banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś wtorek, 16 paĽdziernika 2018 roku       Jesteś 1203958 naszym gościem.       Osób on-line: 24

Ewangelia wg. św. Marka

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    Mk 1,1-8
    Mk 1,9-11
    Mk 1,12-13
    Mk 1,14-15
    Mk 1,16-20
    Mk 1,21-22
    Mk 1,23-28
    Mk 1,29-31
    Mk 1,32-34
    Mk 1,35-39
    Mk 1,40-45
    Mk 2,1-12
    Mk 2,13-17
    Mk 2,18-22
    Mk 2,23-28
    Mk 3,1-6
    Mk 3,7-12
    Mk 3,13-19
    Mk 3,20-21
    Mk 3,22-30
    Mk 3,31-35
    Mk 4,10-13
    Mk 4,21-23
    Mk 4,24-25
    Mk 4,26-29
    Mk 4,30-32
    Mk 4,33-34
    Mk 4,35-41
    Mk 5,1-20
    Mk 5,21-34
    Mk 6,1-6
    Mk 6,7-13
    Mk 6,14-29
    Mk 6,30-44
    Mk 6,45-52
    Mk 6,53-56
    Mk 7,1-13
    Mk 7,14-23
    Mk 7,24-30
    Mk 7,31-37
    Mk 8,1-9
    Mk 8,10-13
    Mk 8,14-21
    Mk 8,22-26
    Mk 8,27-30
    Mk 8,31-33
    Mk 8,31-33
    Mk 9,2-8
    Mk 9,9-13
    Mk 9,14-29
    Mk 9,30-32
    Mk 9,33-37
    Mk 9,38-41
    Mk 9,42-50
    Mk 10,1-12
    Mk 10,13-16
    Mk 10,17-22
    Mk 10,23-27
    Mk 10,28-31
    Mk 10,32-34
    Mk 10,35-40
    Mk 10,41-45
    Mk 10,46-52
    Mk 11,1-11
    Mk 11,12-14
    Mk 11,15-19
    Mk 11,20-25
    Mk 11,27-33
    Mk 12,1-12
    Mk 12,13-17
    Mk 12,18-27
    Mk 12,28-34
    Mk 12,35-37
    Mk 12,38-40
    Mk 12,41-44
    Mk 13,1-4
    Mk 13,5-8
    Mk 13,9-13
    Mk 13,14-23
    Mk 13,24-27
    Mk 13,28-32
    Mk 13,33-37
    Mk 14,1-2
    Mk 14,3-9
    Mk 14,10-11
    Mk 14,12-16
    Mk 14,17-21
    Mk 14,22-25
    Mk 14,26-31
    Mk 14,32-42
    Mk 14,43-52
    Mk 14,53-65
    Mk 14,66-72
    Mk 15,1-5
    Mk 15,6-15
    Mk 15,16-20
    Mk 15,21-22
    Mk 15,23-28
    Mk 15,29-32
    Mk 15,33-37
    Mk 15,38-41
    Mk 15,42-47
    Mk 16,1-8
    Mk 16,9-14
    Mk 16,15-18
    Mk 16,19-20

 
14. Sprawa postów.
    "Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?» Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków»."
(Mk 2,18-22)


