają go o sporne kwestie z ich Prawa, a nie o przestępstwo podlegające karze śmierci lub więzienia. Kiedy mi doniesiono o zasadzce na tego człowieka, wysłałem go natychmiast do ciebie, zawiadamiając oskarżycieli, aby przed tobą wytoczyli sprawę przeciwko niemu. Bądź zdrów!" Żołnierze więc stosownie do rozkazu zabrali Pawła i poprowadzili nocą do Antipatris. A nazajutrz zostawiwszy jeźdźców, aby z nim odjechali, wrócili do twierdzy. Tamci przybyli do Cezarei, oddali list namiestnikowi i stawili przed nim Pawła. A on przeczytawszy list, zapytał, z jakiej prowincji pochodzi. Gdy się dowiedział, że z Cylicji, rzekł: "Przesłucham cię, gdy przybędą też twoi oskarżyciele". I rozkazał strzec go w pretorium Heroda.
(Dz 23,12-35)


   Komentarz:
 
    ::    Słowo na 22-04-2008 r.    ::
   Przed sądem prokuratora Feliksa. Po pięciu dniach przybył arcykapłan Ananiasz z kilkoma starszymi i retorem, niejakim Tertullosem. Oni to wnieśli przed namiestnika oskarżenie przeciwko Pawłowi. Kiedy go wezwano, Tertullos rozpoczął mowę oskarżycielską: „Dzięki tobie żyjemy w zupełnym pokoju - mówił - dzięki twej przezorności polepsza się byt tego narodu. Zawsze i wszędzie przyjmujemy to, dostojny Feliksie, z wielką wdzięcznością. Aby cię jednak dłużej nie zatrzymywać, proszę, abyś nas łaskawie posłuchał przez chwilę. Stwierdziliśmy, że człowiek ten jest przywódcą sekty nazarejczyków, szerzy zarazę i wzbudza niepokoje wśród wszystkich Żydów na świecie. Usiłował nawet zbezcześcić świątynię, więc ujęliśmy go. Przesłuchawszy go będziesz mógł sam od niego dowiedzieć się wszystkiego, o co go oskarżamy”. Żydzi potwierdzili to, oświadczając, że sprawa tak się przedstawia. Kiedy namiestnik dał znak, aby mówił, Paweł odpowiedział: „Wiem, że od wielu lat jesteś sędzią tego narodu, dlatego śmiało będę się bronił. Możesz się bowiem przekonać, że nie więcej jak dwanaście dni temu przybyłem do Jerozolimy, aby oddać pokłon Bogu. Nie spotkali mnie w świątyni ani rozprawiającego z kimkolwiek, ani wywołującego tłumne zbiegowisko bądź w synagodze, bądź w mieście, i nie mogą oni dowieść ci tego, o co mnie teraz oskarżają. To jednak wyznaję przed tobą: Według drogi, nazywanej przez nich sektą, służę Bogu moich ojców, wierząc we wszystko, co napisane zostało w Prawie i u Proroków. Mam też w Bogu nadzieję, którą również oni mają, że nastąpi zmartwychwstanie sprawiedliwych i niesprawiedliwych. I sam usilnie się staram, aby mieć zawsze czyste sumienie wobec Boga i wobec ludzi. Po wielu latach przybyłem z jałmużnami i ofiarami dla mego narodu. Wtedy spotkali mnie oczyszczonego w świątyni, bez tłumu i bez zbiegowiska niektórzy Żydzi z Azji; oni powinni stanąć przed tobą i wnieść skargę, jeśli mają coś przeciwko mnie. A ci tutaj niechże powiedzą, jakiego przestępstwa dopatrzyli się we mnie, gdy stanąłem przed Sanhedrynem. Chyba jedynie tego, że stojąc wśród nich zawołałem głośno: Sądzicie mnie dzisiaj z powodu [wiary w] zmartwychwstanie umarłych”. Feliks odroczył ich sprawę, znając dokładnie tę drogę. „Rozpatrzę waszą sprawę - powiedział - gdy przybędzie trybun Lizjasz”. A setnikowi rozkazał strzec go, zastosować ulgi i nie przeszkadzać żadnemu z przyjaciół w oddawaniu mu usług.
(Dz 24,1-23)


   Komentarz:
 
    ::    Słowo na 23-04-2008 r.    ::
   Uwięzienie cezarejskie. Po kilku dniach przybył Feliks ze swoją żoną Druzyllą, która była Żydówką. Posłał po Pawła i słuchał jego [nauki] o wierze w Jezusa Chrystusa. Lecz kiedy Paweł mówił o sprawiedliwości i o wstrzemięźliwości, i o przyszłym sądzie, Feliks przestraszony odpowiedział: „Teraz możesz odejść. Gdy znajdę czas, wezwę cię znowu”. Spodziewał się przy tym, że dostanie od Pawła pieniądze, i dlatego częściej posyłał po niego i rozmawiał z nim. Po upływie dwóch lat następcą Feliksa został Porcjusz Festus. Feliks jednak pozostawił Pawła w więzieniu, chcąc okazać Żydom życzliwość.
(Dz 24,24-27)


   Komentarz:
 

©2010-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!