banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś niedziela, 21 paĽdziernika 2018 roku       Jesteś 1205224 naszym gościem.       Osób on-line: 21

Ewangelia wg. św. Marka

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    Mk 1,1-8
    Mk 1,9-11
    Mk 1,12-13
    Mk 1,14-15
    Mk 1,16-20
    Mk 1,21-22
    Mk 1,23-28
    Mk 1,29-31
    Mk 1,32-34
    Mk 1,35-39
    Mk 1,40-45
    Mk 2,1-12
    Mk 2,13-17
    Mk 2,18-22
    Mk 2,23-28
    Mk 3,1-6
    Mk 3,7-12
    Mk 3,13-19
    Mk 3,20-21
    Mk 3,22-30
    Mk 3,31-35
    Mk 4,10-13
    Mk 4,21-23
    Mk 4,24-25
    Mk 4,26-29
    Mk 4,30-32
    Mk 4,33-34
    Mk 4,35-41
    Mk 5,1-20
    Mk 5,21-34
    Mk 6,1-6
    Mk 6,7-13
    Mk 6,14-29
    Mk 6,30-44
    Mk 6,45-52
    Mk 6,53-56
    Mk 7,1-13
    Mk 7,14-23
    Mk 7,24-30
    Mk 7,31-37
    Mk 8,1-9
    Mk 8,10-13
    Mk 8,14-21
    Mk 8,22-26
    Mk 8,27-30
    Mk 8,31-33
    Mk 8,31-33
    Mk 9,2-8
    Mk 9,9-13
    Mk 9,14-29
    Mk 9,30-32
    Mk 9,33-37
    Mk 9,38-41
    Mk 9,42-50
    Mk 10,1-12
    Mk 10,13-16
    Mk 10,17-22
    Mk 10,23-27
    Mk 10,28-31
    Mk 10,32-34
    Mk 10,35-40
    Mk 10,41-45
    Mk 10,46-52
    Mk 11,1-11
    Mk 11,12-14
    Mk 11,15-19
    Mk 11,20-25
    Mk 11,27-33
    Mk 12,1-12
    Mk 12,13-17
    Mk 12,18-27
    Mk 12,28-34
    Mk 12,35-37
    Mk 12,38-40
    Mk 12,41-44
    Mk 13,1-4
    Mk 13,5-8
    Mk 13,9-13
    Mk 13,14-23
    Mk 13,24-27
    Mk 13,28-32
    Mk 13,33-37
    Mk 14,1-2
    Mk 14,3-9
    Mk 14,10-11
    Mk 14,12-16
    Mk 14,17-21
    Mk 14,22-25
    Mk 14,26-31
    Mk 14,32-42
    Mk 14,43-52
    Mk 14,53-65
    Mk 14,66-72
    Mk 15,1-5
    Mk 15,6-15
    Mk 15,16-20
    Mk 15,21-22
    Mk 15,23-28
    Mk 15,29-32
    Mk 15,33-37
    Mk 15,38-41
    Mk 15,42-47
    Mk 16,1-8
    Mk 16,9-14
    Mk 16,15-18
    Mk 16,19-20

 
97. Jezus odrzucony przez swój naród.
    "Na każde zaś święto miał zwyczaj uwalniać im jednego więĽnia, którego żądali. A był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo. Tłum przyszedł i zaczął domagać się tego, co zawsze im czynił. Piłat im odpowiedział: «Jeśli chcecie, uwolnię wam Króla Żydowskiego?» Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im raczej Barabasza. Piłat ponownie ich zapytał: «Cóż więc mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem Żydowskim?» Odpowiedzieli mu krzykiem: «Ukrzyżuj Go!» Piłat odparł: «Cóż więc złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Ukrzyżuj Go!» Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie."
(Mk 15,6-15)


