banner

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.     Dziś niedziela, 21 stycznia 2018 roku       Jesteś 1145223 naszym gościem.       Osób on-line: 6

Ewangelia wg. św. Łukasza

 Rozdział i wersety
 Tytuł poszczególnych fragmentów
    Łk 1,1-4
    Łk 1,5-25
    Łk 1,26-29
    Łk 1,30-38
    Łk 1,39-45
    Łk 1,46-56
    Łk 1,57-66
    Łk 1,67-80
    Łk 2,1-7
    Łk 2,8-20
    Łk 2,21
    Łk 2,22-24
    Łk 2,25-32
    Łk 2,33-35
    Łk 2,36-38
    Łk 2,39-40
    Łk 2,41-50
    Łk 2,51-52
    Łk 3,1-6
    Łk 3,7-9
    Łk 3,10-14
    Łk 3,15-18
    Łk 3,19-20
    Łk 3,21-22
    Łk 3,23-38
    Łk 4,1-13
    Łk 4,14-15
    Łk 4,16-30
    Łk 4,31-37
    Łk 4,38-41
    Łk 4,42-44
    Łk 5,1-3
    Łk 5,4-11
    Łk 5,12-16
    Łk 5,17-26
    Łk 5,27-32
    Łk 5,33-39
    Łk 6,1-5
    Łk 6,6-11
    Łk 6,12-16
    Łk 6,17-19
    Łk 6,20-23
    Łk 6,24-26
    Łk 6,27-36
    Łk 6,37-38
    Łk 6,39-40
    Łk 6,31-42
    Łk 6,43-45
    Łk 6,46-49
    Łk 7,1-10
    Łk 7,11-17
    Łk 7,18-23
    Łk 7,24-30
    Łk 7,31-35
    Łk 7,36-50
    Łk 8,1-3
    Łk 8,4-8
    Łk 8,9-15
    Łk 8,16-18
    Łk 8,19-21
    Łk 8,22-25
    Łk 8,26-39
    Łk 8,40-48
    Łk 8,49-56
    Łk 9,1-6
    Łk 9,7-9
    Łk 9,10-11
    Łk 9,12-17
    Łk 9,18-21
    Łk 9,22
    Łk 9,23-27
    Łk 9,28-36
    Łk 9,37-43a
    Łk 9,43b-45
    Łk 9,46-48
    Łk 9,49-50
    Łk 9,51-56
    Łk 9,57-62
    Łk 10,1-12
    Łk 10,13-16
    Łk 10,17-20
    Łk 10,21-22
    Łk 10,23-24
    Łk 10,25-29
    Łk 10,30-37
    Łk 10,38-42
    Łk 11,1-4
    Łk 11,5-8
    Łk 11,9-13
    Łk 11,14-23
    Łk 11,24-26
    Łk 11,27-28
    Łk 11,29-32
    Łk 11,33-36
    Łk 11,37-44
    Łk 11,45-54
    Łk 12,1-12
    Łk 12,13-21
    Łk 12,22-31
    Łk 12,32-34
    Łk 12,35-40
    Łk 12,41-48
    Łk 12,49-53
    Łk 12,54-59
    Łk 13,1-5
    Łk 13,6-9
    Łk 13,10-17
    Łk 13,18-21
    Łk 13,22-30
    Łk 13,31-33
    Łk 13,34-35
    Łk 14,1-6
    Łk 14,7-11
    Łk 14,12-14
    Łk 14,15-24
    Łk 14,25-35
    Łk 15,1-7
    Łk 15,8-10
    Łk 15,11-32
    Łk 16,1-8
    Łk 16,9-13
    Łk 16,14-15
    Łk 16,16-17
    Łk 16,18
    Łk 16,19-31
    Łk 17,1-2
    Łk 17,3-4
    Łk 17,5-6
    Łk 17,7-10
    Łk 17,11-19
    Łk 17,20-21
    Łk 17,22-37
    Łk 18,1-8
    Łk 18,9-14
    Łk 18,15-17
    Łk 18,18-23
    Łk 18,24-27
    Łk 18,28-30
    Łk 18,31-34
    Łk 18,35-43
    Łk 19,1-10
    Łk 19,11-28
    Łk 19,29-40
    Łk 19,41-44
    Łk 19,45-46
    Łk 19,47-48
    Łk 20,1-8
    Łk 20,9-19
    Łk 20,20-26
    Łk 20,27-40
    Łk 20,41-44
    Łk 20,45-47
    Łk 21,1-4
    Łk 21,5-7
    Łk 21,8-11
    Łk 21,12-19
    Łk 21,20-24
    Łk 21,25-28
    Łk 21,29-33
    Łk 21,34-36
    Łk 21,37-38
    Łk 22,1-6
    Łk 22,7-13
    Łk 22,14-18
    Łk 22,19-20
    Łk 22,21-23
    Łk 22,24-30
    Łk 22,31-34
    Łk 22,35-38
    Łk 22,39-46
    Łk 22,47-53
    Łk 22,54-62
    Łk 22,63-65
    Łk 22,66-71
    Łk 23,1-7
    Łk 23,8-12
    Łk 23,13-16
    Łk 23,17-25
    Łk 23,26-32
    Łk 23,33-34
    Łk 23,35-38
    Łk 23,39-43
    Łk 23,44-46
    Łk 23,47-49
    Łk 23,50-56
    Łk 24,1-11
    Łk 24,12
    Łk 24,13-35
    Łk 24,36-43
    Łk 24,44-49
    Łk 24,50-51
    Łk 24,52-53

