banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś niedziela, 22 kwietnia 2018 roku       Jesteś 1169598 naszym gościem.       Osób on-line: 7

Ewangelia wg. św. Marka

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    Mk 1,1-8
    Mk 1,9-11
    Mk 1,12-13
    Mk 1,14-15
    Mk 1,16-20
    Mk 1,21-22
    Mk 1,23-28
    Mk 1,29-31
    Mk 1,32-34
    Mk 1,35-39
    Mk 1,40-45
    Mk 2,1-12
    Mk 2,13-17
    Mk 2,18-22
    Mk 2,23-28
    Mk 3,1-6
    Mk 3,7-12
    Mk 3,13-19
    Mk 3,20-21
    Mk 3,22-30
    Mk 3,31-35
    Mk 4,10-13
    Mk 4,21-23
    Mk 4,24-25
    Mk 4,26-29
    Mk 4,30-32
    Mk 4,33-34
    Mk 4,35-41
    Mk 5,1-20
    Mk 5,21-34
    Mk 6,1-6
    Mk 6,7-13
    Mk 6,14-29
    Mk 6,30-44
    Mk 6,45-52
    Mk 6,53-56
    Mk 7,1-13
    Mk 7,14-23
    Mk 7,24-30
    Mk 7,31-37
    Mk 8,1-9
    Mk 8,10-13
    Mk 8,14-21
    Mk 8,22-26
    Mk 8,27-30
    Mk 8,31-33
    Mk 8,31-33
    Mk 9,2-8
    Mk 9,9-13
    Mk 9,14-29
    Mk 9,30-32
    Mk 9,33-37
    Mk 9,38-41
    Mk 9,42-50
    Mk 10,1-12
    Mk 10,13-16
    Mk 10,17-22
    Mk 10,23-27
    Mk 10,28-31
    Mk 10,32-34
    Mk 10,35-40
    Mk 10,41-45
    Mk 10,46-52
    Mk 11,1-11
    Mk 11,12-14
    Mk 11,15-19
    Mk 11,20-25
    Mk 11,27-33
    Mk 12,1-12
    Mk 12,13-17
    Mk 12,18-27
    Mk 12,28-34
    Mk 12,35-37
    Mk 12,38-40
    Mk 12,41-44
    Mk 13,1-4
    Mk 13,5-8
    Mk 13,9-13
    Mk 13,14-23
    Mk 13,24-27
    Mk 13,28-32
    Mk 13,33-37
    Mk 14,1-2
    Mk 14,3-9
    Mk 14,10-11
    Mk 14,12-16
    Mk 14,17-21
    Mk 14,22-25
    Mk 14,26-31
    Mk 14,32-42
    Mk 14,43-52
    Mk 14,53-65
    Mk 14,66-72
    Mk 15,1-5
    Mk 15,6-15
    Mk 15,16-20
    Mk 15,21-22
    Mk 15,23-28
    Mk 15,29-32
    Mk 15,33-37
    Mk 15,38-41
    Mk 15,42-47
    Mk 16,1-8
    Mk 16,9-14
    Mk 16,15-18
    Mk 16,19-20