   Komentarz: Rozważmy dzisiaj jeszcze dokładniej sprawę „starego i nowego”. Otóż, Bóg stwarza duszę, powołuje do życia nowego człowieka. Poczyna się on w ciele swej matki, tam rozwija się, by po dziewięciu miesiącach przyjść na świat. Poprzez chrzest św. włączany jest w życie Kościoła i już na początku rozpoczyna swój rozwój duchowy, rozwój w wierze jako nowy człowiek. Już na samym początku życia otrzymuje od Boga niepojęty dar. Bowiem Bóg mówi mu: Tyś jest Moim synem. Jam cię dzisiaj zrodził. Poprzez zanurzenie w wodach chrztu św. każdy człowiek korzysta u progu swego życia z daru miłości miłosiernej, miłości ofiarnej Jezusa Chrystusa. Niejako awansem Bóg obdarowuje go życiem wiecznym. Zanim on zdążył poznać Boga, pokochać Go - Bóg wychodzi naprzeciw, zdając sobie sprawę z tego, iż bez tej Bożej Miłości, bez Jego pomocy, człowiek nie jest w stanie osiągnąć życia wiecznego. Nie jest w stanie pokochać Boga, zbliżyć się do niego, uczynić cokolwiek. Dlatego Bóg, który jest pełen miłości i z miłości stworzył człowieka, obdarza go darem najważniejszym, a mianowicie darem nowego życia. Już na początku obmywa go z grzechu pierworodnego i udziela mocy swej, by dążył do świętości.
    Jednak człowiek posiada liczne słabości. Skażenie, z jakim się narodził stale daje o sobie znać, tak, że nieustannie człowiek doświadcza swoich upadków, dostrzega swoją nędzę i widzi wielką słabość, która nie pozwala mu oderwać się od ziemi, by, choć trochę wzlecieć na wyżyny ducha. Wszystko dokoła zdaje się ściągać go w dół, odrywać od Boga, wszystko pobudza jego zaciekawienie i ukierunkowuje jego zainteresowania na świat go otaczający. Człowiek wzrasta w tym, napełnia się tym, co niesie świat, wchłania jak gąbka, szczególnie to, co przeciwne Bogu, co Go zasłania. Dusza z tego stanu, w jakim się znalazła w chwili chrztu św. przechodzi w stan napełniania się światem zewnętrznym.
    Oddziaływania rodziny są tutaj ogromnie istotne. Niestety rodzice sami wcześniej wchłonęli w siebie tak dużo z tego zewnętrznego świata, że nie potrafią dziecięcej duszy nakarmić tylko tym, co duchowe, tym, co boskie. Karmią je tym, co sami otrzymali i nadal przyjmują już w życiu dorosłym. Często czynią to bez głębszej refleksji nad wartością, nad tym, co absolutne, wieczne, nad tym, co nieprzemijające. Toteż rośnie pokolenie, które gdzieś w głębinach swego jestestwa posiada nowe życie, ale je skrzętnie okrywa kurz, przesłania materia, przytłacza pycha, egoizm i próżność. Mogą to być młodzi ludzie, ale serca i dusze pokryte grubą warstwą „światowego złota” nie widzą, że tak naprawdę okrywa je bagno, wciąga je, pochłania dając niewielkie szanse na prawdziwe życie. Człowiek jest oblepiony ohydą świata i często nie odczuwa nawet jej ciężaru. Niekiedy w prawdzie czuje w sercu jakiś ciężar, doznaje tęsknoty za czymś, czego nie zna, ale nie zastanawia się zbyt długo na tym i szybko powraca, do tego, co mu znane, co łatwiejsze, co go pociąga, nęci i wabi. W chwili, gdy otrzyma łaskę zobaczenia w inny sposób swojego życia, ma szansę na jego zmianę.
    Zauważmy, że mówimy tutaj o łasce jako szansie dla duszy. Łaska nie oznacza jeszcze przemiany. Łaska jest szansą daną człowiekowi przez Boga, z której może on skorzystać, ale jakże często tego nie czyni. Bóg daje człowiekowi tę szansę bardzo często. Udziela łaski ciągle. Nieustannie wychodzi naprzeciw człowiekowi, jak ojciec syna marnotrawnego wychodził na drogę i wyglądał, czy nie nadchodzi jego dziecko. Tym, co było tą łaską ojca to jego miłość do syna. Miłość ta złożona w sercu podpowiedziała synowi, by wrócił i by miał nadzieję na przyjęcie go z powrotem przez ojca.
    To niezmiernie ważne! Bóg złożył w naszych sercach swoją miłość. Od początku naszego istnienia, już w łonie naszych matek, Bóg zapewniał nas o miłości. Jest to trzon naszego jestestwa. To wewnętrzne przekonanie o tym, że jest ktoś, kto kocha nas bezwarunkowo, dla kogo jesteśmy najważniejsi. Miłość Boga jest rdzeniem naszego bytu, jest istotą naszej duszy, to nierozerwalna, główna część naszego jestestwa. To tchnienie naszej duszy, to jej życie. To głos Boga powołujący nas do istnienia, do życia, do odradzania się.
