banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś piątek, 17 sierpnia 2018 roku       Jesteś 1191196 naszym gościem.       Osób on-line: 4

Ewangelia wg. św. Marka

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    Mk 1,1-8
    Mk 1,9-11
    Mk 1,12-13
    Mk 1,14-15
    Mk 1,16-20
    Mk 1,21-22
    Mk 1,23-28
    Mk 1,29-31
    Mk 1,32-34
    Mk 1,35-39
    Mk 1,40-45
    Mk 2,1-12
    Mk 2,13-17
    Mk 2,18-22
    Mk 2,23-28
    Mk 3,1-6
    Mk 3,7-12
    Mk 3,13-19
    Mk 3,20-21
    Mk 3,22-30
    Mk 3,31-35
    Mk 4,10-13
    Mk 4,21-23
    Mk 4,24-25
    Mk 4,26-29
    Mk 4,30-32
    Mk 4,33-34
    Mk 4,35-41
    Mk 5,1-20
    Mk 5,21-34
    Mk 6,1-6
    Mk 6,7-13
    Mk 6,14-29
    Mk 6,30-44
    Mk 6,45-52
    Mk 6,53-56
    Mk 7,1-13
    Mk 7,14-23
    Mk 7,24-30
    Mk 7,31-37
    Mk 8,1-9
    Mk 8,10-13
    Mk 8,14-21
    Mk 8,22-26
    Mk 8,27-30
    Mk 8,31-33
    Mk 8,31-33
    Mk 9,2-8
    Mk 9,9-13
    Mk 9,14-29
    Mk 9,30-32
    Mk 9,33-37
    Mk 9,38-41
    Mk 9,42-50
    Mk 10,1-12
    Mk 10,13-16
    Mk 10,17-22
    Mk 10,23-27
    Mk 10,28-31
    Mk 10,32-34
    Mk 10,35-40
    Mk 10,41-45
    Mk 10,46-52
    Mk 11,1-11
    Mk 11,12-14
    Mk 11,15-19
    Mk 11,20-25
    Mk 11,27-33
    Mk 12,1-12
    Mk 12,13-17
    Mk 12,18-27
    Mk 12,28-34
    Mk 12,35-37
    Mk 12,38-40
    Mk 12,41-44
    Mk 13,1-4
    Mk 13,5-8
    Mk 13,9-13
    Mk 13,14-23
    Mk 13,24-27
    Mk 13,28-32
    Mk 13,33-37
    Mk 14,1-2
    Mk 14,3-9
    Mk 14,10-11
    Mk 14,12-16
    Mk 14,17-21
    Mk 14,22-25
    Mk 14,26-31
    Mk 14,32-42
    Mk 14,43-52
    Mk 14,53-65
    Mk 14,66-72
    Mk 15,1-5
    Mk 15,6-15
    Mk 15,16-20
    Mk 15,21-22
    Mk 15,23-28
    Mk 15,29-32
    Mk 15,33-37
    Mk 15,38-41
    Mk 15,42-47
    Mk 16,1-8
    Mk 16,9-14
    Mk 16,15-18
    Mk 16,19-20

 
65. Niewidomy pod Jerychem.
    "Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!» I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «BądĽ dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał». Jezus mu rzekł: «IdĽ, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą."
(Mk 10,46-52)