 
106. Jezus ukazuje się swoim.
    "Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego."
(Mk 16,9-14)


   Komentarz: Dzisiejszy fragment ważny jest dla dusz najmniejszych. Bowiem przedstawione w nim zachowania osób bardzo odpowiadają zachowaniom dusz najmniejszych. Prześledźmy te wydarzenia.
    Maria Magdalena doznała ogromnego wzruszenia, gdy spotkała Zmartwychwstałego. Jej szczęście nie znało granic. O tym już kiedyś mówiliśmy. Wracała do apostołów pełna radości, pełna miłości, pełna wiary i ufności. Cierpienie jakiego doznawała przez ostatnie godziny, chociaż ogromne, teraz już się nie liczyło. Ona biegła, by oznajmić Maryi tę cudowną wieść. Biegła, by oznajmić ja również apostołom. Same nogi niosły ją. Serce śpiewało z radości. Nawet nie odczuła, kiedy dotarła do miejsca, gdzie pogrążeni w smutku przyjaciele Jezusa rozpamiętywali Jego mękę. Rozentuzjazmowana opowiedziała wszystkim, Kogo spotkała. Oczywiście pierwszej chciała przekazać te wiadomość Maryi. Cały czas powtarzała, że widziała Pana, że żyje, zmartwychwstał, rozmawiał z nią, zwrócił się do niej po imieniu!
    Maryja tę wieść przyjęła spokojnie, bowiem Ona wiedziała już o tym. Jej Jezus powiedział wcześniej i ukazał się niejako w tajemnicy przed wszystkimi. Ona sercem czuła już Jego obecność. Ona miała już w sobie tę pewność. Ucieszyła się jednak, że teraz Jezus daje tę łaskę innym, a zarazem potwierdzenie dla Niej samej. Dziękowała Bogu za dar Zmartwychwstania, za Zbawienie całej ludzkości.
    Jednak inni bardzo ostrożnie odnosili się do wieści Marii Magdaleny. Sądzili nawet, że z bólu pomieszały jej się zmysły. Toteż uspokajali ją, pojednawczo przytakiwali, ale zachowywali dystans do tej wiadomości. Nieco niepokoju wprowadziła w ich serca relacja dwóch uczniów, którym Jezus ukazał się na drodze. Oni również opowiadali pełni entuzjazmu, zapału, emocji, radości. Jednak im także nie uwierzono. Relacje tych świadków były tak niesamowite, trudne do zrozumienia, nie do ogarnięcia ludzkim umysłem, że odnoszono się do nich również z dystansem. Dopiero, gdy sam Jezus przyszedł do nich, pełni zdumienia, ale i niepojętej radości przyjęli wiadomość o Zmartwychwstaniu. Teraz i oni stali się jak Maria Magdalena, jak ci dwaj uczniowie, chcieli dzielić się tą wiadomością ze swoimi bliskimi, z pozostałymi uczniami Jezusa, którzy opłakiwali Jego śmierć.
    Zauważmy, jak nieskore do wiary są serca ludzkie. Nawet serca apostołów. Jezus musiał przyjść sam, osobiście, by uwierzyli. Musiał stanąć przed nimi, pokazać im swoje przebite dłonie, rozmawiać, jeść, aby zaczęli się przekonywać, że to właśnie On. Człowiekowi bardzo trudno jest wyjść poza krąg własnego poznania zmysłowego, poza własną wiedzę, doświadczenie, poglądy, przyjęte opinie. Najlepiej czuje się w tym, co widzi, słyszy, dotyka, co już zna, co sprawdził. Jeśli coś jest odbiegające od jego wyobrażeń, jeśli coś wymaga od niego, by zaufał, wtedy czuje się trochę, jak zawieszony w próżni, w nowej zupełnie rzeczywistości, której nie zna. Nie może nigdzie znaleźć oparcia, nic pewnego, stałego, znanego. Nie ma poczucia bezpieczeństwa, które dają rzeczy dobrze mu znane, sytuacje, zdarzenia wcześniej przeżyte, zachowania w pewnych okolicznościach wyuczone. Nie patrzy wtedy w kategoriach prawdziwej wartości, w kategoriach Prawdy, ale w kategoriach, czy coś mu jest znane, wcześniej doświadczone, czy może to sprawdzić, zweryfikować. Jeśli nie może tego uczynić - trudno mu to przyjąć. Człowiek przez swoje skażenie grzechem zatracił otwartość na Ducha w takim stopniu, jak to było zaraz po stworzeniu. Stał się po prostu bardziej cielesny, niż duchowy. Dlatego to, co sprawdzalne zmysłami ciała - istnieje dla niego, a co niesprawdzalne - trudne jest do przyjęcia.
    Jezus, który Zmartwychwstał - był postacią „nie z tego świata”. Trudno zatem wierzyć tym, którzy mówili, ze Go widzieli. Bardzo dobitnie określił to apostoł Tomasz: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladów gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. W tych słowach wyraża się człowiek. To nie jest tylko odpowiedź Tomasza. To odpowiedź każdego z nas. To my, dusze maleńkie, tak właśnie odpowiadamy Bogu na Jego słowa, czyny, znaki, cuda w naszym życiu. Zawsze chcemy sprawdzić. Zawsze potrzebujemy potwierdzenia, zawsze niedowierzamy, zawsze budzą się w nas wątpliwości.