   Komentarz: Oto czytamy kolejne słowa dotyczące męki Jezusa. I chociaż nie opowiadają one dokładnie wszystkich wydarzeń, to z samych tych słów można wiele wywnioskować. Do tego potrzeba jednak otwartego serca, wrażliwego serca, serca czułego. Pomódlmy się więc do Ducha Świętego, by dotknął naszych serc swoją miłością, by uczynił je niczym serce Boga, by czuły, widziały, rozumiały przynajmniej część z tej niepojętej tajemnicy zbawienia jakiego dokonał Jezus Chrystus. Prośmy o łaskę otwarcia na cud Boskiej Miłości, jaka nam w sposób szczególny w tych dniach się objawia. Błagajmy o wielkie miłosierdzie dla naszych małych i słabych serc, by mimo swojej nicości mogły doświadczyć, przeżyć, zanurzyć się w Miłości Boga wypływającej wielkim strumieniem z Krzyża. Módlmy się bardzo żarliwie o łaskę otwarcia duszy na tajemnice Boże. Chociaż zakryte, to jednak przekazywane duszom świętym, duszom pokornym, duszom miłującym ogromnie Boga. Módlmy się do Ducha Świętego o ten dar poznania tajemnicy cierpienia, które zbawia świat. Módlmy się.
    Dzisiejszy fragment jest nam bardzo dobrze znany. Opisuje sytuację przerażającą. Oto bowiem człowiek mając do wyboru: uwolnić okrutnego i bezwzględnego przestępcę lub pełnego miłości Jezusa, wybiera tego pierwszego. Co takiego dokonuje się w sercach ludzkich, że uwalniają szatana, a krzyżują Boga? To wręcz niepojęte, jak bardzo szatan zawładnął tymi sercami, że robi z nimi, co chce. Spróbujmy wyobrazić sobie tę scenę. Włóżcie w to cały swój wysiłek. Zobaczmy dwie postacie, jakże różne. Zobaczmy Jezusa. Proszę, nie przywołujmy Go z pamięci, gdy chodził i nauczał. On teraz stojąc przed tłumem oraz przed Piłatem wygląda inaczej. Całonocne tortury zrobiły swoje. Prowadzenie na przesłuchania od Annasza do Kajfasza również. Jezus jest już teraz obolały, umęczony, cierpiący, poraniony. Już ugina się pod ciężarem szyderstw, oszczerstw, nienawiści, złości, pychy, okrucieństwa. Już teraz doświadcza bardzo boleśnie odrzucenia miłości, jaką darzy rodzaj ludzki. Wygląd zewnętrzny bardzo różni się od tego, który znamy z czasów, gdy nauczał. To już nie ten wysoki, smukły mężczyzna, o męskich, ale delikatnych, szlachetnych rysach. Jezus jest poraniony, brudny. Poszarpane szaty zwisają na Nim. Lekko zgarbiony. Głowa nieco pochylona do przodu. Na twarzy widoczne ślady tortur. Ręce również mają ślady wiązania. Sznury poprzecinały skórę. Całe ciało jest miejscami posiniaczone, poranione, widać rany kłute, cięte, szarpane. Widać też większe place zaczerwienione z pęcherzami od poparzenia. Ubranie jest zmięte i brudne. Cała postać Jezusa tchnie smutkiem. Jezus patrzy na tłum oczami pełnymi bólu. Pojawiają się w nich łzy. Jednak teraz nie są to łzy spowodowane cierpieniem fizycznym. To ból ducha, duszy. To ból serca. Jezus cierpi ogromnie z powodu nienawiści, jaką napotyka Jego miłość. Pokój otacza Jego osobę. Chociaż wokół tłum krzyczy, jest rozgorączkowany, chociaż twarze arcykapłanów są czerwone od nienawiści i złości, chociaż w powietrzu ciągle słychać słowa: Na śmierć z Nim!, chociaż ziemia zda się drżeć od tych słów, to Jezus pozostaje sobą - Księciem Pokoju, Dawcą Miłości.
    Naprzeciw Niego wystawiono Barabasza. Człowieka na wskroś przesiąkniętego złem. Człowieka, który czynił w swoim życiu rzeczy tak straszne, tak okrutne, że aniołowie zakrywają sobie twarz z przerażenia. Barabasz nie ma w sobie ani odrobiny skruchy. On chełpi się swoimi zabójstwami, swoim okrucieństwem. Zionie nienawiścią do wszystkich i wszystkiego. Pogardza wszystkimi. Gdyby jego życie miało się powtórzyć, robiłby to samo. Nie ma w nim żadnej refleksji. Można powiedzieć, że cały złożony jest z nienawiści. Nawet stojąc jako więzień, jako oskarżony za straszliwe czyny, on nadal wulgarnie i buńczucznie wyraża swoją pogardę dla władzy, dla tłumu, dla arcykapłanów, dla zwykłych Żydów i żołnierzy.