    To, co „zbieramy” przez całe swoje życie staje się zazwyczaj pokrywą przesłaniającą ten nasz rdzeń. To powoli, ale systematycznie oddziela nas coraz większym murem od Boga i Jego miłości w nas złożonej. Mimo to, Bóg stale wychodzi nam naprzeciw, stale wygląda, czy przypadkiem jego umiłowany syn nie powraca. Im większym murem się odgradzasz, im więcej balastu na siebie przyjmujesz cały otaczając się światem i nim żyjąc, tym głośniej Bóg woła do ciebie. Tym donośniejszy jest Jego głos, tym bardziej Bóg pragnie udzielić ci swej łaski. Jednak ty już obrosłeś „światem”, jego poglądami, jego brudem. Nie jesteś tą duszą, która w chwili swych narodzin w Kościele była świętą, czystą, jaśniejącą blaskiem samego Boga. Niesiesz na sobie cały bagaż, przesiąknięty jesteś nim bardzo głęboko.
    Żeby powrócić do tego stanu piękna swej duszy należałby zrzucić z siebie cały porastający ciebie brud, cały balast, wszystkie naleciałości. Bóg wychodzi ci naprzeciw. On daje ci swoją łaskę. Woła do ciebie po imieniu. Czyni to coraz głośniej i głośniej, abyś mógł usłyszeć. Niestety wszystko, co nazbierałeś w ciągu swojego życia bardzo przeszkadza w szybkim kroczeniu do domu Ojca. To, co jest w twoim sercu, to hamuje twój krok, zwalnia go, to przeszkadza ci spojrzeć obiektywnie na całą twoją sytuację. Ty słyszysz głos Boga, chcesz pójść za Nim, nawet wydaje ci się, że czynisz to, a jednak nie następuje w twoim życiu przemiana, jakiej byś się spodziewał.
    Co jest tego przyczyną? To twój balast. To wszystko, co jest w twojej duszy, w twoim sercu, co stało się częścią twojego życia, twoje poglądy, postawy, przyjęte, wyznawane wartości (te prawdziwie wyznawane, a nie tylko głoszone), twoje zainteresowania, przyzwyczajenia - to wszystko sprawia, że nie może dokonać się w tobie przemiana. Bowiem nie da się iść szybkim krokiem z wielką, ołowianą kulą u nogi. To powołanie, które Bóg składa w twoim sercu, ten głos Boga, który zamieszkuje twoją duszę, będzie na tyle słyszalny i na tyle wypełni ciebie swoją mocą, na ile ty na to pozwolisz, na ile otworzysz serce i uczynisz miejsce na to wezwanie. Nie da się przyjąć wezwania, nie da się przyjąć nowego powołania, nowego życia, nowych łask, jeśli w sercu nie będzie na nie miejsca, bo wypełniają je stare nawyki, stare przywiązania, stare przekonania, stare postawy. Każde twoje pójście za „nowym” będzie tylko połowiczne. A jeśli połowiczne, to znaczy żadne, bowiem nie da się rozpocząć nowego życia tylko w części, bo nadal będzie się tkwiło w starym.
    Bóg pragnie dzisiaj uzmysłowić nam, iż powołanie, do którego nas wybrał, droga, którą nas prowadzi, wymaga od nas porzucenia wszystkiego, co stare. Chodzi o nasze otwarcie się na łaskę, którą nam daje, całkowite jej przyjęcie, a jednoczesne odrzucenie dotychczasowego życia. Droga miłości, na którą nas wprowadza wymaga pójścia na całość, inaczej się po niej po prostu nie kroczy. To droga całkowitego zawierzenia Bożemu Sercu i Sercu Matki Najświętszej. To droga, na której Bóg udziela duszom łask ogromnych. Nas, których wybrał, przeznaczył do szafarstwa Jego Zdrojami. To niebywałe wyróżnienie i łaska, ale i ogromna odpowiedzialność i zobowiązanie. Nie da się prawdziwie czcić, wielbić, adorować Zdrojów Miłosiernych, jeśli się im nie oddało całego serca. Całego! Nic sobie nie pozostawiając. Nie da się prawdziwie dysponować Zdrojami, nie da się w nich zanurzać całego świata, gdy serce zajęte jest sobą. Bowiem wszystko to dokonuje się w sercu. Jeśli zajęte jest nami, nie mogą w nim przebywać Zdroje, a brak Zdrojów, oznacza, że nie można w nich zanurzyć innych dusz. Oczywiście, każda dusza ma swoje słabości i każda stale upada, ulega swoim nawykom, ma swoje przyzwyczajenia. Jednak nastawienie serca na ciągłe powstawanie, na ciągłe podejmowanie próby trwania w Bogu, upoważniają duszę, do tego, by dysponować Bożym Miłosierdziem. Otwartość serca, pragnienie kroczenia drogą powołania, nieustanne zawierzanie siebie Bogu i Jego Matce, a przede wszystkim miłość do Zdrojów są tym, co czyni duszę ich szafarzem.
    Oczywiście, wszystko dokonuje się dzięki łasce Boga, tak, więc o nią trzeba się szczególnie modlić. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. (…) Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. Nikt nie może kroczyć drogą miłości, mając w sercu nienawiść, pychę i egoizm. Nikt też nie może dysponować Zdrojami Miłosiernymi, mając w sercu zaciętość, upór i przywiązanie do starego.
    Niech Bóg błogosławi nas. Niech Duch Święty oświeci nasze serca i wskaże nam to, co „stare”, byśmy mogli z tego zrezygnować. Niech da nam ku temu siły i uzdolni by prawdziwie i w całości przyjąć „nowe”.

poprzedni          następny

©2010-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!