    O ileż łatwiej żyłoby się chociażby apostołom, gdyby uwierzyli słowom Jezusa, gdy dopiero zapowiadał mękę, ale i zmartwychwstanie. O wiele mniej cierpieliby, gdyby słysząc wieści przyniesione przez Marię Magdalenę, potem dwóch uczniów, od razu uwierzyli i z radością oczekiwali na Zbawiciela. To było jednak dla nich za trudne. Trwali przy swojej wiedzy, poznaniu, doświadczeniu. Nie zdawali sobie sprawy, iż jeśli chodzi o Boga, nie liczy się poznanie zmysłowe, doświadczenie fizyczne, tylko miłość, z której płynie wiara i ufność. Wtedy jeszcze nie rozumieli, że miłość może pokonać śmierć, przekroczyć granicę między ciałem a duchem, zrodzić nowe życie, odmienić los każdego z nich.
    O ileż my - dusze maleńkie, szybciej kroczylibyśmy do świętości, gdybyśmy całym sercem przyjmowali wszystkie pouczenia z Nieba płynące w różnej formie. Gdybyśmy każde słowo brali jako Prawdę do swojego życia, to w bardzo szybkim tempie ziemia zamieniłaby się w raj, bo wszyscy staliby się bardzo wierzącymi. Ci którzy wierzyli od dawna, staliby się bardziej gorliwi, a ci, którzy wcześniej nie wierzyli, widząc przykład tych pierwszych, poszliby za nimi. Zobaczyliby bowiem cuda w ich życiu. Zapragnęliby takiego samego doświadczenia.
    Niestety takie doświadczenie jest udziałem nielicznych, którzy uparcie dążą do świętości, którzy wykazują się wielką ufnością i wiarą. Potrzeba przy tym ogromnej wytrwałości, uporu w dążeniu do celu, pomimo wichrów i burz. Bóg jednak udziela nam, duszom maleńkim, swej łaski. Nie byłby naszym Ojcem, gdyby tego nie czynił. On w każdym z nas już złożył swego Syna w momencie naszego ofiarowania się. To Syn - Jezus Chrystus jest tą Łaską. Jest niepojętą Łaską! Jego obecność w każdym z nas jest darem, błogosławieństwem, dobrem, siłą, mocą, poznaniem, prawdą. Powinniśmy żyć tą Obecnością Jezusa w nas! Powinniśmy żyć radośnie ciesząc się z tego faktu! Powinniśmy nieustannie adorować Go w swoim sercu! Powinniśmy z niecierpliwością czekać na narodziny Małego Dzieciątka!
    Bardzo często przyjmujemy słowa pouczenia, wskazania jako piękne opowiadania, piękne porównania, przenośnie, które niekoniecznie muszą się sprawdzić. Można ich posłuchać, wzruszyć się, przeżyć cudowne chwile, ale potem trzeba powrócić do rzeczywistości i żyć dalej swoim życiem. Gdy słyszymy świadectwa innych, nastawimy się do nich sceptycznie. Nawet, jeśli dopuszczamy możliwość ingerencji Boga w ich życiu, to trudno nam wierzyć, iż może się to przydarzyć również nam. Jednak Bóg pragnie dzisiaj, pragnie podczas całego Adwentu nakłaniać nas do wielkiej wiary i ufności w cudowną obecność Jezusa w sercu każdego z nas. Ofiarowanie dusz Bogu w Gietrzwałdzie nie było tylko indywidualnym wydarzeniem uczestników dni skupienia, czy Wieczernika. Oni byli przedstawicielami całej Wspólnoty. To ofiarowanie się dokonane zostało w imieniu wszystkich dusz najmniejszych. Bóg zapragnął tego dla nas, Matka Najświętsza nas zaprosiła, przygotowała i dokonała ofiarowania maleńkich dusz Bogu. Bez względu na to, czy byłeś tego uczestnikiem w sposób fizyczny, czy też nie, jeśli utożsamiasz się z duszami najmniejszymi, czuj się zaproszony do uczestnictwa w tym wielkim wydarzeniu, jakim jest złożenie przez Boga nowego życia w twojej duszy.
    Tym nowym życiem jest sam Jezus Chrystus. To On zagościł w naszych sercach. Na nowo! By na nowo rozpoczął się kolejny etap na maleńkiej drodze miłości. To życie naszych dusz w bliskości Jezusa, którego nosimy pod sercem. To wzrastanie naszej duszy w tej cudownej obecności samego Jezusa. To nabieranie Jego cech poprzez coraz większe utożsamianie się z Nim, z Jego Miłością. Przyjmij tę radosną nowinę z wiarą i ufnością. Codziennie ponawiaj swoje ofiarowanie przez Niepokalane Serce i Przeczyste ręce Maryi. Proś Ją, by ciągle ci o tym przypominała i pomagała kroczyć już po nowemu ze świadomością posiadania w duszy samego Boga. Ze świadomością dokonującej się przemiany twojej duszy w duszę całkowicie Jezusową. Staraj się żyć radośnie, jak radośnie żyła oczekując swego Syna Jego Matka. Chociaż zewnętrzne warunki nie zawsze były sprzyjające, to w Jej Sercu była nieustanna radość, ciągłe poddawanie się woli Boga i przyjmowanie wszystkiego jako Jego łaski.
    Módlmy się dzisiaj o dar wiary i ufności w dokonujące się wielkie rzeczy w naszej Wspólnocie. Módlmy się, byśmy niczego nie przeoczyli przez własną opieszałość i nieufność. Módlmy się, byśmy nie zmarnowali ani jednej łaski. Niech Bóg błogosławi nas na czas tych rozważań.

poprzedni          następny

©2010-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!