   Komentarz: Ten fragment pojawiający się również u innych Ewangelistów, jest ważnym dla nas, dusz najmniejszych. Ważny z jednego względu, a mianowicie: to my jesteśmy niewidomymi żebrakami, których Jezus uzdrawia. My jesteśmy tymi, którzy podczas spotkań wspólnotowych, Wieczerników, podczas dni skupienia i pielgrzymek wołamy do Boga: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Nasze wołanie rozlega się w Niebie mocnym głosem, bowiem jest nas coraz więcej i liczba spotkań wzrasta. Przyrównywani jesteśmy do niewidomych, do żebraków, ponieważ jako najmniejsi, jako dusze maleńkie reprezentujemy właśnie tych, co „nie widzą”, nic „nie posiadają”, a pośród innych bywamy traktowani jako gorszej kategorii.
    Spróbujmy uzmysłowić sobie bardzo ważną prawdę, która być może nie dla wszystkich będzie łatwą do przyjęcia. Prawda ta jest prawdą o nas samych, o naszej słabości, nędzy, o naszej nicości. Gdyby dusza poznała ją od razu, nie wytrzymałaby swego obrazu tak marnego, tak lichego. W świecie współczesnym lansuje się siłę, przebicie, spryt, zaradność, kreatywność, asertywność, często przez wielu Ľle rozumianą, tupet, dążenie do coraz to wyższych stopni awansu w zawodzie często za wszelką cenę. Dlatego trudno jest przyjąć prawdę o swojej słabości. Ci, którzy są słabsi, mniej zaradni, którzy wolą ciszę, spokój, ci, którzy nie przepadają za zdobywaniem za wszelką cenę kariery, pieniędzy, wiedzy, których nie interesuje zbytnio polityka, moda, zysk za wszelką cenę, ci, którzy mają po prostu inne wyobrażenie o świecie, jego istocie, inne wartości reprezentują, dla których ważne są idee, a nie pieniądze i władza, ci są nierozumiani, traktowani, co najmniej jak dziwacy, nieudacznicy, jednostki słabe. Spróbujmy uzmysłowić sobie, jakimi jesteśmy.
    Po pierwsze. Jesteśmy duszami małymi. A małość ta oznacza słabość, grzeszność, ciągłe upadki. Ale małość oznacza również bycie dzieckiem wobec Boga.
    Po drugie. Jesteśmy ludĽmi, którzy w pewnym momencie swego życia dostrzegli potrzebę otwarcia się na inny jego wymiar. Z różnych powodów zapragnęliśmy zbliżyć się bardziej do Boga. Nie będziemy tutaj omawiać tychże powodów, bo nie to jest dzisiaj istotne. Bóg przyprowadził nas różnymi drogami, posługując się ludĽmi, sprawami, sytuacjami.
    Po trzecie. Czy tego chcemy, czy nie, przesiąkliśmy tak bardzo współczesnym materializmem, poglądami, trendami, modami, że chociaż przed tym się bronimy, to tkwią one w nas głęboko i w różnych momentach życia dają znać o sobie, ulegamy ich wpływom, a nasze serca mimo woli doznają w związku z tym niepokojów, stresów, lęków, a przede wszystkim upadków.
    Po czwarte. Nieustannie trwa w nas walka tego, co proponuje, narzuca, o czym przekonuje świat, z tym, co jest w naszych sercach, a co jest prawdziwym naszym obliczem. Co zostało w nas zakorzenione z racji bycia dzieckiem Boga, z racji bycia Jego stworzeniem, z racji pochodzenia od Boga. Dlatego z jednej strony pragnienie czystej miłości, dążenie do wyższych wartości, a z drugiej pogoń za światem, materią, wszystkim, co zewnętrzne, a nie wewnętrzne. Jest w nas, zatem ciągle jakieś rozdarcie. Nacisk, wpływ otoczenia jest tak wielki, że ulegamy jego opinii. To zaś wywołuje w nas ból, cierpienie, bo nie jesteśmy w zgodzie z samymi sobą, z naszą duszą.
    Po piąte -i to jest szczególnie istotne. Świat bardzo mocno wpłynął na nas, nasze poczucie wartości. Czujemy się dobrze, gdy upodobniamy się do wzorców tego świata. Jednak czujemy równocześnie, że nie spełniamy jego wymogów, a poza tym, nasze wartości, jakie reprezentujemy, podkreślają wagę zupełnie czegoś innego. Gdy inni widzą nasze słabości, wyrzucają je nam, wytykają, gdy poniżają, niesprawiedliwie osądzają, czujemy się bardzo Ľle. Przeżywamy ogromnie, że nie dostrzega się naszych pozytywnych stron. Z drugiej strony jest to prawda. Bolesna, ale prawda. W dodatku bardzo okrojona, bowiem, gdyby powiedziano wszystko o nędzy naszej i słabościach, nasza osoba jawiłaby się w bardzo ciemnych barwach. Trudno nam jednak przyjąć to do wiadomości. Bo świat wycisnął na nas swoje piętno. Piętno dążenia do bycia doskonałym we wszystkim, tylko nie w duchu, sercu, duszy, człowieczeństwie, dziecięctwie Bożym. Doznajemy, zatem ciągle tego wewnętrznego konfliktu. Trudno nam pogodzić się z faktem, że jesteśmy samą nędzą, chociaż ją widzimy w sobie, zdajemy sobie z tego sprawę. Gdy ktoś nam wytyka ją, jesteśmy oburzeni, czujemy się niesprawiedliwie osądzeni.