 
15. Prorokini Anna.
    "Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy."
(Łk 2,36-38)


   Komentarz: Na przestrzeni wieków Bóg nieustannie wybiera sobie dusze, powołuje do spełnienia różnych zadań, misji, prowadzi je, poucza, wspiera i tak rozwija się Kościół, tak wzrastają zastępy dusz świętych, tak Bóg ukazuje światu swoje oblicze jakim jest miłość. Bóg kieruje poszczególnymi osobami i całymi narodami. Zajmuje się każdym z osobna, ale i całymi społecznościami. Wie o wszystkim i wszystkich prowadzi. Wszystko przewiduje, a gdy widzi ogromne niebezpieczeństwo dla dusz, ostrzega i wskazuje drogę naprawy, drogę wyjścia z niebezpiecznej sytuacji.
    Człowiek nie jest w stanie tak, jak Bóg zarządzać całym światem. Po pierwsze nie ma w sobie tej Miłości, którą nieustannie kieruje się Bóg. Po drugie, nie jest to możliwe z przyczyn typowo fizycznych, organizacyjnych, intelektualnych, psychicznych. Jeden człowiek nie poradziłby takiego ciężaru. A jednak stale czyni zakusy, by tak, jak kiedyś, budowniczowie wieży Babel, zawładnąć i pokierować całą ludzkością. Ma w sobie zapędy, by być jak Bóg. Jednego jednak nie bierze pod uwagę. Jest tylko stworzeniem. To Bóg jest Stwórcą - dawcą życia! Tylko Bóg potrafi stwarzać z niczego i tylko On daje życie, tchnie nowe życie w duszę kolejnego człowieka, który jest poczynany w łonie swej matki. Tego cudu nie jest w stanie uczynić żaden człowiek. Żaden człowiek nie może nawet o sekundę zmienić zaplanowanego czasu swego życia. Nie może go wydłużyć. A jeśli chce skracać, nie jest to współpraca z Bogiem, a działanie przeciwko Niemu i sobie.
    Każda dusza powołana do większej doskonałości, bliższej zażyłości z Bogiem, ma w swoim życiu do spełnienia bardzo ważną misję. Niekoniecznie musi wiedzieć od początku, na czym ona polega. Nieraz świat nie dowiaduje się do końca, jakie zadanie w Kościele pełniła dana dusza. Tych świętych, których Kościół oficjalnie uznał świętymi jest niedużo w porównaniu ze świętymi ukrytymi, których nie znamy, a którzy często żyjąc pośród nas wypełniali wolę Boga dążąc w tym do doskonałości. Ich życie skromne, ukryte, nie odznaczało się niczym szczególnym i otoczenie nawet nie domyślało się, że właśnie żyje obok świętej duszy. Duszom takim nieraz Bóg daje poznać swoje zamiary, nieraz ukazuje wizje przyszłości, niekiedy daje poznanie przyczyny problemów i sposoby ich rozwiązania. Duszom tym daje siebie w większym wymiarze niż innym, wyróżnia je swoją szczególną bliskością, życiem w większej z Nim zażyłości. Nie oznacza to jednak, że ich życie jest usłane różami. Należałoby raczej powiedzieć, iż róże owszem są, ale na ich łodygach jest pełno kolców.
    Bardzo często zwykli ludzie patrząc na świętą duszę widzą przede wszystkim łaski, jakie ona otrzymywała od Boga za życia. Nawet zazdroszczą jej tych łask. Pragną ich i myślą, że są wielkim ich szczęściem. Nie zdają sobie sprawę, jak niekiedy wielkim cierpieniem zostały okupione. Że chociaż dusza doświadcza je jako rzeczywiście wyróżnienie i wybranie, ale jednocześnie stanowią one dla niej samej Krzyż. A tego Krzyża już inni nie widzą. Nie dostrzegają tych zmagań z samym sobą, tej walki z własnymi słabościami, tych wątpliwości targających duszę, ani tych komentarzy nieżyczliwych bliźnich, którzy często przez zazdrość czyhają tylko na potknięcia dusz dążących do doskonałości. Nie widzą tego codziennego podejmowania Krzyża swego powołania, bo dostrzegają jedynie łaski spływające na te osoby. Widzą jedynie to wyróżnienie, wywyższenie, chwałę Boga, która się w nich już objawia. To jednostronne patrzenie na święte dusze, dusze wyróżnione, powołane i wybrane.