    Na szali postawiono z jednej strony czystość, niewinność, miłość i dobroć, a na drugiej samo zło, nienawiść, złość, pogardę, zabójstwo, śmierć. Wyboru zaś mają dokonać ci, co doznawali od Jezusa miłości, dobra, uzdrowień, pocieszenia. Wydawać by się mogło, że wybór jest jasny i oczywisty. A jednak tak nie jest. W serca te wkradło się zło. Nienawiść jest zaraĽliwa. Tłum podsycany namowami kapłanów popartymi pieniędzmi, wybiera Barabasza! A Jezusa skazuje na Krzyż! To, co dokonuje się w tym momencie jest nie pojętym wybuchem ogromu zła! Całe to zło rzuca się na czystego, niewinnego Jezusa. Tłum szaleje! Barabasz wyraża swoją postawą triumfującego szatana. Wydaje się, że za chwilę cała Jerozolima rozpadnie się pod wpływem tego krzyku tłumu, pękną kamienne mury, a ziemia się zatrzęsie. Niestety nic takiego się nie dzieje. W wielkiej wrzawie, wśród popychania, szturchańców, wulgarnych okrzyków Jezus prowadzony jest do słupa biczowania. Przed ukrzyżowaniem bowiem zwyczajowo skazanego się biczuje. Piłat jeszcze łudził się nieco, że może po tych torturach, tłum zgodzi się na inną karę. Jednak raczej był to wyraz jego lęku przed czymś lub przed Kimś, czego i Kogo nie rozumie, niż chęć okazania sprawiedliwości.
    Jakiegoż bólu doświadczał Jezus! Odrzucony przez tych, których kochał i którym okazywał tyle miłości! Porównany ze straszliwym przestępcą i uznany za gorszego od niego! Wydawało się, ze cała nienawiść dopadła Jezusa chcąc Go zabić. Jego serce konało z bólu, pękało z powodu zadawanego cierpienia! Został odrzucony, chociaż trzy lata był wobec nich samą miłością. Chociaż jeszcze kilka dni temu chciano okrzyknąć Go królem. Chociaż wyrażano wiele razy miłość wobec Niego. Teraz uznano Go winnym śmierci przez ukrzyżowanie!
    To smutny, pełen bólu fragment Ewangelii. Jednak proszę, abyśmy na tych słowach nie kończyli tego rozważania. Chcę nam uświadomić jeszcze jedną prawdę. Prawdę równie smutną i bolesną. Nasze serca są takim miejscem skazywania Jezusa na ubiczowanie, miejscem dokonywania wyborów, miejscem, gdzie uwalnia się zło, a krzyżuje Boga! To w naszych sercach słychać okrutne krzyki: Ukrzyżuj Go! To my dajemy wolność okrutnemu Barabaszowi, a skazujemy na śmierć samą Miłość, samo Dobro, sam Pokój! To w naszych sercach Jezus cierpi odrzucenie, ból odtrącenia Jego miłości! Zobaczmy postać Jezusa, ale nie tam w Jerozolimie dwa tysiące lat temu. Zobaczmy Go teraz! Zobaczmy Go w swojej duszy! Za każdym razem, gdy zwycięża w nas zło, skazujemy Jezusa na ukrzyżowanie. Za każdym razem, gdy upadamy, Jezus idzie na ubiczowanie! Za każdym razem, gdy zapominamy o Nim, gdy nie trwamy pod Krzyżem, gdy Akt Miłości przestaje być nieustannym, dopadają Jezusa okrzyki tłumu, które jak pociski ranią Go w samo serce. Jest otoczony nienawiścią i ugina się pod ciężarem ludzkiego egoizmu, pychy i miłości własnej!
    Chciałbym, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, czym staje się nasze serce właśnie w takich chwilach. Jest placem przed pałacem Piłata, staje się miejscem biczowania, więzieniem nocnych tortur, drogą krzyżową, a nawet Golgotą! Wiem, że to mocne słowa. Jednak dusza, która pragnie kroczyć drogą doskonałości, musi stanąć w prawdzie przed sobą i Bogiem. Musi poznać siebie samą. Musi zdać sobie sprawę z własnej słabości, niemocy, własnych grzechów i obrzydliwości. Dopiero wtedy, gdy to sobie uświadomi, gdy przyjmie z pokorą tę prawdę o sobie, gdy ukorzy się przed Bogiem, będzie mogła prawdziwie wzrastać ku świętości. Mając cały czas świadomość swojej nędzy, mając świadomość czym nadal jest jej serce, może próbować kochać i prosić o tę miłość we własnym sercu. Może w końcu prosić o łaskę stanięcia przy Jezusie w tym bolesnym dla Niego czasie i towarzyszenia Mu w Jego męce. Jednak najpierw dusza musi zobaczyć prawdziwe oblicze swojego „ja”.
    Niech Bóg błogosławi nas. Niech ten czas będzie bardzo owocny w poznanie samych siebie, w otwarcie się na Miłość i przyjęcie tejże Miłości. Niech Bóg błogosławi nas na czas tych rozważań.

poprzedni          następny

©2010-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!