    Ważnym jest, aby każda dusza mała uświadamiając sobie fakt swojej małości, przyjęła go całym sercem. By zgodziła się na to, jaką jest - czyli najmniejszą. By przyjęła do wiadomości, iż jest ślepą, głuchą, chromą. Dopiero wtedy, gdy w swojej głębi, prawdziwie przeżyje siebie, jako duszę najmniejszą, przyjmie to jako fakt, nie będzie się zażegnywać, iż jest inną, dopiero wtedy będzie mogła autentycznie, z głębi swego serca, swego jestestwa zawołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Wtedy, będąc faktycznie tym, kim jest, a więc żebrakiem, niewidomym spotka się z Jezusem. To ogromnie ważne, by zgodzić się w swoim sercu na to, kim się jest. Jakiekolwiek udawanie kogoś lepszego, zapieranie się, że jest się innym, ale na pewno nie tak złym, słabym, gorszym, sprawia, że nie będzie prawdziwego spotkania Jezusa z żebrakiem. Bo spotka się z Nim twoja maska, twoje pozory, twoje pragnienie bycia kimś innym, twoja pycha, egoizm, twoje wyobrażenie o sobie samym. Jeśli zatem nie jesteś chorym, kogo Jezus miałby uleczyć. Jednak ty jesteś chory. Jesteś ślepy, głuchy, chromy. Twoje serce potrzebuje uzdrowienia. Twoja dusza tak bardzo słaba i chora, ale również. Ty cały potrzebujesz uzdrowienia wieloaspektowego. Uzdrowienia, które, jeśli się na nie zgodzisz, trwać będzie latami. Będzie to proces uzdrawiania, formowania, przemiany twojej, w duszę Jezusową.
    I jeszcze jedno. Jeśli autentycznie staniesz przed Jezusem ty - dusza najmniejsza ze wszystkich, będziesz mógł zwrócić się do Jezusa tymi wręcz czułymi słowami: „Rabbuni!” To są te same słowa, które wypowiedziała Maria Magdalena, gdy poszła do grobu Chrystusa, a nie zastawszy Go, szukała wokół. Wtedy pokazał się jej Jezus. Gdy wypowiedział jej imię, ona zwróciła się do Niego niezmiernie czule, z miłością: „Rabbuni!” Ten żebrak z dzisiejszego fragmentu również wypowiada te słowa. Czuł wzruszenie, czuł nadchodzące wybawienie z choroby, ze ślepoty. Stąd już w jego sercu drżenie, wzruszenie, miłość i napływająca wdzięczność. On wiedział, kim jest i przyjmował to do swojej wiadomości. Nie udawał nikogo innego. Dzięki temu mógł zawołać Jezusa, poprosić o pomoc. Postaraj się i ty, przyjąć do swojej świadomości, kim jesteś, jaki jesteś, a potem z wdzięcznością narastającą w sercu poproś o uzdrowienie. Nie spodziewaj się natychmiastowej własnej świętości. Nastaw się na całe życie, iż będziesz formowany, kształtowany przez Boskiego Mistrza, choć posługiwać się On będzie różnymi narzędziami. Nie zawsze przyjemnymi. Będzie On zdejmował bielmo z twoich oczu, i woskowinę z twoich uszu. Uzdrowi twoje nogi i ręce. A nade wszystko, zajmie się twoim sercem. Jeśli ktoś z nas miał styczność z osobą, która odzyskała słuch, lub dostała aparat słuchowy, wcześniej nie słysząc dĽwięków, wie, że ta osoba musi nauczyć się te dĽwięki rozróżniać, musi się nauczyć je rozpoznawać. Zatem odzyskanie słuchu, nie oznacza natychmiastowego stanu zdrowia. To proces dochodzenia do zdrowia. To nauka, czasami bardzo trudna dla tych, którzy całe życie nic nie słyszeli.
    Teraz my mamy daną tę szansę. Usłyszeliśmy, że Jezus właśnie będzie przechodził. Zatem przybyliśmy na Wieczernik, na dni skupienia, pojechaliśmy na pielgrzymkę. Jeszcze raz spróbujmy uświadomić sobie prawdę o sobie. Przyjmijmy w sercu, że jesteś niewidomym, głuchym, chromym żebrakiem. A potem wołajmy. Wołajmy głośno do Jezusa. Właśnie przechadza się pośród nas i pragnie zadać nam jedno pytanie, by potem spełnić naszą prośbę. A pytanie to brzmi: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Jeśli wtedy zwrócisz się do Niego ty- żebrak, w pełni pokory, uniżenia, przyjęcia prawdy o sobie, otrzymasz cudowną odpowiedĽ: „IdĽ, twoja wiara cię uzdrowiła.” Módl się, by jak najwięcej dusz mogło uczestniczyć w tak wspaniałych spotkaniach Jezusa z żebrakami, z głuchymi, ślepymi i chromymi. Módl się, by Wieczerniki obejmowały swym zasięgiem coraz więcej dusz. Módl się o tę szansę dla każdej duszy, by mogła spotkać się ze swoim Zbawicielem.
    Niech Bóg błogosławi nas. Rozważajmy ten fragment prosząc Ducha Świętego, by udzielił światła naszym duszom do zobaczenia i przyjęcia prawdy o sobie.

poprzedni          następny

©2010-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!