    Bóg pragnie wprowadzać nas na drogę ku świętości. Tą drogą już część z nas idzie. To znana nam Maleńka Drożyna Miłości. Każdego z nas Bóg powołuje na nią, ale nie każdy z nas się na nią decyduje. A Bóg pragnie uczynić nas świętymi, uczynić orędownikami Jego Miłości i Jego Miłosierdzia. Pragnie przygotować nas w różny sposób, do pełnienia tego powołania. Również poprzez różnego typu dary i łaski. Jednak nasza słabość jest tak wielka, że patrzymy na siebie jedynie przez pryzmat tychże łask, które widać niejako gołym okiem. Zdaje się nam, że skoro my takich widocznych łask nie doświadczamy, tzn. że Bóg nam nie daje żadnych darów, żadnych łask. Jednocześnie mylimy obdarowanie łaskami ze świętością i zasługami. To, co otrzymujemy, to dostajemy ze względu na powołanie, jakim nas Bóg obdarza, ze względu na miłość jaką Bóg ma w swoim sercu do nas, ze względu na Dzieło, które realizuje w Kościele, a nie ze względu na cnoty, czy zasługi, bo tych nie posiadamy.
    Matka jeśli tylko może, daje swemu dziecku jak największe prezenty, by sprawić mu radość. Czy ono na nie zasłużyło? Nie. Jedynym powodem jest miłość Matki. Mama daje mu również to, co służy nie tylko zabawie, ale i rozwojowi. Zabawki edukacyjne są jak najbardziej wskazane. My również i takie otrzymujemy. Nie zawsze je rozumiemy, czy odczytujemy. Bóg kieruje naszą uwagę na fakt, iż powołuje nas do Dzieła. Obdarza łaskami. Daję je zupełnie darmo. Wszystkim! Natomiast naszym zadaniem jest, nie skupiać się na darach, czy łaskach, jak to niekiedy zdarza się nam, ale na dążeniu ku zjednoczeniu z Bogiem Miłości. Dopiero wynikiem tego prawdziwego zjednoczenia będzie możliwość pełnego uczestnictwa w łaskach, pełniejszego ich „wykorzystania”.
    Naszym zadaniem jest podejmowanie Krzyża codzienności. Trud życia w zjednoczeniu z Bogiem codziennie, od rana do wieczora, trud miłowania bliskich i znajomych, trud życia prawdziwą Miłością zawsze, nawet wtedy, gdy inni dają powody, by bardziej nienawidzić, niż kochać. Dopiero wtedy staniemy się prawdziwie uczestnikami życia Bożego. Bowiem Jego łaska znajdzie otwarte naczynia, w które będzie mogła być złożona. Dopiero wtedy zaczniemy odczytywać znaki, jakich wokół nas jest pełno, tylko ich nie widzimy. To znaki Bożej obecności, Jego opieki, Bożego zatroskania o nas. Wtedy dopiero nasze otwarte serca będą wrażliwe na Boże natchnienia. Zrozumiemy ich wymowę i zaczniemy się nimi kierować.
    Wokół nas są ci, co żyją sercem otwartym, duszą zjednoczoną z Bogiem. Są wielcy - jak Papież i maluczcy, jak Anna. Każdy na swój sposób realizuje swoje powołanie. Każdy z nich ma swoje zadanie do wykonania, na swoją miarę. I jeśli czyni to całym sercem oddając się Bogu na służbę, staje się Jego narzędziem, przez które prowadzi świat i nim kieruje. Spróbujmy podjąć próbę dostrzeżenia tych dusz. Mamy je wokół siebie. To Papież, to nasi kapłani, to osoby świeckie żyjące razem z nami, to święci danego wieku, ale i ci, co żyli wcześniej, ale przesłanie jakie nieśli jest ponadczasowe. Starajmy się nie lekceważyć tych znaków, jakie nam Bóg daje poprzez ich życie. Sami zapragnijmy stać się Jego znakiem. Bo przecież do tego jesteśmy powołani. Nie szukajmy wielkości, uznania, poklasku, nie oczekujmy pochwał i podziwu. Przygotujmy się na to, że nikt nas nie zauważy. Wtedy dopiero będziemy mieli powód do radości. Szukajmy ukrycia, bądźmy pokorni. Żyjmy pełni Ducha, a Bóg da nam to, co przygotował dla swoich wybranych. Da nam swojego Ducha, da nam swoją Miłość, obdarzy swoim Miłosierdziem. Wtedy dopiero zaczniemy żyć i pełnić swoją służbę przy Świątyni Pańskiej prawdziwie.
    Niech Bóg błogosławi nas, niech Duch Boży spocznie na nas i obdarzy swoją Mądrością.

poprzedni          następny

©2010-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona jest własnością Katolickiego Stowarzyszenia Konsolata. polityka prywatności


Do góry!